piątek, 20 września 2019
Decyzja należy do Was...
- A może jednak pójdziemy? - zapytał osobisty historyk.
- Ale po co? Żebym dowiedziała się i zobaczyła to wszystko o czym wiem? - odpowiedziałam.
- O wielu rzeczach z pewnością nie wiesz. I nawet jak przedstawiono je w dużej karykaturze to warto je chyba zobaczyć. Żeby przestać mieć złudzenia. Pójdziemy do tego kina w Galerii Młociny - tam sa takie bardzo wygodne fotele. Ogląda się film prawie na leżąco.
- No dobrze - zgodziłam się - najwyżej sobie w kinie pośpię...
---------------------------------------------------------------------------------
Nie pospałam sobie. Na dodatek wierciłam się na tym swoim wygodnym fotelu i nie mogłam wytrzymać do końca filmu. Z obrzydzenia. Z przerażenia. Z rozpaczy. Ze smutku.
Film Patryka Vegi "Polityka" to właściwie wszystko to o czym wiemy. Bo nie wierzę, że są tacy ludzie, którzy o tym nie wiedzą. Chyba, że nie chca wiedzieć, bo jest im tak wygodniej.
To fakty, które miały i mają miejsce w polityce naszego kraju od pewnego czasu.
Podziwiam aktorów, bo zagrali rewelacyjnie. Wszyscy bez wyjątku. Film został zrobiony po mistrzowsku. Każda scena, każde wydarzenie, które miało miejsce w rzeczywistośći zostało przedstawione bardzo naturalistycznie. Raziła mnie jedynie w filmie niesamowita wprost ilość wulgaryzmów.
Decyzja czy pójść na ten film zależy od każdego z Was. Nikogo nie namawiam i nikogo przed filmem nie ostrzegam.
Ja nie żałuję, że go obejrzałam.
Chociaż z pewnością jest mi teraz bardzo smutno. A ostatniej sceny gdy nowo-wybrany rząd składa ślubowanie w Sejmie nie zapomnę do końca życia.
Aby trochę zrównoważyć tę BRZYDOTĘ i ZAKŁAMANIE POLITYKI pokaże Wam zdjęcia Królowej Jednej Nocy.
Przez całe lato kwitną mi na parapecie okna kaktusy. Parę dni temu znowu mi zakwitły.
środa, 18 września 2019
Kościół obronny na Mazowszu
To ten przepiękny kościół w którym w dniu 23 kwietnia 1810 roku malutkiemu chłopczykowi, którego Cyprian Kamil Norwid 39 lat póżniej nazwał "talentem świata obywatelem" nadano imię FRYDERYK. Gdy urodził się 22 lutego /lub 1 marca/ 1810 roku był tak słaby, że natychmiast dokonano na nim tzw. chrztu z wody. Dopiero 2 miesiące później Jego Rodzice udali się z Nim z Żelazowej Woli do kościoła w Brochowie. Był to ten sam kościół w którym i oni brali kiedyś ślub.
/Na tablicy pamiątkowej - gdy robiłam zdjęcie komórką - odbiły się dwa przeciwległe okna świątyni/
Kościół stoi w miejscu świątyni, która wg legendy powstała na początku XII w. Rozpoczęto jego budowę w roku 1551 na polecenie wojskiego warszawskiego - Jana Brochowskiego herbu Prawdzic. Przebudowy dokonał znakomity architekt - Jan Baptysta z Wenecji. To ten sam budowniczy, któremu Warszawiacy zawdzięczają Barbakan a mieszkańcy Pułtuska przebudowę swojej kolegiaty. Budowa brochowskiego kościoła trwała 10 lat.
Kościół ten to trzynawowa bazylika. Prezbiterium zamknięte jest absydą, nad którą znajduje się wieża. Takie rozwiązanie architektoniczne jest niespotykane nigdzie indziej w Polsce. Od zachodu znajdują się dwie cylindryczne wieże. Wokół świątyni na wysokości nawy głównej, ciągnie się dwukondygnacyjny ganek tunelowy ze strzelnicami, który łączy trzy wieże. Całość została otoczona numrem obronnym i bastionami.
Jest to kościół obronny a więc taki, w którego murach chroniła się i broniła okoliczna ludność. Wewnątrz znajdują się ślady studni.
Niestety kościół nie obronił się przed "potopem" szwedzkim. Został przez Szwedów zniszczony prawie całkowicie.
W latach 1662-1665 został odbudowany przez Olbrachta Adriana Lasockiego starostę wyszogrodzkiego.
Kolejnym zniszczeniom uległ kościół w czasie walk rosyjsko-niemieckich w czasie I wojny światowej. /1915-1916/. Wieść niesie, że ocalała wtedy z kościoła jedynie rzeżba Jezusa Chrystusa.
Na kolejną odbudowę przeznaczono fundusze przekazane przez Ignacego Jana Paderewskiego. Chyba nie mogło być inaczej skoro ten wybitny Polak grał także utwory Fryderyka Chopina.

Kościół leży tuż nad Bzurą. A nad tą rzeką zarówno w czasie I jak i II wojny światowej toczyły się krwawe walki. Rozegrała się tu, w okresie 9-18 września 1939 r., największa bitwa kampanii wrześniowej, znana jako bitwa pod Kutnem lub nad Bzurą. Wojskiem polskim dowodził w tej bitwie gen. Tadeusz Kutrzeba. Informują o tym tablice na bocznej ścianie kościoła.
I jeszcze widok na piękny zwalony na brzegu rzeki pień drzewa.
I widok świątyni zza Bzury
I jeszcze jedna z tablic umieszczona po lewej stronie po wejściu do nawy głównej.
I już nic więcej...
poniedziałek, 16 września 2019
Absurdy życia
"Absurdy życia" to jeden z ośmiu tomików, jakie wydał Ludwik Wambutt który podpisuje się na blogach jako JanToni. Warszawiak z krwi i kości urodzony na Warszawskiej Pradze. Pisze już ponad 50 lat.
Jestem w posiadaniu sześciu z tych tomików, którymi mnie obdarzył na swoich spotkania literackich lub na spotkaniach i wernisażach znajomych nam tworzących osób.
Dzisiaj postanowiłam wybrać z "Absurdów życia" kilka fraszek i limeryków które .... jak to się mówi - wyjątkowo trafiają w punkt:
Tak się składa, że wszystkie dotyczą polityki:
Wszystkie znajdują się w rozdziale "Prztyczki"
"Selekcja"
Dzisiaj widać znakomicie
świń najwięcej przy korycie,
"Paradoks"
Polska to kraj wielki,
ciekawy, wspaniały
A ja ciągle słyszę
tych samych cymbałów
"Sposób"
Dzisiaj w polityce
każdemu się przyda
taka mnogość twarzy
jak u Światowida
"Poseł"
Słuchając jego
każdy to przyzna
umie odmieniać
słowo Ojczyzna
"Koło historii"
I znów w świat
wyprawy suną
jak dawniej
po złote runo.
"O Polsce"
Na tym polega
w Polsce odnowa
że zaczynamy
ciągle od nowa
"Przed wyborami"
Między nami mówiąc
to w dzisiejszych czasach
znów się stała modna
"wyborcza kiełbasa"
"Polski sejm"
I znów się dyskurs
głupi zaczyna
nie czyja racja
lecz czyja wina
"Polska"
U nas nie Japonia
lecz chyba Afryka
bo my nie jednego
mamy już kacyka
"U nas"
Tylko w Polsce
ze świecznika
trudno ściągnąć
polityka
"Polityk"
Zawsze nas próbuje
nabijać w butelkę
i nawet o zerze
mówi: "Takie wielkie"
"Do"
Do jakich czasów
dziś nam dożyć przyszło
że ważniejsza przeszłość
a nie nasza przyszłość
"Nowa"
Cóz, w takim określeniu
jest bardzo wiele racji
że mamy polityków
nowej .... degeneracji
"W Sejmie"
To tutaj poziom
schodzi poniżej
małych śwństewek
oraz intryżek.
ale jak to ja
znam dobrze życie
z czasem to będzie
i mordobicie
"Układ"
Najbardziej jest wtedy
układzik korzystny
gdy się spotykają
rozrzutnik z zawistnym.
"Ile"
Ile to trzeba
mieć wyobrażni
żeby się w Sejmie
tak pięknie błażnić
"To"
Inni
winni
"Jakby"
Wkoło tyle zgiełku
medialnego szumu,
jakby to Polacy
byli bez rozumu.
Jakby to z nas żaden
już tego nie "poniał'
że chcą nas rządzący
ciągle robić w konia.
Chyba trudno w tak krótkiej formie napisać więcej i trafniej.
Wybierzecie najlepszy z najlepszych "prztyczków"???
Tomik "Absurdy życia" został wydany w roku 2009. Ale chyba nigdy nie był bardziej aktualny niż teraz....
http://jantoni341.blogspot.com/
sobota, 14 września 2019
Ciągle siedzimy...
1. Przeciętna osoba dorosła aż 90% czasu wolnego spędza w fotelu lub na kanapie.
2. Przy siedzeniu prosto nasz kręgosłup podlega sile o wadze 140 kg.
3. Jeśli jesteśmy lekko pochyleni - ta siła ma wagę 175 kg.
4. Gdy jesteśmy mocno pochyleni - przyjmujemy na kręgosłup 275 kg.
5. Siedzacy tryb życia powoduje zwyrodnienie mięśni pleców, pośladków i brzucha.
6. Zwiększone napięcie mięśni szyi i ramion prowadzi do przewlekłego bólu.
7.Mózg otrzymuje mniej krwi. Zwalnia swoją pracę, mając bezpośredni wpływ na nastrój, myślenie i wydajność pracy.
8.Narażeni jesteśmy na zakrzepicę w żyłach nóg, na żylaki i stany zapalne żył.
9.W ciągłym bezruchu poszerzają się naczynia krwionośne. Krew zawiera więcej tłuszczów. Grozi to zawałem i nadciśnieniem.
10.Niewłaściwa praca przepony utrudnia oddychanie.
11. Grozi nam osteoporoza
Wystarczy?
Jeśli nie to dodam jeszcze, że siedzący tryb życia powoduje nadprodukcję insuliny w trzustce co powoduje rozwój cukrzycy, możliwość zachorowania na raka jelita grubego...
WSTAJEMY!!!!!
IDZIEMY NA DŁUGI SPACER!!! SZYBKIM KROKIEM!!!
czwartek, 12 września 2019
Pielgrzym
U stóp wzniesienia stoi kamienna figura zwana Pielgrzymem Świętokrzyskim. Jest to skamieniały, pielgrzymujący kiedyś na Święty Krzyż pełen pychy rycerz. Skamieniał po tym, gdy ogłosił, że dzwony z klasztoru biją na jego cześć. Według legendy wędruje on na kolanach na szczyt, przesuwając się każdego roku o ziarnko piasku. Kiedy osiągnie cel, zakończy się jego pokuta, ale nastąpi też koniec świata. Pielgrzym na szczęście stoi w miejscu.
Góra pełniła funkcję ośrodka kultu religijnego od najdawniejszych czasów. Przypisywano jej ważną funkcję sakralną już w czasach przedchrześcijańskich. Świadczą o tym pozostałości wału kultowego, jaki w czasach Słowian oplatał szczyt na długości 2 kilometrów. Na wale od wschodniej strony archeologowie odkryli ślady palenisk. Według przekazów czczono tutaj bóstwa słowiańskie o imionach Łada, Boda i Leli. Inne ich określenia to Świst, Poświst i Pogoda. Czczono tu także Swarożyca. Jak wieść niesie odbywały się tu także wówczas sabaty czarownic. Niektórzy twierdzą, że odbywają się do dzisiaj.
Przed wiekami w łysy, niezalesiony wierzchołek często uderzały pioruny. Dawni Słowianie uważali, że za ich sprawą szczyt promieniuje mocą, która emanuje na całą okolicę. Te przypuszczenia zostały niedawno potwierdzone przez liczne badania radiestezyjne – na szczycie Łysej Góry promieniowanie przekracza poziom 50 tysięcy jednostek Bovisa (promieniowanie neutralne to 6500 jednostek). W XII wieku przyszli chrześcijańscy mnisi i założyli tu opactwo Benedyktynów. I zanim Jasna Góra stała się głównym ośrodkiem pątniczym w Polsce, nasi przodkowie pielgrzymowali właśnie do klasztoru oo. Benedyktynów na szczycie Łysej Góry.
Opactwo przyjęło nazwę Święty Krzyż, prawdopodobnie od relikwii w nim przechowywanych. Relikwiarzowi zawierającemu pięć drewienek z krzyża, na którym umarł Chrystus, oddawali cześć przybywający tu prości ludzie i królowie. Sam Władysław Jagiełło był tu podobno siedem razy. Klasztor i kościół były wiele razy niszczone przez najazdy pogańskich Litwinów i Tatarów oraz pożary. Obecna świątynia powstała na początku XIX wieku, zaledwie na kilka lat przed kasatą opactwa przez władze rosyjskie w 1819 roku. Klasztor opustoszał, ale przez cały okres zaborów przybywały na Święty Krzyż pielgrzymki. Miały one często charakter patriotyczny, bo część klasztoru została przeznaczona przez rosyjskiego zaborcę na więzienie. Było ono wtedy uważane za najcięższe w Polsce i określane mianem „polskiego Sachalina”.
Od 1936 roku opactwem, które składa się z klasztoru, przylegającego doń kościoła Świętej Trójcy i dobudowanego od zachodu skrzydła, zajmują się księża oblaci. W dawnym więzieniu mieści się Muzeum Przyrodnicze Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Łysa Góra, na której znajduje się klasztor, to jedno z dwóch największych wzniesień Gór Świętokrzyskich.
Byliśmy tam wiele lat temu. Weszliśmy na Święty Krzyż od miejscowości Święta Katarzyna, w której mieszkaliśmy przez dwa tygodnie w domku campingowym. Szliśmy z synami, którzy mieli wtedy 7 i 12 lat.
Przeszliśmy całe Łysogóry, które są najwyższym pasmem Gór Świętokrzyskich, w ciągu jednego dnia. Ale tuż pod klasztorem na Łysej Górze młodszy syn zbuntował się i powiedział, że nie będzie w żadnym muzeum oglądał robaków. I nie dał się namówić na oglądanie różnych żuków, chrząszczy i chrabąszczy w gablotach Muzeum Przyrodniczego Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Pozostał przed budynkiem i grzecznie na nas czekał. A robaki były wyjątkowo urodziwe, były to największe okazy różnych żuków nie tylko z terenu Polski.
--------------------------------------------------------------------------
/Był to urywek z mojej książki pt: "Mój kraj nad Wisłą"./
poniedziałek, 9 września 2019
Człowiek renesansu w zamku renesansowym ...
Znajdujący
się w Pułtusku nad Narwią zamek, w którym od 1974 roku mieści
się Dom Polonii został wybudowany w stylu renesansowym.
Historia
tego zamku od momentu jego wybudowania aż do dnia dzisiejszego jest
bardzo bogata. Przez kilka wieków był rezydencją biskupów
płockich aż do chwili gdy zalał go i całkowicie zniszczył
„potop” szwedzki. Po odbudowie znowu rządzili nimi biskupi. A
potem przeszły wojska Napoleona i na okolicznych polach stoczyły
krwawą bitwę z wojskami rosyjskimi. Mieścił się wtedy w zamku
szpital wojskowy. Po odzyskaniu niepodległości ulokowały się w
zamku władze powiatowe. A w czasie II wojny światowej urzędowali
tu Niemcy. Następnie w czasie działań wojennych związanych z
ofensywą styczniową 1945 roku zamek spłonął doszczętnie.
Odbudowany
został w okresie Polski Ludowej.
Od
wielu już lat Dyrekcja Domu Polonii organizuje na Zamku wystawy
malarstwa i rzeźby znanych i wybitnych artystów.
Tym
razem w Zamku zorganizowana została wystawa malarstwa Joanny
Rodowicz. Tak, tej artystki którą mam zaszczyt znać od lat
osobiście i którą z pełną odpowiedzialnością nazywam
człowiekiem renesansu.
Joanna jest bowiem nie tylko malarką. Jest
też
rzeźbiarką, projektantką biżuterii i ubiorów, scenografką,
organizatorką i promotorką wystaw artystycznych. Bierze udział w
rekonstrukcjach historycznych, prowadzi zajęcia z malarstwa w domach
kultury. Ponadto pięknie pisze. Jest osobą niesamowicie dobrą i
życzliwą. Stara się pomóc każdemu, chociaż jest osobą
niezwykle zajętą. Nie odmówiła i mnie gdy prosiłam ją o
zrecenzowanie moich dwóch ostatnich książek.
W
ubiegłą sobotę – czyli 7 września 2019 roku o godzinie 16.00
odbył się w dolnym krużganku przepięknego Zamku w Pułtusku wernisaż wystawy obrazów Joanny Rodowicz.
I
teraz już właściwie nie wiem co mam napisać. Więc może
najprościej:
Przyszło
120 osób – przyjechali z Warszawy, z Mławy, z Ciechanowa i z
okolic no i z Pułtuska. Przyjechała najbliższa Rodzina Joanny, Jej
przyjaciele, uczniowie, znajomi artyści i twórcy, przedstawiciele
Stowarzyszenia Rekonstrukcyjnego Radzanovia w strojach z epoki i
wiele innych wspaniałych gości.
/To zdjęcie ukradłam Joannie z FB/
/To zdjęcie ukradłam Joannie z FB/
Było przemówienie kustosza galerii zamkowej pana Wiesława Trzcińskiego, uroczyste powitania i piękne słowa Joanny skierowane
do gości. Na skrzypcach grał pięknie mały jasnowłosy chłopiec.
Odważniejsi goście cichutko śpiewali…
Było
mnóstwo kwiatów, życzeń, zdjęć....
Obrazy można było oglądać ale też i kupić. Zainteresowanie było olbrzymie. Joanna promieniała uśmiechem i radością. Zobaczcie zresztą sami.
Obrazy można było oglądać ale też i kupić. Zainteresowanie było olbrzymie. Joanna promieniała uśmiechem i radością. Zobaczcie zresztą sami.
Autorka tego tekstu czyli Stokrotka też tam była w towarzystwie własnej
rodziny.
I
„miód i wino piła” … ale w kącie cichutko zakompleksiona
stała, bo po pierwsze trochę kulejąca jest a po drugie nawet zupy
pomidorowej porządnej ugotować nie potrafi…. A co dopiero coś
namalować albo wyrzeźbić..
Pięknie
było.
Bardzo
uroczyście i wspaniale. I wzruszająco…
Joasiu - przyjmij moje najszczersze gratulacje. I to nie tylko ode mnie ale także od całej mojej rodziny.
----------------------------------------------
Joasiu - przyjmij moje najszczersze gratulacje. I to nie tylko ode mnie ale także od całej mojej rodziny.
----------------------------------------------
sobota, 7 września 2019
W Muzeum Ojca Mateusza
Uczeń jednego z warszawskich liceów koniecznie chciał sobie zrobić selfika z Ojcem Mateuszem.
A uczeń piątej klasy poszedł do kuchni na plebanii aby usiąść przy jednym stole z Pluskwą.
Nad nimi czuwała oczywiście Natalia
Usiąść przy biurku inspektora Oresta Możejki i zajrzeć w jego laptop to wielka sprawa...
Na "dołku" było całkiem ciemno ale tam na łóżku spał jakiś podejrzany...
Na szczęście w celi świeciła się lampka.
I jeszcze zdjęcie z Mietkiem Noculem - "Babciu on tylko o czapkę jest ode mnie wyższy" stwierdził uczeń klasy pierwszej warszawskiego liceum...
I jeszcze rower Ojca Mateusza...
Jak będziecie kiedyś w Sandomierzu to koniecznie zajrzyjcie do Muzeum Ojca Mateusza. Figury woskowe głownych bohaterów filmu są rewelacyjnie. A i całe Muzeum i pamiątki w sklepiku muzealnym bardzo fajne.
czwartek, 5 września 2019
Wiersze
"Wspomnienia" / Ewa Radomska/
Wspomnienia są jak żołnierze
Którzy dostali się do niewoli
Po walkach minionego życia
Wciąż zakwaterowani
W zakamarkach umysłu.
Jesli coś było piękne - to ból
Że już minęło i nie powróci
Jeśli złe to wciąż ta sama złość
I od nowa rachunek sumienia
Po co to było?
Niektóre rozśmieszają
Wtedy dusza odczuwa lekkość
Młodnieje, Śmiech uzdrawia
Ciągła kotłowanina myśli
A tu obiad trzeba gotować...
"I nie wiadomo...." /Iwona Danuta Startek/
kogo spotkam
na drodze
najpierw
człowieka czy Boga
On pierwszy
mnie dojrzał
choć nie pamiętam
spotkania tak delikatne było
jak srebrny błysk
skrzydeł gołębia pod niebem
i nie wiem nawet
czy naprawdę widziałam
czy tylko mi się zdawało
"Vermeer" - /Wisława Szymborska/
Dopóki ta kobieta
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa,
nie zasługuje Świat
na koniec świata
--------------------------------------------------------------------
Zeskanowałam okładki tomików z których pochodzą wiersze.
Napiszecie który wiersz zrobił na Was największe wrażenie?
poniedziałek, 2 września 2019
Dzisiaj...
.... bardzo serdecznie zapraszam na blog Iwony Kmity:
http://iwonakmita.pl/podroz-nie-tylko-wakacyjna/
http://iwonakmita.pl/podroz-nie-tylko-wakacyjna/
sobota, 31 sierpnia 2019
Zielone płuca Ziemi
We
wrześniowym numerze magazynu popularnonaukowego FOCUS tematem
głównym jest DRZEWO -NAJLEPSZY PRZYJACIEL CZŁOWIEKA.
Temat
nadzwyczaj aktualny w czasie gdy w Brazylii płoną pierwsze „płuca
Ziemi” czyli lasy w Amazonii. To obszar siedemnaście i pół raza
większy od Polski. Drugie płuca Ziemi płoną w Dolinie Konga w
Afryce. A trzecie są w Rosji w której od kilku miesięcy szaleją
pożary tajgi.
Do
tego aby ratować drzewa potrzebna jest polityczna wola. Tymczasem
prezydent Brazylii zwolnił szefa rządowej agencji badań
kosmicznych za to, że głośno powiedział o skali wycinki lasów
amazońskich.
Gdy
dwa lata temu weszło w życie „lex Szyszko” i zaczęła się
wycinka drzew nie tylko w w Puszczy Białowieskiej ale i w całej
Polsce to wycięto i na mojej ulicy kilkanaście drzew. Były to
drzewa zdrowe, piękne, nie zagrażające nikomu ani niczemu i nie
zasłaniające światła w żadnym mieszkaniu.
Jedno
z takich drzew wycięto przed budynkiem, w którym mieści się poczta. Akurat następnego
dnia byłam świadkiem rozmowy kilku osób stojących w kolejce na
tej właśnie poczcie. Jedna z tych osób bardzo się cieszyła że
nie ma już tego drzewa bo „ptaki, które na nim siedziały darły
się jak opętane od samego rana i nie dawały mu spać”. No i
liście z tego drzewa spadały mu jesienią na balkon. Bardzo się
wtedy zdziwiłam, ze duży ruch samochodów i autobusów
przejeżdżających tą ulicą nie przeszkadza temu człowiekowi…
Ale
nie zabrałam głosu bo czułam, że jestem na straconej pozycji.
Tymczasem
z FOCUSA dowiedziałam się że:
Etiopczycy pobili pod koniec lipca rekord świata – w ciągu
zaledwie 12 godzin posadzili aż 353 mln drzew. Docelowo rząd
Etiopii chce posadzić 4 miliardy drzew. Polska – trzykrotnie od
Etiopii mniejsza i mająca trzy razy mniej obywateli – sadzi ich
pół miliarda ale w ciągu roku.
W
roku 2018 lasy tropikalne zmniejszyły się o 3,6 mln hektarów –
to tyle ile powierzchnia Belgii. W tym roku będzie z pewnością
dużo gorzej.
A
najgorsze jest to że wycina się drzewa stare i bardzo duże, które
magazynowały dwutlenek węgla nawet przez setki lat.
Na
pocieszenie dla Was wszystkich i dla mnie samej:
6
zielonych rekordów:
1.Najwyższe są wiecznie zielone sekwoje rosnące w kalifornijskim
Redwood National and State Park – rekordzista ma 115, 85 m.
2.
Największą objętość pnia ma mamutowiec olbrzymi o nazwie
„Generał Sherman” Objętość jego pnia wynosi 1487 metrów
sześciennych. Masę tego drzewa szacuje się na 1900 ton. Rośnie w
Parku narodowym Sekwoi w Sierra Nevada.
3.
Najgrubsze drzewo świata zwane El Arbol del Tule rośnie w Santa
Maria del Tule w meksykańskim stanie Oaxaca. To cypryśnik
meksykański o obwodzie 42 metry, co równa się ponad 14 metry
średnicy.
4.
Najwyżej rosnące drzewa to jodły Abies Squamata, które w Chinach
i Tybecie wystepują nawet na wysokości 4400 m.n.p.m. Osiągają
wysokośc 40 metrów i mają metr średnicy.
5.
Największą powierzchnię korony ma figowiec bengalski zwany
Timmamma Marimanu. Rośnie w Indiach a korona jego drzewa zajmuje
powierzchnię aż 19 tysięcy metrów kwadratowych czyli 1,9 hektara.
Ma około 1100 lat./na zdjęciu tylko malutka część tego drzewa/.
6.
Najstarsze pojedyncze drzewo to Matuzalem – sosna oścista o
odmianie sędziwej. Rośnie w górach Nevady a jego wiek ocenia się
na prawie 5 tysięcy lat.
/zdjęcia zeskanowałam z Focusa/
Wszystkim Wam życzę udanego weekendu - ale nie przed telewizorem tylko w towarzystwie drzew, krzewów, kwiatów i ptaków.
czwartek, 29 sierpnia 2019
Niezwykłości polskiego wybrzeża
1. Najwyższy taras widokowy znajduje się w Trzęsaczu. Został zbudowany na wysokości klifu - 20 m.n.p.m i można z niego oglądać nie tylko morze ale i ruiny kościoła.
2. Najszersza plaża znajduje się w Świnoujściu. W najszerszym miejscu ma ponad 200 m i co roku przybywa jej około 20 cm.
3. Najwyższy klif to nadmorskie wzgórze Gisań w pobliżu Międzyzdrojów. Ma wysokość 93 metry.
4. Najwyższa wydma to Wydma Łącka. Ma około 40 m. Znajduje się na terenie Słowińskiego Parku Narodowego.
5. Najstarsza latarnia morska to ta na Rozewiu - ma 198 lat.
6. Najdłuższa plaża nudystów znajduje się między Pogorzelicą a Mrzeżynem. Golasy mają do dyspozycji aż 10 kilometrów plaży.
7. Nadmorska kolej Wąskotorowa gminy Rewal. Jest trzecia w Polsce pod względem długości - ma 40 km. Jedyna tak długa, która w sezonie przewozowym kursuje codziennie.
8. Najwęższe miejsce na Helu znajduje się w pobliżu Chałup. Szerokość lądu wynosi tam 100 metrów.
9. Promenada w poprzek. Promenada w Juracie nie wiedzie wzdłuż morza ale prostopadle do niego. Jej końce łączą otwarte morze z Zatoką Pucką.
10. Najdłuższe molo to oczywiście molo w Sopocie . Ma ponad pół kilometra długości. Stężęnie jodu na jego końcu jest dwukrotnie wyższe niż na lądzie.
---------------------------------------------------------------
A może ktoś z Was zna jeszcze jakąś niezwykłość polskiego wybrzeża.?
Na przykład - gdzie jest najpiękniejsza plaża???
A tak przy okazji.... lubicie morze czy wolicie góry.? A może jeziora albo najzwyklejszą wieś...?
poniedziałek, 26 sierpnia 2019
Chodząca dekoracja
Każdy kto ogląda w Łazienkach Królewskich te ptaki myśli, że wiodą one beztroskie życie ozdoby królewskiego ogrodu, bo nikt im nie zagraża.
Snują się leniwie przed Pałacem, przechadzają po scenie i widowni Teatru na Wodzie, wskakują na kolumny i rzeżby i na niższe gałęzie drzew. Idą wolnym, znudzonym krokiem niczym dworzanie samego króla Stasia.
Tylko czasami jakby dla kaprysu albo z próżności samce rozpościerają te swoje piękne, przepyszne ogony. Krzyczą też od czasu do czasu na całe gardło i kręcąc głowami wsłuchują się w echo swojego głosu. Ten niezbyt piękny głos to sygnał dla pawiego stada, a więc głównie dla samiczek i pawich piskąt, które w oddaleniu od reprezentacyjnych alejek i kolumnad pałacu spacerują sobie cichutko po trawnikach..... że wszystko w porządku, że nic ani nikt im nie zagraża.
Chociaż czy można być pewnym ze jakiś dowcipniś czy nieznośne dziecko nie będzie chciało wyrwać nagle jakiemuś pięknemu ptakowi pióra z ogona? Albo czy jacyś złodzieje jaj /np. sroki/ nie czyhają właśnie na pawie jaja?
Niektórzy twierdzą, że pawie są dumne i głupie. Nie jest to prawda. To ptaki silne i mądre, które przywiązują się do swojego terytorium i bronią go. Nie opuszczają swojego terenu bez potrzeby i ... jak twierdzi Dariusz Szaraniec w książce "Warszawa dzika" ... bronią swojego domu niczym gęsi kapitolińskie. Na nocleg umieją się chronić wysoko na drzewach, w samych czubkach koron. A podczas snu są nieustannie czujne i podnoszą alarm przy każdym podejrzanym odgłosie. Umieją być dobrymi stróżami. Najsilniejsze samce potrafią wypatrzeć lisa i chodzić za nim krok w krok. A lisy i koty - których w Łazienkach Królewskich coraz więcej - są ich wrogami.
Chociaż pawie w Łazienkach są od bardzo bardzo dawna to dopiero w 2015 roku udało im się dochować pierwszego potomka. Do tej pory każde zniesione jajo lub pisklę padało ofiarą licznych podstepnych wrogów wśród których byli także bezmyślni ludzie...
Pamiętam sprzed lat dużą klatkę stojąca na tyłach Starej Kordegardy... a w niej samicę pawia z dwoma malutkimi pawiątkami. Zastanawiałam się nawet dlaczego te pawie są w zamknięciu, podejrzewałam że są chore i leczone. A one były po prostu chronione przed niebezpieczeństwem. Do klatki przynoszono im wodę i jedzenie. Dopiero gdy podrosły wypuszczono je na wolnośc. Chodziły wtedy tuż przy boku matki.
Widziałam też kiedyś gniazdo pani pawiowej w Teatrze na Wyspie. Tam widać było bezpieczne, bo żaden ludzki wróg nie miał odwagi przedostać się do niego przez fosę.
Pawie tylko sprawiają wrażenie dumnych i nieprzystępnych. W rzeczywistości to ptaki ciągle obserwowane i okrążane przez tłumy ludzi. A przecież nie jest łatwo być ciągle na scenie, ciągle grając rolę ptaków królewskich. I być bez wytchnienia chodzącą dekoracją.
Nawet jak się jest tak pięknym...
sobota, 24 sierpnia 2019
Korzeniowy Dół - /z cyklu "Miejsca w Polsce wyjątkowo piękne"/
Korzeniowy Dół to wąwóz w Kazimierzu Dolnym... Zdjęcia były robione w sierpniu 2010 roku. Czy ktoś z Was był w tym w wąwozie?
czwartek, 22 sierpnia 2019
1470 zł w jednej stopie...
Dwie
wizyty u ortopedy w Poradni Chorób Stopy – 2x 200 zł = 400
Usg
stopy -180 zł
Rentgen
stopy -65 zł
Wkładki
pod pięty
55 zł
Piłeczka
kolczasta do gimnastyki stopy
15 zł
W zwykłej przychodni rehabilitacyjnej poza Warszawą w ramach skierowania prywatnego wsadzili mi stopę w specjalny but zwany przeze mnie dybami x 3 /patrz mój tekst z 11 sierpnia/
jonoforeza x 3,
krioterapia x 3 laser x 3 = 65 zł
5 rehabilitacji po 1,5 godziny w Poradni Chorób Stopy 5 x 130 zł =
650 zł.
Lek
przeciwbólowy i przeciwzapalny ok 40 zł.
Razem
1470 wydane na jedna stopę od dnia 22 lipca br.
I
nie ma prawie żadnej poprawy.
Boli
jak bolało, mimo ze ćwiczę także w domu.
Ból
ma niedługo przejść i noga wróci do formy.
Tylko
kiedy? I ile jeszcze będę musiała wydać pieniędzy aby nie stać
„na gwoździu”?
Czy
ktoś z Was miał kiedyś taki zabieg zwany manualnym masażem stopy przy naderwanym ścięgnie podeszwowym?
Nikomu
czegoś takiego nie życzę. To prawie godzina niesamowitego bólu.
Zrobiłam
skan z rachunku opiewającego na 130 zł za rehabilitację w dn. 21
sierpnia.
I nie pytajcie mnie proszę dlaczego nie leczę się w zwykłej poradni w ramach składek, które płaciłam i nadal płacę.
To wszystko przekracza moją wytrzymałość psychiczną.
To wszystko przekracza moją wytrzymałość psychiczną.
Gdy
wczoraj okropnie obolała po zabiegu wróciłam do domu i zajrzałam
do komputera, to znalazłam tam przepiękna recenzję mojej książki
o Warszawie pt: "Moje warszawskie zwariowanie" Od razu poczułam się trochę lepiej.
Jak
macie czas i ochotę to przeczytajcie proszę:
poniedziałek, 19 sierpnia 2019
"Myśli spod czapy....." Ewy Radomskiej - ciąg dalszy
"Myśli od czapy czyli co w głowie piszczy" sa tak rewelacyjne i trafne, że postanowiłam przepisać kilka następnych:
/poprzednie mysli przepisałam w dn. 3 sierpnia 2019/
1. Historia powtarza się dlatego, że głupota ludzka jest nieśmiertelna.
2. Moralnośc zależy od epoki. Jaka epoka, taka moralnośc. To przecież stara mądrość: "O tempora, o mores".
3. Oskarżenie rzucane na niewinnych wrócą kamieniami do oprawców.
4. Ścięte drzewo - egzekucja niewinnego...
5. Określenie, że spało się z kimś jest absolutnym zaprzeczeniem tego, co naprawdę się działo...
6. Gdyby wiara w Boga nie obiecywała nieśmiertelności i grzechów odpuszczenia, nie byłaby dla duszy pokrzepiająca albo nie byłoby jej w ogóle...
7. Nasze grzechy najbardziej pamiętają nam ci, z którymi nie grzeszyliśmy...
8. Każdy ma swój świat w którym pełno jest bezdroży...
9. Małżeństwa nieraz przypominają koktajl Mołotowa.
10. Ponoć szczęśliwi chwil nie liczą, a powinni, bo to co piękne, krótko trwa...
11. Inteligentna kobieta musi spotkać mądrego mężczyznę, inaczej staje się niewolnicą durnia...
12. Spaść z piedestału to gorzej niż się na niego nie dostać...
----------------------------------------------------------------------
Która z tych myśli podoba się Wam najbardziej?
/poprzednie mysli przepisałam w dn. 3 sierpnia 2019/
1. Historia powtarza się dlatego, że głupota ludzka jest nieśmiertelna.
2. Moralnośc zależy od epoki. Jaka epoka, taka moralnośc. To przecież stara mądrość: "O tempora, o mores".
3. Oskarżenie rzucane na niewinnych wrócą kamieniami do oprawców.
4. Ścięte drzewo - egzekucja niewinnego...
5. Określenie, że spało się z kimś jest absolutnym zaprzeczeniem tego, co naprawdę się działo...
6. Gdyby wiara w Boga nie obiecywała nieśmiertelności i grzechów odpuszczenia, nie byłaby dla duszy pokrzepiająca albo nie byłoby jej w ogóle...
7. Nasze grzechy najbardziej pamiętają nam ci, z którymi nie grzeszyliśmy...
8. Każdy ma swój świat w którym pełno jest bezdroży...
9. Małżeństwa nieraz przypominają koktajl Mołotowa.
10. Ponoć szczęśliwi chwil nie liczą, a powinni, bo to co piękne, krótko trwa...
11. Inteligentna kobieta musi spotkać mądrego mężczyznę, inaczej staje się niewolnicą durnia...
12. Spaść z piedestału to gorzej niż się na niego nie dostać...
----------------------------------------------------------------------
Która z tych myśli podoba się Wam najbardziej?
sobota, 17 sierpnia 2019
Przylądek
Już w zamierzchłych czasach zapalano tu ogień mający ułatwić rybakom orientację w czasie połowów na Bałtyku. Jest to najbardziej na północ wysunięty punkt Polski zwany kiedyś Rosenhoupt lub Rosehaupt, czyli Przylądek Rozewie.
Pod koniec XVII wieku stała tu latarnia zaznaczona na szwedzkich mapach z tego okresu. Niestety, po rozbiorach Polski na pruskim wybrzeżu nie paliło się żadne światło nawigacyjne. Rozbłysło ono ponownie dopiero wtedy, gdy tuż przy Rozewiu doszło do kilku katastrof morskich (np. podczas sztormu w 1807 roku rozbiło się 14 francuskich statków).
W połowie XIX wieku wzniesiono nową, wysoką na 21 metrów, latarnię z 15 nowoczesnymi lampami. Następnie wyposażono ją w specjalistyczny aparat – soczewkę Fresnela – i ustanowiono trzyosobową załogę. W latach późniejszych latarnię wyposażono w najnowocześniejszą aparaturę składającą się z dwóch paneli po 20 reflektorów każdy. Zasięg jej światła wynosi 26 mil morskich, to jest około 48 km.
W czasie mgły nawigację ułatwia specjalny buczek mgłowy, tzw. nautofon, nadający alfabetem Morse’a literę „R” (jak Rozewie).
Latarnia na Rozewiu nosi imię Stefana Żeromskiego. Według tradycji, a właściwie według opowiadania znanego latarnika Leona Wzorka pisarz przebywał tu podczas pisania powieści "Wiatr od morza". Czy jest to prawdą? Raczej nie, bo jej zarys powstał w Orłowie i Gdyni, gdzie Żeromski pomieszkiwał dla odzyskania zdrowia, a całość napisana w Warszawie.
Jednak jego izbę, utworzoną w 1938 roku na wniosek Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich za zasługi twórcze pisarza, można oglądać tuż obok utworzonego tu w 1963 roku Muzeum Latarnictwa.
Leon Wzorek pozostał na posterunku i nie opuścił latarni aż do 11 września 1939 roku, gdy został aresztowany przez Niemców, a potem rozstrzelany.
Kiedy w Czołpinie koło Łeby wybudowano podobną latarnię, żeglarze mylili przylądki, a statki osiadały na mieliźnie. Aby odróżnić jej światło od tej znajdującej się na Rozewiu, około 200 metrów na zachód od istniejącej wzniesiono drugą. Światło płynęło więc podwójne z Rozewia i nikt się już nie mylił. Później tę starszą unowocześniono i podwyższając prawie o 13 metrów, ustalono jako główne światło nawigacyjne dla tego regionu.
Zespół dwóch latarni (z tego jednej czynnej do dziś) stojących na rozewskim cyplu chroni przed działaniami morza długa na 800 metrów betonowa opaska.
Byłam na Rozewiu bardzo dawno temu. Przywędrowaliśmy z małymi dziećmi z Chłapowa, gdzie spędzaliśmy dwa tygodnie na campingu. Szliśmy brzegiem morza, a potem tą „betonową opaską” na cypel rozewski, na którym wśród wysokich, starych drzew stoi ta piękna, historyczna latarnia.
Ma ona największy zasięg nominalny ze wszystkich polskich latarni. Weszliśmy oczywiście na samą górę, tam podziwialiśmy całą aparaturę znajdującą się w latarni, a przede wszystkim przepiękne widoki. Rosnące dookoła wysokie, stare drzewa stanowią rezerwat przyrody. Obok latarni stoi pomnik – popiersie Stefana Żeromskiego.
„Wiatr odbijał się od ruchomej i szumiącej powierzchni i padał na wzgórza gliniaste, na prastare moreny, zbożami dostałymi okryte – wiał w doliny płaskie i długie, odwiecznym załadowane torfowiem – pomiatał mgłami ciągnącymi od dolin ku leśnym pagórkom. W locie swym kołysał łany żyta przelewające się ze wzgórz na wzgórza, wysuszał ziarna w kłosach i żółtobiałą barwę nadawał zielonym ździebeł kolankom. Fale żyta szumiały własnym swym głosem nad własnym głosem fal morza, bytując w świetle księżyca. Wiatr od morza przypadał na wyżyny Oksywia, dął w lasy wejherowskie, w puckie łąki i niże, piaski, wydmuchy i zarośla Helu, w błota karwińskie i jeziorzysko Żarnowca”. Stefan Żeromski "Wiatr od morza"
I chyba nie ma najmniejszego znaczenia, że powieść "Wiatr od morza" została przez twórcę napisana już w Warszawie. Stefan Żeromski przebywał jednak na Rozewiu. I był tym miejscem zachwycony. Podobnie jak wszyscy inni, którzy tam kiedyś byli.
-------------------------------------------------------------------
/Był to urywek z mojej książki pt: Mój kraj nad Wisłą".
Powyżej zakładka, którą dołączam do każdego egzemplarza tej książki.
Pod koniec XVII wieku stała tu latarnia zaznaczona na szwedzkich mapach z tego okresu. Niestety, po rozbiorach Polski na pruskim wybrzeżu nie paliło się żadne światło nawigacyjne. Rozbłysło ono ponownie dopiero wtedy, gdy tuż przy Rozewiu doszło do kilku katastrof morskich (np. podczas sztormu w 1807 roku rozbiło się 14 francuskich statków).
W połowie XIX wieku wzniesiono nową, wysoką na 21 metrów, latarnię z 15 nowoczesnymi lampami. Następnie wyposażono ją w specjalistyczny aparat – soczewkę Fresnela – i ustanowiono trzyosobową załogę. W latach późniejszych latarnię wyposażono w najnowocześniejszą aparaturę składającą się z dwóch paneli po 20 reflektorów każdy. Zasięg jej światła wynosi 26 mil morskich, to jest około 48 km.
W czasie mgły nawigację ułatwia specjalny buczek mgłowy, tzw. nautofon, nadający alfabetem Morse’a literę „R” (jak Rozewie).
Latarnia na Rozewiu nosi imię Stefana Żeromskiego. Według tradycji, a właściwie według opowiadania znanego latarnika Leona Wzorka pisarz przebywał tu podczas pisania powieści "Wiatr od morza". Czy jest to prawdą? Raczej nie, bo jej zarys powstał w Orłowie i Gdyni, gdzie Żeromski pomieszkiwał dla odzyskania zdrowia, a całość napisana w Warszawie.
Jednak jego izbę, utworzoną w 1938 roku na wniosek Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich za zasługi twórcze pisarza, można oglądać tuż obok utworzonego tu w 1963 roku Muzeum Latarnictwa.
Leon Wzorek pozostał na posterunku i nie opuścił latarni aż do 11 września 1939 roku, gdy został aresztowany przez Niemców, a potem rozstrzelany.
Kiedy w Czołpinie koło Łeby wybudowano podobną latarnię, żeglarze mylili przylądki, a statki osiadały na mieliźnie. Aby odróżnić jej światło od tej znajdującej się na Rozewiu, około 200 metrów na zachód od istniejącej wzniesiono drugą. Światło płynęło więc podwójne z Rozewia i nikt się już nie mylił. Później tę starszą unowocześniono i podwyższając prawie o 13 metrów, ustalono jako główne światło nawigacyjne dla tego regionu.
Zespół dwóch latarni (z tego jednej czynnej do dziś) stojących na rozewskim cyplu chroni przed działaniami morza długa na 800 metrów betonowa opaska.
Byłam na Rozewiu bardzo dawno temu. Przywędrowaliśmy z małymi dziećmi z Chłapowa, gdzie spędzaliśmy dwa tygodnie na campingu. Szliśmy brzegiem morza, a potem tą „betonową opaską” na cypel rozewski, na którym wśród wysokich, starych drzew stoi ta piękna, historyczna latarnia.
Ma ona największy zasięg nominalny ze wszystkich polskich latarni. Weszliśmy oczywiście na samą górę, tam podziwialiśmy całą aparaturę znajdującą się w latarni, a przede wszystkim przepiękne widoki. Rosnące dookoła wysokie, stare drzewa stanowią rezerwat przyrody. Obok latarni stoi pomnik – popiersie Stefana Żeromskiego.
„Wiatr odbijał się od ruchomej i szumiącej powierzchni i padał na wzgórza gliniaste, na prastare moreny, zbożami dostałymi okryte – wiał w doliny płaskie i długie, odwiecznym załadowane torfowiem – pomiatał mgłami ciągnącymi od dolin ku leśnym pagórkom. W locie swym kołysał łany żyta przelewające się ze wzgórz na wzgórza, wysuszał ziarna w kłosach i żółtobiałą barwę nadawał zielonym ździebeł kolankom. Fale żyta szumiały własnym swym głosem nad własnym głosem fal morza, bytując w świetle księżyca. Wiatr od morza przypadał na wyżyny Oksywia, dął w lasy wejherowskie, w puckie łąki i niże, piaski, wydmuchy i zarośla Helu, w błota karwińskie i jeziorzysko Żarnowca”. Stefan Żeromski "Wiatr od morza"
I chyba nie ma najmniejszego znaczenia, że powieść "Wiatr od morza" została przez twórcę napisana już w Warszawie. Stefan Żeromski przebywał jednak na Rozewiu. I był tym miejscem zachwycony. Podobnie jak wszyscy inni, którzy tam kiedyś byli.
-------------------------------------------------------------------
/Był to urywek z mojej książki pt: Mój kraj nad Wisłą".
Powyżej zakładka, którą dołączam do każdego egzemplarza tej książki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Decyzja należy do Was...
- A może jednak pójdziemy? - zapytał osobisty historyk. - Ale po co? Żebym dowiedziała się i zobaczyła to wszystko o czym wiem? - odpowi...








































