Takie chmury "wyrosły" mi wczoraj nad kwiatkami w loggi.
Turystów na świecie jest coraz więcej. Zwiększają się też sposoby ich oszukiwania.
I tak: /podaję za Angora-Peryskop nr 36 z 06.09.26./
1. Oszukanie "Na przewodnika". Oszuści oferują usługę przewodnictwa i całodniowej wycieczki z atrakcjami. Po wpłacie należności przewodnik znika. Jego koledzy twierdzą, że poszukiwany zmarł nagle zeszłej nocy.
2. Oszukanie " Na rysy na samochodzie". Wypożyczający samochód którzy rezygnują z pełnego ubezpieczenia ryzykują, że zostaną obciążeni za fikcyjne lub cudze szkody.
3. Oszukanie "Na jeźdzca". Naciągacze na przejażdżkę lub fotografię na wielbłądzie pobierają osobno opłaty za wsiadanie i ...zsiadanie ze zwierzęcia. Niewielka cena za pierwszą usługę przyciąga naiwnych.
4. Oszukanie "Na pirata". Łódź po skończonym rejsie "nie może" przybić do brzegu, o ile pasażerowie nie uiszczą dodatkowej opłaty.
5. Oszukanie "Na lewy kod". Kod QR naklejony na stoliku barowym czy restauracyjnym niekoniecznie przekieruje zamówienie i płatność tam, gdzie się spodziewamy.
6. Oszukanie "Na regulamin". Kantory, w których na tablicy jest korzystny kurs, ale małymi literami dopisano, że pobiera się kilkadziesiąt procent prowizji od wymiany. Po transakcji trudno odzyskać pieniądze.
7. Oszukanie "Na wejściówkę". Sprzedawcy fałszywych biletów do obleganych atrakcji turystycznych są już plagą. Jedna z grup przez lata naciągała chińskich turystów poprzez spreparowaną stronę oferującą bilety do Luwru.
8. Oszukanie "Na malarza". Wymuszanie dodatkowych opłat za rzekome zarysowanie dna skutera wodnego, które pomalowano uprzednio farbą bądź zaszpachlowano mieszanką rozpuszczalną w wodzie często zdarza się w Tajlandii.
9. Oszukanie "Na chciwca". Oszust znajduje na ziemi obok turysty "złotą biżuterię". Pyta: "Czy nie zgubiłeś tego?" Jeśli w zapytanym zwycięży chciwość i potwierdzi, że obrączka, sygnet lub kolczyk jest jego, zaczynają się targi o znaleźne.
10. Oszukanie "Na ptasią kupę". Oszust brudzi ofiarę mieszanką przypominającą ptasie odchody /np. z pasty do zębów/ po czym pojawia się "pomocny, miły przechodzień" - w rzeczywistości wspólnik złodzieja - który sprawnie czyści ubranie i ... kieszenie.
Zdarzyło się Wam że w czasie podróży po kraju czy za granicą byliście oszukani?
Mnie przydarzyła się historia podobna do tej "na chciwca".... na szczęście nie jestem chciwa, więc nie musiałam nikomu płacić "znaleźnego"
No i jeszcze ktoś niedaleko mojego domu usiłował posmarować mi kurtkę kredą.... ale w porę go przegoniłam.
Natomiast parę lat temu na Sycylii zostaliśmy oszukani przy parkowaniu samochodu. Jakiś spryciarz podszedł do nas i powiedział, że za opłatą poszuka nam bezpiecznego miejsca na parkingu. Uwierzyliśmy mu, on wziął pieniążki i szybciutko uciekł. I wtedy podszedł do nas prawdziwy pracownik parkingu i zainkasował odpowiednią kwotę. Do dzisiaj zastanawiamy się czy nie był w zmowie z oszustem...

Przykro to czytać Stokrotko. Pozdrawiam serdecznie, najpierw z rana była Stokrotka 10 minut, a potem Publiczna. wypożyczyłem mnóstwo z Historii Państwa i Prawa . A co do Sycylii - to nie wiem, czy chciałbym tam jechać ;-) .
OdpowiedzUsuńJardianie na Sycylii to przede wszystkim Etna jest groźna...
Usuńwracam do przodków, tu bo nie zdążyłam. otóż zawsze przekonywałam uczniów, ze najlepiej sie uczy i przyswaja historie poprze własnych antenatów:-)
OdpowiedzUsuńja nie miałam czasu na szczgółowe szukanie, dalekie, może kiedyś...
Czasami warto poznać historię swoich przodków ale to trochę ryzykowne.
UsuńPiękne ujęcie. Takie romantyczne (jak dla mnie)...
OdpowiedzUsuńWystarczy mi wyprawa do sklepu i sama się oszukam, gdy nie będę wystarczająco uważna. :-) lub zapomnę języka ,, w gębie,, z nerwów. Odcina mnie wtedy całkowicie od możliwości wyrażenia swojej dezaprobaty w sposób urągający wszelkim zasadom.I kończy się na zaklęciu pod nosem. Na siebie. Po fakcie. Ale pamięć....Ho,Ho......dopisuje, więc ponowna wyprawa za ok. pół roku , choćbym miała podeszwy zedrzeć na dalszej trasie do innego sklepu. Tyle trwa u mnie przyswajanie niemożności ,, odwetu,, od ręki. i ukaranie budżetu jakiejś jednostki brakiem ,,naciągniętego ,, klienta . Muszę przetrawić....siebie i innych w tej sytuacji.
To prawda że i w najbliższym sklepie można być oszukanym...
UsuńJako turysta nie zostałem oszukany nigdy, chyba że w Polsce, gdzie bywałem okradany przez kieszonkowców, oszukiwany przez agencje nieruchomości (za wcale nie symboliczną opłatą podawali adres wynajętego już mieszkania), etc. Miejscowy również mógłby paść ofiarą tych samych oszustw. W Irlandii zaś padłem ofiarą wielkich firm. Np. gdy system komputerowy szwankował w firmie telefonicznej, przelew za miesięczny rachunek do nich poszedł, kasa zniknęła z konta, ale oni jej nie dopisali do mojego rachunku. I nic nie mogłem zrobić, bo 120 euro, to opłata, jaką musiałbym uiścić za pół godziny pracy prawnika, szacunkowy koszt jego pracy za całość sprawy, to minimum 5 tysięcy euro, więc trzeba było mafii telefonicznej odpuścić. Gangstera z Pruszkowa również bym nie ścigał po sądach za 120 euro.
OdpowiedzUsuńTo faktycznie często byłeś oszukiwany.
UsuńWspółczuję
Nie mam takich doświadczeń, ale podczas pobytu w Rzymie wiele lat temu dostałem kilka ostrzeżeń -
OdpowiedzUsuń- na rogu ulicy grupa dzieci macha zapraszająco - gdy podejdziesz oblepią cię starymi gazetami i zaczną pomagać je odklejać a przy okazji opróżniają kieszenie.
- sztuczny tłok w autobusie - to samo.
Dziękuję za zwrócenie uwagi na wiarogodność qr-kodu - tu aż się prosi o przekręt.
I ja słyszałam że w Rzymie można być okradzionym...
UsuńPrzyznam, że jak do tej pory nie zdarzyło się nam nic podobnego, ale może dlatego , że tworzymy fajną paczkę i ,,chodzimy,, swoimi ścieżkami . No ale ostrożności nigdy za wiele...
OdpowiedzUsuńAlinko... czasami nawet i ostrożność nie wystarczy.
UsuńRany boskie.... :/
OdpowiedzUsuńNo właśnie...
UsuńKiedyś, dość juz dawno przy piramidach w Gizie udało nam się uniknąć oszukania "na Przewodnika"
OdpowiedzUsuńGdy wysiedlismy z mini auobusiku, którym przyjechalismy aż z Aleksandrii obległa nas - bez przesady chmara Arabów proponujących jeden przez drugiego przewodnictwo. Mimo stanowczej odmowy jeden z nich wędrował obok nas nie opuszczając nawet na chwilę i próbując poznać naszą narodowość. Milczelismy jak zaklęci co nie przeszkadzało mu jednak cały czas nam towarzyszyć jako rzekomy przewodnik. W końcu ja nie wytrzymałam i odezwałam się do męża zmyślonym językiem. Arab aż podskoczył z radości i krzyknął po polsku " dobra, dobra, tak tak:" Rozbroił nas tym..... zrobiło się wesoło, wspólnie z nim pośmialiśmy się i nasz "przewodnik" zadowolony, że odgadł naszą narodowość oddalił się. Nie doszło więc do "oszukania na przewodnika." A ja to wspominam b.ciepło. Te słowa "dobra, dobra tak, tak " pamiętam do tej pory.
To masz fajne wspomnienie Donko :-)
UsuńPiękne zdjęcie chmur.
OdpowiedzUsuńTeż mi się podoba :-)
UsuńNa szczęście podczas moich podróży obyło bez oszustw, ale można spotkać ich wszędzie. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, czy jakoś tak...
OdpowiedzUsuńUrszulko nie można tracic czujności przy oglądaniu różnych cudów...
UsuńO matko, odechciewa sie podróżować!
OdpowiedzUsuńNie wiem czy to zaliczyć do oszustw, ale wiele hoteli ma ukryte koszty pobytu, o czym dowiadujemy sie przy opuszczaniu hotelu...
No pewnie ze to są oszustwa...
UsuńW Lizbonie kiedyś zapłaciliśmy z góry za mieszkanie w którym już ktoś mieszkał
OdpowiedzUsuńZrobiłem awanturę jak się okazało że nas oszukali. Na szczęście właściciel miał drugie mieszkanie i po paru godzinach nas ulokował w nim no mu zagroziłem sądem
Marek z dziewczynami
No to dobrze się skończyło...
UsuńNiewiele podróżuję więc nic takiego mnie nie spotkało.
OdpowiedzUsuńZdjęcie chmur przepiękne
Też Mareczek
Czyli wszystko przed Panem :-))
Usuń1. Mieliśmy takich ‘okazjonalnych’, nieoficjalnych przewodników, z jednym spędziliśmy 3 dni, ale zapłaciliśmy im (plus daliśmy prezenty) na samym końcu.
OdpowiedzUsuń2. W niektórych krajach nie warto wypożyczać samochodu, jeżeli nie zna się języka, dróg, lokalnych przepisów i ogólnie tamtejszych ludzi—nawet doświadczeni turyści rzadko to robią i odradzają—o stokroć bezpieczniej jest wypożyczenie samochodu z kierowcą, co często jest niewiele droższe, a od razu eliminuje masę potencjalnych problemów, kosztów i stresu.
3. Widziałem filmy na YouTube słynnego vlogera Kurta Caza właśnie o piramidach i rzeszach naciągaczy. Jest to tak nieprzyjemne, że po obejrzeniu tego wideo wiele ludzi stwierdziło, że nie mają zamiaru tam się udać.
6. Mnie próbowano okłamać w oficjalnym banku o $20, ale nie udało się im.
9. Dla naiwnych, chciwych i głupich trudno mi znaleźć współczucie. Szczególnie, gdy regularnie dają się nabierać.
Jedynie mam doświadczenia z Kuby (w USA nigdy nie doświadczyłem prób oszukania mnie) i zanim tam pojechałem, wiedziałem, czego się spodziewać. Zazwyczaj próbowali nas wciągnąć do restauracji (a potem rachunek byłby b. wysoki - oczywiście, właściciel i zapraszający byli w zmowie), bardzo dużo spotkanych osób mówiło, że akurat mają urodziny (a więc liczyli na zaproszenie do restauracji i prezenty), inni proponowali znaleźć hotele lub taksówki. Ogólnie nigdy nie daliśmy się nabrać i zawsze ceny ustalaliśmy z góry, i to na kartce papieru. Ale Kuba to raczej policyjny kraj.
W latach 70. XX w. byliśmy w Bułgarii dwa razy na wakacjach—żadnych problemów. Pojechaliśmy autobusem na wycieczkę dla Polaków na jeden dzień do Rumunii. Tragedia!!! Co to był za złodziejski kraj!!! Byliśmy w restauracji, b. miła obsługa, kelner przynosi rachunek ma malutkiej karteczce, 100 lei. Mój ojciec sprawdza jadłospis i wychodzi cena 45 lei. Zażądał oficjalnego rachunku. Kelner nie chciał dać, ojciec mówi, że nie będzie płacił. Wreszcie dali—tak, na 45 lei!!! A poza tym to w większości sklepów rzekomo nie mieli wydać reszty. Ale inni Polacy natrafili na wiele gorsze problemy—jedna rodzina poszła do restauracji, wszystko było pięknie, cena przyzwoita, zapłacili—i za parę minut pojawia się inny kelner z oficjalnym rachunkiem i żąda ponownej zapłaty! Zawołali policję i tłumaczyli się, że już zapłacili-a policjant na to, „a dowód macie? Nie? To płaćcie!” I zapłacili drugi raz. Wracając z powrotem do Bułgarii, wszyscy byli zbulwersowani tym niecywilizowanym krajem. Ciekawe, czy nadal dzieją się takie rzeczy?
Nota bene, czytałem książkę Ion Mihai Pacepa, generała, rumuńskiego oficera wywiadu w komunistycznej Rumunii, najwyższego rangą oficera wywiadu bloku wschodniego i urzędnika reżimu komunistycznego, który zdecydował się przejść na stronę Zachodu, pt. „Czerwone Horyzonty: Kroniki Szefa Komunistycznego Wywiadu.” Autor w niej pisze, że gdy delegacje wraz z prezydentem Ceausescu jeździły na Zachód, to z hoteli kradli, co się dało, włącznie z popielniczkami! Co za kryminogenna natura obywateli owego państwa!
Jack... ależ masz wspomnienia!!! :-))
UsuńNomen-omen... pięć dni temu w moim komentarzu pisałem o negatywnych skojarzeniach z Rumunią i kryminalną naturą ich obywateli.
UsuńW dzisiejszym wydaniu online "The Wall Street Journal" ukazał się artykuł pod znamiennym tytułem "How Romanian Crime Rings Are Draining U.S. Welfare Accounts. Thieves exploit antiquated magnetic stripes on benefits cards to steal hundreds of millions of public dollars." (Jak rumuńskie gangi przestępcze drenują amerykańskie konta socjalne. Złodzieje wykorzystują przestarzałe paski magnetyczne na kartach świadczeń, aby ukraść setki milionów dolarów publicznych).
Sprytni ci rumuńscy złodzieje...
UsuńByłem niemal w tylu miejscach,ile mój bagaż.Unikam wszystkiego,co ma związek z kryptowalutą.Unikam wszystkiego,co wymaga zeskanowania kodu QR.W tym śniadania w restauracji i skanowania kodu QR,żeby zobaczyć menu.
OdpowiedzUsuńPiramidy widziałem w Bośni.Słowo"piramida"ludziom kojarzy się z turystyką do Egiptu i wakacjami.Mnie kojarzy się z oszustami finansowymi.
Nie jestem chciwy,ale w 1995 roku dałem się namówić na"wycieczkę turystyczną",aby"zwiedzić"zamek w Kożuchowie,gdzie miała odbyć się rekrutacja do piramidy finansowej Skyline działającej w Polsce w latach 1995-97.Mechanizm naboru opierał się na psychologicznej manipulacji,selektywności oraz zasadzie"łańcuszka św.Antoniego".
Był to klasyczny system rekrutacyjny,w którym zyski nie przychodziły z realnych inwestycji,lecz wyłącznie z wpisowego realnych członków(25 000 zł).
Na spotkaniu w pięknej sali koncertowej zamku wmawiano potencjalnym ofiarom,że są"szczęśliwymi wybrańcami",którzy dostali unikalną szansę,aby dołączyć do elitarnego klubu ludzi sukcesu.
Technika manipulacji stworzyła wśród kilkuset zgromadzonych euforię.Przypomniało mi to wiece na których przemawiał A.H. w nazistowskich Niemczech.
Struktura Skyline,była klonem niemieckiego systemu World Trading System,która ostatecznie runęła,pozostawiając tysiące Polaków z ogromnymi stratami finansowymi.
Nie dałem się"utuczyć".Skorzystałem tylko z suto zastawionego stołu szwedzkiego,zwiedziłem zamek,wsiadłem do samochodu z osobami towarzszącymi i autostradą A4 ruszyliśmy na Breslau...jak A.H.w dniu jego urodzin:))
Dzisiaj mamy"Zondacrypto" i nawet 30 tys.Polaków poszkodowanych na kwotę 350 mln zł.
Mechanizm"pig butchering:
polska ofiara - legalna giełda - kryptowaluta - portfel oszusta
Czyli:
polska ofiara - osoba podająca się za Chinkę z Niemiec - pig butchering - kryptowaluty
Wracając do turystyki,to dzisiaj z pozoru zwyczajne zdjęcie z podróży bez znanych zabytków umieszczone w Internecie,może zawierać dużo wskazówek wizualnych ,aby sztuczna inteligencja mogła określić miejsce jego wykonania,zmieniając niegroźne zdjęcie z wakacji w użyteczną inteligencję.Gdy oszuści dowiedzą się,gdzie ktoś przebywa,mogą wykorzystać ten kontekst ,aby wiadomości pishingowe były o wiele bardziej przekonujące.
Przetestowano 21 000 zdjęć.Sztuczna inteligencja zweryfikowała lokalizację 91% przypadków.
Rozważ poczekanie z publikacją zdjęć z wakacji do końca podróży.
"Kradzież selfie"-nie rób sobie selfie z "przyjacielską parą"-obrobią Cię.
https://youtube.com/watch?v=ea1vvUAPQ_E
Pozdrawiam!
To prawda Henryku... są przeróżne sposoby oszukiwania!!!
UsuńOj wiele jest sposobów na oszustwo i ciągle rodzą się nowe! Póki co mnie to jakoś nie spotkało i mam nadzieję, że tak zostanie...
OdpowiedzUsuńTo prawda że wiele jest sposobów bo jest wiele nieuczciwych ludzi.
UsuńPowodzenia Bogusiu.
Wtedy na Sycylii ostatecznie i tak daliśmy mniejszy banknot niż 50euro które daliśmy ale zabraliśmy od razu. Coś się udało uratować:) choć i tak trochę to po frajersku było;)
OdpowiedzUsuńPamiętam jacy źli byliśmy na siebie że daliśmy się tak oszukać.:-)
UsuńWidać z tego, że my mieliśmy "fart" i jakoś nigdy nie byliśmy oszukani poza Polską. Natomiast w Polsce ze 2 razy mieliśmy "drobne nieporozumienie" bo oferowana nam listownie kwatera miała być zdaniem osoby oferującej "LUX" ale oczywiście taka nie była, ale ponieważ mankamenty były widoczne "gołym okiem bez szkła powiększającego" to zaraz żądaliśmy zwrotu zaliczki pokazując wynajmującemu jego ofertę, którą dostaliśmy. No i po tych doświadczeniach stwierdziliśmy, że jednak pobyt w nieznanych miejscach będziemy załatwiać nie z jakąś osobą prywatną, ale z firmą, która musi się liczyć z opinią, którą potem klient wystawia publicznie. Poza tym omijaliśmy łukiem wszelkie "okazje" bo już wiedzieliśmy od różnych osób, że jeśli coś jest znacznie tańsze od innych miejsc w okolicy to jest wtedy zawsze ukryty jakiś "haczyk". A kiedyś na Słowacji mieliśmy śmieszną historię, bo pan właściciel restauracyjki nie chciał od nas pieniędzy za to co zamówiliśmy dla dziecka, ale poprosił by mógł sfilmować jak nasze dziecko z apetytem pochłania ich wyrobu kluseczki.
OdpowiedzUsuńNo i pozwoliliśmy. Fakt, że te ich kluseczki to były tak naprawdę w smaku jak polskie "kopytka", poza tym były nieduże, takie w sam raz do małej buzi i nasza wciągała je z wielkim zapałem.
Aniu i ja mam miłe wspomnienia z pobytów na Słowacji.
UsuńWykupiliśmy sobie w kambodżańskiej agencji turystycznej wycieczkę/rejs do pływającej wioski. Nasłuchałam się sporo o praktykowanych przekrętach więc kilka razy upewniałam się co obejmuje oferta i czy na pewno dopłyniemy tam gdzie chcemy. Następnego dnia przyjeżdża po nas bus z resztą uczestników, dowozi nas na łódkę, wsiadamy i ruszamy. Po kilku minutach zaczynają się narzekania że robi się płytko, wody mało i że problem, problem. Słyszymy, że może będziemy musieli zmienić łódkę na inną, oczywiście za dopłatą ekstra. My na to, że nie bo opłaciliśmy dopłynięcie do wioski i że się nie będziemy przesiadać i jeszcze za to dopłacać. Wkładane nam nawet do wody taki długi kij żeby pokazać, jak jest płytko, chociaż płytko nie było. Musieliśmy się nieźle nawykłócać, straszyliśmy złożeniem skargi u organizatora, zrobiło się trochę nieprzyjemnie ale całą grupą byliśmy uparci. A żeby było śmieszniej to podczas wysiadania podstawiono nam skrzynkę na napiwki 😃
OdpowiedzUsuńTo była niesamowita bezczelność.
UsuńNa szczescie wszystko skończyło się dobrze...
Dziękuję Ci ze o tym napisałaś.