Dzisiaj będzie o prawdziwej sztuce. O tej, która eksponowana jest w Muzeum Prado w Madrycie.
Być bowiem w Madrycie i nie odwiedzić Prado wydało mi się po prostu wielkim nietaktem. Tym bardziej, że starszy wnuk /czy pamiętacie, że nazywałam go kiedyś Szczerbatym?/ - obecnie 21 letni młodzieniec jest studentem 2-go roku Szkoły Artystycznej. Maluje, fotografuje i rzeźbi ...
Nie wiem czy talent odziedziczył po swoim pradziadku /a moim ojcu/ czy sam go sobie stworzył .... ale to nie ma większego znaczenia. Do Prado bardzo chciał iść.
Więc najpierw będzie o samym budynku w którym Prado się znajduje:
Jest to najładniejszy budynek Madrytu z okresu neoklasycystycznego. Został on zbudowany w 1785 r za panowania Karola III przez architekta Juan de Villanuera z kamienia granitowego i cegły. Usytuowany jest w pobliżu ogrodu botanicznego. Zniszczony częściowo podczas wojny z Napoleonem w 1808 r i odbudowany na zlecenie Króla Ferdynanda VII w 1819 r został przeznaczony na Muzeum Królewskie - obecnie Muzeum Prado.
Jest jednym z najważniejszych muzeów malarskich świata. Posiada około 8 tysięcy samych obrazów, niewyobrażalną wręcz ilość rysunków i grafik, kilkaset rzeźb oraz kolekcje numizmatyczne.
Większość królów hiszpańskich była wielkimi kolekcjonerami malarstwa. Należeli do nich: Karol V, Filip II, cała dynastia Habsburgów, Filip V, Karol I, Karol II, Karol IV, oraz dynastia Burbonów.
To jedyne na świecie muzeum posiadające kolekcję malarstwa hiszpańskiego, poczynając od średniowiecza aż do końca XVIII wieku. Są tu prezentowani wszyscy najwybitniejsi malarze i ich najwybitniejsze dzieła.
Podczas hiszpańskiej wojny domowej /1936-1939/ Madryt był miejscem walk a zbiorom Prado groziło zniszczenie. Zostały więc ewakuowane i umieszczone poza stolicą. Na szczęście uratowano je...
Muzeum Prado jest corocznie odwiedzane przez 2 miliony osób.
A skąd nazwa Muzeum?
Sama nazwa "Prado" pochodzi od hiszpańskiego słowa oznaczającego łąkę, ponieważ gmach muzeum położony był na podmiejskich terenach. Początkowo muzeum miało nazywać się Królewskim Muzeum Malarstwa i Rzeźby...
Prado nazywane jest także Muzeum Malarzy...
A więc poszliśmy do Prado...
Przed głównym wejściem przywitał nas siedzący z paletą i pędzlem na jasnym kamiennym cokole nadworny malarz króla Filipa IV - Diego Rodríguez de Silva y Velázquez - To on ukształtował historię sztuki hiszpańskiej.
Ciąg dalszy nastąpi...

Rzeczywiście obiekt warty odwiedzenia. Ja sobie coraz częściej robię listę muzeów krajowych i zagranicznych, które chcę zwiedzić. Ten wędruje na nią, pozdrawiam Stokrotko - dziś o 7.00 pobierali mi krew ;-) .
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o pobieranie krwi to dla mnie to koszmar. Nigdzie nie mam widocznych żył, tylko na zewnętrznej stronie dłoni.
UsuńOch jak bardzo byłam ciekawa tej opowieści!!! Dziękuję że piszesz na „gorąco”!!! Teraz jestem jeszcze bardziej zaciekawiona! J R
OdpowiedzUsuńJoasiu - tak się cieszę!!!
UsuńAle Ci zazdroszczę !
OdpowiedzUsuńMarek z dziewczynami
Wszystko przed Tobą/przed Wami!!!
UsuńIle czasu trzeba poświęcić na zwiedzanie Muzeum?
OdpowiedzUsuńBardzo, bardzo dużo. Najlepiej przychodzić do niego przez kilka kolejnych dni na parę godzin. My obejrzeliśmy tylko te najważniejsze dzieła w ciągu 3 godzin.
UsuńLiczba zgromadzonych dzieł...mówi sama za siebie. Kilkudniowy wypad ,zeby na spokojnie obejrzeć zbiory, trzeba by było zaplanować. Jeden cel-jedna wyprawa. :-)
UsuńWłaśnie tak...
UsuńWitaj Stokrotki.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że nie można robić zdjęć w muzeum.
Miałabyś niezłą kolekcję.
Martyna
Czy dobrze się domyślam że mieszkasz w Madrycie?
UsuńMasz rację Stokrotko! Być w Madrycie i nie odwiedzić Prado to tak jak: Być w Rzymie i nie widzieć papieża. Doskonale pamiętam posty ze Szczerbatym. Niesamowite jak ten czas leci, to już 21 letni młodzieniec?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko:)
Łucjo - czas leci niesamowicie .... i nie wiadomo dlaczego...
UsuńJuż sam opis budynku i historii Prado sprawia, że czuje się ten majestat i wagę miejsca. Fajnie, że mogłaś podzielić się też osobistym kontekstem – że wnuk, młody artysta, mógł doświadczyć tego na własne oczy, to na pewno niezapomniane przeżycie.
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać części drugiej, żeby dowiedzieć się, jakie dzieła najbardziej Was poruszyły. Prado to prawdziwy raj dla miłośników sztuki, a Twoja opowieść świetnie oddaje klimat i historię tego miejsca
Zapraszam Cię serdecznie na ciąg dalszy...
UsuńJak dobrze, że zbiory uratowano! Ileż zabytków i dzieł sztuki ginie w wojnach.
OdpowiedzUsuńWnuk na pewno skupił w sobie najlepsze cechy przodków!
Generalnie to wnuki mam fajne !!!
UsuńCzekam z niecierpliwością na ciąg dalszy, bo nie byłam w tym muzeum.
OdpowiedzUsuńW sobotę...
UsuńZapowiada się rewelacyjnie. Czekam na dalej....
OdpowiedzUsuńBędzie - oczywiście...
UsuńWitaj, Stokrotko.
OdpowiedzUsuńNie pamiętam, bym, będąc w Madrycie, choć na chwilę nie zajrzała do Muzeum Prado:)
Pozdrawiam:)
Jesteś Leno WYJĄTKIEM - w najlepszym tego słowa znaczeniu :-)
UsuńWow wygląda niesamowicie. Dobrze wiedzieć o takim miejscu, w Madrycie jeszcze nigdy nie byłam ale chętnie bym odwiedziła takie muzeum :)
OdpowiedzUsuńSzczerze polecam.
UsuńDziękuję za wizytę.
Marzy mi się Madryt, i to Muzeum też chciałabym zobaczyć...
OdpowiedzUsuńTo życzę Ci spełnienia tego marzenia...
UsuńJa tez tam byłem ale już ze 25lat temu. I w zasadzie nic nie pamiętam:)
OdpowiedzUsuńPewnie wtedy maleńki byłeś:-))
UsuńPani Stokrotko Babcia się pyta kiedy będzie ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńKasia
W sobotę....
UsuńO sztuce, to ja mega zaciekawiona, kocham malować, rysować. Pozdrowienia ślę też wnukowi, moja bratnia dusza. :) Mega mnie ciekawi ciąg dalszy. Chwała, że to miejsce się ostało, że te wszystkie dzieła zostały uratowane. No nie umiem opisać, jak kocham malować. :D Pozdrawiam kochana, miej radosny dzień. :)) <3
OdpowiedzUsuńSerdecznie Ci dziękuję za miłe słowa i zapraszam na ciąg dalszy w sobotę
UsuńPrzede wszystkim gratulacje dla Szalonego Geografa z okazji zaręczyn i dla wnuka za pójście w ślady pradziadka. Wielokrotnie wspominałam, że poza Polskę nie wyjeżdżałam, a o Muzeum Prado wiem tylko to, co przekazano na lekcjach historii. Z przyjemnością poczytam o Twoich wrażeniach z wycieczki do Hiszpanii. Ukłony.
OdpowiedzUsuńNajserdeczniej Ci dziękuję Iwonko za wszystkie słowa komentarza.
Usuńpozdrawiam.
Prado w Twoim tekście nie jest muzeum do „odhaczenia”, tylko bramą do świata, w którym sztuka ma ciężar gatunkowy. Najpierw stawiasz czytelnika przed samym gmachem - niech zobaczy, gdzie to wszystko mieszka: neoklasyczny porządek, królewska ambicja, historia poobijana wojną i jednak ocalona. I nagle jasne staje się jedno: tu nie wchodzi się jak do galerii, tylko jak do skarbca.
OdpowiedzUsuńNajbardziej lubię ten osobisty nerw opowieści: wnuk, młody człowiek z ręką do malowania, fotografii i rzeźby, i Twoje ciche „no to idziemy”. Bez napinki, bez wykładu - za to z prawdziwym powodem. Nawet pytanie o talent (po kim, skąd, czy sam sobie wykuł) działa tu jak mała iskra: bo w Prado takie pytania wracają w głowie przy każdym obrazie.
A finał? Idealny. Przed wejściem siedzi Velázquez z paletą, jakby mówił: „Zanim wejdziecie, zostawcie pośpiech”. I w tym miejscu kończysz część pierwszą dokładnie tam, gdzie trzeba - na progu. Bo dalej już nie będzie o statystykach i datach, tylko o spojrzeniach, światłach i obrazach, które potrafią człowieka przytrzymać za rękaw.
Bardo Ci dziękuję. Mam nadzieję że uda mi się tak właśnie napisać o zbiorach w Prado.
UsuńSerdeczności.
Koniecznie muszę się do niego wybrać
OdpowiedzUsuńSzczerze polecam.
UsuńZ wielkim zainteresowaniem przeczytałam pierwszą część o Prado, tym bardziej czekam na drugą. Już sam budynek prezentuje się bardzo okazale.
OdpowiedzUsuńBardzo serdecznie Cię Bogusiu zapraszam...
UsuńPrado... ładnie brzmi, nazwisko Diego Rodríguez de Silva y Velázquez to prawdziwa melodia dla uszu; był nadwornym malarzem, ale raczej nie schlebiał swoim protektorom, no może z wyjątkiem infantki Małgorzaty tak smutnej na portrecie
OdpowiedzUsuńOczywiście masz rację Notario...
UsuńTwój wnuk ma cudowne zainteresowania i zapewne ogromny talent. Podobają mi się tacy ludzie. Są interesujący, wrażliwi, mają wiele do zaoferowania innym.
OdpowiedzUsuńTo prawda że jest bardzo wrażliwy... ale czy ma duży talent to się dopiero okaże. Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa...
UsuńJuż chyba kiedyś pisałem, że cieszę się że nie pisze Pani o polityce.
OdpowiedzUsuńTeż Mareczek
Nie widzę potrzeby aby o niej pisać.
UsuńPozdrawiam Pana.
Witaj Stokrotko, kocham to Muzeum. W sierpniu byłam tam drugi raz i mam nadzieję, że jeszcze tam pojadę. Ogród rozkoszy ziemskich to jeden z wielu obrazów, które mogę oglądać bez końca. Pozdrowienia dla Ciebie i wnuka.
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło to czytać. Bardzo Ci dziękuję za wizytę :-)
UsuńZwiedzanie Prado w towarzystwie dorosłego i już nie szczerbatego wnuka 😄 z pewnością było dla Ciebie wspaniałym przeżyciem. Dla młodego artysty zapewne też. Jestem ciekawa Waszych wrażeń. Serdeczności.
OdpowiedzUsuńZapraszam Cię serdecznie na drugą część...
UsuńCzekam na dalszy ciąg...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Zapraszam serdecznie.
UsuńNierozwiązywalna zagadka?
OdpowiedzUsuńMoże wnuk podąży śladami Velazqueza?Ostatnio nastąpił renesans wśród współczesnych artystów,którzy podążają jego śladami.
Może kiedyś wnuk rozwiąże wizualną zagadkę "Las Meninas",dzieło które wciąż wywołuje coroczne debaty.Dzieło,które prowokuje do niekończących się pytań.
Wniosek:Zacisnąć zęby i do roboty:-)
A kto to może wiedzieć Henryku?
UsuńOjej to mnie nawet tydzień nie starczył, tak kocham tę prawdziwa sztukę. Osiem tysięcy dzieł to naprawdę duża liczba. Dla kogoś kto potrafi kontemplować sztukę to faktycznie jeden czy dwa dni to za mało. Ja pół dnia spędziłam w Muzeach Watykańskich w Rzymie. Też piękne galerie mają.
OdpowiedzUsuńKasiu i ja byłam w Muzeum Watykanskim ale nie zrobiło na mnie tak dużego znaczenia jak Prado.
Usuń