poniedziałek, 12 października 2026

Nie wiem jak zacząć....

 .... więc zacznę od początku...

Po obejrzeniu w Podchorążówce wystawy "Nabiści" usiadłam sobie na ławce w mało uczęszczanej części Łazienek Królewskich. Tej części którą najczęściej odwiedzałam kiedyś z mamą i siostrą jako mała dziewczynka. 

Prawie natychmiast przybiegła do mnie wiewiórka, potem druga, a potem jeszcze jedna. Niestety nie miałam orzeszków, więc chyba te śliczne malutkie rudzielce to zrozumiały bo szybko pobiegły w swoją stronę.

Siedziałam więc sobie sama i zbierałam siły do następnej wędrówki - tym razem po wystawie strojów z filmu "Lalka" gdy przeszedł koło mnie jakiś szczupły chłopak z plecakiem. Usiadł sobie "dwie ławki dalej", wyjął telefon i do kogoś zatelefonował.

Po chwili usłyszałam jego głos:

- Wiesz, ja mam w przyszłym roku maturę  a dwa dni temu skończyłem 18 lat.

.........

-  I wiesz co? Nikogo to nie zainteresowało? No naprawdę. Ani ojca ani mamy.

........

- Zupełnie nie wiem dlaczego. To znaczy wiem... 

------

-Ty wiesz co ja mam w domu? Całkowitą obojętność, nikogo nie interesuję...

-----

- Nie mówiłem ci? No bo ojciec zdradził mamę, rozwiedli się i ojciec się ożenił i będzie miał nowe dziecko...

.......

- A mama też sobie po rozwodzie kogoś znalazła i chyba jest szczęśliwa. i teraz jest tak, że z ojcem widzę się raz w miesiącu przez chwilę, bo on nie ma czasu. A mamy ciągle nie ma w domu, bo spotyka się z tym nowym facetem. 

-----

- No nie, mama jest w porządku, gotuje mi dobre obiady i dba o mnie, Tylko jak przychodzę do domu to nawet nie mam z kim pogadać. A to już klasa maturalna, mam się zdecydować co będę zdawać na maturze i na jakie studia chcę iść. 

......

- A ja jestem jak to dziecko we mgle. Nic nie wiem .... Czasami to mi się chce płakać, a czasami dostaję szału i mam ochotę roz...... wszystko w domu. Bo nikt ze mną nie rozmawia. I chyba obleję tę maturę, bo po co mi ona? Pójdę śmiecie segregować do MPO albo na jakiegoś wykidajłę...

----

- Sorry że do ciebie dzwonię, ale naprawdę nie mam z kim pogadać.

A tak wogóle to do d... to wszystko.

.





Tak mówił ten chłopak do kogoś przez telefon. Co mu odpowiadała tamta osoba nie wiem, więc w miejsce odpowiedzi postawiłam kropki. 

Potem ten chłopak usiłował z kimś innym porozmawiać, ale wyglądało na to że nikt nie odbierał telefonu.

Po pewnym czasie wstał z ławki i poszedł w kierunku wyjścia z Łazienek.

A ja zostałam na swojej ławce bardzo zasmucona.

Ciekawa jestem jakie komentarze zostawicie pod tym tekstem.

P.S. A na zdjęciach łazienkowskie drzewa, a raczej ich pnie.

12 komentarzy:

  1. Bardzo smutny obraz i na czasie ostatnich doniesień medialnych.
    Co powiem? że coraz więcej takich obrazków, ale bywają i optymistyczne.
    Moja sąsiadka przysposobiła osierocone wnuki i chyba dobrze im się dzieje, bo najstarsza wnuczka już pracuje i studiuje zaocznie. To dzięki babci, bo rodzice wzorowi nie byli, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  2. hmmm no ja w jego wieku to się cieszyłam, że rodzice się mną nie interesowali, miałam swoje sprawy, swoich przyjaciół, wyprowadziłam sie do babki mieszkać...babka sie nie wtrącała, w moje życie. robiłam bardzo dużo rzeczy, rozwijałam się. grałam w teatrze, piłam na imprezach, byłam zakochana..., podróżowałam po kraju. z przyjaciółmi. w moim wieku.
    o studiach zadecydowałam sama. nie wspierali mnie ale i też nie naginali. nie zmuszali...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a z drugiej strony sama zawsze byłam oparciem dla młodych ludzi, którzy tego potrzebowali...zawsze. i rozumiem zagubienie.

      Usuń
  3. Gdybym nie miała za uszami poczucia winy, które musiałam zaakceptować, to bym skomentowała. Sytuacje życiowe są bardziej skomplikowane niż pokazuje to rozmowa.
    Co mi przyszło na myśl to:
    Przywiązanie społeczne do pewnych rytuałów jak np. 18-tka wymusza niektóre zachowania, żeby nie być ,, na językach,, mimo że ewentualne życzenia czy impreza nie oznaczają tego z czym są zwykle kojarzone.

    OdpowiedzUsuń
  4. Opisana przez Ciebie sytuacja Stokrotko - ta z tym chłopakiem - jest bardzo smutna i daje do myślenia. Tak jest w wielu domach. I okres dojrzewania tego chłopaka - kończy się, zaczyna się wejście w dorosłość. Smutną dla niego dorosłość. Nie wiem, jak dalej to komentować. Pozdrawiam poniedziałkowo .

    OdpowiedzUsuń
  5. niestety wiele jest takich domów i rodzin, gdzie po prostu się ze sobą nie rozmawia, ludzie nie żyją razem, tylko obok siebie i długo by to analizować...
    a co tego chłopaka, to może nawet dobrze, żeby uwalił tą maturę... bo skoro ma ją zdawać tylko po to, aby spełnić oczekiwania rodziców, którzy de facto mają to gdzieś, to po co ma to robić?... lepiej robić coś dla siebie i niewykluczone, że prędzej coś takiego znajdzie segregując śmieci lub stojąc bramce w knajpie, niż kując do tej matury...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No cóż- moi rodzice rozwiedli się gdy miałam rok, każde poszło we własną stronę, a mnie wychowali rodzice mego ojca, których tytułowałam "mama", "tata". Do bycia rodzicem to jednak trzeba dojrzeć psychicznie. Mąż i ja zdecydowaliśmy się na dziecko gdy byliśmy już 12 lat po ślubie, gdy już mieliśmy swoje mieszkanie i ustabilizowaną sytuację materialną na tyle, że mogłam bez problemu wziąć trzyletni urlop wychowawczy a potem to już pracowałam w prywatnej firmie, którą założyliśmy z przyjaciółmi, więc mogłam dziecku poświęcać sporo czasu i dziecko nie chodziło z kluczem na szyi. I żadnej 18-ki nie wyprawialiśmy jej i nie pamiętam by którekolwiek z dzieci z jej szkoły miało 18-kę. A chodziła do liceum Społecznego, płatnego, a poza tym, jak się śmiały moje przyjaciółki, urodziłam ją przezornie w lecie, gdy już był czas wakacji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmmm. 18 lat to chyba czas wziasc swoje sprawy w swoje rece. Inni byliby chyba zadowoleni z takiej wolnosci i swobody. Ten chlopiec jeszcze nie dojrzal zyciowo. Pytanie tylko czy wyciagnie jakies wnioski na przyszlosc bardziej ambitne czy bedzie chcial tylko odmrozic sobie uszy na zlosc babci?
    Swoja 18 sama organizowalam na wlasne mozliwosci. Kolezanki/koledzy osiemnastki tez sami sie tym zajmowali. Dlaczego teraz jest to dla mlodych jakas trauma?

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedni mają za dużo, inni za mało troski rodzicielskiej, ale najgorzej chyba, kiedy jej całkiem brakuje. I to jednak też zależy od człowieka, charakteru. Tak czy siak, smutne to. Obojetnośc bywa zabójcza.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nasza Kasia jest już po studiach i pracuje.
    Ale nigdy nie pozwolilibyśmy aby czuła się samotna szczególnie w czasie egzaminów czy różnych życiowych perturbacji.
    Dziecka nie zostawia się samemu sobie nawet wtedy gdy jest już dorosłe.
    Marek z dziewczynami

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo smutna sprawa. Tak na prawdę rodzice założyli nowe rodziny i zastąpili syna. Depresyjne.

    OdpowiedzUsuń
  11. To przykre, że dzieci dzisiaj rodzicom przeszkadzają. Dorośli muszą mieć czas dla siebie, wyjazdy na odpoczynek bez dzieci... Ja nigdy nie pomyślałam, że dziecko mnie męczy i nigdy nie wyjechałam na wakacje bez syna. Nie wyobrażałam sobie takiej sytuacji. Cieszyłam się, że mogę z nim być i pokazać mu świat...

    OdpowiedzUsuń

Nie wiem jak zacząć....

 .... więc zacznę od początku... Po obejrzeniu w Podchorążówce wystawy "Nabiści" usiadłam sobie na ławce w mało uczęszczanej częśc...