sobota, 24 marca 2018

Spotkanie



/Poniżej mój stary tekst z Portalu Pisarskiego/

To była jedna z tych chwil, gdy żałowałam, że nie jestem uzdolniona artystycznie. Nie potrafiłam nigdy malować, rysować, rzeźbić, lepić, projektować. 
A przecież mogłoby tak być, bo takie zdolności przeważnie się dziedziczy.
Siedziałam w holu Łazienek Domu Zdrojowego i czekałam na swoją kolej do „uzdrawiającej” kąpieli.
Naprzeciwko mnie siedział pan w bardzo podeszłym wieku. Zwrócił moją uwagę tym, że miał piękne rysy. Poorane bruzdami policzki i czoło, regularne zmarszczki koło oczu, całkiem siwe ale gęste jak na swój wiek włosy.
Im dłużej na niego patrzyłam, tym bardziej mnie fascynował. Fascynował swoją piękną starością. Byłby idealnym modelem do malowania.
W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że ja go przecież znam. I że kiedyś byłam już nim zafascynowana.
Podeszłam do niego i zapytałam:
- Przepraszam, czy pan profesor X?
Popatrzył na mnie uważnie i uśmiechnął się smutno.
- Tak, a któż to mnie jeszcze poznaje i pamięta?
- Nazywam się…, ale to nie ma znaczenia. Chodziłam kiedyś na pana wykłady. 
- To moje studentki też już przyjeżdżają leczyć się w sanatoriach? To niemożliwe – uśmiechnął się szarmancko. – Studiowała pani na ASP?
- Nie, ja…
- Filozofia? Historia sztuki?
- Też nie. Pani profesorze, ja nie byłam pana studentką. Gdy już pracowałam chodziłam na pana otwarte wykłady do PANu na Krakowskim Przedmieściu. 
- A tak, miałem tam kiedyś cykle wykładów.
- To były wykłady o sztukach pięknych, stylach w sztuce, filozofii sztuki…
- No tak, ale ja już od dawna nie wykładam. Wie pani, że skończyłem już 90 lat?
- Gratuluję, przede wszystkim młodości umysłu i pięknego wyglądu.
- Dziękuję za uprzejmość – posmutniał nagle. – Wie pani, że zostałem sam? Moja żona rok temu… a byliśmy razem 66 lat – głos mu się załamał.
- Ale ma pan kogoś kto się panem opiekuje?
- Tak – rozjaśnił się – mam wspaniałego prawnuka, będzie robił w tym roku maturę. I on mnie tu przywiózł, bo sam nie dałbym rady. Ale w tym prywatnym sanatorium to jest bardzo dobra opieka, wie pani?
- Panie profesorze, nigdy nie zapomnę pana wykładów. Pięknie je pan prowadził. Do dzisiaj pozostały mi w pamięci informacje, które nam pan przekazywał. I do dzisiaj patrzę na świat pana oczami. Czy wie pan jak wszyscy pana uwielbialiśmy?
Wzruszył się bardzo, wstał z trudnością, schylił i pocałował mnie w rękę.
W tym momencie został poproszony przez megafon na zabieg.
Wziął swoją torbę i opierając się na lasce odszedł powoli.
/Nie pomagałam mu, bo czułam, że nie życzyłby sobie tego/.
Przed drzwiami gabinetu odwrócił się, odstawił laskę i pomachał mi ręką – tak, jak to robią małe dzieci.
Nie mógł słyszeć moich myśli:
- Panie profesorze… teraz też, tak jak wtedy, gdy siedziałam ukryta za czyimiś plecami ze szkicownikiem na kolanach… i słuchałam tego co pan mówi… teraz też nie potrafiłabym pana namalować… . Bardzo pana przepraszam.

78 komentarzy:

  1. No niestety, tego talentu też nie posiadam, pozostaje aparat i zdjęcia...
    Bywają ludzie, którzy zostawiają trwały ślad w naszej pamięci i sercu. Niesamowite spotkanie, Stokrotko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że to spotkanie było wyjątkowe.
      :-)

      Usuń
  2. A my Ci powiemy, że tak pisać to może tylko osoba bardzo utalentowana.
    :-) :-) :-)
    Beatka, Kasia i Marek

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz artystyczny talent! Może nie potrafisz rysować, malować, lepić, ale potrafisz obserwować, WIDZIEĆ i pisać.
    Nielicznym jest to dane.
    Serdecznosci prawie wiosenne:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci serdecznie Halinko.
      :-)

      Usuń
  4. Primo- nie święci garnki lepią i rysować każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej. Masz zmysł obserwacyjny i gdyby ktoś poświęcił Ci swój czas z pewnością wydobyłby z Ciebie na wierzch odpowiednie geny. Pomyśl - czy byłabyś szczęśliwsza rysując czy malując i nie potrafiąc pisać o tym co widzisz???
    Buziam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj spokój.... ja generalnie jestem antytalent do wszystkiego!!!
      :-))

      Usuń
    2. No chyba Cię natłukę jak się spotkamy. Może zacznij pisać powieść fantasy, bo zaczynasz z lekka fantazjować.
      Ty Kochana masz talent i to olbrzymi do widzenia siebie w czarnych barwach- to raz. Dwa - talent do totalnego niedoceniania siebie.Mogłabyś dostać Nobla, gdyby za taką postawę go dawali.
      Buzkam;))

      Usuń
    3. No to mnie pocieszyłaś!!!!!
      :-)

      Usuń
  5. Stokrotko. Och, Stokrotko. Każdy z nas dostaje coś innego, czasem mam brak czegoś, czasem żal. Ale jakoś tak nie wszyscy dostaja piękną duszę. Ty tak.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ludzie z dawnych lat mają klasę. Mam Ojca 98-letniego, który na dodatek sam mieszka.

    OdpowiedzUsuń
  7. I znowu wzruszyłam się u Ciebie... I tak bardzo Cię rozumiem...
    Ale nie potrafiłabym tak pięknie opisać tych odczuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty za to pięknie malujesz Dagmaro.
      :-)

      Usuń
    2. Dagmaro kochana, namaluj naszą Stokrotkę, by miała pamiątkę i zobaczyła jaka jest wspaniała. Pozdrawiam obie Panie.

      Usuń
    3. Nie znamy się z Dagmarą osobiście... ale wszystko przed nami.
      Dziękuję Ci bardzo.

      Usuń
  8. Stokrotko - na kazdy temat piszesz pięknie.

    Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam.

    Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesadzasz Elu - ale to miłe co napisałaś.
      :-)

      Usuń
  9. Zmieniłaś może numer telefonu? Bo ja wczoraj sms do Ciebie z podziękowaniem wysłałam, ale nie wiem, czy odebrałaś.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wzruszajacy tekst i jak napisany! Skad te słowa o braku zdolności, sytuacja jest tak plastycznie przedstawiona, ze olowek czy pędzel nie sa potrzebne. Pozdrawiam Malgosia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu - nigdy nie skończę Ci powtarzać, że jesteś Kochana.
      :-)

      Usuń
    2. A ja nigdy nie przestane Cie zapewniać, ze Twoje skromne mniemanie o sobie jest wlasnie nieskromne. Caluski M.

      Usuń
    3. To mam się poprawić???
      :-)

      Usuń
  11. Piękny i wzruszający tekst. Ponownie z przyjemnością przeczytałam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wierność Anusiu.
      :-)

      Usuń
  12. Też kiedyś spotkałam swojego profesora, który mnie ukształtował jako pracownika. Niezwykły człowiek, powstaniec warszawski, wybitny neurolog. Był schorowany, ale umysł miał żywy i jak zawsze życzliwy ludziom. Miałam szczęście powiedzieć mu, jak ważny był dla mnie, a on się autentycznie i zdziwił, i ucieszył.

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękny tekst Stokrotko, bardzo fascynują mnie ludzie starzy, lubię na nich patrzeć, rozmawiać z nimi, poznawać, uczyć się, są jak fascynująca księga... ale też nie potrafię malować. Ty namalowałaś Go słowem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja ze wzruszeniem słucham Cię na YT.
      :-)

      Usuń
  14. Ważne spotkanie.I pięknie oddany jego nastrój i sens.

    OdpowiedzUsuń
  15. piękne wspomnienie, wzruszające :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tekst szczegółowo zapamiętałam z wcześniejszego czytania i teraz z radością go przeczytałam jeszcze raz. Przyłączam się do zbiorowej opinii, że malujesz słowami, czerpiąc kolory ze swojej duszy. Przepięknie malujesz, powiem nawet, że rzeźbisz a wszystko jest plastyczne i proporcjonalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba się na mnie uwzięłaś!!!!
      :-)))

      Usuń
  17. Każdy stał w kolejce po inny dar. Ty masz w ręku inne narzędzie niż pędzel i farby... piszesz pierwszorzędnie :)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak mi się ułożyło, że akurat drugie studia rozpocząłem w 1978 r. a skończyłem w 1983 r. Pamiętam takie zdarzenie, gdy na uczelni po wyjściu z aresztu pojawił się były prodziekan, zatrzymany w czasie protestów po stanie wojennym. Szedł na salę wykładową, ale nie doszedł, bo otoczyli go studenci, i pracownicy uczelni, w sumie kilkaset osób. Każdy mu gratulował i chciał się dowiedzieć, czy będzie nadal wykładał (miał już ok. 70 lat) i prowadził otwarte wykłady. Powitanie wielce szanowanego profesora z każdą minutą przybierało na sile, bo na wieść o jego wizycie zbiegali się nawet okoliczni mieszkańcy. Spotkanie trwało ponad 3 godziny i zakończyło się w głównej auli, gdzie profesor przyznał, że jest to jego ostatni wykład na uczelni, bo żona zachorowała na raka ...

    Potrafisz poruszać czułe struny wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za komentarz Andrzeju.
      :-)

      Usuń
  19. Witaj, Stokrotko.

    Malować można także słowami.
    Czytając tekst, pomyślałam, że Pan Profesor nie przyjąłby przeprosin, tylko powiedział to samo, co ja:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie nauczyłem się od kogoś?... To se ne vrati... Może zresztą właśnie czyjaś wiedza mi do niczego nie pasowała? Wolę wspominać tych, od których się nauczyłem i dodam, że nie byli to właściwie ludzie z profesorskimi tytułami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to był wyjątkowy profesor.

      Usuń
    2. Też jestem wyjątkowy

      Usuń
    3. Ty też zresztą. Nie masz za co przepraszać.

      Usuń
    4. Niewątpliwie jesteś.

      Usuń
  21. Kochana!
    Pozdrawiam Cię dziś bardzo słonecznie i dziękuję za Twoje piękne pisanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję za Twoje komentarze.

      Usuń
  22. Piękna dusza to nie talent to uwrażliwienie na innych. I myślę, że tak samo jak profesor z Twojej opowieści zostawiasz ślady w nie jednym człowieku.
    Dziękuję Ci za nuty zamyślenia na dziś...

    OdpowiedzUsuń
  23. Z tego co piszesz, Stokrotko, wnioskuję, że Profesor jest dobrym człowiekiem. Oczywiście warto takich ludzi malować, ale najważniejsze, by o nich pamiętać! I brać z nich przykład...

    OdpowiedzUsuń
  24. Pięknie napisałaś o profesorze i o spotkaniu :)
    A może znajdź sobie nauczyciela rysunku, albo jakieś zajęcia w jakimś domu kultury, czy gdzieś ;) i zacznij od nowa? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewykluczone Lidio że tak zrobię.
      W końcu w życiu nigdy na nic nie jest za późno.
      :-)

      Usuń
  25. Tekst podobnie jak opisane spotkanie bardzo wzruszające :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo piekny, wzruszający wpis, Stokrotko.

    OdpowiedzUsuń
  27. Stokrotko, przecież stworzyłaś jego portret - namalowałaś go, wyrzeźbiłaś pisanym słowem... I wyszedł Ci pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
  28. -- przyznam , że mnie osobiście podobne sytuacje bardzo wzruszają i tak nie do końca wiem , co powiedzieć... no ale przecież człowiek całe życie się uczy...
    - ... miłego dnia
    ... Ala

    -- mam problemy z komputerem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję.... i wszystkiego dobrego życzę...

      Usuń
  29. Nie masz Stokrotko talentu plastycznego, ale za to masz setki innych talentów:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci serdecznie za miłe słowa.
      :-)

      Usuń
  30. Mogłabym powiedzieć, że mimo woli ukradnę komentarz Lenie S, bo po przeczytaniu postu, pomyślałam, że Ty malujesz słowami piękniej niż niejeden absolwent ASP pędzlem(ołówkiem). też spotkałam w swoim życiu profesora(niestety już nieżyjącego), który wywarł na mnie tak silne wrażenie, że pozostanie ze mną do końca moich dni. Nazywał się Waldemar Voise i był m.in. autorem "Nowożytne społeczności uczonych". Coraz mniej niestety tak wspaniałych ludzi wśród nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Iwono - największde autorytety odchodzą na zawsze.

      Usuń
  31. Ty inaczej potrafisz go namalować - pięknymi słowami! :)

    OdpowiedzUsuń
  32. To jest ciekawe i pouczające.

    OdpowiedzUsuń
  33. W niewielu słowach powiedziane tak wiele. I dobrze ujęta postać profesora. I jego wysoka kultura jak i autorki. I smaki sanatorium. I o talencie. I o starości.

    OdpowiedzUsuń

Orły w Warszawie

Siedziałam sobie kilka dni temu pod Kolumną Zygmunta i patrzyłam na Zamek Królewski. A właściwie to patrzyłam na wieżę zamkową, tę z zeg...