czwartek, 30 maja 2019

Jeszcze o zwierzętach...


Całkiem niedawno byłam z młodszym wnukiem w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Łazienkach Królewskich.

I tam na wystawie „Oko w oko”,którą poświęcono zwierzętom egzotycznym dowiedzieliśmy się wielu interesujących rzeczy.

W muzeum były eksponaty pozyskane przez Huberta Hupałowskiego /1905-1990/, myśliwego i organizatora wypraw łowieckich na całym świecie, który podarował swoją cenną kolekcję narodowi polskiemu.

Wśród eksponatów oglądaliśmy przedstawicieli trzech stref klimatycznych: okołorównikowej – m.inn antylopy, umiarkowanej- reprezentowanej m.inn przez marala i bizona oraz okołobiegunowej, na czele której stoi jeden z najciekawszych okazów – niedżwiedż polarny.

Na uwagę zasługiwała też jak zawsze WIELKA PIĄTKA AFRYKAŃSKA, czyli lew, lampart, bawół afrykański, nosorożec czarny i słoń…




Przemiła pani oprowadzająca nas po wystawie odkryła przed nami mnóstwo tajemnic.

Na przykład:

1. Czy wiedzieliście o tym, że skóra niedźwiedzia polarnego jest czarna…?

2. Lew to jedyny przedstawiciel kotowatych który żyje w stadzie. Inne koty to zwykle samotniki.

3. Na świecie pozostało jedynie około 3 tysięcy dzikich tygrysów. Znacznie więcej osobników żyje w niewoli, zwłaszcza na terenie USA. Największym zagrożeniem dla tygrysa jest kłusownictwo.

4. Puma może ważyć nawet 100 kg i jest przedstawicielem małych kotów. Tak zwane małe koty różnią się od wielkich kotów m.inn tym, że małe koty mruczą a wielkie ryczą.

5. Ciosy słonia błędnie nazywane są kłami, choć w rzeczywistości są to siekacze. Słonie nie mają kłów.

6. Poroże samca karibu jest przeważnie asymetryczne. Pojedyńcza łopata znajdująca się nad nosem wyrasta albo z prawego albo z lewego poroża. Jej funkcja nie jest do końca znana. Może ona służyć do rozgarniania śniegu, chronić oczy samca podczas walki albo sprawiać, że wygląda groźniej. Samice karibu również mają poroże, ale pozbawione asymetrycznej łopaty.

Gdy wychodziliśmy z muzeum mój 10-latek zwany przeze mnie Pytalskim stwierdził:

„No i tyle wspaniałych zwierząt trzeba było zabić i potem je wypchać żeby ludzie mogli zobaczyć je z bliska… To chyba lepiej, że można je żywe oglądać w ZOO albo na Safari”...

I zdradził mi tajemnicę, że chciałby kiedyś pójść na takie studia po których mógłby badać i obserwować zwierzęta albo od razu zostać dyrektorem ZOO…

Ciekawe czy mu się te plany zmienią…???


wtorek, 28 maja 2019

O warszawskich niedźwiedziach

                                          / Zdjęcia Wyspy Niedźwiedziej sprzed 40 lat/
Ale nie o tych, które są w ogrodzie zoologicznym, tylko o tych które spacerują sobie na wybiegu przy Trasie W-Z. Chociaż ten wybieg to część Warszawskiego ZOO.Nazywa się Wyspą Niedźwiedzią.

Zaczęło się od tego, że słynny dyrektor ZOO pan Jan Żabiński w 1952 roku doprowadził do powstania, zamiast typowych klatek – znanego wybiegu dla niedźwiedzi przy trasie W-Z. 

Wybieg o powierzchni ponad 700 m.kw otoczono głęboką, długą na 130 metrów fosą i specjalnie wymodelowanym ogrodzeniem, które uniemożliwia wydostanie się silnych, zręcznych i bardzo niebezpiecznych drapieżników na zewnątrz.

Ogrodzenie to nie zabezpiecza jednak przed ludzką głupotą, dlatego co pewien czas dochodzi do wtargnięć ludzi na teren wybiegu. Czasami te wizyty są planowane gdy na przykład jakiś zakochany mieszkaniec stolicy albo wycieczkowicz chce pokazać dziewczynie jaki jest dzielny i nie boi się niczego i przekracza barierkę aby natychmiast wpaść do fosy.

Czasami jest niespodzianką, gdy ktoś usiłuje zrobić sobie selfika z niedżwiedziem w tle i przechyla się za bardzo do tyłu.

Niedźwiedzie z reguły patrzą zdziwione na te dziwne bezrozumne stworzenia które usiłują się wydostać potem z ich osobistej pełnej wody fosy. 
Na szczęście nie atakują, chociaż potem zagonienie ich przez strażników na teren zamknięty aby ratować te typy krzyczące przerażliwe z fosy nie jest łatwe.


Ale – ponieważ nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – po każdej takiej akcji niedźwiedzie odzyskiwały dobry humor i wigor a stan ich psychiki bardzo się poprawiał. 

Nie ma bowiem nic gorszego dla niedźwiedzi jak nuda. Dlatego ostatnio dyrekcja ZOO apeluje do potencjalnych gości aby przynosili niedżwiedziom przeróżne zabawki w postaci kubełków, misek i piłek.

Niedźwiedzi oczywiście /tak jak i innych zwierząt/ nie
wolno karmić ale nikt się nie przejmuje tabliczkami na których WOŁOWYMI LITERAMI jest to napisane. 

I chociaż niedżwiedzie otrzymują bardzo urozmaiconą dietę w postacie ryb, mięsa, owoców, warzyw – a karmienie odbywa się zawsze wieczorem – to nigdy od rana następnego dnia nie pogardzą częstowanymi ich przez tych dziwaków zza fosy cukierkami i ciastkami. 

Więc niedźwiedzie /podobnie jak inne zwierzęta/ chorują.

Wybieg dla niedźwiedzi o którym piszę cieszył się zawsze dużą popularnością. Każda właściwie wizyta w ZOO zaczyna się lub kończy od odwiedzenia tych dużych brunatnych – ale groźnych – „zabawek”.

Każde oczekiwanie na pobliskim autobusowo-tramwajowym przystanku związane jest z parominutowym przynajmniej zajrzeniem do niedźwiedzi.

I jeszcze NIESAMOWITA informacja...
Czy wiecie, że od 1952 roku na wybiegu urodziło się prawie 400 niedźwiedzi!!!???
Pamiętam że kiedyś na Wyspie Niedżwiedziej mieszkała niedżwiedzica z trojgiem dzieci. To był naprawdę piękny widok...

Z reguły na wybiegu przebywały jednocześnie 3 dorosłe niedżwiedzie – 2 samice i 1 samiec.

Czasami były to zwierzęta. które zabierano z cyrku w Julinku aby tu spokojnie żyły na emeryturze.

Sabina, Turnia. Mała, Grześ, Tatra – tak się nazywały ostatnie niedźwiedzie na wybiegu.
------------------------------------------------

Ostatnio na Wyspie Niedżwiedziej jest całkiem pusto.
Wybieg ma być zlikwidowany.

Dla dzieci z Warszawy jest to smutna informacja.

Mój młodszy 10 letni wnuk, który odwiedza warszawskie ZOO kilkanaście razy w roku nie może w to uwierzyć...


niedziela, 26 maja 2019

Już 10 lat nie ma JEJ ze mną, a mnie się ciągle wydaje że jest tuż obok...



                            Najbardziej lubiła konwalie i stokrotki...

--------------------------------------------------------------------------

To jest tylko urywek wiersza o Matce, który napisał K.I.Gałczyński

SPOTKANIE Z MATKĄ

Ona mi pierwsza pokazała księżyc
i pierwszy śnieg na świerkach,
i pierwszy deszcz.

Byłem wtedy mały jak muszelka,
a czarna suknia matki szumiała jak Morze Czarne.

Noc.

Dopala się nafta w lampce.
Lamentuje nad uchem komar.
Może to ty, matko, na niebie
jesteś tymi gwiazdami kilkoma?

Albo na jeziorze żaglem białym?
Albo falą w brzegi pochyłe?
Może twoje dłonie posypały
mój manuskrypt gwiaździstym pyłem?

A możeś jest południową godziną,
mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach?
Wczoraj szpilkę znalazłem w trzcinach —
od włosów. Czy to nie twoja? 

------------------------------------------------------------

Uważam, że jest to najpiękniejszy wiersz o Matce.

A Wy znacie równie piękne?
Napiszcie proszę...

A może napiszecie coś o swoich Mamach
???

piątek, 24 maja 2019

"Patelnia"


                                              Rudzik
"Patelnią" mieszkańcy Warszawy nazywają niewielki placyk w centrum miasta. Jest to właściwie część Placu Defilad przed Pałacem Kultury i Nauki. To taki placyk na który wychodzi się z przejścia podziemnego pod skrzyżowaniem Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi albo ze stacji Metra Centrum.


I gdy się wychodzi na tę patelnię to człowiek czuje się jakby dostał się do piekła. Bo albo pali tam niemiłosiernie słońce albo leje ulewny deszcz. I zawsze są tam tłumy ludzi zdążających w różnych kierunkach – albo do Dworca Centralnego, albo do Złotych Tarasów albo do Pałacu Kultury...

Na patelni ciągle coś się dzieje. Jedni śpiewają i grają, inni coś reklamują, jeszcze inni zachęcają do zapisania się do jakiegoś stowarzyszenia albo ugrupowania. Jest mnóstwo osób wciskających ulotki, sprzedających ze stolików czy prosto z toreb najróżniejsze towary. Są też oczywiście żebracy i bezdomni.

Gdy dwa dni temu szłam przez „patelnię” w kierunku Dworca Centralnego byłam bliska obłędu. Z jednej strony dochodziły mnie krzyki jakiejś partii która protestowała przeciwko seksualizacji dzieci w szkołach... 
Z drugiej jacyś ludzie przez mikrofony sugerowali poparcie ruchu mającego na celu oddzielenie kościoła od państwa... 
Z trzeciej strony jakiś mężczyzna krzyczał, że jak kiedyś był ministrantem „to nigdy ksiądz się do niego nie dobierał”...
Z czwartej stały dwie panie trzymające w rękach tablicę ze zdjęciem płodu i podpisem „Nie zabijaj”...

Zaczepiana przez wszystkich właściwie ludzi starałam się jak najszybciej opuścić to piekło.
Gdy weszłam z tej patelni nieco wyżej po schodkach do poziomu Placu Defilad…. usłyszałam nagle jakieś cichutkie świergolenia. Myśłalam, że to złudzenia, no bo przecież w takim hałasie nie sposób usłyszeć śpiewu ptaka…

A jednak z krzaków po prawej stronie dochodził jakiś śpiew. Podeszłam bliżej…. A tam malutki ptaszek siedział z otwartym dziobkiem i śpiewał.

Zupełnie tak, jakby chciał powiedzieć: „Ludzie opanujcie się, jest najpiękniejszy miesiąc roku...”

Ale chyba nikt oprócz mnie go nie słyszał.

Nie zrobiłam zdjęcia, ale chyba był to rudzik.                                                     

środa, 22 maja 2019

Na przystanku - scenka druga

 /To moje zdjęcie nazwałam  "Krzewy gorejące". Ale nie ma ono żadnego związku z tekstem/

Siedziłam na przystanku autobusowym gdy nagle usiadł koło mnie bezdomny.
Wprawdzie usiadł na drugim końcu i wtulił się w szklaną taflę wiaty ale zrobiło się nagle koło niego całkiem pusto.
Wstałam i ja i odeszłam bo śmierdział tak straszliwie, że nie mogłam wytrzymać.
Gdy nadjechał autobus prawie wszyscy ludzie zaczęli do niego  szybko wchodzić. Bezdomnemu się to nie udało. Ludzie zaczęli na niego krzyczeć że śmierdzi, że jest brudny, że roznosi choroby i robactwo....
Autobus odjechał a bezdomny wrócił na ławeczkę...
Odeszłam. Zdecydowałam, że trzy przystanki przejdę pieszo.
---------------------------------------------------------------
Przypomniałam sobie jak wiele lat temu /gdy obaliliśmy poprzedni ustrój/ znajomy, starszy ode mnie o pokolenie prezes belgijskiej firmy chemicznej powiedział mi tak: "To teraz będziecie musieli zmierzyć się z bezrobociem, narkomanią, naduzyciami finansowymi, żebrakami, depresją, bezdomnymi..."
Miał rację - prawda? Ale ja spojrzałam na niego wtedy z niedowierzaniem.
-------------------------------------------------
I jeszcze jedno - kiedyś jadąc autobusem przez najpiękniejszą i reprezentacyjną ulicę Warszawy czyli Krakowskie Przedmieście byłam świadkiem jak na przystanku tuż przy Uniwersytecie Warszawskim i koło Kościoła Św.Krzyża, w pobliżu ławeczki księdza Jana Twardowskiego i w obecności zagranicznych turystów - kierowca autobusu na żądanie pasażerów wyprosił z niego bezdomną, brudną, grubą i starą kobietę. A ona usiadła na przystanku naprzeciwko wspaniałej księgarni im. Bolesława Prusa i zawinęła się w te swoje brudne szmaty i zaczęła szukać czegoś w wielkich plastikowych torbach. I wszyscy się od niej odsunęli z obrzydzeniem.
Wtedy miałam ochotę upić się.... chociaż nigdy tego nie robię...

poniedziałek, 20 maja 2019

Czy wiecie co to jest?


Czy wiecie co jest na tym zdjęciu?
To jest oryginalny pulpit sterowniczy ruchomych schodów wybudowanych w latach 1947-1949 na trasie W-Z w Warszawie przez radziecką firmę Metrostroj.
Pulpit ten znajduje się w podziemiach kamienicy Johna tuż przy Placu Zamkowym. Sprawia niesamowite wrażenie gdy po wjechaniu z trasy W-Z na poziom Placu Zamkowego schodzi się potem zwykłymi schodami w dół w podziemia kamienicy i wychodzi prosto na niego...Pulpit ten wmontowany jest w ścianę w pobliżu  największej i bezpłatnej toalety w rejonie Starego Miasta a pilnuje go strażnik i nie pozwala przejść poza barierkę.
Obok wysoko na ścianie znajduje się zdjęcie pomieszczenia w którym znajdowała się kabina sterownicza ruchomych schodów oraz informacja w jęz. polskim i angielskim. Niestety zdjęcie nie jest wyrażne.



Jeśli chcecie poczytać o jednej z największych ciekawostek powojennej Warszawy to serdecznie Was zapraszam.
----------------------------------------------------------------------
Schody ruchome na trasie W-Z to pierwsze uruchomione w Warszawie schody ruchome, które powstały w związku z budową tej trasy i połączyły dzisiejszą Aleję Solidarności z Kamienicą Johna przy Placu Zamkowym. Wystrój wnętrz tunelu był oczywiście socrealistyczny.

Trzy wybudowane przez radziecką firmę Metrostroj ciągi schodów o długości 30 m i przepustowości 10 000 osób na godzinę były niegdyś dużą atrakcją turystyczną Warszawy. Znali te ruchome schody wszyscy Warszawiacy i często z nich korzystali. Jestem też pewna, że znały je wszystkie dzieci a także dorośli spoza Warszawy, którzy przyjeżdżali Warszawę zwiedzać. Jazda tymi schodami była kiedyś niesamowitą atrakcją.

Ja sama z  pewnycm chłopakiem, który od lat jest moim jedynym mężem umówiłam się kiedyś na pierwszą randkę właśnie przy tych schodach.

Górny peron schodów znalazł się w Kamienicy Johna, którą na potrzeby budowy schodów przedłużono o 80 cm na północ i obniżono o jedną kondygnację. Radziecka maszyneria schodów ważyła 150 ton i zajęła całe podziemia kamienicy. W pieszym tunelu, wykończonym klinkierem, prowadzącym do schodów, umieszczono dwie płaskorzeźby które nosiły nazwy: "Razem w boju” i ”Razem w odbudowie”, mające symbolizować przyjaźń pomiędzy Polską a Związkiem Radzieckim. 

Wystrój rzeźbiarski to dzieło artysty rzeźbiarza Jerzego Jarnuszkiewicza. /To ten sam rzeżbiarz, który stworzył dużo później Pomnik Małego Powstańca znajdujący się w murach Starego Miasta/.

Schody ruchome na trasie W-Z były nowością, więc umieszczono na ich początku i końcu tabliczki ze szczegółowymi przepisami ruchu. Przepisy te nakazywały wchodzenie na schody zwykłym krokiem. Zakazywały natomiast wchodzenia na nie boso, biegania, siadania na stopniach, wprowadzania rowerów, palenia tytoniu, korzystania ze schodów w stanie nietrzeźwym oraz jazdy wielokrotnej z peronu dolnego na górny (i odwrotnie).

Podczas eksploatacji, w związku z brakami części zamiennych, wyłączano z użycia kolejne ciągi, które stawały się źródłem części zamiennych dla pozostałych schodów. Jednak kiedy 30 czerwca 1997 roku doszło do awarii ostatniego czynnego ciągu schodów, zdecydowano o ich zamknięciu. 

Tunel stał pusty przez osiem lat, dopóki w 2005 roku Zarząd Dróg Miejskich nie zlecił przeprowadzenia generalnego remontu schodów. Wiernie zrekonstruowano tunel pieszy oraz poziom górny, w którym umieszczono wykonaną z hartowanego szkła podłogę, ciągi zastąpiono zwykłymi schodami ruchomymi, dobudowano schody stacjonarne, obok których umieszczono pochyłą windę. 

Oryginalną aparaturę schodów częściowo zezłomowano, częściowo oddano do Muzeum Techniki, częściowo zachowano w podziemiach Kamienicy – jest to właśnie ten pulpit sterowniczy.

Nowa, ważąca zaledwie 15 ton maszyneria schodów, została wyprodukowana przez firmę ThyssenKrupp.

Bezpieczeństwa użytkowników i infrastruktury wyremontowanych schodów strzegą ochroniarze. W gablotach na obu peronach można obejrzeć pamiątki i zdjęcia z okresu budowy Trasy W-Z i funkcjonowania schodów w latach powojennych.

----------------------------------------------------------------------
Sama trasa W-Z /Wschód-Zachód/ była pierwszą większą inwestycją komunikacyjną po II wojnie Światowej w Warszawie.
Została oddana do użytku 22 lipca 1949 r. i przez wiele lat oprócz łączenia dzielnic Warszawy, pełniła także rolę ważnej drogi tranzytowej przez miasto. Obecnie stanowi część drogi wojewódzkiej numer 629.

Tunel pod Trasą W-Z był wzorowany na tunelu Saint-Cloud w Paryżu. 

Jednak....po usunięciu mas ziemi w 1948 zaczęła się osuwać wysoka skarpa wiślana a mury stojącego na niej kościoła Św. Anny zaczęły pękać (ślady przesunięć partii murów są widoczne na wewnętrznej północnej ścianie świątyni). Obsuwanie się skarpy wstrzymano prądem.

W jednym z odcinków serialu telewizyjnego „Dom” odtworzono dni budowy trasy W-Z. Jeden z głównych bohaterów - brat Andrzeja Talara był budowniczym tej trasy.
Całkowita długość trasy W-Z wynosi 6760 metrów.

Ale i tak na tej trasie najważniejsze były i są ruchome schody.
------------------------------------------------------------------

Uwaga: Znowu kilka osób pytało o moją książkę "Moje warszawskie zwariowanie". Zamówiłam więc kolejny dodruk.
Gdyby ktoś jeszcze był tą książką zainteresowany  proszę o kontakt na adres: rusinowa@op.pl
/Książka była i będzie dostępna tylko u mnie/.




sobota, 18 maja 2019

Niezwykłe gatunki grzybów


Zwany jest "diabelskim cygarem" ze względu na podłużny kształt młodych osobników. Uwalnianiu zarodków towarzyszy gwiżdżący dżwięk. Wystepuje w Japonii i Teksasie.
Występuje w całej Europie, sporadycznie także w Polsce. Wydziela silny zapach padliny, wabiący owady.
Występuje w Nowej Zelandii i Indiach. Ma intensywny niebieski kolor. W Nowej Zelandii znajduje się na banknocie 50-dolarowym.
Dzięki wyglądowi sromotnik zyskał przydomek "dama z woalką". Jest jadalny, stosowany w kuchni i medycynie chińskiej.

Czerwone krople wodnistej wydzielony sprawiają wrażenie krwawienia. Pigment tego grzyba jest wykorzystywany do barwienia tkanin. W Polsce wymierający.

W świetle kapelusz dorastający do 3 cm średnicy ma blady brązowoszary kolor. W ciemności emituje zielone światło. Spotykany w Azji, Australii, Brazylii.

Może osiągać nawet 60 cm średnicy. Młode owocniki są jadalne, chętnie zbierane w Czechach, gdzie po pocięciu na plastry panieruje się je i smaży.
Największy grzyb na świecie został znaleziony w Chinach. Miał 10 metrów długości i około 20 lat. Rósł na spodzie przewróconego pnia drzewa.

--------------------------------------------------------------------------------------------------
A wszystko to przepisałam dla Was i zeskanowałam z "Angory-Peryskop" nr 38 z dnia 17.IX.2017 r.
To którego grzybka planujecie wyhodować? I w jakim celu???

czwartek, 16 maja 2019

Pomnik Pracy


                 zdjęcie Pomnika Pracy z początku XX wieku

W książce, którą poświęciłam Warszawie pisałam o wielu ciekawych miejscach i wydarzeniach w naszej stolicy. 

Pisałam na przykład ile jest do dzisiaj lamp gazowych na ulicach Warszawy albo ile Syrenek znajduje się w różnych jej miejscach. Albo o niektórych pomnikach...

Nie mogłam oczywiście napisać o wszystkich ciekawostkach, bo nie zmieściłoby się to na 200 stronach.

Więc może dziś napiszę o czymś o czym wie niewiele osób, nawet tych, które są Warszawiakami od urodzenia.

Jest w Warszawie Pomnik Pracy. Ale nie ma on nic wspólnego z żadnym socrealistycznym monumentem.

Ten pomnik to Pomnik Budowy Szosy Brzeskiej zwany popularnie „Żelazny Pomnik na Grochowie”.


Pomnik ten powstał z inicjatywy Stanisława Staszica w celu upamiętnienia faktu zbudowania w latach 1820-1823 szosy z Warszawy do Brześcia, w szczególności zaś upamiętnienia ciężkiej pracy robotników pracujących przy tej ważnej i kosztownej inwestycji.

Pomnik został odsłonięty 21 maja 1825 roku. Jest to żeliwny 14-metrowy obelisk, którego frontową płaszczyznę zdobi dziewięć płaskorzeżb dłuta artysty-rzeżbiarza Pawła Malińskiego. 

Sześć płaskorzeźb w sposób realistyczny przedstawia pracę robotników przy budowie szosy, a trzy - widoki miast leżących przy tej szosie – a więc Warszawy, Siedlec i Brześcia.

W dniu bitwy grochowskiej 25 lutego 1831 roku na równinie obok pomnika był lazaret wojskowy, w którym opatrywano rannych w bitwie i dokonywano zabiegów chirurgicznych. Rannych, których nie udało się uratować grzebano na cmentarzu kamionkowskim znajdującym się przy Trakcie Brzeskim.

Przy samym pomniku zajął miejsce wódz naczelny gen, Michał Radziwiłł wraz ze swym sztabem i członkami Rządu Narodowego. 

Tutaj na chwilę przybył kierujący walką gen. Józef Chłopicki aby uzyskać od naczelnego wodza zgodę na użycie do walki jazdy gen Tomasza Łubieńskiego, stojącej nieopodal rogatek grochowskich. 

Jednak Łubieński rozkazu nie wykonał co miało zgubny wpływ na dalszy przebieg bitwy. Bitwa grochowska pozostała nierozstrzygnięta.

Wielki Książę Konstanty obserwujący bitwę grochowską miał wtedy powiedzieć że: ”Żołnierze polscy, to najlepsi w świecie żołnierze”.

Pomnik Pracy stoi przy ulicy Grochowskiej, na której od Rogatek Grochowskich zaczyna się Trakt Brzeski.







wtorek, 14 maja 2019

O uszach i słuchu... i o głuchocie...

Zdjęcie nie ma właściwie  żadnego związku z tekstem ale sfotografowałam i specjalnie tu umieszczam ten niesamowity Pomnik Przyrody Prawem Choniony. Ale jakby się tak temu drzewu przyjrzeć to może znalazłoby się jakieś odniesienie czy powiązanie z aktualną sytuacją w naszym kraju. Co o tym myślicie??? 

1. Uszy powiększają się z wiekiem. Przyczyną jest utrata kolagenu, który spaja chrząstkę małżowiny.
2. Jeśli płatek ucha przecina bruzda to masz podwyższone ryzyko rozwoju choroby wieńcowej.
3. Kwasy omega-3 pozwalają zachować słuch w dobrej formie do późnej starości.
4. Ostatnim najdłużej działającym zmysłem ludzkim podczas agonii jest słuch.
5. Uważa się, że najgłośniejszym źródłem dżwięku w znanej nam historii jest wybuch wulkanu Krakatau w 1883 roku. Huk słyszano w promieniu ponad 3000 km.
6. W ludzkim uchu znajduje się dziewięć mięśni. Kot natomiast ma ich aż 32, dlatego może obracać uchem o 180 stopni.
7. Smog dżwiękowy, czyli niepożądany hałas cywilizacyjny /także głośna muzyka/ wywołuje choroby - np. nadciśnienie, nadpobudliwość, problemy kardiologiczne.
8. Blade uszy to oznaka awitaminozy i niedoboru wapnia. Czerwone uszy mogą natomiast świadczyć o problemach z nerkami.
9. Woskowina jest niezbędna, by utrzymać kanały uszne w odpowiedniej wilgotności. Lekarze znają jednak przypadki kilkucentymetrowych stwardniałych czopów woskowinowych, które zalegały w uszach pacjentów miesiącami, a nawet latami.
10. Basowe dżwięki mogą wywoływać instynktowny strach, kojarzący się z kataklizmem. Wiedzą o tym twórcy horrorów.
-------------------------------------------------------------------------------------
I jeszcze coś z własnych obserwacji: 
Słuch człowieka może się nagle pogorszyć na skutek przeżyć, stresu czy strachu...

niedziela, 12 maja 2019

Cytat i film


"Patriotyzm to wspieranie swojego kraju cały czas, a rządu - gdy na to zasługuje..."
Mark Twain
------------------------------------------------
Napiszcie proszę jak rozumiecie słowo PATRIOTYZM. Bo ja właśnie tak jak to napisał Mark Twain.
------------------------------------------------
Wczoraj wieczorem razem z koleżanką /z którą jestem na podwarszawskiej działce/ obejrzałyśmy w internecie dokumentalny film Tomasza Sekielskiego pt: "Tylko nie mów nikomu".
Gdy film się skończył koleżanka powiedziała mi tak: "Tobie pierwszej to powiem... gdy miałam 8 lat chodziłam na lekcje religii do kościoła. Pewnego razu gdy zostałam w salce sama z księdzem... on wziął mnie na kolana i włożył mi ręką pod sukienkę.... Wyrwałam się i krzycząc uciekłam .... Tobie pierwszej to mówię.... "
------------------------------------------------
Z koleżanką przegadałam całą noc o problemie, który staje się w naszym kraju koszmarem.
Mam prośbę do wszystkich którzy zaglądają na mój blog - nie piszcie proszę nic na temat tego filmu dopóki go nie obejrzycie.
Ja po obejrzeniu tego filmu czuję się bardzo źle... i ciągle słyszę słowa jednej z bohaterek filmu: "Przecież Chrystus nie krzywdził dzieci"...
-------------------------------------------
UWAGA: Cytat i film nie mają ze sobą żadnego związku.

piątek, 10 maja 2019

Dopingu w Olimpii nie było?

                               Tym razem widok stadionu w Olimpii ściągnęłam z sieci

Jak pisze wspomniany przeze mnie w dwóch poprzednich tekstach Michał Szadkowski... :"To znaczy mógł być ale nie uważano go za doping. Dokładniej skoro nie istniała lista zabronionych substancji, trudno mówić o łamaniu przepisów. Ale wiele wskazuje na to, że - w dzisiejszym rozumieniu - w starożytnych igrzyskach brali udział koksiarze.
Mikstury przygotowywane przez medyków i trenerów powstawały w pełnej tajemnicy /dziś też się z tym nikt nie obnosi/, każdy miał swoją metodę na poprawienie szybkości, kondycji, siły, masy mięśniowej. Przygotowywano także wywary o właściwościach przeciwbólowych. W grę wchodziły napitki w roślin i grzybów oraz chleb z wyciągiem z maku. Co oczywiste środki wspomagające otrzymywały również konie biorące udział w wyścigach rydwanów.
Biegaczom długodystansowym podawano natomiast wyciąg ze skrzypu.
Rzymski lekarz Claudius Galenus pisał również o stosowanym przez sportowców napoju z gotowanych kopyt osła doprawionych płatkami róży. 
Uczestnicy igrzysk zdawali sobie ponadto sprawę z mocy testosteronu, którym wiele lat później szprycowali się lekkoatleci, kolarze i sztangiści.
W starożytności sportowcy przyjmowali go zjadając bycze jądra, przed zawodami pochłaniali też surowe serca zwierząt.
Żeby zwiększyć poziom glukozy i węglowodanów jedli miód.
Musieli uważać tylko na wino. Przed wejściem na stadion sędziowie sprawdzali bowiem oddech zawodników, przeprowadzając tym samym pierwsze kontrole antydopingowe."
-------------------------------------------------------------------------
Pierwsze igrzyska w Olimpii były tylko lokalnym konkursem w biegach. Później wprowadzono wyścigi konne i zapasy a także - na polecenie cesarza Nerona - turnieje muzyczne i poetyckie.
O tym, że tu narodziły się igrzyska przypomina ogień zapalany na stadionie na znak rozpoczęcia współczesnych zawodów. Ten płomień przenoszony z miasta do miasta jest symbolem idei olimpizmu i jednej z najpiękniejszych idei starożytnego i współczesnego świata.Czysta idea olimpizmu wyrażała się w pokonaniu własnej słabości, pójściu dalej i szybciej, poznaniu własnych możliwości i zbliżeniu się do doskonałości. Przed posągiem Zeusa zawodnicy składali uroczystą przysięgę, że będą przestrzegali ustalonch reguł gry. Po zakończeniu igrzysk zwykli uczestnicy olimpiad mieli stać się bliźsi bogom i herosom. A najwięksi i najwybitniejsi mieli prawo do postawienia swojego posągu w Gaju Zeusa.  Niektórzy z nich dostawali się nawet do greckiego Panteonu.

Ale..... no właśnie ...

Jak zwiedzać Mazowsze?

Mazowsze to kraina wyjątkowa pod każdym względem. Mieszkam tu od urodzenia i może dlatego jestem o tym przekonana. Mazowsze można poznawać ...