czwartek, 13 grudnia 2018

O jeszcze jednej świątyni której nie ma czyli ...... klątwa rabinów

16 maja 1943 roku o godzinie 20.15 na polecenie generała SS Jurgena Stroppa, kierującego likwidacją warszawskiego getta, po zakończeniu tej akcji została wysadzona w powietrze największa warszawska synagoga przy Tłomackiem 7. Miało to sybolizować unicestwienie Żydów jako narodu.

O jej zburzeniu tak opowiadał Stroop Kazimierzowi Moczarskiemu ("Rozmowy z katem"):*
 "Piękną klamrą oficjalnego zamknięcia Wielkiej Akcji było wysadzenie w powietrze Wielkiej Synagogi. Przygotowania trwały 10 dni. Synagoga była gmachem solidnie zbudowanym. Stąd, aby ją za jednym zamachem wysadzić w powietrze, należało przeprowadzić pracochłonne roboty saperskie i elektryczne. Ależ to był piękny widok! Z punktu widzenia malarskiego i teatralnego obraz fantastyczny. Oficer saperów wręczył mi aparat elektryczny, wywołujący detonację ładunków wybuchowych. Przedłużałem chwilę oczekiwania. Wreszcie krzyknąłem: Heil Hitler! – i nacisnąłem guzik. Ognisty wybuch uniósł się do chmur. Przeraźliwy huk. Bajeczna feeria kolorów. Niezapomniana alegoria triumfu nad żydostwem. Getto warszawskie skończyło swój żywot. Bo tak chciał Adolf Hitler i Heinrich Himmler".
-------------------------------------------------------------------------------------------------

W połowie XIX wieku w Warszawie było około 100 domów modlitwy i dwie niewielkie synagogi. Dla ludności żydowskiej, której liczba szybko wzrastała nie było to dużo.

Inicjatorami budowy nowej synagogi byli bogaci przedstawiciele inteligencji żydowskiej. Zorganizowali oni Komitet Budowy Synagogi przewidzianej na 3 tysiące miejsc modlitewnych. 
Budowa synagogi rozpoczęła się w 1875 roku i trwała z przerwami do roku 1878. Uroczyste otwarcie odbyło się 26 września 1878 w święto Rosz-Ha-Szana, czyli żydowski Nowy Rok. 
Nowa synagoga została przyjęta życzliwie, nawet przez warszawiaków innych wyznań. Wrosła w pejzaż Warszawy.

Na parę lat przed wybuchem II wojny światowej Warszawa stała się właściwie miastem dwunarodowościowym. Według  niektórych żródeł zamieszkiwało ją prawie 48% ludności pochodzenia żydowskiego.

Procentowo więcej Żydów było jedynie w Nowym Jorku.
Model Wielkiej Synagogi znajdujący się w Muzeum Żydowskiej Diaspory w Tel-Awiwie


Po wojnie Wielkiej Synagogi w Warszawie nie odbudowano. 

A ponieważ w judaizmie miejsce sacrum może być przeznaczone tylko na świątynię, więc …. podobno warszawscy rabini rzucili klątwę na budowany w tym miejscu „Błękitny wieżowiec”. Miejsce na którym stała Synagoga stało się przeklęte i pechowe.

Faktem jest, że wieżowiec ten z dwoma kilkuletnimi przerwami budowano prawie 26 lat, zmieniając w międzyczasie kilka razy jego koncepcję i założenia i plany... Zmieniono także elewację i wiele elementów. Podobno organizacje żydowskie wstrzymywały budowę.

Ustanowiono w ten sposób konstrukcyjny antyrekord w Europie Środkowej.

Przed wejściem do Błękitnego Wieżowca umieszczono tablicę upamiętniającą tę Wielką Synagogę...największą w Polsce.



A przed Wieżowcem znajduje się taka tablica:


A wewnątrz oprócz wielu biur i sklepów znajduje się także 200 metrowa żydowska sala modlitwy.
----------------------------------------------------------------------
/Zdjęcia czarno-białe zeskanowałam z książki Ireneusza Zalewskiego "Echa dawnej Warszawy. 100 adresów - tom I./

*/ O książce "Rozmowy z katem" pisałam w tekście "TO więzienie" w dn. 3 grudnia 2018 r.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Uwaga:
Wczoraj wysłałam "Moje warszawskie  zwariowanie" wszystkim tym osobom, które książkę zamówiły. Bardzo proszę o potwierdzenie jak przesyłki dojdą.
Pozostały mi jeszcze trzy egzemplarze. Gdyby jeszcze ktoś z Was był zainteresowany - proszę o kontakt mailowy: rusinowa@op.pl do soboty 15 grudnia do godz. 24tej. Po tym terminie zamykam sklepik ze sprzedażą mojej książki o Warszawie. Osobom zainteresowanym bardzo serdecznie dziękuję.

wtorek, 11 grudnia 2018

O świątyni, której nie ma czyli narodziny i upadek kolosa - zakończenie

                                                               Andrzejowi Rawiczowi /Anzai/

Rozbiórka soboru /zdjęcie z roku 1924/

Zakorzeniony wśród Polaków odbiór świątyni jako symbolu rosyjskiego panowania doprowadził do rozebrania obiektu w latach 1924- 1926 /wcześniej w 1921 roku zburzono dzwonnicę/.

Fragmenty mozaik zostały przewiezione do Soboru Pokrowskiego w Baranowiczach, inne zainstalowano w cerkwi Marii Magdaleny na warszawskiej Pradze, w kościele Najświętszego Zbawiciela w Warszawie, kościele w Pyrach oraz w kilkunastu innych kościołach i cerkwiach, a także w gmachu Wydziału Architektury Politechniki w Warszawie.
Darowane przez imperatora Mikołaja II jaspisowe kolumny, które zdobiły ołtarz główny po pewnym czasie przeniesiono do górnej części krypty z grobowcem Józefa Piłsudskiego na Wawelu.

Związek Radziecki nie protestował przeciwko rozbiórce – w latach 20-tych i 30-tych świątynie prawosławne likwidowano tam i niszczono masowo.
Zachowany fragment mozaiki z soboru znajdujący się obecnie w gmachu Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej przy ul. Koszykowej 55.


W Polsce niewiele osób protestowało przeciwko unicestwieniu „kolosa”.

Jedynie teolog prawosławny Wiaczesław Bogdanowicz miał powiedzieć:

”Nie mówcie panowie, że katedra winna być zburzona jako pomnik niewoli. Ja bym raczej powiedział, że póki ona stoi stanowi najlepszy pomnik dla przyszłych pokoleń, pouczając je jak należy strzec swej Ojczyzny. Natomiast rozebrana pozostanie pomnikiem wstydliwym, pomnikiem nietolerancji i szowinizmu. …..A ci co go tworzyli o żadnej polityce nie myśleli” .
Jego słowa nie spotkały się jednak ze zrozumieniem.

Nie wiem jak Wam, ale mnie jest trochę żal tego pięknego soboru...

Poza tym - nie rozumiem dlaczego nie rozebrano Cytadeli Warszawskiej, która została zbudowana na rozkaz cara Mikołaja I po upadku Powstania Listopadowego i w której więziono m.inn. Józefa Piłsudskiego i stracono wielu bojowników o niepodległość Polski...To byl przecież symbol caratu w Warszawie.

Dlaczego nie zlikwidowano więzienia na Pawiaku w którym rosyjski zaborca od roku 1863 więził wielu więżniów politycznych..../Dopiero po odzyskaniu niepodległości Pawiak stał się zwykłym więzieniem. A potem hitlerowcy wykorzystali Pawiak jako katownię. Ale to już zupełnie inny temat./

Mówi się też, że twórca Soboru Aleksandra Newskiego - Leontij Benois był nauczycielem Lwa Rudniewa. A to Lew Rudniew zaprojektował nam nowy symbol rosyjskiego panowania .... czyli Pałac Kultury i Nauki...

Ciekawa jestem co Wy o tym myślicie... 
------------------------------------------------------------------
P.S. Zdjęcia kolorowe stanowią moją własność. Zdjęcia czarno-białe zeskanowałam z nr 10 /2293/ miesięcznika "Stolica". Tekst ten powstał częściowo na bazie artykułu znajdującego się w w/w miesięczniku.
---------------------------------------------------------------------------

niedziela, 9 grudnia 2018

O świątyni której nie ma ..... czyli .... narodziny i upadek kolosa - część pierwsza

Ten dwuczęściowy tekst dedykuję Andrzejowi Rawiczowi /Anzai/ w podziękowaniu za jego bardzo wartościowy komentarz dotyczący Józefa Piłsudskiego. Komentarz ten znajduje się pod tekstem pt: "Urodził się 5 grudnia 1867 roku".
-------------------------------------------------------------------------
-A teraz zwróćcie państwo uwagę na te fragmenty mozaik – powiedział nasz białoruski przewodnik. - Pochodzą one ze zburzonego warszawskiego soboru Św. Aleksandra Newskiego. Zostały  sprowadzone z Warszawy w 1928 roku.
Spojrzeliśmy i sfotografowaliśmy ten, który wydawał nam się najpiękniejszy. Byliśmy w Cerkwi Pokrowskiej w Baranowiczach na Białorusi. Freski, na które zwrócono nam uwagę znajdowały się w filarach nawy i nad drzwiami. Było to w lipcu 2006 roku.

----------------------------------------------------------------------

Sobór Aleksandra Newskiego na pocztówce z ok. 1912 roku.

Boski patron rodu Romanowych – kniaź Aleksander Jarosławowicz o  przydomku Newski znany jest przede wszystkim jako wódz, który na rzece Newie w 1240 roku pokonał Szwedów oraz odniósł zwycięstwo nad wojskami inflanckiej gałęzi zakonu krzyżackiego na skutym lodem jeziorze Pejpus w roku 1242. Bitwie tej, znanej jako „bitwa na lodzie” nadaje się ogromne znaczenie, zapobiegła bowiem podbojowi Rusi i ustaliła jej zachodnie granice na kilkaset lat.

Za panowania Iwana Groźnego kniaź Newski został zaliczony w poczet świętych i uznany patronem kolejno dynastii Rurykowiczów a następnie Romanowych. 
Z kolei uznawany za twórcę Imperium Rosyjskiego Piotr I ogłosił Aleksandra Newskiego patronem Petersburga – miasta założonego w miejscu, gdzie kniaź odniósł najgłośniejsze zwycięstwo jako wódz. 
Aż trzej rosyjscy imperatorzy otrzymali imiona na cześć średniowiecznego władcy. 
Pod wezwaniem tego świętego zbudowano wiele cerkwi np. w Dyneburgu, w Tbilisi, Baku, Batumi, Moskwie, Włodzimierzu, Jarosławiu, Nowogrodzie czy Pskowie. Powstały też sobory Aleksandra Newskiego poza granicami Imperium – największy w Sofii.

W 1893 roku warszawski generał-gubernator Iosif Hurko wystąpił z propozycją budowy w stolicy Królestwa Polskiego nowego prawosławnego soboru katedralnego, twierdząc, że dotychczas istniejące w Warszawie świątynie prawosławne mogą pomieścić jedynie dziesiątą część z 42 tysięcy wiernych.

Ale głównym powodem narodzenia się „kolosa” w centrum Warszawy miał być triumf prawosławia na terenie objętym katolicyzmem.

Kolos” został wybudowany na Placu Saskim,/obecnie Plac Józefa Piłsudskiego/ w sąsiedztwie nieistniejącego obecnie, bo spalonego przez Niemców po upadku Powstania Warszawskiego Pałacu Saskiego.

Kolos” …. „miał świadczyć swym widokiem zewnętrznym i wystrojem wewnętrznym o wielkości Cerkwi w Państwie Rosyjskim”.

Sobór zdominował otoczenie. A koszt jego budowy był niewyobrażalnie wielki.

Jednak Sobór Aleksandra Newskiego pod żadnym względem nie wpisywał się w swoje architektoniczne położenie i przygniatał je swymi rozmiarami.
Po 18 latach budowy sobór ukończono w czerwcu 1912 roku.

W czasie pierwszej wojny światowej, w związku z zajęciem Warszawy przez Niemców ze świątyni został wywieziony ikonostas i najcenniejsze detale wystroju wnętrza. Niemieckie władze przemianowały go nadając mu imię władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Henryka II i postanowiły wykorzystać jednocześnie jako kościół katolicki i ewangelicki. Nabożeństwa w obrządkach katolickim i protestanckim odbywały się na przemian.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości „kolos” pełnił funkcję kościoła garnizonowego Wojska Polskiego. 
Sylwetka Soboru w panoramie Warszawy na zdjęciu z roku 1918. Po lewej od soboru widoczny Pałac Saski, którego trzy arkady stanowią obecnie Grób Nieznanego Żołnierza.

 Ciąg dalszy nastąpi ...


piątek, 7 grudnia 2018

Babcia i wnuki

Dzisiaj walczę z własną grafomanią więc będą tylko zdjęcia z podpisami...

                                             Ciekawe czy babcia znajdzie tę miseczkę?


                                                              I znowu muszę jeść.!!!


                                      Kiełbaska jedzona na schodach bardziej mi smakuje...


                                                          Babciu - nigdzie dalej już nie idę...


           Bardzo mi się podobała ta stopa i chciałem ją do domu zabrac, ale babcia powiedziała, że nas do samolotu z nią nie wpuszczą...


                           I czemu ta babcia tak na nas krzyczy? Przecież my jesteśmy grzeczni...

środa, 5 grudnia 2018

Urodził się 5 grudnia 1867 roku ...

                                   
                                        Na zdjęciu z 1934 roku ruiny Jego domu rodzinnego

1. Jego matka pochodziła ze znanego rodu szlacheckiego.

2. Miał zostać lekarzem, bo rozpoczął studia medyczne.

3. Mówi się, że ....był socjalistą.

4. Palił od 16 roku życia. Pił bardzo mocną i słodką herbatę.

5. Bardzo lubił oglądać filmy. Najbardziej kreskówki.

6. Uwielbiał stawiać pasjanse, grać w karty oraz w szachy.

7. Zawsze nosił ze sobą broń, bo bał się zamachu.

8. Prawie wcale nie pił alkoholu. Nie lubił bigosu i kołdunów. Lubił leguminy i ciasteczka.

9. Przyjmował gości bardzo późno, czasami o drugiej w nocy.

10. Podobno miał 175 cm wzrostu.

11. Miał kilka uli a pracował przy nich bez siatki.

12. Kochał zwierzęta. Miał psa, konia, sarnę i króliki.

13. Uwielbiał spirytyzm i często brał udział w spotkaniach ze znanymi spirytystami.

14. Dwukrotnie zmieniał wiarę.

15. Nie był wzorem wierności małżeńskiej, raczej jej zaprzeczeniem.


A tu jest przedwojenny pomnik jaki mu postawionio przy lotnisku Okęcie w Warszawie. Oczywiście dawno go już nie ma.




Przecież wiecie kto to...
.... więc może dopiszecie coś jeszcze...???

Najciekawsze wiarygodne informacje zostaną przeze mnie szczególnie docenione.
--------------------------------------------------------
P.S. Powyższe informacje zebrałam w wielu żródeł, także z Peryskop-Angora. Zdjęcia zeskanowałam ze starych numerów miesięcznika "Skarpa Warszawska"

poniedziałek, 3 grudnia 2018

TO więzienie


Siedzieli w jednej celi. Jeden z nich był polskim prawnikiem, dziennikarzem, działaczem Stronnictwa Demokratycznego, żołnierzem AK, uczestnikiem konspiracji antyhitlerowskiej. Drugi był Niemcem, generałem SS, jednym z najokrutniejszych hitlerowskich zbrodniarzy wojennych, likwidatorem warszawskiego getta w 1943 roku. Był jeszcze trzeci – też Niemiec. Siedzieli w jednej celi przez 225 dni. 
Kazimierz Moczarski 2 marca 1949 roku został umieszczony w celi mokotowskiego więzienia – ul. Rakowiecka 37 – na oddziale XI razem z Jurgenem Stroopem. Napisał potem o tym słynną książkę zatytułowaną „Rozmowy z katem”. Ta książka to głębokie studium psychologiczno-socjologiczne niemieckiego faszyzmu, jego rozwoju i mechanizmu działania. 
Kazimierz Koźniewski tak o niej pisał: „Grymas historii doprowadził do wspólnych rozmów kata i ofiary. Ileż z tych rozmów mógł zapamiętać? Ileż był w stanie zanotować? Zapamiętać natomiast mógł całą prawdę wyrażoną przez Jurgena Stroopa. I z tej prawdy powstały «Rozmowy z katem» – właściwie wielka realistyczna powieść dokumentarna. Wielka literatura faktu”. Książka została wydana przez PIW w roku 1978.
--------------------------------------------------------------------------
W szkole podstawowej miałam koleżankę, która mieszkała na ul. Rakowieckiej. Kiedyś zaprosiła mnie do siebie. Ale przedtem uprzedziła, że mieszka blisko więzienia i że z okien jej mieszkania widać spacerujących więźniów. Przestraszyłam się tak bardzo, że wcale do niej nie poszłam. 
--------------------------------------------------------------------------
Po wielu latach – mniej więcej wtedy, gdy wydano książkę „Rozmowy z katem” – spotkałyśmy się właśnie na ul. Rakowieckiej. I wtedy powiedziała mi, że więzienie na Rakowieckiej 37 jest chyba wpisane w jej życie, bo tam właśnie pracuje. Jako psycholog więzienny. I mieszka ciągle w tym samym domu. 
Pamiętam, że poszłyśmy na kawę czy herbatę do pobliskiej kawiarenki i tam nasłuchałam się jej niesamowitych opowieści o więźniach i jej pracy z nimi. Mówiła także o tych, którzy wiele lat przedtem byli w tym więzieniu osadzeni, torturowani i stracili życie w wyniku represji stalinowskich. Wtedy już o tym mówiło się oficjalnie… Byli to żołnierze AK, patrioci, uczestnicy Powstania Warszawskiego, bohaterowie walczący z ówczesną władzą do ostatka sił. Wytaczano im sfingowane, pokazowe procesy. 
Zginęli wtedy w TYM więzieniu prawdziwi patrioci. Tacy jak Emil Fieldorf czy Witold Pilecki. Ten ostatni miał powiedzieć, że obóz w Oświęcimiu był igraszką przy torturach, jakim go poddawano w więzieniu na Rakowieckiej.
Na murze więzienia została umieszczona odpowiednia tablica. Jest na niej wiele nazwisk, których posiadacze zostali zamordowani za tym murem. 
Ulica Rakowiecka zaczynała się kiedyś budynkiem, w którym mieściło się kino „Moskwa”. W środku ulicy od roku 1904 istnieje więzienie, o którym piszę, a na jej końcu była kiedyś pętla tramwajowa. Podobno dawno temu mówiło się cichutko, że ta ulica to taka „droga komunizmu”.
---------------------------------------------------------------------

/Był to urywek z rozdziału "Smutek Warszawy" pochodzący z mojej książki "Moje warszawskie zwariowanie"/

I jeszcze....
W miesięczniku "Skarpa Warszawska" z pażdziernika 2014 znalazłam zdjęcie korzytarza podziemnego prowadzącego do dawnej celi śmierci w TYM więzieniu.  Autorem zdjęcia jest ppor. Michał Grodner Służba Więzienna. Pozwoliłam sobie zeskanować to zdjęcie dla Was.
                                                               Przerażające. Prawda?
------------------------------------------------------------------------------------------
Uwaga: 
Te osoby które zamówiły jeszcze u mnie książkę o Warszawie informuję, że .... "dodruk się drukuje".
Gdy już książki otrzymam poproszę Was o podanie adresów na jakie mają być wysłane. Jednocześnie te osoby, które "chciałyby a boją się" proszę aby podjęły decyzję.

Przypominam mój adres: rusinowa@op.pl

sobota, 1 grudnia 2018

Baobab to drzewo magiczne

                    Tekst ten dedykuję Rodzicom Kasi

Zdjęcia z wystawy pod tytułem: "Baobab, der Zauberbaum", którą oglądaliśmy w Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu w dn. 2 maja 2018 roku. Byliśmy wtedy w tym muzeum z wnukami żeby obejrzeć szkielety dinozaurów i innych niesamowitych zwierząt./mój tekst z 15 listopada 2018/. A wystawa fotografii pt: Baobab - drzewo magiczne" została umieszczona na najwyższym piętrze, pod samą kopułą. Bo jest to z pewnością dla zdjęć tych olbrzymich - sięgających 30 metrów drzew najlepsze miejsce.

----------------------------------------------------------------------------------------------
Twórcą ponizszych zdjęć jest światowej sławy fotograf Pascal Maitre. Ten zaliczany do najlepszych fotografów świata artysta publikuje swoje zdjęcia m.inn. w nagazynach takich jak GEO czy National Geografic


       
                     


 Na wystawie dowiedzieliśmy się, że baobab który rośnie głównie na Madagaskarze jest wspaniałym prezentem jaki od natury otrzymali mieszkańcy tej wyspy. Jest niesamowicie ważny,  bo jest jednocześnie żywnością /jadalne są zarówno liście jak i nasiona/,  napojem. /sok i olej z baobabu jest bardzo wartościowy/, odzieżą /z liści baobabu mieszkańcy sporządzają ubrania/, materiałem do pokrywania dachów, lepiszczem, lekarstwem. Stanowi też pewnego rodzaję ochronę czy zabezpieczenie przed skutkami  klimatu równikowego.  Z owoców baobabu wyrabiane są słodycze dla dzieci. Ale to nie wszystko jeśli chodzi o zastosowanie i korzyści z tego drzewa.
Istnieje wiele powiedzeń na temat baobabu. Na przykład: "Baobab jest ogromny, ale jego matka to tylko ziarno"
"Im więcej kory zedrzesz z baobabu tym będzie grubszy"
"Nauka jest jak pień baobabu - człowiek sam nie może jej objąć"
I jeszcze jedno powiedzenie, żartobliwe: "Jeśli chcesz przenieść baobab, musisz tylko przesunąć rękę"
A najstarszy baobab na Madagaskarze liczy sobie podobno 1800 lat. Rośnie sobie w Parku Narodowym Tsimanampetsotsa. 
I mówi się o tym drzewie, że rośnie korzeniami do góry...
I że jest "odpowiednikiem" wielbłąda, bo magazynuje w swoim wnętrzu wodę...Dlatego może ciągle "żyć" pomimo pory bezdeszczowej...chociaż ten gatunek baobabu na zdjęciach nazwany na cześć jego odkrywcy Baobabem Grandidiera jest niestety gatunkiem zagrożonym...

Jeśli wiecie jeszcze coś ciekawego o baobabie to napiszcie proszę...

czwartek, 29 listopada 2018

Kto był ojcem dziecka guwernantki?

                             Dla Anabell





Frycek, który miał wtedy 18 lat powiedział, że to nie on. I w ogóle był bardzo zawstydzony i mówił, ze nie bardzo wie o co chodzi.
Bo on wprawdzie pannę guwernantkę bardzo lubił i bardzo mu się podobała. Ale on z nią tylko spacerował po parku. Czasami długo, bo dobrze im się rozmawiało, ale to był tylko spacer.
Ojcem dziecka guwernantki okazał się być kto inny. Ale Frycek został ojcem chrzestnym maleństwa.
O dziecku potem słuch zaginął. Szkoda, bo gdyby okazało się że jest utalentowane to nie byłoby wątpliwości. Talenty się z reguły dziedziczy.
-----------------------------------------------------------------------
W neoklasycystycznym pałacu w Sannikach należącym do rodu Pruszaków Fryderyk Chopin gościł latem 1828 roku „dla polepszenia zdrowia”. Został tu zaproszony przez Konstantego Pruszaka który był wtedy jednym z najlepszych przyjaciół Fryderyka. Młodsza siostra Aleksandra zwana Olesią pobierała u niego lekcje gry na fortepianie.
Pobyt w Sannikach był bardzo owocny. Fryderyk ukończył tu prace nad Triem g-moll, a także zmienił powstałe wcześniej Rondo C-dur z utworu na fortepian w kompozycję na dwa instrumenty.
Grywał na specjalnie kupionym dla niego fortepianie. Tak przynajmniej twierdzą spadkobiercy rodu Pruszaków. To ten fortepian na zdjęciu. Mówi o tym tabliczka przymocowana nad klawiaturą.
----------------------------------------------------------------------
W ubiegła sobotę jadąc do Płocka zauważyliśmy tabliczkę z napisem Sanniki.
Skręciliśmy i zwiedziliśmy miejsce, które Jerzy Waldorf nazwał PLEBANIĄ. Bo ŻELAZOWĄ WOLĘ nazwał Jerzy Waldorf KOŚCIOŁEM. Wszystko to oczywiście w odniesieniu do Fryderyka Chopina.
------------------------------------------------------------------------
W Pałacu w Sannikach znajduje się Europejskie Centrum Artystyczne imienia Fryderyka Chopina. Odbywają się tu nie tylko wspaniałe koncerty fortepianowe światowej sławy wykonawców z towarzyszeniem recytacji poezji w wykonaniu wspaniałych polskich aktorów.
Odbywają się tu plenery artystyczne zakończone wystawami malarstwa, fotografii, rękodzieła artystycznego. Mają tu także miejsce spektakle teatralne a także koncerty skrzypcowe. Niedawno występowała tu słynna skrzypaczka młodego pokolenia Maria Machowska.

A pierwszy koncert fortepianowy odbył się w roku 1976. Utwory Fryderyka grała Halina Czerny-Stefańska. Był to jednak koncert z taśmy magnetofonowej. Pięć lat później słynna pianistka zagrała na żywo. A towarzyszył jej Wojciech Siemion, który recytował poezję.

Zwiedziliśmy pałac a potem poszliśmy do parku aby obejrzeć pomnik Chopina dłuta Ludwiki Nitschowej. Ale najbardziej zainteresował nas pomnik Frycka, którego od guwernantki dzielił fortepian.
Prawda, że fajny?

Tekst ten dedykuję Anabell, bo ona wie prawie wszystko. Więc może będzie też wiedziała kto naprawdę był ojcem dziecka guwernantki.???😏😊

wtorek, 27 listopada 2018

Miejsce kobiety jest w chlewie...


Prawdę mówiąc nie chce mi się o tym pisać.

No bo jak można spokojnie napisać o tym, że w niektórych miejscach na kuli ziemskiej kobieta jest traktowana jak zwierzę. I jest własnością mężczyzny. Jest rzeczą, którą mężczyzna może przekazać innemu mężczyźnie który jest jego gościem. Mongołowie mieszkający w jurtach nadal pytają gości: „A może przysłać wam żonę na noc?”
----------------------------------------------------------------
O tym o czym chcę napisać już dawno czytałam i słyszałam od osób które wędrują po najdalszych zakątkach naszego globu.
Na niektórych wyspach w Papui-Nowej Gwinei kobiety mieszkają razem ze świniami.
Dobrze przeczytaliście. Kobiety te mieszkają w chlewie. To znaczy od świń dzieli ich tylko drewniane przepierzenie. Tam te kobiety śpią, jedzą, rodzą i wychowują dzieci. Tam też umierają. Jeśli rodzi się chłopiec to po paru latach zabierają go mężczyźni do siebie. Jeśli dziewczynka – pozostaje w chlewie na całe życie.
Mówi wódz plemienia:
Kobieta ma trzy obowiązki: pracować w polu, rodzić i wychowywać dzieci i opiekować się świniami. A jej miejsce jest w chlewie, bo wtedy może się nimi opiekować dobrze".
Wódz zaznacza, że kobiety mają obowiązek bardzo dobrze opiekować się świniami. Bo świniami płaci się za kupno nowej żony. Im żona młodsza tym bardziej nadaje się do rodzenia dzieci. Za taką żonę to i 50 świń można zapłacić. /Nie muszę chyba dodawać że Papui-Nowej Gwinei panuje wielożeństwo.../
-----------------------------------------------------------------
Wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze?
To, że te kobiety nie zdają sobie sprawy, że męźczyżni zrobili z nich zwierzęta i niewolnice. Są uśmiechnięte i wesołe.
I właściwie to nie ma się co dziwić. Bo przecież punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Bo przecież może być dużo gorzej. Mogą być z tego chlewa wygnane. I gdzie wtedy będą mieszkać? Mogą być zabite i zjedzone. Przecież w Papui-Nowej Gwinei nadal istnieje kanibalizm.
------------------------------------------------------------------
P.S. Czy wiecie o tym, że mamy dwudziesty pierwszy wiek???

A te stokrotki to dla wszystkich tych kobiet na świecie, których nie traktuje się na równi z mężczyznami.

niedziela, 25 listopada 2018

Mózg nie śpi czyli ... o spaniu będzie



1. Badania, które śledziły aktywność elektryczną w mózgu, wykazały, że umysł może być nawet bardziej aktywny podczas snu niż czuwania. Szczególnie w przypadku nowych doświadczeń w ciągu ostatnich 24 godzin lub po jakiejś poważnej życiowej zmianie.

2. Istnieje coś takiego jak „Zmora senna”. Jest to paraliż senny, który polega na niemożności wykonania jakiegokolwiek ruchu przy zachowaniu pełnej świadomości. Czasami towarzyszy mu uczucie ucisku na piersi i silny lęk. Paraliż senny występuje przy gwałtownym przebudzeniu /ake nie z powodu budzika/ lub zasypianiu. Przechodzi sam po kilku minutach. Najczęściej dotyka osoby w wieku 10-25 lat.

3. „Zryw miokloniczny” to krótkie skurcze mięśni pojawiające się w czasie zasypiania. Towarzyszy im czasem uczucie spadania, a skutkiem jest szarpnięcie i raptowne przebudzenie. Przyczyna takiej reakcji organizmu jest nadal nieznana. Na szczęście „zryw miokloniczny” nie jest groźny dla zdrowia.

4. Ogółem 12% ludzi śni sny czarno-białe, przy czym młodsi śnią sny niemal w kolorze, a wśród starszych rośnie odsetek tych, którzy mają sny niekolorowe. Wychodzi na to, że jestem bardzo młoda, bo ciągle śni mi się kolorowo, szczególnie jak to są horrory…

5. Podobno mężczyźni w 70% śnią o mężczyznach. Ale ja w to nie wierzę. Poza tym mężczyźni mają w snach więcej agresji. I w to już wierzę. Natomiast marzenia senne kobiet zawierają równą liczbę mężczyzn i kobiet. I to jest bardzo prawdopodobne.

6. Istnieją sny prorocze. Od 18% do 38% ludzi twierdzi, że mieli przynajmniej jeden sen, który się sprawdził. Mnie z reguły śni się na odwrót. Jak mi się śni, że będę miała piękny dzień, to zaraz po wyjściu z domu dostaję ochrzan od „naszej cieciowej” że znowu mnie w domu nie było a ona właśnie chciała mi przekazać pismo z administracji o podwyżce czynszu.

7. Istnieje coś takiego jak „rekord niespania”. Najdłużej bez snu wytrzymał w 1964 roku Randy Gardner, który nie spał 11 dni i 25 minut. Ciekawa jestem na którym jestem miejscu ze swoim niespaniem przez cztery doby…

8. W ciągu 5 minut po przebudzeniu zapominamy połowę swojego snu. Po kolejnych 5 minutach prawie wszystko. To ja się nie mieszczę w tych liczbach, bo mam sny, które pamiętam od dzieciństwa. No i mam sen, który mi się ciągle powtarza…: „Idę po cienkiej linie rozciągniętej nad jakąś przepaścią… no i oczywiście spadam… na szczęście budzę się zdziwiona w swoim łóżku a nie w jakimś dole”

9. Podobno nie śnimy nieznanych twarzy, tylko na przykład Hitlera albo Mao Tse Tunga. Często śnimy twarze ludzi z ekranów telewizyjnych lub filmowych. Setki tysięcy twarzy widzianych gdzieś w ciągu życia tworzy „bazę”, którą nasz mózg wykorzystuje i wybiera w odpowiednim momencie. Mnie ostatnio śnił się Janusz Gajos z TEGO filmu. Koszmar to był, chociaż bardzo cenię tego aktora.

10. Ludzie są jedynymi ssakami, które dobrowolnie, a nawet chętnie opóźniają moment zaśnięcia.
Mnie to nie dotyczy, bo potrafię opuścić najwspanialsze nawet towarzystwo i pójść spać jak mi się spać zachce. Na szczęście robię to tylko we własnym domu, a cała reszta stara się nie zauważyć tego faux pas.

11. Drzemka w ciągu dnia poprawia koncentrację, pamięć i umiejętność twórczego rozwiązywania problemów. Zmniejsza stres i ryzyko chorób serca. Idealna drzemka powinna trwać 30-60 minut.
Dla mnie drzemka to idealny wynalazek. W ciągu dnia często „przesypiam się z jakimś problemem”, potem budzę i mam gotową receptę … prawie na wszystko.
No i kto zabroni babci spać w ciągu dnia? Nie ma takiego odważnego.

A jak tam u Was z tym spaniem????
-----------------------------------------------------------

Z okazji kolejnych 18-tych urodzin dostałam od koleżanki, którą znam od 4 klasy szkoły podstawowej takie śliczne skarpeteczki. Jak widzicie skarpeteczki są na każdy paluszek.... bo mnie paluszki okropnie w nocy marzną...To znaczy teraz mi już nie marzną.
A przy okazji dziękuję Wszystkim, którzy o mojej kolejnej OSIEMNASTCE pamiętali.

piątek, 23 listopada 2018

W krainie Łemków /V/ - "Bulgotka" i "Dychawka"

-To może po obiedzie pójdziemy obejrzeć ten wulkan? - zapytała babcia. - Tylko będziemy musieli uważać, bo tam jest bardzo dużo dwutlenku węgla i podobno przy nim nawet owce zdychają. W każdym razie nie ma tam żadnych much i robali bo nie dają rady tam wyżyć. No i nie będziemy mogli za bardzo się schylać żeby usłyszeć jak ziemia oddycha. Ale to dobrze, bo mnie ciągle ten kręgosłup boli…

- Jaki wulkan? Co ty opowiadasz? – zdenerwował się dziadek. - A ile ty dzisiaj zabiegów miałaś?

- Już wszystkie, to znaczy pięć. To idziesz tam ze mną po obiedzie, czy mam iść sama? I paść tam jak ta „sierotka marysia jakaś”. I nikt nawet nie będzie wiedział gdzie padłam bo to jest 5 kilometrów od wioski… I z mapy wynika, że szlak jest tam jakiś taki poplątany.

- Ale to tak zaraz po obiedzie? Nie dasz mi nawet trochę odpocząć tylko od razu mnie pogonisz???

- Musimy wyjść wcześniej, bo przecież nie znamy drogi. No i teraz robi się wcześniej ciemno. I żeby nas jakieś dzikie zwierzęta nie dopadły… I od tej szosy to też ze trzy kilometry jest w jedną stronę.

- No przecież sama mówiłaś, że tam nie ma zwierząt bo padają przy tym wulkanie. Żebyśmy tylko my nie padli ze zmęczenia. A wysoki ten wulkan?

- No coś ty… z przewodnika i mapy wynika, że do tego wulkanu to raczej w dół trzeba schodzić. A najpierw przejść mostkiem nad potoczkiem – bredziła babcia.
-----------------------------------------------------------------------
No i poszli. To znaczy najpierw pojechali jakimś busikiem. Ale wysiedli za daleko, więc tym samym busikiem wrócili w to miejsce, w którym powinni byli wysiąść godzinę przedtem. Potem szli przez jakieś pole do drugiej szosy. I dopiero tam znaleźli ten mostek.
                                  
I te tabliczki.
                              
                                   
   
"Mofeta to rodzaj ekshalacji wulkanicznych.  Największym i najwydajniejszym obiektem tego typu w Polsce pod względem ilości wydobywającego się gazu jest mofeta usytuowana na dnie bagnistego potoku Złocki w Jastrzębiku w pobliżu Muszyny. Stanowi pomnik przyrody nieożywionej o rodowodzie wulkanicznym. To miejsce, gdzie ze szczelin w ziemi z charakterystycznym odgłosem wydobywa się dwutlenek węgla. Położona jest na obszarze tektonicznie związanym z licznymi uskokami skalnymi. Dzieki specyficznej budowie na powierzchnię wydobywa się gaz pochodzący z bardzo głębokich stref skorupy ziemskiej. Mofeta ta została znaleziona w roku 1938 przez prof. Henryka Świdzińskiego - geologa z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i dla uhonorowania swojego odkrywcy nosi jego imię."

 



Największy otwór w ziemi nazwano "Bulgotką" i postawiono nad nim daszek.
"Bulgotka" to taka szczelina wypełniona wodą, która wydaje wyraźnie bulgoczący odgłos.


                                       A "Dychawka" to z kolei suchy otwór z którego wydobywa się czysty gaz wydając przy tym szeleszczący odgłos. Ta "Dychawka" /jak twierdzą geolodzy/ - to prawdziwy odgłos Ziemi.

Jest także w Mofecie ocembrowany wypływ naturalnej wody mineralnej /zwanej szczawą żelazistą/:

Na "wulkanie" babcia z dziadkiem byli 8 pażdziernika 2018 roku. Nikogo oprócz nich tam nie było. Ani żadnej owcy, ani psa z kulawą nogą ani żadnego robala. A następnego dnia wyjechali z leżącej w Krainie Łemków Muszyny, w której przez trzy tygodnie rehabilitowali kręgosłupy i inne części ciała. Że o systemie nerwowym nie wspomnę...
-------------------------------------------------------------------------------------
P.S. Dziadek przeprasza, że nie nagrał tych bulgotów w "Bulgotce" i tych dychań w "Dychawce" ale babcia nie pozwoliła mu się za bardzo schylać...
-------------------------------------------------------------------------------------
A o Krainie Łemków autorka jeszcze nie raz będzie nudzić...


O jeszcze jednej świątyni której nie ma czyli ...... klątwa rabinów

16 maja 1943 roku o godzinie 20.15 na polecenie generała SS Jurgena Stroppa, kierującego likwidacją warszawskiego getta, po zakończeniu ...