wtorek, 21 sierpnia 2018

Orły w Warszawie


Siedziałam sobie kilka dni temu pod Kolumną Zygmunta i patrzyłam na Zamek Królewski. A właściwie to patrzyłam na wieżę zamkową, tę z zegarem. Bo zobaczyłam, że nad nią krąży para jakichś dużych ptaków. Patrzyłam i patrzyłam. I im dłużej patrzyłam, tym bardziej mi się wydawało, że to są orły.
Tylko skąd w Warszawie orły? Wprawdzie jedna para sokołów mieszka na szczycie Pałacu Kultury i dochowała się nawet jednego pisklęcia, ale one chyba są mniejsze.?
Siedziałam pod tą kolumną dość długo, bo osoba, z którą się umówiłam, stała w korku samochodowym w Jankach pod Warszawą. I ciągle spoglądałam w górę, bo te ptaki latały naokoło wieży zamkowej, potem odlatywały, znikały i znowu się pojawiały. Jak to ptaki…
Zadzwoniłam do znajomego, który na pewno wie, jak wygląda orzeł w locie, a on mi odpowiedział, że orzeł ma specyficzny lot, który można określić jako majestatyczny. I że w locie jego skrzydła wyglądają jak te w zbroi husarskiej.

Po powrocie do domu zaczęłam szukać informacji na temat ptaków żyjących w Warszawie. I z grudniowego wydania miesięcznika „Stolica” dowiedziałam się, że (cytuję za Arkadiuszem Szafrańcem z artykułu „Orły, sokoły…”) „nad warszawską Wisłą gnieździ się ponad 150 gatunków ptaków. Można tu zobaczyć i usłyszeć istne rarytasy ornitologiczne. A do niedawna zagrożone wymarciem orły bieliki i sokoły wędrowne kołują w centrum Warszawy wokół iglicy Pałacu Kultury”.
I dalej…
„Jedna para bielików zaczęła kiedyś montować gniazdo obok Mostu Świętokrzyskiego. Niestety, spróchniała topola nie wytrzymała obciążenia. Ten wypadek nie zraził pięknych ptaków – stale patrolują warszawską Wisłę, a ich dumne sylwetki można zobaczyć nad Zamkiem Królewskim”.
Więc może jednak widziałam orły?

/Był to urywek mojej książki "Moje warszawskie zwariowanie"/
-----------------------------------------------------------------------

Wszystkich moich blogowych przyjaciół zapraszam serdecznie pod ten adres:

https://iwonazmyslona.blogspot.com/2018/08/bardziej-lub-mniej-znani-rzezbiarz-i_20.html#comment-form

niedziela, 19 sierpnia 2018

Tylko tyle:




                               Wąwóz Korzeniowy Dół w Miasteczku                                

Grecki bajkopisarz Ezop - twórca bajki zwierzęcej miał kiedyś napisać takie słowa:

"Im mniejszy umysł tym większa zarozumiałość i buta".


Zgadzamy się z tym???
---------------------------------------------------------------------------------------
A jeśli chodzi o najciekawszy pień /poprzedni tekst ze zdjęciami/ to wyniki głosowania są następujące:
1. 3 głosy
2. 7 głosów
3. 1 głos
4. 4 głosy
5. -
6. -
7. 2 głosy
8. 1 głos
9. 4 głosy
10. 2 głosy
A więć PIEŃ na zdjęciu nr 2 otrzymuje tytuł Mistera. Znajduje się on w Warszawskim Ogrodzie Zoologicznym między wybiegiem dla wielbłądów, osłów i zebr. A więc uzasadnienie Smoothoperatora, że w tym pniu mogą znajdować się jakieś zwierzęta jest jak najbardziej na miejscu...
Mamy też dwóch V-Misterów: pień nr. 4  i pień nr  9 - obydwa pnie znajdują się w Łazienkach Królewskich w Warszawie.
Wszystkim, którzy dokonywali wyboru bardzo dziękuję.





piątek, 17 sierpnia 2018

środa, 15 sierpnia 2018

Arogancja?


Siedziałam z młodszym wnukiem w jadalni przytulnego pensjonatu i czekałam na zamówiony obiad.
Wnuk, który za parę dni miał mieć 10 urodziny wyjął z kieszeni telefon komórkowy, który dostał w prezencie od rodziców. Bardzo się nim cieszył i chciał mi pokazać czyje telefony już sobie w nim zapisał.
Nagle przechodzący obok kelner podszedł do niego i powiedział ostrym głosem:
- Schowaj natychmiast ten telefon bo Ci go zabiorę i wyrzucę przez okno.!!!
- Ale ja chciałem tylko pokazać babci…. – zaczął przerażony prawie 10-latek….
Ale kelner go nie słuchał.
Po dłuższym czasie przyniósł nam zamówione dania. Przedtem sprawdził czy wnuk schował telefon.
Gdy do stołu przyszedł starszy 14-letni wnuk poprosiłam kelnera, żeby przyniósł danie także dla niego.
Powiedziałam żartobliwie w ten sposób:
- Już przyszedł ten spóżniony delikwent …
I usłyszałam:
- Niech pani nie używa takiego sformułowania. My obsługujemy klientów a nie delikwentów. Delikwent to dla nas pijak i złodziej.
Zupełnie nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, więc tylko się niewyrażnie uśmiechnęłam.
Gdy przyszło do płacenia zapytałam nieśmiało kelnera czy pamięta o tych 10 % zniżki, które mi się należą jako gościowi pensjonatu./ W czasie poprzedniego naszego pobytu zdarzyło mu się zapomnieć/.
A on poczerwieniał i warknął do mnie:
- Pani ma na myśli te 10% dla mnie czy dla siebie?

Tego było już za dużo. Miarka się przebrała.


Następnego dnia przy śniadaniu zapytałam kelnerkę kiedy będzie 
obecny właściciel pensjonatu bo chciałabym podziękować mu za przydzielony mi jako stałemu gościowi rabat za kolejny kilkudniowy pobyt. Zapytałam też kelnera, który nas wczoraj obsługiwał jak ma na imię. Odpowiedział trochę przerażony. A potem zamarł w bezruchu na środku sali.
I nagle….
Podszedł do mnie w ukłonach i zapytał jaką sobie życzę kawę. Odpowiedziałam, że sama sobie ją zrobię bo przecież jest ekspress i śniadanie w formie szwedzkiego bufetu.
Więc z przyklejonym uśmiechem zapytał czy próbowałam już ciasta.
Odpowiedziałam spokojnie, że jak zjem śniadanie to spróbuję.
Wtedy przyniósł nam do stolika pełna paterę owoców. I powiedział:
- Proszę sobie wybrać. I wnuki też niech jedzą, bo to są owoce z naszych sadów. Smacznego.
W trakcie śniadania jeszcze kilka razy podchodził i pytał czy czegoś nie potrzebujemy.
Gdy odchodziliśmy już od stolika do swojego pokoju kłaniał się nam w pas. Mówił nawet moim wnukom jak dobrą mają babcię.
A jak przyszliśmy na obiad to serdecznie zaprosił nas do stolika, który zarezerwował specjalnie dla nas. Był niezwykle uprzejmy.
Od razu domyśliłam się, że kelner po prostu przestraszył się, że złą o nim opinię przekażę właścicielowi pensjonatu.
Dzień przed wyjazdem dopłaciłam gotówką brakującą kwotę za pobyt. /Poprzednio wpłaciłam zaliczkę przed przyjazdem i prawie całą brakującą kwotę przelałam z konta/.
Gdy wracaliśmy do Warszawy przeglądałam rachunki. Zauważyłam, że potwierdzenie dopłaty wystawiono mi na mniejszą kwotę. Ale nic już nie mogłam zrobić.

Najgorszy dla mnie był fakt, że wszystko to działo się w miejscu, które od lat darzę wielkim uczuciem, o którym ciągle piszę i któremu poświęciłam tekst w jednej ze swoich książek.
Działo się to w Miasteczku, w którym są takie drzewa jak na zdjęciach.

Czas umierać???


poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Zaraza

                                                      
- Trzy pięćdziesiąt – powiedziała ekspedientka. – Zapakować?
- Nie, dziękuję – powiedziałam – wezmę w rękę.
- Tylko niech pani uważa – powiedziała – bo to straszliwa zaraza. Ja już trzy garnki przez tę zarazę spaliłam.
- Dobrze – roześmiałam się - chyba zapanuję nad sytuacją.
-----------------------------------------------------------------------------
Zaraza dopadła mnie zaraz jak wyszłam ze sklepu. Wciskała mi się po prostu przed oczy. A jak czekałam na przystanku to zaczęła mi powoli odbierać rozum. W windzie to już zaatakowała na całego. Potem nie pozwalała mi znaleźć kluczy od mieszkania i otworzyć drzwi.
A potem zezwoliła mi tylko nalać wody do garnka, a po jakimś czasie wrzucić makaron. No i jeszcze wyjąć drugi garnek z gulaszem i postawić na gazie.
Następnie kazała mi razem z sobą usiąść wygodnie w fotelu, nastawić sobie film „Pożegnanie z Afryką” i zapomnieć o całym świecie.
Nawet jak dzwonił domofon, a potem dwa telefony to nie dała mi się ruszyć z fotela. Trzymała mnie krótką ręką i nie pozwoliła zostawić się ani na chwilę.
Dotrzymywała mi towarzystwa przez całe dwie godziny. I potem zaraza się nagle skończyła…
I wtedy poczułam dziwny zapach. Przypomniałam sobie co mi mówiła ekspedientka o tych garnkach i popędziłam do kuchni.
Wody, w której gotował się makaron już nie było. Na dnie garnka coś skwierczało.
W drugim garnku były jakieś malutkie kawałki węgla.
W kuchni było czarno od dymu. O zapachu nie wspomnę.
Ale najważniejsze, że zarazy już nie było.!!!
No ale ekspedientka mówiła, żeby korzystać póki są. Bo niedługo już się skończą.
------------------------------------------------------------------------
Słoneczniki.

sobota, 11 sierpnia 2018

O starożytności słów parę...


                                        
            /Ciągle ta sama baba tym razem na Forum Romanum/

Macie pojęcie że:

1. Przeciętna długość życia w starożytnym Rzymie wynosiła od 20 do 30 lat…

2. Pierwszych chrześcijan nazywano w Rzymie ateistami, ponieważ nie wierzyli w pogańskie bóstwa.

3. Świeczki na urodzinowych tortach to dalekie echa ciast ofiarowywanych Artemidzie bogini polowań, w które zatykano świece oznaczające księżyc – symbol bogini.

4. Gimnazjum w swojej antycznej, poprzedzającej wszelkie reformy wersji oznaczało dosłownie „szkołę, w które ćwiczy się nago”.

5. Największe centrum handlowe starożytnego Rzymu – Rynek Trajana miało 4 piętra wysokości i mieściło ponad 150 sklepów i biur.

6. Antyczny Rzym miał ośmiokrotnie większą gęstość zaludnienia niż współczesny Nowy Jork.

7. Na 150 lat przed Chrystusem poziom nierówności społecznych w Rzymie był niższy niż we współczesnych Stanach Zjednoczonych.

8. Za panowania Kaliguli senatorem został koń Incitatus. Funkcję tę pełnił przez trzy lata.

9.Po upadku Cesarstwa Rzymskiego ludzkość na ponad 1000 lat zapomniała jak wznosić budowle z cementu.

10. Dioklecjan, cesarz rzymski, po latach sprawowania władzy przeszedł dobrowolnie na emeryturę by zajmować się uprawą warzyw w Splicie. Próby namówienia go do powrotu nie powiodły się. Dioklecjan miał podobno dobrą rękę do kapusty.


A wszystko to /i jeszcze dużo więcej/ wyczytałam w ostatnim numerze kwartalnika „Przekrój”.

czwartek, 9 sierpnia 2018

Warszawskie plaże


Niedawno dowiedziałam się, że amerykańskie czasopismo „National Geographic” oraz brytyjski dziennik „The Guardian” uznały warszawskie plaże za jedne z najpiękniejszych na świecie. I nie ma w tym najmniejszej przesady.
Ja wiem, że te osoby które stolicy nie darzą sympatią, albo wcale jej nie znają napiszą mi, że przecież Warszawa odwróciła się od Wisły. Bo tak rzeczywiście kiedyś było. Zaraz po wojnie gdy duże europejskie miasta wykorzystywały potencjał swoich rzek budując nad ich brzegami bulwary albo atrakcyjne osiedla… Warszawa odwróciła się plecami od Królowej Polskich Rzek.

Ale w ostatnich latach to się wreszcie zmieniło. Warszawskie plaże stały się czyste, bardziej zadbane i przyciągają rzesze turystów, amatorów sportu oraz wielbicieli leniwego wypoczynku.

Warszawskie brzegi Wisły nadają się ponadto do wspaniałych spacerów. A po stronie praskiej wiele odcinków stało się rezerwatami. Zarośla, krzaki i pozostawione celowo obalone przez wichury drzewa stanowią doskonałe warunki życia dla ptactwa i drobnych ssaków. Wzdłuż prawego, praskiego brzegu Wisły poprowadzona została ścieżka, którą można sobie spacerować lub jeździć rowerem pośród gęstwin i zarośli. 

Praski brzeg rzeki jest jedynym położonym w stolicy dużego europejskiego kraju, który pozostał nienaruszony i naturalny.



                                                                           


/Uwaga: Nie udało mi się połączyć dwóch części mapki w całość. Ta część poniżej powina być po prawej stronie części która jest wyżej/.


W pobliżu Stadionu Narodowego tuż przy Moście Poniatowskiego znajduje się plaża, która otrzymała tytuł ulubionej plaży miejskiej warszawiaków. W sezonie wiosenno-letnim można tu bezpłatnie wypożyczyć leżaki i wiklinowe plażowe kosze. Jest tu też boisko do siatkówki, stoły pingpongowe, mini-boisko do piłki nożnej i strefa do ćwiczeń fizycznych na specjalistycznych urządzeniach. Są też wyznaczone miejsca na ogniska i grillowanie. Z lewego brzegu dopływa tu bezpłatny prom, dojazd ułatwia też znajdująca się niedaleko stacja rowerów Veturilo. A w pawilonie Miejskiego Ośrodka Sportu i Relaksu znajduje się wypożyczalnia sprzętu sportowego i serwują…. przepyszne lody.

W tym roku na plaży otwarto park rozrywki inspirowany Wisłą. Drewniany podest odgrywa tu rolę koryta rzeki, a piaskownica imituje ławicę.  Na placu zabaw zainstalowano „bazy” z szałasami i flagami, tor wodny z kołami młyńskimi, tamami i kaskadami oraz tajemniczy ogród. Nie ma się więc co dziwić, że przychodzą tu rodziny trzypokoleniowe.

Są jeszcze w Warszawie inne plaże: np. ta na Płycie Desantu. To plaża głównie dla sportowców. To tu do połowy lipca br. działała naturalna Strefa Kibica. Organizowane tu są także koncerty, zajęcia jogi, spektakle i pokazy filmowe. Na plaży znajduje się pomost, który jest przystanią dla wodniaków. Można tu też wypożyczyć kajaki. W podbliżu znajduje się profesjonalny całoroczny kompleks boisk do siatkówki plażowej z zapleczem sanitarnym i gastronomicznym na wysokim poziomie.

I jest jeszcze Plaża na Saskiej Kępie. Jest on przeznaczona tylko do leniuchowania. Została zaplanowana wśród naturalnych „zatoczek” porośniętych niską roślinnością. I jest tam naprawdę piękny, żółciutki piasek. Do tej plaży dobija bezpłatny prom z Przyczółku Czerniakowskiego.

Prawdę mówiąć nie lubię plażowania. Po prostu mnie ono nudzi.  Bardzo często siadam sobie jednak  na piasku na praskim brzegu Wisły i patrzę na Warszawską Starówkę i całe moje Ukochane Miasto. I lubię sobie pospacerować warszawskim, piaszczystym brzegiem Królowej Polskich Rzek. Wrażenie jest niesamowite, gdy idzie się tylko w towarzystwie ptaków a spod nóg czmychają różne jaszczurki i inne małe zwierzątka.

A na lewym brzegu powstały niedawno Bulwary nad Wisłą. Ale o nich napiszę może innym razem. Także o wspinałym Parku Fontann usytuowanym u stóp Nowego Miasta.

Zdjęcia warszawskich plaż zeskanowałam z broszury MROT "Moda na Mazowsze a mapki z angielskojęzycznego informatora "The Mazowsze Visitor".
--------------------------------------------------------------------
Uwaga:
Osoby, które były jeszcze zainteresowane moją książką „Moje warszawskie zwariowanie” informuję, że zamówiłam dodruk książki. Wczoraj otrzymałam przesyłkę. 
Zamówiłam kilka egzemplarzy więcej.
Więc jakby co - to mój adres mailowy to: rusinowa@op.pl

wtorek, 7 sierpnia 2018

Wywiad

/Wierzyć mi się nie chce, że te moje wnuki takie już duże. Ten po prawej to już od roku z góry na mnie patrzy/


- Dzień dobry. Czy mógłbym z Panią przeprowadzić wywiad?

- Dzień dobry. A dlaczego akurat ze mną?

- No bo ja słyszałem, że Pani jest pisarką. A ja nie znam innej pisarki.

- To chyba źle pan trafił, bo ja nie jestem pisarką.

- No ale Pani napisała trzy książki i jeszcze bajkę w czwartej książce.

- To prawda, ale nie czuję żebym była pisarką.

- Ale dlaczego. Przecież panie, które piszą książki tak się nazywają.

- Ale to takie panie, które całe życie to robiły. A ja zaczęłam pisać książki dopiero parę lat temu.

- A przedtem co Pani robiła?

- Uczyłam się, pracowałam zawodowo, wyjeżdżałam służbowo za granicę, potem dużo podróżowałam, wychowywałam dzieci a potem trochę wnuki i opiekowałam się też swoją mamą.

- Naprawdę? I żadnej książki Pani wtedy nie napisała?

- Pisałam właściwie całe życie, tylko że do szuflady.

- Jak to do szuflady?

- No tak to. Pisałam coś długopisem albo na maszynie i to co napisałam chowałam potem do szuflady.

- Ale teraz Pani pisze na komputerze przecież.

- Oczywiście, ale czasem też długopisem. Na przykład na działce, bo tam nie mam komputera.

- To może już kiedyś Pani była pisarką tylko Pani o tym nie wiedziała?

- Z pewnością nie.

- A o czym Pani wtedy pisała?

- Trochę o podróżach. A przede wszystkim o swoich dzieciach.

- To już rozumiem. To jest pani taką pisarką, która nie jest pisarką. Mogę tak napisać?

- Może Pan.

-Jeszcze chciałem się dowiedzieć kiedy Pani napisze następną książkę.

- Trudno mi powiedzieć… bo jakoś nie mogę się zmobilizować. Co zacznę pisać to mi się okropnie chce spać. To chyba przez te upały.

- A może Pani wie jaki tytuł będzie miała ta książka?

- Myślę, że może ...."Czwarte zwariowanie". 

- A może mi Pani powiedzieć czy w następnej książce też Pani będzie pisać o wnukach?

- Przecież w dwóch pierwszych książkach pisałam o wnukach. A trzecią im nawet zadedykowałam. Więc w tej następnej to nawet o wnukach nie wspomnę!!!.

- Naprawdę??? No coś Ty Babcia – nawet tak nie żartuj.!!!
---------------------------------------------------------------------

Wywiad przeprowadził ten wnuk trochę mniejszy...

piątek, 3 sierpnia 2018

Powiedzieli albo napisali...

    /Tak mi na działce obrodziła aronia że musiałam jej ciężkie od owoców gałęzie położyć na stole/

Olga Tokarczuk w „Księgach Jakubowych”:
Bóg stworzył człowieka z oczami z przodu a nie z tyłu głowy co znaczy, że człowiek ma się zajmować tym co będzie, a nie tym co było”.

Dorota Masłowska w wywiadzie z kwartalniku „Książki”:
Polska jest młodym, silnym i głupim mężczyzną”.

Mariusz Szczygieł w książce „Zrób sobie raj”:
Wady wrodzone Polaków: na jednym oku etos, na drugim patos.”

Czy zgadzacie się z tymi stwierdzeniami?

środa, 1 sierpnia 2018

1 sierpień 1944 - 2 pażdziernik 1944 w Warszawie



/Poniżej tekst pt: "Tragizm i bohaterstwo" z mojej książki pt: "Moje warszawskie zwariowanie"/

"Nie można zrozumieć Warszawy, nie wczuwając się w jej historię poprzez pryzmat najbardziej tragicznego i bohaterskiego zrywu mieszkańców stolicy, który przeszedł do historii pod nazwą Powstania Warszawskiego. Wprawdzie część historyków, na przykład prof. Jan Ciechanowski, który był uczestnikiem Powstania, twierdzi, że dowódcy polityczni powinni byli wziąć odpowiedzialność za los całego narodu i kierować się wojskową kalkulacją, a nie emocjami. Bo emocje usprawiedliwiają tylko postawę młodzieży, która walczyła w ciągu tych krwawych 63 dni, a także postawę mieszkańców stolicy w pierwszym okresie Powstania. Prof. Ciechanowski swoją książkę o Powstaniu kończy następującymi słowami: „Dzisiaj, po Powstaniu, pozostała tylko wspaniała legenda bezprzykładnego bohaterstwa uczestników i ludności cywilnej Warszawy oraz straszliwa przestroga na przyszłość przed nieliczeniem się z wymogami sytuacji i polityczno-militarnymi realiami”. 
Tym bardziej według mnie ten patriotyczny zryw, w którym zginęło około 200 tysięcy mieszkańców Warszawy (najwięcej w dzielnicy Wola), zasługuje na szacunek, pamięć i chwilę ciszy. 
Tak jak co roku 1 sierpnia o godzinie 17:00 zostaną w stolicy włączone syreny. Wtedy małe dzieci zapytają rodziców, co się stało. I niektórzy rodzice im wytłumaczą i każą się zatrzymać. A ci najstarsi warszawiacy wyjdą na balkony i popatrzą z góry na „Miasto Nieujarzmione”, chociaż niestety „Pokonane”. Tylko ci nieliczni, bardzo już starzy uczestnicy Powstania siedzący w parkach na ławeczkach albo pod Pomnikiem Powstania Warszawskiego czy w innych powstańczych miejscach Warszawy wstaną i będą stali w całkowitej ciszy. 
Pod Pomnikiem Powstania Warszawskiego usytuowanym na rogu ulicy Długiej przy Placu Krasińskich w dzielnicy Stare Miasto na jednym z domów umieszczono napis: „Tym kanałem po bohaterskiej obronie Starego Miasta – Starówki przeszło do Śródmieścia i na Żoliborz pięć tysięcy trzystu powstańców Grupy Północ 2 września 1944”. Od tablicy w stronę historycznego włazu do kanału prowadzi szlak ułożony z kamieni na obecnym chodniku i jezdni. Mniejszy fragment Pomnika Powstania Warszawskiego ukazuje chwilę wchodzenia do kanału zarówno żołnierzy Powstania, jak i zwykłej ludności Warszawy (jest tam niesione na rękach malutkie dziecko). Heroiczna obrona Starówki, która stała się symbolem walk całego Powstania Warszawskiego została okupiona ofiarą pięciu tysięcy poległych żołnierzy i około trzydziestu tysięcy zabitych mieszkańców, z których większość została rozstrzelana w szpitalach i piwnicach budynków, również zagładą Starego Miasta. A potem całej Warszawy. 
Chodzę czasami po warszawskiej Starówce i szukam śladów Powstania. Znajduję ich bardzo wiele.
Jak wiecie, w liczne teksty o Warszawie wtrącam wątek osobisty. Tak będzie i teraz. Wysoko na fasadzie Katedry Polowej Wojska Polskiego stojącej tuż obok Pomnika Powstania Warszawskiego znajduje się biała rzeźba Matki Boskiej. Postać ma rozłożone ręce, co można różnie interpretować. Jej szkice znalazłam w domowym archiwum. Rzeźba ta została umieszczona na katedrze kilka lat przed rokiem 1989, w którym powstał pomnik. Twórcą tej rzeźby jest mój Ojciec. 
I jeszcze Mały Powstaniec na murach Starówki. Bo warszawskie dzieci też brały udział w Powstaniu, przenosząc meldunki i broń… Mówi się, że najmłodszy uczestnik Powstania miał 12 lat – tyle ile ma teraz mój starszy wnuk.1/ 
Działo się to wszystko 72/2/ lata temu. A ja do dzisiaj, chociaż urodziłam się w Warszawie kilka lat po wojnie, w Godzinę „W” nie mogę opanować płynących mi z oczu łez…"

1/ Mój starszy wnuk ma teraz 14 lat.
2/ Działo się to wszystko 74 lata temu.
__________________________________________________________________
W tym roku obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego będą bardzo uroczyste. Zaczęły się już 28 lipca i będą trwały dłużej niż 63 dni... Został nawet wydany szczegółowy informator . Dostępny jest w Muzeum Powstania Warszawskiego, w punktach informacji turystycznej, w Urzędzie Miasta i w wielu innych miejscach stolicy.

Orły w Warszawie

Siedziałam sobie kilka dni temu pod Kolumną Zygmunta i patrzyłam na Zamek Królewski. A właściwie to patrzyłam na wieżę zamkową, tę z zeg...