piątek, 14 września 2018

O niezwykłych rowerach ...



1. Najmniejszy rower jest wielkości buta i mieści się w małej torebce. I ma w pełni funkcjonalne rozwiązania, takie jak w dużym rowerze, choć sama jazda wymaga nie lada umiejętności.


2. Najwyższy rower ma ponad 6 metrów wysokości. Skonstruował go Amerykanin Richie Trimble i jeżdzi nim na specjalnych pokazach.



3. Najdłuższym rowerem świata może jechać jednocześnie 20 osób. Ma 42 metry i waży – trudno w to uwierzyć - dwie i pół tony. Zbudowano go w Australii.

4. Najcięższy rower jednoosobowy świata jest trójkołowcem. Przednia opona pochodzi z gigantycznej maszyny budowlanej. Rower waży 750 kg.

5. Najlżejszy rower zbudowany na ultralekkiej ramie waży zaledwie 4,5 kg. A przeciętny rower waży do kilkunastu kilogramów.



6. Rowery składane wróciły do łask. Najlżejsze z nich np. A-bike ważą kilka kilogramów i są majstersztykami technologii oraz mechaniki.



7. Zwykły rower pozwala rozwinąć szybkość maksymalnie 70 km/godzinę. Istnieje jednak rower f-my Donhou, którego zębatka liczy ponad 100 zębów. Na tym rowerze można osiągnąć prędkość 160 km/godzinę.

8. Górski rower o nazwie Beverly Hills Edition 24k Gold Extreme Mountain Bike jest pokryty 24 karatowym złotem. Nawet tarcze hamulcowe ozdobiono tym kruszcem. Wyceniono go na milion dolarów.

/Powyższe informacje i zdjęcia z Angora-Peryskop nr 17 z dnia 29.04.2018/
---------------------------------------------------------------------
A jakie są Wasze rowery.?
No i czy często ich używacie?
Pytam, bo w Warszawie i chyba w całej Polsce coraz więcej osób jeżdzi do pracy rowerem.
Znam nawet osobiście takiego jednego belfra od geografii, który przez pół Warszawy pędzi na rowerku ścieżką rowerową do swojej szkoły... A na plecach ma oczywiście plecak z laptopem, książkami, skryptami, testami...Na szczęście globus mu się do plecaka nie mieści... Ale nigdy się do szkoły nie spóźnia...

52 komentarze:

  1. Nie jeżdżę na rowerze i nigdy nikt nie zdołał mnie do tej przyjemności przekonać. Podobnie jak do motocykla lub skutera. Dla mnie pojazd musi być stabilny sam z siebie i odporny na warunki zewnętrzne.Mój starszy wnuczek jeżdzi do szkoły autobusem i....hulajnogą, bo od autobusu do szkoły ma 900m.
    Wg rodziców jest za młody i zbyt często buja w obłokach by mu zezwolić na jazdę rowerem bez opieki. Bo nie wszędzie są w 100% bezpieczne ścieżki rowerowe, a hulajnogą jezdzi się chodnikiem.
    Zastanawiam się po co wymyślać takie rowerowe dziwolągi.
    Ale choć nie jeżdżę na rowerze to oglądam duże World Tour'y.
    Brawa dla Twego osobistego geografa, ale jeżdżenie po Warszawie rowerem to trochę szaleństwo, bo dla kierowców warszawskich rowerzysta to wróg. W Berlinie rowerzysta jest niczym hinduska święta krowa.
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - największym wrogiem rowerzysty w mieście są piesi. Nadal nie mogą się przyzwyczaić do ścieżek zarezerwowanych dla rowerzystów i chodzą po nich jak .... nie powiem kto...a raczej co...

      Usuń
  2. Czego ludzie nie wymyślą ...
    Taki ultralekki przydałby mi się :) Ale one kosztują miliony monet ;)
    Mam rower, damski typu miejskiego, duży i wygodny, który sprawdza się też na wycieczkach i leśnych ścieżkach.
    Nie jeździłam rowerem zbyt często, ale teraz, po zmianie pracy, jeżdżę nim codziennie. Własnie do pracy. Nie mam na całej drodze ścieżki rowerowej, ale duża część drogi przebiega wzdłuż rzeki naszej, jest tam ładnie zrobione ...
    Do pracy mam jakieś 2 km, pieszo jakieś 20-25 minut, samochodem rzadko, bo korki wkurzają mnie do białości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidio - to bardzo dobrze, że jeżdzisz rowerem do pracy. Do dużo zdrowiej i przyjemniej.
      :-)

      Usuń
  3. Jestem rowerowa, od zawsze, a raczej byłam, bo ostatnio 'pożyczyłam' rower synowej i nie jeżdżę; tzn. to jest tylko pretekst, kondycja mi wysiada, rower zrobił się niewygodny, a ze bywam często poza domem, to i okazji nie mam. Ale przymierzam się, przymierzam...;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że idea tego roweru też Ci się spodoba.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cos wspaniałego. Coś rzeczywiście dla mnie - bo i w domu i w podróży.
      Dziękuję.

      Usuń
  5. Moje dziewczyny to tylko na rowerach jeżdżą.
    A ja to w domu obiad gotuję :-)))

    Marek

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo wciągające fakty rowerowe :) Ja za dzieciaka miałem nawet kilka rowerów (i stacjonarny w domu do ćwiczeń, i taki normalny do jazdy na dworze) :)

    Fajnie byłoby znowu kiedyś do tego wrócić...

    OdpowiedzUsuń
  7. Twój osobisty geograf nie może się spoznic do szkoły, wiec rower jest najlepszym wyborem.Chyba każdy z nas jezdzil w dzieciństwie tzn do matury na rowerze - ja na damce, ale wycieczek mało zaliczyłam, chłopcy czyli bracia mieli więcej swobody.Moje dziecko jeździ na wsi, ale w Warszawie wzbudzila emocje, gdy zajechala do pracy motorem, chociaż już po chwili była urzędowo ubrana.Doceniam wszelkie pasje, a wiec także budowę malutkich czy ogromnych pojazdow - to lepszy wybor niz....Pozdrawiam Malgosia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Małgosiu, że głównie młodsi jeżdzą rowerem.... ale starszych też się widuje.
      Serdeczności.

      Usuń
  8. Niniejszym informuję, że spotkałam się właśnie ze Stokrotką w informacji turystycznej na Rynku Starego Miasta!!!! Idziemy na spacer po wąskich i starych uliczkach.
    Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A uważajcie tam dziewczyny. Bo wieczorami okropnie podrywają na Starym Mieście :-))

      Marek

      Usuń
    2. Elu Najmilsza - mam nadzieję że nie żałujesz spotkania ze mną.Bo dzisiaj mam zamiar dać Ci prawdziwy wycisk!!!

      Usuń
    3. Marku - niestet nikt nas nie podrywał. Chociaż za Elą to się chłopaki oglądały:-))

      Usuń
  9. Bardzo ciekawy wpis, mój rower czeka na lepsze czasy, bo na ostatniej wycieczce bardzo mocno zakręciło mi się w głowie i teraz mam jakiś taki lęk. Może do przyszłej wiosny zapomnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu - czasami każdemu może się w głowie zakręcić.
      Zyczę żeby się ... odkręciło...
      Serdeczności

      Usuń
  10. Ja znam pewnego Informatyka, który tnie przez Kraków...A że jest "bardzo ważny", więc w plecaku oprócz lapciaka wozi garnitur, koszulę, buty...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja widziałam kiedyś rowerzyste jak jechał z pokrowcem na garnitur zawieszonym na plecach??? :-))

      Usuń
  11. Rower mam biały , lubię jeździć, ale nie do pracy...jak mawia mój mąż rower kojarzy się z relaksem raczej, poza tym nie mam gdzie go zostawiać, a gdy pada, to klops.
    W tym roku mniej jeździłam, przez te upały...

    OdpowiedzUsuń
  12. Rower wielkości buta to coś niesamowitego :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja sie pozegnalem bo bylo za prosto...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. -a ja rowerkiem codziennie, póki śnieg nie przeszkadza ... a że jestem taki trochę " babochłop", to ostatnio zamieniłam taki miejski na duży, typowo męski...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie żartuj Alinko...
      Jesteś bardzo wrażliwą kobietą. I piszesz przepiękne wiersze.
      Moje uznanie dla Twojej twórczości.

      Usuń
  16. Pozdrawiam serdecznie.Miłej jesieni życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Loteczko!
      Nawzajem wszystkiego dobrego życzę.
      :-)

      Usuń
  17. Och rower z numerem siedem... Czemu nie?
    Ja mam szwajcarskiego Scotta, jeżdżę nim od wiosny do pierwszego śniegu.
    Niestety, w tym roku rower poszedł w prawie dwumiesięczną odstawkę.Dobrze, że znowu mogę się nim cieszyć.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się Łucjo że wszystko wróciło do normy.
      :-)

      Usuń
  18. Stokrotko!
    A ja nie mam swojego roweru, bo...lubię chodzić pieszo, nawet daleko.
    Milutko pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Morgano ja też nie mam roweru i tez lubię chodzic pieszo.
      :-)

      Usuń
  19. Pamiętam mój pierwszy rower marki Bobo.Moich emocji nie wzbudził, ale doskonale pamiętam, że moi dwaj koledzy z sąsiedztwa bili się o to, który na tym rowerze będzie jeździł. I pamiętam moje niepomiernie zdziwienie ich emocjami.��

    I jeszcze jedna sytuacja. Koleżanka-cyklistka napisała do mnie esemesa:"Przejechałam 105 km, ale czuję niedosyt. Pójdziemy pobiegać?" I poszłyśmy. Obie wtedy 50++.

    Serdeczności!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad.1 cudne wspomnienie.
      Af. 2 wspaniałe dziewczyny.
      :-))

      Usuń
  20. Na widok niektórych z tych rowerów na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten najwyższy najbardziej mnie zainteresował. :) .

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam dwa rowery jeden górski a drugi normalny chociaż prawie profesjonalny. Jeden i drugi wyposażony w przerzutki.Normalne rower używam do codziennych przejażdżek około 15 km a górski,kiedy wybieram się w Góry Sowie lub w teren pofałdowany.Rok rocznie przed sezonem rowerowym udaję się ze swoimi rowerami do serwisu i tam dokonują niezbędnych prac aby rowery były w pełni sprawne.Sezon rowerowy rozpoczynam w marcu a kończę w pierwszej połowie listopada czasami w zimnie i deszczu. Jeszcze jedno zawsze zabieram bidon z 3/4 l. wody to jest po prostu niezbędne oraz koszulkę na przebranie gdy się spocę. Zawsze jadę z kolegą nigdy sam ze względu na mój wiek - tak na wszelki wypadek.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pełna uznania dla Ciebie.
      Masz wspaniałą kondycję.
      Gratuluję i serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  23. Mój rower został sprzedany, gdy ortopeda oznajmił mi, że mogę na niego wsiąść najwcześniej po dziesięciu latach, licząc od złamania ręki. Pomyślałem sobie, że będzie mu przykro spędzić dekadę w piwnicy, więc teraz śmiga gdzieś po 3-mieście:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - nie wszyscy mogą jeżdzić na rowerze.

      Usuń
  24. W dzieciństwie marzyłam o własnym rowerze. Nigdy go nie miałam, chociaż przejechałam na rowerach wiele kilometrów. W ósmej klasie pzeskoczyłam na motorower ŻAK polskiej produkcji i do matury szalałam na nim bez opamiętania.

    OdpowiedzUsuń

"Dąseczki Kłapouchego"... czyli uśmiechnijcie się proszę ...

Taką mini-książeczkę /5cm na 8,5cm/ odnalazłam w jednej ze swoich przepastnych szuflad.  Jak wiecie Kłapouchy obok Prosiaczka był najse...