czwartek, 20 września 2018

Migawki sanatoryjne


Wczoraj po południu przyjechałam do sanatorium. Tym razem zabrałam  ze sobą "osobistego Zdziśka". A Wam przypominam mój tekst sprzed lat.
--------------------------------------------------------------------
I.
- Teraz podnosimy prawą nogę, zginamy w kolanie i przyciągamy do klatki piersiowej – polecił pan na kinezyterapii zespołowej.
- Pani w niebieskim dresie też podnosi prawą nogę. Nie lewą, tylko prawą. PRAWĄ…
- Halo, czy pani wie gdzie ma prawą nogę?
II. 
- Proszę się rozebrać do naga i zanurzyć w kąpieli po szyję – powiedział pracownik łazienki.
- To całkowicie się rozebrać?
- A można się rozebrać częściowo do naga?
III.
- „Tera” się pani położy na brzuchu i nie rusza – powiedział masażysta o wyglądzie recydywisty.
Miał „złote ręce”, więc stwierdziłam, że następnym razem już do gabinetu wejdę z zamkniętymi oczami. I otworzę je dopiero po wyjściu.
IV.
- Poczuje pani taki prąd na kręgosłupie jakby pani miała mrowisko na plecach. Wytrzyma pani?
- Jasne, przecież w wolnych chwilach zawsze szukam mrowiska…
V. 
Po powrocie do pokoju zauważyłam w swoim plecaczku męski T-shirt o rozmiarze XXXXXL. Nie było natomiast góry od mojego niebieskiego dresu. Zastanawiałam się co zrobić z tym nadmiarem szczęścia, gdy nagle usłyszałam dochodzący zza ściany zdenerwowany głos żeński:
- I gdzie znowu sklerotyku jeden zostawiłeś swoją koszulkę?
I co w twojej torbie robi jakiś babski dres?
VI.
W nocy obudziłam się przerażona i zerwałam na równe nogi. Śniło mi się, że do mojego pokoju przyszedł rehabilitant i groził mi długim kijem, że jak się nie nauczę gdzie mam prawą nogę, to mi nie zaliczy semestru. I wylecę ze studiów, bo jestem przecież na pierwszym roku.
VII.
Ubrałam niebieskie spodnie od dresu, wzięłam męski T-shirt rozmiar XXXXXL i zapukałam do sąsiednich drzwi.
- Przepraszam, ale ściany są tu cienkie i usłyszałam, że u Państwa jest góra od mojego dresu. I odnoszę T-shirt, bo on na pewno nie jest mój.
- Zdzisiek – krzyknęła pani stojąca w drzwiach – sąsiadka oddaje ci koszulkę.
I prawie rzuciła we mnie moją bluzą od dresu. I zamknęła mi drzwi przed nosem.
VIII.
Następnego dnia spóźniłam się minutę na gimnastykę. Pech chciał, ze jedyny wolny materac był koło pana Zdzisia. Położyłam się na swoim materacu i dzięki temu, że na lewej nodze zawiązałam sobie czerwoną wstążeczkę, wiedziałam już która moja noga jest prawa.
Nagle wtargnęła do sali pani od pana Zdziśka i krzyknęła:
- Ty już chodź, już ci wystarczy tych ćwiczeń!
Pan Zdzisiek wstał natychmiast i grzecznie wyszedł.
A mnie tym razem pomyliły się ręce.


Ciąg dalszy nastąpi...

54 komentarze:

  1. Nie zmieniam zdania. Najlepszy masaż to masaż tajlandzki (oczywiście w Tajlandii) niestety w Polsce - prowadzony najczęściej w agencjach towarzyskich - jest 6-7 razy droższy. Szkoda, że moja żona tylko raz wyraziła na to zgodę. N.b., tam się rozbierają do naga masażyści/masażystki, a klient jak chce. ;)
    Andrzej Rawicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zapytam jutro czy w mim sanatorium jest taki masaż:-))

      Usuń
  2. Bardzo żałuję, że nigdy nie byłam w sanatorium!
    Życzę Ci przyjemnego pobytu i ciekawych obserwacji! A prawo i lewo myli się większosci kobiet.:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Tego chyba nie czytałam, normalnie teksty kabaretowe!
    No kochana, to teraz ćwicz, pływaj i będziesz jak nowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej mnie ćwiczą Asiu....
      I nie wiem czy wydzierżę...

      Usuń
  4. Dobrze, ze wzielas ze soba osobistego Zdziska, bo wtedy nie trzeba bedzie oddawac do sasiedniego pokoju T-shirty...
    a swoja droga fajnie Wam!!!
    Tekst swietny, jak zwykle...beda nowe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie konntynuacja tekstu...
      Pozdrawiam Grażynko.
      :-)

      Usuń
  5. Witaj
    Jak zawsze odpisuje tutaj. Moja mam też robiła najlepszą szarlotkę pod słońcem. Niestety teraz, ze względu zdrowotnych, mogę tylko wspominać jej smak.
    To dobrze, że zrobiłaś si=obie przerwę na odpoczynek. Lato powoli kończy swoje panowanie. Za chwilę pojawi się kolejna z sióstr – Jesień. Trochę mi żal odchodzącego lata, ale przecież zbliża się jedna z najbardziej kolorowych pór roku. Szkoda tylko, że zawsze nastraja mnie melancholijnie, skłania do snucia refleksji nad samą sobą. Właśnie znowu dopadły mnie smuteczki i na moich Zielonych Stronkach zrobiło się nostalgicznie? (kiedy jednak było inaczej?)
    Pozdrawiam nadchodzącą jesienną melancholią i życzę nadal dobrego humoru

    OdpowiedzUsuń
  6. Oczywiście, że i ten tekst pamiętam, co nie zmniejsza przyjemności czytania :)
    A pani Zdziskowa pilnowała swojego skarbu, bo wiadomo, w sanatorium babki lecą na facetów. Żeby nie było : "turnus mija a ja niczyja".
    Czy w tym samym miejscu jesteś ? Bo wprawdzie - jak pamiętam - nudy na pudy, ale leczenie doskonałe. Buziaki ślę, Jagódko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem gdzie indziej Anusiu....
      Dziękuję, że pamiętasz.
      :-)

      Usuń
  7. Zdziśkowa to była doświadczona kobieta- swojej własności trzeba pilnować niczym oka w głowie- nawet jeśli ta własność ma już sklerozę;) Bo jak nie dopilnujesz, własność może odejść z inną w siną dal.I co wtedy? Będziemy zmuszone polować na cudzą własność;)
    Ćwicz pilnie, poleż na mrowisku, a wrócisz do domu jak nowa.
    Buziam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - po pierwszym dniu zabiegów ledwie żyję...
      :-)

      Usuń
    2. To normalne. Moja ciocia po tygodniu zabiegów w Ciechocinku wróciła do Warszawy ....karetką, w pozycji horyzontalnej.

      Usuń
    3. A ja się właśnie obudziłam ze straszliwym katarem...

      Usuń
  8. Nigdy nie bylam w sanatorium I jak to czytam to nie wiem czy chcę:). Uwielbiam Twoje teksty :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Refleksja jedna: nie dla wrażliwców te sanatoria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego wtedy /7 lat temu/ starałam się opisać wszystko na wesoło.
      :-)

      Usuń
  10. A niebieski dresik masz ze sobą?
    Fajnie masz. Tez bym tak dała się pomasować, wykompać w jakiejś mazi, poćwiczyć... Tak, zeby ktoś profesjonalnie się mną zajął ;-)...
    Miłego!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jednym z nekajacych mnie sennych koszmarow byl ten, w ktorym snilo mi sie, ze musze ponownie zdac mature! Swiadectwo maturalne gdzies mi zaginelo, pewnie stad te sny. Nie musze tlumaczyc, ze przerazajace?
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem pewna, że teraz to z matematyki nie zrobiłabym matury...

      Usuń
  12. Prawa noga to chyba ta co ma duży palec po lewej stronie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta sama. Ale nie wiem czy to ta co częściej wchodzi czy wychodzi???

      Usuń
  13. By nie podupaść po sanatorium na zdrowiu, nasuwa się wniosek: "do wszystkiego podchodzimy z uśmiechem, z rezerwą, uważamy na współmałżonków/partnerów znajomych z sanatorium". Na tańcach już byłaś? Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłam, bo nie mam siły na tańce.
      Ledwie żyję Jędrusiu.
      :-)

      Usuń
  14. fajny tekst, uśmiechnięty :) udanego pobytu życzę, mój był udany a w sobotę już wracam do domu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Elu. Cieszę się, że jesteś zadowolona :-)

      Usuń
  15. Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że Ci się spodobało?

      Usuń
    2. Jak najbardziej. I pomyśleć, że całe wieki nie byłam w sanatorium

      Usuń
    3. Z sanatorium wraca w dużo lepszej formie...

      Usuń
  16. Lektura powyższego, interesującego skądinąd, tekstu zachęca do zadania kilku pytań. Po pierwsze, w jakich okolicznościach doszło do wymiany wspomnianych wyżej części garderoby? Po drugie, jakim cudem koszulka Pana ZDZISŁAWA (trochę szacunku dla schorowanego człowieka!) znalazła się w SPAKOWANYM (!) plecaczku? Po trzecie wreszcie, co TAK NAPRAWDĘ oznacza czerwona wstążeczka, którą zakłada się na czas aktu leżenie na materacu w niebezpiecznie zmysłowej odległości od Pana Zdzisława? Myślę, że cała nasza, komentatorska społeczność MA PRAWO znać prawdę, jakąkolwiek by ona nie była! Z wyrazami szacunku itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wysoki Sądzie - to wszystko działo się 7 lat temu. A ja mam okropną sklerozę.
      :-))

      Usuń
  17. Kochana!
    Ciekawe, gdzie teraz jesteś?
    Ja sanatorium zimowe wspominam bardzo miło, niedługo składam wniosek o kolejne.
    Pozdrawiam, kuruj się, odpoczywaj:)

    OdpowiedzUsuń
  18. W sanatoriach są czasem takie sytuacje, że jak ich człowiek nie przeżyje, to może nie uwierzyć.

    Jakoś nie widzę siebie na wschodzie słońca, po prostu ze mnie jest śpioch. :) Chyba, że ktoś by mnie zmotywował jakoś do tego.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Moim sanatorium jest Zwierzyniec i nikt mnie nie może przekonać do starania się o prawdziwe. Pogoda ducha Cie nie opuszcza, wiec i skutki tortur będą dobre. Slyszalam, ze nawet panowie ledwo chodzący uwazaja, ze maja prawo do sanatoryjnego romansu, wiec rozumiem pania Zdzisiowa. Caluski Malgosia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu - żebyś wiedziała jak tu wszyscy szaleli na wieczorku zapoznawczym...
      :-)

      Usuń
  20. Jestem zupełnie niekompatybilna z sanatoryjną rzeczywistością. Nawet z osobistym p. Zdzisiem.

    OdpowiedzUsuń
  21. Witaj, Stokrotko.

    Twój tekst jak promyczek słońca rozjaśnił mi późny wieczór po pracowitym tygodniu:)

    Kuruj się i nabieraj sił do spisania nowych sanatoryjnych anegdotek.
    A tutaj coś tematycznego:

    https://www.youtube.com/watch?v=LmOk-v3oD8A

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Chyba muszę w końcu pojechać do sanatorium. Tylko nie wiem czy z osobistym p. Zdzisiem czy lepiej bez

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że po przeczytaniu drugiego odcinka podejmiesz decyzję...
      :-)

      Usuń
  23. Nigdy nie byłem w Sanatorium ale te osiem punktów,które mogą przytrafić się kuracjuszowi należy wziąć pod uwagę i poczynić starania o skierowanie do jakiegoś kurortu ale nie na Dolnym Śląsku,bo żona miałaby za blisko aby mnie odwiedzić.Muszę się nad tym dobrze zastanowić.A teraz czekam na ciąg dalszy dzisiejszego odcinka.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam serdecznie Stokrotko:) Przepraszam,że dopiero teraz odpisuję.. jak zwykle ciągła pogoń za czasem. Dziękuję za wizytę u mnie:) Zajrzałam a tu taki piękny blog - gratuluję:)) Niektóre wpisy wywołują wiele własnych wspomnień... Ale w sanatorium jeszcze nie byłam:))) Serdecznie pozdrawiam i będę tu częstym gościem:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo serdecznie dziękuję za wizytę i zapraszam na zawsze.
      :-)

      Usuń
  25. Kapitalny tekst, wcześniej też się zaśmiewałam!!!!

    OdpowiedzUsuń

"Dąseczki Kłapouchego"... czyli uśmiechnijcie się proszę ...

Taką mini-książeczkę /5cm na 8,5cm/ odnalazłam w jednej ze swoich przepastnych szuflad.  Jak wiecie Kłapouchy obok Prosiaczka był najse...