niedziela, 11 listopada 2018

TEN dzień



Odbudowa państwa polskiego była procesem długotrwałym, złożonym. Przyczynili się do tego politycy polscy o różnych orientacjach (Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Wincenty Witos, Wojciech Korfanty, Ignacy Paderewski, Ignacy Daszyński). Niewątpliwie dużą rolę odegrały wydarzenia międzynarodowe: I wojna światowa, rewolucja lutowa i październikowa, rewolucja w Niemczech, czy postawa Stanów Zjednoczonych i Francji. 
Określenie jednodniowej daty na odrodzenie Państwa Polskiego było i jest bardzo trudne. Było to źródłem sporów w okresie międzywojennym. 11 listopada jako święto narodowe odrodzenia Państwa Polskiego oficjalnie uchwalono w 1937 r. i miało to niewątpliwie sprzyjać szerzeniu kultu Józefa Piłsudskiego i wzmocnieniu tym samym rządów sanacji.
Wydarzenia późniejsze doprowadziły do wygaszenia sporów nt. genezy odbudowy państwa. W okresie PRL początkowo próbowano 11-mu listopadowi przeciwstawić 22 lipca  1944 r., następnie 7 listopada 1918 r./powstanie rządu Ignacego Daszyńskiego/. Ostatecznie zwyciężył vox populi i świętujemy 11 listopada. Nie znaczy to oczywiście, że w tym dniu zapanuje sielanka. Obecnie dzień ten jest, u nas, najgorętszym dniem roku. Dzień 11 listopada jest nieprzewidywalny.
Kalendarium wydarzeń prowadzących do odrodzenia Państwa Polskiego najrozsądniejsze wydaje się to zamieszczone w encyklopedii wirtualnej.
----------------------------------------------------------------------------------------------
Autorem powyższego tekstu jest osobisty historyk - absolwent UW./Promotor profesor Ludwik Bazylow/.


piątek, 9 listopada 2018

Kasztanka - najsłynniejszy koń II Rzeczypospolitej

                                                   Obraz pędzla Wojciecha Kossaka

Ukochaną klaczą Marszałka była Kasztanka, a jej historia z czasem obrosła legendą.
Kasztankę otrzymał Marszałek w roku 1914 od Eustachego Romera, właściciela majątku Czaple.
Przyszła na świat w 1909 lub 1910 roku niedaleko Miechowa w Małopolsce. Rodowód – ojciec Pikerel, matka Chłopka, rasa półkrew angielska, maść kasztanowata. Hodowca – Eustachy Romer.

Imię klaczy nadał podobno sam Marszałek. Kasztanka służyła do 1922 roku i przeszła z nim cały szlak bojowy Legionów, co nie było łatwe, bo ogień artyleryjski wprawiał konia w popłoch.
„Kasztanka z czasem stała się symbolem nierozerwalnie związanym z marszałkiem Piłsudskim” - tak twierdzi Wojciech Markert, historyk z Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku.
Była lekkiej budowy, maści jasnokasztanowatej, nogi białe w pęcinach a na głowie miała dużą białą plamę.

„Była to prześliczna klacz” - tak pisała o niej w pamiętnikach Aleksandra Piłsudska.- „Odznaczała się inteligencją i wielką łagodnością oraz miłym i przyjaznym spojrzeniem, ale nie była dobrym koniem bojowym. Z powodu słabego zdrowia nie mogła odbywać długich marszów, była nerwowa i lękliwa i w szczególności bardzo bała się huku i ognia artylerii".

Kasztanka jednak, mimo swoich wad weszła do historii Wojska Polskiego. Klacz Marszałka pojawiała się w żołnierskich pieśniach Legionów. W 1915 roku poeta płk Wacław Kostek-Biernacki napisał:
„Jedzie, jedzie na Kasztance,
Siwy strzelca strój
Hej, hej Komendancie
Miły Wodzu Mój”…


Kasztanka dostawała nawet prezenty. Na przykład Pierwszy Pułk Ułanów Legionów Polskich ofiarował Kasztance nowy, kompletny, oficerski rząd wierzchowy, w którym od tego czasu występowała.

Podobno dzięki swojej łagodności Kasztanka zdobyła serce swojego pana. Myślał o niej i troszczył się o nią nawet w bardzo ciężkich chwilach. I tak w czasie długiego nocnego marszu po zoranej roli przez Władysławów w kierunku Krakowa Marszałek zwrócił się do ułanów Beliny-Prażmowskiego : „Jezus, Maria… Kasztanka na pewno nogi sobie połamie na tych wertepach...”

„Była ona jak wiejska panna, wdzięczna i świeża, wstydliwa i lękliwa, a nieraz potrafiąca pokazać swoje humory i fochy”. Taką ją właśnie przedstawiał Piłsudski w czasie wkraczania do Nowego Sącza.

„Przyjemne to było wejście do miasta – pisze Marszałek w książce „Moje pierwsze boje”- miałem tylko dużo kłopotu ze swoją Kasztanką. Podjeżdżałem do miasta wieczorem. Kasztanka wchodząc już na most na Dunajcu, podziurawiony przez wybuchy, kręciła głową uważając, że jest za bardzo niebezpieczny dla jej szanownego istnienia.”


Jak ustalił krakowski historyk i publicysta Stanisław M.Jankowski Kasztankę dosiadały w historii tylko trzy osoby -córka Eugeniusza Romera – Maria, Marszałek Józef Piłsudski i 9-letni chłopiec z Kęt, któremu Marszałek pozwolił na przejażdżkę.

Po wojnie Kasztanka początkowo przebywała w stajniach belwederskich w Warszawie, a po roku 1922 została przydzielona na stałe do 7 Pułku Ułanów Lubelskich, stojących w Mińsku Mazowieckim, skąd od czasu do czasu przyprowadzano ją Marszałkowi.

„Trudno było patrzeć bez wzruszenia jak na powitanie pieściła jego rękę wargami i szyją ocierała się o jego plecy” - pisze Aleksandra Piłsudska i dodaje, że między nimi istniało jakieś porozumienie, tak doskonałe, że obydwoje na siebie wpływali.

W czasie pobytu w 7 Pułku kasztanka miała dwa żrebaki – obydwa szlachetnego pochodzenia po ogierach państwowych – nazywały się Mera i Niemen.

Ostatni raz Piłsudski dosiadł Kasztankę w czasie defilady w Warszawie w dniu 11 listopada 1927 roku.
-------------------------------------------------------------------

Tydzień po defiladzie Kasztanka odesłana została do pułku, przy czym oficer, który się nią opiekował postąpił lekkomyślnie i odesłał ją samą bez eskorty do Mińska Mazowieckiego. Wrażliwa Kasztanka pozbawiona opieki i towarzystwa rzucała się przerażona po całym wagonie. Kiedy w Mińsku Mazowieckim otwarto drzwi znaleziono ją leżącą na podłodze. Wezwano na pomoc specjalistów i weterynarzy. Niestety, nie udało się jej uratować…
Najsłynniejsza Klacz II Rzeczypospolitej padła następnego dnia o godzinie 5 rano. Sekcja zwłok wykazała złamanie kręgów piersiowych oraz żeber, które uszkodziły narządy wewnętrzne.
Kościec i skórę Kasztanki spreparowano i umieszczono w Muzeum Wojska Polskiego. Pozostałe szczątki pogrzebano w ogródku przed dowództwem 7 Pułku Ułanów w Mińsku Mazowieckim.

Podobno pamięć o Kasztance towarzyszyła Marszałkowi do końca życia.

A jeden z jej żrebaków – Mera – stała się koniem służbowym Marszałka.
I – jak twierdzą niektórzy historycy – to właśnie Mera szła za trumną Marszałka w maju 1935 roku.
                         Kasztanka z jednym ze swoich żrebaków

Tekst ten powstał na bazie informacji zawartych w publikacji MROT „100 lat Niepodległości” pt: „Historia Kasztanki”. Z publikacji tej zeskanowałam także wszystkie trzy zdjęcia.

środa, 7 listopada 2018

O Baśce Murmańskiej



„Polska? Tam białe niedźwiedzie chodzą po ulicach”.

Taka była kiedyś opinia o naszym kraju.
Faktycznie – raz biały niedźwiedź paradował po ulicach Warszawy. Była to słynna niedźwiedzica Baśka, która w 1919 roku przybyła do Polski wraz z oddziałem strzelców murmańskich aż z dalekiej Syberii.
Chcecie o tym poczytać? A może o tym wiecie?
Tak czy inaczej – zapraszam WSZYSTKICH.

W 1918 roku w okolicach Murmańska i Archangielska został sformowany oddział z polskich żołnierzy, którzy trafili na północ Rosji podczas walk z bolszewikami a rekrutowali się z różnych armii. Jeden z tych żołnierzy przygarnął żywą białą maskotkę, która szybko stała się oficjalną „córką pułku”. Otrzymała imię”Baśka” , stopień i żołd oraz staranne wychowanie. Jej opiekun – kapral o nazwisku Smorgoński pochodził z miejscowości Smorgonie w powiecie oszmiańskim /dzisiejsza Białoruś/. Tam przez kilkaset lat bo od XVI aż po XIX wiek działała sławetna akademia układająca niedźwiadki z litewskich lasów. Jej wychowankowie nie tylko bawili ludzi na jarmarkach, ale też służyli na wielu dworach magnackich, w tym u Radziwiłłów na Zamku w Nieświeżu.
„Baśka” słynęła z łagodności i dobrych manier, bawiła się z dziećmi oficerów ze swojego pułku.
Gdy przybyła do Warszawy wzbudziła sensację wśród jej mieszkańców i zyskała sympatię Józefa Piłsudskiego. Kronikarz murmańczyków Eugeniusz Korwin-Małaczewski pisał że: „gdy Naczelnik wyciągnął rękę, podała mu łapę wykonawszy przedtem dyg ceremonialny”. A podczas defilady Baśka „szła na tylnych łapach, krok w krok za resztą Oddziału, zaś w momencie przepisanym ustawą zwróciła łeb do Naczelnika , salutując dziarsko...” Tę scenę uwiecznił znany malarz batalista – Michał Bylina


Dalsze dzieje Baśki Murmańskiej nie były już tak piękne. Murmańczycy stacjonowali w Twierdzy Modlin, Podczas srogiej zimy 1919 roku Baśka poszła popływać w Wiśle. Mróz i kra jej nie przeszkadzały,/w końcu urodziła się na Syberii i była białym niedźwiedziem/ ale gdy wyszła na drugi brzeg to trafiła na chłopów z widłami. Kiedy strzelcy ruszyli na ratunek, zastali swoją ulubienicę już martwą i obdartą ze skóry.
Wypchana Baśka stała długo jako ważny eksponat w Muzeum Wojska Polskiego. Przetrwała tam Wrzesień 39 roku, całą okupację, pożar palonej Warszawy. Ale po wojnie zniknęła ze zbiorów. Widocznie biały syberyjski niedżwiedż źle się kojarzył dygnitarzom.

/Tekst ten powstał na bazie artykułu znalezionego w jednym z numerów miesięcznika "Stolica" z roku 2016. Stamtąd też zeskanowałam powyższe 3 zdjęcia/

A w Twierdzy Modlin jest od lat trasa Baśki Murmańskiej. Chodzą nią wycieczki szkolne. I nie tylko szkolne. Także dziadkowie ze Szczerbatymi*/ tą trasą chodzili... I co pewien czas natykali się na Maskotkę Baśki Murmańskiej...

A Muzeum Twierdzy Modlin mieści się w Nowym Dworze Mazowieckim przy ul. Baśki Murmańskiej 164...

*/ Osoby niewtajemniczone informuję, że "Szczerbate" to moje wnuki.

poniedziałek, 5 listopada 2018

W Krainie Łemków /IV/ - najsłynniejszy polski tenor

Tekst ten dedykuję Notarii...


Usiadłam na ławce, wyjęłam komórkę i napisałam następującego esemesa do Wielkiej Miłośniczki i Znawczyni Opery …. czyli do Notarii.
„Właśnie jestem w uzdrowisku w którym przebywał Wielki Polski Tenor.”
Notaria odpowiedziała mi natychmiast:
„ I pewnie wszystkie drzewa śpiewają „Brunetki, blondynki”.????

Jan Kiepura nie był oczywiście Łemkiem, ale bardzo polubił Krainę Łemków. I przyjeżdżał nie tylko do Krynicy, którą najbardziej sobie upodobał, ale też w jej okolice. Kupował tu ziemię, bo planował kiedyś się się w tej Krainie osiedlić.
W końcu piękny i uzdolniony chłopak w Sosnowca polecił znanemu projektantowi Bohdanowi Pniewskiemu stworzyć willę, która byłaby tylko jego. I byłaby wyjątkowa. No i w 1933 roku stanęła taka willa w Krynicy i Jan Kiepura nazwał ją „Patria” czyli Ojczyzna. Odtąd Jan Kiepura stał się nie tylko kuracjuszem, przyjeżdżającym regularnie na odpoczynek, ale po prostu mieszkańcem Krynicy. I chociaż bywał w niej raczej rzadko, bo ciągle występował na największych scenach światowych – np. w Wiedniu, Mediolanie, Paryżu czy Berlinie to podobno za Krynicą ciągle tęsknił...A budując tu własną willę chciał podkreślić przywiązanie i miłość do Ojczyzny. W willi tej, która słynęła w wielu nowatorskich rozwiązań a wewnątrz została wyłożona marmurami i alabastrami nakręcono kilka filmów ze słynnym tenorem w roli głównej.

Dochód ze swoich licznych koncertów Jan Kiepura prawie w całości przeznaczał na cele charytatywne, m.inn. na budowę gmachu Muzeum Narodowego w Krakowie oraz pomoc biednym ale uzdolnionym studentom.
Słynął z ciągłych, spontanicznych występów nie tylko w Krynicy ale właściwie wszędzie tam gdzie akurat był. Śpiewał więc z balkonów hoteli w których akurat mieszkał, z powozów czy odkrytych samochodów którymi jeżdził, z okien wagonów a nawet ze schodów słynnych przybytków kultury. Wszędzie był gorąco witany i hucznie oklaskiwany. 

Miał na dodatek wygląd amanta o rozbrajającym uśmiechu i niezwykłym wdzięku.


W muszli koncertowej na Krynickim Deptaku umieszczono Medalion Jana Kiepury.

Więc sobie stanęłam w muszli koncertowej niedaleko tego medalionu ...

                         
Umarł  w 1966 roku w Harrisson pod Nowym Jorkiem.
Zgodnie ze swoim życzniem pochowany został w Warszawie - mieście, któremu podobno zawdzięczał wszystko.  Śpi spokojnie w Alei Zasłużonych na Starych Powązkach.
----------------------------------------------------------------

Rok po śmierci „chłopaka z Sosnowca”zaczęto organizować w Krynicy Festiwal im. Jana Kiepury. W latach 1984-2011 dyrektorem artystycznym tego festiwalu i jego organizatorem był popularyzator muzyki klasycznej i poważnej – Bogusław Kaczyński. Jego pomnik stoi w centrum Krynicy.

Ale to już zupełnie inna historia.

sobota, 3 listopada 2018

TEN pałac



Na całym świecie było tak, że miasta powstawały w cieniu jakiegoś zamku albo pałacu. W stolicy Polski pałac postawiono, gdy miasto już od wieków istniało. Otwarto go uroczyście 22 lipca 1955 roku.
Atrakcją były występy akrobatów. Międzynarodowa umowa z 5 kwietnia 1952 roku głosiła: „rząd Związku Radzieckiego zobowiązuje się zbudować w Warszawie siłami i środkami Związku Radzieckiego dwudziestoośmio - trzydziestopiętrowy gmach Pałacu Kultury i Nauki”. Wobec takiego zobowiązania nic nie mogło zapobiec budowie. 
Warunki geologiczne terenu zostały ostatecznie zaakceptowane ekspertyzą dopiero w 28 grudnia 1952 roku, ale przedtem, bo już 4 października, skończono wylewać fundament. Wprawdzie gdy w marcu 1953 roku umarł ten, dla którego pałac budowano, czyli Józef Stalin, a pałac sięgał dopiero ósmego piętra, zrodziły się nadzieje, że może jednak… Nadzieje zostały szybko rozwiane, bowiem wiceminister budownictwa ZSRR Karawajew zawiadomił, że zmarły przywódca nie brał w ogóle pod uwagę możliwości niezakończenia budowy… 
Budowa samego pałacu i osiedla dla jego budowniczych przebiegała zarówno jawnie, jak i tajnie. To znaczy w „Trybunie Ludu” ukazywały się konkretne, szczegółowe informacje. Od momentu wylania fundamentów był to najbardziej strzeżony obiekt w Polsce. 
Jednocześnie w Zegrzynku pod Warszawą powstawał ośrodek wypoczynkowy dla budowniczych pałacu. Dramaturg Jerzy Szaniawski, który miał tam swój domek, prowadził w związku z tym bardzo utrudnione życie, bowiem nie mógł wychodzić i spacerować po drodze, która znajdowała się tuż pod oknem, gdzie stało jego biurko… Przechodzili tam bowiem ciągle budowniczy TEGO pałacu. 
Pałac Kultury i Nauki otrzymaliśmy w tzw. darze przymusowym. Ale budowniczy pałacu, zwykli ludzie, byli w nie lepszej sytuacji. Nie mogli nikomu zdradzić, gdzie mieszkają. O tym, że kilkunastu z nich ma groby na jednym z warszawskich cmentarzy, ich krewni dowiedzieli się dopiero po zmianie ustroju. 
I teraz uwaga: Pałac Kultury swój wygląd zawdzięcza w części wysokiej – wieży ratusza w Chełmnie; Sala Kongresowa przypomina krakowski Barbakan, attyki – zamek w Baranowie Sandomierskim i rynek w Kazimierzu Dolnym, a iglica – Bramę Floriańską w Krakowie. Wszystko to oczywiście jest wielokrotnie większe od pierwowzorów.
 Naczelny projektant pałacu, Lew Rudniejew miał powiedzieć, że „pomieszanie stylów nie jest tu straszne, bo znajomości architektury polskiej nie należy ograniczać tylko do Warszawy czy innego miasta, bo chodzi o architekturę narodową, a więc jeszcze i wiejską”. 
Konstanty Ildefons Gałczyński podsumował, że Pałac został wybudowany w stylu „mało–polskim”. Całą resztę Pałac Kultury i Nauki zawdzięcza Uniwersytetowi Łomonosowa w Moskwie. Istnieją nawet podejrzenia, że był częścią obrony przeciwlotniczej ZSRR i miał spowodować, by z lotu ptaka Warszawa przypominała Moskwę. A wyglądał wówczas jak jasna, wysoka, niezdobyta góra wśród czarnych ruin miasta. 
Nazywano go „tortem”, „koszmarnym snem pijanego cukiernika”, „Pekinem”, piramidą, „marcepanem”… 
Budowniczym pałacu przyświecała idea, aby nie trzeba było z niego wychodzić przez całe życie. Odbywały się więc w nim wielogodzinne przemówienia ówczesnego I Sekretarza wiodącej partii, były teatry, kina, muzea, uczelnie, różne urzędy, pływalnia, Sala Kongresowa, restauracje ze słynną Trojką, do której wprowadzono striptiz i weszły panie lekkich obyczajów. 
Pałac zaczął zaspokajać wszelkie potrzeby życiowe. Także dzieci i młodzież przychodziły tam na różne zajęcia sportowo-kulturalne. No i można było z trzydziestego piętra podziwiać panoramę Warszawy… 
W Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki występowali najwięksi artyści jacy tylko przyjechali do Polski – a więc Rolling Stones, Louis Armstrong, Marlena Dietrich. Tu odbywały się obrady przerwanego wprowadzeniem stanu wojennego Kongresu Kultury Polskiej w 1981 roku. 
Nie udało się po roku 1989 Pałacu Kultury sprzedać jakiemuś amerykańskiemu milionerowi. Nie udało się go zasłonić ani obudować, chociaż w pobliżu powstało wiele wieżowców. Nadal stoi tam gdzie stał i ma się całkiem dobrze. Chociaż w jednym z filmów był burzony… 
Nadal, gdy wychylę się z okna to go widzę. Na samym szczycie Pałacu mieszka para sokołów albo ich dzieci.

Na zakończenie trochę liczb:

Pałac był wznoszony 1175 dni.
Budowało go 3500 robotników.
Ma wysokość 230,68 m.
I nadal jest to najwyższy budynek w Polsce.
Powierzchnia pałacu liczy 123 084 metrów kwadratowych.
Znajduje się w nim 3288 pomieszczeń.
W pałacu żyje od 25 do 28 kotów.
Mają tu swoje gniazdo dwa sokoły wędrowne.
Z 30. piętra, zanim założono na nim kraty, skoczyło 30 osób.

Osobiście uważam, że Pałac, który ma już 62 lata*/ powinien być traktowany jak zabytek.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
/Był to urywek z mojej książki "Moje warszawskie zwariowanie"./

*/ Pałac ma już 63 lata...

czwartek, 1 listopada 2018

Panteon Francuski., Pere Lachaise, Montmartre, Łyczakowski, Na Rossie... - zakończenie


Bardzo różnie przez historyków oceniany ostatni król polski Stanisław August Poniatowski zmarł w Petersburgu. Urodził się w małej miejscowości Wołczyn /obecnie na Białorusi/, która należała do jego ojca. Tam też zostały przeniesione z Petersburga w 1938 roku jego szczątki i złożone w kościele Św.Trójcy. Dopiero w 1988 roku szczątki króla zostały ekshumowane z będącego w ruinie kościoła i przeniesione na Zamek Królewski w Warszawie, a następnie do Katedry.
Cmentarz Na Rossie w Wilnie to nie tylko słynny grób „Matki i serca Syna” do którego zmierzają wszyscy Polacy, którzy zwiedzają to miasto. To także miejsce ostatniego spoczynku wielu znanych Polaków jak historyk Joachim Lelewel, którego prochy przeniesiono z paryskiego Montmartru , malarz Franciszek Smuglewicz, poeta Władysław Syrokomla i wielu polskich profesorów Uniwersytetu im. Stanisława Batorego.
                                      / Cmentarz Orląt Lwowskich na Łyczakowie/
Jednak najwięcej grobów znanych Polaków znajduje się na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. W przewodniku po tym cmentarzu wymieniono ponad 60 znanych nazwisk. Ja wspomnę tylko kilka. A więc prawnik Oswald Balzer, któremu zawdzięczamy, że Morskie Oko w Tatrach jest po polskiej stronie, słynny matematyk Stefan Banach, którego na cmentarzu żegnało 16 mówców. Jego grób znajduje się tuż koło grobu Marii Konopnickiej. Pogrzeb wielkiej poetki w którym uczestniczyło ok. 50 tysięcy osób stał się wielką patriotyczną manifestacją, Następnie rzeźbiarz Tadeusz Barącz, twórca wielu lwowskich pomników, poeta i rewolucjonista Seweryn Goszczyński, pisarz Walery Łoziński, malarz Artur Grottger, historyk Karol Szajnocha, pisarka Gabriela Zapolska, twórca Teatru Wielkiego we Lwowie Zygmunt Gorgolewski, piewca polskości Władysław Bełza. Leżą tam także orlęta lwowskie.
Są jeszcze cmentarze - pomniki. Tak jak polski wojenny cmentarz na Monte Cassino niedaleko Rzymu Jest to jak wszyscy wiedzą miejsce spoczynku polskich żołnierzy, którzy 18 maja 1944 r. zdobyli opanowany przez Niemców klasztor na wzgórzu. Zaczynały wtedy kwitnąć czerwone maki na zboczach… Zgodnie z ostatnią wolą został tam też pochowany w 1970 r. ich dowódca, gen. Władysław Anders. To przecież tam znajduje się ten słynny napis /słowa zapożyczone z czasów bitwy pod Termopilami i odpowiednio zmienione/: „Przechodniu powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni jej służbie”.
Wspomnę jeszcze o cmentarzu w Murnau niedaleko Garmich-Partenkirchen w Niemczech. Pochowani są na nim polscy oficerowie – jeńcy znajdującego się tam w czasie II wojny światowej oflagu VIIA.
I jeszcze jeden grób – na cmentarzu Kuki w Tbilisi. Jest tam pochowana niekochana i porzucona żona polskiego pisarza i skandalisty Stanisława Przybyszewskiego. Nie była Polką tylko Norweżką, ale bardzo z Polską związaną. Dagny Juel Przybyszewska była muzą wielu artystów końca XIX wieku, w tym młodopolskiej cyganerii Krakowa. Panowała intelektualnie nad sferą zmysłów otaczających ją artystów. Była portretowana przez Stanisława Wyspiańskiego i Wojciecha Weissa. Była też pisarką. Zmarła tragicznie w Tbilisi zastrzelona przez swojego przyjaciela.
---------------------------------------------------------------------------------------------
                                        /Płaczka z Cmentarza Łyczakowskiego/
W trakcie podróży zagranicznych chodziłam też na cmentarze, na miejsca ostatniego spoczynku znanych Polaków. Bo cmentarz to też część historii… I część życia….
W jednej ze swoich pieśni Horacy powiedział :”….non omnis moriar….. „ - bo …pozostanie po mnie sława ……
Po zwykłych ludziach nie pozostają niestety ani dzieła ani sława. Pozostaje tylko pamięć.
Oby jak najlepsza i jak najdłużej.
Na cmentarzach wiatr zrzuca z drzew liście, żołędzie i kasztany. Małe dzieci układają z nich na grobach serca dla tych bliskich, którzy już przeszli na drugą stronę tęczy… i których już często nie pamiętają. Do tych „kasztanowych serc" wstawiają znicze, kwiaty i wianuszki.
Przecież wszyscy się kiedyś znowu spotkamy…
------------------------------------------------------------------------------------
/Tekst ten od 29 pażdziernika 2012 roku znajduje się na portalu pisarze.pl/

wtorek, 30 października 2018

Panteon Francuski, Pere Lachaise, Montmartre, Łyczakowski, Na Rossie ...


                                                              Panteon Francuski
„Ze wszystkich słynnych osób Maria jest jedyną, której nie zepsuła sława” – tak powiedział o Niej Albert Einstein.
W 2009 r. brytyjski magazyn „New Scientist” uznał Ją za największą kobietę -naukowca wszechczasów. Jako pierwsza kobieta w historii:
- zdała egzaminy wstępne na wydział fizyki i chemii Sorbony,
- zrobiła licencjat z fizyki uzyskując pierwszą lokatę,
- otrzymała stopień doktora fizyki,
- po śmierci męża Piotra Curie – objęła katedrę fizyki na Sorbonie i została pierwszą kobietą - profesorem na tej uczelni 
- do dziś pozostaje pierwszą kobietą w historii, która Nagrodę Nobla otrzymała dwukrotnie, na dodatek w dwóch różnych dziedzinach nauki – fizyki i chemii
- jest jedyną kobietą, której szczątki spoczęły w krypcie paryskiego Panteonu. A Panteon Francuski stanowi jak wiadomo mauzoleum najwybitniejszych Francuzów. Do dzisiaj wielu Francuzów uważa naszą rodaczkę za wybitną Francuzkę. A przecież ona zaczynała każde publiczne wystąpienie od słów: „Urodziłam się w Warszawie….”
Największa Polka Maria Skłodowska-Curie została przez Francuzów nazwana „Edith Piaf promieniotwórczości”.
Osiągnęła to wszystko pomimo chronicznego braku pieniędzy w latach studenckich, niesamowicie ciężkiej pracy i dyskryminacji, której doświadczała jako kobieta -naukowiec i imigrantka.
Gdy w lipcu 2000 r. stałam przy krypcie Marii i Piotra Curie – doznałam skrajnych uczuć. Poczułam się „małą” i nic nie znaczącą osobą, a jednocześnie poczułam się bardzo dumna z tego, że jestem Polką.
---------------------------------------------------------------------------------
„Rodem Warszawianin, sercem Polak, a talentem obywatel świata...” – tak napisał o Nim w nekrologu w „ Dzienniku Polskim” Cyprian Kamil Norwid. Słowa te przeszły do historii i są często cytowane przy okazji rocznic, muzycznych wydarzeń a przede wszystkim z okazji Międzynarodowego Konkursu Szopenowskiego.
Największego Polaka na cmentarzu Pere – Lachaise w Paryżu pożegnały dźwięki Marsza Żałobnego Jego autorstwa. W czasie mszy żałobnej – zgodnie z życzeniem kompozytora Requiem Mozarta wykonał słynny włoski śpiewak operowy Luigi Lablache. Kondukt żałobny wyprowadził z kościoła św. Magdaleny w Paryżu książę Adam Jerzy Czartoryski.
Ostatnie chwile Fryderyk Chopin spędził w mieszkaniu na Placu Vendome w obecności najbliższych osób, m. inn. Cypriana Kamila Norwida. Nie było przy nim jednak George Sand. Rzeźbiarz Auguste Clesinger, przyjaciel kompozytora i mąż Solange, córki George Sand – dokonał pośmiertnego odlewu twarzy i dłoni artysty. Zaprojektował też i wykonał Jego nagrobek. Młoda Szkotka Jane Stirling, która obdarzyła kompozytora wielką, nie odwzajemnioną miłością w ostatnim etapie Jego życia - pokryła koszty pogrzebu i pomnika. Serce największego Polaka zgodnie z jego ostatnią wolą jest w Polsce. Znajduje się jak wiadomo w Bazylice Św .Krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie – przywiozła je do Polski Jego siostra Ludwika.
Fryderyk Chopin był nie tylko geniuszem muzycznym. Był też uzdolniony literacko. Dowodem tego są jego liczne, zachowane listy do rodziny i przyjaciół. Miał także zdolności rysownicze i aktorskie.
Na cmentarz Pere-Lachaise do grobu Fryderyka Chopina, /znajdującego się w 11 kwaterze/ idą wszystkie polskie wycieczki. I wszyscy, niezależnie od płci, wieku, wykształcenia, zainteresowań i zasobności portfela składają się na wiązankę kwiatów. I wszyscy milkną stojąc przy jego grobie.
                                         Grób Fryderyka Chopina
---------------------------------------------------------------------------------
Na cmentarzu Pere-Lachaise są też groby innych znanych Polaków np. bohaterki słynnego romansu Napoleona - Marii Walewskiej, żony Balzaca - Eweliny Hańskiej, wodza naczelnego Komuny Paryskiej gen. Jarosława Dąbrowskiego, gen Józefa Wysockiego. Jest tam też grób słynnego poety Guillame Apollinaire’a. A nad jego nazwiskiem jest wyryte drugie, polskie - Kostrovitzky, ponieważ pochodził on z polskiej, szlacheckiej rodziny.
-------------------------------------------------------------------------------------
A ten, który tak pięknie wypowiedział się o Chopinie zmarł w przytułku dla ubogich – w Domu Św. Kazimierza w Paryżu. Cyprian Kamil Norwid żył w nędzy, samotności i tęsknocie. Jego trudna twórczość została doceniona dopiero wiele lat po śmierci. Do dzisiaj rośnie drzewo na które patrzył z okna pokoju przytułku, w którym samotnie cierpiał i umierał. Pochowany został na cmentarzu Montmorency. I dopiero w 2001 roku symboliczna ziemia z jego grobu została umieszczona w Krypcie Wieszczów na Wawelu. A to on przecież tak pięknie pisał: „Do kraju tego gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów nieba – tęskno mi Panie….”
--------------------------------------------------------------------------------
Profesor literatury słowiańskiej w College de France, który w Paryżu spędził ponad 20 lat życia i który pisał w epilogu swojego największego dzieła: „ O czymże dumać na paryskim bruku, przynosząc z miasta uszy pełne stuku, przekleństw i kłamstwa, niewczesnych zamiarów, za późnych żalów, potępieńczych swarów”… zmarł w czasie epidemii cholery w Konstantynopolu w 1855 r. Ciało Adama Mickiewicza zostało przewiezione do Paryża i także złożone na cmentarzu w Montmorency. W 1890 roku przeniesiono je na Wawel.
Na tym samym cmentarzu spoczęła też muza i wielka miłość Zygmunta Krasińskiego – Delfina Potocka. Jest tam także grób słynnej malarki Olgi Boznańskiej.
---------------------------------------------------------------------------------
Najbardziej przeze mnie lubiany i ceniony Wieszcz Narodowy Juliusz Słowacki zakończył życie w Paryżu w 1849 r. i został pochowany na paryskim cmentarzu Montmartre. Na jego pogrzeb nie przyszedł niestety ani Adam Mickiewicz ani nikt liczący się z grona Wielkiej Emigracji. Dopiero w 1927 r. na polecenie Marszałka Józefa Piłsudskiego /którego był ulubionym poetą/ odbyło się uroczyste przeniesienie Jego szczątków do polskiego kościoła na rue St. Honore . Potem orszak z trumną przeszedł przed ambasadę polską w Paryżu. A potem zaczęła się ostatnia droga Wieszcza do krypty na Wawelu.
Na cmentarzu Montmartre są też pochowani: przyjaciel Fryderyka Szopena – kompozytor Julian Fontana, słynny tancerz Wacław Niżyński a także rzeźbiarka Alina Szapocznikow.
Paryski cmentarz Montmartre to nekropolia Wielkiej Emigracji. Jest tu nawet Aleja Polaków.

/Tekst ten od 29 pażdziernika 2012 roku znajduje się na portalu pisarze.pl/

Ciąg dalszy nastąpi...w dniu 1 Listopada.

niedziela, 28 października 2018

W krainie Łemków /III/- kwietniki

UWAGA!!!
I miejsce zdobyło ostatnie zdjęcie na którym są 2 Niedźwiedzice - 8 głosów
II miejsce zdobył Motylek -5 głosów
III miejsce zdobył Wróbelek i Wiewiórka - po 3 głosy.

------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj będzie tylko oglądanie. I ewentualnie wybór najładniejszego i najciekawszego kwietnika. Stoją sobie one w Muszynie- Zdroju, Krynicy-Zdroju i w okolicach.
Koło Wiewiórki przechodziłam conajmniej dwa razy dziennie.
Niedżwiedż stoi sobie w dzielnicy Zapopradzie w zakolu rzeki Poprad.
Korona  nawiązuje do nazwy jednego z sanatoriów w Muszynie-Zdroju.
A  Jaszczurkowy Potwór stoi na Deptaku Krynickim
A Żabka - to już nie pamiętam gdzie dokładnie...
To chyba Wróbelek - prawda?. Też sobie rośnie niedaleko mojego sanatorium.
A Jaszczurka to z dzielnicy Muszyna-Złockie
Pojęcia nie mam co to za zwierzaki...Może wiecie???
Jasne, że to Sowa
Tylko Dzięcioły mogą stukać w drzewa...
Biedroneczko leć do nieba...
Żabka czy mały krokodyl???

Ślimak, ślimak wystaw rogi...
Motylek przysiadł sobie przed sklepem Groszek
                                                 A do Krynicy-Zdroju zaprasza Paw
                            I jeszcze jeden Niedżwiedź ..... ten z tyłu...bo z przodu to Niedżwiedzica...

                               Który kwietnik  najbardziej się Wam podoba???Bo mnie Wiewiórka !
/Wyniki wyborów ogłoszę w poniedziałek ok. 21-szej/
------------------------------------------------------------------------------
O Krainie Łemków jeszcze będzie.... ale nie od razu... Poczekacie???

piątek, 26 października 2018

W krainie Łemków /II/ - najsłynniejszy Łemko


"W blaszanym pogiętym pudełku
mieszkają okruchy tęczy
barwne kamyki
z których Pan Bóg
zrobił mozaikę ziemi
kawałek burzy
kawałek liścia
kawałek wody
pędzelkiem wyleniałym
jak mysi ogonek
dotyka się delikatnie
kamyków świata
przedtem
trzeba pędzel poruszyć
to znaczy poślinić"
/Zbigniew Herbert „Nikifor” - fragment/

Siedział od rana do wieczora na murku przy Krynickim Deptaku w towarzystwie kundelka i malował. Kundelek był za każdym razem inny. On zawsze był taki sam. Mały, biednie ubrany, bełkoczący, nie umiejący się zachować... Bezdomny. Często żebrał. Ale jego malunki tworzone na jakichś znalezionych karteczkach, na tekturkach, na pudełkach, na drukach urzędowych powstawały najczęściej od razu, od ręki, na zamówienie kuracjuszy, którzy przystawali i wrzucali mu parę groszy do puszki, której pilnował kundelek.
I tak właśnie go wyrzeźbiono. Jak siedzi w towarzystwie kundelka i coś maluje.
Właściwie to nazywał się Epifan Drowniak. Był samoukiem. Nie umiał czytać ani pisać. Potem dopiero nauczył się składać litery i podpisywać z błędami pod swoimi pracami.
Urodził się w Krynicy 21 maja 1895 roku jako syn żebraczki, która była Łemkinią i polskiego malarza. Odziedziczył po matce wrodzoną wadę słuchu i wymowy. Podobno miał język przyrośnięty do podniebienia. Ze względu na kalectwo był uważany za upośledzonego umysłowo i odrzucony przez społeczeństwo. Nikt też nie rozumiał jego prac.
Po raz pierwszy został odkryty w 1930 roku przez ukraińskiego malarza Romana Turyna.
Wysiedlony po 1947 r. w okolice Szczecina powrócił pieszo do Krynicy. Nie mając zameldowania ponownie został wysiedlony i znowu powrócił.
Ponownie artystę odkryło małżeństwo historyków i mecenasów sztuki – Andrzej i Ela Banachowie. To oni w latach 1948-1959 objęli go artystyczną opieką i doprowadzili do pierwszej wystawy jego prac.
Od 1960 roku aż do śmierci opiekował się nim malarz Marian Włosiński. Jego pracownia w Starym Domu Zdrojowym stała się również warsztatem łemkowskiego samouka.
Po 1960 roku na wniosek ówczesnego burmistrza Krynicy – Stefana Półchłopka malarzowi-żebrakowi został wydany akt urodzenia i nadane dane personalne Nikifor Krynicki. Dotychczas malarz nie widniał w żadnych księgach i nie posiadał żadnych dokumentów.
Od tej chwili Marian Włosiński stał się jego prawnym opiekunem.
To dzięki niemu odbyło się wiele wystaw prac Nikifora, o które zatroszczył się również po jego śmierci, dbając by zostały dobrze zachowane i zapamiętane przez przyszłe pokolenia.
Na podstawie tej znajomości powstała fabuła filmu z 2004 r. pt” „Mój Nikifor”. Reżyserem filmu był Krzysztof Krauze, a Nikifora zagrała po mistrzowsku Krystyna Feldman.
Zmarł w 1968 roku w wieku 73 lat w sanatorium w Foluszu koło Jasła. Pozostawił po sobie kilkadziesiąt tysięcy dzieł.
Prawdziwy rozgłos przyniosła mu wystawa w Paryżu w 1959 r., następnie wystawiano jego prace w wielu uznanych galeriach i muzeach na świecie: w Jerozolimie, Chicago, Londynie. W 1967 roku otwarto jego wystawę w Zachęcie. 
Namalował wiele akwarel i rysunków przedstawiających krynickie pejzaże, wnętrza, autoportrety. Jego twórczość cechuje dekoracyjność i harmonijny koloryt.  Od 1994 roku ma swoje muzeum w Krynicy… w willi Romanówka. 
                                     
Zwiedzałam to muzeum ale nie podejmuję się opisać swoich wrażeń. Chyba nie potrafię. Byłam /i nadal jestem/za bardzo wzruszona. Może kiedyś mi się to uda...
                                     
Był największym polskim malarzem- prymitywistą łemkowskiego pochodzenia. 
Śpi sobie spokojnie na Starym Cmentarzu w Krynicy...


Dzisiaj będzie o przebaczaniu...

 Najpierw drzewo z Łazienek Królewskich /foto z dnia 25 września br/ W październikowym numerze miesięcznika "Zwierciadło" przeczyt...