czwartek, 9 stycznia 2020

O czym jest książka "Mój kraj nad Wisłą"?


Takie pytanie zadało mi ostatnio kilka osób w mailach.
Odpowiadam im na blogu przepisując ostatni tekst z książki:

"Parę słów na zakończenie"

Ta książka to moje spisane i uporządkowane wrażenia  z wielu dłuższych lub krótszych wycieczek po Kraju nad Wisłą. Niektóre wycieczki miały miejsce czterdzieści lat temu, inne dwadzieścia, a jeszcze inne całkiem niedawno. Niektóre trwały tylko parę godzin, inne parę dni, a jeszcze inne parę tygodni.  W niektórych miejscach byłam tylko raz, w innych kilka razy. Są też miejsca, w które jeżdżę przez cały życie. 
Jako była przewodniczka po Polsce starałam się o merytoryczne opisanie każdej wycieczki. Patrzę jednak nie tylko oczami, ale i innymi zmysłami. Wiele pięknych miejsc związanych ze wspaniałymi Polakami, miejsc, w których toczyła się nasza historia i które są skarbami naszej kultury i sztuki opisałam sercem… Inaczej nie umiałam. 
Wszystkie podane fakty sprawdzałam w wielu encyklopediach, przewodnikach po Polsce, podręcznikach do nauki historii i geografii. W niektórych przypadkach cytowałam wielkie autorytety i wielkich twórców. 
Bazowałam także na wielu skryptach i notatkach sporządzanych w czasach, gdy „uczyłam się Polski”. 
Jeśli popełniłam gdzieś błędy, to proszę o wybaczenie. 
Wspomnę jeszcze o moim bardzo specyficznym, podświadomym związaniu z Krajem nad Wisłą. Gdy wiele lat temu wracałam z miesięcznego, służbowego pobytu w Argentynie, i gdy już przelatywaliśmy nad Europą, spojrzałam w pewnym momencie przez okienko samolotu i nie widząc właściwie nic przez chmury, powiedziałam do siedzącego obok pasażera: – "Wydaje mi się, że lecimy już nad Polską"  W tym samym momencie usłyszałam komunikat stewardessy: „Proszę państwa, właśnie minęliśmy granicę niemiecko-polską. Witamy w kraju”. I na przywitanie puszczono nam  z głośnika piękną piosenkę Ireny Santor pt.: "Powrócisz tu.."
----------------------------------------------------------------------
Osoby, które przeczytaly tę ksiązkę proszę o napisanie czy faktycznie tak jest...

wtorek, 7 stycznia 2020

Osiem zdjęć


Tak wyglądał Zamek Królewski w Warszawie w styczniu 1945 roku./zdjęcie z holu Zamku/
   A tak po zakończonej odbudowie w roku 1984 /zdjęcie z holu Zamku/         

                          To co z Zamku zostało wyeksponowano w jego pobliżu.

    To jest trzon pierwszej kolumny na której stał Król Zygmunt III Waza
 A tu jest tabliczka zawierająca dokładne informacje na temat tego trzonu.
        To jest trzon drugiej kolumny na której stał król Zygmunt III Waza
   A tu tabliczka zawierająca dokładne informacje na temat tego trzonu.

Zdjęcia zrobiłam w trakcie międzyświątecznego spaceru w okolicach Zamku Królewskiego w Warszawie. Wszystkie zdjęcia można powiększyć.

Reszta jest milczeniem. 


Ciekawa jestem Waszych komentarzy.

niedziela, 5 stycznia 2020

Legenda Czarnej Mańki

Kondukt sunął przez most Kierbedzia na Bródno w asyście nieprzebranych tłumów złodziei, bandziorów i ... eleganckich panów. Czarną Mańkę, jako samobójczynię, pochowano pod murem w niepoświęconej ziemi.


Bohaterami warszawskich legend były kiedyś stwory nierealne - złota kaczka, bazyliszek czy syrena kapiąca się w Wiśle.
Rzadko kiedy opowiadano o ludziach, a jeśli już to o tych, którzy pochodzili z nizin społecznych. Był "Gruby Josek z ulicy Gnojnej" i "Felek Zdankiewicz" ale najbardziej znana była dziewczyna którą nazywano "Czarną Mańką".
O"Czarnej Mańce" powstała piosenka, którą śpiewali ówcześni bardowie tacy jak Stanisław Grzesiuk a póżniej nawet  Ludwik Sempoliński. 
Po raz pierwszy o "Czarnej Mańce" zaśpiewał w teatrzyku "Mirage" niejaki Karol Hanusz w 1917 roku. Słowa  piosenki napisał  Czesław Gumkowski a muzykę Feliks Halpern. Zeszycik z tekstem i nutami można było 100 lat temu kupić za parę groszy w w księgarni muzycznej na ul. Marszałkowskiej. 
"Czarna Mańka" była postacią nieco tajemniczą, chociaż niewątpliwie zaliczała się do dziewcząt "lekkich obyczajów". To znaczy wiadomo było że była bardzo ładna i że miała olbrzymie powodzenie. I że przebywała w różnych spelunkach. W spojrzeniu jej czarnych oczu zakochiwało się jednak wielu możnych panów. I oni właśnie po spędzonej wspólnie z nią szalonej nocy nad ranem odwozili ją do domu swoimi powozami. 
"Czarna Mańka" wracała wtedy do domu radosna i roześmiana, z torebką szeleszczących banknotów i w nowej pięknej sukience. A na podwórku swojego domu przy ulicy Czerniakowskiej rozdawała dzieciom kopiejki i cukierki.
"Czarną Mańkę" odwiedzały też miejscowe złodziejaszki czy bandziory z Czerniakowa oraz z Woli. I w jednym najzwyklejszym i niemajętnym chłopaku "Czarna Mańka"  zakochała się na śmierć i życie.
Chłopak jednak nie odwzajemniał jej uczucia i po pewnym czasie zniknął.
A po jakimś czasie ku rozpaczy wielu panów zniknęła też i "Czarna Mańka". Podobno przeniosła się na Wolę aby tam szukać swojego ukochanego.
Ale nikt jej nigdzie więcej nie widział i o niej nie słyszał.

Nagle gruchnęła wieść, że "Czarna Mańka" nie żyje. 
Popełniła samobójstwo z miłości zażywając truciznę.
Bo nie znalazła kochanka, którego naprawdę kochała. A może znalazła, ale on ją znowu odtrącił?

Pogrzeb miała "Czarna Mańka" piękny. Przez most Kierbedzia szły tłumy mężczyzn  na Cmentarz Bródnowski. A działo się to w roku 1912 albo 1913.
Do dzisiaj o "Czarnej Mańce" śpiewają piosenkę znane osoby. Ostatnio Jan Młynarski - syn Wojciecha. Posłuchajcie proszę:
https://www.youtube.com/watch?v=aI_OjfrYNGI


piątek, 3 stycznia 2020

Tak świat wita Nowy Rok...


Podobno:
1. Japończycy Nowy Rok witają przy uderzeniach dzwonów. 108 uderzeń to liczba elementów, które według buddyzmu każdy człowiek ma w swoim umyśle....
Magnolio - czy to prawda???

2. W Brazylii panuje przekonanie, że założenie białego stroju w ostatnią noc roku zapewni szczęście...

3. W Hiszpanii na każde uderzenie zegara o północy zjada się jedno winogrono. Przy jedzeniu każdej sztuki należy pomyśleć życzenie.

4. W Chinach Nowy Rok wita się dwukrotnie. Pierwszy raz z całym światem oraz powtórnie między 21 stycznia a 29 lutego kiedy rozpoczyna się Chiński Nowy Rok.

5. W Irlandii Nowego Roku nie wita się w ogóle. Wystrzelenie fajerwerków kończy się mandatem za naruszenie ciszy nocnej.

6. Niemcy w Sylwestra wróżą z ciekłego ołowiu. Jeśli kształt oziębionego metalu przypomina kulę, wróży to szczęście i sukces w nadchodzącym roku.
Anabell - czy to prawda?

7. Mieszkańcy Panamy tej nocy palą wykonane z papieru kukły, które mają zabrać ze sobą zmartwienia mijającego roku.

8. Duńczycy o północy zeskakują z krzeseł by "skocznie" wejść w Nowy Rok. Obyczaj każe też tłuc niezliczone ilości talerzy - wskazuje to bowiem na dużą liczę posiadanych przyjaciół.

9. W Meksyku wypada tej nocy przespacerowac sie z walizką wokól własnego domu - zagwarantuje to podróż marzeń.

10. Grecy o północy gaszą światła, a nastepnie kroją vassilopito - ciasto, w którym ukryta jest moneta. Osoba, której się ona trafi może oczekiwać szczęścia w przyszłym roku.
----------------------------------------------------------------------------------
Wszystko co powyżej włącznie z tytułem ściągnęłam z najnowszego Peryskopu Angory nr 1 z datą 5 styczeń 2020 rok.
------------------------------------------------------------------------
A jak jest w Polsce? 
Oprócz toastu noworocznego i fajerwerków oczywiście.
Podobno jak w Nowy Rok pierwszy do domu przyjdzie młody mężczyzna to rok będzie udany. Pamiętam o tym i na obiad noworoczny zapraszam najblizszych. I wtedy pilnuję żeby pierwszy próg przekroczył któryś z moich synów albo wnuków.
Znacie i przestrzegacie jakieś inne noworoczne przepowiednie?

I mam jeszcze prośbę do Mokuren /czyli Magnolii/z Japonii, Ewy z Indonezji, Marka z Ekwadoru, Dagmary z Holandii, Marii z Wielkiej Brytanii, Danusi ze Szwecji i innych - napiszcie proszę jak wita się Nowy Rok w krajach w których mieszkacie. Mam na myśli tradycję...
Będę Wam bardzo wdzięczna.
I z pewnością nie tylko ja.

środa, 1 stycznia 2020

Rok dwa tysiące dwudziesty

Najpierw sobie posłuchajcie:

https://www.youtube.com/watch?v=AYkOOBKd4qU
Prawda, że bardzo miła i ładna piosenka???

W ostatnią sobotę ubiegłego roku byłam /z osobistym historykiem oczywiście/ w Teatrze Kwadrat na przedstawieniu pt: "Nie tylko Starsi Panowie czyli Wasowski do Kwadratu".
Przedstawienie to było wieczorem z piosenkami Jerzego Wasowskiego. Osoby mniej młode z pewnością pamietają kim był Jerzy Wasowski. Był jednym z dwóch Starszych Panów w znanym Kabarecie. On pisał muzykę a słowa pisał ten drugi czyli Jeremi Przybora.
Bilety kupiliśmy w ostatniej chwili /po jednym w różnych rzędach/  więc nie siedzieliśmy obok siebie tylko ja w środku w pierwszym rzędzie /dlatego mogłam zrobić zdjęcia pustej sceny ze swojego miejsca / a osobisty historyk parę miejsc dalej. Ale po przerwie zamieniliśmy się miejscami.

Scena wyglądała czarno-biało bo w czasach gdy Starsi Panowie Dwaj występowali - telewizja była taka właśnie.
W tym fotelu pod lampą usiadł i czytał nam swoje wspomnienia nie byle kto, bo sam syn Jerzego Wasowskiego czyli Grzegorz Wasowski, też muzyk i człowiek kultury.

                       Tak wyglądał program spektaklu...
A piosenki napisane przez Jerzego Wasowskiego dla wielkich dam polskiej piosenki i teatru /Ireny Santor, Violetty Villas, Teresy Tutinas, Sławy Przybylskiej, Kaliny Jędrusik,  Magdaleny Zawadzkiej, Małgorzaty Niemirskiej, Elżbiety Starosteckiej i Danuty Rinn/ śpiewała piosenkarka i aktorka Klementyna Umer. A śpiewała utwory mniej znane ale równie piękne.
Posłuchajcie jeszcze jednej piosenki:

https://www.youtube.com/watch?v=2HJ-9CmIaKM

I teraz już chyba wiecie czego Wam życzę w tym Nowym Roku Dwa Tysiące Dwudziestym.

Życzę Wam szczęścia. 

Bo jak jest szczeście to jest i zdrowie i radość i uśmiech i miłość i trochę .... forsy.

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Fakty sprawdzone i potwierdzone - część druga...


1. 6 września 1651 roku angielski król Karol II Stuart uniknąwszy śmierci pod Worcester  w bitwie przeciwko wojskom Parlamentu ... uciekł do lasu. Po kolejnych upokorzeniach schował się w konarach dębu a potem przez kilka tygodni błąkał jak bezdomny po kraju. Potem uciekł do Francji.
Wniosek? Czasami i kólowi życie potrafi dać w kość...


2. 14 sierpnia 1040 roku ambitny szkocki wódz Macbeth zabija w bitwie króla Duncana i zajmuje jego miejsce na tronie. 15 sierpnia 1057 roku sam ginie w bitwie z Malcolmem, synem Duncana.
Wniosek? Wszyscy wiemy, że gdyby się to nie wydarzyło to niejaki Szekspir nie napisałby Macbetha a Verdi nie stworzył opery pod tym samym tytułem...


3.21 sierpnia 1897 roku odkrywca metody produkcji aspiryny - niemiecki fizyk Felix Hoffman - odkrył kolejny cudowny lek - diamorfinę. Trafiła ona do obrotu jako cudowny lek na kaszel.
Inna jej nazwa to morfina.
Wniosek? Każdy powinien sobie sam wyciągnąć...



4. 31 sierpnia 1933 roku podczas spaceru nad Jeziorem Biskupińskim młody nauczyciel Walenty Szwajcer zauwazył szczątki wynurzającej się z wody starożytnej osady. Dał więc znać odpowiednim władzom. W ten sposób zostaje odkryty Biskupin.
Wniosek? Jak to dobrze chodzić na spacery i odkrywać ciekawe rzeczy...

5. 17 września 2005 roku zupełnie bez sensu zaczyna działać "Nonsensopedia" 
Wniosek? Jak wyżej...
--------------------------------------------------------------------
/Powyższe zdjęcia zostały zrobione 27 grudnia br. na drodze do Schroniska na Hali Szrenickiej. A fotografem jest oczywiście wędrujący po Karkonoszach osobisty geograf/

Życzę Wam udanego Sylwestra!

A życzenia noworoczne będę składać w Nowy Rok...

sobota, 28 grudnia 2019

Fakty sprawdzone i potwierdzone

            /Zdjęcie stokrotki sfotografowanej w Łazienkach Królewskich nie ma związku z tekstem/

1. 25 czerwca 1678 roku wenecjanka Elena Cornaro Piscopia jako pierwsze kobieta w historii zdobyła stopień naukowy doktora. Udało się jej tego dokonać na Uniwersytecie w Padwie w wieku 32 lat. Znała kilka języków, specjalizowała się w filozofii, teologii, matematyce i muzyce, lecz nigdy by nie dostąpiła tego zaszczytu gdyby nie była arystokratką z wpływowej rodziny, z której pochodziło kilku papieży i kardynałów. Aż do śmierci wykładała matematykę na Uniwersytecie w Padwie.
Na kolejną tak wyksztalconą i uznaną panią doktor fizyczkę Laurę Bassi z Uniwersytety w Bolonii świat musiał czekać aż pół wieku. Ale ....ojciec Laury Bassi był zamożnym prawnikiem...

2. 1 lipca 1900 roku Franciszek Ferdynand wziął ślub z Zofią Chotek. On był Habsburgiem, arcyksięciem, przyszłym cesarzem Austrii. Ona to czeska hrabianka, dawna dwórka. Różnice w pochodzeniu były tak znaczne, że ślub wywołał skandal. Pojawiły się pogłoski, że Franciszek Ferdynand może zostać odsunięty od dziedziczenia tronu. Ostatecznie jednak miłość zwyciężyła, a arcyksiążę zachował pozycję. Nigdy jednak nie został cesarzem - bo wraz z żoną zginął w zamachu w Sarajewie, który rozpętał pierwszą wojnę światową i pogrzebał imperium Habsburgów.

3. 28 lipca 1858 roku pracujący w Indiach brytyjski urzędnik William James Herschel pierwszy wykorzystał odciski palców do identyfikacji. Zastąpiły one podpisy przy kontraktach.

Niestety, na pomysł, by wykorzystać odciski przy tropieniu przestępców przyjdzie jeszcze poczekać 30 lat. I kolejnych kilkadziesiąt na upowszechnienie tego systemu.

4. 4 sierpnia 1693 roku: "Chodżcie zobaczyć jak smakują gwiazdy" - mógł zawołać do swoich kolegów benedyktyn Pierre Perignon, pijąc właśnie wytworzony przez siebie napój. Od regionu z którego pochodziły winogrona - Szampanii - napój nazwany został szampanem.

Szampańskie nastroje ostudziła jednak cena najsłynniejszej marki tego trunku, nazwanej właśnie Don Perignon.

5.19 września 1783 roku w Wersalu bracia Montgolfier wyszykowali pierwszy w historii załogowy lot balonem. Sami jednak do balonu nie wsiedli - wysłali owcę, kaczkę i koguta. Lot się udał i załoga wróciła bez szwanku.

Ale niestety, nie podzielila się z nikim wrażeniami z podróży.
------------------------------------------------------------------------
/Powyższe fakty nie mają ze sobą żadnego związku. Oprócz takiego, że wszystkie naprawdę miały miejsce.../

czwartek, 26 grudnia 2019

Rzeszów nocą

Tekst ten dedykuję Cioci Marysi z Rzeszowa, która pozostała mi ostatnia z pokolenia Moich Rodziców


Nocą zwiedza się i pokazuje turystom przeważnie metropolie albo miasta wyjątkowo piękne i zabytkowe. A ja nocą zwiedzałam Rzeszów. 

Zaczęłam od okrągłej kładki. Zbudowana w 2012 roku nad skrzyżowaniem ulicy Piłsudskiego i Grunwaldzkiej, tuż przy Urzędzie Wojewódzkim i w pobliżu przepięknego zespołu klasztornego Bernardynów jest, ze względu na kształt, charakterystycznym elementem krajobrazu Rzeszowa, rozpoznawalnym w całej Polsce. Podobno jest jedyną tego rodzaju w Europie. Ma kształt koła o średnicy 38 m. Posiada pochylenie, dwie windy, a wieczorami jest pięknie oświetlona. Są na niej ławki, w donicach rosną drzewa i kwiaty. Umawiają się tam często młodzi i nie tylko młodzi. 

Potem przeszłam obok pięknie oświetlonych budynków Teatru im. Wandy Siemaszkowej i galerii Józefa Szajny. To w tym teatrze debiutowali znakomici reżyserzy i aktorzy, tacy jak Kazimierz Dejmek, Adam Hanuszkiewicz, Ignacy Machowski czy Zdzisław Kozień. W teatrze tym sukcesy święcił także Tadeusz Kantor ze swoim wspaniałym spektaklem Wielopole, Wielopole. Innemu wybitnemu reżyserowi (który był także scenografem, malarzem  i teoretykiem teatru) urodzonemu w Rzeszowie – Józefowi Szajnie – urządzono na mniejszej scenie tego teatru galerię jego rysunków, obrazów i kompozycji przestrzennych.

A potem był rynek z ratuszem, pomnikiem Tadeusza Kościuszki i wieloma czynnymi jeszcze ogródkami kawiarnianymi.
W podziemiach rynku znajduje się wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej „Rzeszowskie Piwnice”. Niestety, było już za późno na ich zwiedzanie. 

Doszłam tak do placu Farnego ze stojącym na nim kościołem pw. św. Stanisława i św. Wojciecha. Stał tu w XIV wieku kościół gotycki, który uległ zniszczeniu w trakcie wielkiego pożaru. Pozostało tylko gotyckie prezbiterium. 

Potem znowu szłam słynną Paniagą i oglądałam przepięknie oświetlony dawny konwent Pijarów. Paniaga to ulica 3 Maja. 

Paniagą doszłam do zamku. Tego samego zamku Lubomirskich, w którym kiedyś mieściła się katownia gestapo, a potem katownia UB. W listopadzie i grudniu 1939 roku okupanci osadzili tam grupę szlachty i ziemian z Małopolski – między innymi Katarzynę i Leona Sapiehów i Jerzego Lubomirskiego z Horodenki. Od 20 października 1939 roku do marca 1940 więziony był tu premier RP i przywódca chłopski Wincenty Witos. Więziono tu i zamęczono wielu członków ruchu oporu. Po odejściu Niemców więzienie na zamku zaczęli zapełniać żołnierze AK i przeciwnicy nowego ustroju. 

Zamek otacza fosa, wzdłuż której wiedzie przepiękna ulica Pod Kasztanami. A na tej ulicy stoją ciekawe  wille. Zaprojektował je pod koniec XIX wieku na bazie szwajcarskich rozwiązań rzeszowski architekt Mateusz Tekielski. 

Na zakończenie wieczornego czy też nocnego spaceru po Rzeszowie poszłam na ulicę Dekerta, przy której mieszkałam cały rok jako uczennica klasy drugiej szkoły podstawowej. Stoi tam letni pałacyk Lubomirskich. Ten sam, który przez cały tamten rok podziwiałam z okna mieszkania swojej cioci. Mieściła się w nim wtedy Szkoła Pielęgniarska. 

Ten przepiękny pałacyk, w którym urodził się w roku 1933 w mieszkaniu swojej babci jeden z największych reformatorów teatru XX wieku Jerzy Grotowski, był wtedy w remoncie. 

Ale z drugiej strony pałacyku – znajduje się rzeszowska fontanna multimedialna. A więc tańczące w rytm muzyki strumienie wody oraz ekran wodny, na którym wyświetlane są prezentacje filmowe  i laserowe. Był akurat sobotni wieczór, a właśnie wtedy są specjalne spektakle. 

Powiedzcie mi, proszę, czy Rzeszów nocą nie zasługuje na miano miasta interesującego i pięknego? 

Jak to dobrze, że mogłam, a przede wszystkim, że miałam tam do kogo pojechać, aby to wszystko zobaczyć.
---------------------------------------------------------------------
/Był to urywek z mojej książki pt: "Mój kraj nad Wisłą"/ 



  

poniedziałek, 23 grudnia 2019

"W powietrzu..."


Wszystkim Wam, którzy ze mną jesteście od samego początku albo od kilku lat, albo od paru dni...
Wszystkim, którzy pozostawiacie komentarze albo tylko czytacie...
Wszystkim wierzącym albo niewierzącym, wątpiącym czy  poszukującym...
Wszystkim Wam życzę  Pięknych Świąt spędzonych w gronie tych najbliższych, których kochacie...
--------------------------------------------------------------------------------------------
/Zdjęcie, któremu nadałam tytuł "W powietrzu" zostało zrobione u stóp Góry Trzech Krzyży w Kazimierzu Dolnym. Można je powiększyć.../

sobota, 21 grudnia 2019

W krainie latających dywanów...


Witam Was serdecznie w Krainie Latających Dywanów.
Znajdujemy się w Pałacu pod Blachą sąsiadującym z Zamkiem Królewskim.
Nie wiem czy wiecie o tym, że najsłynniejszym i najważniejszym mieszkańcem tego Pałacu był bratanek ostatniego króla Polski - książę Józef Poniatowski. Ale o nim i o jego znaczeniu dla Polski opowiem Wam innym razem.
Dzisiaj chciałabym Was zabrać do Tajemniczego Świata Dywanów.

Te dywany które tu widzicie pochodzą z Orientu. A Orient to kraje leżące na wschodzie, takie na przykład jak Turcja, Iran czy Gruzja.
Posłuchajcie do czego służyły dywany zwane też kobiercami a także z czego i jak były wykonane. I co przedstawiają.
Czy wiecie z czego najczęściej były tkane kobierce? 
Z wełny. Bo w krajach Orientu ludzie hodowali owce, kozy i wielbłądy. Z sierści tych zwierząt wyrabiano wełnę. A z wełny tkano dywany.
Najcenniejsze dywany były jednak tkane z jedwabiu. A jedwab pozyskiwano z nici kokonu motyla zwanego jedwabnikiem. Takie dywany są najdelikatniejsze a ich wzór zmienia się trochę pod wpływem światła.

Nici farbowano naturalnymi barwnikami. Żeby uzyskać kolor niebieski wykorzystywano specjalne kamienie, brązowy dawały łupiny orzecha, a jeśli ktoś potrzebował koloru czerwonego musiał dodać ... czerwone robaki.
Aby powstał dywan, niezbędny był warsztat tkaci zwany krosnem. To drewniana rama, na którą naciągnięte są pionowe nici zwane osnową. Na nich tkaczka wiąże węzełki. Jest to praca niezwykle żmudna i wymagająca nieslychanej zręczności i cierpliwości. A każdy dywan to wiele miesiący pracy i wiele tysięcy węzełków. Te dywany tkały tylko kobiety.

W krajach Orientu ludzie często zmieniali miejsce zamieszkania czyli wiedli koczowniczy tryb życia. Mieszkali w namiotach, nazywanych w tamtych stronach jurtami.
Dywan pełnił bardzo ważną rolę w codziennym życiu ludów koczowniczych.
Na dywanach siadano, spano, ozdabiano nimi wejścia, meble oraz ściany namiotu, w ten sposób ocieplając wnętrze. Z dywanów powstawały również torby na ubrania a mocno utkany dywan służył czasami do przenoszenia wody.
Dywany w świecie Orientu służyły i nadal służą do modlitwy.
Czy wiecie skąd są te wszystkie dywany które tu oglądacie?
Zebrała je Teresa Sahakian. Razem z mężęm, który był Ormianinem przez całe życie kolekcjonowała wschodnie kobierce. Zebrali ich ponad 600. Pani Teresa wiedziała bardzo dużo na temat dywanów a nawet umiała je reperować. Pod koniec życia Pani Teresa Sahakian podarowała swoje dywany Zamkowi Królewskiemu. I dlatego możecie je tu oglądać. Są one wielkim skarbem Zamku.

A wiecie co przedstawia najcenniejszy dywan? Przyjrzyjcie się dobrze.
Tak. Są na nim smoki.
Bardzo Wam dziękuję i zapraszam do zwiedzania części związanej z Księciem Józefem Poniatowskim.

/Kilka dni temu byłam z V klasą jednej z warszawskich Szkół Podstawowych na wycieczce w Pałacu Pod Blachą. I zwiedzałam /ale jako opiekunka a nie uczennica 😊"Krainę Latających Dywanów". A czego się dowiedziałam to starałam się Wam dokładnie przekazać/.

czwartek, 19 grudnia 2019

Takie "zwykłe" słowa..... część trzecia z cyklu: "Polscy Nobliści"


                             
"Pewien człowiek, który siedział obok mnie podczas długiego nocnego lotu przez ocean, opowiedział mi o lękach, które miewał nocą jako dziecko. Zwidywał mu się wciąż ten sam koszmar, a on krzyczał i w panice przywoływał rodziców.
Działo się to w długie wieczory - cichy, żle oświetlony czas bez telewizyjnych ekranów /słychać było co najwyżej szmer radia albo szelest ojcowskiej gazety/ sprzyjał uprawie dziwnych myśli. Ten człowiek pamiętał, że już od podwieczorku zaczynał się bać, mimo uspokajających słow rodziców.
Miał wtedy trzy, może cztery lata. Mieszkał w ciemnym domu na peryferiach miasteczka, jego ojciec był dyrektorem szkoly, zasadniczym, a nawet kostycznym, matka zaś pracowała w aptece, otoczona wiecznie chmurą zapachu lekarstw.
/..../
Widział więc w swoim pokoju, gdzieś między szafą a oknem, ciemną postać człowieka. Stał tam i nie ruszał się...
/.../
Trwało to jakiś czas, wystarczająco długi, żeby zasiać w dziecku brak zaufania do nocy.
/,,,/
Dopiero ostatnio - tak mi opowiadał - po tym, jak nie wiadomo kiedy łagodnie przekroczył sześćdziesiątkę, gdy któregoś wieczora wrócił zmęczony do domu, odkrył całą prawdę. Przed pójściem spać zapragnął zapalić papierosa, stanął więc przy oknie, które ciemność na zewnątrz zamieniała w krótkowzroczne lustro. Błysk zapałki przedziurawił na chwilę ciemność, a potem żar papierosa oświetlił na moment czyjąś twarz. Wyłaniała się z mroku wciąż ta sama postać - blade wysokie czoło, ciemne plamy oczu, kreska ust i siwiejąca broda. Rozpoznał go natychmiast, nie zmienił się od tamtego czasu.
Zadziałał nawyk - już nabrał powietrza, by krzyknąć, ale przecież nie miał kogo przywołać. Jego rodzice dawno umarli; był sam, a dziecięce rytuały także straciły swoją moc,...
/.../
"Człowiek, którego widzisz nie dlatego istnieje, że go widzisz, ale dlatego, że to on na ciebie patrzy" - powiedział jeszcze na zakończenie tej dziwnej historii, a potem zapadliśmy w sen ukołysani basowym mruczeniem silników".
-------------------------------------------------------------------------------------------------
To były urywki z rozdziału "Pasażer" którym Olga Tokarczuk rozpoczyna swoją  książkę pt: "Opowiadania bizarne".
---------------------------------------------------------------
Na zdjęciu Osobisty Geograf w Górach Siemen w Etiopii.


Pomnik Lwa Lechistanu - z cyklu "Warszawskie pomniki"

Panujący w latach 1674-1696 król Jan III Sobieski, zwycięzca spod Wiednia, obdarzony przez papieża Innocentego XI tytułem fidei defensor /...