poniedziałek, 17 czerwca 2019

No i co się tak dziwisz...? Podlota nie widziałaś...???





I dlaczego mnie tak fotografujesz ze wszystkich stron? 
Taki piękny jestem?Pewnie nie wiesz jak się nazywam? Wcale ci się nie dziwię, bo taki mały gówniarz to nie wiadomo do kogo jest podobny.

Kazali mi starzy dziś po śniadaniu polatać to się wybrałem w świat. Ale daleko nie poleciałem tylko z tego krzaka co jest za mną na tę drabinkę. 
Dobrze, że tę drabinkę tam postawiliście bo nie wyrobił bym i spadł na dziób.

A tak to sobie przysiadłem i nie mam zamiaru lecieć dalej. Dobrze mi tu bo i chłód i cień. A tam niżej widzę jakąś miseczkę z wodą. Tylko że nie chce mi się do tej miseczki pofrunąć.

Tam w krzakach za mną siedzą moi starzy i drą dzioby żebym się ruszył i leciał dalej. Akurat – ani mi to w głowie. Co się będę wysilał w taki upał? 

I tak tu mnie ktoś podziwia i zdjęcia mi robi jakbym jakimś super-modelem był.

Aha – i żeby nikomu nie przyszło do głowy mnie dotykać albo gdzieś zabierać. Bo potem starzy już mnie nie poznają po zapachu i się mnie wyrzekną…

I nie sprowadzać mi tu żadnych dzieci! Co to ja jakiś dziwak jestem czy co?

Że niby siedzę sobie i się nie ruszam? A co się mam ruszać i męczyć?

Porozmyślam sobie najpierw trochę zanim rodzice przylecą i nawymyślają mi od leni ….


To ten ptaszeczek tak do mnie mówił a ja go tylko fotografowałam z różnych stron /bez zbliżenia/ z odległości 30-50 cm.

Wiecie czyje to dziecko???

A ptaków u mnie na działce zatrzęsienie.

sobota, 15 czerwca 2019

To było tak...

Takiego ptaszka zastałam na działce. To z pewnością jeszcze dziecko - tylko czyje? Może wiecie?


Mimo, że upał był straszliwy to pędziłam przez ten las jak szalona. /Była godzina 8 rano/.Nie dlatego żebym się bała /z reguły boję się bezpańskich psów i dzików/, ale dlatego że chciało mi się okropnie pić.

A w lodóweczce w domeczku czekało na mnie coś pysznego do wypicia. No więc jak już dopadłam ogólnej bramy, która mi się otworzyła sama bo akurat wyjeżdżał jakiś samochód i jak już z głównej alejki skręciłam w tę swoją i wszystkim sąsiadom pomachałąm ręka na przywitanie, to otworzyłam kłódkę od swojej furtki, potem domeczek i dopadłam lodówki.

Wyjęłam z niej przepysznej pyszności schłodzony napój i wyszłam na werandę żeby odpocząć i ugasić pragnienie.

Dookoła była cisza, wszyscy albo gdzieś”ledwie zipali” na werandach albo leżaczkach w cieniu albo po prostu spali.

Tylko dwie działki dalej jakaś pani opowiadała bardzo głośno komuś swoje wrażenia z zakupów na targu w pobliskim miasteczku.

Po 15 minutach nicnierobienia wstałam, weszłam do domeczku, przebrałam się w strój działkowy, poszłam do komórki, wyciągnęłam kosiarkę i zaczęłam kosić.

Bo wprawdzie upały straszliwe i deszczu ani widu ani słychu to jednak trawa i perz między nią rosną jak oszalałe.

I jak już skosiłam te ok. 200 metrów kwadratowych /drugie 200 metrów to domek, grządki, drzewa, krzewy, kamienne ścieżki itp./ to zaczęłam całość podlewać. 

To znaczy wszystko oprócz domku, chociaż i on wydawał się być spragniony wody.

No a potem to kilka uschniętych gałązek ucięłam, różne chwasty wyrwałam, jakieś zwiędnięte kwiatostany zlikwidowałam.

Nie będę się zresztą na ten temat rozpisywać bo kto ma działkę albo ogródek to wie o czym piszę. A kto nie ma to nie wie za bardzo o co chodzi i go to nie interesuje.

Po mniej więcej czterech godzinach intensywnych prac ogrodowych przypomniałam sobie, że od rana nic nie jadłam więc zrobiłam maleńką przerwę na małe co nieco.

Na działkach było cicho. Tę ciszę przerywała tylko monolog tej samej pani co poprzednio. Mówiła do kogoś bardzo głośno przez telefon. Starałam się nie słuchać… no ale całkowicie nie mogłam się wyłączyć.

Chyba było o gotowaniu zupy i jakichś cynaderkach. I o sukience kupionej na wyprzedaży. I o 3 parach butów za grosze. I o Heńku i jego glupocie...

No więc jak już zrobiłam wszystko co powinnam zrobić to położyłam się na leżaczku i zaczęłam czytać książkę. Na działce mam bowiem mini-biblioteką a w niej na pierwszej półeczce kilka książek które pozaczynałam i które czytam tak bardziej … fragmentarycznie.

Ale tym razem zagłębiłam się książce całkiem nowej, którą sobie kupiłam w maju na Targach Książki na Stadionie Narodowym. Książka nosi tytuł „Warszawa dzika” a napisał ją Arkadiusz Szaraniec. Jest przepiękna.Powiem tylko że to książka o faunie stolicy...

I jak już w towarzystwie truskawek na talerzyku zaczęłam ją czytać to usłyszałam bardzo blisko głos tej pani, która dotychczas bez ustanku nadawała przez telefon.

Pani podeszła do mojej furtki, przechyliła się przez nią aby mnie dojrzeć leżącą za olbrzymią tują i powiedziała:

- Ale ja pani zazdroszczę…!!!!

- A czego? – zapytałam zdziwiona, bo nie przypomniałam sobie żebym ostatnio jakiś samochód kupiła albo sztabkę złota albo cokolwiek wygrała…

- Że pani ma czas czytać książki…

Zastygłam w bezruchu … i zupełnie nie wiedziałam jak mam zareagować...Ale wykrzesałam z siebie resztki inteligencji, podeszłam do furtki i powiedziałam:

- Niech mi pani nie zazdrości, może i pani kiedyś znajdzie na czytanie jakąś chwilkę...




czwartek, 13 czerwca 2019

Kierowca to ma ciężkie życie...



1. W Szwecji wystarczy ponad dwukrotnie przekroczyć dozwoloną prędkość by władze skonfiskowały samochód właścicielowi.

2. Zgodnie z luksemburskimi przepisami samochód może nie mieć przedniej szyby, ale musi mieć wycieraczki.

3. Duński kierowca przed rozpoczęciem jazdy musi sprawdzić lusterka, hamulec ręczny, światła oraz upewnić się czy pod autem nie chowa się jakieś dziecko.

4. Amerykańscy taksówkarze ze stanu Massachusetts nie mają prawa do seksu w aucie w trakcie pracy… Ale tylko na przedniej kanapie…

5. W londyńskich taksówkach nie wolni przewozić zwłok i wściekłych psów. Brytyjskie prawo zakazuje również korzystania z taksówki … chorym na dżumę…

6. W Japonii samochód można kupić tylko wówczas gdy mamy miejsce parkingowe znajdujące się nie dalej niż 2 km od naszego miejsca zamieszkania.

7. W Wielkiej Brytanii kierowca ma prawo oddać mocz w miejscu publicznym, pod warunkiem że zrobi to na tylne koło swojego samochodu, prawą ręką trzymając się pojazdu.

8. W Iranie za przekroczenie prędkości można trafić na rok do więzienia albo dostać 74 baty. Samochód może też być skonfiskowany za słuchanie zbyt głośnej muzyki.

9. W Austrii można dostać mandat za zbyt szybką jazdę … bez pomiaru prędkości. Na obszarach objętych ograniczeniem do 30 km/godz policjantom wolno ją bowiem oceniać wzrokowo.

I ….

10. W stanie Georgia w Stanach Zjednoczonych zakazano kurczakom przekraczać jezdnię !!!!

/Zapewniam, że nie zwariowałam, tylko przepisałam to wszystko z Angora-Peryskop z dn. 24.02,2019/


wtorek, 11 czerwca 2019

Paniaga

Tekst dedykuję Markowi z Ekwadoru

                                                            Zabytkowy fragment Paniagi

Siedziałam w przytulnej kawiarence usytuowanej mniej więcej w środku Paniagi i spoglądałam przez okno. 

Po kilkugodzinnej wędrówce szlakiem ośmioletniej dziewczynki z dwoma warkoczykami po mieście położonym nad Wisłokiem zamarzyła mi się dobra kawa i coś słodkiego.

W kawiarence było naprawdę sympatycznie. A młody kelner, podając mi kawę i szarlotkę, stwierdził:

- Chyba przyjechała pani szukać wspomnień.

- Można tak powiedzieć – odpowiedziałam. - A to widać?

Uśmiechnął się do mnie i odpowiedział, że lubi obserwować ludzi.

Przyniósł mi też do stolika artykuł na temat Paniagi. Tak więc patrzyłam przez okno. Ludzi na ulicy nie było dużo, bo to było sobotnie przedpołudnie. W ten dzień ludzie z reguły odpoczywają w domach i nie chce im się wychodzić na zewnątrz, a dodatkowo tego dnia był zimny, porywisty wiatr.

Piłam kawę, jadłam pyszną szarlotkę na ciepło i czytałam o Paniadze, która w tamtejszej gwarze oznacza nazwę dawnej ulicy Pańskiej. 

Po wojnie ulica ta otrzymała miano 3 Maja. 

Aktualnie jest deptakiem i najbardziej reprezentacyjną ulicą miasta. To tędy przechodzi co roku korowód roztańczonych tancerzy i śpiewaków z polonijnych zespołów ludowych z całego świata.

Tą ulicą przez dziesięć miesięcy chodziłam do szkoły i wracałam do domu. Byłam wtedy w drugiej klasie szkoły podstawowej. 

Tylko że wtedy ta ulica nie była taka piękna i elegancka. Była szara, brudna i smutna. Ale na jej końcu po prawej stronie, w budynku tuż koło kościoła farnego mieszkały radość i prawdziwe dzieciństwo małej dziewczynki. Był tam sklep Cepelii z wystawami pełnymi pudełek z lalkami, które były ubrane w stroje ludowe z różnych regionów Polski i miały oczy z pięknymi długimi rzęsami. Po tym sklepie nie został nawet ślad, a w tym miejscu ulokowano jakiś zagraniczny bank.

Naprzeciwko niego znajduje się pomnik ojca polskiego bluesa – Tadeusza Nalepy. Ten absolwent szkoły muzycznej w Rzeszowie, uczący się w klasach skrzypiec, klarnetu i kontrabasu, idzie sobie Paniagą, trzymając w ręce swoją gitarę.

Ta ulica jest zwykła i niezwykła zarazem. 

Znajduje się na niej zespół zabytkowych obiektów, który stanowił najdłuższą kompozycję architektoniczną XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej. 

Pierwotnie były to budynki klasztoru, kościoła i kolegium ojców Pijarów. Obecnie mieści się tutaj Muzeum Okręgowe w Rzeszowie. Obok stoi kościół, który jest pomnikiem chwały narodowej rodu Lubomirskich, a po lewej byłe kolegium Pijarów, które kształciło kiedyś wybitnych przedstawicieli rodów szlacheckich. W nim wykładał m.inn ksiądz Stanisław Konarski. Znajdujące się obecnie w tym budynku liceum nosi jego imię.

Na Paniadze pozostał jednak ślad wspomnień tamtej ośmioletniej dziewczynki. Jest to kino Zorza, znajdujące się w tym samym, zwyczajnym budynku. To w tym kinie ta dziewczynka razem z dwiema innymi dziewczynkami oglądała film o pięknym i mądrym psie. Film nosił tytuł „Lassie wróć!”. 

Wiele lat później ta dorosła już dawno dziewczynka nadała swojej wyjątkowej suczce to samo imię.

/Tekst ten pochodzi z mojej książki pt: "Nadal wariuję"/

niedziela, 9 czerwca 2019

Pas kontuszowy

/Kamienica Fukierów - po lewej stronie niestety słabo widoczna polichromia w postaci pasa kontuszowego. Przy powiększeniu widać trochę lepiej/

Pas kontuszowy to ozdobna część polskiego stroju szlacheckiego w XVII i XVIII wieku. To długa często ponad 4 metrowa tkanina, którą szlachcic kilkakrotnie owijał się w pasie, eksponując jej ozdobne zakończenia. 

Pas był świadectwem zamożności właściciela i jego statusu społecznego. Czasami też mówił o jego wyznaniu. Kolor pasa i jego węzeł oraz wzór niosły dodatkowe informacje. 

I tak złoty pas noszono w czasach pokoju, a karmazynowy obowiązywał w czasie wojen. 

Najcenniejsze pasy wykonane były z jedwabiu, zdobione srebrnymi i złotymi nićmi.

Bywały pasy jednostronne, dwustronne i czterostronne, w zależności od opracowania wzoru. Zakończenie pasa, zwykle o dużym wzorze, zwano g ł o w ą; środkowe pola, najczęściej o wzorze drobnym - wciążem. Poprzeczne paski dzielące wciąż zwano pólkami, zewnętrzny, obramiający ornament to szlaczek. 

Pasy składano wzdłuż, przy czym jedna strona, bardziej ozdobna, była noszona od święta, a druga, skromniejsza, na co dzień. Często do pasa zawieszano rapcie do szabli.

Moda na pasy kontuszowe przyszła ze wschodu: Turcji i Persji skąd początkowo je sprowadzano. 

Pierwsze polskie manufaktury wytwarzające te część garderoby powstały w XVII wieku i zwane były persjarniami. Znanym ośrodkiem produkcji pasów kontuszowych był Słuck i dlatego czasem bywają one nazywane pasami słuckimi.
------------------------------------------------------------------------
Kamienica Fukierowska należy do najpiękniejszych domów mieszczańskich w Rynku warszawskiego Starego Miasta. Dziś jej fasada - zrekonstruowana po zniszczeniach drugiej wojny światowej - wygląda podobnie jak przed 1939 r. ale lewy skraj elewacji od góry do dołu został ozdobiony polichromią imitującą rozwinięty pas kontuszowy. U góry widnieją lilie - herb mieszczańskiego rodu Fukierów, u dołu - dwie daty: 1566 oraz 1953. Pierwsza to rok powstania kamienicy, druga - ukończenia jej odbudowy.

----------------------------------------------------------------------
W wielu polskich muzeach /nie tylko na terenie kraju/ eksponowane są stare pasy kontuszowe. Niektóre z nich są prawdziwymi dziełami sztuki.

Niestety w wyniki II wojny światowej wiele wartościowych pasów kontuszowych skradziono.
W komputerowej bazie strat wojennych Departamentu Dziedzictwa Kulturowego w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego zarejestrowano brak 111 takich pasów.
-----------------------------------------------
A jakby któryś z Panów chciał nosić pas kontuszowy to tu jest dokładna instrukcja jak się taki pas zakłada:
Warto obejrzeć:

https://www.youtube.com/watch?v=7qPBEeLDKh0


piątek, 7 czerwca 2019

Na przystanku - scenka trzecia



                      /Na zdjęcie miniatura rzeżby "Teatr" dłuta Leona Machowskiego/

Siedziałam na przystanku i czekałam na autobus gdy podeszła do mnie zapłakana mniej więcej 9-letnia dziewczynka.

- Proszę pani czy może mi pani pomóc ? - zapytała patrząc na mnie błagalnie.

- Postaram się. Ale co się stało?

- Bo ja zgubiłam komórkę. I teraz nie wiem co mam robić.

- No to rzeczywiście kłopot. Bo pewnie miałaś w tej komórce wszystkie ważne telefony. A dobrze szukałaś? Może sprawdź jeszcze raz w plecaku …

- Już szukałam i wszystko z plecaka powyjmowałam. Ale ja mam zapisany telefon do mamy. Czy mogłaby pani zadzwonić do mojej mamy i ja bym jej powiedziała o tym. Bo nie wiem co mam robić bo mama wraca bardzo późno a ja zapomniałam z domu wziąć kluczy jak wychodziłyśmy z domu rano – dziewczynka zalewała się łzami – i chce mi się okropnie siusiu i nie wiem gdzie mam zrobić….


No to faktycznie dziewczynka miała duży problem.

- Wiesz co – powiedziałam – to może zaczniemy od tego że pójdziesz do toalety. Zejdziemy tu na dół na stację metra bo tam są toalety.

- A pożyczy mi pani pieniążki na toaletą bo ja miałam 2 złote ale kupiłam sobie lizaka jak wyszłam ze szkoły.

- Toaleta jest bezpłatna – powiedziałam – ale pójdę z tobą i poczekam na ciebie.

Gdy dziewczynka wróciła w dużo lepszym nastroju zdecydowałam zadzwonić do jej mamy.

Numer miała akurat zapisany na plecaku więc nie było problemu.

Problem zaczął się wtedy gdy mama dziewczynki nie odbierała telefonu.

- A bo ja sobie przypomniałam że moja mama nigdy nie odbiera telefonu jak się wyświetla nieznany numer. - powiedziała wtedy dziewczynka.

- No tak, ale może esemesa przeczyta – powiedziałam i wysłałam wiadomość że córeczka zgubiła telefon i nie wie co robić i żeby do mnie zadzwonić.

Przez 20 minut nie było odpowiedzi.

Pomyślałam sobie, że może mama dziewczynki nie ma komórki przy sobie w pracy. Bo w międzyczasie dowiedziałam się że pracuje „na kasie w sklepie” Więc może kierownictwo w obawie że kasjerka nie będzie szybko pracować tylko ciągle gdzieś dzwonić albo odbierać telefony każe zostawiać komórkę w szatni.

- To może pójdziesz teraz do którejś koleżanki? - zaproponowałam dziewczynce.

- Nie mogę, bo wszystkie moje koleżanki z klasy pojechały na wycieczkę – przypomniała sobie.

Sprawa robiła się coraz bardziej skomplikowana, tym bardziej, że dowiedziałam się że mama dziewczynki przyjdzie do domu dopiero wieczorem.

I nagle zadzwonił gdzieś telefon. Dźwięk najwyraźniej dochodził z plecaka dziewczynki.
No bo na szczęście dziewczynka nie zgubiła tej komórki tylko ją włożyła między zeszyty…

No i wszystko się wyjaśniło i mama jej powiedziała, że ma iść do sąsiadki i czekać na nią aż przyjdzie z pracy.

A ja tak się zaangażowałam. Może dlatego że sama mam młodszego wnuka tylko trochę starszego od tej dziewczynki…

Dziewczynka bardzo mnie przeprosiła za kłopot i poszła.

A ja zostałam znowu na tym przystanku i czekałam na swój kolejny autobus.

Czy wyciągniecie z tej historii jakieś wnioski ?

Bo ja mam tylko jeden – BEZ KOMÓKI ANI RUSZ…

I jak my kiedyś żyliśmy???

środa, 5 czerwca 2019

APEL TWOJEGO DZIECKA



                 Miniatura rzeżby "Matka ucząca dziecko chodzić" dłuta Leona Machowskiego

Niedawno był Dzień Dziecka.
Na stronie „dziecisawazne.pl znalazłam tekst pt: „Apel Twojego Dziecka”.
Przepisuję go wiernie. Przeczytajcie proszę uważnie:

1. Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego czego się domagam. To tylko próba z mojej strony.

2. Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję – poczucia bezpieczeństwa.

3. Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko Ty możesz pomóc mi zwalczyć zło, póki jeszcze jest to możliwe.

4. Nie rób ze mnie większego dziecka niż jestem. To sprawia, że przyjmuję postawę głupio dorosła, żeby udowodnić, że jestem duży.

5. Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.

6. Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.

7. Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.

8. Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę. Czasami mówię to by przyciągnąć Twoją uwagę.

9. Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed Tobą bronić i zrobię się głuchy.

10. Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie zawiedziony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.

11.Nie zapominaj że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To dlatego nie zawsze się rozumiemy.

12. Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.

13. Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i tracę całą wiarę w Ciebie.

14. Nie odtrącaj mnie gdy dręczę Cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić Cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.

15. Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.

16. Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia.

17. Nie wyobrażaj sobie, że przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej ci się nie śniło.

18. Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.

19. Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem jak trudno dotrzymywać mi kroku w tym galopie, ale zrób co możesz, żeby się udało.

20. Nie bój się miłości. Nigdy.
--------------------------------------------------

Nie wiem jak Wy ale ja uważam, że ten apel jest wspaniały. Zgadzam się z każdym jego słowem.

Tekst ten został opublikowany przez Katedrę Psychologii Rozwojowej KUL i był przetłumaczeniem anonimowej ulotki z USA.



poniedziałek, 3 czerwca 2019

Kilka zdjęć z Najpiękniejszego Polskiego Miasteczka


1.

2.

3.


4.

5.


6.

7.

8.

9.

10.

Podobają się Wam te zdjęcia? Te w kolorze sepii były robione w roku 1980. Czy któreś z nich zasługuje na wyróżnienie?

sobota, 1 czerwca 2019

Niedaleko Warszawy...


....nad Jeziorem Zegrzyńskim znajduje się kilka ciekawych obiektów.
Dziś napiszę o dwóch, które znam.

Pierwszy to Pałac Krasińskich w Zegrzu.


Ten neorenesansowy obiekt wraz z towarzyszącym mu folwarkiem wzniósł właściciel Zegrza hrabia Stanisław Kostka Aleksy Kazimierz Krasiński /1811-1849/. Krasińscy byli właścicielami dóbr Zegrze od połowy XVII wieku. Po śmierci Stanisława Krasińskiego pałac odziedziczyła jego córka Jadwiga, która w 1862 roku wyszła za mąż za Macieja Józefa Radziwiłła /1842-1907/, wnosząc w posagu posiadłości zegrzyńskie. Około roku 1894 pałac w Zegrzu został wyremontowany i zaadaptowany na letnią rezydencję carskich generał-gubernatorów Warszawy.
Od sierpnia 1915 roku do listopada 1918 pałac znajdował się w rękach okupacyjnych władz niemieckich.
Po odzyskaniu niepodległości aż do września 1939 roku Zegrze było miejscem stacjonowania ośrodków kształcenia wojskowych kadr łączności. A od 13 września 1939 do 17 stycznia 1945 teren Zegrza znajdował się pod okupacją.
Pałac został częściowo uszkodzony w czasie rosyjskiej ofensywy styczniowej 1945. Odremontowano go w 1948 roku i przekazano wojsku.
A w 1959 roku pałac wraz z otaczającymi go budynkami przekazano we władanie Polskiej Agencji Prasowej. Powstało tu jedno z najnowocześniejszych w krajach bloku wschodniego centrów nadawczo-odbiorczych. Centrum wyposażono w nowoczesny sprzęt.

W lutym 1990 roku byłam w tym pałacu w odwiedzinach u swoich dzieci, które przebywały tam na 2-tygodniowym obozie zimowym organizowanym przez PAP.

Od 2009 roku pałac pełni funkcję szkoleniowo-wypoczynkową. Można się tam zatrzymać w pięknych pokojach z widokiem na Jezioro Zegrzyńskie i spróbować wspaniałej kuchni.

Drugi to ruiny dworku i zabudowań gospodarczych rodziny Szaniawskich.

Tak, tych Szaniawskich z których pochodził słynny twórca profesora Tutki.

Ale po kolei:

Drewniany dworek wzniesiony został w Zegrzynku w roku 1838 przez Adama Zygmunta Szaniawskiego, który mieszkał w w nim razem z żoną Wandą. Obok dworku zbudowano młyn parowy, który w połowie XIX wieku był jednym z największych i najnowocześniejszych nie tylko w Królestwie Polskim ale i w Europie. Dyrektorem młyna w latach osiemdziesiątych XIX wieku został właśnie Adam Szaniawski.

W roku 1886 urodził w tym dworku Jerzy Szaniawski – późniejszy dramaturg, felietonista i pisarz.

Na początku XX stulecia młyn spłonął. Rodzina Szaniawskich znalazła się w trudnej sytuacji, z której wyjściem okazało się założenia letniska w Zegrzynku. Przemawiało za tym piękne położenie zarówno dworku jak i ruin młyna. 
Ale już wcześniej w końcu XIX wieku bywali w dworku Szaniawskich znakomici goście tacy jak: Maria Konopnicka, Deotyma /czyli Jadwiga Łuszczewska/, Konrad Prószyński, Eliza Orzeszkowa i Ignacy Kraszewski.
Letnisko Państwa Szaniawskich cieszyło się dużym powodzeniem toteż dworek został przebudowany i dostosowany do nowych funkcji.

Jerzy Szaniawski umarł w roku 1970. Siedem lat później dworek zamieszkiwany przez jego żonę spłonął doszczętnie w niejasnych okolicznościach.

Otaczający ruiny las a także wąwóz zostały uznane w roku 1977 za rezerwat przyrody i nazwane Wąwozem Szaniawskiego.

I tak naprawdę to pozostały w tym lesie tylko te schody…

I jeszcze kamień pamiątkowy...informujący że tu urodził się Jerzy Szaniawski, mieszkał prawie całe życie i tworzył…




Byłam tam kiedyś, spacerowałam po tym lesie…ale już nie pamiętam dokładnie w którym to roku było...

czwartek, 30 maja 2019

Jeszcze o zwierzętach...


Całkiem niedawno byłam z młodszym wnukiem w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Łazienkach Królewskich.

I tam na wystawie „Oko w oko”,którą poświęcono zwierzętom egzotycznym dowiedzieliśmy się wielu interesujących rzeczy.

W muzeum były eksponaty pozyskane przez Huberta Hupałowskiego /1905-1990/, myśliwego i organizatora wypraw łowieckich na całym świecie, który podarował swoją cenną kolekcję narodowi polskiemu.

Wśród eksponatów oglądaliśmy przedstawicieli trzech stref klimatycznych: okołorównikowej – m.inn antylopy, umiarkowanej- reprezentowanej m.inn przez marala i bizona oraz okołobiegunowej, na czele której stoi jeden z najciekawszych okazów – niedżwiedż polarny.

Na uwagę zasługiwała też jak zawsze WIELKA PIĄTKA AFRYKAŃSKA, czyli lew, lampart, bawół afrykański, nosorożec czarny i słoń…




Przemiła pani oprowadzająca nas po wystawie odkryła przed nami mnóstwo tajemnic.

Na przykład:

1. Czy wiedzieliście o tym, że skóra niedźwiedzia polarnego jest czarna…?

2. Lew to jedyny przedstawiciel kotowatych który żyje w stadzie. Inne koty to zwykle samotniki.

3. Na świecie pozostało jedynie około 3 tysięcy dzikich tygrysów. Znacznie więcej osobników żyje w niewoli, zwłaszcza na terenie USA. Największym zagrożeniem dla tygrysa jest kłusownictwo.

4. Puma może ważyć nawet 100 kg i jest przedstawicielem małych kotów. Tak zwane małe koty różnią się od wielkich kotów m.inn tym, że małe koty mruczą a wielkie ryczą.

5. Ciosy słonia błędnie nazywane są kłami, choć w rzeczywistości są to siekacze. Słonie nie mają kłów.

6. Poroże samca karibu jest przeważnie asymetryczne. Pojedyńcza łopata znajdująca się nad nosem wyrasta albo z prawego albo z lewego poroża. Jej funkcja nie jest do końca znana. Może ona służyć do rozgarniania śniegu, chronić oczy samca podczas walki albo sprawiać, że wygląda groźniej. Samice karibu również mają poroże, ale pozbawione asymetrycznej łopaty.

Gdy wychodziliśmy z muzeum mój 10-latek zwany przeze mnie Pytalskim stwierdził:

„No i tyle wspaniałych zwierząt trzeba było zabić i potem je wypchać żeby ludzie mogli zobaczyć je z bliska… To chyba lepiej, że można je żywe oglądać w ZOO albo na Safari”...

I zdradził mi tajemnicę, że chciałby kiedyś pójść na takie studia po których mógłby badać i obserwować zwierzęta albo od razu zostać dyrektorem ZOO…

Ciekawe czy mu się te plany zmienią…???


wtorek, 28 maja 2019

O warszawskich niedźwiedziach

                                          / Zdjęcia Wyspy Niedźwiedziej sprzed 40 lat/
Ale nie o tych, które są w ogrodzie zoologicznym, tylko o tych które spacerują sobie na wybiegu przy Trasie W-Z. Chociaż ten wybieg to część Warszawskiego ZOO.Nazywa się Wyspą Niedźwiedzią.

Zaczęło się od tego, że słynny dyrektor ZOO pan Jan Żabiński w 1952 roku doprowadził do powstania, zamiast typowych klatek – znanego wybiegu dla niedźwiedzi przy trasie W-Z. 

Wybieg o powierzchni ponad 700 m.kw otoczono głęboką, długą na 130 metrów fosą i specjalnie wymodelowanym ogrodzeniem, które uniemożliwia wydostanie się silnych, zręcznych i bardzo niebezpiecznych drapieżników na zewnątrz.

Ogrodzenie to nie zabezpiecza jednak przed ludzką głupotą, dlatego co pewien czas dochodzi do wtargnięć ludzi na teren wybiegu. Czasami te wizyty są planowane gdy na przykład jakiś zakochany mieszkaniec stolicy albo wycieczkowicz chce pokazać dziewczynie jaki jest dzielny i nie boi się niczego i przekracza barierkę aby natychmiast wpaść do fosy.

Czasami jest niespodzianką, gdy ktoś usiłuje zrobić sobie selfika z niedżwiedziem w tle i przechyla się za bardzo do tyłu.

Niedźwiedzie z reguły patrzą zdziwione na te dziwne bezrozumne stworzenia które usiłują się wydostać potem z ich osobistej pełnej wody fosy. 
Na szczęście nie atakują, chociaż potem zagonienie ich przez strażników na teren zamknięty aby ratować te typy krzyczące przerażliwe z fosy nie jest łatwe.


Ale – ponieważ nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – po każdej takiej akcji niedźwiedzie odzyskiwały dobry humor i wigor a stan ich psychiki bardzo się poprawiał. 

Nie ma bowiem nic gorszego dla niedźwiedzi jak nuda. Dlatego ostatnio dyrekcja ZOO apeluje do potencjalnych gości aby przynosili niedżwiedziom przeróżne zabawki w postaci kubełków, misek i piłek.

Niedźwiedzi oczywiście /tak jak i innych zwierząt/ nie
wolno karmić ale nikt się nie przejmuje tabliczkami na których WOŁOWYMI LITERAMI jest to napisane. 

I chociaż niedżwiedzie otrzymują bardzo urozmaiconą dietę w postacie ryb, mięsa, owoców, warzyw – a karmienie odbywa się zawsze wieczorem – to nigdy od rana następnego dnia nie pogardzą częstowanymi ich przez tych dziwaków zza fosy cukierkami i ciastkami. 

Więc niedźwiedzie /podobnie jak inne zwierzęta/ chorują.

Wybieg dla niedźwiedzi o którym piszę cieszył się zawsze dużą popularnością. Każda właściwie wizyta w ZOO zaczyna się lub kończy od odwiedzenia tych dużych brunatnych – ale groźnych – „zabawek”.

Każde oczekiwanie na pobliskim autobusowo-tramwajowym przystanku związane jest z parominutowym przynajmniej zajrzeniem do niedźwiedzi.

I jeszcze NIESAMOWITA informacja...
Czy wiecie, że od 1952 roku na wybiegu urodziło się prawie 400 niedźwiedzi!!!???
Pamiętam że kiedyś na Wyspie Niedżwiedziej mieszkała niedżwiedzica z trojgiem dzieci. To był naprawdę piękny widok...

Z reguły na wybiegu przebywały jednocześnie 3 dorosłe niedżwiedzie – 2 samice i 1 samiec.

Czasami były to zwierzęta. które zabierano z cyrku w Julinku aby tu spokojnie żyły na emeryturze.

Sabina, Turnia. Mała, Grześ, Tatra – tak się nazywały ostatnie niedźwiedzie na wybiegu.
------------------------------------------------

Ostatnio na Wyspie Niedżwiedziej jest całkiem pusto.
Wybieg ma być zlikwidowany.

Dla dzieci z Warszawy jest to smutna informacja.

Mój młodszy 10 letni wnuk, który odwiedza warszawskie ZOO kilkanaście razy w roku nie może w to uwierzyć...


No i co się tak dziwisz...? Podlota nie widziałaś...???

I dlaczego mnie tak fotografujesz ze wszystkich stron?  Taki piękny jestem?Pewnie nie wiesz jak się nazywam? Wcale ci się...