sobota, 20 października 2018

W tę niedzielę zabierzmy ze sobą sowę,...

    .... bo sowa to symbol mądrości.                        

Georges Freche - były mer Montpelier i  były samorządowiec wygrywający masę wyborów jedne po drugich - zapytany jak to się stało odpowiedział: 
"Ludzi inteligentnych jest w społeczeństwie jakieś 5-6 %. Moją kampanię wyborczą robię więc dla idiotów".
Wszystkim - a więć także sobie - życzę, abyśmy się znależli wśród tych 5-6%.
---------------------------------------------------------------------------
P.S A mamy tam kogoś oprócz kłamców, głupców i złodziei???

czwartek, 18 października 2018

Nie będzie recenzji



Będzie coś w rodzaju reminiscencji.

1. Bardzo bliska mi kobieta wiele lat temu poszła do kościoła do spowiedzi. Prosiła księdza o poradę jak ma wytrwać w małżeństwie z człowiekiem, który jest zły. Odpowiedź siedzącego w konfesjonale księdza brzmiała: „Jesteś kobietą, żoną i matką, Twoim obowiązkiem jest cierpieć i znosić wszystko w pokorze. I zastanów się czy to nie ty jesteś zła.” Ta kobieta, która cierpiała niesamowicie przez wiele lat żyjąc w dziećmi w biedzie po usłyszeniu takich słów była gotowa odebrać sobie życie. Nie zrobiła tego tylko dlatego, bo prawdziwie wierzyła w Boga. I że tuż obok, w ławce kościelnej modliły się jej dzieci.

2. Brat mojej najbliższej przyjaciółki mieszka samotnie w wiosce niedaleko Warszawy. Nie założył własnej rodziny.
Tak się składa, że mieszka tuż przy kościele i plebanii. Przez wiele lat widział młode kobiety odwiedzające wieczorami plebanię. Potem widywał już tylko jedną, która przychodziła na plebanię najpierw z małymi a potem z dużymi już dziećmi. Kilka lat temu ksiądz z tej parafii odszedł na emeryturę. Odchodząc zabrał z niej wszystko. I gdy nowy ksiądz się tam wprowadził to zastał puste ściany i puste konto. Poprzedniego księdza nie można znaleźć. Istnieją podejrzenia, że zamieszkał z dziećmi i ich matką. Nie wiadomo gdzie.

3. Gdy /wiele lat temu/ poszłam do kancelarii parafialnej aby zgłosić dzieci do chrztu – usłyszałam pytanie o ślub kościelny. Gdy odpowiedziałam, że nie brałam takiego ślubu poproszono mnie o podanie daty kontraktu. Tak się składa, że prawie całe zawodowe życie spędziłam na negocjacjach handlowych, przygotowywaniu i podpisywaniach różnych kontraktów międzynarodowych, więc zapytałam o jaki konkretnie kontrakt chodzi. Nie przypuszczałam, że mógł tak być nazwany mój cywilny ślub. A wyszłam za mąż z miłości, która trwa do dzisiaj.

4. Miałam w szkole podstawowej bliską koleżankę, która chodziła na religię i na inne zajęcia do kościoła. Mogę się tylko teraz domyślać dlaczego kiedyś prosto z ciemnej salki katechetycznej matka zawiozła ją do szpitala. I teraz już rozumiem dlaczego już nigdy jej nie zobaczyłam, bo cała rodzina gdzieś zniknęła.

5. Mogłabym napisać jeszcze o wielu podobnych i to dużo gorszych przypadkach, które znam z własnego życia. Lub z życia bliskich mi osób. Ale nie chcę wracać do przykrych wspomnień.

TEN film powinien zobaczyć każdy.

I dopiero wtedy zabrać głos na jego temat.

I w żadnym wypadku nie twierdzić, że jest to NAGONKA NA KOŚCIÓŁ albo WALKA POLITYCZNA.

Bardzo dobrze, że TEN film powstał.

I jeszcze jedno – jestem osobą wierzącą w Boga.
A widzę GO w wielu ludziach, w ich dobrych uczynkach, w talentach jakie mają, w pięknie przyrody, w pięknych zjawiskach, w dziełach sztuki.

wtorek, 16 października 2018

I znowu nie dostałam brylantów...

Na szczęście dostałam kilka wspaniałych prezentów. Na przykład taką książkę:
... której wewnętrzna okładka tak wygląda:


A na odwrocie tak jest napisane:

Pytanie: czy notes telefoniczny może być skarbem, do tego białym krukiem?
Tak, jeżeli jest to notes dzienniklarki, pisarki, poetki Krystyny Gucewicz, unikalna kolekcja kontaktów i ukrytych za nimi wspomnień.
Gwiazdy, sławy, legendy. Żarty, fakty, anegdoty. 
Książka znaleziona w notesie - brzmi nieźle.
Kilkaset Wielkich Nazwisk, wśród nich Stan Borys, Jerzy Bralczyk, Krystyna Czubówna, Piotr Fronczewski, Irena Santor, Karol Strasburger, Stanisław Tym oraz niezapomniani: Hanka Bielicka, Stefania Grodzieńska, Gustaw Holoubek, Jan Himilsbach, Agnieszka Osiecka, Danuta Szaflarska, Violetta Villas, Zbigniew Zapasiewicz
Życie artystyczne i uczuciowe, mnóstwo przygód, zabawnych zdarzeń.
I trzysta zdjęć z archiwum Autorki - dowód, że tak to było naprawdę.
A życie jest piękne."

No więc otworzyłam książkę mniej więcej w połowie i przeczytałam:

"TADEUSZ ŁOMNICKI: Najwybitniejszy aktor dwudziestego stulecia. I nie najskromniejszy. Koledzy często ubierali go w tę anegdotę: 
- Kto jest najwybitniejszym aktorem naszych czasów.?
- Jest nas kilku.
Krążyła jeszcze inna opowieść. Łomnicki za kulisami z lubością patrzy na publiczność, za chwilę ma wyjść na scenę. Rzuca półgłosem:
- Ja im zazdroszczę, zaraz będą mnie oglądać"

No i wsiąkłam. 
Więc jakbym nic nowego nie napisała.... to znaczy, że pogodziłam się z faktem, że tych brylantów znowu nie dostałam...ale coś dużo cenniejszego...

Wszystkiem osobom, które pamiętały że Stokrotka ma na imię Jadwiga i obchodzi imieniny 15 października - BARDZO SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.
A z innymi to w najbliższym czasie się policzę.....

niedziela, 14 października 2018

Basilica di Santa Croce


Bazylika Świętego Krzyża we Florencji należy do świątyń wyjątkowych. I to z kilku względów.
Po pierwsze jest to zabytek niepowtarzalny ze względu na czystość stylu gotyckiego.
Po drugie znajdują się w niej znakomite dzieła sztuki.
Po trzecie ma olbrzymie znaczenie historyczne.
Jest to zarówno świątynia artystyczna jak i miejsce spoczynku 270 wybitnych mieszkańców miasta.
Basilica di Santa Croce to właściwie Panteon słynnych Włochów.
Ale zacznę od samego początku.
Budowę kościoła zlecili franciszkanie. Zaprojektował go Arnoldo di Cambio a prace rozpoczęły się pod koniec XIII wieku. Franciszkanie pragnęli zbudowac kościół, który mógłby sprostać konkurencji z wznoszonym na drugim końcu Florencji kościołem dominikanów. Na budowę wydano olbrzymie sumy, a finansowały ją głównie zamożne florenckie rody. Uczestnictwo w budowie, a tym bardziej możliwość wiecznego spoczynku u skromnych franciszkanów było uważane za akt pokory. A bogaci bankierzy mieli nadzieję, że finansowanie kościelnego budownictwa jest sposobem na zmniejszenie winy z powodu uprawianej lichwy, uznawanej przez kościół za grzech.
Stąd w Santa Croce wiele wspaniałych kaplic, noszących imię fundatorów bazyliki. To również wyjaśnia obecność wspaniałych nagrobków, ufundowanych właśnie przez ówczesnych bogaczy.
Zacznę od nagrobka Michała Anioła, który uważam za najpiękniejszy. Jest to dzieło Giorgio Vasariego - słynnego historiografa sztuki, architekta i malarza, który przez pewien czas był uczniem Michała Anioła. Ciało wybitnego malarza i rzeźbiarza, który zmarł w Rzymie zostało przeniesione 10 lat po jego śmierci i umieszczone w Santa Croce.
Urodzony we Florencji słynny poeta Dante Alighieri zmarł na wygnaniu w Rawennie i tam znajduje się jego prawdziwy grobowiec. Ale w Santa Croce ustawiono cenotaf, czyli symboliczny nagrobek. Stoi tuż koło nagrobka Michała Anioła.
Natomiast naprzeciwko nagrobka Michała Anioła znajduje się nagrobek wybitnego astronoma Galileusza:
Ma tu też swój nagrobek urodzony we Florencji słynny dyplomata Niccolo Machiavelli:
Jest w Santa Croce wiele innych nagrobków wybitnych osób. Na przykład Gioacchino Rossiniego, a także czwórki wybitnych lub znanych Polaków.: Michała Kleofasa Ogińskiego /tego od słynnego poloneza „Pożegnanie Ojczyzny” i twórcy kanału/, Zofii Zamojskiej z Czartoryskich, malarza Michała Bogorii Skotnickiego i Zofii Cieszkowskiej z Kickich.
A przed bazyliką na rozległym placu stoi pomnik najsłynniejszego florentyńczyka – twórcy „Boskiej komedii".
I jeszcze autorka blogu na tle Bazyliki. Niestey ujęcie bazyliki jest tylko częściowe, bo fotograf oglądał się za jakąś ognistą Włoszką.
                                                            Zdjęcie z roku 2002.

piątek, 12 października 2018

Kubełek


Właśnie wróciłam z sanatorium i nic mi się nie chce. 
Więc może powtórzę tekst, który napisałam sześć lat temu. Te osoby, które go już znają dostają ode mnie na przeprosiny to serduszko na zdjęciu.
---------------------------------------------------------------
Działo się to bardzo dawno temu.

Mieszkaliśmy od pół roku na nowym osiedlu na peryferiach miasta. W pobliżu był tylko jeden sklep, ale za to dwie czy trzy knajpy-mordownie. A poza tym porozjeżdżane drogi – pozostałości po budowie. A budowa ciągle nie była jeszcze zakończona. 
Aha, - i była jedna budka telefoniczna, z której nie można było się nigdzie dodzwonić. Bo słuchawka była prawie zawsze urwana.
W naszym dziesięcio-piętrowym bloku telefon założyli tylko w jednym mieszkaniu. Była to jakaś linia specjalna. A mieszkanie zajmował jakiś pan z panią. Mówiliśmy o nich ‘’państwo dyrektorostwo”, albo „sekretarze”. W każdym razie byli raczej ważni, skoro telefon założono im natychmiast. My potem czekaliśmy jeszcze na telefon piętnaście lat.
Obiektywnie muszę jednak przyznać, że w sytuacjach awaryjnych /lekarz, pogotowie, pilny telefon do pracy/ - „sekretarze” pozwalali wszystkim mieszkańcom korzystać ze swojego telefonu. I zawsze, gdy jechaliśmy razem windą o tym przypominali. Mówili, żebyśmy się nie krępowali do nich przyjść gdy jest taka potrzeba. Mieszkaliśmy na tym samym piętrze, ich drzwi wejściowe mieliśmy naprzeciwko swoich. A obok naszych – były niestety drzwi do zsypu.
To był lipiec albo sierpień. Byłam na urlopie macierzyńskim po urodzeniu drugiego dziecka. Mąż ze starszym wyjechał ze znajomymi nad morze.
Tego dnia był straszliwy upał. Więc wstałam raniutko, pozasłaniałam okna, włączyłam wiatraczki, wstawiłam pranie i zaczęłam gotować obiad. Wszystko chciałam zrobić wtedy, kiedy jeszcze upał nie odebrał mi całkowicie rozumu. Żeby potem mieć wszystko gotowe i tylko leżeć sobie na materacu i czytać książkę, albo bawić się z niemowlaczkiem /tym samym, który teraz włóczy się po świecie – już oczywiście jako dorosły mężczyzna/.
Około godziny ósmej ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam otworzyć … i natychmiast pomyślałam, że zwariowałam.
Przede mną stał prawie goły sąsiad z naprzeciwka./ten „pan dyrektor albo sekretarz”/. To znaczy miał na sobie tylko klapki i majtki… a w ręce trzymał kubełek na śmiecie. /były to czasy, w których nie było jeszcze toreb foliowych/.
- Ja bardzo przepraszam – zaczął cichutko – ale wyszedłem tylko wyrzucić śmiecie… i nie zamknąłem drzwi do mieszkania…. A nie wziąłem kluczy, bo nie przypuszczałem…. I jak otwierałem drzwi do zsypu, to tam się okno otworzyło i przeciąg zatrzasnął mi moje drzwi. I nie wiem co mam teraz zrobić, bo nie mogę wejść z powrotem.
Dostałam ataku śmiechu. Ale ponieważ sąsiadowi nie było wcale wesoło, więc dokonywałam cudów, żeby się nie śmiać na głos, tylko tak do środka.
Bo jak tu się nie śmiać – facet wyszedł tylko wyrzucić śmiecie – i teraz nie może wrócić do mieszkania i stoi przed moimi drzwiami z kubełkiem w ręce. I prawie goły. A był przy tym bardzo potężny, wręcz gruby i dźwigał przed sobą wielki brzuch /swoją drogą jak go widywałam w ubraniu to wcale tego brzucha nie było widać/.
- Bo ja już pukałem do wszystkich sąsiadów na piętrze – kontynuował pan od kubełka. Ale wszyscy wyszli już do pracy, tylko pani jest w domu. – Czy może mi pani jakoś pomóc?
- Oczywiście, proszę wejść i usiąść.
Wszedł, usiadł. A ja poszłam do drugiego pokoju, żeby się spokojnie wyśmiać.
- Tylko jak ja mam panu pomóc – zapytałam po powrocie– telefonu nie mam, wyjść nigdzie nie mogę żeby zadzwonić. Zresztą jedyna budka telefoniczna nie działa. Trzeba by iść na pocztę.
- To ja pójdę – powiedział pan. – A może mi pani pożyczyć parę złotówek, bo ja tylko mam ze sobą ten kubełek. A może ma pani dla mnie jakieś ubranie, bo przecież nie będę chodził po ulicy w samych majtkach.
Znowu dostałam ataku śmiechu, ale wyszłam szybko z pokoju w poszukiwaniu tych złotówek. I ubrania.
Złotówki znalazłam. Ale jeśli chodzi o ubranie, to sprawa była bardzo skomplikowana. Bo mój mąż był bardzo chudy i nic z pewnością nie pasowałoby na naszego sąsiada. Poza tym sąsiad był conajmniej 25 lat starszy od niego.
Jedyne co mogłam sąsiadowi zaoferować to był koc, albo prześcieradło. Więc narzucił koc na plecy, owinął się nim i poszedł na pocztę. Gdy patrzyłam na niego przez okno to zaczęłam mieć wyrzuty sumienia czy dobrze zrobiłam.
No ale gdybym była w domu sama, to poszłabym na tę pocztę za niego. A z 3-miesięcznym dzieckiem przy 35 stopniowym upale to … nie bardzo. A poza tym on poszedł zadzwonić do żony do pracy, żeby mu przywiozła drugie klucze. Gdybym ja do niej dzwoniła to wyglądało by to jakoś tak … nie szczególnie. Tym bardziej, że on ciągle był w tych klapkach i w majtkach.
Sąsiad wrócił po godzinie bardzo zmęczony, bo w tym kocu było mu okropnie gorąco. Wypił mi cały kompot, który ugotowałam jeszcze rano. I powiedział, że żony nie mógł zastać, bo poszła na jakąś naradę. Więc rozgościł się u mnie i oglądał telewizję.
Potem wychodził jeszcze dwa razy /owijał się wtedy prześcieradłem/ i telefonował do żony. A ja miałam tego po trochu dosyć. Chociaż widok tego grubasa z kubełkiem nadal przyprawiał mnie o ataki śmiechu. A z drugiej strony było mi go jednak szkoda, bo wyszedł na zupełnego wariata. No bo kto wychodzi do zsypu w samych majtkach i klapkach zostawiając otwarte drzwi zatrzaskowe?
W pewnym momencie zasugerowałam mu, żeby znalazł jakiegoś ślusarza, albo żeby poszedł na posterunek policji … to może mu „z urzędu” te drzwi wyważą. Albo żeby sobie sam je wyważył. /na pewno dałby radę/
Ale powiedział, że dopiero wtedy to by go żona zabiła.
Gościa miałam w domu do około 16-tej. Poczęstowałam go obiadem, bo głupio mi było samej jeść.
Gdy przyszła jego żona, to rzeczywiście tak okropnie go zwymyślała od niedorozwiniętych, że aż zrobiło mi się go szkoda. Ale nic się nie odzywałam, żeby nie narazić się na jakiś niemiłe komentarze. Najgorsze, że jak wychodzili ode mnie z mieszkania, to widzieli ich inni sąsiedzi, którzy wracali akurat z pracy. 
Mąż ze starszym dzieckiem wrócili następnego dnia po południu. A wieczorem ktoś do nas zadzwonił.
- Ja przepraszam bardzo – znowu usłyszałam głos sąsiada – ale ja tu wczoraj zostawiłem u pana żony kubełek do śmieci. Czy mógłbym go dostać z powrotem?
- I jeszcze ten kocyk chciałbym oddać… .
-------------------------------------------------------------------------------
Gdy w nocy szłam do kuchni czegoś się napić, zauważyłam stojący w przedpokoju słup soli. Był podobny do mojego męża.

środa, 10 października 2018

"Człowiek jest nawozem historii"...

Tak miał się wyrazić Benito Mussolini.



 Znalazłam taki tekst Agnieszki Osieckiej:

Historio, historio cóżeś ty za pani,
że dla ciebie giną chłopcy malowani

Refern: Orszaki, dworaki, szum białych piór
Orszaki, dworaki szum

Historio, historio czarna dyskoteko
nie pozwalasz wytchnąć ludziom ani wiekom

Refren: Orszaki…

Historio, historio, ty macocho nasza,
tak nam dałaś mało oprócz ojczenasza

Refren :Orszaki…

Historio, historio cóżeś ty za matnia,
pchamy się na scenę a to jeszcze szatnia

Refren: Orszaki …

Historio, historio jaka w Tobie siła
żeś ty całe światy z mapy poznosiła

Refren: Orszaki…

Historio, historio ty ballado gorzka
czemu stale rosną twoje własne koszta

Refren: Orszaki…

Historio, historio tania z ciebie dziewka
miała być canona a jest stara śpiewka

Refren: Orszaki…

Historio, historio tyle w tobie marzeń
ciebie często piszą kłamcy i gówniarze

Refren: Orszaki …

Historio, historio ty żarłoczny micie
co dla ciebie znaczy jedno ludzkie życie

Refren: Orszaki…"


------------------------------------------------------------------

Ten napisany lekkim piórem ponadczasowy tekst - piosenka robi na słuchaczach lub czytających niesamowite wrażenie. 
Agnieszka – gdyby żyła to obchodziłaby wczoraj /9 października/ urodziny.

Zdjęcie nie ma raczej związku z tekstem dzisiejszego mojego wpisu. A może jednak trochę ma? 


                                                        

poniedziałek, 8 października 2018

Malarze Miasteczka



Malarze zainteresowali się Miasteczkiem już na początku XVIII wieku.Tworzyli w nim  najwybitniejsi m.inn. Zygmunt Vogel, Józef Richter, Józef F.Piwowarski, Michał Elwiro Andriolli, Wojciech Gerson, Aleksander Gierymski, Józef Pankiewicz i wielu innych. Ostatni z wymienionych właśnie w Miasteczku namalował pierwszą w Polsce serię obrazów impresjonistycznych.

Jednak prawdziwy ”wiek sztuki" Miasteczka rozpoczął się na początku XX stulecia, gdy w Warszawie powstała Szkoła Sztuk Pięknych, a oczy jej profesorów zwróciły się na ten malutki znak na mapie. Przełomowym był rok 1909, kiedy Władysław Ślewiński, przyjaciel Paula Gauguina związany z kolonią artystyczną w Pont Avon przybył tu ze swoimi studentami. Odtąd w Miasteczku widok malarzy stał się czymś powszechnym.

Prawdziwy rozkwit kolonii artystycznej nastąpił jednak w 1923 roku kiedy prof. Tadeusz Pruszkowski – rektor Warszawskiej ASP przywiózł tu po raz pierwszy swoich studentów. Udostępnił im swoją pracownię w swojej willi zwanej Willą Toskańską albo Kasztelem... i odtąd plenery w Miasteczku staly się codziennością. A w roku 1925 roku pan profesor założył Bractwo Św. Łukasza. Wśród jego członków znajdowały się takie póżniejsze malarskie sławy jak Jan Cybis, Jan Zamojski, Antoni Michalak i Jan Wydra.
Do najważniejszych artystów Misteczka zalicza się dziesięciu twórców:

1. Zygmunt Vogel /1764-1826/ - malarz i rysownik, pedagog, wolnomularz, nadworny malarz króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Na jego zlecenie dokumentował najcenniejsze miejsca ówczesnej Polski. Miasteczku poświęcił kilka znakomitych akwareli.

2.Władysław Ślewiński /1854-1918/ - malarz, profesor Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie, jeden z najwybitniejszych polskich postimpresjonistów. Autor kilku pięknych obrazów z Miasteczkiem w roli głównej. 

3. Tadeusz Pruszkowski /1888-1942/ - malarz, pedagog i krytyk artystyczny. W 1939 roku zrealizował w swojej willi cykl kompozycji przedstawiających kluczowe sceny historii Polski. Cykl ten został wysłany na wystawę światową w Nowym Jorku. W czasie II wojny światowej udzielał pomocy Żydom, zginął rozstrzelany przez hitlerowców. Jest Honorowym Obywatelem Miasteczka.

4. Jan Karmański /1887-1958/ - malarz, uczeń Konrada Krzyżanowskiego i Ferdynanda Ruszczyca. Od 1924 roku zamieszkał tu na stałe, należał do Towarzystwa Przyjaciół Miasteczka. Jego twórczość to w większości pejzaże, malowane szeroką barwną plamą, inspirowane twórczością Paula Cezanne’a.

5. Antoni Michalak /1899-1975/ - malarz reprezentujący nurt tradycjonalistyczny i sakralny w sztuce lat 20 i 30 oraz w okresie powojennym. W 1923 roku jako pierwszy spośród uczniów Pruszkowskiego odkrył krajobrazowe i etnograficzno-folklorystyczne uroki Miasteczka. Jako stypendysta rząd francuskiego odbył roczny staż we Francji. Zwiedził Włochy i Austrię, by potem na stałe osiąść w Miasteczku, ktorego stał się Honorowym Obywatelem.

6. Franciszek Kmita /1926-2013/ -w Miasteczku mieszkał od 1953 roku. Przyjechał tutaj po studiach w warszawskiej ASP. Gdy dopisywało mu zdrowie można było spotkać go w różnych miejscach ze sztalugami jak malował z natury. Póżniej już tylko na ławeczce przed domem, w którym malował w pracowni urządzonej w zrekonstruowanej przez siebie XVII- wiecznej kamienicy zwanej Wysoką przy ul. Lubelskiej.

7.Jan Łazorek /1938-2000/ - malarz, studiował w warszawskiej ASP. Artysta, który sztuce i Miasteczku podporządkował całe swoje życie. Namalował kilka tysięcy obrazów o tej samej tematyce. Tworzył w charakterystyczny sposób idealizując wizerunek Miasteczka. Jego obrazy cechowały jasne barwy, pastelowe tonacje oraz pogodny, romantyczny klimat. Był inwalidą - nie miał lewej ręki. Honorowy Obywatel Miasteczka.

8. Andrzej Kołodziejek /1935- 2001/ - studiował na ASP w Krakowie i w Warszawie. Zanim pojawił się w Miasteczku zaliczany był do najlepszych twórców malarstwa abstrakcyjnego. Ale w Miasteczku malował tylko Miasteczko.

9. Jerzy Gnatowski /1929-2012/ - w jego malarstwie zawarta jest cała historia malarstwa pejzażowego, z akcentem postawionym na holenderskich mistrzów XVII w. Był malarzem dystansu, refleksji, melancholijnego pochylenia nad przemijaniem.
Tego malarza miałam zaszczyt poznać osobiście w czasie wizyty w Jego galerii obrazów. Było to kilka lat temu gdy po raz kolejny odwiedziłam Miasteczko. W rozmowie z malarzem powiedziałam, że pochodzę z rodziny artystycznej i podałam nazwisko panieńskie. Okazało się wtedy, że Pan Gnatowski znał zarówno mojego ojca jak i jego brata.
Pan Jerzy był osobą bardzo cenioną nie tylko w Polsce. Należał do Brytyjskiej Królewskiej Akademii Akwareli i był laureatem wielu nagród. Był laureatem ponad 80 wystaw indywidualnych i kilkudziesięciu zbiorowych w Polsce i na granicą.
Na pamiątkę naszego spotkania dostałam w prezencie kilka pocztówek przedstawiających jego obrazy. I opowiedział mi, że codziennie o świcie wyjeżdża samochodem w pole albo do lasu, albo nad Wisłę, rozstawia sztalugi i po prostu maluje.

10. Andrzej Siemiński – urodzony tu w 1944 roku. Po długim pobycie poza krajem powrócił do Miasteczka na stałe w 1991 roku. Należy do tutejszej Konfraterni Sztuki.
Dzięki nieokreślonemu światłu Miasteczko na jego obrazach nabiera swoistego uduchowienia.
/Pisząc powyższe korzystałam z informacji zawartych w broszurce pt: „Kazimierz Dolny Kolonia arystyczna” wydanej przez Kazimierski Ośrodek Kultury, Promocji i Turystyki pod redakcją Doroty Szczuki/

W tekście brak malarek Miasteczka. Ale to nie znaczy, że ich nie było.
Więc dla równowagi przedstawiam Wam obrazek, który kupiłam sobie kilka lat temu i który zdobi moje mieszkanie. Autorką jest kobieta. Z pewnych względów nie zdradzę jednak jej nazwiska.
Ale jest to dla mnie najpiękniejszy obraz Miasteczka.
--------------------------------------------------------------
Pytanie do tych osób które znają moje książki: "Czy ten tekst nadaje się do nowej książki, która ma powstać?" Będzie to książka o Kraju nad Wisłą.

sobota, 6 października 2018

Pamiątki z wakacji


1. Wyroby ze słoni /z kości słoniowej/, nosorożców i hipopotamów.

2. Rzeźbione kości morsów lub wielorybów.

3. Wyroby ze skóry zebry lub antylopy.

4. Skóry i inne trofea z niedźwiedzi a także środki medycyny ludowej wykorzystujące niedźwiedzie fragmenty.

5. Wyroby ze skóry krokodyli, waranów, węży z rodziny dusicieli /boa, pytony, anakondy/.

6. Skóry i trofea pochodzące od dzikich kotów.

7. Wyroby z wełny wikunii andyjskiej i wełny antylopy cziru.

8. Produkty z ryb jesiotrowatych /w tym kawior/.

9. Wszelkie wyroby ze skorup żółwi.

10. Biżuteria i inne wyroby z korali rafotwórczych.

11. Storczyki, kaktusy, wilczomlecze i niektóre rośliny owadożerne – dotyczy to zarówno żywych roślin jak i ich cebulek oraz bulw.

12. Muszle i wyroby z muszli małż z mórz tropikalnych.
----------------------------------------------------------------------

Tych wszystkich pamiątek nie można przywozić z wakacji z zagranicy. I pewnie jeszcze wielu innych.

No właśnie. A Wy jak gdzieś wyjeżdżacie to przywozicie sobie jakieś pamiątki? Czy wystarczą Wam tylko zdjęcia i wspomnienia.?
Bo ja to sobie kiedyś przywiozłam nawet piasek z jednej przepięknej plaży… Ta plaża znajdowała się na Wyspie Nauczycielskiej należącej do Grecji.I mam go do dziś w malutkim pudełeczku...
Mam też koszyk pełen szyszek pinii zebranych w jednym małym miasteczku pod Rzymem...
I mam też mnóstwo muszelek i przeróżnych kamieni z nad Bałtyku.
A najstarszą pamiątką /ale nie z wakacji tylko z podróży służbowej/ są malusieńkie związane grubą nitką czerwone, gliniane kubeczki szczęścia, które przywiozłam sobie z Buenos Aires trzydzieści kilka lat temu. Nie kupiłam ich sobie sama, tylko dostałam w prezencie na pamiątkę...

Krócej byłoby napisać czego sobie nie przywoziłam z różnych wakacji,  urlopów czy podróży służbowych.

czwartek, 4 października 2018

O wadach Polaków



Winston Churchill miał w swoich pismach tak napisać o Polakach:

Historia Europy ma swoją tragiczną tajemnicę, właśnie Polaków, którzy indywidualnie są zdolni do heroizmu i posiadają cnoty waleczności i wdzięku, a którzy wykazują w swoim życiu państwowym niedostatki nieuleczalne. Wspaniali w rewolcie i w czasie klęski, stają się nikczemni i nędzni w chwili zwycięstwa. Odważni z odważnych są częstokroć kierowani przez podłych pomiędzy najpodlejszymi. Trudno mówić o arogancji i błędach ich polityki, o straszliwych rzeziach i nieszczęściach, na które zostali skazani przez wariactwa swojej polityki”….

Ufff…
Mocne, prawda?
A najgorsze, że nadal aktualne.
Co na to powiecie Mili Moi???

A to zdjęcie to tak tylko dla ozdoby. Bo akurat przechodziłam wczoraj koło tego pnia i jego korzeni...

wtorek, 2 października 2018

Telefon stacjonarny czyli siedmioro /a może i więcej/ nieślubnych dzieci/

                                    Czy ten kot się śmieje? Kociarzy pytam...

Mniej więcej o dwudziestej trzeciej zadzwonił telefon stacjonarny.
Dzwonił i dzwonił, bo nie chciało nam się wstać i go odebrać.
- Słucham – powiedziałam gdy wreszcie doczłapałam do aparatu.
- Cześć, Zosia mówi. Pamiętasz mnie? Pracowałyśmy kiedyś razem. Znalazłam twój telefon i dzwonię, żeby ci powiedzieć, że mąż Halinki miał nieślubne dziecko… I wyobrażasz sobie, że ona o tym nic nie wiedziała? Dopiero jak umarł, bo to stary dziad był ze dwadzieścia pięć lat starszy od niej, to zgłosiła się do niej jakaś panienka z papierem. A na tym papierze stało jak wół napisane, że on potwierdza, że jest jej ojcem.
- Halo – chciałam jej przerwać, bo chyba nie znałam żadnej Zosi ani Halinki, ani jej dwadzieścia pięć lat starszego męża, nie mówiąc o jego nieślubnej córce…
- I wiesz co tam się teraz dzieje? Halinka powiedziała, że po jej trupie, że nie będzie swoim dzieciom i wnukom od ust odejmować, że każdy może taki papierek pokazać… Ale ja myślę, że ona powinna do grafologa ten papierek oddać. Ale ta dziewczyna już sprawę do sądu oddała… A ten dziad to bogaty był, tak że dziewczyna ma o co walczyć… I nie wiadomo czy on był jej ojcem czy nie… No i nie wiadomo co to za jedna ta jej mamusia…
Odłożyłam słuchawkę, bo już wiedziałam, że to była pomyłka.
Ale…
Zatrzymałam się w pół kroku…
Wróciłam…
Otworzyłam drzwi do drugiego pokoju…
Druga Połowa siedziała na środku dywanu w otoczeniu testów, książek i różnych papierzysk i dwóch laptopów… I tak prosto z mostu, bez podchodów zapytałam:
- Słuchaj, masz nieślubne dzieci…?
- Mam – odpowiedział bardzo spokojnie.- Siedmioro. Ale ciągle zgłaszają się nowe.
- Ile???? – zapytałam przerażona.
- Jak będę miał pecha to może być i piętnaścioro. I wszystkie chcą historię albo wos zdawać… Wiesz ile będę miał roboty? Ale skąd ja mogę wiedzieć czy one są nieślubne…?
Gdy wracałam do swojego pokoju, wyciągnęłam z kontaktu wtyczkę od telefonu stacjonarnego.
---------------------------------------------------------------
/Jak się domyślacie moja Druga Połowa jest belfrem. I te jego „nieślubne” dzieci wybierały sobie przedmioty na maturę./

/Był to urywek z mojej książki pt: "Zwariowałam"./

niedziela, 30 września 2018

Choroby pieseczków



Czy wiecie na co najczęściej chorują psy?

Bulteriery – te co mają pysk podobny do świńskiego ryjka – na głuchotę.

Rottweilery często atakuje artretyzm i osteoporoza.

Psy o nazwie shar pei cierpią na zapalenie skóry.

Boksery mają często nowotwory.

Mopsom wypadają gałki oczne.

Dog niemiecki choruje często na skręt jelit i żołądka.

Dobermana atakują choroby serca.

Basseta męczy zapalenie spojówek.

Bernardyn często się przegrzewa i wywija mu się powieka.

Jamnik – to wiadomo, że często ma urazy i zwyrodnienia kręgosłupa.

Cocker-spaniel – zapalenie uszu.

Sznaucer miniaturowy choruje na cukrzycę.

Chihuahua cierpi na zapaść tchawicy.

A owczarki szkockie i szetlandzkie /to te niższe/ chorują często na żołądek. Często wymiotują i potem nie mają apetytu. To takie psy jak słynna Lassie z przepięknego filmu „Lassie wróć”. A także takie ja ta na zdjęciu wyżej. To moja Lassie. A właściwie nasza, bo kochała nas wszystkich. A my do dziś ją wspominamy, chociaż biega po niebiańskiej łączce już prawie 10 lat. A jak odeszła to pisałam w tekście "Jej portret" w książce pt: "Zwariowałam".

Napiszecie coś o swoich pieseczkach?

Albo o koteczkach...

W tę niedzielę zabierzmy ze sobą sowę,...

    .... bo sowa to symbol mądrości.                         Georges Freche - były mer Montpelier i  były samorządowiec wygrywający masę...