piątek, 18 września 2020

Vratislavia. Breslau, Wrocław

Poniższy tekst został nagrodzony w konkursie portalu kobieta50plus.pl

https://www.kobieta50plus.pl/pl/rynek-50-plus/wyniki-konkursu-wakacje-z-koronawirusem-w-tle

i znajduje się /bez zdjęć/ także tutaj:

https://www.kobieta50plus.pl/pl/weranda-literacka/vratislavia-breslau-wroclaw

--------------------------------------------------------------------------------------------------

-To będziesz tak całe lato siedziała z chłopakami na działce? - zapytał na początku sierpnia młodszy syn.- Ty, która lubisz podróżować i zwiedzać i potem o tym pisać?

- A co mam robić – zapytałam – przecież nie powinnam ryzykować. Przecież zewsząd czyha ta paskudna zaraza.

- Zarazić się możesz w sklepiku w którym robisz codziennie zakupy. Od jakiegoś miejscowego, który nie nosi maseczki i który ci nakicha w twarz przy wybieraniu z półki pieczywa.

- Też prawda – przyznałam mu rację. - To radzisz mi gdzieś wyjechać?

- Oczywiście. Zabierz męża, wnuki i jedźcie….. na przykład do Wrocławia.

- Super – zapaliłam się do pomysłu – ale gdzie i u kogo mamy się zatrzymać?

- Mam we Wrocławiu kolegę jeszcze ze studiów. On mi kiedyś mówił, że w czasie nieobecności wynajmuje swoje małe mieszkanko. Mieszka gdzieś w rynku. Zaraz się z nim skontaktuję.

Po paru minutach mieliśmy „jasność w temacie”. Na samym wrocławskim rynku, po drugiej stronie ratusza na 4-tym piętrze tuż pod dachem możemy zamieszkać na parę dni w starej /oczywiście poniemieckiej/ kamienicy w małym 2-pokojowym mieszkaniu. Oczywiście za odpowiednią opłatą. Ale zdecydować się trzeba natychmiast. No bo ludzie zaczęli się ruszać z domów i wyjeżdżać w Polskę.

Zdecydowaliśmy się. Bo we Wrocławiu urodził się i mieszkał przez pierwsze trzy lata dziadek moich wnuków. Bo we Wrocławiu zaczynali powojenne życie moi Rodzice, bo we Wrocławiu byliśmy ostatnio 15 lat temu świętując okrągłą rocznicę naszego ślubu. Mieszkaliśmy wtedy w Hotelu Tumskim. I z hotelowego okna mieliśmy widok na Katedrę i na Zielony Most. Bo Wrocław to niewątpliwie piękne miasto.

No i jest tam około 600 krasnali, które bardzo chciał zobaczyć młodszy wnuk. I wspaniały Ogród Zoologiczny.

Nie można było nie pojechać.

Pojechaliśmy na pięć dni. Wyjechaliśmy do miasta nad Odrą w poniedziałek rano a wróciliśmy w piątek wieczorem.

Atrakcji było mnóstwo.

Niektóre z nich były jednak stresujące i trochę męczące.

Na przykład podróż. W obydwie strony jechaliśmy w 6-osobowym przedziale w maseczkach. Było okropnie duszno i męcząco. A jechaliśmy za każdym razem 6 godzin.

Na przykład straszliwy upał. Przez pięć dni poruszaliśmy się jak muchy w smole.

No i to mieszkanko – wprawdzie z pięknym widokiem na rynek, ale tuż pod samym dachem. A wchodziliśmy do niego kilka razy dziennie po bardzo stromych schodach.

Ale było warto.

O tym, że Wrocław to miasto poniemieckie to przecież wszyscy wiemy. Mąż, który jest historykiem prosił żeby dodać, że to miasto przez wieki leżało w strefie wpływów czesko-niemiecko-polskich, oczywiście z dominującą kulturą niemiecką. Chociaż w średniowieczu było miastem polskim…

Ja sobie to po raz kolejny uświadomiłam gdy już pierwszego dnia po wyjściu z pociągu na wrocławskim Dworcu Głównym zobaczyłam napis „Durchgang zur Lurstrasse”.

Trochę mnie to zaskoczyło, no ale przypomniałam sobie, że w miastach na Polskich Kresach istnieją polskie napisy.

A potem szliśmy w kierunku Rynku. I przepięknego wrocławskiego Ratusza.

I tam zaczęliśmy spotykać krasnale. Na przykład te dwa piękne Syzyfki toczące kule na budowę ratusza. Albo Strażnika-Śpiocha. Albo Pożarki biegnące do pożaru. Jeden z nich ma przecudnie rozwianą brodę. Było ich zresztą mnóstwo. Co chwilę „wyrastały” nam pod nogami. Czasami też znajdowaliśmy je w zacisznych miejscach albo leżących prawie na środku ulicy.

Nie będę przypominać historii Wrocławia. Każdy z pewnością wie, że to niezwykłe miasto zostało założone przez czeskiego księcia Vratislava. Przez wieki było obracane w ruinę i znowu się odradzało. A w 1939 roku stacjonowały tu oddziały Wermachtu przed wejściem do Polski. A w słynnej Hali Stulecia przemawiał Adolf Hitler.

Po wojnie Wrocław zaczęli zaludniać osadnicy ze wschodu. Ale to też wszyscy wiedzą, bo to nasza polska, skomplikowana historia. Ja w każdym razie ze wzruszeniem patrzyłam na Restaurację Lwowską znajdującą się przy Rynku. A także na pomnik Aleksandra Fredry, który został przeniesiony przed wrocławski ratusz ze Lwowa.

Zwiedzanie Wrocławia trzeba było dostosować do wieku wnuków i ich zainteresowań a także do wieku ich dziadków czyli nas. A przede wszystkim do istniejącej pandemii i do różnego rodzaju zakazów i nakazów.

Codziennie wędrowaliśmy więc śladami krasnoludków. Ale zwiedziliśmy tez wspaniałe Hydropolis czyli Muzeum Wody. To Muzeum zostało parę lat temu zaliczone do Cudów Polski. A wchodzi się do niego przez ścianę wody…

Drugi dzień spędziliśmy we Wrocławskim ZOO. W ten sposób zrealizowaliśmy życzenie młodszego wnuka, który w swoje urodziny koniecznie chciał zobaczyć najciekawsze polskie ZOO. I najstarsze na ziemiach polskich, bo zostało założone w roku 1865.

W ciągu 6 godzin wędrówki odwiedziliśmy najpierw tygrysicę sumatrzańską z 2 miesięcznym dzieckiem, hipopotama karłowatego, największe gryzonie czyli kapibary, dwie małe pandy /w tym jedną bez ogona/ całe Afrykarium a w nim rodzinę waleni z dzieckiem, warany czyli smoki z Komodo i wiele wiele innych. Wzruszający był widok czterech wielbłądów jednogarbnych leżących obok siebie na wybiegu. Naprawdę całe ZOO zrobiło na nas niesamowite wrażenie.



Ostatniego dnia chcieliśmy obejrzeć Panoramę Racławicką. Niestety była w konserwacji, o czym wcześniej nie wiedzieliśmy.

Wnuki były już bardzo zmęczone i pełne wrażeń więc wróciły na 4 piętro naszego tymczasowego mieszkanka przy wrocławskim rynku.

Ich dziadek poszedł szukać śladów swojego najwcześniejszego dzieciństwa a także na jeden z cmentarzy aby zapalić znicz swojemu wujkowi.

A ja pojechałam na Ostrów Tumski i usiadłam sobie koło Mostu Tumskiego. I zauważyłam na nim rzeźbę Świętej Jadwigi...

A po Odrze pływały statki…

/To była tylko kropla w morzu wrażeń, przeżyć i spostrzeżeń z naszego pobytu w Stolicy Dolnego Śląska/

-----------------------------------------------------------------------------

A o  wrocławskich krasnoludkach pisałam już tutaj:

http://stokrotkastories.blogspot.com/2020/08/dzisiaj-beda-wrocawskie-krasnoludki.html


środa, 16 września 2020

Napuka czyli Wyspy Rozczarowania



Wyspy Rozczarowania leża na Oceanie Spokojnym i należą do Polinezji Francuskiej.
Zajmują powierzchnię zaledwie 8 km.kw i zamieszkuje je ok. 300 osób.
Pod koniec stycznia 1521 roku wyspy odkrył prawdopodobnie Ferdynand Magellan.
W 1977 roku na wyspach otwarto lotnisko.
Przeczytajcie proszę jak o tych wyspach pisze Judith Schalansky w książce "Atlas wysp odległych" podtytuł książki "Pięćdziesiąt wysp na których nie byłam i nigdy nie będę".

Przepisuję dokładnie:
"Gdy 18 listopada 1520 roku docierają na wielki ocean i biorą kurs na północny zachód kapitan wyprawy, Ferdynand Magellan, twierdzi, że za niecały miesiąc dopłyną do Wysp Korzennych. Ale załoga szybko przestaje mu wierzyć. Mijają tygodnie, a lądu nie widać. Ocean jest zupełnie gładki, nazywają go więc spokojnym, Mare Pacifico  Mogłoby się wydawać, że otworzyła się brama wieczności, a oni płyną prosto w jej stronę. Wkrótce igła kompasu ledwie ma siłę wskazywać północ, a załodze zaczyna brakować jedzenia: suchary są już tylko prochem przemieszanym z mysimi odchodami i robactwem, a woda pitna żółtą, zgniłą zupą. By nie umrzeć z głodu, jedzą trociny i kawałki skóry, którymi dla ochrony owija się reje. Twardą jak kamień skórę moczą cztery, więć dni w morzu, by zmiękła, potem pieką ją na węgiel i połykają.
Gdy okazuje się, że na pokładzie są szczury, zaczyna się polowanie. Za wychudzonego osobnika można dostać nawet pól dukata. Pewien niecierpliwy marynarz połyka kupionego szczura na surowo, a dwóch innych kłóci się o zabitego zwierzka, w końcu jeden zabija drugiego siekierą. Zamierzają poćwiartować zabójcę, ale nikt nie ma siły aby wykonać wyrok, duszą więc go i wyrzucają za burtę.
Za każdym razem gdy ktoś umiera Magellan każe szybko zaszyć ciało w płótno żaglowe i wyrzucić do morza, zanim jego ludzie zmienią się w kanibali. Pozostali rzeczywiście patrzą pożądliwie na ciala towarzyszy zmarlych na skutek głodu lub choroby powodujące krwawienie dziąseł. 
Gdy po 50 dniach w końcu docierają do lądu, nie mogą zakotwiczyć w pobliu; wysyłają na wyspy łodzie, ale nie znajdują ani wody ani pożywienia. Nazywają je Wyspami Rozczarowania i płyną dalej.
Pisarz okrętowy Antonio Pigafette notuje: Jestem pewien, że w podobną podróż nikt się już nigdy nie wyprawi.
--------------------------------------------------------------------------
Jak może zauważyliście od pewnego czasu przepisuję Wam dokładnie kolejny rozdział w/w książki dotyczącej różnych odleglych wysp.
Zawsze z jakiegoś konkretnego powodu wybieram tę a nie inną wyspę.
Czy wiecie dlaczego akurat teraz wybrałam Wyspy Rozczarowania?


poniedziałek, 14 września 2020

Moja Piątka na Przełęczy Szpiglasowej

/wszystkie zdjęcia można powiększyć/
-To może tym razem pójdziemy do Morskiego Oka przez Przełęcz Szpiglasową? - zapytał Młodszy czyli Geograf...
 -A to jest bardzo wysoko? Trudno tam się wchodzi - zapytał 12-latek czyli Pytalski. 
- Łatwo nie jest, ale dasz radę. Będziemy wszyscy razem to Ci pomożemy. No i tam są łańcuchy, które ułatwiają wejście i takie klamry, na których można postawić nogi... - zachęcił go Geograf.
 - To ja się chyba będę bał - stwierdził 12 latek. 
- No coś Ty? - zapytał Starszy czyli jego tata - przecież jak byliśmy kiedyś na Czerwonych Wierchach to miałeś tylko 6 lat. I nie bałeś się. A co zapamiętałeś z tamtej wycieczki?
 - Kozice - uśmiechnął się Pytalski - jak weszliśmy na pierwszy Czerwony Wierch to zobaczyłem kozice. Stały sobie we mgle a ja nie chciałem wierzyć że one są prawdziwe - zaczął wspominać Pytalski. 
- No widzisz? - może i na Szpiglasowej spotkamy kozice... bo one bardzo wysoko wchodzą. Czasami jeszcze wyżej niż ludzie - powiedział mu Młodszy.. 
- Tylko nie pękaj Młody .... jak idziemy to wszyscy. A Babci będziemy zdjęcia z drogi wysyłać - zachęcił go 16-latek czyli Szczerbaty.
A więc 20 sierpnia 2020 roku poszli do Morskiego Oka Starszy z Żoną, Młodszy czyli Geograf jako kierownik wycieczki, 16-latek czyli Szczerbaty i ten najmłodszy 12-letni Pytalski.
Najpierw dojechali busikiem do Palenicy Białczańskiej i pieszo doszli szosą do wylotu Doliny Roztoki przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Następnie Roztoką powędrowali w górę doliny pod Wodospad Siklawa. Potem zatrzymali się aby odpocząć i zjeść  co-nieco w Schronisku w Pięciu Stawach. A potem wyruszyli ścieżką wiodącą Doliną Pięciu Stawów Polskich. I w pewnym momencie zaczęli się wspinać...na Przełęcz Szpiglasową...

Idą w kolejności: Geograf, Pytalski, Szczerbaty, Jedyna Kobieta w tej grupie czyli Moja Synowa... a na końcu Starszy, którego nie widać bo robi zdjęcia...
                               Już prawie weszli na Przełęcz...


A jak weszli to zobaczyli wychodzącego zza skał świstaka. A potem, niżej były jeszcze dwa świstaki. I wszystkie bardzo głośno świstały. Najwyraźniej ostrzegały swoich towarzyszy, że nadciągają ich wrogowie czyli ludzie...

      A potem zobaczyli schylonego Mnicha nad Morskim Okiem...
I zaczęli schodzić w dół do schroniska nad Morskim Okiem...

-----------------------------------------------------------------------------
Do domu na Skibówkach w dzielnicy Zakopanego wrócili po 21-szej. A wędrowali po górach od 8 rano. Najbardziej cieszył się oczywiście najmłodszy czyli 12-letni Pytalski. Także dlatego, że spotkał świstaki na szlaku...
A nauczyła ich takich wędrówek babcia Stokrotka. No może nie wszystkich, ale najpierw osobistego męża, potem synów..... A potem oni zaczęli uczyć nasze wnuki...
I tak się stworzyła w rodzinie tradycja chodzenia po Najpiękniejszych Górach Świata...
Wiecie jak się z tego cieszę???

----------------------------------------------------------------------
A tam na zdjęciu na samej górze siedzi nad Hińczowym Stawem w Tatrach Słowackich - na wysokości 1844m. babcia Stokrotka. Wtedy wprawdzie nie była jeszcze babcią, ale miała już dorosłych synów...

sobota, 12 września 2020

Bifurkacja i turkusowe jeziorko - z cyklu "Polska nieznana"

Słyszeliście o bifurkacji?
To znaczy mam na myśli tę bifurkację geograficzną. 
No więc bifurkacja to inaczej skrzyżowanie dwóch rzek. Ale takie skrzyżowanie pod kątem prostym.
Mamy takie "coś" w Polsce, a jest to unikat na skalę światową. W Europie jest tylko jedyne...
W leżącym 60 km. na wschód od Poznania Wągrowcu rzeki Wełna i Nielba przepływają przez siebie wpadając w ruch wirowy, po czym każda toczy dalej wody w swoim kierunku, Zjawisko to jest nie dziełem przyrody tylko ludzkich rąk. Nikt o nim przed rokiem 1830 nie słyszał. Pojawiło się ono jako efekt prac melioracyjnych. Taka wodna ekwilibrystyka jest możliwa tylko na płaskim terenie gdzie spadek wody praktycznie nie istnieje. 
Wprawdzie nie byłam nigdy w Wągrowcu ale o tej bifurkacji opowiadał mi kiedyś kolega- kajakarz.
Tak to wygląda na zdjęciu.

-----------------------------------------------------------------------------
Dawno temu spędzaliśmy urlop z dziećmi na wyspie Wolin. I tam w czasie pieszych wędrówek natrafiliśmy na przepiękne jeziorko o turkusowej barwie. Jest ono z pewnością najpiękniejsze wśród jeziorek Wolińskiego Parku Narodowego. Zatrzymaliśmy się zdziwieni nad brzegiem tego Jeziorka oczarowani jego pięknym kolorem. I potem nie chciało nam się dalej iść. Ta  barwa wody, która połyskuje w nim turkusowo to efekt odbicia światła od kredowego białego dna.
Jeziorko to swoje powstanie zawdzięcza działalności gospodarczej człowieka. Niegdyś wydobywano w tym miejscu węglan wapnia, a kiedy kopalnię zamknięto, wyrobisko zalano wodą. I stąd niesamowity kolor jego wody.'
                                
Pamiętam też że znad tego jeziorka weszliśmy na pagórki z których były piękne widoki na Piaskową Górę. I na nią też weszliśmy.
A na koniec poszliśmy coś zjeść do najbliższej gospody.
I tam do drugiego dania podano nam na półmisku zieloną sałatę ze śmietaną. I nagle ta sałata zaczęła się delikatnie ruszać.... i wypełzł spod niej ślimaczek. 
A my zaczęliśmy się zastanawiać czy ten ślimaczek to nie przypełzł przypadkiem za nami z tego Turkusowego Jeziorka.
Takich chwil się nie zapomina.
Szczególnie, że byliśmy piękni i młodzi, a nasze dzieci były wtedy młodsze od naszych wnuków...
Od tego czasu pytamy: "Czy to było przedtem zanim nam podano do jedzenia ślimaczka ....czy potem"???

wtorek, 8 września 2020

poniedziałek, 7 września 2020

Tęczowe fakty

1. Autorstwo tęczowej flagi przypisuje się amerykańskiemu artyście Gilbertowi Bakerowi. Od momentu pierwszej prezentacji w 1978 roku flaga przeszła liczne zmiany - zmniejszano i zwiększano liczbę kolorów oraz modyfikowano odcienie.
2. Znaczenie poszczególnych kolorów.

niedziela, 6 września 2020

Orla Perć


Orla Perć to najtrudniejszy szlak w Tatrach Polskich. Szlak koloru czerwonego prowadzi od Przełęczy Zawrat przez Kozi Wierch, Granaty, Buczynowe Turnie po przełęcz Krzyżne. Jego wytyczenie zaproponował w 1901 roku Franciszek H.Nowicki, a inicjatywę podjął ksiądz Walenty Gadowski, pod którego kierunkiem szlak został zbudowany i oznakowany w latach 1903-1906.
Na trudnych i niebezpiecznych odcinkach umieszczono wiele sztucznych ułatwień takich jak klamry, łańcuchy i drabinki.
"Orla Perć" dostępna jest tylko dla doświadczonych turystów górskich, niewrażliwych na ekspozycję. Należy ją przechodzić tylko latem i tylko przy dobrych warunkach pogodowych tzn. przy braku śniegu i lodu. Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe zaleca używanie na Orlej Perci kasków ochronnych i autoasekuracji umożliwiającej wpięcie lonży typu "via ferrata" do klamer, łańcuchów i drabinek".  
Niektórzy z Was pamiętają może albo wiedzą z moich książek "Zwariowałam" i "Nadal wariuję", że Tatry, które nazywam Najpiękniejszymi Górami Świata przewędrowałam kiedyś wzdłuż i wszerz. Przez wiele lat zdobywałam szczyty /np. Rysy i Krywań/, przełęcze /np. Przełęcz Szpiglasową, Zawrat czy Krzyżne/ a także wędrowałam po przysłopach, dolinach i reglach.
Orlej Perci jednak nie zdobyłam, chociaż usiłowałam to zrobić mając 20 lat.
Zwyciężył rozsądek gdy po kilkunastu minutach wchodzenia od strony Zawratu jakiś wytrawny starszy turysta powiedział mi: "Dziewczyno, jeśli się boisz to nie idź dalej".
Bałam się rzeczywiście, więc wróciłam.
Nigdy tego nie żałowałam.... bo w górach nie wolno się bać...
-------------------------------------------------------------------------------------
Chodziliście po Tatrach? Zdobywaliście jakieś szczyty albo przełęcze? A może ktoś z Was przeszedł całą Orlą Perć?
A może ktoś z Was chodzi teraz po Tatrach?

piątek, 4 września 2020

10 zasad życia w nowym niewspaniałym świecie

W czerwcowym numerze dwumiesięcznika KSIĄŻKI znalazłam "10 zasad życia w nowym niewspaniałym świecie."
Ich twórcą jest profesor Tadeusz Sławek - anglista, tłumacz, poeta, literaturoznawca, profesor UW w latach 1996-2002 i jego rektor. Twórca wielu książek i nagród. Jego esej pt: "Kafka. Życie w przestrzeni bez rozstrzygnięć" jest wśród tegorocznych książek nominowanych do nagrody Nike.
Przepiszę je dla Was bez żadnego komentarza:
1. Odzyskajmy i praktykujmy czułość dla świata naszej codziennej krzątaniny.
2. Doceńmy przygodność naszego życia. Przesuńmy akcenty z tego, co planowaliśmy, na to, co niczym kornik drąży w naszych planach swoje szlaki.
3. Odzyskajmy autonomiczność życia, wyrwijmy je z zachłannych objęć władzy, której uścisk pozornie chroni, w istocie szybko zaczyna dusić.
4, Nie tyle posłusznie słuchajmy ile samodzielnie i krytycznie słyszmy. Wokół sączy się szum manipulacji.
5. Przywróćmy wstydowi należne miejsce jako warunkowi mądrej polityki.
6. Uwierzymy, że nie ten jest górą, kto zalewa rozmówcę potokiem słów, lecz ten, kto potrafi wysłuchać i precyzyjnie odnieść się do tego, co usłyszał.
7. Unikajmy budowania murów i chowania się w kryjówkach. To niezbędne, by zrozumieć różnorodność i bogactwo świata. Nie budujmy kultu "swojskości".
8. Miejmy poczucie humoru, bo nic tak nie sprzyja tworzeniu wyłomów w istniejących murach. Humor nie pozwala żywić uczucia złości na cały świat.
9. Nie dajmy się ponieść logice odwetu, który każe się mścić na wszystkich za domniemane krzywdy i urazy.
10. Nade wszystko szanujmy mowę. To ona może przeprowadzić nas przez rozpacz, wyrazić nadzieję a nawet wieczność.
-----------------------------------------------------------------------------------
Mili Moi! A więc do dzieła!
To wszystko jest przecież takie proste i mądre.

środa, 2 września 2020

Szukamy skarbów?

1. Jak będziecie w Indonezji to możecie ponurkować między wyspami i poszukać zatopionego w 1511 roku statku FLOR DE LA MAR. Znajdowało się na nim złoto i diamenty zdobyte przez Portugalczyków w Zachodnich Indiach. Szacuje się wartość tego skarbu na 2,6 miliardów dolarów.
Wprawdzie co pewien czas podawana jest informacja, że ten skarb już odnaleziono, ale kto wie jak jest naprawdę. A nawet jak odnaleziono to z pewnością nie wszystko. A więc warto zanurkować...

2. Na terenie Niemiec, Słowacji albo czeskich Moraw można się dokopać do GROBOWCA ATTYLLI. Jego wartość jest równie wielka bo szacuje się ją na 2,5 miliarda dolarów. A są tam złoto i drogocenne klejnoty oraz złota oraz srebrna trumna legendarnego wodza Hunów. Kopiemy???To nie tak daleko od nas...

3. Wartość BURSZTYNOWEJ KOMNATY to "zaledwie" 170 milionów dolarów. Poszukuje się jej w Niemczech, Rosji, na Litwie i w Polsce. Była niewielka bo jej wymiary to 10 metrów na 11,5 metra. Ale na jej wykonanie zużyto 5,4 tony bursztynu. Szuka się jej bezskutecznie od 1945 roku.

4. SKARB RODZINY ROMANOWÓW to podobno 150 mln.dolarów.Należy go szukać na terenie Rosji, a niektórzy twierdzą że  na całym świecie. Szuka się go od 1918 roku. Sa w nim oczywiście klejnoty koronacyjne, złoto, bizuteria, diamenty... Czy ktoś z Was chciałby sobie założyć na głowę carską koronę??? Myśle, że każdy z nas, chociaż na chwilę...

5. Na Wyspach Kokosowych u wybrzeży Kostaryki możnaby odkopać zaginiony w 1829 roku  SKARB Z LIMY. Ma wartość "zaledwie" 75 milionów dolarów ale przynajmniej wiadomo, że należy szukać 200 skrzyń zawierających klejnoty.

6. W Zatoce Wash we wschodniej Anglii od 1216 roku leżą KLEJNOTY KRÓŁA JANA. Są to klejnoty koronacyjne, złoto i drogocenne kamienie o wartości 65 milionów dolarów.

7. Natomiast inkaskiego złota i artefaktów czyli ZAGINIONEGO ZŁOTEGO MIASTA PAITITI należy szukać w Peru lub Brazylii. Ma podobno wartość 10 milionów dolarów.
-------------------------------------------------------------------------
To gdzie będziecie szukać?
Tak sobie żartuję ale przecież gdyby jakiemuś zwykłemu człowiekowi udało się odnależć jakiś skarb to nie wiedziałby co z nim zrobić...
Ja z pewnością przeznaczyłabym go dla chorych i biednych dzieci na całym świecie.
Bo przecież ci najbogatsi ludzie nie lubią się dzielić swoim bogactwem... Niektórzy wprawdzie zakładają jakieś fundacje i przekazują duże kwoty na pomoc dla biednych..... ale nie jest ich wielu...
A na całym świecie dzieci umieraja z chorób i głodu.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Poczet słynnych kobiet - część szesnasta

Sprawiedliwe władczynie i bezwzględne despotki. Skuteczne dyplomatki oraz dzielne wojowniczki. Utalentowane artystki i niezależne emancypantki. Kobiety zmieniające oblicza świata.

Nie było ich wiele bo nigdy nie miały równych praw z mężczyznami.

Ale te, o których chcę napisać były naprawdę WYJĄTKOWE.
16. Bojowniczka o prawa kobiet czyli EMMELINE PANKHURST /1858-1928/

Angielska działaczka społeczna, liderka ruchu sufrażystek, walczącego o prawa wyborcze dla kobiet. Córka postępowych aktywistów, w wieku 21 lat wyszła za starszego o ponad 20 lat Richarda Pankhursta - znanego prawnika i działacza socjalistycznego. W następnych latach obydwoje brali udział w różnych inicjatywach zmierzających do przyznania kobietom praw wyborczych. W 1903 r. już jako wdowa, wraz z córkami została współzałożycielką Społeczno-Politycznego Ruchu Kobiet - radykalnej organizacji kobiecej.
Członkinie Ruchu zakłócały wystąpienia polityków, próbowały wedrzeć się do parlamentu, wdawały się w walki z policją, tłukły szyby i witryny sklepowe, niszczyły dzieła sztuki, a nawet podpalały budynki. Odmawiając płacenia kar ze swe akcje trafiały do więzień gdzie podejmowały strajki głodowe. Emmeline była aresztowana kilkakrotnie, przeszła też w związku z głodowym strajkami przymusowe karmienie.
Jej hasłem było "I would rather be a rebel than a slave" /Wolałabym być buntownikiem niż niewolnikiem/

Po wybuchu I wojny światowej sufrażystki zawiesiły akcje antyrządowe i zorganizowały kampanię prowojenną. Koniec wojny przyniósł im realizację głównych postulatów- w 1918 roku kobietom przyznano ograniczone prawo wyborcze, a 10 lat później ostatecznie zrównano je z prawach z mężczyznami.
Po wojnie Emmeline Pankhurst spędziła kilka lat w USA gdzie działała na rzecz walki z chorobami wenerycznymi.
W 2015 roku powstał w USA poruszający film pt: "Sufrażystka". W rolę Emmeline Pankhurst wcieliła się rewelacyjnie Meryl Streep.
https://www.filmweb.pl/video/Zwiastun/Sufra%C5%BCystka+Zwiastun+nr+2+polski-37605


sobota, 29 sierpnia 2020

Wokół wiary...

Patrzę przez okno działkowego domeczku na nasze 400 metrów kwadratowych.
I na padający deszcz.

Biorę do ręki "Ocalenie" Czesława Miłosza. A tam takie słowa:
"Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wierzbie albo kroplę rosy
I wie, że one są - bo są konieczne"

A u księdza Jana Twardowskiego w książce "Kilka myśli o wierze, nadziei i miłości" czytam:
"Biło serce w gardle
Już odszedł - beczałem
Ktoś nie wiedząc chwycił mnie za ucho
rzucił jak koc na ziemię
Ucz się wiary - krzyczał

Pokazałem mu język
bo wiara to nie nauka
to doświadczenie"
-------------------------------------------------------------------------------------
Zamyśliłam się. Bo przecież to takie proste - prawda? 
A Wy jak rozumiecie te słowa?
Napiszcie proszę, niezależnie od tego jaki macie światopogląd.

Vratislavia. Breslau, Wrocław

Poniższy tekst został nagrodzony w konkursie portalu kobieta50plus.pl https://www.kobieta50plus.pl/pl/rynek-50-plus/wyniki-konkursu-wakacje-...