Tekst ten dedykuję mojej pierwszej synowej Izie, która kiedyś stworzyła taki obrazek/mapkę i sprezentowała go Babci Zosi, czyli mojej Mamie...
Zdjęcie można powiększyć
Chciałabym bardzo, aby ten tekst był wyjątkowy i opisywał nie tylko "wędrówki Babci Zosi", ale aby świadczył także o wędrówkach prawie wszystkich osób i rodzin, tułających się po zakończeniu wojny po Polsce, której granice były zupełnie inne niż przed największym kataklizmem XX wieku.
Babcia Zosia urodziła się w Pińczowie w roku 1916. Jej tata, który był legionistą Piłsudskiego przebywał tam akurat razem z żoną i kilkoma synkami.
Gdy Polska odzyskała niepodległość cała rodzina wróciła do Rzeszowa a właściwie do pod-rzeszowskiej wtedy wsi Staromieście, w której były jej korzenie.
Mała Zosia rosła i uczyła się dobrze. Była jedyną córką ale miała pięciu braci. Gdy ukończyła seminarium nauczycielskie zainteresował się nią mieszkający w pobliżu bardzo uzdolniony rzeźbiarz i malarz, który tuż przed wybuchem II wojny światowej ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Niestety, dalszych studiów we Włoszech /na które młody rzeźbiarz dostał stypendium/ nie mógł rozpocząć bo wybuchła wojna.
Tuż przed wybuchem wojny młodzi wzięli ślub w kościele w Staromieściu. Zosia do ślubu szła z bukietem polnych kwiatów, które razem z przyszłym mężem idąc na ślub zebrali na łące
Pierwszym celem wspólnej wędrówki Babci Zosi i jej męża był Gródek Jagielloński niedaleko Lwowa. Pisałam o tym w tekście "Opowieść mojej Mamy" w dn. 10 lipca br.
Mąż Babci Zosi został zatrudniony w kościele farnym. Rzeźbił tam św.Jacka, św Jakuba i anioły.
Tam urodziła się im starsza córka.
Gdy do miasteczka weszli Niemcy i wymordowali wszystkich Żydów a potem gdy zaczęło się ludobójstwo na Wołyniu Babcia Zosia z mężem wrócili do domu rodzinnego w Rzeszowie. Na szczęście zdążyli...
Następnie "zawędrowali" do Zakopanego. W latach 1946-1947 mąż Babci pełnił funkcję dyrektora Szkoły Przemysłu Drzewnego, odpowiedzialnego głównie za dział rzeźby.
Potem była Jelenia Góra, czyli Ziemie Odzyskane. Tam Babcia Zosia z mężem i córeczką mieli zostać na dłużej. Zamieszkali w pięknym poniemieckim mieszkaniu. Wprawdzie miasto prawie wcale nie zostało zniszczone w czasie wojny, ale wiele rzeźb zarówno w świątyniach jak i tych stojących na placach wymagało odnowienia.
Następna była Łódź.
W czasie wojny Niemcy nazwę miasta zmienili na Litzmanstadt i zostało ono wcielone do Rzeszy. Dlatego miasto nie zostało w ogóle zniszczone, więc po wojnie władze chciały przenieść tu stolicę. Jak wiadomo Warszawa była jedną wielką ruiną. A w 1945 roku w Łodzi powstała Akademia Sztuk Pięknych i tam otrzymał zatrudnienie mąż Babci Zosi.
Potem przyszła wiadomość i zaproszenie z Warszawy.
Warszawa, którą odbudowywano potrzebowała nie tylko sił fizycznych ale też artystów, twórców, nauczycieli i intelektualistów.
W Warszawie Babcia Zosia zaczęła pracować najpierw w jednym z Domów Dziecka, bo sierot po wojnie było bardzo dużo, a potem w szkole podstawowej. Jednoczescie Babcia Zosia studiowała w Studium Nauczycielskim.
A mąż Babci Zosi rzucił się w wir pracy. Zaraz na początku został zaproszony do rekonstrukcji całkiem zniszczonego pomnika Fryderyka Chopina /był jednym z 6 rzeźbiarzy którzy go tworzyli od nowa/.
No i w Warszawie urodziła się Babci Zosi i jej mężowi druga córeczka.
To ta właśnie, która tak bardzo jest zakochana w swoim mieście...
Ta sama, która Was tak straszliwie zanudza...😊
















































