sobota, 8 maja 2021

Dwa zdjęcia

Taki obraz w postaci okładki w National Traveller ze sobą jako Podróżnikiem Roku otrzymał mój Geograf parę dni temu od swoich maturzystów:

A w tym moim tekście jest oryginalne zdjęcie:
http://stokrotkastories.blogspot.com/2019/10/urlop-szurnietego-geografa.html
---------------------------------------------------------------------------------------------
Kiedys robiłam sesję zdjęciową Garfieldowi: Miał wtedy pięć miesięcy.- zajrzyjcie tutaj proszę: http://stokrotkastories.blogspot.com/2020/01/sesja-zdjeciowa.html
Teraz koteczek jest już dojrzały i zna swoją wartość i urodę.
Jak jego Pani /ale to nie jestem ja/ogląda telewizję to Garfield siada na telewizorze bo też chce być oglądany. 
                                                           

czwartek, 6 maja 2021

Pandemia dla bogaczy

To, że w czasie wojen czy różnych kataklizmów dziejowych bogaci bogacą się najbardziej to jasne jak słońce. Tak samo jasne jak to, że najbardziej cierpią najbiedniejsi.

O bogacących się multimilionerach z całego świata już kiedyś pisałam.

A teraz chciałabym napisać parę słów o naszych rodzimych multimilionerach. Ale może mniej o ich bogaceniu się a więcej o wydawaniu pieniędzy.

Każdy przeciętny Polak ma jakieś mieszkanie lub domek. Niektórzy mają też domki czy też działki na wsi. Na przykład autorka tego bloga jest razem ze swoją rodziną posiadaczką domku drewnianego o powierzchni 34 mkw stojącego na 400-metrowej działce należącej do RODOS czyli Rodzinnych Ogródków Działkowych.

Mówi się, że zwariować można na każdej powierzchni - zarówno na 50 metrach kwadratowych mieszkania w bloku jak i w olbrzymiej willi. Z tym, że bogaci w czasie pandemii zmieniają te wille jak rękawiczki, bo mają ich kilka albo i kilkanaście - i to nie tylko w kraju ale i za granicą. Ale żeby przemieszczać się z jednej willi do drugiej wypada mieć nowy samochód. I to nie byle jaki - najlepiej marki Premium. Można też nabyć luksusowy samolot aby polecieć na Malediwy, Kubę, Dominikanę, do Kenii czy Meksyku.

A na Zanzibarze tygodniowy pobyt w luksusowym hotelu kosztuje zaledwie 6-7 tysięcy od osoby. Dlaczego więc nie polecieć?

Bogaci kupują dużo złota. W roku 2020 Polacy kupili dwa razy więcej złota niż w poprzenich latach, chociaż zdrożało o 30%.

Wśród prawie 77 tysięcy aut z wyższej półki kupionych w zeszłym roku było kilkaset Bentleyów, Ferrari, Aston Martinów, Lamborgini czy Maserati, które kosztują przynajmniej milion złotych. Rekordowy skok sprzedaży /prawie 70 %/ miała elektryczna Tesla. Cały czas mam na myśli nasz kraj. 

Wzrosły zakupy luksusowych domów i mieszkań. Najzamożniejsi Polacy podnoszą sobie status i komfort życia i kupują przepiękne apartamenty.

Rekordową cenę 7,7 mln zł zapłacono niedawno za lokal o powierzchni ponad 270  mkw położony o krok od bramy Łazienek Królewskich.... Wyobrażacie sobie jak się wkurzyłam???? Bo jako osoba, która urodziła się i mieszkała całe dzieciństwo tuż obok tego Parku - planowałam ten zakup - i ktoś mnie bezczelnie ubiegł!!!!!😉

------------------------------------------------------------------

/P.S. Powyższy tekst powstał na bazie informacji zawartych w jednym z artykułów znajdujących się w Newsweek Polska nr 16/2021./ 

A teraz przyznajcie się na co wydaliście swoje miliony w czasie pandemii?😀

wtorek, 4 maja 2021

Pamiętacie wczasy pracownicze?

Czy pamiętacie Przedsiębiorstwo Turystyczne o nazwie "Fundusz Wczasów Pracowniczych"? Czy ktoś z Was korzystał kiedyś z wczasów na które jeździli bardzo różni ludzie? Na takich wczasach można było spotkać górników, rybaków, rolników, nałogowych pijaków, panie lekkich obyczajów, najzwyklejszych złodziei czy kombinatorów. Uczestniczyli w nich także ludzie wykształceni - lekarze, nauczyciele, naukowcy. Zdarzali się ludzie o szerokich horyzontach, znający języki obce i ciekawi poznawania Polski. Zdarzali się także ludzie beznadziejni, którzy nie przyjeżdżali odpocząć po roku pracy, tylko balować cale noce. Było naprawdę różnie.

                                      

Na pierwszych wczasach pracowniczych byłam w Lądku Zdroju. Pojechaliśmy do domu wczasowego, który słynął z kuchni żywiącej  swoich wczasowiczów bardzo zdrowo. A ja byłam wtedy po raz pierwszy "w stanie błogosławionym" i zamiast przybierać na wadze - chudłam ... no i stwierdzono u mnie początki anemii. No i z tego powodu byłam bardzo rozdrażniona i smutna.
Na wczasach w Lądku-Zdroju było całkiem fajnie, bo mieszkaliśmy w jakimś poniemieckim, świeżo odnowionym pałacyku, ale problemem były wspólne posiłki. Siedzieliśmy bowiem przy stole z małżeństwem, które miało niesamowity apetyt. Zjadali wszystko co było podawane na wspólnych półmiskach czy w wazach. W związku z tym gdy tylko przyszliśmy do stołu parę minut później nie udawało nam się załapać na jakąś zupę czy surówkę. Wszelkie delikatne sugestie, że to co na wspólnym pólmisku jest dla wszyskich osób siedzących przy stoliku nie robiły na naszych współbiesiadnikach żadnego wrażenia. No więc raz aż się rozpłakałam bo ci ludzie zjedli mi ulubioną surówkę z marchewki ...

 
Na następne wczasy pracownicze pojechaliśmy już z pierwszym małym syneczkiem do Władysławowa. Było całkiem dobrze, gdyby nie to, że mieliśmy wspólną łazienkę razem z toaletą. Znajdowała się ona na końcu długiego korytarza. Oprócz nas korzystało z niej kilka rodzin mieszkających w sąsiednich pokojach. Nigdy nie zapomnę tej długiej kolejki przed łazienką .... praktycznie o każdej porze dnia i nocy...

Zawsze mnie dziwił sposób ubierania się niektórych wczasowiczów. Nigdy nie zapomnę pani, która w Gawrych-Rudzie nad Wigrami siadała do śniadania w pełnym makijażu i ze złotymi kolczykami w uszach. Miała też na szyi długi łańcuch z jakimiś szlachetnimi kamieniami. Można powiedzieć że "do każdej zupy mlecznej" zakładała inny naszyjnik...

 

Któregoś roku "załapałam się " na wczasy organizowane przez Fabrykę Samochodów Osobowych na Żeraniu. Fabryka ta sponsorowała odbudowę zamku w Krasiczynie i w związku z tym  rozprowadzała miejsca wczasowe w Zamku. A właściwie to nie w samym zamku tylko w wyremontowanej wozowni zamku. Były tam pokoje - oczywiście ze wspólną łazienką i toaletą na korytarzu. I też byłoby całkiem fajnie, gdyby nie fakt, że system ogrzewania był wadliwy. Mieszkaliśmy tuż obok kotłowni w której ciągle coś dymiło albo się paliło. W związku z tym ciągle byliśmy zadymieni i łzawiły nam oczy...

Jak już pisałam towarzystwo na takich wczasach było bardzo różne. Nigdy nie zapomnę nocnych libacji, krzyków, trzaskania drzwi, nawoływania z balkonów "Zenka albo Ziuty". I ciągłego zdziwienia, że ja i moja rodzina nie bierzemy udziału w tych libacjach. Ciągle słyszałam, że jestem jakaś dziwna, albo chora psychicznie i "po co pani tu przyjechała". Że o ciągłym waleniu w drzwi przez całą noc nie wspomnę. 

Z kolei w Świnoujściu mieszkaliśmy w domku murowanym na polu campingowym. Też nie byłoby źle 
gdyby nie to, że prawie każdej nocy wchodziła nam na balkon para w celach bardzo konkretnych.
Wyglądało na to że była to pani i pan z dwóch zupełnie róźnych związków. I że na naszym balkonie dopuszczali się zdrad...

Nie zapomnę nigdy pani, która w Sopocie przy każdym spotkaniu przy stole usiłowała porozmawiać ze mną po francusku. Na wyraźony przeze mnie żal, że niestety nie znam francuskiego, ale możemy porozmawiać po angielsku, niemiecku lub rosyjsku, bo te języki znam - wzruszała ramionami i zwracała się do swojego męża z pretensją pt: "no i gdzie ty mnie przywiozłeś". Oczywiście była Polką.

Czasy się zmieniły. Nie ma już Funduszu Wczasów Pracowniczych, którego założeniem było zrównać wszystkich ludzi w czasie wypoczynku.
Trzeba jednak obietywnie przyznać, że na takich wczasach organizowane były ciekawe wycieczki krajoznawcze i zatrudniani lokalni przewodnicy na naprawdę wysokim poziomie. Nigdy nie zapomnę przewodnika z domu wczasowego w Gołdapi, który z wielką miłością opowiadał nam o swojej ziemi zwanej Prusami Wschodnimi.


A teraz uwaga: Trzy lata temu nocowaliśmy z wnukami w hotelu turystycznym w Gdyni. Drugiej nocy musieliśmy się ewakuować, ponieważ pogryzły nas w nocy pluskwy...
A więc różnie w życiu bywa...

A Wy macie jakieś wspomnienia tego rodzaju? Nie muszą być z wczasów pracowniczych...ale też z różnych "wyjazdów do Polski"
---------------------------------------------------------------------------


P.S. Zdjęcia robiłam tydzień temu na skwerze im. Stefana Wiecheckiego - 
"Wiecha" na warszawskim Targówku.



niedziela, 2 maja 2021

Miasto wybitnych ludzi czyli ciekawostki z Radomia

Lubię jeździć do Radomia. Mieszka tam bliska mi osoba.

W tym mieście, które jest mało znane i niedoceniane ciągle coś się dzieje.

Na przykład odnowiono ostatnio stojącą przy rynku klasycystyczną kamieniczkę - Pałac Deskurów, który w XIX wieku należał do jednego z najbogatszych miejscowych posiadaczy ziemskich - Andrzeja Deskura. Siedmioosiowa fasada posiada płytki ryzalit ozdobiony czterema pilastrami i zwieńczony szczytem. Pomiędzy kondygnacjami umieszczono boniowany pas. To ten budynek po prawej stronie.

Przy okazji odnowiono też Kamieniczkę Czarneckich - to ta po lewej stronie.


W budynku z czterema kolumnami stojącym przy Rynku mieści się Muzeum im. Jacka Malczewskiego. Już sam budynek jest nie lada atrakcją bo są w nim liczne korytarze, tajemnicze zakamarki i mroczne podziemia wypełnione eksponatami. W muzeum tym o mało nie skończyłam tragicznie, bo w trakcie zwiedzania jednej z wystaw czasowych dotknęłam niechcący jakiegoś eksponatu i włączył się alarm. Tego co się potem działo nie będę opisywać, w każdym razie dzięki niesamowitemu szczęściu ... nie zostałam jednak oskarżona o żadne złodziejstwo i nie zamknięto mnie w więzieniu. 😉

Do końca grudnia 2020 można tam było podziwiać bardzo odważną wystawę pt: "Socrealizm. Sztuka w służbie propagandy". Wśród ponad 120 prac opowiadających o ideologii socjalistycznej poprzez pryzmat sztuki najbardziej zaskakiwał obraz przedstawiający generała Świerczewskiego. Autorem obrazu jest słynny reżyser - Andrzej Wajda. I to nie jest pomyłka - słynni i zdolni polscy twórcy walczący z minionym ustrojem byli często wcześniej jego propagatorami. Podobnie było z niektórymi pisarzami i poetami.


Radomskie muzea tworzone były w większości przez pasjonatów lokalnej historii. Miejscowi kolekcjonerzy zgromadzili m.inn. ponad 50 rowerów, w tym produkowanych przez Radomską Fabrykę Broni. Dzięki temu powstało Muzeum Polskich Rowerów ulokowane w malowniczym "Zaułku Smaków" - znajduje się w nim m.inn. archaiczny wielocyped i rower wykonany z drewna bambusowego z końca XIX wieku, a także rower wojskowy Łucznik wzór 35, uzbrojony w karabin typu Mauser.

Z pewnością wiecie o tym, że w Radomiu urodzili się, mieszkali i żyli związani z nim wybitni ludzie.

Przypomnę niektóre znane nazwiska:

Mikołaj z Radomia - polski kompozytor, pierwszy znany z nazwiska

wybitny lekarz dr. Tytus Chałubiński zwany m.inn. odkrywcą Zakopanego

malarze - Józef Brandt, Jacek Malczewski 

reżyser Andrzej Wajda, 

słynny filozof -prof. Leszek Kołakowski

Iga Cembrzyńska, Mariusz Dmochowski, Jerzy Połomski

etnograf i kompozytor Oskar Kolberg

twórca polskiej bioelektroniki ks. Włodzimierz Sedlak - 

filozof Kazimierz Kelles-Krauze - 

------------------------------------------------------------------------

I jeszcze jedno...

Przy bibliotece przy ul. Piłsudskiego 12 stoi sobie radomska kwiaciarka. Powstała już bardzo dawno bo na przełomie lat 60 i 70 -tych XX wieku. Jej twórcą jest mój ojciec -Leon Machowski.


-----------------------------------------------------------------

W związku z pandemią - w Radomiu byłam ostatnio w styczniu 2020 ale wiem co się w nim dzieje...

Zapewniam Was, że wiosna w Radomiu jest piękna. Inne pory roku też...

A na koniec pozdrawiam serdecznie wszystkich radomiaków.... a szczególnie moją siostrę zastępczą Basię.

piątek, 30 kwietnia 2021

"Nic"



 "Podwórko było duże. Tak duże, że na jego środku znajdował się mały skwer, którego centralnym punktem była górka. Zimą z tej górki dzieci zjeżdżały na sankach, a latem na rowerach. Naokoło rosły dość wysokie drzewa. A pod tą górką artysta wybudował sobie pracownię rzeźbiarsko-malarską.. 

Dwie trzecie pracowni znajdowało się pod ziemią, a jedna, ta całkiem nad ziemią była całkowicie oszklona. Na dachu było jedno olbrzymie okno. Jak wiadomo przy rzeźbieniu czy malowaniu światło dzienne jest bardzo ważne. Okna w pracowni były tak skonstruowane, żeby bez problemu wynosić z niej duże rzeźby. Te największe były wyciągane przez okno w dachu. Wtedy sprowadzany był do pomocy specjalny dźwig.

Takie wydarzenia stawały się niesamowitym widowiskiem. Ludzie z otaczających pracownię domów wyglądali przez okna, wychodzili na balkony, dzieci schodziły na podwórko i patrzyły z otwartymi buziami. Najbardziej wtedy, gdy przez okno dachowe wyłaniały się rzeźby, których przeznaczeniem było miejsce w jakimś kościele. Na przykład rzeźba Madonny z rozwartymi ramionami, którą ustawiono potem na zwieńczeniu fasady kościoła garnizonowego na ul. Długiej w Warszawie.

Pracownia była dwupoziomowa. Malutki poziom nadziemny, rodzaj antresoli, z którego można było obserwować akt tworzenia, był jednocześnie salką wystawową. Stały tam na półkach miniatury rzeźb stworzonych przez lata i znajdujących się w różnych częściach Polski a także za granicą. Poziom podziemny był częścią w której artysta rzeźbił.

Przed pracownią stała rzeźba naturalnej wielkości. Przedstawiała matkę uczącą dziecko chodzić. Matka była pochylona, dziecko stało na jednej nóżce, drugą śmiesznie podnosiło do góry.

Zapamiętany zapach pracowni rzeźbiarskiej i atmosfera w niej panująca są bardzo trudne do opisania. Z pewnością było to połączenie prawdziwej sztuki tworzenia z ciężką pracą fizyczną, połączenie natchnienia z prozą życia, był to też chaos.

Od tego czasu Ziemia wiele razy okrążyła Słońce.

Parę dni temu poszłam na to miejsce. Weszłam na podwórko, ale zobaczyłam tylko górkę, drzewa i krzewy ją otaczające. Pracowni już nie było. Pozostał po niej ślad w postaci równo zagrabionej ziemi.

- Czy coś się stało? - zapytała mnie pół godziny później koleżanka, gdy zobaczyła, że siedzę zamyślona nad filiżanką kawy.

- Nic - odpowiedziałam spokojnym głosem.

Ale to nie był mój głos. Myślałam o tym, że jak wrócę do domu, to postawię na honorowym miejscu dwudziestopięciocentymetrową miniaturkę rzeźby matki z dzieckiem. Tej samej, która stała kiedyś przed pracownią."

---------------------------------------------------------------------------------------------

Był to urywek z mojej książki pt: "Zwariowałąm" wydanej w roku 2015.

środa, 28 kwietnia 2021

Las Jabłoniowy i pomnik obrońcy klasztoru jasnogórskiego - z cyklu "Polska Nieznana"

 

                                                       

                                                                    Las Jabłoniowy

Taką nazwę nosi osobliwy rezerwat przyrody położony pośrodku lasu między Piotrkowem Trybunalskim a wsią Koło. Na 19 hektarach wśród sosen, dębów i grabów licznie występują dziko rosnące jabłonie leśne, grusze pospolite a także owocowe krzewy porzeczek i agrestu, głogu i tarniny.

Nie jest łatwo trafić do tego Jabłoniowego Lasu bo nie zadbano o właściwe oznakowanie tego unikalnego rezerwatu, ale w kwietniu i w maju, czyli w porze kwitnienia można tam trafić kierując się węchem..... Podobno zapach kwiatów jest niezwykle silny.

                                                    


                               Pomnik o. Augustyna Kordeckiego

Trzeba zacząć od początku czyli od szwedzkiego potopu. Jak wiecie Szwedzi na czele z Karolem Gustawem X najechali nasz kraj w latach 1655-1660. Dokonali w Polsce straszliwych zniszczeń i zburzyli wszystko co było murowane. Do dzisiaj każdy przewodnik w każdym średniowiecznym zamku opowiada zwiedzającym, że "w czasie potopu szwedzkiego zamek został zrównany z ziemią". Zanim Szwedzi kolejny zamek zniszczyli - najpierw go obrabowali a skarby natychmiast wywozili do siebie. Do dzisiaj z dna Wisły wydobywa się pozostałości łupów, które Szwedzi wywozili na galerach do Bałtyku. I do dzisiaj rząd RP nie może odzyskać od Szwecji zagrabionych skarbów. I tak - dla przykładu - brązowe lwy sprzed Pałacu Kazanowskich w Warszawie do dziś zdobią pałac królewski w Sztokholmie. A w bibliotece w Uppsali nadal znajduje się bogaty księgozbiór Mikołaja Kopernika skradziony z Fromborka. 
Szwedzi udali się także do Częstochowy aby obrabować Klasztor Jasnogórski i zniszczyć go. Jednakże po miesięcznym oblężeniu w listopadzie-grudniu 1655 roku Szwedzi musieli od Klasztoru odstąpić....
Opisał to wspaniale w "Potopie" Henryk Sienkiewicz i zekranizował przejmująco Jerzy Hoffman w roku 1974. Pamiętacie jak Jędruś Kmicic /czyli Daniel Olbrychski/ wysadzał kolubrynę pod murami klasztoru?
Przeorem Klasztoru Jasnogórskiego był wówczas paulin- ojciec Augustyn Kordecki. To on, jako dowódca obrony Klasztoru - zdecydował aby nie oddawać go Szwedom. Czy pamiętacie może jak w filmie Hoffmana ksiądz Kordecki /w tej roli wspaniały Stanisław Jasiukiewicz/ kroczy razem z innymi paulinami po murach klasztoru? Trzyma nad głową monstrancję...

I takiego właśnie księdza Kordeckiego uwiecznił jeden z rzeźbiarzy w miejscu jego urodzenia tzn. w Iwanowicach gmina Szczytniki niedaleko Kalisza.
I teraz uwaga - bo będzie prywata 😀. Pomnik*/zaprojektował i stworzył  mój ojciec - rzeżbiarz Leon Machowski. Odsłonięto go we wrześniu 1982 roku. To ten na zdjęciu wyżej.

*/Poprzedni pomnik o.Kordeckiego został zburzony w czasie okupacji przez Niemców

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

5 x Dania - z cyklu "Odkrywanie Europy" - część druga

 


                                                               1. Kopenhaga
Stolica Danii leży na wyspach Zelandia i Amager, a krajem zarządza się z wyspy Slotsholmen w centrum Kopenhagi. W pałacu Christiansborg od 1928 roku mieści się siedziba Parlamentu i Sądu Najwyższego. W budynkach otaczających pałac znajdują się biura Rządu, a na wyspę można się dostać dzięki mostom, przerzuconym przez kanały.
Duńczycy uważają, że Kopenhaga jest stolicą kawiarni, jednak ich główną atrakcją nie jest kawa ale piwo, szczególnie Carlsberg i Tuborg.
Kopenhaga zawsze była ośrodkiem morskim i handlowym. Najbardziej znana mieszkanka Kopenhagi czyli Mała Syrenka siedząca na kamieniu na nabrzeżu nie spuszcza oka z zawijających tu statków.

                                          2. Wikingowie
Dzisiejsze wyobrażenia o Wikingach mają charakter przede wszystkim mitologiczny. Po pierwsze nie ma żadnego dowodu na to, że ozdabiali swoje hełmy rogami, a po drugie pochodzili nie tylko z Danii ale także z Norwegii i Szwecji. Jednak to w Danii kult Wikingów jest największy.
Zanim w X wieku Harald "Siny Ząb" jako pierwszy król duński przyjął chrześcijaństwo, Wikingowie byli rzeczywiście postrachem i obiektem nienawiści całej Europy, jakby ich głównym grzechem było pogaństwo.
 
                                         3. Hans Christian Andersen
Baśnie o brzydkim kaczątku, księżniczce na ziarnku grochu czy małej syrence znają dzieci na całym świecie. Baśnie i bajki Andersena przetłumaczono na ponad 100 języków. Ich autor urodził się w biednej rodzinie w Odense w 1805 roku. Gdy miał 14 lat udał się do Kopenhagi marząc o karierze aktora lub baletmistrza. Pierwszy manuskrypt, który miał mu przynieść sławę - "Bajki dla dzieci", został wydany w Kopenhadze, gdy autor miał 30 lat. Andersen napisał 80 zbiorów bajek, ostatni z nich na 3 lata przed śmiercią w 1875 roku.
 
                                          4. Klocki LEGO
Niewiele jest chyba ludzi na świecie, którzy w dzieciństwie chociaż raz nie bawiliby się plastikowymi klockami LEGO. Firma. która produkuje te klocki zaczęła bowiem swą działalność już w latach 30-tych XX wieku, jako niewielki zakład na zachodzie Półwyspu Jutlandzkiego i ta sama rodzina, która dała początek firmie jeszcze dzisiaj jest właścicielem dużej jej części. Legoland w mieści Billund jest jedną z głównych atrakcji Danii. Wszystkie makiety w tym parku, niezależnie od wielkości zbudowane są z klocków lego.
                                             5. Piłka nożna
Trudno w to uwierzyć, ale Dania została uznana za kraj kibiców piłki nożnej. Football jest ulubionym sportem zarówno widzów jak i zawodników.  W Danii jest ponad 300 000 graczy zrzeszonych w klubach. Z Danii wywodzi się wielu zawodników grających we włoskich, niemieckich, angielskich i belgijskich klubach.
---------------------------------------------------------------------------------------
W Danii byłam dwa razy. 
Pierwszy raz z Młodszym - wówczas 12 letnim. Jeden dzień spędziliśmy w Legolandzie, drugi w ZOO-Safari a trzeci w Akwarium Morskim/Oceanarium.
Drugi raz byliśmy w Danii z wnukami trzy lata temu. Jeden dzień spędziliśmy w Legolandzie, drugi w ZOO-Safari, trzeci w Muzeum Wikingów, a czwarty w Kopenhadze.
---------------------------------------------------------------------------------------
Napiszcie proszę jakie skojarzenia przychodzą Wam do głowy gdy myślicie o Danii...
No i przyznajcie, że lubicie bawić się klockami Lego 😊

sobota, 24 kwietnia 2021

Najwyższy wieżowiec w Unii Europejskiej - z cyklu "Moja Warszawa"

Tekst ten dedykuję Gordyjce, która jako pierwsza napisała, że ruiny fabryki benzyny syntetycznej znajdują się w Policach. 

---------------------------------------------------------------------

Nie jestem miłośniczką wielkich i super-nowoczesnych budynków ale jako rodowita Warszawianka i na dodatek bezgranicznie zakochana w stolicy Polski powinnam odnotować fakt, że najwyższym wieżowcem  w Unii Europejskiej został właśnie Varso Tower. Już tylko rok pozostał do ukończenia budowy tego wieżowca, który powstaje w centrum Warszawy przy ul. Chmielnej 69-73. Ma on 53 piętra i liczy łącznie 230 m. od poziomu gruntu do dachu. Po zainstalowaniu iglicy stał się jeszcze wyższy - ma 310 metrów - i został tym samym najwyższym wieżowcem Unii Europejskiej, odbierając pierwsze pod tym względem miejsce londyńskiemu The Shard.

                                 Aktualnie Varso Tower wygląda tak:

Widoczny na drugim planie Pałac Kultury i Nauki ma razem z iglicą wysokość 237 metrów.


Tak będzie wyglądać Varso Tower po ukończeniu. Z tarasu widokowego będzie można oglądać panoramę miasta. Będzie się tam także znajdować luksusowa restauracja.


Podczas wykonywania wykopu pod wieżowiec odkryto olbrzymi głaz narzutowy o wymiarach 2,5m x 3m x 4m i o wadze ok. 60 ton. Wydobyto go z wykopu, przewieziono na Pole Mokotowskie i ustawiono obok obelisku upamiętniającego marszałka Józefa Piłsudskiego. Zarówno głaz jak i obelisk znajdują się w parku po północnej stronie Biblioteki Narodowej.

Jeśli chodzi o sam budynek to jego model był dużo wcześniej badany w tunelu aerodynamicznym. W analizie uwzględniono wiatr wiejący z 24 kierunków. Pomiary wykazały, że przemieszczenia spowodowane przez obciążenia wiatrem nie przekroczą 36 cm. Takie odchylenia są dopuszczalne i bezpieczne dla obiektu oraz jego użytkowników.

I jeszcze kilka informacji:

1. Obciążenia od budowli zostały przeniesione na grunt przez płytę fundamentową o grubości od 3,0 do 3,6 m oraz wspomagające ją żelbetowe podpory zwane baretami. Barety sięgają do głębokości ok. 40 metrów poniżej powierzchni terenu i opierają się w warstwie piasku.

2. Posadowienie budynku pochłonęło 8620 ton mieszanki betonowej i 2850 ton stali. Dla porównania - z takiej ilości stali można wyprodukować 60 czołgów.

3. Aby ocenić warunki geologiczne - na długo przed rozpoczęciem budowy - wykonano otwory o głębokości do 75 metrów. W laboratoriach prowadzone były szczegółowe badania wytrzymałościowe na odpowiednich próbach o nienaruszonej strukturze pobranych z gruntu z warstw leżących poniżej poziomu posadowienia płyty fundamentowej....

Chyba wystarczy...

Jeszcze tylko dodam, że budynek ten jako jeden z pierwszych projektów o takiej skali w Europie otrzymał precertyfikat WELL Core & Shell - na poziomie Gold - który ocenia wpływ budynków na ludzkie zdrowie. W budynku będą rozwiązania bezdotykowe w przestrzeniach wspólnych a także dodatkowe procedury higieniczno-sanitarne. Gwarantowana będzie bardzo dobra wentylacja i klimatyzacja, ochrona przed hałasem, odpowiednie oświetlenie i czysta woda. A więc będzie to idealny budynek na czas pandemii.

--------------------------------------------------------------------

Powyższy tekst napisałam na bazie informacji zawartych w tekście pt: "Na szczycie Europy - Varso Tower" zawartym w nr 3-4/2021 dwumiesięcznika "Stolica".

Gordyjko - kiedy przyjedziecie z wnukami do Warszawy?Liczę na kolejne spotkanie u Wedla w Złotych Tarasach...

czwartek, 22 kwietnia 2021

Pomnik ziemniaka, dęby Robin Hooda i Grób Olbrzymów - z cyklu "Polska Nieznana"

Uwaga: Ruiny fabryki benzyny syntetycznej znajdują się w Policach. Jeden z następnych tekstów zadedykuję Gordyjce, która jako pierwsza udzieliła prawidłowej odpowiedzi

W Biesiekierzu w woj zachodniopomorskim nieopodal pałacu od lat 80. XX wieku znajduje się Pomnik Ziemniaka. Pomnik ma 9 metrów wielkości i składa się ze stelaża w kształcie obieraczki i samej bulwy, która ma 3,95 metrów. Jest to najprawdopodobniej największy na świecie pomnik ziemniaka. Został stworzony na cześć nowej odmiany tej rośliny, która została wyhodowana w pobliskiej Stacji Hodowli Ziemniaka. Biesiekierz został więc nazwany Polską Stolicą Ziemniaka.

------------------------------------------------------------------

Położony w Sierakowskim Parku Krajobrazowym Ośrodek Edukacji Przyrodniczej to nowoczesny obiekt. W pięknie odrestaurowanym dworze znajdują się: poglądowa ekspozycja przyrodnicza, sale dydaktyczne, a także miejsca noclegowe. W parku podworskim warto zobaczyć jedyne w Polsce sadzonki dwóch dębów pochodzących z Puszczy Sherwood z hrabstwa Nottingham w Anglii. Sadzonki rozmnożono wegetatywnie z dębu słynnego Robin Hooda z Sherwood. Mają nadane certyfikaty potwierdzające ich oryginalność. To prawdziwe światowe unikaty objęte zakazem reprodukcji. 
Niestety nie mogłam nigdzie znaleźć zdjęć - potomków dębów Robin Hooda.... dlatego powyżej tylko zdjęcie z Sierakowskiego Parku...A może ktoś z Was na własne oczy podziwiał te dęby?

----------------------------------------------------------------------

Tysiące turystów przyjeżdżają do Borkowa w woj. zachodniopomorskim by obejrzeć i zadumać się nad zagadkami potężnego dolmenu czyli megalitycznego grobowca powstałego ok. 5 tysięcy lat p.n.e. Komora grobowa składa się z 12 olbrzymich głazów narzutowych przykrytych czterema głazami stanowiącymi strop. Do dziś nie wyjaśniono w jaki sposób przetransportowano potężne głazy i skonstruowano z nich grobowiec. Najprawdopodobniej zbudowano go dla jakieś wodza, dostojnika czy kapłana. Mogło to być także miejsce kultowe. Prochy zmarłych składano do środka wielokrotnie. Nazwano ten grobowiec Grobem Olbrzymów.
----------------------------------------------------------
Zagadka jedenasta:

Gdzie w Polsce znajdują się gigantyczne ruiny fabryki benzyny syntetycznej?

wtorek, 20 kwietnia 2021

Mówią znani mężczyźni....

Poniżej cytaty z wywiadów znajdujących się w "Polska Newsweek" nr 13/2021:



Prof. Zbigniew Mikołejko - filozof i historyk religii, eseista, kierownik Zakłady Badań nad Religią w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN:

"Nie ma ani absolutnej wiary, ani absolutnej niewiary. Wiara bez wątpienia i rozczarowań nie jest po prostu wiarą. Niewiara zawsze jest jakoś uwikłana w religię".



Andrzej Stasiuk - pisarz

"Czasami myślę, że przechodzimy jakiś wielki narodowy test do czego ten kraj jest zdolny. Ile potrafi znieść? To badanie granic: absurdu, oszustwa, mroku..."

-------------------------------------------------------------------------

Co myślicie o wypowiedziach tych osób?

A zdjęcia bez najmniejszego związku i sensu ...😀


niedziela, 18 kwietnia 2021

Profesor od zabytków - z cyklu "Moja Warszawa"


                                                       Błękitna tarcza

Jan Zachwatowicz był profesorem Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, od 1945 roku kierownikiem Biura Odbudowy Stolicy, a w latach 1945-1957 także Generalnym Konserwatorem Zabytków. Współinicjował powołanie Międzynarodowej Rady Ochrony Zabytków i Miejsc Historycznych w roku 1965, współredagował Kartę Wenecką, był autorem projektu znaku błękitnej  tarczy - oznakowania określonego w Konwencji haskiej  /Konwencja o ochronie dóbr kultury w razie konfliktu zbrojnego, 1954/, przyjętego w polskim prawodawstwie do oznaczania obiektów nieruchomych wpisanych do rejestru zabytków.

              Kolorowe zdjęcia warszawskiej Starówki w 1945 roku.

W odbudowę Starego i Nowego Miasta po wojnie mało kto wierzył. Rodziły się koncepcje różnych kreacji konserwatorskich albo pokrycia doszczętnie zniszczonego obszaru zupełnie nową zabudową.

Profesor Jan Zachwatowicz od początku stał na stanowisku, że warszawską Starówkę należy odtworzyć - wiernie zrekonstruować. I tak też się stało, chociaż wprowadzone zostały pewne zmiany. I tak np. Katedra Św.Jana Chrzciciela otrzymała fasadę w stylu gotyku nadwiślańskiego...

                          Ruiny Zamku Królewskiego w 1945 roku

Zasługą profesora Jana Zachwatowicza jest też odbudowa Zamku Królewskiego. Zamek został odbudowany ze składek społecznych. Składki i dary na rzecz odbudowy przekazywali Polacy z kraju i z zagranicy a także rządy innych państw. W ciągu 3 lat zebrano blisko 420 mln złotych i ponad 400 tys. dolarów.

Wszelkie prace w Komitecie Odbudowy Zamku profesor Zachwatowicz traktował społecznie i nie brał za nie honorariów.



W dniu 4 marca 2021 roku z rocznicę 121 urodzin profesora, z inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Warszawy /do którego mam zaszczyt należeć/ odsłonięto pomnik profesora Jana Zachwatowicza. Odsłonięcia pomnika dokonał prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski w towarzystwie córki Profesora - Krystyny Zachwatowicz-Wajdy. Ze względu na pandemię i obowiązujące obostrzenia sanitarne odsłonięcie nastąpiło w gronie kameralnym. Pomnik wykonano z brązu odpornego na ścieranie i pokrytego patyną. Pan profesor został uchwycony w momencie gdy spaceruje wzdłuż murów Starówki. Idzie w kierunku Zamku Królewskiego a jedną rękę trzyma w kieszeni.



Pomnik profesora od zabytków jest dziełem krakowskiego rzeźbiarza Karola Badyny.

Bardzo dobrze, że nareszcie powstał.

Dwa zdjęcia

Taki obraz w postaci okładki w National Traveller ze sobą jako Podróżnikiem Roku otrzymał mój Geograf parę dni temu od swoich maturzystów: A...