W tej książeczce jest też legenda o diable.
Przepisuję wiernie z książeczki:
"Kazimierski zamek wznosi się dumnie nad miasteczkiem. Często zagląda tu księżyc, a duchy... raczej rzadko. Jednak miejsce to często nawiedza pewna postać.
Wielokrotnie mieszkańcy i przyjezdni widzieli przy zamku spacerującego nieśpiesznie mężczyznę. Wysoki, szczupły, zawsze elegancki, dystyngowany. W czarnym płaszczu, z fantazją podpierający się laseczką. Twarz ma zasłoniętą przez szerokie rondo kapelusza. Przechadza się często, paląc papierosa.
Pewnego razu młody chłopak, wracając do domu, przechodził koło zamku. Poczuł zapach tytoniu.
- Zapaliłoby się - pomyślał. I wtedy zobaczył mężczyznę w czerni. - Da pan zapalić? - zapytał chłopak.
Mężczyzna nieśpiesznie wyciągnął ku chłopakowi papierośnicę. Chłopak wziął papierosa. Przyjął też podany ogień. Już miał podziękować, kiedy zachłysnął się wdychanym dymem.
- Toż to nie tytoń, to końskie łajno - wycharczał.
Ale mężczyzny w czerni już przy nim nie było.
Uważajcie, takie oto psikusy płata na zamku kazimierskim diabeł tym, którzy chcą tu zapalić."
Gdy byliśmy ostatnio na zamku w Kazimierzu to podświadomie szukaliśmy mężczyzny w czerni. Wprawdzie nie palimy i było piękne słoneczne przedpołudnie ... ale przecież nie wiadomo co może wymyślić diabeł żeby kogoś nastraszyć...














































