sobota, 1 października 2022

Wiedzieliście o tym?

                             


Na 1000 mieszkańców Polski:

1 osoba jest zawodowym strażakiem

1 osoba zarobiła w ostatnim roku ponad milion złotych

1 osoba jest w kryzysie bezdomności

1 osoba jest księdzem

2 osoby siedzą w więzieniu

2 osoby to górnicy 

2,5 osoby to lekarze

3 osoby pracują w policji

4 osoby to żołnierze

5 osób należy do partii

5 osób nosi nazwisko Nowak

13 osób nie słyszy

47 osób mieszka w Warszawie

47 osob niedowidzi lub nie widzi

52 osoby nie mają w domu toalety

79 osób ma cukrzycę

80 osób jest leworęcznych

105 osób ma kredyt hipoteczny

157 osób pobiera emeryture

182 osoby mają mniej niż 18 lat

209 osób to palacze

402 osoby mieszkają na wsi

515 osób jest płci żeńskiej

577 osób ma prawo jazdy

----------------------------------------------------------------------

Jakieś wnioski?

Mnie uderzyło to, że tyle jest w Polsce księży ile osób bezdomnych. I że mamy tak mało lekarzy...

No i że coraz więcej jest emerytów a coraz mniej młodzieży. No ale społeczeństwo starzeje się przecież...

No i dużo osób ma kredyt hipoteczny...

I jednak nadal wiele osób jest uzależnionych od papierosów...

--------------------------------------------------------------------------------------

A zdjęcia robiłam na naszej działce 27 września 2022 roku.

środa, 28 września 2022

W grodzie kozła skaczącego na winorośl


Na zamku lubelskim przez 130 lat, mimo zmieniających się władz i systemów, mieściło się więzienie, w którym straciły życie tysiące Polaków. Najpierw trzymano w nim więźniów kryminalnych, potem przeciwników caratu, uczestników powstania styczniowego, między innymi Bolesława Prusa i Andrzeja Struga. Za II Rzeczypospolitej siedzieli tu komuniści. Podczas okupacji zamek był jedną z najokrutniejszych hitlerowskich katowni. Przewinęło się przez niego około 45 tysięcy osób więzionych w straszliwych warunkach. Po wyzwoleniu był tu areszt NKWD i bezpieki, w którym przechowywano i więziono AK-owców. Dopiero w 1954 roku zapadła decyzja o likwidacji więzienia i przekazaniu zamku Muzeum Lubelskiemu. A wszystko to działo się w sąsiedztwie wspaniałego bizantyjskiego skarbu znajdującego się w Kaplicy św. Trójcy. Kaplica ta jest najwartościowszą budowlą na zamku. Powstała już w 1326 roku jako jednokondygnacyjna budowla, której wielokątne prezbiterium stanowiło fragment murów obronnych. Osiemdziesiąt lat później dobudowano drugą kondygnację z żebrowanym sklepieniem i centralnym filarem w nawie. Dół stał się wówczas kryptą, w której grzebano dostojników kościelnych, natomiast górę pokryto bezcennymi freskami. Zachowała się nawet pisana cyrylicą tablica fundacyjna z datą 10 sierpnia 1418 roku (wraz z sygnaturą mistrza Andrzeja), która oznacza zakończenie prac.

Dolną część ścian zdobi motyw czerwono-brunatnej kotary. Na cylindrycznej obudowie schodów prowadzących na chór pokazana została scena fundacyjna: król Władysław Jagiełło klęczy przed Matką Boską z Dzieciątkiem. W czasie budowy więzienia w latach 1823 – 1826 kościół został otynkowany zewnątrz i wewnątrz i pełnił rolę więziennej kaplicy. Freski były całkowicie zamalowane. Dopiero w roku 1897 malarz Józef Smoliński pod warstwą tynku odkrył kilka z nich. Potem przez lata odkrywano kolejne. Ostatecznie dopiero w 1997 roku skończyła się konserwacja wszystkich fresków i kaplica św. Trójcy została udostępniona do zwiedzania. 

W XIII wieku wewnątrz lubelskiego grodu wzniesiono okrągłą, z łamanego kamienia i czerwonej cegły, potężną wieżę o średnicy 15 metrów. Jest to najstarszy zabytek na Lubelszczyźnie. W środku jej murów, liczących przy podstawie prawie 4 metry, znajduje się spiralna klatka schodowa, opasująca podwójnie całą wieżę i łącząca trzy kondygnacje oraz piwnicę. Wieża ta pełniła funkcję obronną przeciwko Jaćwingom, Rusinom i Litwinom. 

Zamek powstał oczywiście za rządów Kazimierza Wielkiego. Zbudowano go na grodzie, który stanowił centrum znamienitej kasztelanii. Na umocnieniach tego grodu połamali sobie kilkakrotnie zęby książęta ruscy. Ziemie na wschód od Lublina należały przez krótki czas do Rusi, by powrócić na trwałe do Polski w 1302 roku. Zamek zaczęto budować po odparciu oblężenia Tatarów w 1341 roku. Wybudowano solidną warownię. Przecież w czasach Jagiellonów Lublin, położony na trasie z Krakowa do Wilna, był z pewnością często odwiedzany przez kolejnych monarchów. Za panowania Zygmunta Starego gotycki zamek powiększono i przebudowano w stylu renesansowym. To w jego murach zawarto unię polsko-litewską, która na kilka stuleci zadecydowała o losach naszej części Europy. Wydarzenie to miało miejsce 1 lipca 1569 roku i zostało uwiecznione na obrazie namalowanym przez Jana Matejkę. Obraz ten znajduje się w zamkowym muzeum. 

W późniejszych wiekach zamek podupadał. Decydujący cios zadał mu potop szwedzki, potem Kozacy, wojska moskiewskie, szwedzkie i węgierskie. Ruiny były też traktowane przez miejscową ludność jako budulec. 

Najlepsze wspomnienia o lubelskim zamku mieli synowie Kazimierza Jagiellończyka. Słuchali wielokrotnie opowieści o nadaniu przez Władysława Łokietka praw miejskich Lublinowi. Legenda mówi, że mieszczanie, prosząc króla o ten przywilej, opowiedzieli mu nieprawdopodobną historię. W czasie jednego z najazdów Tatarzy mieli zabić wszystkich dorosłych. Zostały tylko dzieci, które ocalały dzięki kozie, która wykarmiła je własnym mlekiem. Dzieci wyrosły na odważnych i pracowitych ludzi, którzy szybko odbudowali zniszczone mury i doprowadzili zrujnowany gród do rozkwitu. Wtedy Władysław Łokietek zaproponował reprezentantom grodu, aby w herbie przyszłego miasta umieścić bohaterską kozę oraz gałązkę winorośli symbolizującą dobrobyt. Zadowoleni mieszczanie poprosili więc napotkanego samouka o wykonanie herbu za butelkę wina. Gdy wrócili do domu i wytrzeźwieli, okazało się, że człowiek ten nie do końca zrozumiał polecenie, bo namalował capa niszczącego winogrona. Niemniej herb Lublina jest bardzo ładny. 

Ale Lublin to nie tylko zamek. To urocza, chociaż miejscami ciągle zaniedbana starówka. To piękne bramy: Grodzka i Krakowska. To uroczy rynek ze słynną Kamienicą Poetów, na której widnieją sgraffitowe medaliony poetów lubelskich: Biernata z Lublina, Jana Kochanowskiego, Sebastiana Klonowica i Wincentego Pola. Lublin to miasto wielu pięknych kościołów, pomników, ciekawych muzeów i magicznych miejsc. Lublin to też miasto kupców. Wzniesiony w X wieku na wzgórzu Czwartek drewniany kościół poświęcono patronowi kupców – św. Mikołajowi. Świadczy to o wczesnym rozwoju handlu w grodzie, leżącym na szlaku prowadzącym znad Morza Czarnego do Bałtyku i w głąb Europy.

Władysław Jagiełło, objąwszy tron Polski i Litwy, uczynił Lublin ośrodkiem gospodarczym. 



Ostatnio w Lublinie byłam w niedzielę 25 go września br. Razem z najbliższymi wędrowałam zaułkami Starego Miasta i zjadłam pyszny obiad tuż obok Kamienicy Poetów. Potem poszliśmy na zamek a w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na dłużej na Placu Litewskim. Po drodze sfotografowałam mural z wierszem znanego i cenionego lubelskiego poety Józefa Czechowicza i ....kilka niezwykle urodziwych koziołków...

 




Czy ktoś z Was mieszka w Lublinie????

Odpowiedź nie jest obowiązkowa...😀

niedziela, 25 września 2022

Hanuś - moja Gaździnka

                                                             

                                          Stanisław Wyspiański - "Portret góralki" - rok 1905

I.

Kiedy mnie zobaczyła po raz pierwszy, to jeszcze w progu zapytała

- Kielo mos roków Jaguś.?

 Wtedy powiedziałam ile dokładnie mam lat.

- Toście jesce dziecko - powiedziała i weszła do sieni.

Mój młodszy syn był wtedy po maturze i dostał się na uniwersytet, a starszy był już żonaty, więc kiedy Hanuś mi powiedziała że jestem jeszcze dzieckiem - humor mi się znacznie poprawił. /A była starsza ode mnie o 20 lat/.

II.

Poprosiła nas kiedyś, abyśmy jej pomogli napisać odwołanie w jakiejś ważnej sprawie do Rzecznika Praw Obywatelskich. Przyniosła do naszego pokoju dwie grube papierowe teczki z dokumentami. I zapytała:

- To pan profesor czy pani profesorowa bedom pisać?

Poprosiliśmy aby się tak do nas nie zwracała, bo ani mój mąż ani ja nie jesteśmy profesorami.

- Jo wim lepi ktoście som - odpowiedziała i wyszła.

III.

- Pani, wyście tako delikatno, to wom dam drugi kielisek - powiedziała kiedyś i nalała mi jakiegoś trunku do osobnego kieliszka. A wszyscy inni pili oczywiście z jednego. Nie mogłam nie wypić, nie chciałam żeby się obraziła,

- Toście jus naso - powiedziała, kiedy wypiłam a oczy wyszły mi na wierzch...

IV..

- Mocie tu tako nalewke z cosnku, cebuli, miodu i spirytusu - powiedziała, gdy wrócilismy przemoczeni po całodniowym chodzeniu po holach w deszczu. - Napijcieże się . I jesce na noc drugi roz.... i nic wom nie bedzie...

Faktycznie, nic nam nie było.

V.

- Mocie tu dla swoji matusi takom kamizelke, coby ji ciepło beło. Wyście som dobre dziecko to wasa matuś pewnie jesce lepso - powiedziała gdy odjeźdźaliśmy za pierwszym razem. I dała mi piękną, wlasnoręcznie zrobioną kamizelkę z owczej wełny.

Mam ją do dzis, bo została mi po mamie.

VI.

Jak się urodził ten, na którego od pewnego czasu mówię Szczerbaty , to od razu do niej zadzwoniłam i jej o tym powiedziałam.

- Honorny to bedzie cłek ten wos wnucek - powiedziała z przekonaniem. - I mądry, tak jak jego babcia i dziadek.

VII.

Usiadłyśmy kiedyś we dwie wieczorem u niej w izbie przy herbatce i rozmawiałyśmy o mężach.

- Dziecko - powiedziała - godom ci, ty ostaw tego swojego i nie cepiaj sie go. On je dobry chłop. Robotny przecie. bo temu mojemu to ino odpocywanie dobze wychodzi.

VIII.

- Hanuś, nie widziałaś moich okularów, bo gdzieś żem se połozył - zapytał Hanusin chłop, czyli Stasek.

- A nie siedzisz na nich?

- Ano usiadłem, a skądżeś wiedziała?

- Bo ty na nich albo siedzisz albo leżysz...

--------------------------------------------------------------------------------------

Wnuczka tego, który z panem Chałubińskim i panem Zaruskim po Tatrach chodził...

Córka tego, który o Tatrach piękne wiersze pisał.

Siostra słynnego leśnika, który także książki pisze.

Także siostra poetki, lekarki i doktor nauk przyrodniczych.

Szwagierka znanego profesora fizyki.

Żona znanego kiedyś sportowca, matka czwórki dzieci i babcia siedmiorga wnucząt.

Właścicielka pięknego głosu. Pięknie "wywodząca nutę" w trakcie posiadów i śpiewów góralskich w swojej przepięknej "białej izbie" w chałupie na Krzeptówkach.

Hanuś - moja Gaździnka. Zwykły, ale nadzwyczaj dobry i mądry człowiek.

Niestety, gdy ją niedawno odwiedziłam.... to zupełnie mnie nie poznała....I nie pamiętała...

czwartek, 22 września 2022

Gracie w coś???? No to posłuchajcie, to znaczy poczytajcie...

 


1. Pierwsza oficjalna loteria liczbowa w Polsce powstała w 1768 roku i miała zasilić skarb państwa. Szybko okazało się, że zyski idą na spłaty długów króla Stasia. 

2. Loteria państwowa z pożądaną przez graczy szóstką pojawiła się w Polsce pod koniec 1975 roku. Przez pierwsze lata gra nosiła nazwę Toto-Lotek, a od 1975 roku przemianowano ją na Duży Lotek, zaś od 2009 roku otrzymała nazwę Lotto.

3. Pierwsza kolektura Totalizatora Sportowego powstała w Warszawie w 1956 roku u zbiegu ulic Marszałkowskiej i Wspólnej.

4. Czy wiecie o tym że słynny filozof i pisarz Wolter zdobył fortunę dzięki znajomości z matematykiem Charlesem de la Condamine, który odkrył lukę w loterii rządowej...?

5. 25 grudnia w Wejherowie padła wygrana 11,8 miliona złotych, po którą nikt się nie zgłosił. Podobna sytuacja miała miejsce w Chojnicach w listopadzie 2012 roku. Zwyciężca nie odebrał 17 milionów.

6. Mieszkaniec Calvadosu w Normandii po wygraniu 10 mln euro wykupił firmę transportową w stanie upadku, w której pracował. Po przejęciu biznesu przeniósł na niższe stanowisko swojego dawnego szefa, po czym sprawnie wyprowadził przedsiębiorstwo z kłopotów.

7. 30 marca 1994 roku w Polsce padł rekord pod względem jednocześnie trafionych szóstek. Główną nagrodą musiało się podzielić 80 osób. Jeden z graczy na wieść o trafieniu urządził huczną imprezę, by po kilku dniach dowiedzieć się, że nagroda nie wystarczy nawet na pokrycie jej kosztów.

8. W grudniu 2002 roku bogaty amerykański przedsiębiorca budowlany Andrew Jackson Wittaker wygrał na loterii 315 mln dolarów. Fortuna nie przyniosła mu jednak szczęścia. Po problemach z alkoholem i narkotykami został kilkukrotnie okradziony, do tego jego rodzina się rozpadła.

9. Pewien mieszkaniec Olsztyna w 1995 roku trafil szóstkę dwa razy w ciągu dwóch tygodni - 29 sierpnia oraz 6 września.

10. W 2009 roku w Bułgarii w dwóch losowaniach z rzędu padły te same liczby. Specjalna komisja zbadała sprawę i orzekła, że zderzenie miało charakter czysto losowy.

11. Największa wygrana w Polsce wyniosła 36,7 mln złotych i padła w Skrzyszowie w marcu 2017 roku. Najwyższą kwotą wygraną w historii świata było 1,6 mld. dolarów, która została podzielona w 2016 roku pomiędzy trzech graczy amerykańskich loterii Powerball.

12. Według obliczeń bardziej prawdopodobne od trafienia głównej wygranej w loterii jest to.... że człowiek zostanie uderzony meteorytem lub porażony piorunem. Mimo to ludzie grają i wygrywają na całym świecie.

13. W polskim Lotto jest 13 983 816 kombinacji sześciu liczb.

---------------------------------------------------------------------

Gracie albo graliście w jakąś grę liczbową? A może udało się Wam wygrać parę złotych???

Bo ja kiedyś wypełniłam jakiś kupon i zaraz go zgubiłam. Więc nawet nie wiem czy wygrałam czy nie. Ale na tym skończylo się moje "granie"...

Oczywiście nikogo nie zmuszam do wypowiedzi...

A znacie film "Milioner" z Januszem Gajosem w roli głównej? Pytam, bo film był kręcony w miejscowości Rydzewo koło Giżycka. A ja tam czasami jeżdżę i mieszkam w spichlerzu... Film byl kręcony w roku 1977 i do dzisiaj na głownej ulicy tej miejscowości wyeksponowane są na tablicach zdjęcia z jego kręcenia....z młodym Januszem Gajosem...

poniedziałek, 19 września 2022

Piętnaście zdjęć z lata tego roku...

1.


                                               Trawnik koło mojego domu w Warszawie

                                                                                 

2.
                           

                                  Wejście do wąwozu Norowy Dół w Kazimierzu Dolnym

                                                                         

3.
       

Niedźwiedzia mama przed szkołą im. A. Kenara na Krupówkach

4.

                Sierpniowy księżyc na naszej podwarszawskiej działce....

                                                                          

5.
                        

                           Okno w galerii "Bibelot" w Kazimierzu Dolnym

                                                                 

6.
Widok z Drogi pod Reglami za którą zaczyna się  Tatrzański Park Narodowy...

                                                                                    

7.
Pozostałości drzewa przed moim domem rodzinnym na ul A.Grottgera w Warszawie

                                                                               

8.
                                Zachód słońca w Kazimierzu Dolnym

                                                                                         

9.

                 "Moje drzewo" w Łazienkach Królewskich w Warszawie  

                                                       

10.

Dwa w jednym czyli płaskorzeźba w drzewie rosnącym w Łazienkach Królewskich

                                                                 

11.

                                              Warszawska tęcza...

                                                                      

12.


Rano na werandzie działkowego domku sójka zostawiła mi swoje piórka.... a może to były dwie sójki - mała i duża...

                                                                                 

13.
Uwięziony słonecznik  gdzieś między  Kazimierzem Dolnym a Bochotnicą

       
14.


                                                  Rynek w Kazimierzu rankiem w zwykły dzień...
`15.

                                                   Gdzieś w Polsce...  
                                                                                                                             Jak zwykle zapytam czy któreś zdjęcie zasługuje na wyróżnienie...                                                                                                         

sobota, 17 września 2022

Złego diabli nie biorą....

Od początku walki o władzę do końca III Rzeszy zostały zawiązane co najmniej czterdzieści dwa spiski na życie Hitlera. Rosjanie przygotowali co najmniej trzy zamachy. Niemiecka policja odnotowała kilkaset pomniejszych zamachów. Hitler dużo się przemieszczał, starał się być zawsze blisko frontu. W dziejach świata niewielu przywódców stało się celem tak wielu ataków. Około dwudziestu zamachów na Hitlera można uznać za istotne.

Trzy zamachy zostały zorganizowane na terenie dzisiejszej Polski.

Pierwszy w Warszawie, drugi  w Kociewiu pod Starogardem, trzeci w Kętrzynie w Wilczym Szańcu.

---------------------------------------------------------------------------------



Piątego października 1939 roku odbyła się w Alejach Ujazdowskich w Warszawie zwycięska defilada wojsk niemieckich odebrana osobiście przez Adolfa Hitlera. Stamtąd kolumna skierowała się w kierunku Ogrodu Saskiego. Przejeżdżający tą trasą Hitler nie podejrzewał, że na rozkaz dowódcy Służby Zwycięstwa Polski major Franciszek Niepokólczycki  wraz z kilkoma saperami przygotował dwa ładunki po 250 kg trotylu. Jeden ładunek umieszczono w pobliżu gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego na zachodnim rogu Nowego Światu i Alei Ujazdowskich, drugi w Ministerstwie Komunikacji na wschodnim rogu. Akcja była ściśle tajna. Niestety Niemcy zamknęli dostęp do ulic, którymi miał przejeżdżać Hitler. Saperzy z braku pewności, czy i kiedy Fuhrer pojawi się w oczekiwanym miejscu.... przegapili dogodny moment. Do wybuchu nie doszło.

-----------------------------------------------------------------------------


W Kociewiu pod Starogardem z 8/9 czerwca 1942 roku o godz 2.45 dokonano zbrojnej dywersji kolejowej, która była próbą zamachu na życie Hitlera. W pierwszym etapie poluzowano przęsła podtorza, co wymagało sporo wysiłku i czasu, a po tym (podsłuchując komunikaty kolejowe na słupie telefonicznym) przepuszczono lokomotywę asekurującą właściwy pociąg, a dopiero po tym rozmontowano przęsła podtorza do końca. Po godzinie 2 w nocy lokomotywa ciągnąca pociąg pospieszny wyskoczyła z szyn, a wagony spiętrzyły się i stoczyły z nasypu, miażdżąc znajdujących się w nich pasażerów – żołnierzy i oficerów. Niestety zasadniczy  cel akcji nie został osiągnięty. W składzie wykolejonego pociągu nie było Hitlera z jego salonką. Według uzyskanych później relacji Hitler zatrzymał się na zamku w Malborku na przyjęciu zorganizowanym przez jego ulubieńca, gdańskiego gauleitera Forstera.

-----------------------------------------------------------------------------


O byłej wojennej kwaterze Hitlera "Wilczy Szaniec" powstało wiele książek.  Tak jak pisałam w poprzednim tekście zwiedziłam to niesamowite miejsce w czerwcu br. Ale nie podejmuję się opisać tego zwiedzania. Sugeruję natomiast każdemu kto znajdzie się w okolicach Kętrzyna - zobaczyć to miejsce na własne oczy. Położone jest ono w pięknym lesie kętrzyńskim i  pomimo że jego historia i wydźwięk jest dla Polaków bardzo przykry - to sposób w jaki zostało przedstawione i fakt że od II wojny światowej upłynęło już wiele lat - nie pozostawia dużej traumy. Jednak - gdy patrzyłam na twarze osób już wychodzących lub wyjeżdżających to zauważyłam, że każdy był smutny i zamyślony. Nie wiem jak inni ale ja myślałam wtedy, że każde miejsce na świecie, nawet to najspokojniejsze  i najpiękniejsze może być miejscem tragicznym.

Wilczy Szaniec koło Kętrzyna był osobliwym, dobrze zamaskowanym miasteczkiem w lesie i jednocześnie doskonałym punktem dowodzenia działaniami wojennymi na froncie wschodnim. Powstało tu ponad 200 obiektów/bunkrów różnej wielkości i przeznaczenia. Budowę kwatery rozpoczęto jesienią 1940 roku i trwała ona do końca wojny.
Do Wilczego Szańca Hitler przybył wraz ze swoją świtą 24 czerwca 1941 roku. Tu spędził ponad 800 dni. Tu decydował m.inn. o losach Powstańczej Warszawy.../Jako rodowita Warszawianka nie mogłam o tym nie wspomnieć/



/Powyżej zdjęcia z ekspozycji dotyczącej Powstania Warszawskiego/

Było dużo czasu i możliwości aby zgładzić zbrodniarza w Wilczym Szancu...
Niestety, z zamachu Hitler wyszedł cało. Pisałam o tym w poprzednim tekście.
Złego diabli nie biorą...
I jeszcze urywek z testamentu politycznego Hitlera:
"Nieprawdą jest, że ja lub ktokolwiek inny w Niemczech pragnął wojny w 1939 roku. Pragnęli jej i podżegali do niej tylko ci międzynarodowi mężowie stanu, którzy byli albo żydowskiego pochodzenia, albo działali w interesie Żydów. Włożyłem aż za dużo wysiłków w celu kontroli i ograniczenia zbrojeń - wysiłków, których potomność wszystkich czasów nie będzie mogła zlekceważyć - ażeby mnie obarczono za wybuch tej wojny"....
Chyba wystarczy, bo szkoda miejsca na blogu i Waszego czasu na czytanie takiego czegoś...

czwartek, 15 września 2022

Zginęli w zamachach



1. Juliusz Cezar - dyktator Rzymu -15 marca 44 r.pn.e. w Rzymie

2. Wacław III - król Węgier i Chorwacji - 4 sierpnia 1306 w Ołomuńcu

3. Henryk III - król Francji i Polski - 2 sierpnia 1589 r w Saint-Cloud

4. Henry IV Wielki - król Francji - 14 maja 1610 w Paryżu

5. Gustaw III - król Szwecji 29 marca 1792 w Sztokholmie

6. Paweł I - car Rosji - 21 marca 1801 w Sankt Petersburgu

7. Abraham Lincoln - prezydent USA - 15 kwietnia 1865 roku w Waszyngtonie

8. Aleksander II - car Rosji - 13 marca 1881 r. w Sankt Petersburgu.

9.Umberto I - król Włoch - 29 lipca 1900 r w Monza

10. William McKinley - 14 września 1901 w Buffalo

11. Dimitr Petkow - premier Bułgarii - 11marca 1907 w Sofii

12. Karol I Dyplomata - król Portugalii - 1 lutego 1908 w Lizbonie

13. Hirobumi Ito - premier Japonii - 28 października 1909 w Habrin

14. Piotr Stołypin - premier Rosji - 18 września 1911 r w Kijowie

15. Jose Canalejas - premier Hiszpanii - 12 listopada 1912 w Madrycie

16. Jerzy I Grecki - król Grecji - 18 marca 1913 w Salonikach

17. Franciszek Ferdynand i jego żona Zofia - następca tronu austro -węgierskiego 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie.

18. Gabriel Narutowicz - prezydent Polski - 16 grudnia 1922 w Warszawie

19. Paul Doumer - prezydent Francji - 7 maja 1932 r w Paryżu

20. Ion Duca - premier Rumunii - 29 grudnia 1933 w Sinaia

21. Kurt von Schleicher - kanclerz Niemiec 30 czerwca 1934 w Poczdamie

22. Mahatma Gandhi - przywódca Indii - 30 stycznia 1948 w New Delhi

23. John F. Kennedy - prezydent USA - 22 listopada 1963 w Dallas

24. Indira Gandhi - premier Indii - 31 października 1984 w New Delhi

25. Olof Palme - premier Szwecji - 28 lutego 1986 r. w Sztokholmie

26. Icchak Rabin - premier Izraela - 4 listopada 1995 r w Tel Awiwie

Niektóre zamachy były uzasadnione, szczególnie gdy chodziło o likwidację zbrodniarza.

Nigdy jednak nie doszedł do skutku zamach na Adolfa Hitlera ani na Józefa Stalina. Byli oni niezwykle dobrze chronieni.

Dlaczego o tym piszę?

Bo w czasie pobytu w Giżycku i w Kętrzynie w czerwcu br. zwiedzałam  byłą wojenną kwaterę Hitlera czyli Wilczy Szaniec.

W dniu 20 lipca 1944 doszło tam do zamachu na Fuhrera...Przygotował ten zamach jeden ze spiskowców - płk Claus von Stauffenberg

Sam przebieg wydarzeń jest dokładnie opisany w książeczce, którą dla Was sfotografowałam.

Napiszę tylko, że w jednym z bunkrów podłożony wcześniej ładunek eksplodował tamtego dnia o godzinie 12.50. Sala obrad w której przebywał Hitler wraz z uczestnikami narady została zdewastowana. Osłabionego Hitlera, któremu właściwie nic poważnego się nie stało natychmiast wyprowadzono z zadymionego pomieszczenia...Zginęło natomiast kilku innych Niemców, w tym stenograf.

Zamachowiec i jego towarzysze został wkrótce rozstrzelani. 

Zdarzało się, że w zamachach ginęli niewinni ludzie.

Jak z tego wniosek? Może taki, że nie należy wchodzić w tłum który wita, żegna albo uczestniczy w jakimś wydarzeniu w którym głównym "bohaterem" jest jakiś ..... polityk...

Ja w każdym razie nie znoszę tłumów...

A sam Wilczy Szaniec zrobił na mnie niesamowite wrażenie...

Ale o tym może innym razem... bo i tam przecież zrobiłam wiele zdjęć...

poniedziałek, 12 września 2022

Dzisiaj tylko zdjęcie i pytanie...


                   
                                                   Ławeczka patriotyczna w Lublinie

16 takich ławeczek w barwach Rosji zostało zainstalowanych ostatnio w następujących miastach: Białystok, Chorzów, Gdańsk, Gorzów Wielkopolski, Kielce, Kraków, Lublin, Łódź, Międzyzdroje, Olsztyn, Opole, Poznań, Radiom, Rzeszów, Toruń i Wrocław. Do każdej dołączono instrukcję  użytkowania. Koszt każdej laweczki to 100 000 zł.

Chciałam tylko zapytać co o tym sądzicie?

piątek, 9 września 2022

Najpiękniejsze góry świata - zakończenie


"- Pisz i pisz Jadziu, może teraz  o Holach - podsunął mi pomysł Wojtek, dla którego Tatry to Hole."

Dziękuję Wojtku, że mnie wspierasz w moim pisaniu i wspominaniu. Pamiętasz jak schodziliśmy kiedyś z Kasprowego do Doliny Gąsienicowej? Naprzeciwko nas szło dwóch panów z wielkimi psami. Zwierzęta oczywiście były bez kagańców i biegały po nowych nasadzeniach kosodrzewiny. Poprosiłeś tych panów, aby natychmiast psy przywołali, założyli im kagańce i smycze. Byli oburzeni zwróconą im uwagą, chociaż widzieli twój mundur leśnika. Wtedy pokazałeś im przez lornetkę sarny, które pasły się wyżej, na zboczu Kopy Magury. I powiedziałeś:

- Te psy, gdy wyczują sarny popędzą je po górach, a one nie są do tego przyzwyczajone. Przerażone zaczną uciekać łamiąc nogi...

A później powiedziałeś jeszcze, że co roku pod Tatrami w czasie nocy sylwestrowej ginie dużo saren, jeleni i kozic. Kiedy słyszą wybuchające fajerwerki. uciekają na oślep i zabijają się o drzewa, skały, także o stojące blisko gór zabudowania. Niestety, nic się w tym względzie nie zmienia. Co roku jest tak samo...

14 sierpnia 2011 roku padł rekord w historii Tatrzańskiego Parku Narodowego. W tym dniu ponad 40 tysięcy osób weszło na szlaki Tatr, z tego ponad 13 tysięcy odwiedziło Morskie Oko. Większość z nich, jak stwierdził dyrektor TPN Paweł Skawiński, to niestety "turyści" w klapkach na nogach. Ja dodam : i niestety wielu z nich z puszką piwa w ręce...

W Najpiękniejsze Góry Świata zaprowadziła mnie pierwszy raz moja mama w wakacje po maturze. Zobaczyłam wtedy po raz pierwszy panoramę Hali Gąsienicowej. I ten widok pozostał mi przed oczami na całe życie. I jest moim lekiem na całe zło tego świata.

"- Babciu, opowiesz mi o tym wysokich górach? " zapytał mój 7-letni wnuczek.

Opowiem, ale wcześniej zabiorę cię na piękną wędrówkę.

A wiesz, że kiedyś gdy byłam na wysokiej przełęczy, która nazywa się Wrota Chałubińskiego, to akurat była okropna mgła. I nagle naprzeciwko nas wyszły kozice. Były zdezorientowane, trochę przestraszone, widocznie ta mgła stępiła im węch, bo przeszły tuż obok nas. Baliśmy się ruszyć i staliśmy nieruchomo, prawie nie oddychając.

Innym razem szliśmy Wyżnią Doliną Chochołowską. Na szlaku ślady w postaci odchodów zostawił niedźwiedź. Idący z naprzeciwka taternicy powiedzieli nam żebyśmy wracali, bo wyżej, w kosodrzewinie przebywa niedźwiedzica z niedźwiadkami i że może być groźna dla ludzi.

A wiesz o tym, że w Tatrach są pochowane skarby? Szczególnie w jaskini pod Giewontem. A w Morskim Oku to żyje ryba z baranią głową, a w Jaskini Kasprowej Niźniej pływa złota kaczka, która raz w roku znosi diamentowe jajko. I że Morskie Oko jest połączone z morzem.

W Tatrach bardzo lubię patrzeć na grupki 3-pokoleniowe. Młodzi rodzice prowadzą ze sobą kilkudniowe dzieci a za nimi idą jeszcze dziadkowie tych maluchów. Cieszy mnie to podwójnie, bo to znaczy, że młodzi ludzie przekazują swoim dzieciom to, czego nauczyli ich rodzice...

"- A byłaś na tych wszystkich szczytach?" - to znowu 7-latek.

Byłam tylko na kilku z nich: na Krywaniu i na Rysach od słowackiej strony, na Kominiarskim Wierchu wiele lat temu, kiedy jeszcze prowadził tam szlak, na Giewoncie, Kasprowym, Kozim, na wszystkich szczytach Doliny Chochołowskiej. Mój szczyt był często dużo niżej, bo czasami bałam się wejść na ten prawdziwy. Byłam 2 razy na słynnej przełęczy Zawrat, pierwszy raz gdy miałam 22 lata, drugi - 28 lat później, na Krzyżnem, na przełęczy Liliowe skąd bałam się już iść dalej na Świnicę, na Karbie gdzie czekałam aż zejdą moi towarzysze wędrówki.

Gdy wędrowaliśmy ostatnio po Tatrach doszedłeś z tatą i dziadkiem do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Może następnym razem dojdziesz do Zmarzłego Stawu pod Zawratem. Ten stawek lubię najbardziej. Jest malutki, bardzo często nawet w lecie pokryty lodem. I ma kształt łzy. A stamtąd na pewno z młodszym bratem pójdziecie na Zawrat.

"-A o Tatrach już napisałaś?" - zapytał Grzegorz.

Napisałam, ale nie wszystko, bo to nie jest możliwe. Nie napisałam jeszcze o wspaniałych schroniskach tatrzańskich, z których każde ma swoją historię i wyjątkową atmosferę. Nie napisałam o odkrywcach i znanych ludziach Tatr, którzy zostawili tu swoje ślady na zawsze. Nie napisałam o ratownikach górskich. Nie napisałam o limbach, goryczkach, krokusach, dziewięćsile bezłodygowym, szarotkach... O ponurnikach, czyli ptakach żyjących na szczytach, które potrafią chodzić po pionowych tatrzańskich skałach i dotrzymują w ten sposób taternikom towarzystwa. I o tym ile razy przeżyłam burzę w samym środku gór. O tym, jak kiedyś w lipcu wchodziłam na Czerwone Wierchy w słońcu i upale, a parę godzin potem schodziłam w śnieżycy i prawie całkowitej ciemności. 

I o pięknym zwyczaju pozdrawiania się na szlakach.

I nie wiem czy udało mi się w tym tekście ukazać ogrom uczucia, jakim darzę góry mojego życia.




Wszystkim, którzy "dotarli" ze mną na Kozi Wierch /czyli przeczytali obydwie części o najpiękniejszych górach świata/ ... bardzo dziękuję...

wtorek, 6 września 2022

Najpiękniejsze góry świata

 

Na zdjęciu autorka bloga z przyszłym Szalonym Geografem .... w Najpiękniejszych Górach Świata.

-----------------------------------------------------------------------------------

Po opublikowaniu tekstu "Wieści spod Tatr" kilka osób zapytało czy mogę  napisać coś więcej o Tatrach.

Bardzo proszę; Oto mój tekst, który znajduje się w książce pt: "Zwariowałam"

------------------------------------------------------------------------------------

"Czekam aż napiszesz coś o Tatrach" - napisała mi w mailu Ala.

Napiszę, ale to nie będzie łatwe, bo to tak jakbym pisała o sprawach najintymniejszych.

W roku 1889, z myslą ratowania lasów tatrzańskich hrabia Władysław Zamojski nabył drogą licytacji dobra zakopiańskie. W 1902 r. szlachcic uzyskał wyrok włączający okolice Morskiego Oka w granice ziem polskich i kończący tym samym spór. Tuż przed śmiercią w testamencie ofiarował narodowi polskiemu cały swój majątek, w tym również ziemie tatrzańskie. Dało to podwaliny dla utworzenia Tatrzańskiego Parku Narodowego, który stał się własnością wszystkich Polaków. Mógł on jednak być utworzony dopiero 30 lat później. I jego podstawowym celem działania jest ochrona przyrody Tatr.

Tatrzański Park Narodowy oejmuje 1/4 powierzchni całych Tatr, pozostałe 3/4 to "Slowacki Tatransky Narodny Park"

Ten łańcuch górski to najwyższa część Karpat. Ta malutka skalna wysepka o charakterze alpejskim jest polskim największym przyrodniczym skarbem którego nie można porównać z niczym innym na świecie.

Wędrówki po tatrzańskich szlakach powinno się zaczynać zaraz po wschodzie słońca. Wtedy gdy góry są jeszcze puste i budzą się do życia. Na szlakach są tylko najprawdziwsi turyści, dla których największą przyjemnością jest oglądanie opadających lub wznoszących się mgieł, słuchanie odgłosów budzących się ze snu regli, oglądanie cieni i zarysów najpiękniejszych gór świata na progu dnia.

"A pamiętasz jak chodziłyśmy po Tatrach - zapytała Grażyna - O tym napisz".

Pamiętam Grażynko, pamiętam też jak Wojtek zabrał nas na rykowisko na Polanę Rusinową. 

Miałam 19 lat gdy przechodziłam pierwszy raz koło "Betlejemki" czyli szkoły wysokogórskiej na Hali Gąsienicowej. Siedząca przed nią młoda kobieta, zapytała czy nie chciałabym nauczyć się wspinać. Odmówiłam, nie czułam się na siłach. Odchodząc w stronę Murowańca, usłyszałam, że udało się jej zainteresować wspinaczką inne dziewczyny. Po jakimś czasie zobaczyłam jej zdjęcie w jakiejś gazecie. Zdobyła kolejny szczyt gdzieś w bardzo wysokich górach. Gdybym wiedziała, że rozmawiam ze samą Wandą Rutkiewicz... to przystanęłabym chociaż na chwilkę aby wyrazić jej swoje uznanie...

W najmniejszym tatrzańskim schronisku na Hali Kondratowej zauważyłam kiedyś na ścianie drewniane tabliczki z wyrytymi cytatami z książek wielkiego miłośnika Tatr Władysława Krygowskiego. Na jednej z nich jest napisane: "Do gór trzeba dorastać, a nie obniżać ich do siebie". Jakież to mądre i oczywiste.

"Powinnaś napisać o tym, co nas połączyło na całe życie - powiedziała Basia, dla której Tatry są sensem życia.

Masz rację Basiu, tylko tak piękne przeżycia mogą połączyć na zawsze. W tych górach jest wszystko co kochamy: wolność, przestrzeń, czyste powietrze, wspaniałe widoki, piękna przyroda, zwierzęta i ptaki, zapachy, cisza i .... muzyka gór. Składa się na nią wiatr, który szumi w gałęziach drzew, szmer potoków. brzęczące owady na polanach. odgłosy zwierząt i śpiew ptaków. a także łamiące się gałęzie drzew, obsuwające się kamienie, dżwięk dzwoneczków owiec i szczekanie owczarków podhalańskich a także .... coraz już rzadszy śpiew góralek i odpowiadające mu nawoływania juhasów...I sama wiesz najlepiej, co jeszcze.

Po tych górach wędrowałyśmy w całkowitym milczeniu i rozumiałyśmy się bez słów

W tych górach zostawiłam 43 lata z mojego życia, bo tyle już lat po nich chodzę. Nigdy nie liczyłam ile razy wchodziłam do świątyni zwanej Tatrami, ale myślę że jest to liczba ogromna.

Dla wielu osób Tatry są miejscem świętym. Nawet ci, którzy nie wierzą w Boga, przyznają, ze w nich łagodnieją, stają się bardziej pokorni. Chodząc po tych górach z reguły wyciszają się i przyznają, że jest to miejsce wyjątkowo majestatyczne i piękne. I że ktoś to piękno musiał stworzyć. Jakaś nieznana siła, tylko jakby ją tu nazwać?

Bo gdy schodzi się z Zawratu i patrzy na panoramę Dolina Pięciu Stawów, to nie myśli się o tym, że jakiś milion lat temu zaczęła się epoka lodowcowa  i że trzy czy cztery razy lodowce następowały i cofały się, pozostawiając po sobie w dolinie piękne stawy. I że to one rzeźbiły ten teren.

Inni idą w Tatry, aby tam z Bogiem się kłócić, rozmawiać, dyskutować lub żeby Go tam znaleźć.

Ja w Tatry chodzę głównie po to, żeby odpowiedzieć sobie na pytania postawione na nizinach, w ciągu całego roku, w smutne dni zimowe i późnojesienne, w czasie choroby ciała i duszy. By zrozumieć rzeczy i sprawy, które mnie przerastają i którymi się ciągle dziwię i nie mogę się z nimi pogodzić. Gdy siedzę na jakiejś przełęczy, gdy wchodzę na jakiś szczyt lub schodzę w dół albo gdy siedzę po prostu pod reglami, to wszystko wydaje mi się piękniejsze, prostsze, bardziej oczywiste. W trakcie każdej wędrówki prowadzę z górami niemą rozmowę i one mi także bez słów odpowiadają. I z każdej wędrówki po Tatrach wracam pogodzona, radośniejsza, spokojna, silniejsza. A z drugiej strony jestem trochę smutna i rozżalona, że pozostawiam za sobą ten wyjątkowy cud.

Oczywiście patrzę na Tatry sercem, przez pryzmat własnych uczuć i przeżytych w nich pięknych chwil. Byłam przecież w innych, dużo większych i wyższych masywach górskich: w Alpach na Aiquille du Midi w Masywie Mont Blanc, na Pilatusie k/Lucerny, na Rigi, na Kaukazie i przejeżdżałam w poprzek tzw. Gruzińską Drogę Wojenną. 

Ale swojego zdania na temat Tatr nigdy nie zmienię. Są najpiękniejsze.

Jeśli Was nie zanudziłam to.....Ciąg dalszy nastąpi...


sobota, 3 września 2022

Chatka, podziemne jezioro i czynny wulkan .... a przede wszystkim wesołe pieski...

W Salwadorze, zaraz po przekroczeniu granicy z Hondurasem wszyscy pasażerowie musieli wyjść z autobusu i zabrać ze sobą bagaże. Czekali tam już na nich panowie z bardzo dobrze wyszkolonymi pieseczkami. Pieski zaczęły pracę tzn. obwąchiwanie bagaży a panowie uważnie się im przyglądali. Po pewnym czasie pieski zatrzymały się przy dwóch sfatygowanych plecakach, szczególnie przy tym mniejszym, takim co to się nosi z przodu.

Właściciel plecaków, czyli Szalony Geograf z początku przyglądał się pieskom z uśmiechem, bo sam miał kiedyś przecudnej urody i mądrości psineczkę Lassie. Gdy jednak pieski zatrzymały się przy plecakach na dłużej to  przypomniał sobie, że przecież jadąc autobusem nie miał plecaków przy sobie. I że przez pewien czas spał.

A pieseczki są z reguły szkolone pod kątem przemytu narkotyków... A Salwador i Honduras to kraje narkotykowe...

Gdy panowie poprosili Szalonego Geografa o wyjęcie wszystkiego z plecaków to był już pewien że coś mu podrzucono, tym bardziej, że pieseczki natychmiast po otwarciu mniejszego plecaka .... wsadziły do niego głowy... 

No i pieseczki nagle bardzo się ucieszyły bo z plecakow wyturlaly się dwie gumowe kolczaste piłeczki, takie które służą do rehabilitacji i ćwiczeń zmęczonych stóp. Pieseczki widać wyczuły zapach gumy...

Bo jak się przemierza Amerykę Środkową pieszo, autobusami, łodziami i innymi lokalnymi środkami transportu to ma się w nogach wiele kilometrów..... I trzeba potem trochę poćwiczyć.

Skończyło się dobrze. Pieseczki zaczęły się piłeczkami bawić. I nawet poważni panowie, którzy pracowali razem z pieseczkami roześmiali się....

To już wiecie, że Szalony Geograf włóczył się tego lata po krajach narkotykowych.

Wrażeń ma tyle, że wystarczy na opowieści do końca roku.

Więc dzisiaj tylko trzy zdjęcia związane z trzema wydarzeniami.

--------------------------------------------------------------------------------------

                                                 Bambusowa chatka

 


W takiej chatce mieszkał w Nikaraguii na jeziorze o tej samej nazwie na wyspie Omepete.

                                 Cenote czyli wapienne studnie albo jaskinie

                                                   


W takim podziemnym jeziorze znajdującym się w cenote pływał. Na szczęście podobno nie nurkował. Takie cuda znajdują się na Jukatanie w Meksyku.

                                             Czynny wulkan de Fuego


Z wulkanu Acatenango oglądał nocą wybuchy wulkanu de Fuego. Przed wybuchem z wulkanu wydobywają się niesamowite pomruki. Potem jest duży huk a wylewająca się lawa i dym stwarzają wrażenie jakby wulkan się palił. Wulkany te znajdują się w Gwatemalii. 

Wiedzieliście o tym?

                              Na 1000 mieszkańców Polski: 1 osoba jest zawodowym strażakiem 1 osoba zarobiła w ostatnim roku ponad milion zł...