sobota, 5 września 2026

Wędrówki Babci Zosi...

Tekst ten dedykuję mojej pierwszej synowej Izie, która kiedyś stworzyła taki obrazek/mapkę i sprezentowała go Babci Zosi, czyli mojej Mamie...


                                      Zdjęcie można powiększyć

Chciałabym bardzo, aby ten tekst był wyjątkowy i opisywał nie tylko "wędrówki Babci Zosi",  ale aby świadczył także o wędrówkach prawie wszystkich osób i rodzin, tułających się po zakończeniu wojny po Polsce, której granice były zupełnie inne niż przed największym kataklizmem XX wieku.

Babcia Zosia urodziła się w Pińczowie w roku 1916. Jej tata, który był legionistą Piłsudskiego przebywał tam akurat razem z żoną i kilkoma synkami. 

Gdy Polska odzyskała niepodległość cała rodzina wróciła do Rzeszowa a właściwie do pod-rzeszowskiej wtedy wsi Staromieście, w której były jej korzenie.

Mała Zosia rosła i uczyła się dobrze. Była jedyną córką ale miała pięciu braci. Gdy ukończyła seminarium nauczycielskie zainteresował się nią mieszkający w pobliżu bardzo uzdolniony  rzeźbiarz i malarz, który tuż przed wybuchem II wojny światowej ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Niestety, dalszych studiów we Włoszech /na które młody rzeźbiarz dostał stypendium/ nie mógł rozpocząć bo wybuchła wojna.

Tuż przed wybuchem wojny młodzi wzięli ślub w kościele w Staromieściu. Zosia do ślubu szła z bukietem polnych kwiatów, które razem z przyszłym mężem idąc na ślub zebrali na łące 

Pierwszym celem wspólnej wędrówki Babci Zosi i jej męża był Gródek Jagielloński niedaleko Lwowa. Pisałam o tym w tekście "Opowieść mojej Mamy" w dn. 10 lipca br. 

Mąż Babci Zosi został zatrudniony w kościele farnym. Rzeźbił tam św.Jacka, św Jakuba i anioły.

Tam urodziła się im starsza córka.

Gdy do miasteczka weszli Niemcy i wymordowali wszystkich Żydów a potem gdy zaczęło się ludobójstwo na Wołyniu Babcia Zosia z mężem wrócili do domu rodzinnego w Rzeszowie. Na szczęście zdążyli...

Następnie "zawędrowali" do Zakopanego. W latach 1946-1947 mąż Babci pełnił funkcję dyrektora Szkoły Przemysłu Drzewnego, odpowiedzialnego głównie za dział rzeźby.

Potem była Jelenia Góra, czyli Ziemie Odzyskane. Tam Babcia Zosia z mężem i córeczką mieli zostać na dłużej. Zamieszkali w pięknym poniemieckim mieszkaniu. Wprawdzie miasto prawie wcale nie zostało zniszczone w czasie wojny, ale wiele rzeźb zarówno w świątyniach jak i tych stojących na placach wymagało odnowienia.

Następna była Łódź. 

W czasie wojny Niemcy nazwę miasta zmienili na Litzmanstadt i zostało ono wcielone do Rzeszy. Dlatego miasto nie zostało w ogóle zniszczone, więc po wojnie władze chciały przenieść tu stolicę. Jak wiadomo Warszawa była jedną wielką ruiną. A w 1945 roku w Łodzi powstała Akademia Sztuk Pięknych i tam otrzymał zatrudnienie mąż Babci Zosi.

Potem przyszła wiadomość i zaproszenie z Warszawy. 

Warszawa, którą odbudowywano potrzebowała nie tylko sił fizycznych ale też artystów, twórców, nauczycieli i intelektualistów.

W Warszawie Babcia Zosia zaczęła pracować najpierw w jednym z Domów Dziecka, bo sierot po wojnie było bardzo dużo, a potem w szkole podstawowej. Jednoczescie Babcia Zosia studiowała w Studium Nauczycielskim.

A mąż Babci Zosi rzucił się w wir pracy. Zaraz na początku został zaproszony do rekonstrukcji całkiem zniszczonego pomnika Fryderyka Chopina /był jednym z 6 rzeźbiarzy którzy go tworzyli od nowa/.

No i w Warszawie urodziła się Babci Zosi i jej mężowi druga córeczka.

To ta właśnie, która tak bardzo jest zakochana w swoim mieście...

Ta sama, która Was tak straszliwie zanudza...😊

wtorek, 1 września 2026

I znowu Miasteczko...

Parę dni wcześniej zadzwoniłam i zapytałam czy możliwy byłby dwudniowy pobyt w pokoju nad królami Kazimierzami, a najlepiej to nad królem Kazimierzem Wielkim....  no bo on przecież z tych trzech był największy. Gdy pani w recepcji zapytała dlaczego tak mi zależy akurat na tym pokoju to odpowiedziałam, że jestem córką tego rzeźbiarza, który /prawdopodobnie w roku 1956/ wyrzeźbił te płaskorzeźby czy też kartusze. Wtedy pani zamilkła bo chyba mi nie uwierzyła, ale po pewnym czasie powiedziała, że "oczywiście", ale rezerwacja zaczyna się  z chwilą przekazania zaliczki. Zaliczkę przekazałam prawie natychmiast i .....pojechaliśmy.

Zostaliśmy przyjęci kilka godzin przed początkiem doby hotelowej. Parę godzin później po zakończeniu się doby hotelowej opuściliśmy pokój dwa dni później.

Gdy weszliśmy do pokoju to najpierw wdrapałam sie na parapet. No i poprosiłam osobistego historyka aby zszedł na rynek i zrobił mi zdjęcie. I tak to wyszło:


A po lewej stronie jest Kazimierz Odnowiciel a po prawej Kazimierz Jagiellończyk.

Na parapecie siedziałam też następnego dnia...

Przez dwa dni wędrowałam po Miasteczku, ale wieczorami podczas pełni i bladym świtem robiłam zdjęcia z okna.

                               



No i jeszcze krótka historia naszego Domu Architekta. 
Szczególnie miła dla mnie była informacja a raczej potwierdzenie faktu, że twórcą tych płaskorzeźb był mój ojciec - Leon Machowski.



O Kazimierzu Dolnym który razem z Tatrami zajmuje w moim sercu drugie/trzecie miejsce /oczywiście pierwsza jest Warszawa/ pisałam już na blogu wiele razy. Poświęciłam mu także wiele miejsca w książkach.

Więc nie będę się już nad Wami dzisiaj znęcać...😁

Więc jeszcze tylko dwa zdjecia: pierwsze z widokiem na Wisłę 
 

I drugie z widokiem na Górę Trzech Krzyży...
Wszystkie zdjęcia można powiększyć.

piątek, 28 sierpnia 2026

Zdradzona

Zostałam zdradzona. I to nie przez jednego, ale przez wszystkie. Wprawdzie parę dni przed tym przykrym wydarzeniem niektóre z nich pięknie się ze mną pożegnały, ale jednak mnie opuściły.

Więc postanowiłam je śledzić.

I to nie w akcie zemsty, tylko dlatego, że ciągle darzę je wielkim uczuciem.

Po prostu chcę wiedzieć, co robią i czy są bezpieczne.

Odleciały ode mnie w najlepszym okresie swojego życia. Po pięciu miesiącach spędzonych na budowaniu gniazd, zakładaniu rodzin, pielęgnowaniu i wychowywaniu dzieci. Gdy stwierdziły, że już czas.

I że dzieci są na tyle silne, że mogą lecieć z nimi.

Odleciały w zgodzie i harmonii.

Odlatywały z kraju, w którym, jak pisał jeden z największych polskich poetów:"... winą jest dużą..... popsować gniazdo na gruszy bocianie". Piękne, dostojne, eleganckie. Unoszone na wielkich, szerokich, rozpostartych na dwa metry skrzydłach. Jakby odlatywały na sztywnej biało-czarnej paralotni. Duże, prawie cztero-kilogramowe istoty, a jednocześnie tak subtelne i delikatne w ruchach.

Na całym świecie jest około 160 tysięcy par bociana białego. Z tego ponad 50 tysięcy okres lęgowy spędza w Polsce, a więc mamy prawo twierdzić, że są naszymi rodakami.

Pisklęta wylatują z gniazd po mniej więcej dwóch miesiącach od wyklucia się. To dotyczy bociana białego i czarnego, bo tylko te dwa gatunki z dziewiętnastu występujących na całym świecie zakładają gniazda w naszym kraju. I gdy młode już nauczą się dobrze latać, to odlatują pierwsze. Po pewnym czasie dołączają do nich dorosłe osobniki.

Najpierw lecą niewielkimi stadkami nad Cieśninę  Bosfor i przekraczają granicę z Azją. Tam żywią się na wysypiskach śmieci. Potem łączą się w wielotysięczne stada z innymi, lecącymi znad Litwy, Białorusi, Ukrainy, Słowacji i Czech. Przelatują nad Turcją a nawet nad tureckim Kurdystanem.

Na początku października kierują się w stronę Egiptu i tam, lecąc w wzdłuż Nilu, docierają do Sudanu. Niektóre z nich zimę spędzają własnie w tym kraju, żywiąc się głównie szarańczą.... co bardzo cieszy tamtejszą ludność.

Inni wędrowcy w drugiej połowie listopada przekraczają równik i zatrzymują się na zimę w Afryce Południowej.

Właściwie cały czas podróżują, tylko przez dwa miesiące - grudzień i styczeń - odpoczywają w jednym z krajów afrykańskich, bo w lutym już zaczynają wracać.


Lecą codziennie przez osiem do dziesięciu godzin. W tym czasie przemierzają od 200 do 400 kilometrów ze średnią prędkością ponad 50 km/h. Podróż zaczynają późnym rankiem, gdy rozgrzane powietrze zaczyna unosić się ku górze, tworząc tzw. kominy termalne. Wskakują wtedy w taki komin, rozkładając szeroko skrzydła i kołując dają się unieść wysoko ku górze. Osiągnąwszy pułap, czasami nawet do wysokości 4 km, zaczynają lot szybowcowy w wybranym kierunku. Gdy tracą wysokość, znowu odnajdują powietrzny komin, wnoszą się i opadają.

Wszystko to tak dokładnie wiadomo. bo od połowy lat dziewięćdziesiątych wszystkie polskie bociany otrzymują nadajniki satelitarne z baterią słoneczną. Paczuszki wielkości pudełka papierosów z antenką są im wszczepiane w dolną tylną część szyi.

Wracają do Polski pod koniec marca następnego roku.

Najpierw przylatują samce, odnajdują gniazda i w nich czekają na samice.

Potem zaczną przynosić dzieci. Przecież bocian to ptak bogini Hery, patronki łatwych porodów i  matek karmiących. To on zawsze pochylał się nad rodzącą i stąd powiedzenie, że przynosił dziecko.

Czas leci bardzo szybko... więc pewnie niedługo znowu je zobaczę ...

Bo to była zdrada konieczna...taka abym jeszcze bardziej je pokochała...

‐‐---------------------------‐-----------

/Tekst ten troszkę tu zmieniony znajduje się w mojej książce pt: "Nadal wariuję"/

wtorek, 25 sierpnia 2026

W świecie róż

Tysiące róż o pięknym zapachu, zachwycającej kolorystyce i różnorodnych odmianach oglądałam parę dni temu na wystawie w Starej Oranżerii w Łazienkach Królewskich w Warszawie. Pochodzące z całego świata kwiaty zostały zaprezentowane w wyjątkowych aranżacjach przygotowanych przez mistrzów florystyki. 

Chyba nie ma sensu za dużo pisać. Lepiej popatrzcie:

Wszystkie zdjęcia można powiększyć.





































Co roku bywam na wystawie róż. I chociaż za każdym razem mogę dokonać wyboru róży najpiękniejszej to nigdy tego nie robię. Dla mnie wszystkie róże są piękne.

Czy mam rację?

Jak wiadomo róża jest królową kwiatów. Czy uważacie że zasługuje na ten tytuł? A może uważacie, że są piękniejsze kwiaty?

piątek, 21 sierpnia 2026

Odwiedziły mnie "malutkie" wnuki

 

I wyszły na balkon żeby zobaczyć czy mi się krajobraz nie zmienił...


Ten po lewej to 22-letni student III roku szkoły artystycznej specjalizacja fotografia artystyczna.

Ten po prawej to 18 latek i przyszłoroczny maturzysta.

Wiele miejsca poświęciłam im na swoich blogach i w książkach, szczególnie w tej pierwszej.


Zadedykowałam im też książkę o Warszawie. Na okładce obydwaj tylko dużo młodsi... oglądają plastyczny plan Starego Miasta w Warszawie. 

Czy ktoś z Was pamięta że ten po lewej to był Szczerbaty a ten po prawej Pytalski?

wtorek, 18 sierpnia 2026

Pomnik Nike - z cyklu "Warszawskie pomniki"

Pomnik Nike, a właściwie Pomnik Bohaterów Warszawy 1939-1945 to okazały monument. Cokół ma wysokość 14 metrów. A sama bogini zwycięstwa , odlana z brązu mierzy 7 metrów wysokości, 6 metrów długości i 3 metry szerokości. No i waży 10 ton. A miecz, który Nike wznosi nad głową waży 1000 kg i ma 6 metrów długości. Na wszelki wypadek, aby uniknąć ewentualnego złamania lub wypadnięcia z rąk bogini - miecz został umocniony wtopionymi wewnątrz stalowymi prętami. Niektóre źródła podają, że w środku miecza znajdują się też struny fortepianowe, mające ułatwić jego gibkość. Przy bardzo silnym wietrze miecz Nike może odchylać się nawet o 15 centymetrów.

Można powiedzieć, że z pomnikiem Nike jestem związana osobiście. Gdy stał jeszcze na Placu Teatralnym na przeciwko Teatru Wielkiego /mniej więcej w miejscu odbudowanego później Pałacu Jabłonowskich/ razem ze świeżo poślubionym mężem /wiele lat temu/ złożyliśmy u jego stóp moją wiązankę ślubną. Był to z mojej strony gest serca i miłości do stolicy Polski.


                                Pomnik Nike na Placu Teatralnym

Jak już bowiem wiele razy pisałam na blogu i w książce "Moje warszawskie zwariowanie" jestem w Warszawie naprawdę zakochana. Urodziłam się w tym mieście i całe życie tu mieszkam. A moi rodzice, chociaż przyjechali do Warszawy z rodzimego Rzeszowa to po to aby tu uczyć w szkołach-tysiąclatkach /to mama, która była nauczycielką/ i rekonstruować zniszczone dzieła sztuki i rzeźbić nowe /to tata, który był rzeźbiarzem i malarzem/. 

O warszawskiej Nike można przeczytać w wielu innych miejscach, więc wspomnę tylko, że gdy pomnik wieziono ciężarówką z Gliwic do Warszawy na Plac Teatralny to wzniesiona do góry lewa ręka zawadziła o trakcję tramwajową. Wieść niesie, że głównemu inżynierowi,  kierownikowi transportu milicjant wlepił wtedy mandat. I tak to Warszawska Nike już wjeżdżając do Warszawy zapłaciła swój pierwszy mandat...😊

Twórcą pomnika był wspaniały rzeźbiarz profesor Marian Konieczny.

Po kilku latach od odsłonięcia pomnika został on przeniesiony i zaadaptowany pod kierunkiem prof Koniecznego w nowym miejscu - na trasie W-Z.



sobota, 15 sierpnia 2026

Najbogatsi Polacy

Ale nie ci obecni tylko ci, którzy żyli w poprzednich wiekach.../Podaję za Angora-Peryskop nr 22 z dn 09.08.26.

1.Podobno najbogatszym magnatem w historii Rzeczypospolitej był Janusz Ostrogski /1554-1620/. Jego ogromne latyfundium rozciągało się na Wołyniu, Podolu i ziemi kijowskiej i obejmowało 80 miast i 2760 wsi. 

2. Jeden z najbogatszych finansistów i przemysłowców Europy Wschodniej początku XX wieku to Karol Jaroszyński /1877-1929/. Inwestował w banki, cukrownie, kopalnie oraz wielkie zakłady przemysłowe.

3.  Książę na Nieświeżu i Ołyce - Karol Stanisław Radziwiłł "Panie Kochanku" /1734-1790/  utrzymywał prywatną armię. Jego dobra obejmowały około 20 miast, setki wsi, zamki, pałace, folwarki, młyny i manufaktury.

4. Najbogatszy finansista Królestwa Polskiego w XIX wieku to Karol Kronenberg /1812-1878/. Stworzył imperium oparte na bankowości, kolei i przemyśle cukrowniczym. Posiadał wielki kapitał oraz udziały w kolejach i fabrykach.

5. Kanclerz, hetman i twórca jednej z największych fortun Rzeczypospolitej Jan Zamoyski /1542-1605/ ufundował Zamość - prywatne miasto z twierdzą i akademią. Założył Ordynację Zamojską.

6. Krakowski kupiec i bankier Jan Boner /1462-1523/ finansował dwór, wojny i skarb państwa za panowania Zygmunta I Starego.

7. Szczęsny Potocki /1751-1805/ to właściciel ogromnych dóbr na Ukrainie. Jego pałac w Tulczynie nazywano podolskim Wersalem.

8. Izabela Lubomirska /1736-1816/ była jedną z najbogatszych kobiet Europy XVIII wieku. Właścicielka Łańcuta i Wilanowa.  

9. Izrael Poznański /1833-1900/ był królem łódzkiej bawełny. Zbudował jedno z największych imperiów włókienniczych Europy.

10. Kupiec i przemysłowiec Hipolit Cegielski /1813-1866/ założył w Poznaniu fabrykę maszyn, która stała się symbolem polskiej przedsiębiorczości.

Pojęcia nie mam jak bogactwo wymienionych Polaków ma się do bogactwa tych obecnych. 

Może Wy wiecie kto należy do najbogatszych obecnie w Polsce?


A na zdjęciu - dla porównania - zachowany czworak z XIX wieku z ziemi lubelskiej. I to pewnie jeden z tych lepszych...

wtorek, 11 sierpnia 2026

Przerażający wagon kolejowy - z cyklu "Warszawskie pomniki"



W trakcie uroczystości odsłonięcia tego pomnika jego inicjator - dziennikarz, opozycjonista i działacz społeczny Wojciech Ziembiński tak mówił:
"Kształt tego pomnika /.../ symbolizuje poprzez dziesiątki krzyży łacińskich, prawosławnych, nagrobek żydowski i muzułmański, tragizm indywidualnego i anonimowego męczeństwa i śmierci poległych i pomordowanych na Wschodzie. Na czterdziestu jeden podkładach kolejowych umieszczonych przed wagonem deportacyjnym wyrzeżbiono nazwy pół bitewnych w Polsce Wschodniej z września 1939 oraz miejsca kaźni na nieludzkiej ziemi."
Na podkładach kolejowych poza nazwami miejsc walki i straceń Polaków twórca pomnika Maksymilian Biskupski umieścił też ludzkie dłonie kurczowo trzymające się podkładów. /niestety nie są dobrze widziane na zdjęciu/



Pomnik Pomordowanym i Poległym na Wschodzie jest pomnikiem trudnym zarówno w odbiorze jak i możliwości dotarcia do niego. Umiejscowiony prawie na skrzyżowaniu ruchliwych ulic, wśród pędzących we wszystkich kierunkach samochodów, autobusów i tramwajów. Przeważnie oglądany jest z okien pojazdów.
Tymczasem - wyjątkowo mocno zasługuje na to, aby do niego podejść, obejrzeć dokładnie, przeczytać napisy i oddać cześć tym tysiącom Polaków różnych wyznań pomordowanym na Wschodzie.
Pomnik Wagon Kolejowy został odsłonięty na Skwerze Matki Sybiraczki przy ulicy Muranowskiej/Generała Andersa w rocznicę napaści Sowietów na Polskę 17 września 1995 roku.
Swoim realizmem budzi uczucie grozy i przerażenia. Przypomina tragiczne losy tysięcy Polaków poległych w walkach z Sowietami, wywiezionych do łagrów, zesłanych na Syberię, ale przede wszystkim tych zamordowanych w Katyniu i w innych miejscach za naszą wschodnią granicą.

Nie będę pytać czy znacie ten pomnik... bo także wielu mieszkańców Warszawy nic o nim nie wie... 

Wędrówki Babci Zosi...

Tekst ten dedykuję mojej pierwszej synowej Izie , która kiedyś stworzyła taki obrazek/mapkę i sprezentowała go Babci Zosi, czyli mojej Mamie...