wtorek, 27 października 2026

Takie "zwykłe" jesienne zdjęcia

Zdjęcia jesieni z Łazienek Królewskich, Kazimierza Dolnego i lasów niedaleko naszej działki...

1.

2.

3.

4.

5.


6.


7.

8.

9.

10.

11.

12.

13.

14.

15.

16.

17.

18.

19.

20.

21.

22.


23.
   

24.
Które zdjęcie wybieracie? Bo ja dwa ostatnie - 23 i 24.

piątek, 23 października 2026

Kazimierskie legendy - o wiernym psie Werniksie


Z tej samej książeczki co poprzednio przepiszę Wam jeszcze legendę o wiernym psie Werniksie:

"Wcale to nie było tak dawno, a może tylko mnie się tak wydaje? W zeszłym stuleciu w Kazimierzu Dolnym pełno było piesków małych, dużych, zadziornych i spokojnych. Niektóre były bezpańskie, a inne miały  właścicieli, ale lubiły się włóczyć. O wielu z nich mieszkańcy opowiadają sobie po dziś dzień. Przybiegał pies z Janowca, przeprawiając się promem i maluszek z Bochotnicy, który łapał okazję. Wiele piesków towarzyszyło turystom, a najchętniej wycieczkom szkolnym. Dzieci chętnie dzieliły się z kundelkami pysznymi kanapkami, klepały i głaskały zwierzęta.

Pewnego dnia w miasteczku pojawił się duży, groźnie wyglądający pies. Nie ruszył za turystami, zaczął przyglądać się malarzom na rynku. Kiedy jeden z malarzy zaczął składać swoje rzeczy, pies chwycił jego pędzle.
-Ach, i po pędzlach! - pomyślał malarz, patrząc na groźnego brytana.

Pies podążył jednak za artystą i pędzle zostawił mu pod furtką. Za usługę zwierzę zostało wynagrodzone obiadem.
Wielokrotnie historia się powtarzała. Pies odnosił przybory malarskie artystów, a ci wynagradzali go sowicie. Pies został przez malarzy nazwany z malarska Werniksem i znalazł właściciela, malarza, który na plener przyjechał do Kazimierza z Trójmiasta.

Mijały lata, psów w miasteczku było coraz mniej. Właściciela pilnowali, aby pupile nie zostali zgarnięci przez pracowników schronisk dla  zwierząt. Malarze i architekci powtarzali, że dobrze byłoby mieć pomnik psa w Kazimierzu. I ziściło się. Prezes fundacji "20 Muz", Adam Kaczmarek, postanowił zasponsorować powstanie Pomnika Kundla Uniwersalnego. Wybrano autora- Bogdana Markowskiego. A model? Myślano o castingu, ale malarze stwierdzili, że tylko jeden pies może dostąpić tego zaszczytu. Oczywiście Werniks. Długo trwało przygotowanie projektu, pies na pomniku musiał być przecież przyjazny, zadowolony. Ale czy można wyrzeźbić uśmiechniętego kundla? Panu Markowskiemu się chyba udało.
Werniks, sędziwy pies, pojawił się w pracowni artysty pod Kazimierzem, aby zapozować i odbić swoje łapki. Te łapki widnieją po dziś dzień na palecie malarskiej, na której Werniks siedzi. Pomnik odsłonięto 4 września 2000 roku.

                                
Od tej pory Werniks pilnuje rynku, zerka ku miejscu, gdzie kiedyś przesiadywali malarze. Jest wdzięcznym tematem zdjęć. No i nikt nie może wyjechać z Kazimierza bez poklepania psa po nosku. Ma to gwarantować powrót do miasteczka".

Własnych zdjęć pieseczka i z pieseczkiem mam wiele. 
Ale pokazałam tylko to zdjęcie które znalazłam w sieci. Bo przecież Werniks należy do wszystkich którym Miasteczko się podoba. No i do mieszkańców Kazimierza Dolnego.

A może widzieliście gdzieś w Polsce pomnik innego pieseczka?
Ja widziałam jeszcze jednego.... ale pewnie i Wy go widzieliście i podziwialiście.
No i w Warszawie też jest leżący pieseczek...




wtorek, 20 października 2026

Kazimierskie legendy - o diable wieczorową porą...

W tej książeczce jest też legenda o diable.


Przepisuję wiernie z książeczki:

"Kazimierski zamek wznosi się dumnie nad miasteczkiem. Często zagląda tu księżyc, a duchy... raczej rzadko. Jednak miejsce to często nawiedza pewna postać.

Wielokrotnie mieszkańcy i przyjezdni widzieli przy zamku spacerującego nieśpiesznie mężczyznę. Wysoki, szczupły, zawsze elegancki, dystyngowany. W czarnym płaszczu, z fantazją podpierający się laseczką. Twarz ma zasłoniętą przez szerokie rondo kapelusza. Przechadza się często, paląc papierosa.

Pewnego razu młody chłopak, wracając do domu, przechodził koło zamku. Poczuł zapach tytoniu. 

- Zapaliłoby się - pomyślał. I wtedy zobaczył mężczyznę w czerni. - Da pan zapalić? - zapytał chłopak.

Mężczyzna nieśpiesznie wyciągnął ku chłopakowi papierośnicę. Chłopak wziął papierosa. Przyjął też podany ogień. Już miał podziękować, kiedy zachłysnął się wdychanym dymem.

- Toż to nie tytoń, to końskie łajno - wycharczał.

Ale mężczyzny w czerni już przy nim nie było. 

Uważajcie, takie oto psikusy płata na zamku kazimierskim diabeł tym, którzy chcą tu zapalić."

Gdy byliśmy ostatnio na zamku w Kazimierzu to podświadomie szukaliśmy mężczyzny w czerni. Wprawdzie nie palimy i było piękne słoneczne przedpołudnie ... ale przecież nie wiadomo co może wymyślić diabeł żeby kogoś nastraszyć...




Na zamku kazimierskim diabła jednak nie było...

A może znacie jakiś zamek w Polsce na którym diabeł mieszka? Albo jakieś duchy zamkowe?


piątek, 16 października 2026

Kazimierskie legendy - legenda o kogucie

Gdy byłam niedawno w Kazimierzu Dolnym to kupiłam sobie taką książeczkę:

I teraz z tej książeczki przepisuję Wam legendę o kogucie:



Posłuchajcie:

" Było to dawno temu. W czasach, kiedy Kazimierza nie było, a w tym miejscu, nad rzeką powstała osada Wietrzna Góra. W owym czasie chrześcijaństwo na te tereny jeszcze nie dotarło.

Na wzgórzu południowym, tu gdzie teraz stoi klasztor franciszkanów ludzie  odkryli wielką rozpadlinę. Upiornie z niej śmierdziało. Uznano, że to wejście do podziemnego świata, w którym mieszkają złe duchy. Aby złe duchy nie wychodziły i nie zabierały ludziom tego, co mieli najdroższego, składano im w ofierze magiczne zwierzęta.

Najbardziej magiczny miał być czarny kur, czarny kogut. Wchodzono na wzgórze, zabijano czarnego koguta i wrzucano do rozpadliny.

Gdy zauważono, że czarnych kogutów brakuje, mieszkańcy jeżdzili do odległych nawet wiosek, aby je kupić. Jednak jeden z miejscowych nie chciał wyjeżdżać w niepewną drogę i postanowił złe duchy oszukać.

Mężczyzna upiekł chleb w kształcie koguta i wrzucił go do rozpadliny. Złe duchy nie wyszły, więc uznano że dały się zwieść. Od tej pory częściej  niż żywe ptaki, składano te, wypiekane z ciasta.

Wieki mijały i chrześcijaństwo dotarło na te ziemie. Księża zakazali składania pogańskich ofiar. Rozpadlinę zasypano a koguty z ciasta trafiły na stragany kupieckie. Są na nich po dziś dzień. Kogut z ciasta to najpopularniejsza pamiątka z Kazimierza.."

Czy ktoś z Was kupił sobie w Kazimierzu takiego koguta? Bo ja zawsze kupuję i to nie tylko dla siebie...

A może z innych miast czy miejscowości przywozicie sobie jakieś pamiątki?


poniedziałek, 12 października 2026

Nie wiem jak zacząć....

 .... więc zacznę od początku...

Po obejrzeniu w Podchorążówce wystawy "Nabiści" usiadłam sobie na ławce w mało uczęszczanej części Łazienek Królewskich. Tej części którą najczęściej odwiedzałam kiedyś z mamą i siostrą jako mała dziewczynka. 

Prawie natychmiast przybiegła do mnie wiewiórka, potem druga, a potem jeszcze jedna. Niestety nie miałam orzeszków, więc chyba te śliczne malutkie rudzielce to zrozumiały bo szybko pobiegły w swoją stronę.

Siedziałam więc sobie sama i zbierałam siły do następnej wędrówki - tym razem po wystawie strojów z filmu "Lalka" gdy przeszedł koło mnie jakiś szczupły chłopak z plecakiem. Usiadł sobie "dwie ławki dalej", wyjął telefon i do kogoś zatelefonował.

Po chwili usłyszałam jego głos:

- Wiesz, ja mam w przyszłym roku maturę  a dwa dni temu skończyłem 18 lat.

.........

-  I wiesz co? Nikogo to nie zainteresowało? No naprawdę. Ani ojca ani mamy.

........

- Zupełnie nie wiem dlaczego. To znaczy wiem... 

------

-Ty wiesz co ja mam w domu? Całkowitą obojętność, nikogo nie interesuję...

-----

- Nie mówiłem ci? No bo ojciec zdradził mamę, rozwiedli się i ojciec się ożenił i będzie miał nowe dziecko...

.......

- A mama też sobie po rozwodzie kogoś znalazła i chyba jest szczęśliwa. i teraz jest tak, że z ojcem widzę się raz w miesiącu przez chwilę, bo on nie ma czasu. A mamy ciągle nie ma w domu, bo spotyka się z tym nowym facetem. 

-----

- No nie, mama jest w porządku, gotuje mi dobre obiady i dba o mnie, Tylko jak przychodzę do domu to nawet nie mam z kim pogadać. A to już klasa maturalna, mam się zdecydować co będę zdawać na maturze i na jakie studia chcę iść. 

......

- A ja jestem jak to dziecko we mgle. Nic nie wiem .... Czasami to mi się chce płakać, a czasami dostaję szału i mam ochotę roz...... wszystko w domu. Bo nikt ze mną nie rozmawia. I chyba obleję tę maturę, bo po co mi ona? Pójdę śmiecie segregować do MPO albo na jakiegoś wykidajłę...

----

- Sorry że do ciebie dzwonię, ale naprawdę nie mam z kim pogadać.

A tak wogóle to do d... to wszystko.

.





Tak mówił ten chłopak do kogoś przez telefon. Co mu odpowiadała tamta osoba nie wiem, więc w miejsce odpowiedzi postawiłam kropki. 

Potem ten chłopak usiłował z kimś innym porozmawiać, ale wyglądało na to że nikt nie odbierał telefonu.

Po pewnym czasie wstał z ławki i poszedł w kierunku wyjścia z Łazienek.

A ja zostałam na swojej ławce bardzo zasmucona.

Ciekawa jestem jakie komentarze zostawicie pod tym tekstem.

P.S. A na zdjęciach łazienkowskie drzewa, a raczej ich pnie.

czwartek, 8 października 2026

Takie zwykłe jesienne zdjecia

                                     Kolory naszej działki w dniu 07.10.2026






"Jesiennego potoku nic już nie powstrzyma! Czerwień kapie z parku na ulicę,
 Jesień żyły sobie podcięła i blednie z zimna jak śmiertelnie senna Eunice"
M.Pawlikowska-Jasnorzewska "Jesień"

To najpiękniejszy według mnie wiersz o jesieni.
A może znacie inne, równie piękne?

niedziela, 4 października 2026

Klub Przyjaciół Muzeum Łazienki Królewskie

 


To było tak:

Szłam sobie jedną z najpiękniejszych alejek Łazienek Królewskich gdy nagle idąca z naprzeciwka pani podeszła do mnie i zapytała:

- Pani to chyba często przychodzi do Łazienek? Bo ostatnio kilka razy panią widziałam...

- Bardzo często - odpowiedziałam - prawdę mówiąc to od kiedy się urodziłam...

- No właśnie - roześmiał się ta pani i zapytała: - A może chce pani należeć do Klubu Przyjaciół Łazienek.

- Oczywiście, że chcę - odpowiedziałam.

Wtedy ta pani powiedziała mi żebym weszła do budynku Podchorążówki /to ten budynek w którym była szkoła podchorązych a 29 listopada 1830 roku pod wodzą ppor Piotra Wysockiego rozpoczęło się Powstanie Listopadowe/ i tam się wszystkiego dowiem...

No i dowiedziałam się. I po opłaceniu wpisowego otrzymałam wczoraj złotą kartę /ta po lewej stronie na zdjęciu wyżej/ i pakiet powitalny o nazwie "Przyjaciele Zachwytów". W ramach tej karty będę mogła bezpłatnie brać udział we wszystkich wydarzeniach kulturalnych jakie odbywają się w pałacach, muzeach i budynkach Łazienek Królewskich. No i jeszcze parę innych udogodnień i zniżek otrzymałam...

I w ten sposób stałam się Przyjaciółką Łazienek Królewskich.

Tak prawdę mówiąc to zawsze nią byłam.... no ale teraz mam to wydrukowane na Złotej Karcie..😊

A teraz kilka zdjęć wczesnojesiennych z Parku Króla Stanisława Augusta Poniatowskiego...












P.S A do Towarzystwa Przyjaciół Warszawy też należę. I to od wielu już lat...

środa, 30 września 2026

Dzisiaj będzie o przebaczaniu...

 Najpierw drzewo z Łazienek Królewskich /foto z dnia 25 września br/



W październikowym numerze miesięcznika "Zwierciadło" przeczytałam bardzo ciekawy wywiad z psychiatrą  prof. Bogdanem de Barbaro na temat przebaczania.

W tytule tekstu zawarte jest pytanie: "Czy zawsze warto wybaczać". i "Czy niewybaczanie też daje nam pewne korzyści?"

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Pan profesor mówi co na temat wybaczania twierdziły wybitne osoby:

I tak: W książce "Wybaczyć niewybaczalne" psycholog David Stoop napisał: "Jeśli skłaniamy się ku przebaczeniu, czujemy, że musimy zaprzeczyć naszej wizji sprawiedliwości i uczciwości. Jednakże nie przebaczając, zaprzeczamy naszemu zrozumieniu miłości i współczucia"

Z kolei Mahatma Gandhi napisał "Wybaczenie jest aktem siły, nie słabości"

Nelson Mandela powiedział "Przebaczenie wyzwala duszę, dlatego jest w nim taka siła".

A Oscar Wilde lekko i na wesoło podszedł do tematu przebaczania "Zawsze przebaczaj swoim wrogom. Nic ich tak nie zdenerwuje".

Jeśli chodzi o mnie to zawsze mam kłopoty z przebaczaniem. No bo jak przebaczyć komuś bliskiemu jego podłe zachowanie, wyrządzoną krzywdę, zdradę albo zakłamanie. 

I nawet jeśli przebaczę, to mój stosunek do osoby, której przebaczyłam staje się obojętny i nie czuję już do niej empatii. 

A Wam łatwo jest przebaczać? A może nigdy nie przebaczacie?

Z drugiej strony - przecież kolekcjonowanie ran psychicznych, których się doznało jest masochizmem...

Nie chodzi mi oczywiście o draśnięcia, ale o rany poważne...

Takie "zwykłe" jesienne zdjęcia

Zdjęcia jesieni z Łazienek Królewskich, Kazimierza Dolnego i lasów niedaleko naszej działki... 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8. 9. 10. 11. 12. 13. 14...