Zdjęcia jesieni z Łazienek Królewskich, Kazimierza Dolnego i lasów niedaleko naszej działki...
Które zdjęcie wybieracie? Bo ja dwa ostatnie - 23 i 24.
Zdjęcia jesieni z Łazienek Królewskich, Kazimierza Dolnego i lasów niedaleko naszej działki...
W tej książeczce jest też legenda o diable.
Przepisuję wiernie z książeczki:
"Kazimierski zamek wznosi się dumnie nad miasteczkiem. Często zagląda tu księżyc, a duchy... raczej rzadko. Jednak miejsce to często nawiedza pewna postać.
Wielokrotnie mieszkańcy i przyjezdni widzieli przy zamku spacerującego nieśpiesznie mężczyznę. Wysoki, szczupły, zawsze elegancki, dystyngowany. W czarnym płaszczu, z fantazją podpierający się laseczką. Twarz ma zasłoniętą przez szerokie rondo kapelusza. Przechadza się często, paląc papierosa.
Pewnego razu młody chłopak, wracając do domu, przechodził koło zamku. Poczuł zapach tytoniu.
- Zapaliłoby się - pomyślał. I wtedy zobaczył mężczyznę w czerni. - Da pan zapalić? - zapytał chłopak.
Mężczyzna nieśpiesznie wyciągnął ku chłopakowi papierośnicę. Chłopak wziął papierosa. Przyjął też podany ogień. Już miał podziękować, kiedy zachłysnął się wdychanym dymem.
- Toż to nie tytoń, to końskie łajno - wycharczał.
Ale mężczyzny w czerni już przy nim nie było.
Uważajcie, takie oto psikusy płata na zamku kazimierskim diabeł tym, którzy chcą tu zapalić."
Gdy byliśmy ostatnio na zamku w Kazimierzu to podświadomie szukaliśmy mężczyzny w czerni. Wprawdzie nie palimy i było piękne słoneczne przedpołudnie ... ale przecież nie wiadomo co może wymyślić diabeł żeby kogoś nastraszyć...
Gdy byłam niedawno w Kazimierzu Dolnym to kupiłam sobie taką książeczkę:
I teraz z tej książeczki przepisuję Wam legendę o kogucie:
Posłuchajcie:
" Było to dawno temu. W czasach, kiedy Kazimierza nie było, a w tym miejscu, nad rzeką powstała osada Wietrzna Góra. W owym czasie chrześcijaństwo na te tereny jeszcze nie dotarło.
Na wzgórzu południowym, tu gdzie teraz stoi klasztor franciszkanów ludzie odkryli wielką rozpadlinę. Upiornie z niej śmierdziało. Uznano, że to wejście do podziemnego świata, w którym mieszkają złe duchy. Aby złe duchy nie wychodziły i nie zabierały ludziom tego, co mieli najdroższego, składano im w ofierze magiczne zwierzęta.
Najbardziej magiczny miał być czarny kur, czarny kogut. Wchodzono na wzgórze, zabijano czarnego koguta i wrzucano do rozpadliny.
Gdy zauważono, że czarnych kogutów brakuje, mieszkańcy jeżdzili do odległych nawet wiosek, aby je kupić. Jednak jeden z miejscowych nie chciał wyjeżdżać w niepewną drogę i postanowił złe duchy oszukać.
Mężczyzna upiekł chleb w kształcie koguta i wrzucił go do rozpadliny. Złe duchy nie wyszły, więc uznano że dały się zwieść. Od tej pory częściej niż żywe ptaki, składano te, wypiekane z ciasta.
Wieki mijały i chrześcijaństwo dotarło na te ziemie. Księża zakazali składania pogańskich ofiar. Rozpadlinę zasypano a koguty z ciasta trafiły na stragany kupieckie. Są na nich po dziś dzień. Kogut z ciasta to najpopularniejsza pamiątka z Kazimierza.."
Czy ktoś z Was kupił sobie w Kazimierzu takiego koguta? Bo ja zawsze kupuję i to nie tylko dla siebie...
A może z innych miast czy miejscowości przywozicie sobie jakieś pamiątki?
.... więc zacznę od początku...
Po obejrzeniu w Podchorążówce wystawy "Nabiści" usiadłam sobie na ławce w mało uczęszczanej części Łazienek Królewskich. Tej części którą najczęściej odwiedzałam kiedyś z mamą i siostrą jako mała dziewczynka.
Prawie natychmiast przybiegła do mnie wiewiórka, potem druga, a potem jeszcze jedna. Niestety nie miałam orzeszków, więc chyba te śliczne malutkie rudzielce to zrozumiały bo szybko pobiegły w swoją stronę.
Siedziałam więc sobie sama i zbierałam siły do następnej wędrówki - tym razem po wystawie strojów z filmu "Lalka" gdy przeszedł koło mnie jakiś szczupły chłopak z plecakiem. Usiadł sobie "dwie ławki dalej", wyjął telefon i do kogoś zatelefonował.
Po chwili usłyszałam jego głos:
- Wiesz, ja mam w przyszłym roku maturę a dwa dni temu skończyłem 18 lat.
.........
- I wiesz co? Nikogo to nie zainteresowało? No naprawdę. Ani ojca ani mamy.
........
- Zupełnie nie wiem dlaczego. To znaczy wiem...
------
-Ty wiesz co ja mam w domu? Całkowitą obojętność, nikogo nie interesuję...
-----
- Nie mówiłem ci? No bo ojciec zdradził mamę, rozwiedli się i ojciec się ożenił i będzie miał nowe dziecko...
.......
- A mama też sobie po rozwodzie kogoś znalazła i chyba jest szczęśliwa. i teraz jest tak, że z ojcem widzę się raz w miesiącu przez chwilę, bo on nie ma czasu. A mamy ciągle nie ma w domu, bo spotyka się z tym nowym facetem.
-----
- No nie, mama jest w porządku, gotuje mi dobre obiady i dba o mnie, Tylko jak przychodzę do domu to nawet nie mam z kim pogadać. A to już klasa maturalna, mam się zdecydować co będę zdawać na maturze i na jakie studia chcę iść.
......
- A ja jestem jak to dziecko we mgle. Nic nie wiem .... Czasami to mi się chce płakać, a czasami dostaję szału i mam ochotę roz...... wszystko w domu. Bo nikt ze mną nie rozmawia. I chyba obleję tę maturę, bo po co mi ona? Pójdę śmiecie segregować do MPO albo na jakiegoś wykidajłę...
----
- Sorry że do ciebie dzwonię, ale naprawdę nie mam z kim pogadać.
A tak wogóle to do d... to wszystko.
.
Tak mówił ten chłopak do kogoś przez telefon. Co mu odpowiadała tamta osoba nie wiem, więc w miejsce odpowiedzi postawiłam kropki.
Potem ten chłopak usiłował z kimś innym porozmawiać, ale wyglądało na to że nikt nie odbierał telefonu.
Po pewnym czasie wstał z ławki i poszedł w kierunku wyjścia z Łazienek.
A ja zostałam na swojej ławce bardzo zasmucona.
Ciekawa jestem jakie komentarze zostawicie pod tym tekstem.
P.S. A na zdjęciach łazienkowskie drzewa, a raczej ich pnie.
Kolory naszej działki w dniu 07.10.2026
To było tak:
Szłam sobie jedną z najpiękniejszych alejek Łazienek Królewskich gdy nagle idąca z naprzeciwka pani podeszła do mnie i zapytała:
- Pani to chyba często przychodzi do Łazienek? Bo ostatnio kilka razy panią widziałam...
- Bardzo często - odpowiedziałam - prawdę mówiąc to od kiedy się urodziłam...
- No właśnie - roześmiał się ta pani i zapytała: - A może chce pani należeć do Klubu Przyjaciół Łazienek.
- Oczywiście, że chcę - odpowiedziałam.
Wtedy ta pani powiedziała mi żebym weszła do budynku Podchorążówki /to ten budynek w którym była szkoła podchorązych a 29 listopada 1830 roku pod wodzą ppor Piotra Wysockiego rozpoczęło się Powstanie Listopadowe/ i tam się wszystkiego dowiem...
No i dowiedziałam się. I po opłaceniu wpisowego otrzymałam wczoraj złotą kartę /ta po lewej stronie na zdjęciu wyżej/ i pakiet powitalny o nazwie "Przyjaciele Zachwytów". W ramach tej karty będę mogła bezpłatnie brać udział we wszystkich wydarzeniach kulturalnych jakie odbywają się w pałacach, muzeach i budynkach Łazienek Królewskich. No i jeszcze parę innych udogodnień i zniżek otrzymałam...
I w ten sposób stałam się Przyjaciółką Łazienek Królewskich.
Tak prawdę mówiąc to zawsze nią byłam.... no ale teraz mam to wydrukowane na Złotej Karcie..😊
A teraz kilka zdjęć wczesnojesiennych z Parku Króla Stanisława Augusta Poniatowskiego...
P.S A do Towarzystwa Przyjaciół Warszawy też należę. I to od wielu już lat...
Najpierw drzewo z Łazienek Królewskich /foto z dnia 25 września br/
W październikowym numerze miesięcznika "Zwierciadło" przeczytałam bardzo ciekawy wywiad z psychiatrą prof. Bogdanem de Barbaro na temat przebaczania.
W tytule tekstu zawarte jest pytanie: "Czy zawsze warto wybaczać". i "Czy niewybaczanie też daje nam pewne korzyści?"
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Pan profesor mówi co na temat wybaczania twierdziły wybitne osoby:
I tak: W książce "Wybaczyć niewybaczalne" psycholog David Stoop napisał: "Jeśli skłaniamy się ku przebaczeniu, czujemy, że musimy zaprzeczyć naszej wizji sprawiedliwości i uczciwości. Jednakże nie przebaczając, zaprzeczamy naszemu zrozumieniu miłości i współczucia"
Z kolei Mahatma Gandhi napisał "Wybaczenie jest aktem siły, nie słabości"
Nelson Mandela powiedział "Przebaczenie wyzwala duszę, dlatego jest w nim taka siła".
A Oscar Wilde lekko i na wesoło podszedł do tematu przebaczania "Zawsze przebaczaj swoim wrogom. Nic ich tak nie zdenerwuje".
Jeśli chodzi o mnie to zawsze mam kłopoty z przebaczaniem. No bo jak przebaczyć komuś bliskiemu jego podłe zachowanie, wyrządzoną krzywdę, zdradę albo zakłamanie.
I nawet jeśli przebaczę, to mój stosunek do osoby, której przebaczyłam staje się obojętny i nie czuję już do niej empatii.
A Wam łatwo jest przebaczać? A może nigdy nie przebaczacie?
Z drugiej strony - przecież kolekcjonowanie ran psychicznych, których się doznało jest masochizmem...
Nie chodzi mi oczywiście o draśnięcia, ale o rany poważne...
Zdjęcia jesieni z Łazienek Królewskich, Kazimierza Dolnego i lasów niedaleko naszej działki... 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8. 9. 10. 11. 12. 13. 14...