niedziela, 22 lutego 2026

Ogród Saski - część pierwsza

Tekst dedykuję Kasi Dudziak, która podczas ostatniego pobytu w Warszawie odwiedziła Ogród Saski...Jednocześnie przepraszam Cię Kasiu że nie mogłam Ci towarzyszyć  ....         

                            

Ogród Saski to najstarszy park publiczny w Warszawie.  27 maja 1727 roku król August II Mocny udostępnił Ogród zwykłym mieszkańcom Warszawy. Był to ogród przypałacowy przy Pałacu Saskim. Został założony na przełomie XVII i XVIII wieku. 

Do Ogrodu można wchodzić z wielu stron i prosto z ulic, nie jest bowiem ogrodzony.
Ja wchodzę do niego przeważnie od strony Pałacu Błękitnego, który od dłuższego już czasu jest w remoncie. Sfotografowałam ważną umieszczoną na nim tablicę na ścianie od strony Placu Bankowego.
                                        

Tu bowiem urodził się wybitny mąż stanu książę Adam Jerzy Czartoryski. Mogłabym napisać o nim wiele, wspomnę tylko, że był wielkim patriotą, jednym z przywódców Wielkiej Emigracji, stojącym na czele stronnictwa Hotelu Lambert w Paryżu. To tam skupiało się życie kulturalne Polski na czele z Adamem Mickiewiczem i Fryderykiem Chopinem.

Poniżej kilka zdjęć letniego Ogrodu Saskiego... bo latem Ogród wygląda bajkowo. Niektóre drzewa rosną w nim już ponad 250 lat - z niektórych pozostały już tylko kikuty...

                                                                                                                   

                                                      
    
                                      
                                   
Na niewielkim wzniesieniu stoi Wodozbiór zbudowany wg. projektu Henryka Marconiego w kształcie rotundy, wzorowany na świątyni Westy w Tivoli.  
                                              

Tak ten Wodozbiór wygląda w scenerii zimowej - zdjęcie zrobiłam wczoraj tzn. 21 lutego 2026 roku.




W głównej Alei znajduje się płyta upamiętniająca powitanie wojsk polskich przez Józefa Piłsudskiego w 1921 /po zniszczeniach wojennych ponownie odsłonięta w roku 1995/.    
 
                                                                                                        
 Ciąg dalszy nastąpi... chyba, że nie chcesz Kasiu??? 

czwartek, 19 lutego 2026

Wzgórze Węża .... czyli El Escorial

Okolice Madrytu nie ustępują atrakcyjnością hiszpańskiej stolicy. Już król Filip II /1527-1598/ to zauważył, dlatego polecił wybudować tu swoją rezydencję - ESCORIAL. Jest on usytuowany na wysokości 1055 m npm. Otacza go łańcuch gór o nazwie Sierra de Guadaramma. Wygląda to przepięknie...

Pojechaliśmy więc na Wzgórze Węża ... /a było to 29 stycznia br/- czyli do  oddalonego od Madrytu o 45 km na północny zachód Escorialu. 


Ulubiona siedziba Filipa II, której budowę król w latach 1563-1584 obserwował podobno osobiście ze specjalnie wzniesionego kamiennego punktu /nazwanego potem Silla De Felipe II/ posiada 1200 sztuk drzwi, 2673 okna, 16 wewnętrznych dziedzińców i 15 krużganków. W pałacowej bibliotece, której sklepienia  są udekorowane przepięknymi freskami zgromadzono ponad 4700 bogato zdobionych manuskryptów i ponad 40 000 starych ksiąg. Escorial to także imponująca galeria malarstwa - znajdują się tu dzieła Boscha, van Dycka, Tycjana, Tintoretta, El Greca, Velazqueza.

Kompleks zbudowano z szarego granitu, w powściągliwym i surowym stylu późnego renesansu. Cała budowla jest jednobarwna, co podkreślała jeszcze pochmurna pogoda. Twórcą tego kompleksu jest wybitny renesansowy architekt Juan Bautista de Toledo. Po jego śmierci dzieło kontynuował inny architektoniczny geniusz Juan de Herrera.

W skład olbrzymiego pałacowo-katedralnego kompleksu wchodzi bazylika, pałac królewski i klasztor, zamieszkiwany do dziś przez augustianów. W jednym ze skrzydeł królewskiego klasztoru znajduje się Real Colegio de Alfonso XII -  czyli nieprzerwanie działająca prestiżowa, prywatna szkoła z internatem dla chłopców, prowadzona przez zakonników. Prowadzi ona naukę na poziomie podstawowym i średnim, kontynuując tradycje edukacyjne sprzed 150 lat. Gdy przyjechaliśmy do Escorialu zauważyliśmy młodzież męską grającą w piłkę i kibiców na jednym z zewnętrznych klasztornych dziedzińców.

                                     zdjęcia można powiększyć


W Escorialu mieści się Panteon Królów hiszpańskich. W misternie zdobionych sarkofagach złożono szczątki królów i królowych, które były matkami przyszłych władców.

Do Escorialu prowadzi piękna droga. No i są tam piękne założenia parkowe.





W 1984 roku El Escorial został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco.



Uprzedzając Wasze pytanie.... 

Nie... nie zwiedzaliśmy wnętrz Escorialu ani Panteonu Królów bo nie było już biletów na ten dzień.

Ale może to dobrze? Mamy przecież wspaniałą Katedrę na Wawelu i  Zamek Królewski i Archikatedrę w Warszawie i Katedrę w Gnieźnie.. i Katedrę w Płocku.... a tam są Panteony Naszych Władców. A także Kościół na Skałce w Krakowie z grobami najsłynniejszych Polaków. I jeszcze kilka innych tego rodzaju wspaniałych miejsc...

poniedziałek, 16 lutego 2026

FASIANGY

Z Instytutu Słowackiego znajdującego się w Warszawie przy ulicy Krzywe Koło 12/14a...


...otrzymałam zaproszenie na słowackie Ostatki. 


Zespół SVAKARO przyjechał do Warszawy z miejscowości Cerne, znajdującej się w trój-styku słowacko-czesko-polskim. Czterej /a właściwie jeden, a inni potakiwali/ przemili słowaccy muzycy opowiadali nam m.in. o tym, że ich zespół występuje szczególnie na weselach we Wschodniej Słowacji a w nazwie SVAKARO ukryty jest zarówno ślub jak i rozwód. A także o tym, że mieszkając w tym trój-styku dobrze też mówią po czesku. Tylko po polsku nie mówią, bo jest dla nich język bardzo trudny.

Trzej panowie grali na heligonkach czyli rodzajach akordeonu, a jeden z nich na perkusji czyli głównie na dużym i małym bębnie i małym talerzu. Jego gra podobała się najbardziej... i wszyscy prosili aby grał głośniej.

Zespół, który zajmuje się na co dzień interpretacją tradycyjnej muzyki ludowej z regionu Kysuce przez godzinę zachwycał nas muzyką niezwykle energiczną, w tym pieśniami miłosnymi.

Wszyscy oczywiście też śpiewali, a jak było trzeba to gwizdali bardzo głośno. 


A na koniec Dyrektor Instytutu i artyści zaprosili nas na "zdrawiczku" czyli toast "ostatkowy" no i na polskie pączki..... bo to był Polski Tłusty Czwartek...... no bo na Słowacji Tłustego Czwartku nie ma...😢


I wtedy zjadłam trzeciego pączka.../to informacja głównie dla Notarii/

Chyba nie muszę pisać, że było fajnie....?
Czyli: "To bolo pekne"...😁

PS.1. Niestety nie udało mi się nagrać tej muzyki bo komórka mi się rozładowała,...
PS.2. Na koncert przybyli i wysłuchali go Pani Ambasador Republiki Słowacji w Polsce wraz z mężem.
PS.3. W Instytucie Słowackim bywam ostatnio często na wielu wydarzeniach kulturalnych. A wszystko to z powodu wielkiej sympatii do kraju z którym mamy wspólne góry i najpiękniejsze tatrzańskie szczyty.

piątek, 13 lutego 2026

Niedźwiedź z Madrytu

Trzy dni w Madrycie /z czego połowa jednego dnia przeznaczona na wizytę w Muzeum Prado/ - to naprawdę nie jest wiele. Tym bardziej, że Madryt to metropolia 3-milionowa i bardzo zróżnicowana. To miasto pełne wspaniałych zabytków ale też jedna z najnowocześniejszych europejskich stolic.

Poruszaliśmy się oczywiście metrem dojeżdżając ze "swojej" dzielnicy do  jednej z głównych stacji - tej, której nazwa brzmi SOL i znajduje się w centrum Madrytu. Stamtąd wędrowaliśmy po tym niesamowicie interesującym mieście. A temperatura w Madrycie w dniach 29-31 stycznia wahała się między 9 a 15 stopniami Celsjusza.

Najpierw poszliśmy do Niedźwiedzia. Według legendy niedźwiedź został upolowany przez króla Alfonsa XI /1311-1350/w górach niedaleko Madrytu.  Niedźwiedź wspinający się na drzewo poziomkowe  i sięgający pyskiem owoców ... czyli pomnik herbu Madrytu znajduje się na półkolistym Placu Puerta del Sol. Rzeźba wykonana została z brązu w roku 1967 a w roku 2017 - na 50-lecie pomnika wyryto te dwie daty na pomniku. A pomnik ma symbolizować bogactwo gleby i arystokrację... Jest symbolem miasta od XIII wieku. Dlatego nie bez powodu mówi się o Madrycie że to Miasto Niedźwiedzia i Drzewka Poziomkowego.

Na zdjęciu mieszkanka Polskiego Syreniego Grodu przed Pomnikiem herbu Madrytu.

Teraz powinnam napisać o królu Karolu III Bourbonie, który panował w XVIII wieku. To jemu Madryt zawdzięcza najwspanialsze zabytki. To on otrzymał przydomek Dobrego Burmistrza, bo w Madrycie co krok napotyka się na dzieła jego planistów i architektów - począwszy od alej i dawnych bram miejskich po wspaniałe gmachy i fontanny.


Pomnik króla Karola III Bourbona znajduje się także na Placu Puerta del Sol - niedaleko od Pomnika Niedźwiedzia...

Na Placu Puerta del Sol na szczycie jednego z budynków wiele lat temu zainstalowano neon o treści Tio Pepe co znaczy Wujek Józek...Nie wiem niestety o jakiego Wujka Józka chodzi... 😀



XVIII wieczny Pałac Królewski jest największą tego typu budowlą w Europie Zachodniej. Zbudowano go na planie kwadratu z jednym dziedzińcem wewnętrznym otoczonym galeriami.  Grubość murów dochodzi do 4 metrów, a w wykuszach okien zmieściłyby się małe gabinety. Ma 2800 pomieszczeń. Rodzina królewska wybrała jednak do zamieszkania rezydencję skromniejszą i przytulniejszą czyli Palacio del La Zarzuela pod Madrytem. 
Ten Kolosalny Pałac pełni natomiast funkcję Muzeum i wykorzystywany jest podczas ważnych uroczystości. Nie mieliśmy niestety czasu /ani funduszy/ na zwiedzanie tego Muzeum, spacerowaliśmy jednak i przejeżdżaliśmy kilkakrotnie tuż koło niego. Skorzystaliśmy bowiem w Madrycie z wycieczki po mieście piętrowym autobusem. Wycieczka była bajkowa...

                              


Tuż za Pałacem Królewskim znajduje się Katedra La Almudena. Prawda, że to piękny widok?

Madryt to przede wszystkim miasto przepięknych, monumentalnych placów, budowli  i pomników... 











             ...ale także tych nowoczesnych i bardzo wysokich wieżowców....



          
Myślę, że więcej nie powinnam o Madrycie ani pisać ani go pokazywać na zdjęciach. I tak mam go ciągle przed oczami ... 
                                      

wtorek, 10 lutego 2026

W tak zwanym międzyczasie...


Po powrocie z 9-odniowej, 3-pokoleniowej wyprawy do Hiszpanii środkowej i południowo-wschodniej "zastałam" w domu mnóstwo nieprzeczytanej lektury - a więc przeróżnych gazet, tygodników i miesięczników.

Postanowiłam więc /zanim zacznę bardziej wspominać piękne hiszpańskie miasta i widoki/- poczytać i napisać Wam o sprawach aktualnych - takich stąd... czyli z zasypanej śniegiem Polski.

Więc dzisiaj będzie o zwierzętach zimą. Tych, których środowiskiem jest las. Tekst piszę na podstawie przeróżnych lokalnych pisemek z Serca Polski, czyli z Mazowsza.

Zaśnieżony las sprawia wrażenie jakby życie w nim zamarło. Ale to nie jest prawda. Wystarczy odpowiednio się ubrać i pójść do niego i go posłuchać. Zimą las nadal żyje. 


Można to poznać po śladach na śniegu. Widać ślady saren, jeleni, dzików, lisów, zajęcy i wiewiórek. Najłatwiej na nie trafić wczesnym rankiem lub o zmierzchu, gdy zwierzęta wychodzą na żer. Bo w ciągu dnia zwykle ukrywają się w krzewach lub w zagłębieniach terenu, gdzie są mniej narażone na mróz i wiatr.

Z kolei w pobliżu domów, parków i ogrodów można zaobserwować ptaki: sikorki, wróble, kosy, dzięcioły, sójki... Blisko domów podchodzą też zimą lisy...

Całkiem niedawno, bo w ubiegłą niedzielę odwiedziłam naszą podwarszawską działkę. I tam zobaczyłam wiele śladów. Wydawałoby się, że na terenie ogrodzonym siatką śnieg powinien być niewzruszenie gładki, ale były na nim przeróżne ślady - i to nie tylko ptasich nóżek... Niestety, nie pomyślałam żeby je sfotografować, poza tym i tak by mi się to nie udało, bo miałam w telefonie komórkowym tysiące zdjęć z Hiszpanii...więc bałam się aby ich nie stracić...

Małżeństwo, które mieszka na działce cały rok powiedziało mi, że regularnie odwiedza ten teren lis... Może to ten sam, którego - gdy był jeszcze mały sfotografowałam ubiegłej wiosny w lesie znajdującym się na ogrodzonym terenie naszego RODOS?


Jesienią wiele ssaków gromadzi zapasy tłuszczu, który stanowi rezerwę energetyczną na czas chłodów. Zwierzęta zmieniają także sierść - letnia zostaje zastąpiona grubszą i gęstszą zimową okrywą, często jaśniejszą, co dodatkowo pomaga w maskowaniu na śniegu.

O tym, że niektóre zwierzęta jak niedźwiedzie czy borsuki zapadają w sen zimowy lub półsen, ograniczając aktywność i zużycie energii wiedzą już małe dzieci. Także o tym, że wiewiórki robią zapasy nasion, orzechów i szyszek zakopując je w przeróżnych miejscach też wiadomo. Zastanawiam się tylko jak one je potem znajdują?

Wiele ptaków migruje do cieplejszych krajów, a te, które zostają, muszą nauczyć się radzić z mrozem i mniejszą ilością jedzenia.

Te ptaki żywią się nasionami, owocami pozostającymi na drzewach a także owadami ukrytymi pod korą drzew.

Sarny i jelenie żywią się pędami drzew, korą, suchymi trawami oraz resztkami roślin wystającymi spod śniegu. 

Dziki rozgrzebują śnieg i ziemię w poszukiwaniu żołędzi, korzeni, bulw a także małych ssaków.

Lisy i kuny polują na drobne gryzonie, które są aktywne zimą. Z pewnością spotkaliście na leśnej ścieżce smutne ślady takich polowań.

Aby przeżyć ciężką, mroźną zimę zwierzęta zmniejszają swoją aktywność, poruszają się wolniej i rzadziej, trzymają się w grupach. Spowolnia się ich metabolizm a dzięki nagromadzonemu wcześniej tłuszczowi mają lepszą izolację cieplną. Ptaki stroszą pióra, tworząc warstwę izolującą od zimna, a noc spędzają w dziuplach, gęstych krzewach lub pod daszkami przeróżnych domków i komórek.

Nie należy dokarmiać zwierząt na własną rękę, ponieważ może to przynieść więcej szkody niż pożytku.

Robią to leśnicy zaopatrując paśniki i karmniki w siano, buraki, marchew i ziarno.

Znawcy twierdzą, że najlepszą pomocą jaka możemy zaoferować zimą dzikim zwierzętom jest szacunek, spokój i pozostawienie im przestrzeni do życia zgodnie z naturalnym rytmem przyrody.

                                  

sobota, 7 lutego 2026

Muzeum Prado - czyli prawdziwa sztuka - część druga

    Z takim informatorem wędrowaliśmy po najważniejszej części Prado

Bilety do Prado mieliśmy zarezerwowane przez internet, ale trzeba było je odebrać i opłacić na pół godziny przed ściśle określoną godziną wejścia. My jako emeryci mieliśmy ulgę, natomiast nasz student żadnej ulgi nie otrzymał.

Przed budynkiem Prado zastaliśmy dwie niesamowicie długie kolejki - jedna po odbiór biletów zarezerwowanych, a druga do kasy aby je wykupić na bieżąco. 

W Prado nie można było niczego fotografować.

Przed wejściem zostaliśmy poddani bardzo dokładnej kontroli. Prześwietlano nas. Nie mogliśmy wnieść do Muzeum właściwie niczego.

Gdy wreszcie weszliśmy -  padliśmy na kolana. I to nie tylko z powodu skarbów Muzeum, ale też w powodu wrażenia niedostatecznej ochrony obrazów. Wprawdzie czuć było, że jesteśmy monitorowani, to jednak bliskie podejście do obrazu i dotknięcie go /gdyby nam to przyszło do głowy/ było możliwe... A może mi się tylko wydawało... bo bałam się żeby jakieś arcydzieło nie zostało zniszczone.,.. 

I teraz nie wiem od czego mam zacząć...

Więc może najpierw od liczb:

W Prado jest 140 obrazów Francisco de Goya i Lucientes. Jest on uważany za najwybitniejszego malarza hiszpańskiego i ojca wielu modnych tendencji. Portretował rodzinę królewską i możnych. Jednak na mnie największe wrażenie zrobił jego obraz "Egzekucja z 3 maja 1808".


                                     A także "Maja ubrana" 


                                        I oczywiście "Maja naga"



Diego de Silva - Velazquez to geniusz baroku hiszpańskiego i wielki technik światła. Mieszkał i pracował w zamku Habsburgów w Madrycie aż do swojej śmierci. Został uznany za wielkiego mistrza realizmu, prawie jak fotograf malował to co widział i jak widział. W Prado jest ponad 50 jego obrazów. Pokażę jego "Kuźnię Wulkana"


A także tajemnicze, strzegące przez stulecia swej tajemnicy "Las Meninas" czyli... "The ladies in waiting"...ze smutną Infantką Małgorzatą:


EL Greco
czyli Domenicos Teotocopulus urodzony na Krecie był uczniem Tycjana z Wenecji, ale uważa się go za malarza hiszpańskiego, ponieważ zakochany w Toledo mieszkał tam przez 37 lat aż do śmierci w 1614 roku.
W Toledo namalował najcenniejsze obrazy i z tamtejszych kościołów, pałaców i zakonów pochodzą jego obrazy eksponowane w Prado. Jest ich 30. I znowu wybrałam jeden z nich pt: "Dłoń dżentelmena na piersi".


Wymieniłam tylko trzech najważniejszych malarzy hiszpańskich. Było ich i ich dzieł dużo więcej. 
W XV wieku poprzez bazary i przetargi dotarły do Kastylii olbrzymie ilości obrazów i tryptyków religijnych malowanych w dzisiejszych krajach Beneluksu. Królowie hiszpańscy byli wielkimi miłośnikami malarstwa flamandzkiego. Są więc w Prado wspaniałe dzieła Van Eycka, Rogera van der Weyden, Hansa Memlinga i wielu, wielu innych...
Jest też "Ogród rozkoszy ziemskich" Hieronima Boscha:


                                          A także wspaniały"Autoportret" Albrechta Durera

Jest także malarstwo włoskie np. "Kardynał" Rafaela

 

                                i "Isabelle z Portugalii" Tycjana 



W Prado jest też od 1819 roku Mona Lisa - obraz namalowany w warsztacie Leonardo da Vinci, prawie ten sam, który jest w Luwrze w Paryżu. Do roku 2012 była uważana za mało ważną kopię. Stwierdzono jednak, że jest najwcześniejszą znaną kopią studyjną arcydzieła Leonarda...




To co napisałam i pokazałam jest tylko kroplą w oceanie zbiorów sztuki ... zwanym Prado...
Byłoby nietaktem z mojej strony pytać który obraz wybieracie.... Więc może zapytam, który obraz zrobił na Was największe wrażenie.
No i przepraszam te osoby, które Muzeum Prado znają dobrze, a nie znalazły tu swojego najwspanialszego obrazu...
Zdjęcia obrazów sfotografowałam z albumu o Prado więc przepraszam, jeśli są trochę niedokładne...

Ogród Saski - część pierwsza

Tekst dedykuję Kasi Dudziak , która podczas ostatniego pobytu w Warszawie odwiedziła Ogród Saski...Jednocześnie przepraszam Cię Kasiu że ni...