piątek, 29 listopada 2019

Wspaniałe miejsca do spania

Poniżej 20 zdjęć "ukradzionych" osobistemu geografowi, podróżnikowi, włóczędze czyli młodszemu synowi.
Zwróćcie proszę uwagę, że namiot ciągle jest ten sam.
A zdjęcia były robione w różnych latach i w różnych krajach. Wyboru dokonałam z kilku tysięcy zdjęć ...
/Wszystkie zdjęcia można powiększyć/

1.
Gdzieś .... w Kazachstanie...

2.
                           W Armenii - a rano przyszli goście i chyba chcieli wejść na karimatę......

3.
W pobliżu Melnika w Bułgarii
4.
W Izraelu nad Jeziorem Tyberiadzkim
5.
Liban - Byblos
6.
Szkocja - Highlands
7.
Gruzja - w drodze do skalnego miasta Wardzia
8.
Czarnogóra - Kotor - nocleg pod zamkiem
9.
Gruzja -  koń też chyba chciał pospać w namiocie...
10.
Gruzja - u stóp świątyni Tsminda Sameba 
11.
Kazachstan
12.
Mongolia
13.
Mongolia - z widokiem Otgontenger
14.
Syria - na rozłożenie namiotu w ruinach Palmyry trzeba było mieć specjalną zgodę.

15.
Gruzja - nad Morzem Czarnym
16.
Bułgaria - Riła 
17.
Szkocja - Isle of Skye

18.
Kazachstan - Burabay National Natural Park
19,
Bułgaria - Riła, w drodze na Musałę
20..

Etiopia - w górach Siemen


Wyróżnicie któreś zdjęcie?
Bo dla mnie wyjątkowe jest zdjęcie nr 14.

środa, 27 listopada 2019

O nagrodach Nobla


/Poniższe informacje podaję za Peryskopem z Angory nr 43 z dnia 27.10.2019:/

1. W latach 1901-2019 przyznano 597 Nagród Nobla 950 laureatom /rozbieżność wynika z faktu, że wielokrotnie przyznawano nagrodę zespołom badawczym lub kilku naukowcom jednocześnie/.

2. W tym czasie Nobla otrzymały 54 kobiety.

3. Maria Skłodowska-Curie jest jedyną kobietą, która otrzymała dwie Nagrody Nobla - jedną z fizyki a drugą z chemii.

4. Najbardziej Noblowska Rodzina to Rodzina Curie. Pierwszą nagrodę Nobla w tej rodzinie otrzymali Maria i Piotr Curie. Nobla z fizyki otrzymała także ich córka - Irene -Joliot-Curie i jej mąż Frederic Joliot-Curie. Drugi zięć Marii, Henry Richardson Labouisse przyjął w imieniu UNICEF Nagrodę Pokojową Nobla w 1965 roku.

5. Sredni wiek Noblisty to około 60 lat.

6. Najstarszym laureatem jest 97-letni John Goodenough /Nagroda Nobla z ekonomii w 2019 roku/ a najmłodszą laureatka 17-letnia Malala Yousafazai /Nagroda Pokojowa na 2014 rok/

7. Francis Peyton Rous , który otrzymał nagrodę w dziedzinie fizjologii czekał na nią pól wieku. Odkrywcze badania przeprowadził w 1910 roku, a nagrodę otrzymał w 1966 roku.

8. Trzy razy przyznano Nagrodę Pokojową Nobla osobom przebywającym w więzieniu. W 1935 roku otrzymał ją Carl von Ossietzky, w 1991 - Birmanka Aung San Suu Kyi, a w 2010 roku chiński obrońca praw człowieka Liu Xiaobo.

9. Do lat 70 XX wieku była możliwość przyznania nagrody pośmiertnie. Póżniej tego zakazano. W 2011 roku wyjątkowo utrzymano werdykt Akademii, gdy laureat Ralph Steinman zmarł kilka dni przed jej przyznaniem.

10. Adolf Hitler trzykrotnie nie pozwolił, aby niemieccy laureaci odebrali nagrody. /Kuhn - Nobel z chemii w 1938 r. Butenandt - Nobel z chemii w 1939 r., Domagk - Nobel z medycyny w 1939 r./ Po wojnie panowie odebrali medale, zaś nagrody pieniężne przepadły. /regulaminowo są do odebrania tylko przez rok/.

11. Laureat Nobla z fizyki w roku 1988 Leon Lederman musiał sprzedać pamiątkowu medal, aby pokryć koszty opieki medycznej. Nabywca zapłacił 765 tysięcy dolarów.

W historii nagrody tylko dwa Noble zostały sprzedane za życia nagrodzonego.

12. Jedynie Pokojowa Nagroda Nobla nie jest wręczana w Sztokholmie. Uroczystośćjej wręczenia odbywa się 10 grudnia w Oslo w rocznicę śmierci Alfreda Nobla.

13. Medal noblowski na rynku kolekcjonerskim jest wart średnio 500 tysięcy do 1 mln. dolarów. Rekordową ceną była kwota blisko 5 mln dolarów.

poniedziałek, 25 listopada 2019

Najpiękniejszy obraz ....

/Autorka bloga sfotografowana w roku 2005 w trakcie kontemplowania ruin zamku w Krewie na Litwie/

Anatol France miał tak powiedzieć:

"Najpiękniejszym obrazem jest półka z książkami".


Z pewnością trochę przesadził, bo są obrazy piękniejsze.

Zależy też jakie ksiązki leżą na tej półce.
Najlepiej aby były wartościowe. A jak są pięknie wydane to jeszcze lepiej.
Najlepiej aby były bliskie sercu.
Mam kilkadziesiąt a nawet kilkaset takich książek, które są dla mnie "najpiękniejsze".
Może się domyślacie jakie to są książki.?
Jeśli nie - to powiem Wam, że głównie te, które są związane z Tatrami.
I z Miasteczkiem, czyli z Kazimierzem Dolnym.
Mam także wiersze najulubieńszych poetów.
I piękne albumy...

Nie będę się tu chwalić bardzo starymi, przedwojennymi czy nawet z przełomu XIX i XX wieku książkami, które odziedziczyłam, bo nawet nie wypada. Napiszę tylko, że te odziedziczone dotyczą głównie sztuki....


Nie lubię kryminałów i romansów. Za książkami science-fiction też nie przepadam. Lubię i cenię klasyków. Czytam przede wszystkim książki pisane pięknym językiem. 

Nie będę wymieniać autorów, których cenię najbardziej ani tym bardziej tytułów książek, do których ciągle wracam. 
Może tylko jeden tytuł wymienię. Jest to książka pt: "Gwiazda spada" Jalu Kurka. Wracam do niej od 40 lat. To z niej pochodzi cytat: "Wszystko umiera - nawet ciała niebieskie, tylko marzenia są nieśmiertelne".

O tym, że wracam do "Małego księcia" też nie będę pisać, bo to jasne jak słońce...


Napiszecie jak wygląda Wasz "najpiękniejszy obraz"???



piątek, 22 listopada 2019

Bellissima


"Autor powieści pt: "Moby Dick" czyli Herman Melville powiedział kiedyś o Wenecji:
"Wolę być w Wenecji w dzień deszczowy niż w pogodny w każdej innej stolicy"
A ja bym wręcz powiedziała, że dopiero deszczowa czy zamglona Wenecja i to tylko poza sezonem turystycznym ukazuje swoje prawdziwe piękno. Byłam w tym mieście w któryś listopadowy mglisty i zimny dzień...


Nie chciałabym pisać, że Wenecja jest przepiękna, wyjątkowa, bajkowa. Jest to z pewnością prawda, ale o tym wie każdy. Niezależnie od tego czy płynął jej kanałami, czy oglądał je tylko w ksiązkach czy na filmach.

Wenecji nie da się po prostu opisać ani z niczym porównać "Bo - jak powiedziała w 1851 roku angielska poetka Elizabeth Barrett Browning - nie ma niczego podobnego do niej".

Nie będę więc pisać o koniach św.Marka ustawionych na fasadzie jego Bazyliki. Te oryginalne znajdują się w jej wnętrzu.

Ani o wspaniałych 900-letnich mozaikach we Bazylice i o nierównej posadze, którą niszczyły i nadal niszczą wdzierające się kilka razy w roku do jej wnętrza fale zatoki. Ani o tym, ze wojska napoleońskie zrobiły z przybytku stajnię dla koni.

Ten sam wielki Napoleon Bonaparte miał o Placu Św.Marka powiedzieć, że jest "najpiękniejszym salonem w Europie".

Muszę natomiast wspomnieć o gondolach. Zostały one tak umiejętnie zbudowane, aby przewozić jak największy załadunek przy jak najmniejszym zanurzeniu. Gondolami pływają nie tylko pary młode, zakochani, turyści i zwykli mieszkańcy miasta. Służą one też do przewożenia żywności, mebli, różnych towarów, wywożenia śmieci, a także trumien z ciałami na cmentarz znajdujący się na jednej z wysepek laguny.
Do budowy gondoli, która jest swoistym tworem weneckim, używa się ośmiu gatunków drewna. Asymetryczna budowa pozwala nią łatwo manewrować jednej osobie stojącej na rufie i poslugującej się jednym wiosłem. 
Ta jedna osoba, czyli gondolier wenecki powinna mieć na sobie pasiastą koszulę, czarne spodnie i czarny kapelusz.

Podobno w XVIII wieku było w Wenecji 14 tysięcy gondoli, teraz jest ich zaledwie około 500 sztuk.

No więc "płynęlam najpiękniejszą ulicą świata" czyli Canale Grande. Tak o tym kanale wyraził się francuski dyplomata Philippe de Commines. Tramwaj wodny, którym płynęliśmy był prawie pusty.


Widziałam pałace, z których każdy jest dziełem architektury, i mosty, z których każdy kolejny jest bardziej wyszukany, oraz mnóstwo zacumowanych do brzegów gondoli. A także mnóstwo śmieci na nabrzeżach tuż koło pałaców. Było pochmurno, więc widziałam też liszaje na murach pałaców, a przez okna było widać, że wnętrza są puste.
W porównaniu do Rzymu Wenecja jest miastem młodym. Zbudowane na lagunie było kiedyś bardzo bogate i władało w XIII wieku "jedną czwartą i połową jednej czwartej" dawnego Imperium Rzymskiego.

Wenecja podporządkowała sobie głównych morskich rywali, szczególnie Genuę i opanowała większą część północno-wschodnich Włoch.

Za czasów Mussoliniego wprowadzono zakaz noszenia masek w czasie karnawału. Dopiero w 1979 roku powrócono do tego zwyczaju. Te niezwykłe maski sprzedawane są od tego czasu w całym mieście.

Reasumując, muszę powiedzieć że moja Wenecja jest pochmurna, zamglona i pusta.... 
I taka pozostanie na zawsze".

------------------------------------------------------------------------------------
/Był to urywek z mojej książki pt: "Nadal wariuję".

P.S. W Wenecji byłam służbowo przez kilka zaledwie godzin. 



czwartek, 21 listopada 2019

Tikopia.... czyli wyspa okrutna

Tikopia to niewielka wyspa oddzielona całkowicie od zewnętrznego świata rafami koralowymi, to jedno z miejsc, do których nowoczesność prawie wcale nie dociera. Mieszkańcy wyspy od wieków żyją w podobny sposób, uprawiając maleńkie kawałki ziemi i łowiąc ryby. Tikopia nigdy też nie została skolonizowana...

Tikopia to wyspa o powierzchni 4,7 kilometra kwadratowego. Leży na Oceanie Spokojnym i wchodzi w skład Wysp Salomona. Mieszka na niej ok. 1200 osób.

Została odkryta w 1606 roku przez Pedro Fernandeza de Quiros. W latach 1928-29 Raymond Firth przeprowadził na niej pierwsze badania terenowe. W grudniu 2002 roku spustoszył Tikopię cyklon Zoe.

Mieszkańcy tej małej wyspy łowią ryby w słonym jeziorze i skorupiaki w morzu. Uprawiają pochrzyn, bananowce i wielkie kolokazje, a na gorsze czasy zakopuja w ziemi owoce chlebowca. 
Żywności wystarczy na 1200 osób - ale tylko dla nich.... pozostali umrą z głodu...

Gdy cyklon lub susza niszczą uprawy - wielu mieszkańców wyspy decyduje się na szybką śmierć. Niezamężne kobiety wieszają się lub rzucają wpław do morza, a niektórzy ojcowie z synami wyruszają otwartym czółnem w podróż, z której już nie wracają.

Przywódcy czterech plemion każdego roku apelują o zerowy przyrost naturalny.

Ludzi na wyspie jest za dużo. A plantacje są coraz mniejsze, więc jest coraz mniej jedzenia.

Wszystkie dzieci w rodzinie muszą być wyżywione z posiadanej ziemi. 

Tylko najstarsi synowie zakładają rodziny. Młodsi pozostają samotni i starają się nie płodzić dzieci. 
Kobiety przed porodem przyciskają do brzucha gorące kamienie aby dziecko nie urodziło się żywe. 
A jeśli rodzi się żywe, to ojciec rodziny decyduje czy dziecko ma żyć. 

Noworodka kładzie się na brzuchu i w tej pozycji sam dusi się i umiera. Takim dzieciom nie robi się pogrzebu, bo nie braly udziału w zyciu na Tikopii.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
/Napisane na podstawie książki Judith Schalansky pt:"Atlas wysp odległych"/

Nawet sobie nie wyobrażamy jakie piekło istnieje w niektórych zakamarkach Ziemi...



poniedziałek, 18 listopada 2019

Mam 8 lat...


Jako blogerka mam 8 lat.
Równe osiem lat temu założyłam pierwszego bloga na onecie. Potem był drugi a ten jest trzeci. 
Po dwóch pierwszych nie ma już śladu. To znaczy ślad został tylko we mnie. Zapamiętałam przede wszystkim wielką życzliwość z jaką przyjęła mnie blogerska brać.
A także to, że to właśnie zaprzyjaźnione przez internet osoby namówiły mnie do napisania a potem wydawania najpierw pierwszej, a potem następnych książek.

Dziękuję Wam wszystkim za Waszą obecność, za to, że do mnie zaglądacie, czytacie to co napisałam i zostawiacie komentarze. 
Najserdeczniej oczywiście dziękuję tym osobom, które są ze mną od samego początku. Ale też tym, które przyszły do mnie trochę póżniej albo całkiem niedawno.

A teraz zapraszam Was do przeczytania wywiadu ze mną. A właściwie to nie jest wywiad tylko rozmowa, jaką przeprowadziła ze mną Ewa Radomska, która jest pisarką, poetką, aforystką a także recenzentką mojej ostatniej ksiązki.

https://www.kobieta50plus.pl/pl/weranda-literacka/zwariowania-jadwigi-smigiery

sobota, 16 listopada 2019

O wolności...


Otrzymałam nowy numer "Bajek międzykulturowych".
Przepiszę dla Was bajkę somalijską pt: 

"Wolność jest cenna"

Pewien mężczyzna miał dwa osły, które bardzo cięzko dla niego pracowały. Nie pozwalał im odpocząć i całe życie ładował na ich grzbiety ciężkie tobołki. Osły bardzo z tego powodu cierpiały i miały już dość tego wszystkiego. Dlatego też postanowiły uciec na wolność do lasu. Pewnej nocy, kiedy ich właściciel spał, osły zrealizowały swój plan i uciekły. Kiedy mężczyzna obudził się nie mógł ich znależć.
Zaczął poszukiwania, ale niestety nie udało mu się ich znależć, przez co był bardzo zmartwiony i zły.

Przez dlugi czas osły żyły w lesie. Jadły świeżą trawę, piły wodę z jeziora i szybko zapomniały o strasznych warunkach, w których kiedyś żyły. Teraz cieszyły się wolnością.
Niestety sielankę osłów przerwała straszna susza. Zaczęło brakować wody, nie było trawy, brakowało liści na drzewach. Osły były bardzo słabe i zaczęły się martwić. Jeden z nich zaproponował, żeby wrócić do swojego właściciela. Wyjaśnił, że od niego dostaliby chociaż trochę jedzenia i picia, a w lesie umrą z głodu i pragnienia. Drugi jednak powiedział, że woli umrzeć niż być niewolnikiem. Ostatecznie dwa osły się rozstały - jeden wrócił do właściciela, a drugi został w lesie.

Osioł, który wrócił do mężczyzny, był traktowany jeszcze gorzej niż wcześniej. Został zamknięty w klatce i przywiązany łańcuchem. Musiał wykonywać jeszcze cięższą pracę. Wieczorem dostawał miskę z marnym jedzeniem i bardzo mało wody. Mężczyzna wyjaśnił mu, że jest to kara za ucieczkę i nauka dla niego na przyszłośc.

Pewnego dnia mężczyzna kazał swojemu osiołkowi pokazać, gdzie ukrywa się drugi osiołek. Chciał bowiem zmusić go do powrotu. Osioł się zgodził i pokazał mu las w którym żył jego przyjaciel. 
Przez ten czas jednak las się znowu zazielenił, było w nim dużo wody, a drugiemu osiołkowi urosły dwa duże rogi. Mężczyzna był bardzo zdziwiony ale i tak chciał odzyskać osiołka. Tylko że osiołek nie miał zamiaru wracać do tego okropego gospodarza. Bronił się swoim wielkim porożem tak silnie, że mężczyzna uciekł, żeby się ratować. I tak osiołek został w lesie.
Legenda mówi, że osiołek, który został w lesie, to ten, którego dzisiaj nazywamy oryksem...
------------------------------------------------------------------------
Wniosek?
Chyba nawet kilka wniosków...

czwartek, 14 listopada 2019

Koncert i urodziny

Najpierw, 12 listopada był koncert w Filharmonii Narodowej. Zaproszenia otrzymaliśmy imienne.
Koncert poświęcony był Zasłużonym dla Ojczyzny. Najbardziej wzruszającym momentem części oficjalnej było udekorowanie pana, który następnego dnia miał obchodzić 100 urodziny. To pan, który w czasie II Wojny Światowej uratował  życie wielu Polakom pochodzenia żydowskiego.
W cześci słownej wiersze K.C.Norwida, K.K,Baczyńskiego. T.Jażwińskiego ps."Julek" i list J.Piłsudskiego na Zjazd Legionistów  czytał Adam Tkaczyk. 
W części muzycznej Orkiestra Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Macieja Tomasiewicza wykonała "Warszawiankę" K.Kurpińskiego i uwerturę do opery "Paria" St. Moniuszki.
Koncert fortepianowy f-moll op.21 Fryderyka Chopina wykonał z towarzyszeniem Orkiestry FN Marek Bracha.
Było bardzo uroczyście...I wzruszająco...

Gdy rano 13 listopada obudziłam się to przypomniałam sobie, że ja też i to... znowu mam urodziny. /Ostatnie miałam jakiś miesiąc temu.... bo przecież ten czas leci jak głupi./ Więc na pocieszenie popatrzyłam sobie na tabliczkę, którą ostatnio kupił mi młodszy syn na Małym Rynku w Kazimierzu. Oto ona:



                            Ja wprawdzie nie mam jeszcze 100 lat, ale wolę Wam pokazać zdjęcie na którym miałam 18 lat... 

Wszystkim przyjaciołom i znajomym serdecznie dziękuję za życzenia urodzinowe przekazane mi na FB, mailem, esemesm, telefonicznie i w formie kartek pocztowych.
Jesteście Wspaniali !!!

wtorek, 12 listopada 2019

Powtórka z rozrywki

Wspominałam kiedyś, że różnica wieku między moimi synami jest prawie identyczna jak różnica wieku między moimi wnukami.
Znalazłam takie śmiesznie zdjęcia. Zobaczcie. Na pierwszym siedzący bliżej mnie syn pierworodny to obecny ekonomista i tata moich wnuków. A ten mniejszy w białej czapce to zdobywający różne szczyty i wulkany "szurnięty" belfer-geograf.
Jakby się tak dokładnie przyjrzeć mojej minie to wychodzi na to, że byłam wtedy bardzo zmęczona. Pewnie te siedzące za mną i mające niewinne minki chłopaczyska okropnie mnie wymęczyły.
A tu po lewej Szczerbaty, który teraz ma 15 lat i 185 cm wzrostu i jest uczniem I klasy Liceum im. Lotnictwa Polskiego w Warszawie. A obok niego Pytalski - uczeń 5-tej klasy Szkoły Podstawowej i jak mówi o sobie - przyszły dyrektor Warszawskiego Ogrodu Zoologicznego.

No i czy to nie jest powtórka z rozrywki???

sobota, 9 listopada 2019

Jeszcze jedna recenzja...

Pozwalam sobie skopiować recenzję mojej ostatniej książki. Znajduje się ona na portalu pisarze.pl od dnia 15 października 2019 r. a napisała ją Pani Krystyna Habrat.

PODRÓŻE MAŁE I DUŻE
czyli
refleksje nad książką Jadwigi Śmigiery MÓJ KRAJ NAD WISŁĄ
  "Autorka książki MÓJ KRAJ NAD WISŁĄ  zwiedziła kawał świata, zna kilka języków, ale jej czwarta książka opowiada o Polsce. Opowiada w niej o miejscach znanych, mniej znanych i czasem o prawie nieznanych, ale opowiada tak, jakby za każdym razem odkrywała coś zupełnie nowego, co dostrzegła tylko ona. Zaciekawia czytelnika tajemniczością różnych zakątków kraju, zwraca uwagę na piękno krajobrazu, ale też na detal architektury czy dzieła sztuki.
   Kiedy opowiada  o Kościele Mariackim w Krakowie, to nie o wszystkim po kolei, ale wybiera ołtarz Wita Stwosza i  akcentuje widok rąk Matki Boskiej. To się zapamiętuje. Tak jest celnie.
  Dworek w Bronowicach, jako miejsce pomysłu i akcji “Wesela” Wyspiańskiego,   uzupełnia subiektywnymi odczuciami i zdjęciem ze swojej tam wizyty.
  Podobnie opowiada o mniej znanych miejscowościach. O Tykocinie, Orońsku, Łowiczu, Kozirynku, Mielniku, Wąchocku. Przybliża nam je, ubarwiając lokalną legendą, humorem, przewrotnym opisem lub skrywając znaną nazwę miejscowości pod niegdysiejszą, zapomnianą. Autorka bawi  nas dowcipem nie tylko w rozmowie ze znanym z kawałów  najśmieszniejszym sołtysem z Wąchocka. Ją też cechuje subtelny humor.
  Ale nie tylko bawi,  przekazuje również sporo rzetelnej wiedzy historycznej o danym zabytku, ruinach czy mieście. Kiedy opowiada o dużych miastach nie porywa się na opowiadanie o wszystkim po kolei, ale wybiera jedno miejsce i robi to po swojemu – zaciekawia spojrzeniem subiektywnym. Przemyca tu i ówdzie nazwiska wielmożów, za sprawą których to coś   powstało i było przebudowywane,  ale kto by tam spamiętał. Wiedzieć jednak trzeba. Podaje też  sumiennie daty i liczby, Np wysokość obiektu. Na szczęście tym nie zamęcza. Tak! Nie zanudza  erudycją, a przytacza to jakby od niechcenia i z wdziękiem.
  Tę książkę powinno się czytać z mapą Polski, dużą kartką papieru i  czymś do pisania, żeby na mapie podkreślać opisywane w książce miejscowości, a na kartce – ciekawostki, jakie warto w tej miejscowości zobaczyć. Nie tylko zobaczyć, a często, wstępując po zwiedzaniu śladami autorki do wspomnianej przez nią kawiarni, barku czy restauracji, skosztować to, czym ona się  w tym miejscu  raczyła. Bo ta książka działa nie tylko na nasze oczy, uszy (koncerty w Żelazowej Woli i nie tylko), ale i podniebienie. I na nogi też.  Autorka jest jednak niezmordowana. Po górach też się wspina, ma nawet odwagę wpadać tam w śnieg po pachy i wyżej.  Nie dysponując samochodem, jeździ po kraju pociągami, autobusami, i co wprost jest niewiarygodne, zamiast się w wolny dzień wyspać do woli, ona o godzinie 8.02 wsiada już do pociągu, by zawiózł ją do wybranej mieściny. A przecież jeszcze z domu musiała dojechać  czymś do pociągu. Użyłam przed chwilą słowa: “mieścina”, co może umniejsza rangę niejednej miejscowości, ale miasteczkiem autorka nazywa to jedno – jej ulubiony Kazimierz.
    Koniecznie trzeba podczas czytania tej książki notować, gdzie jakie ciekawostki, detale się znajdują, żeby tam wszędzie dotrzeć. Warto przecież wiedzieć,  w jakim mieście jest trójkątny rynek, gdzie muzeum im. Toni Halika, czy muzeum instrumentów ludowych, i  co to są mazanki czy burczybasy, albo jak to jest z tym Kozirynkiem? Nie zaszkodzi nawet mieć świadomość, gdzie i jak żyją u nas ci najbogatsi, co trudno  sobie wyobrazić w naszym do niedawna socjalistycznym kraju.
   Mnie zainteresowały bliższe informacje o Hulce-Laskowskim, bo spotykałam to nazwisko pod ciekawymi artykułami w przedwojennych  czasopismach kulturalnych. Tu szybko  dodam, że mnie jeszcze wtedy długo na świecie nie było. Za  naszych czasów do powszechnej wiedzy nazwisko to docierało rzadziej. Głównie w kontekście jego  przekładu Szwejka.
  Ciekawe są też informacje o artystach związanych z Kazimierzem, a szczególnie o skupionych kiedyś wokół znanego malarza przedwojennego Tadeusza Pruszkowskiego. Znałam to  z  książki Pt  “Oczarowania”, gdzie jego uczennica  Irena Lorentowicz –  słynna później scenograf – opisuje odbywane tam plenery malarskie. Tu dodam, że bardzo lubię książki pisane przez malarzy. Bywają barwne i zmysłowe tj. działające na wiele naszych zmysłów. Pani Śmigiera pisze podobnie, bo też ma w genach artystyczną duszę. A po kim i czyje rzeźby przekazywała do muzeum – dowiemy się z jej książki. Ona też kusi nas do odwiedzania różnych miejsc nie tylko poprzez  ciekawy opis ale też, gdy mimochodem wspomina o kawie i czymś słodkim lub  lokalnym przysmaku, gdzieś w cukierni czy restauracji. Podobnych ciekawostek jest tu więcej na każdej stronie. Ale najważniejszy jest  bijący z tej książki zachwyt dla naszej ziemi ojczystej, dla jej przepięknych krajobrazów, przyrody, architektury, zabytków,  historii i ludzi tu żyjących.  
  Tu miała być puenta z pochwałami i wielkimi słowami, ale autorka książki nie lubi takich, więc kończę, a czytelnik sam sobie dopowie, co odczuje."
  Krystyna Habrat
----------------------------------------------------------------------------
Uwaga: 
Informacja dla 3 osób, które dokonały zapłaty ale nie otrzymały jeszcze książki:.
Dodruk ksiązki zamówiłam już ponad miesiąc temu. Według informacji jaką otrzymałam z drukarni książki mają mi zostać dostarczone po 11 listopada. Jeśli je otrzymam natychmiast dokonam wysyłki. Annę, Maćka i Kasię bardzo przepraszam za opóźnienie i dziękuję za cierpliwość.

Jednocześnie informuję, że w/w książka nadal będzie dostępna tylko u mnie.
Gdyby ktoś jeszcze był zainteresowany - proszę o kontakt pod adresem rusinowa@op.pl
A osoby, które mają i przeczytały już tę książkę proszę o napisanie, czy zgadzają się z recenzją Pani Krystyny Habrat.

czwartek, 7 listopada 2019

Jak to z wyborami i po wyborach bywało...


1. W 1773 roku zaborcy chcieli usankcjonować podział Polski. Przekupstwem, siłą i zastraszaniem zwołano sejm, który podpisał hańbiący akt. To właśnie wtedy poseł Rejtan zaprotestował przeciw rozbiorom.

2. W roku 1927 w wyborach prezydenckich w Liberii jeden z kandydatów zdobył kilkaset tysięcy głosów, choć uprawnionych do głosowania było tylko ... 15 tysięcy osób.

3. W 1961 roku w wyborach do parlamentu greckiego odnotowano głosy oddane przez nieżyjących. Żyjących wyborców zaś zastraszano i to nawet w dniu wyborów. Partie opozycyjne nie uznały ich wyników.

4. W Polsce w referendum ludowym w 1946 roku rzeczywiste poparcie planów rządu lubelskiego wyniosło od 1 do 15%. Grupa radzieckich doradców kierowana przez Arona Pałkina napisała od nowa 5994 protokoły wyborcze. Po ich ingerencji poparcie dla komunistów wzrosło o 50-60%. Podrobiono około 40 tysięcy podpisów członków komisji obwodowych.

5. W latach 50 w Indiach wyszło na jaw, że w małych miejscowościach stosowało się "przejęcie lokalu wyborczego". Lokalne bojówki danego ugrupowania bądź komisje wyborcze wypełniały karty wobec ustalonego klucza. Prawdziwi wyborcy byli zastraszani lub w ogóle nie wpuszczało się ich do lokalu.

6. Filipiński prezydent Ferdinand Marcos tak się rozsmakował we władzy, że "udało mu się" wygrać wszystkie wybory od 1965 do 1986 roku. Wygrywałby dalej, gdyby nie wybuch rewolucji.

7. Badania socjologiczne wykazały, że w Kenii kandydat na polityka wydawał minimum 40% swojego budzetu wyborczego na przekazy pienięzne dla wyborców. W 2002 roku blisko połowa głosujacych potwierdziła, że dostała za swój głos łapówkę.

8. Po wyborach federalnych w USA w 2011 roku wybuchł skandal zwany "Robocall". Automaty komputerowe dzwoniły do wyborców i podawały fałszywe komunikaty o zmianie miejsca włąściwego lokalu wyborczego. Zdezorientowany wyborca trafiał pod fikcyjny adres...

9. W 2013 roku już po ogłoszeniu wyborów odkryto pod Sofią drukarnię, która wytwarzała doskonałe kopie kart wyborczych, Do obiegu trafiło ich conajmniej 350 tysięcy. Od afery odcięły się wszystkie partie polityczne, mimo, że właściciel drukarni był członkiem jednej z partii.
---------------------------------------------------------------------------------
To wszystko co powyżej przepisałam z Peryskopu w przedostatnim numerze Angory z dnia 3 listopada 2019.

Jeszcze tylko mój dopisek:

JAK TO DOBRZE, ŻE W POLSCE A.D. 2019 WSZYSTKO ZGODNIE Z PRAWEM...

wtorek, 5 listopada 2019

Niezwykle skomplikowana konstrukcja czyli ..... stopa


Może pamiętacie, że mniej więcej od czterech miesięcy męczę się z naderwanym ścięgnem podeszwowym w prawej stopie.?

Leczenie takiego schorzenia trwa około roku. I wcale nie znaczy, że całkowicie się go wyleczy. Tak czy inaczej przez rok będę miała problemy z chodzeniem. To znaczy oczywiście chodzę i jeżdzę nawet na wycieczki piesze.... ale okropnie cierpię.

Na szczęście trafiłam na bardzo dobra rehabilitantkę. Nie dość, że wspaniałe rehabilituje mi tę stopę /a przy okazji i drugą, która też nie jest w najlepszym stanie/ to jeszcze opowiada mi bardzo ciekawe rzeczy na temat tej skomplikowanej konstrukcji jaką jest stopa.

No więc posłuchajcie:
Myślę, że każdego to zainteresuje, szczególnie te osoby które dużo chodziły i chodzą. I te, które już dawno skończyły 18 lat...

1. Zacznijmy od tego, że człowiek ma 206 kości z czego jedna czwarta bo aż 52 kości znajduje się w stopach.

2. Stopy mają 7000 zakończeń nerwowych. To dlatego tak mocno reagujemy na ich łaskotanie.

3. Stopa ma 33 stawy, 19 mięśni i 107 wiązadeł i 59 ścięgien. Nie do uwierzenia - prawda???

4. W ciągu życia nasze stopy przemierzają średnio 250 tysięcy kilometrów.

5. Odkąd zaczęliśmy nosić obuwie nasze zdolności chwytne palców stopy zaczęły maleć.

6. Kobiety statystycznie cztery razy częściej zapadają na powikłania kostno-stawowe i wady postawy będące następstwem schorzeń stóp. Wszystko za sprawą wysokich obcasów.

7. Co roku z powodu powikłań będących następstwem cukrzycy tylko w Polsce amputuje się 15 tysięcy stóp...

8. Od lat 70 XX wieku o dwa numery wzrosła wielkość najczesciej kupowanego rozmiaru obuwia. To znaczy, że za sprawą lepszego odżywiania stajemy się wyżsi i tym samym rosną nam stopy.

9. Powinno się jak najmniej chodzić po asfalcie a jak najwięcej po powierzchni nierównej czyli po różnych wypukłościach, zagłębieniach i innych wertepach. Wtedy ścięgna pracują.....

10. A mnie się właśnie ścięgno podeszwowe naderwało jak pędziłam przez pola i lasy z działki do stacji kolejowej. No i bądź tu mądry człowieku....
---------------------------------------------------------------------------------
Najlepsza rehabilitacja stóp to codzienne masowanie każdej stopy przez co najmniej pól godziny. A najlepiej jak robi to bliska osoba, /np. osobisty małżonek/ bo wtedy wybacza się niesamowity  ból ......bo masaż chorych stóp jest bardzo bolesny.






niedziela, 3 listopada 2019

Wyspa Samotności /Rosja/

/Nazwa norweska - Ensomheden. Nazwa rosyjska - Ostrow Ujedinenija/


Wyspę Samotności odkrył 26 sierpnia 1878 roku Edvard Holm Johannesen.
Ma powierzchnię 20 kilometrów kwadratowych.

"Wyspa Samotności leży na Oceanie Arktycznym - na Morzu Karskim. Dokładnie odpowiada swej nazwie: jest bezludna i zimna, zimą otoczona krą; średnia temperatura roczna to około minus 16 stopni Celsjusza, w pełni lata termometr wskazuje czasami kilka stopni wyżej.
Wyspa jest niezamieszkała. Stara stacja tonie w śniegu, opuszczone budynki śpią na ramieniu zatoki, skąd roztacza się widok na cienką mierzeję za zamarniętym bagnem.
Na wyspie na początku lat 30. XX wieku odnaleziono kręg szyjny pradawnego smoka.
Parę lat później okręt podwodny niemieckiej marynarki ostrzeliwuje granatami stację meteorologiczną, niszczy baraki, zabija załogę - Wyspa Samotności zostaje zbombardowana w ramach operacji Wunderland, jest to jeden z jej ostatnich epizodów.
W czasach zimnej wojny Rosjanie odbudowują stację, która staje się jedną z największych stacji polarnych Związku Radzieckiego.
W niepamięć odchodzi dawna nazwa nadana wyspie przez kapitana z Tromsu - Wyspa Samotności. Po rosyjsku będzie to teraz Wyspa Odosobnienia. Odwiedzający nie jest już więźniem ale pustelnikiem, który w milczeniu spędza na lodowej pustyni część życia, by wrócić potem na ląd stały jako święty.
Resztki prowiantu leżą zamrożone w zielonym drewnianym baraku, tak samo jak przyrządy do pomiaru ciśnienia, temperatur, kierunku wiatru, promieniowania rozproszonego i wysokości chmur. Deszczomierz skrył się pod śniegiem.
Na ścianie wyłożonej tapetą portret Lenina z bródką w klin. 
W dzienniku dokładnie odnotowano prace konserwatorkie głównego mechanika, poziom oleju i benzyny w poszczególnych maszynach.
Ostatni wpis przecina wszystkie rubryki, czerwonym flamastrem ktoś zanotował: 23 listopada 1996 roku. Dziś przyszedł rozkaz ewakuacji. Woda wypuszczona, generator Diesla wyłączony. Stacja jest ...Ostatnie słowo nieczytelne.
Witamy w kraju samotności."
---------------------------------------------------
/Był to urywek z książki Judith Schalansky pt:"Atlas wysp odległych" Pięćdziesiąt wysp na którch nigdy nie byłam i nigdy nie będę./ 
Książkę tę dostałam kilka lat temu od bardzo bliskiej mi osoby.
Wracam do niej bardzo często...

piątek, 1 listopada 2019

Pęksów Brzyzek

                  Pęksów Brzyzek to inaczej Stary Cmentarz w Zakopanem

Pęksów Brzyzek jest miejscem szczególnym nie tylko dla historii Zakopanego i Podtatrza, ale również dla kultury narodowej.
Spoczęło tu wielu wybitnych pisarzy, malarzy, żarliwych społeczników, uczonych, ludzi urzeczonych pięknem Tatr, a zarazem związanych bardzo silnymi więzami z losami Polski, jej kulturą i historią. 
Także kształt artystyczny niektórych nagrobków jest dziełem wybitnych artystów. 
Prawie zawsze, gdy jestem pod Tatrami, zachodzę chociaż na parę minut na Pęksów Brzyzek. Z reguły rankiem w pochmurny czy mglisty dzień. Przedtem zaglądam na chwilę do starego drewnianego kościółka, tego samego, który kazał rozbudować ksiądz Stolarczyk. 

I do małej, kamiennej kaplicy stojącej między kościółkiem a cmentarzem. Kaplica ta została wystawiona przez Pawła Gąsienicę pomiędzy rokiem 1806 a 1820. To w niej odprawiano pierwsze msze w Zakopanem. 

Fundatorem cmentarza był góral Jan Pęksa. To on podarował parafii ten „brzyzek”, czyli położony na górce nad potokiem Cicha Woda kawałek ziemi. Od jego nazwiska nazwano cmentarz Pęksów Brzyzek. 
A przedtem ten „brzyzek” należał do rodu Gąsieniców, stąd znajdująca się na nim dużo starsza kaplica. 
Najstarszy cmentarz w Zakopanem został założony w 1848 roku. Jego żelazna brama została zaprojektowana przez Stanisława Witkiewicza. Na murze bramy po prawej stronie widnieją dwie tablice. Jedna z nich informuje, że cmentarz jest obiektem zabytkowym. 
Na drugiej zostały wyryte słowa, których autorem jest Francuz Ferdinand Foch. Był on marszałkiem Polski, a tytuł ten nadał mu w 1923 roku Prezydent Stanisław Wojciechowski. 
„Ojczyzna to ziemia i groby. Narody, tracąc pamięć, tracą życie”. Pod spodem dodano słowa: „Zakopane pamięta”. Tablicę tę umieszczono w roku 1948.

Na początku był to cmentarz, na którym chowano mieszkańców Zakopanego i okolic. 
Dopiero gdy w roku 1889 pochowano na nim zgodnie z wolą zmarłego Tytusa Chałubińskiego – cmentarz ten stał się także nekropolią przyjezdnych. Głównie tych, którzy zasłużyli się dla Zakopanego i Tatr. 
Napiszę tylko parę słów o kilku osobach, które cenię wyjątkowo: W pierwszej kolejności, jak już wspomniałam, Wielki Przyjezdny i Ceper, czyli urodzony w Radomiu doktor Tytus Chałubiński, uznawany za odkrywcę Zakopanego i jego walorów leczniczych. 
Następnie pierwszy proboszcz Zakopanego – ksiądz Józef Stolarczyk – który chociaż też Ceper, został przez górali zaakceptowany. 
Również Jan Krzeptowski „Sabała”, który mimo że był analfabetą, został nazwany Homerem Tatr. Był niezrównanym gawędziarzem, muzykiem, myśliwym. A w młodości zbójnikiem. Brał udział w powstaniu chochołowskim, siedział w więzieniu austriackim. 
                                           
Stanisław Witkiewicz – twórca stylu zakopiańskiego. Kazimierz Przerwa-Tetmajer – twórca "Legendy Tatr", Władysław Orkan, Kornel Makuszyński, jeden z pierwszych górali, który ukończył studia wyższe i otworzył słynny szpital w Zakopanem, czyli Andrzej Chramiec, rzeźbiarze Antoni Kenar i Antoni Rząsa.

Słynni górale z rodu Gąsieniców – Stanisław Gąsienica-Byrcyn, który razem z Mariuszem Zaruskim założył Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe i jego syn – poeta, też Stanisław. 

Słynna zamordowana przez hitlerowców narciarka Helena Marusarzówna. 

Wspomnę jeszcze tylko o bracie Heleny Marusarzówny – Stanisławie Marusarzu. Tym, który uciekł Niemcom przez okno z więzienia na Montelupich w Krakowie. Był nie tylko wybitnym sportowcem, ale także kurierem tatrzańskim. Zmarł na Pęksowym Brzyzku w trakcie wygłaszania mowy pożegnalnej na pogrzebie swojego dowódcy z AK – profesora Wacława Felczaka.


-----------------------------------------------------------------------------------

/Był to urywek z mojej książki "Mój kraj nad Wisłą"./

Zainteresowane osoby zapraszam także serdecznie do przeczytania mojego tekstu o wybitnych Polakach pochowanych na znanych cmentarzach:

https://www.kobieta50plus.pl/pl/weranda-literacka/panteon-francuski-pere-lachaise-montmartre-lyczakowski-na-rossie

Przykre...

O pedofilii księży mówią już wszyscy. ... No prawie wszyscy... Ale nie mówi się jeszcze głośno o sytuacji sióstr zakonnych. To znaczy m...