wtorek, 30 lipca 2019

"Najbardziej snobistyczna ulica w Polsce" -


 Wszyscy o niej tak mówią, ale wszyscy na nią idą. Mogą do tego miasta przyjechać tylko na godzinę, ale ulicę tę muszą przejść. A niektórzy przyjeżdżają tylko dla niej. Żeby się potem pochwalić, że byli tam, szaleli do białego rana, grali  w kasynie, wódkę pili i jeszcze panienki jakieś poderwali. Albo kawalerów. 
Do końca lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku był to główny trakt komunikacyjny miasta. Potem dopiero stał się deptakiem. Hałaśliwym i prostackim. Międzynarodowym  i tubylczym. To na tej ulicy można spotkać najbardziej znane osoby. A także biedotę i wiele nieszczęścia oraz żebrzące kaleki. To tam na środku sikał kiedyś jakiś mężczyzna. Zdjęcie, które mu ktoś zrobił, „zdobiło” przez długi czas kilka tygodników. A podpis pod zdjęciem mówił, że na tej właśnie ulicy jest największe zbiorowisko prostaków. 

Tam umawiają się w najdroższych lokalach bardzo bogaci ludzie. A także ci, którzy oszczędzali cały rok, aby się tą ulicą tylko przejść. Tam,  w kawiarenkach spotykają się też prawdziwi turyści, aby opowiedzieć sobie, gdzie byli, jakim szlakiem doszli i jak tam było.

W dolnej części ulicy jest targ. W części górnej stoi pomnik byłego właściciela tego miasta. Hrabia August Zamojski był bardzo światłym i dobrym człowiekiem. Przy ulicy znajduje się kościół, zbudowany za pieniądze grzesznych wiernych, znane muzeum, poczta, banki, eleganckie hotele. Niedawno były też tam znane księgarnie i słynny cocktail bar. 

To w nim spotkałam wiele lat temu słynnego Janosika, czyli Marka Perepeczkę. Wpadł w przerwie miedzy zdjęciami, usiadł przy jakimś stoliku i jadł lody. A że nogi miał długie, bo był wysoki, więc przez te jego nogi wszyscy przechodzili. Wyciągnął je na środek sali i nikt nie śmiał mu zwrócić uwagi. Każdy patrzył z podziwem, bo on przecież piękny był. Ten Janosik. 

Na środku tej ulicy spotkałam też kiedyś koleżankę, która parę dni wcześniej tłumaczyła mi, że nie może mi oddać długu, bo jest w dołku finansowym. Udała, że mnie nie widzi. A ja zrozumiałam, na co jej były potrzebne pożyczone ode mnie pieniądze. 

Tam też spotkałam „nie tego męża i nie z tą żoną”. Tym razem to ja udałam, że ich nie widzę, bo nie chciałam, żeby musieli mi się tłumaczyć, że się przed chwilą spotkali przypadkiem i z tej radości idą objęci i szczęśliwi, świata nie widząc… 

Ilość prostytutek obojga płci spacerujących tą ulicą i przesiadujących całymi godzinami w tamtejszych lokalach jest niewyobrażalnie duża. Ulica nachalnego handlu, wścibskiej reklamy i blichtru. To targowisko próżności. 

Ta ulica to także miejsce spotkań naprawdę zakochanych. W sobie i w najpiękniejszych górach świata. To tutaj, w jednej z zacisznych kawiarenek siedziałam  z mężczyzną mojego życia pod koniec września w roku naszego ślubu. To tutaj obchodziliśmy osiemnaste urodziny starszego syna . 

Na tej ulicy w nieistniejących już kawiarenkach  i knajpkach suszyłam przy piecu mokre buty i kurtkę. Tu piłam nieraz grzańca i jadłam pyszne omlety z jagodami. 
To o tę ulicę pytają moje wnuki. 
– Pójdziemy tam? Bo tam stoi taki pan z pieskiem. I ten piesek śpiewa i gra na fortepianie. – Młodszy się cieszy.
-I tam w „Jagodzie” są najlepsze lody na świecie – dodaje Starszy. -- Oczywiście, że pójdziemy – odpowiadam, schodząc  z najpiękniejszych gór świata.   
Idziemy na tę ulicę z Kuźnic, z Doliny Białego albo ze Strążyskiej, z Gąsienicowej, ze wszystkich szlaków. 
Nie lubię Krupówek, ale są częścią mojego życia. I dlatego o nich nie zapominam.
----------------------------------------------------------------- 
/Był to urywek z mojej nowej książki pt: "Mój kraj nad Wisłą"/

sobota, 27 lipca 2019

"Mój kraj nad Wisłą"


Wczoraj w południe z paczki, którą otrzymałam wyjęłam i przytuliłam do siebie jeden z egzemplarzy mojej czwartej książki.

Książka zaczyna się tak:

"Gdy byłam dzieckiem mama powiedziała mi, żebym przyjrzała się jaki kształt ma Kraj nad Wisłą na mapie. Zobaczyłam wtedy, że wygląda prawie tak samo jak serce. Kraj moich przodków, mój, moich dzieci i wnuków, to kraj o tragicznej historii i trudnej teraźniejszości. Ta książka jest wyrazem mojego głębokiego uczucia do kraju nad Wisłą. Piszę w niej więcej o małych miejscowościach niż o dużych miastach. O pięknych, często leżących poza głównymi trasami turystycznymi zakątkach związanych z polską literaturą i sztuką i wydarzeniami  historycznymi, a także sławnymi Polakami. Mój Kraj nad Wisłą to ziemie leżące głównie w dorzeczu największej prawdziwie polskiej rzeki. 

Książkę tę dedykuję wszystkim tym, dla których Kraj nad Wisłą ma znaczenie niezależnie od tego gdzie się urodzili i gdzie mieszkają.

Dwóm wyjątkowo uzdolnionym osobom - poetce i pisarce Ewie Radomskiej i malarce i rzeźbiarce Joannie Rodowicz dziękuję serdecznie za przeczytanie książki zanim została ona wydrukowana i za napisanie o niej recenzji. 

W książce znajduje się 46 czarno-białych zdjęć związanych z miejscami, które opisuję.
Książka ta /podobnie jak dwie poprzednie/ dostępna jest tylko u mnie.
Więc jeśli ktoś z Was jest nią zainteresowany to proszę o kontakt na adres: rusinowa@op.pl

czwartek, 25 lipca 2019

Bezmyślność???

                                     Takie lilie mi wyrosły pod oknem działkowego domku.
Ostatnio czytam dużo o ochronie przyrody.
I wyczytałam, że  zanim odrobimy skutki LEX SZYSZKO miną dziesiątki lat. Nawet kilkanaście tysięcy młodych sadzonek nie zrównoważy straty jednego wiekowego drzewa.
Jak podaje Peter Wohlleben w "Sekretnym życiu drzew"- jeden metr kwadratowy lasu to aż kilkadziesiąt albo kilkaset metrów kwadratowych powierzchni liści drzew.
W naszym kraju toczymy wojnę ze smogiem... ale na razie głównie jako bierni obserwatorzy albo ofiary.
Tymczasem walke ze smogiem powinno się toczyć na każdym froncie a nie tylko poprzez programy telewizyjne, w których gadające głowy "mówią co im do głowy wpadnie".
Czy zauważyliście, że ostatnio o tym, jak wielki jest smog w naszym kraju przestało się właściwie mówić?  To najlepszy dowód, że był to tylko temat zastępczy i nikt właściwie smogiem się nie przejął. Oprócz zwykłych ludzi oczywiście.
Zaczęto wprawdzie sadzić w miastach drzewka, ale okazało się to bez sensu w sytuacji gdy w kraju jest susza i wysokie temperatury. A instalacja plenerowa jaka ostatnio powstała w Warszawie na Placu Bankowym tuż przed Ratuszem ... jest po prostu kpiną. Pojechałam specjalnie żeby ją obejrzeć, usiadłam na jednym z drewnianych stelaży. Byłam tam jedyna i nie wytrzymałam długo wśród hałasu i spalin przejeżdżających tuż obok autobusów, samochodów i tramwai. Nie wiem jaki był sens skonstruowania czegoś tak dziwnego skoro w pobliżu są dwa piękne parki - Ogród Saski i Ogród Krasińskich.
O koszeniu w czasie suszy i upałów trawników, które są w centrach dużych miast  nie będę już pisać. Przekracza to moją wytrzymałość psychiczną. Zapytam tylko po co bez przerwy kosi się malutki trawnik koło Zamku Królewskiego w Warszawie. I tak jest całkiem łysy... Na szczęście powstał koło Zamku Ogród Dolny. Ale rośliny w nim posadzone są malutkie i wymagają dużej ilości wody. Upłynie wiele lat zanim urosną.
A wycięto w naszym kraju miliony pięknych, starych i zdrowych drzew. Wszędzie. Nie tylko w Puszczy Białowieskiej.
Na szczęście są w stolicy Łazienki Królewskie. Jest obok nich Ogród Botaniczny. I tam naprawdę można się schować.
Także przed bezmyślnością ludzką.

wtorek, 23 lipca 2019

Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego w Warszawie


W ubiegła sobotę w towarzystwie osobistego historyka poszłam do Muzeum Karykatury, kóre miesci się w klasycystycznym budynku przy ulicy Koziej 11./na tyłach Krakowskiego Przedmieścia/. Budynek ten to dawna oranżeria Pałacu Prymasowskiego . Zbudowany został w II połowie XVII wieku prawdopodobnie wg, projektu Szymona Bogumiła Zuga. Architekt ten jest twórcą wielu klasycystycznych budowli nie tylko w Warszawie.
Muzeum powstało w 1978 roku z inicjatywy i w wyniku długoletnich starań wybitnego artysty grafika i satyryka Eryka Lipińskiego /1908-1991/, który został jego pierwszym dyrektorem, Dziś Muzeum nosi imię swojego twórcy.

Podstawa Muzeum jest licząca 25 tysięcy eksponatów kolekcja jego twórcy. Są tam też oczywiście prace wszystkich wybitnych polskich satyryków.
Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego to jedyna taka placówka w Polsce.
Muzeum to znalazło się w pierwszej dziesiątce najlepszych, unikatowych muzeów Europy. Ranking został opublikowany 18 maja 2015 r. przez brytyjski dziennik „The Guardian”. 
Odwiedzający Muzeum goście mogą aktywnie włączyć się w życie placówki rysując żarty i nagrywając opowiadane anegdoty..Wszyscy też proszeni są o zostawienie opinii o Muzeum przy wypełnianiu ankiety.
W Muzeum obejrzeliśmy przede wszystkim wystawę prac Tomasza Wiatera..
Wybrałam najlepsze według mnie satyryczne rysunki. Ale było ich kilkaset razy więcej.
Obejrzyjcie sobie proszę. Wszystkie zdjęcia można powiększyć.

Już na wejściu oglądamy taką planszę: Mężczyzna trzyma w ręku banknot 100-złotowy.



I dalej jak leci bez komentarza:















Na wszelki wypadek przypominam, że budynek Sejmu mieści się na ul Wiejskiej.




niedziela, 21 lipca 2019

Cytat


Prawie cały czas jestem na podwarszawskiej działce. Ale wpadam czasem na dzień czy dwa do domu i po załatwieniu różnych spraw,  siadam w loggi, spoglądam na zieleń która mi tam wyrosła i czytam zaległą prasę,
I właśnie przeczytałam w którymś numerze dodatku do Gazety Wyborczej pt: "Wysokie obcasy" wywiad z aktorką Sonią Bohosiewicz: 
Przepisuję wiernie:
"Pijany mężczyzna do rozkoszny łobuziak, pijana kobieta to szmata. On jest uwodzicielem, ona dziwką. Jeśli dojrzała kobieta zwiąże się z młodym chłopakiem i uczyni go prezesem jednej ze swoich spółek, mówimy: "Co za rozpustna zdzira i biedny, wykorzystany chłopiec". Ale kiedy biznesmen bierze sobie dziewczynę, chodzi z nią do łóżka , a potem daje jej firmę w prezencie to on jest fajny, wspierający. A ona jest zdzirą, która go wykorzystała. Co gorsza tak to postrzegają nie tylko mężczyżni, ale też kobiety. Zmiany w myśleniu potrzebujemy wszyscy".
Koniec cytatu:

Nie wiem jak Wy - ale ja całkowicie zgadzam się z Sonią Bohosiewicz.


piątek, 19 lipca 2019

Jak zwiedzać Mazowsze?

Mazowsze to kraina wyjątkowa pod każdym względem. Mieszkam tu od urodzenia i może dlatego jestem o tym przekonana.
Mazowsze można poznawać na różne sposoby.
Można na przykład powędrować Szlakiem Książąt Mazowieckich. Trzeba wtedy razem z dziećmi albo z wnukami odwiedzić zamek w Czersku. Kilka razy w roku są tam organizowane dni z rycerzami. Zapewniam Was że dzieci będą zachwycone. Dorośli .... też.
Można też na tym samym szlaku zwiedzić Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego w Warce.



Jeśli kogoś interesuje Mazowsze industrialne to koniecznie powinien pojechać do Sochaczewa i tam najpierw przejechać się kolejką wąskotorową a potem zwiedzić ciekawe Muzeum, które posiada jedną z największych w Europie ekspozycji kolejek wąskotorowych. I w tym przypadku dzieci w różnym wieku będą zadowolone.


Można też a nawet powinno się obejrzeć Skarbiec Mazowiecki, Nazwano tak najbardziej zabytkowe i historyczne kościoły na Mazowszu. Na przykład tę zabytkową świątynię  w Brochowie w któej został ochrzczony Fryderyk Chopin.



Istnieje też szlak o nazwie Folklor i Smaki Mazowsza. I tak np, w Muzeum Ziemiaństwa w Dąbrowie niedaleko Siedlec można zwiedzać wędzarnię, gołębnik, spichlerz i ogród warzywny. Można też zatrzymać się tu na noc a bladym świtem zarzucić wędki w zarybionym stawie,


Można też odwiedzić Radom który jest miastem Andrzeja Wajdy, filmowych plenerów i festiwali.
Słynny reżyser spędził w Radomiu lata licealne - mieszkał wtedy w starym przedwojennym bloku u zbiegu ulic Malczewskiego i Kelles-Krauza. Tam też zakopał szablę swojego ojca po wejściu wojsk niemieckich w 1939 roku. Broń niespodzianie została mu zwrócona w roku 2011.


Jest jeszcze Mazowiecki Szlak Literacki do którego należy Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów na Stawisku koło Podkowy Leśnej. To w tym domu o niesamowitej atmosferze powstały takie dzieła jak powieść "Sława i chwała" czy opowiadania "Matka Joanna od aniołów" Ten dom nie tylko za życia włąścicieli promieniował na polską kulturę. Także obecnie tetni życiem. Mają tu miejsce spotkania literackie, koncerty, wykłady, pokazy filmowe, promocje nowości wydawniczych.

Powinnam jeszcze wspomnieć o Szlaku Bitwy Warszawskiej 1920 roku. W Radzyminie - mieście "Cudu nad Wisłą"powinno się zwiedzić zabytkowy Cmentarz Poległych w 1920 roku i kaplicę z 1927 roku. To miasto warto zwiedzić nie tylko ze względu na jego historyczną tradycją ale także ze względu na urokliwy klimat.

Zapewniam Was, że to tylko kropla w morzu ciekawych miejsc na Mazowszu.

środa, 17 lipca 2019

Staromiejski Oddział Towarzystwa Przyjaciół Warszawy

"Towarzystwo Przyjaciół Warszawy gromadzi ludzi, którzy pragną poznać przeszłość Warszawy, zrozumieć proces jej przekształcania w teraźniejszośc i zapoznać się z wizją Warszawy przyszłości."
Te słowa profesora Stanisława Lorentza który był założycielem a w latach 1963-1991 prezesem TPW są mottem działania każdego, kto do tego towarzystwa należy. 
Oddział Staromiejski którego członkiem jestem od pewnego czasu-mieści się od 1953 roku na parterze kamieniczki przy ul. Nowomiejskiej 5 .Łączy ta uliczka Rynek Starego Miasta z Barbakanem, 
.Kamieniczka ta została odbudowana po wojnie w roku 1952. Jak informują tablice po prawej stronie drzwi mieszkał w niej w latach 1955-1981 poeta i satyryk Janusz Minkiewicz, a w latach 1955-1981 pisarz Kazimierz Brandys wraz z żoną Marią.
Specjalnie dla Was sfotografowałam wnętrze salki w której w każdy poniedziałek w godzinach od 11 do 14 spotykają się osoby "chore na miłośc do Warszawy". 




I jeszcze - żeby nie było wątpliwości - zeskanowałam Wam pierwszą i drugą stronę mojej legitymacji członkowskiej TPW




Jeszcze tylko dodam, że w ramach struktur TPW istnieje w stolicy 18 oddziałów Towarzystwa.

Czy ktoś z was należy może do tego rodzaju Towarzystwa?


poniedziałek, 15 lipca 2019

Nigdy nie będziemy wolni czyli o ..... kłamstwie



Wybitny filozof profesor Leszek Kołakowski twierdził, że prawdomówność jest środkiem do minimalizowania konfliktów.

Z pewnością życie bez prawdomówności jest bardzo trudne. Ciągłe kłamstwa powodują przecież  podejrzliwość do wszystkich i do wszystkiego co się dzieje wokół nas.

A jednak życie bez kłamstwa nie jest możliwe.

Wyobraźmy sobie takie sytuacje:

1. Nasz niezbyt miły i prostacki sąsiad, który awanturuje się o byle co, nie mówi nam nigdy dzień dobry i zatrzaskuje nam drzwi przed nosem wpakował się w jakąś”finansową piramidę”. 
Jako mało zorientowany w sprawach banków i parabanków i nie rozróżniający zupełnie jednych od drugich zaciągnął jakiś kredyt. Chwali się tym na lewo i na prawo i opowiada co sobie teraz kupi i że będzie miał w nosie tych wszystkich dziadów dookoła.

Czy powinno się go uprzedzić, że to może być oszustwo i żeby nie był taki łatwowierny.?

Tak, ale czy taki człowiek uwierzy w naszą życzliwość? Z pewnością pomyśli że mu zazdrościmy i że niepotrzebnie mieszamy się w jego sprawy.

Więc nikt nic nie mówi…. No bo po co?

2. Nasza długoletnia koleżanka opowiada nam w pracy o swoim szczęściu małżeńskim. O mężu, który ją na rękach nosi, spełnia jej wszystkie zachcianki i jest wierny jak ten pies. 

Tymczasem są dowody, że mąż zdradza ją na lewo i na prawo…
Czy mówić jej o tym? Czy uwierzy? Z pewnością nie uwierzy jeśli kocha męża bezgranicznie. 

Więc jeśli jej o tym powiemy, to staniemy się jej wrogiem … no i koniec z przyjaźnią.

3. I trzecia sytuacja – bardzo smutna. Starsze małżeństwo obiecało sobie mówić zawsze prawdę, niezależnie od tego jak bardzo przykra by ona była.

Tymczasem żona nie chce powiedzieć mężowi że jest  śmiertelnie chory. Okłamuje go po prostu, bo zdaje sobie sprawę, że gdy powie mu ile pozostało mu życia to on odejdzie jeszcze wcześniej.

A bez tej świadomości będzie żył dłużej i nie będzie cierpiał.

________________________________________
Czyli nie da się nie kłamać, prawda?

Jak zwykle liczę na Was Najmilsi....

sobota, 13 lipca 2019

O kolorach...


Dawno temu pracowałam z dziewczyną, która często powtarzała że jak będzie brała ślub to tylko w czarnej sukni. Pytałam ją czy nie będzie bała się się zapeszenia swojego związku, bo przecież czerń to kolor smutnego końca życia i żałoby. 
I że w naszym kraju przyjęte jest że panna młoda idzie do ślubu kościelnego w bieli, bo biel to kolor czystości, niewinności i nowego początku życia.

Jest tak oczywiście w religii katolickiej i nie jest 
ważna niewinność panny młodej. Przecież dzisiejszych czasach do ślubu w białej sukni idą też dziewczyny w zaawansowanej ciąży. 

Tak samo było też dawniej, tylko te białe suknie były odpowiednio uszyte. I tylko niektórzy goście zastanawiali się czy ta panna młoda ostatnio tak jakoś za bardzo nie utyła. 

Kolor BIAŁY w Indiach i w Chinach jest kolorem żałoby. Chociaż podobno w Chinach panny młode coraz częściej odważają się na białą sukienkę ślubną. Tymczasem ich babcie ubierały się do ślubu w suknie czerwone przeplatane złotymi aplikacjami.

A jeśli chodzi o CZERŃ to trudno sobie wyobrazić oficjalne spotkania bez czerni garniturów czy sukien. Czerń to powaga, oficjalny nastrój ale też i żałoba. W Afryce jest czerń kolorem męskości, dojrzałości i oznaką wieku. 

CZERWONA suknia ślubna symbolizuje w Indiach czystość, piękno i miłość. W Chinach czerwony strój zakłada się na Nowy Rok, wesele ale i … na pogrzeby. Tymczasem w Południowej Afryce podobny ubiór jest oznaką żałoby.

NIEBIESKI to popularny kolor biznesowy. Czar błękitnej koszuli nie zadziała jednak w Korei, Iranie czy w Meksyku gdzie uważa się go za kolor żałoby. Jest to kolor bardzo kobiecy… uwielbiamy przez mężczyzn. Podobno 99,999% mężczyzn uwielbia kolor niebieski. Chociaż jeden z wybitnych profesorów w czasie sesji egzaminacyjnej na UW … oblewał wszystkie studentki, które przyszły na egzamin w niebieskościach…

ZIELEŃ to kolor bardzo niejednoznaczny. Podobno w Chinach ubranie przez mężczyznę zielonego nakrycia głowy powoduje natychmiastowe sklasyfikowanie go jako „rogacza”. Natomiast zielony turban w w Indiach, Afganistanie czy Iranie jest oznaką wysokiej pozycji społecznej bądż religijnej.
W krajach arabskich kolor zielony jest świętym kolorem Mahometa.

Kolor FIOLETOWY jest w Brazylii obok czerni kolorem żałoby. Podobnie jest w Indiach i w Tajlandii. Kobiety ubierające się w fioletowe suknie są tam odbierane jako osoby opłakujące kogoś bliskiego.

Kolor ŻÓŁTY jest w plemionach afrykańskich zarezerwowany dla ludzi bogatych i wpływowych. Była to ulubiona barwa Konfucjusza, przywodząca na myśl obrazy mądrości zapisane w grubych, żółtych księgach. Ta barwa łączy się z pozytywnymi cechami charakteru. Żółć to radość życia i energia do działania.
Więc może poszukam jakiejś żółtej sukienki albo przynajmniej bluzeczki…?

Napiszecie coś o kolorach?
Jakie lubicie najbardziej?
A może macie jakieś wspomnienia związane z kolorami?

czwartek, 11 lipca 2019

"Rządzić i olśniewać"


Pierwsza w historii polskiego muzealnictwa przekrojowa wystawa poświęcona klejnotom w Polsce w XVI i XVII w. została otwarta na Zamku Królewskim w Warszawie w dniu 30 maja 2019 roku. 

Poprzedzona została kilkuletnimi intensywnymi poszukiwaniami i badaniami zasobów muzeów, skarbców i świątyń w Polsce oraz na Litwie, skonfrontowanymi z aktualną wiedzą o nowożytnym jubilerstwie europejskim. Wśród precjozów, które można obejrzeć na wystawie znajdują się m.in. sukienki diamentowa i rubinowa cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Opuściły one mury Jasnej Góry po raz pierwszy.
Z Wilna sprowadzono do Zamku Królewskiego cały zespół kosztowności, w tym fundacje rodu Tyszkiewiczów. Z paryskiego Luwru, prywatnej kolekcji w Londynie, a także muzeów we Florencji, Bernie, Monachium, Uppsali i Nowym Jorku dotarły klejnoty fundowane przez polskich monarchów, przede wszystkim Bonę Sforzę i Zygmunta Augusta. Szczególnie ciekawy dokument − barwny rysunek królewskiej korony – wypożyczony został ze zbiorów berlińskich.
Na Zamku zaprezentowano najcenniejsze precjoza, o które od kilku lat zabiegano u Ojców Paulinów na Jasnej Górze. Podziwiać można też ponad metrowej wysokości złotą monstrancję z 1672 r., wykonaną z użyciem kilku tysięcy diamentów przez warszawskiego jubilera jako upamiętnienie ocalenia Jasnej Góry przed Szwedami podczas potopu.
Klejnoty to przedmioty niezwykle cenne i wyjątkowe. Należą do nich insygnia władzy, oznaki urzędowe, sentymentalne precjoza lub paradne ozdoby stroju.
Ideą pokazu na Zamku Królewskim jest przedstawienie sztuki jubilerskiej w epoce Wazów, w której miejscowi artyści osiągnęli wówczas prawdziwe mistrzostwo. Część staropolskich kosztowności, przede wszystkim regalia ze Skarbca Koronnego uległa zniszczeniu. Ocalały jednak świeckie klejnoty ukryte w ziemi lub ofiarowane jako wota dziękczynne do maryjnych sanktuariów. Zachowane klejnoty z epoki Wazów mówią wiele o potędze, bogactwie i smaku artystycznym elit Rzeczypospolitej.
Na wystawie pt: "Rządzić i olśniewać" nie można było fotografować, więc zeskanowałam dla Was zdjęcia z ulotki jw.

----------------------------------------------------------------------------
Wiele lat temu wraz ze starszym synem, który miał wtedy 14 lat miałam okazję oglądać w Arsenale na Kremlu w Moskwie obłędne wręcz  bogactwo umieszczone w carskich koronach, berłach, płaszczach koronacyjnych i karocach. Wrażenie było niesamowite. I w najmniejszym nawet stopniu nie zatrą tego wrażenia klejnoty Wazów z Zamku Królewskiego w Warszawie. Te wyglądają bardzo skromnie...




Ciągle siedzimy...

1. Przeciętna osoba dorosła aż 90% czasu wolnego spędza w fotelu lub na kanapie. 2. Przy siedzeniu prosto nasz kręgosłup podlega sile o ...