sobota, 30 lipca 2022

Korynt - z cyklu "Moja podróż po Grecji"


                                                          Góra Syzyfa

Syzyf był założycielem i królem miasta Efyra /późniejszy Korynt/.  Był lubiany przez bogów, którzy zapraszali go na uczty. Jednakże z uczt tych zawsze podkradał ambrozję i opowiadał ludziom co się na nich dzieje. Bogowie przymykali na to oko, dopóki Syzyf nie zdradził tajemnicy Zeusa. Wtedy Bogowie ukarali go. Nie mogli jednak skazać go na karę śmierci, gdyż uwięził on Tanatosa. Wtrącili go więc do Tartaru, ale Syzyf uciekł stamtąd. Został więc ukarany ciężką, bezuzyteczną pracą. Kazano mu, jak wiadomo, wtaczać na górę wielki głaz. I gdy głaz już był pod szczytem góry - wymykał się Syzyfowi z rąk i staczał w dół. I Syzyf musiał go wtaczać od nowa.

W starożytnej Grecji los Syzyfa stanowił przestrogę aby szanować bogów.

Później mit o nim zaczęto odczytywać jako absurd ludzkiego istnienia. A jego ciężką pracę jako symbol heroizmu i wytrwałości, trudu i buntu człowieka walczącego o swoją godność, a także symbol beznadziejnej, bezsensownej i skazanej na niepowodzenie pracy.

Starożytne miasto Korynt leżało na skrzyżowaniu dróg morskich i lądowych, łączących Grecję kontynentalną z Peloponezem. Miało dwa porty - Lechajon ma Morzu Jońskim i Kenchreai na Morzu Egejskim.

Mieszkańcy Koryntu zawdzięczali swój dobrobyt właśnie jego dogodnemu położeniu.

Miasto było synonimem luksusu, a uroda tysięcy jego kurtyzan zwanych "heterami" była przysłowiowa. Odziane w szaty mocno podkreślające sylwetkę miały wstęp w najwyższe progi i salony polityczne. Były wykształconymi damami do towarzystwa. Z pewnością wywarły wielki wpływ na na politykę i historię starożytnej Grecji. Te zawodowe kurtyzany zostały nazwane "córami Koryntu". A legalna sakralna prostytucja skupiała się w świątyni Afrodyty. Wspominał o nich św.Paweł w "Listach do Koryntian"

Korynt został nazwany stolicą rozpusty.

Dziś po mieście, które rozkwitało właściwie przez całą starożytność, pozostały doryckie ruiny świątyni Apollina, rzymski Odeon, rzymska Agora, fontanna Pejrene, amfiteatr przeznaczony do bitew morskich z udziałem gladiatorów, a także wczesnochrześcijańska bazylika. To w jej murach św. Paweł miał powiedzieć słynne słowa: "Przemija postać tego świata". Powiedział też: "Wszystko wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko wolno, ale nie wszystko buduje".

Cztery kilometry za miastem króluje Akrokorynt - wzgórze świątynne, a zarazem fortyfikacja, która wielokrotnie opierała się najeżdzcom - to właśnie ruiny wspaniałej świątyni Afrodyty.

                             

                                                       Kanał Koryncki

Słynny Kanał Koryncki to wąski przesmyk między kontynentem a Peloponezem. Powstał w roku 1893, ma zaledwie 23 metry szerokości. około 8 metrów głębokości i 6343 metry długości. Statki płynące kanałem skracają dzięki niemu drogę o 340 kilometrów. Płynąc bardzo powoli, są ciągnięte przez holowniki , ocierają się prawie o obydwa brzegi.

Dziś, w epoce olbrzymich tankowców Kanał Koryncki jest przede wszystkim atrakcją turystyczną, osobliwością krajobrazu i obiektem historycznym.

Projekt kanału, który łączyłby Zatokę Sarońską z Koryncką narodził się już w starożytności. Marzył o nim Neron. Postanowił osobiście zainaugurować jego budowę, wykopując złotą lub, jak twierdzą niektórzy kronikarze, srebrną łopatą pierwszą grudę ziemi. W 67 r. na miejsce budowy przywieziono z Judei do budowy 6000 żydowskich niewolników, lecz w następnym roku Neron zmarł, a ci, którzy nastali po nim nie byli zainteresowani kontynuowaniem prac. Także ówczesna technika nie dawała szans na realizację takiego planu.

/Pod Górą Syzyfa i na jednym z mostków Kanału Korynckiego byłam w sierpniu 2004 roku.../

środa, 27 lipca 2022

"Jaki kraj planujecie zwiedzić?"



W mojej ulubionej "Angorze" przeczytałam, że takie pytanie zadano niedawno w kilkunastu krajach Europy osobom planującym wyjazd do innych krajów europejskich. Okazało się, że najwięcej osób planuje wyjazd do Hiszpanii - 10,8% ankietowanych. Następne były Włochy - 8,9%, potem Francja  - 8,7%. Do Grecji planuje pojechać 7,0% ankietowanych, a do Portugalii i do Chorwacji po 5,1%.. Potem są Niemcy, Turcja, Wielka Brytania i Holandia.

Kraje skandynawskie planuje odwiedzić około 1,5% a Polskę 1,3%. Małym zainteresowaniem cieszy się piękna Słowacja, - 0,5%, Rumunia i Serbia. 

Z tego jasno wynika, że największą popularnością cieszą się kraje oddalone od tego, w którym toczy się wojna. I nie ma się czemu dziwić...

Ciekawa jestem czy planujecie wyjazd do jakiegoś kraju. A może napiszecie coś jak lubicie wypoczywać? Czy wybieracie góry, morze czy jeziora? A może zwykłą wieś albo działkę pod lasem? I czy wolicie wypoczynek czynny czy bierny? A może nie lubicie albo nie możecie ruszać się z domu? A może lubicie wracać tam gdzie już byliście czyli odpoczywać tam gdzie zawsze?

Oczywiście nikogo nie zmuszam do wypowiedzi.

Ja od 18 do 22 lipca byłam w Miasteczku czyli w Kazimierzu Dolnym. Ale popłynęliśmy też promem do Janowca i zwiedziliśmy też Zespół Rezydencyjny Książąt Czartoryskich w Puławach. Był to mój kolejny - już nie wiem który pobyt w tamtych stronach.

I od kilku dni znowu  wypoczywam biernie na działce. To znaczy nie tak całkiem się lenię, bo czasami wstaję i przestawiam urządzenie podlewające o parę metrów dalej... 😊



niedziela, 24 lipca 2022

Olimpia - z cyklu "Moja podróż po Grecji"

 /W Grecji byłam w sierpniu 2004 roku.../


Pokonać własną słabość, pójść szybciej, dalej, poznać granice swoich możliwości. zbliżyć się do doskonałości - w tym właśnie wyrażała się czysta idea olimpizmu.

W pozostałościach najstarszego na świecie stadionu olimpijskiego można sobie wyobrazić atmosferę pierwszych igrzysk starożytności. Miało to być wydarzenie, podczas którego ludzie stawali się bliżsi bogom i herosom.

Stadion w Olimpii mógł pomieścić aż 20 tysięcy widzów. To właśnie na tej budowli wzorowane były wszystkie kolejne stadiony.

Oprócz stadionu w Olimpii znajdowała się Świątynia Zeusa. Powstała w V w.pn.e. i przypominała ateński Parthenon. We wnętrzu znajdował się jeden z cudów antycznego świata - posąg siedzącego Zeusa, stworzony przez największego helleńskiego rzeźbiarza - Fidiasza. Miał on w Olimpii swoją pracownię. Odnaleziono ją w ruinach domu kapłanów. Jednym z dowodów na obecność w tym miejscu rzeźbiarza jest znaleziony w 1956 r. przez niemieckich archeologów puchar z napisem "Feidio eimi" czyli "nalezę do Fidiasza."

Tuż obok świątyni znajdowało się miejsce posiedzeń rady. Tu, przed okazałym posągiem Zeusa zawodnicy składali uroczystą przysięgę, że będą przestrzegali ustalonych reguł gry.

Kulminacyjny moment ogłaszania zwycięzców i przyozdabiania im głów wieńcami laurowymi miał miejsce w Świątyni Hery, która jest najstarszą budowlą w Olimpii.

 


O tym, że tu narodziły się igrzyska przypomina ogień zapalany na stadionie na znak rozpoczęcia współczesnych zawodów. Ten płomień przenoszony z miasta do miasta, z kontynentu na kontynent jest symbolem olimpizmu i jedną z najpiękniejszych idei starożytnego i współczesnego świata.

czwartek, 21 lipca 2022

Nie-bajki o Miasteczku ciąg dalszy

 


W sierpniu 1995 roku byłam w Miasteczku z 79-letnią wówczas Mamą i młodszym synkiem, który miał rękę na temblaku. Wszyscy dzielnie wędrowaliśmy po "górach i dołach" Miasteczka. Chodziliśmy na targ na małym rynku i kupowaliśmy tam suszone bukiety i słynne "kazimierskie koguty".

W Miasteczku w uroczym hotelu "Dwa Księżyce" spędziliśmy  naszą 25-rocznicę ślubu. Mieliśmy za oknem farę, zamek i basztę. Przemiła właścicielka hotelu zapraszała nas do stylowej restauracji na pyszny obiad. No ale nie mogliśmy tej rocznicy spędzić gdzie indziej niż w najpiękniejszym polskim miasteczku.

Z biegiem czasu powstało w Miasteczku coraz więcej galerii obrazów, nastrojowych kawiarenek, herbaciarni, restauracji i magicznych sklepików. Po Wiśle pływają statki i prom, zabierają mieszkańców i turystów na druga stronę. W piękny letni dzień spotyka się nad rzeką mnóstwo ludzi, a w każdym prawie zakątku Miasteczka malarze rozstawiają sztalugi i malują, malują...- każdy swoją bajkę...

Mocno starsza pani ze starego rodu Góreckich powiedziała mi, że nie wyobraża sobie, że mogła by się gdzie indziej urodzić, spędzić życie i umrzeć, ponieważ jak napisał Leszek Długosz, to jest: "Kawałek świata, gdzie tak wszystkim - Bogu, ludziom i roślinom tak pięknie wyszło. I historii gdzie się trochę ocaliło".

Ileż to razy patrzyłam na Miasteczko spod Trzech Krzyży? Mijały lata, jesienie, zimy i wiosny... 

Którego styczniowego dnia wysiadłam z autobusu pod zamkiem i poszłam na rynek. Usiadłam naprzeciwko Kamienic pod św. Krzysztofem i św. Mikołajem i mimo mrozu przesiedziałam tam co najmniej godzinę. Czułam się jak jednoosobowa widownia podziwiająca najpiękniejszą małomiasteczkową dekorację teatralną. Było cicho, pusto, sennie. Z Domu Architekta wyszła jakaś pani i zaprosiła mnie na kawę do środka. Powiedziała, że musi dbać o prawdziwych wielbicieli Miasteczka.

Wychodząc odwróciłam się i spojrzałam na trzy płaskorzeźby nad wejściem do budynku przedstawiające głowy trzech polskich królów. Wyrzeźbił je wiele lat temu mój ojciec...

Któregoś razu weszłam na pierwsze piętro Kamienicy pod św. Krzysztofem, zapukałam do drzwi i zapytałam pracującą tam panią czy mogłabym tylko podejść do okna i wyjrzeć na rynek. Zgodziła się i dzięki temu został mi przed oczami jeszcze jeden piękny obraz Miasteczka.

Tutaj prawie wszystkie zachody słońca są niesamowite. Kiedyś pomyślałam, że gdyby Saint-Exupery znał to Miasteczko, to z pewnością wylądowałby na plaży w pobliżu kamieniołomu i tam właśnie spotkał małego złotowłosego chłopca. Ale wtedy jeszcze mniej dowiedziałby się o Róży, bo Mały Książę milczałby jeszcze bardziej, patrząc na piękny, świetlisty spektakl odbywający się co wieczór nad rzeką.

Na ulicy Puławskiej, tuż pod ruinami zamku przez wiele lat była tajemnicza działka. Urzekała mnie niesamowitym gąszczem krzewów, drzew i traw. Zawsze była dzika i zarośnięta.... i wystawiona na sprzedaż. Wiele razy mówiłam, że chciałabym ją mieć na własność. Ostatnio ktoś ją wykarczował. Zrobiło mi się smutno. gdy to zobaczyłam bo zrozumiałam, że nawet najmniejszy kawałeczek Miasteczka nie będzie mój...

Wiosną w wąwozach Miasteczka jest niesamowity hałas, ruch, śpiewy. Ptaki łączą się w pary, zakładają gniazda, karmią i wychowują młode.

A w podcieniach renesansowych kamieniczek "urzędują" jaskółki. Pod wieczór wylatują z gniazd, oblatują rynek kilka razy i wracają do gniazd.

Miasteczko Kazimierz Dolny - nazywano go różnie - miasteczkiem zakochanych, miasteczkiem malarzy, miasteczkiem genius loci, miasteczkiem bajką. Dla mnie jest najpiękniejszym miasteczkiem na świecie.

Lata mijają bardzo szybko. I znowu jest kolejny wrzesień i kolejna rocznica ślubu...I znowu siedzę na tej samej ławce na rynku co zawsze. Patrzę na dwóch chłopców biegających koło studni i myślę, że urosło nowe pokolenie zauroczone tym maleńkim znakiem na mapie. Moje wnuki.

Koniec.

poniedziałek, 18 lipca 2022

Nie-bajka o Miasteczku


Pisać o nim nie jest łatwo. Bo jakich użyć słów, aby opisać najpiękniejszą bajkę, marzenie, czary, kolory, które je tworzą?

Pisali o nim wspaniali pisarze, malowali je wybitni malarze, fotografowali mistrzowie obiektywu.  Bywali tu prawie wszyscy, a żyją tu ludzie tacy jak wszędzie, choć niektórzy są niezwykli.

Wybitny nestor malarzy krajobrazu, Jerzy Gnatowski twierdził, że urok Miasteczka rozciąga się jeszcze wiele kilometrów za nim.

Miasteczko uwiodło mnie i zauroczyło po raz pierwszy gdy miałam 18 lat. Ze swoją pierwszą wielką miłością przemierzałam wtedy kilometry wąwozów i wsłuchiwałam się w śpiew ptaków. Nocami wyglądaliśmy "wilczych ślepi" jak nazywaliśmy błyszczące świetliki. 

Wtedy słynna piekarnia Sarzyńskich jeszcze nie istniała. Po bułeczki chodziliśmy do małego białego domku - piekarni na ul. Nadrzecznej, tej w której potem kręcono zdjęcia do filmu "Dwa księżyce". 

Nie było też wału nad Wisłą ani słynnej promenady, zawsze pełnej turystów.  Na wysuniętych w Wisłę cypelkach stali rybacy z wędkami. Pewnego razu poślizgnęłam się i wpadłam do Wisły po szyję.  Rybacy musieli porzucić swe wędki aby mnie ratować.

Ruiny zamku nie były jeszcze całkiem zabezpieczone, a na ulicy Senatorskiej niektóre kamienice stały w ruinie. Nie było też jeszcze muzeum koło Domu Architekta.

Z Kwaskowej Góry szło się ulicą Czerniawy do Źródełka Miłości.  Po drodze mijało się las pełen zniszczonych i rozbitych nagrobków z dawnego kirkutu.

Na rynku zapraszała tylko kawiarnia Rynkowa i bar mleczny. 

Góra Trzykrzyska porośnięta kolczastym berberysem była trudno dostępna, ale biegaliśmy po niej wzdłuż i wszerz.

W czasie następnego pobytu w Miasteczku mieszkałam w Górach przy Norowym Dole. Dom stał w zaczarowanym ogrodzie. Mój 3-letni pierwszy i jedyny wtedy synek przemierzal ze mną dzielnie szlaki, drogi i wąwozy. Odkryliśmy wtedy wiele tajemniczych miejsc i posesji. m.inn. ruiny willi Szukalskiego  na Abrychtówce i słynny wąwóz Korzeniowy Dół. 

Trzecie, czwarte,.... dziesiąte spotkanie w Miasteczkiem. Razem z synkami spędzaliśmy tu po kilka dni lub tygodni co roku, albo przyjeżdżaliśmy tylko na jeden dzień. 

Kasztel po prof. Tadeuszu Pruszkowskim, założycielu Bractwa Św.Łukasza i słynnych plenerów malarskich stał pusty i straszył pozamykanymi na cztery spusty oknami i drzwiami. Nasi synkowie uważali go za zaczarowany zamek. 

Któregoś dnia zaczęliśmy wędrować szlakiem przez Wąwóz Małachowskiego, dalej szliśmy grzbietem wzniesienia mijając na pół dzikie sady. Dzieci szły pierwsze i zostawiały nam w różnych miejscach znaki i listy, abyśmy mogli za nimi trafić. Potem zeszliśmy w dół do ulicy Słonecznej, którą w prawo idzie się do Albrychtówki i Mięćmierza. Powtarzaliśmy tę trasę zawsze, gdy byliśmy w Miasteczku.

Z górki albrychtowskiej rozciąga się bajkowy widok na stary wiatrak. Krowią Wyspę, Wisłę i Janowiec.

Którejś niedzieli na Rynku zobaczyliśmy na koniu Daniela Olbrychskiego  z kieliszkiem wina w jednej ręce i butelką w drugiej. Pozował do zdjęć zaskoczonym turystom. 

Franciszek Starowieyski z małżonką rozmawiali przy sztalugach z malarzami wystawiającymi swoje obrazy. 

Przy studni na rynku jedne dzieci chlapały się wodą, inne biegały z piszczałkami i goniły gołębie. Cyganki wróżyły kolejnym samotnym i zakochanym. W podcieniach Kamienicy Gdańskiej malarz  tworzył portret młodszego, 12-letniego wtedy naszego synka.

Widok z zamku w Janowcu na Miasteczko i przełom Wisły dodawal skrzydeł nie tylko ramionom ale i nogom. Najwięksi twardziele milkli i patrzyli oczarowani. 

Wiele lat temu, gdy nie było jeszcze wału nad Wisłą w Miasteczku woda wdarła się do spichlerza Kobiałki, w którym było wtedy schronisko PTTK.  Kierownik schroniska opowiadał, że otworzył wtedy rano główne drzwi i chcąc nie chcąc wpuścił do starych murów Wisłę. 

W Domu pod Wiewiórką - muzeum Marii i Jerzego Kuncewiczów witała nas kiedyś w drzwiach znana aktorka i zapraszała na spektakl poświęcony Pani Marii. 

A w sobotni wieczór w pięknym kościele farnym jak zawsze odbywał się koncert organowy.

--------------------------------------------------------------------

Czy interesuje Was dalszy ciąg tej nie-bajki???


piątek, 15 lipca 2022

Delfy - z cyklu "Moja podróż po Grecji"

 /W Grecji byłam w sierpniu roku 2004.../


Legenda mówi, że Zeus chciał się dowiedzieć gdzie jest centrum świata, więc kazał wysłać z obu jego końców naprzeciwko siebie dwa orły. Spotkały się one właśnie nad Delfami.

Miasto to leży na zboczu góry zwanej Parnasem, nad Zatoką Koryncką. Położone jest na gigantycznym tarasie i należy do największych atrakcji w całej Grecji. Czasy największej świetności przeżywało w VI w.p.n.e, kiedy starożytni Grecji zauważyli, że ze zboczy Parnasu zaczyna wydobywać się dym, który powoduje odurzenia u mieszkańców. Po tym odkryciu zbudowano w tym miejscu Wyrocznię.

Znajdowała się ona w świątyni Apollina, a w niej "urzędowała" natchniona przez bogów wróżka Pytia. Oczywiście wraz z biegiem lat same wieszczki zmieniały się, ale imię pozostało to samo. Pytia siedziała na trójnogu nad tą szczeliną w ziemi, z której wydobywały się odurzające opary. Przepowiednie, których udzielała proszącym o radę władcom różnych państw były wieloznaczne.

Do Wyroczni Apollina wiedzie tzw. Święta Droga, a cały teren, w skład którego wchodzi m.inn. Skarbiec Ateńczyków, a także najlepiej zachowany w Grecji Stadion Olimpijski, nosi nazwę Świętego Okręgu.


Idąc do wyroczni, mija się ruiny rzymskich sklepów, w których podróżnicy mogli kupić dary dla bóstw. Następnie są rzędy pustych cokołów. Stały na nich rzeźbione w złocie i brązie niezliczone posągi.

Delfy to nie tylko wyrocznia. Tutaj Ateńczycy wystawili monument upamiętniający zwycięstwo pod Maratonem, zaś Spartanie postawili Pomnik Admirałów, biorących udział w wojnie peloponeskiej.

Na starogreckich kolumnach znajdujących się w Świętym Okręgu do dziś widnieją inskrypcje. Na niektórych kamieniach umieszczono imiona niewolników, wyzwolonych przez swoich właścicieli.

W muzeum znajdującym się na terenie wykopalisk, spośród tysięcy posągów, które stały kiedyś po bokach Świętego Okręgu - można podziwiać odlany w brązie posąg Apollina i wożnicę zaprzęgu, jest to tzw. Auriga Delficki.


Na wschód od Świętego Okręgu wypływa ze skał Źródełko Kastalskie. Tutaj wędrujący po przepowiednię mężczyźni mogli umyć głowę, a tym samym uwolnić się od ciążących na nich grzechów. Wyjątek stanowili mordercy, którzy musieli umyć całe ciało.

"Mój chłopcze, jesteś niepokonany"- takie były słowa Wyroczni Delfickiej skierowane do Aleksandra Wielkiego.

A na murze Wyroczni w Delfach widniała inskrypcja "Gnothi seauton" - poznaj samego siebie...

"Bo Delfy" - jak stwierdził w 1898 r. Henry Adams - "są prawdopodobnie najbardziej greckie ze wszystkiego"

" Gdy się zwiedza tak bezcenne da kultury ośrodki jak Delfy.... narasta szacunek dla archeologii, która spod usypisk, zwałów ziemi, namułów, spod współczesnych wreszcie osad, wydobywa najpiękniejsze świadectwa przeszłości" - tak pisał Eugeniusz Paukszta w "Impresjach greckich. Wichry wśród kolumn".

"Oczywiście ani przez chwilę nie dałbym się zwieść tym wróżbom greckiej Cyganki, Pytii na trójnogu..." - twierdził Mieczysław Jastrun w "Podróży do Grecji".



"Czy zaufać przyjacielowi?"

"Jaką ofiarę złożyć bogom?"

"Wywołać czy powstrzymać wojnę?"

Takie pytania do Delfickiej Wyroczni kierowali królowie ale i zwykli obywatele. Wyrok traktowano zawsze jako ostateczny i nieodwołalny.

Gdy patrzyłam na bajkową scenerię Delf, bardzo łatwo było mi uwierzyć, że wszyscy właśnie do Świątyni Apollina przybywali po poradę.




wtorek, 12 lipca 2022

5 x Grecja - z cyklu "Odkrywanie Europy"

                                                                    
                                                     1. Wyspy

Grecja to kraj typowo wyspiarski. Poza częścią kontynentalną  na Morzu Egejskim i Jońskim rozsiane jest ponad 3000 wysp, tworzących 15021 km wybrzeży Grecji. Wyspy stanowią 1/5 powierzchni całego kraju. Największe wyspy to Kreta, Eubea, Lesbos i Rodos. Zamieszkałych jest jedynie 167 wysp.

                                                       2. Parthenon

Parthenon jest świątynią usytuowaną na wzgórzu Akropol w Atenach. Nazwa pochodzi od kultu bogini Atheny Parthenos. Budową świątyni kierował wódz państwa ateńskiego Perykles, a prace rozpoczęto w 447 r p.n.e,. Budowlę ukończono w 438 r.p.n.e., a dekoracje zewnętrzne wykonywano jeszcze przez wiele lat. Chociaż Parthenon ucierpiał na przestrzeni wieków, tracąc przede wszystkim wiele pomników, to zachował jednak podstawową strukturę. Zrabowane z Parthenonu rzeżby znajdują się w muzeach Londynu, Paryża i Kopenhagi.

                                                         3. Sokrates

Sokrates jest powszechnie znany jako starożytny filozof grecki, który podejmował próby analizy charakteru ludzkiego życia. Jego główna rada brzmiała "Poznaj samego siebie". Przypisuje mu się ogromny wkład w rozwój myśli filozoficznej. Prowadził dyskusje z politykami, poetami i rzemieślnikami na temat moralności i zawiłych dróg życiowych. W swojej epoce był bardzo ważną osobą.
Sokrates, Platon i Arystoteles wywarli największy wpływ na filozofię Zachodu.
                                                                   
                                                          4. Onassis

Arystoteles Onassis był greckim magnatem transportu morskiego i biznesmenem, prowadzącym interesy na całym świecie. Zbudował flotę olbrzymich tankowców i statków towarowych. W wieku 25 lat został milionerem.

                                                           5. Musaka

Chociaż musaka to właściwie tradycyjne danie całego regionu Bałkanów i Środkowego Wschodu, to w Grecji jest wyjątkowa. Składa się z pieczonej baraniny i oberżyn. A na spodzie znajdują się ziemniaczki pokrojone w plasterki. I wszystko polane sosem beszamelowym.... Pyszności!!!!

To tylko parę informacji na temat Grecji.

W Grecji byłam 18 lat temu i zwiedziłam ją w czasie 2-tygodniowej wycieczki objazdowej. Zwiedziłam Ateny, Korynt, Delfy, Mykeny, Epidauros, Olimpię, Nauplion, Teby, Termopile... Nigdy tego nie zapomnę... A także tych 40-stopniowych upałów i kilkugodzinnego pobytu na Wyspie Nauczycielskiej, po której całymi stadami kicały zające. I tych osiołków które widzieliśmy jak stały nieruchomo ze spuszczonymi głowami w cieniu drzew... I tych wartowników przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Atenach którzy w trakcie marszu bardzo wysoko podnosili nogi do góry...na dodatek mieli fajne buciki z pomponami...

Byliście w Grecji?
I napiszcie proszę z czym Wam się kojarzy Grecja...Oprócz starożytności oczywiście...

sobota, 9 lipca 2022

I znowu cytat


                     

Anna Dymna  kiedyś powiedziała tak:

"Jednym z kłamstw tego świata jest to, że jeśli będziesz dobry dla ludzi, oni odwdzięczą się tym samym. To bzdura. Są tacy, którzy czerpią przyjemność z rujnowania innych. Jednak niezależnie od tego, jak zgniłe serce spotykasz, warto być miłym nie po to, aby ktoś ci się odwdzięczał, ale aby pokazać światu, że człowieczeństwo jednak istnieje"

Czy zgadzacie się z Panią Anną?

Bo ja całkowicie....I to nie dlatego, że tak mi się wydaje.... Tylko dlatego, że tego wszystkiego doświadczyłam...

A juki kwitną jak szalone...

środa, 6 lipca 2022

"Patrzę, czuję, rysuję"

W ubiegłą sobotę  przed południem odwiedziłam Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego. Mieści się ono w Warszawie w budynku dawnej oranżerii Pałacu Prymasowskiego w wąskiej uliczce Koziej na tyłach Krakowskiego Przedmieścia.

                                                                   


                                                                                     


                

Poszłam aby obejrzeć wystawę pt: "Patrzę, czuję, rysuję". Autorki tej wystawy to dziesięć różnych artystek, które mają rózne a jednak bardzo zbliżone, bo krytyczne spojrzenie na to co dzieje się w naszym kraju. Jest to wystawa zbudowana z fragmentów kobiecej codzienności, czasem zaskakujących i zabawnych, częściej trudnych i bolesnych.                                                                                          


Panie w kasie zasugerowały mi abym zwiedzanie zaczęła od udania się do drzwi toalety. Tak też zrobiłam....
 
A potem w dwóch salach, na schodach i w holu Muzeum karykatury oglądałam przerózne rysunki. Zostały stworzone w wyniku codzienneych obserwacji rzeczywistości - tej intymnej, prywatnej, publicznej, medialnej i politycznej. Artystki korzystając z żartu jako narzędzia pozwalającego oswoić świat, jednocześnie poddają w wątpliwość rządzące nim reguły.

Wybrałam kilkanaście rysunków - począwszy od  bardzo spokojnych a kończąc na tych nieco szokujących...
1.

2.



3.

4.




5.

6.

.
7..

8.

.9

10.

                                11.  

12.

13.

14.

15.

Wszystkie zdjęcia można powiększyć. 
Czy któryś rysunek wyróżnicie?

niedziela, 3 lipca 2022

Miasteczko wielu wyznań i podzielony zamek - z cyklu "Polska Nieznana"

Pewnie znacie miasteczko Wisła i zamek w Odrzykoniu więc bajeczki nie będą długie.

                                              Miasteczko wielu wyznań

                                                                                                                                                                                                                                                                                     

Na Śląsk Cieszyński nauki Lutra dotarły już na początku XVI wieku. Przyjmowane tu były chętnie jako reforma oraz uwolnienie od  uciążliwych podatków i świadczeń na rzecz Kościoła. Książę  cieszyński Wacław III Adam w 1540 r uczynił luteranizm wyznaniem państwowym. Gdy władza przeszła w ręce katolickich Habsburgów innowiercy doświadczyli wielu prześladować i dyskryminacji.  Jednak ludność Śląska Cieszyńskiego trwała przy swojej wierze, w okresach największego ucisku spotykając się na nabożeństwach w trudno dostępnych miejscach. Bycie ewangielikiem oznaczało również trwanie przy polskości. Zbory stawały się prężnymi ośrodkami oświaty i kultury polskiej. Według spisu z końca XIX wieku w Wiśle żyło 3980 protestantów, 240 katolików i 41 izraelitów, z czego 4190 osób zaliczano do narodowości polskiej a 64 do niemieckiej.

Dzisiaj protestanci również stanowią większość wśród mieszkańców Wisły. W centrum miasteczka znajdują się najstarsze świątynie: kościół ewangelicki wzniesiony w 1838 roku na miejscu dawnego drewnianego, a nieco dalej kościół katolicki wybudowany w 1886 roku. W innych częściach Wisły zachowało się kilkanaście świątyń i domów modlitwy różnych wyznań.

Z miasteczkiem Wisła związanych jest wielu znanych Polaków - wymienię tylko dwóch z nich - pisarz Jerzy Pilch i .... oczywiście Adam Małysz...

                                 Podzielony Zamek w Odrzykoniu

                                                                     


Malownicze ruiny XIV wiecznego zamku wznoszącego się na skalistym wzniesieniu zwanym Kamieńcem były świadkiem wydarzenia, które opisał w "Zemście" Aleksander Fredro.  

W połowie XIVw. Władysław Jagiełło darował warownię Klemensowi z Moskarzewa.  Ten w zastaw za pozyczkę oddał zamek "niższy" z przedmurzem i prawem do studni i kaplicy na zamku "wyższym" murgrabiemu Sewerynowi Bonerowi. Od tego czasu warownia miała dwóch właścicieli.

Na początku XVII wieku znalazła się w posiadaniu Skotnickich i Firlejów . Po niefortunnej przebudowie, w wyniku której deszczówka z zamku "wyższego" Skotnickich  spływała wprost na dziedziniec Firlejów, między rodzinami rozgorzał  wieloletni spór. Dotyczył nie tylko deszczówki , ale też gruntów, użytkowanej dotąd wspólnej kaplicy i sławnego muru.

Konflikt, mimo ślubu Mikołaja Firleja z Zofią Skotnicką trwał jeszcze kilkadziesiąt lat.

Twierdza była posagiem Zofii Jabłonowskiej, żony Aleksandra Fredry, który poprzez mariaż  w 1828 roku stał się kolejnym właścicielem zamku.                                                                                                           

W grodzie kozła skaczącego na winorośl

Na zamku lubelskim przez 130 lat, mimo zmieniających się władz i systemów, mieściło się więzienie, w którym straciły życie tysiące Polaków...