wtorek, 28 grudnia 2021

Samotnia



"Często marzyłam, aby zamieszkać na „trochę” w górskim schronisku. I chociaż po Tatrach chodziłam przez wiele lat, to nigdy w żadnym tatrzańskim schronisku nie nocowałam. Bywałam czasami w „Murowańcu”, na Ornaku, czy w schronisku na Polanie Chochołowskiej, długie godziny pijąc kolejną herbatę albo tylko wrzątek i czekając, aż deszcz przestanie padać, ale nigdy nie zatrzymałam się tam na noc.

Jednakże przez jeden zimowy tydzień mieszkałam w środku gór. Te góry to Karkonosze. A to schronisko –to „Samotnia”. 

– Gdzie pani idzie z tym dzieckiem…??? – zapytała mnie oburzona pani, która wracała z drugą panią do Karpacza. Obydwie miały botki na szpilkach i futra. Miały też ze sobą wieczorowe torebki i chyba rękawiczki z wężowej skórki. Były naprawdę bardzo eleganckie. Spotkałyśmy się niedaleko Świątyni Wang. My, to znaczy ja razem z 10-letnim wówczas młodszym synem,*/ z niewielkimi plecakami szliśmy w górę. One wracały z zimowego spaceru, nieprzytomnie zmęczone i zmarznięte. 

– Tam już dalej nic nie ma, tylko śnieg po pas. Niech pani tam nie idzie, bo pani zabłądzi, a niedługo będzie ciemno. 

Podziękowałam paniom za zainteresowanie i życzliwość i powiedziałam, że idziemy do schroniska „Samotnia”, bo tam będziemy przez tydzień mieszkać. Panie nic nie odpowiedziały, biorąc mnie najwyraźniej za osobę niespełna rozumu. 

Nie będę ukrywać, że panie te miały dużo racji, bo po drodze kilka razy wpadaliśmy do jakichś dziur w śniegu prawie po szyję i musieliśmy się nawzajem z nich wyciągać. 

Gdy doszliśmy do „Samotni” to faktycznie było już ciemno. Obydwoje mokrzy, zmordowani i zmarznięci. Ale szczęśliwi i roześmiani. 

Że jest to miejsce magiczne, to nie ulega wątpliwości. Że żyje się tam w zupełnie innym wymiarze, to jasne jak słońce. Że patrząc przez okno na drogę wiodącą dalej do „Strzechy Akademickiej” czy nad kocioł Małego Stawu, czuje się w sobie niesamowity spokój, a jednocześnie radość, to też nic odkrywczego. Że jak podziwia się pokryte szadzią drzewa, to nie chce się wierzyć, że to natura je tak wyrzeźbiła, bo myśli się, że to jakieś cuda sprawiły. 

Codziennie po zjedzeniu skromnego śniadania wychodziliśmy na wycieczki w góry. Na Śnieżkę, na którą w końcu nie weszliśmy, bo zatrzymał nas straszliwy wiatr i gwałtowne opady śniegu. Do Śnieżnych Kotłów, które zachwyciły nas niesamowitą urodą, do prawie całkiem zamarzniętego wodospadu Łomniczki, do różnych pięknych form skalnych, jak Słonecznik. Na Łabski Szczyt. I na Szrenicę. 

Wędrówki w śniegu po pas były niesamowicie męczące, ale zapamiętaliśmy je na całe życie. Wracaliśmy, gdy się zmierzchało, i wtedy w schronisku czekał na nas pyszny obiad. A wieczorami siedzieliśmy w jadalni „Samotni” i słuchaliśmy grających na gitarze i śpiewających młodych ludzi. 

Symbolem „Samotni” jest wieżyczka i odlany w Jeleniej Górze dzwon sygnaturka z datą 1861 rok. A samo schronisko zwane jest przez niektórych perłą dolnośląskich schronisk. Leży nad Małym Stawem, który wcale nie jest mały, bo ma wymiary 255 m na 185 m i 6,5 m głębokości.

Lustro wody znajduje się na wysokości 1183 m n.p.m., a „Samotnia” leży o 12 metrów wyżej. Otoczenie Małego Stawu to ścisły rezerwat.

Schronisko zwane na początku budą zostało wybudowane ok.1890 roku przez Karola Haeringa. Najstarsza jego część, czyli sala bufetowa, ma około 120 lat. Według obliczeń pracowników „Samotni” codziennie odwiedza ją od 20 do 100 osób. 10 do 15 turystów pozostaje w schronisku na noc. 

Pokonanie sześciu kilometrów drogi ze schroniska do Karpacza zajmuje zimą 3 godziny. „Samotnia” jest prowadzona od czterdziestu lat przez rodzinę Siemaszków. Najpierw prowadził ją Waldemar Siemaszko – znany przewodnik i ratownik GOPR. Po jego śmierci „Samotnią” zajęły się żona i córka. Schronisko jest własnością PTTK. Jest w nim organizowane wiele cyklicznych imprez turystycznych. 

Ale najwspanialsza jest podobno w „Samotni” Wigilia. Przyjeżdżają wtedy nie tylko samotni i zakochani w górach. Przyjeżdżają całe rodziny. I czują się tam jak u siebie w domu. 

W 1992 roku Karkonoski Park Narodowy, w którego sercu leży to nastrojowe schronisko, został uznany przez UNESCO za Bilateralny  Rezerwat Biosfery.

Chociaż z „Samotni” do Karpacza jest zaledwie sześć kilometrów, to są to dwa zupełnie różne światy, które poza górskimi szlakami nie łączy zupełnie nic."

------------------------------------------------------------------------------------

/Był to urywek z mojej książki "Mój kraj nad Wisłą" wydanej w roku 2019/

------------------------------------------------------------------------------

X/ ten młodszy syn to aktualnie Szalony Geograf

96 komentarzy:

  1. Piękna opowieść Stokrotko. I zdjęcie śliczne. "Cudze chwalicie, swego nie znacie" ;-). Pięknie jest wędrować górskimi szlakami, pozdrawiam Ciebie serdecznie i Szalonego Geografa. Pozdrawiam po ośmiu minutach szybkich zakupów - Piekarnia ( ( ;_ ), przechodziłem tez dziś obok... Stokrotki, w niej zakupy po 14.15 ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. -- baśniowe zdjęcie i ta Twoja opowieść... wystarczy przymknąć lekko oczy, by przenieś się w zupełnie inny świat...
    - serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie skomentowałaś tę moją opowieść Alinko...
      Dzięki serdeczne :-)

      Usuń
  3. I znowu zacznę czytać tę książkę od początku!
    Ela

    OdpowiedzUsuń
  4. Dosłownie godzinę temu, jeszcze w pościeli, wspominaliśmy z mężem czas, gdy ja, w towarzystwie nie prowadzącej samochodu mojej Mamci, niespełna 3 letnim starszym synem i 7-miesięczną ciążą, pojechałyśmy w lutym samiuteńkie do Zakopanego dużym Fiatem :) :) O żadnych oponach zimowych wówczas nikt jeszcze nie słyszał. Mróz sięgał wówczas 20 stopni, akumulator musiałam na noc wnosić do Harendy ( chata ASP w Krakowie), gdzie mieszkałyśmy. Na dodatek ja niemalże nie dopinałam kurtki bo brzuś był już pokaźny :) Gdy dziś to wspominamy, włos jeży nam się na głowie :) Ale cóż, młodość ma swoje prawa... Przeżyliśmy... Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polu - to piękna i pełna grozy opowieść.
      Dziękuję Ci bardzo...

      Usuń
  5. Samotnia jest cudowna, jak i wiele schronisk na górskich szlakach, ale Samotnia jest jednak wyjątkowa.
    Tez nie spałam nigdy w schronisku, choć mój mąż marzył zawsze, by wędrować od schroniska do schroniska...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu - a ja spałam/mieszkałam przez tydzień w tym schronisku z przyszłym Geografem...:-))

      Usuń
  6. To my podobnie jak Ela wrócimy do Twojej książki o Polsce :-)))
    Marek z dziewczynami

    OdpowiedzUsuń
  7. tak, tak tak! największą wartością Karkonoszy są właśnie drzewa pokryte szadzią. Takie zimowe chorągwie, niepowtarzalnie piękne. nawet słup telegraficzny w objęciach zimy wygląda zachwycająco. żaden inny widok z Karkonoszy nie zrobił na mnie takiego wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację jeśli chodzi o te drzewa. i nigdzie indziej nie ma piękniejszych drzew w zimie...

      Usuń
    2. Witam.

      Pozwolę się z Tobą nie zgodzić, Stokrotko:)
      Nasze zimowe drzewa są może nie aż najpiękniejsze, ale - równie piękne.

      :)

      Usuń
    3. *Pozwolę sobie:)
      Jest takie słońce, że prawie nie widzę znaków na monitorze:)

      Usuń
    4. Leno - nie chciałam obrazić Twoich drzew :-))

      Usuń
    5. Leno - to dobrze że jest słońce, bo słońce to życie...

      Usuń
    6. Wiem, Stokrotko. Trochę się droczę:) Kochasz wszystkie drzewa, podobnie jak ja:)

      Słońce o tej porze roku to zapowiedź mrozu (teraz jest -10), ale i tak je lubię:)

      Usuń
    7. Ja chyba bardziej kocham drzewa niż kwiaty...

      Usuń
  8. Kiedyś zdarzyło mi się wchodzić przez śniegi na Śnieżnik - trasa prosta, szliśmy jakąś drogą dla samochodów, ale nogi zapadały się głęboki i po każdym kroku trzeba było je wyciągać. Ciekawie było. ;)
    Już miałam napisać, ze w schroniskach spałam tylko latem, ale przypomniało mi się, że zimowe epizody też się zdarzały, tylko to były szkolne wyjazdy na narty.
    Opisane przez Ciebie okolice wydają się godne odwiedzenia, muszę to kiedyś nadrobić - tylko, mimo zachęcającego opisu zimowych wrażeń, może cieplejszą porą. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kataszo - decyzja należy do Ciebie. Ale zimą jest naprawdę najpiękniej...

      Usuń
  9. Raz mi się zdarzyło nocowanie w Murowańcu, do dziś to wspominam:) Samotnia jest przepięknie położona, zimą, a nawet wiosną, potrafi byc zasypana po komin, co tez dodaje jej uroku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam Ewo że i Ty zachwycasz się Samotnią...

      Usuń
  10. Masz rację Stokrotko po wejściu lub zejściu na Samotnię czuje się jakiś dziwny spokój. Nawet zmęczenie odsuwa chęć wejścia do schroniska i wypicia czegoś gorącego. Po prostu przed nami rozpościera się niesamowity widok "Małego Stawu" na tle gór. Byłem tam kilka razy, raz musiałem zostać na noc. Po raz pierwszy trafiłem tam z wycieczką szkolną, jeżeli chcesz to zerknij na poniższy link. Jest tam kilka zdjęć z 1968 r. i pewne moje przemyślenia:
    http://foto-anzai.blogspot.com/2016/04/kolorowe-czy-czarno-biae-wycieczka.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie Andrzeju.... oczywiście że zajrzę...:-))

      Usuń
    2. Andrzeju - ja się nawet pod tamtym tekstem wypowiadałam :-)) Tylko wtedy prowadziłam pierwszy blog...

      Usuń
  11. 60 lat temu byłem w Karpaczu na studenckich wczasach zimowych i nasza regularna trasa była - wyciągiem na Kopę - Strzecha Akademicka - Samotnia - Schronisko Bronka Czecha (już nie istnieje) i zjazd do Karpacza. Czasami udawało się wjechać jeszcze raz na Kopę.
    Samotnia otoczona jest bardzo stromymi zboczami i czasem próbowaliśmy na nie podejść i zjechać. Duże zagrożenie lawinowe.
    Dziękuję za przypomnienie tego czarownego miejsca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lechu - miło mi, że uruchomiłam Twoje piękne wspomnienia...
      Serdeczności.

      Usuń
  12. Samotnia jest miejsem szczególnie ważnym dla mojego młodszego syna i synowej i masz rację, górskie schroniska mają swój, niepowtarzalny i w żadnym innym miejscu nie spotykany klimat. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nigdy nie chodziłam po górach, nie znam schronisk, ale wierzę, że to wyjątkowe, piekne miejsca. Podziwiam ludzi, którzy je prowadzą. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko - ludzie gór to "wyjątkowe typy".
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  14. Zdjecie nastrojowe, przytoczony fragment cieply i pelen milosci. W zimie tylko raz bylam w gorach na szkolnym zimowisku blisko domu, bo w Szczyrku. Bylo jak w bajce. Serdecznie pozdrawiam Malgosia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu - dobrze wiesz że w takich miejscach jest jak w bajce.
      Serdeczności Najmilsza :-)

      Usuń
    2. Stokrotko, wytlumacz mi belkot Kloszarda. Jestes nsjbardziej wyrozumiala osoba ns swiecie!

      Usuń
    3. Małgosiu ja chyba za głupia jestem żeby zrozumieć Kloszarda.....

      Usuń
  15. Pani Stokrotko ale tam jest pięknie:-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękne miejsce - taka Samotnia... Pozdrawiam Stokrotko

    OdpowiedzUsuń
  17. Jaki morał z tego opowiadania ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wspanialy opis zaczarowanego miejsca! Moral? Naucz sie dostrzegac urode swiata! Malgosia.

      Usuń
    2. Kloszardzie to smutne że nie zrozumiałeś mojego tekstu....

      Usuń
    3. Małgosiu - dziękuję Ci.

      Usuń
    4. Cieszy mnie ,że nie rozumiem, że nie odczuwam jak inni. Widzę inaczej. Bawi mnie, gdy kpiarzom, odbierając mój autograf, daję radość, zamyślenie a gdy go dostrzegą, wymiotują.Panie z torebkami z wężowej skórki...pamiętam siebie podobną do mijanych przez Panią kobiet, wracającą od klienta, mijając niczego nieświadomą żonę. Po latach zastanawiam się, kto z kogo drwił.Pozdrawiam serdecznie .

      Usuń
  18. Zimowe chodzenie po górach jest fantastyczne, choć niebezpieczne. W tym roku w marcu tez zapadałam sie w śnieg po biodra czasem, ale docierała do celu szczęsliwa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty dobrze znasz takie wędrówki - prawda?
      Serdeczności...

      Usuń
  19. Stokrotko, Śnieżne Kotły i Szrenicę wspominam z przyjemnością, nawet zdjęcia się zachowały. Zwiedzaliśmy z MS różne górskie piękne miejsca dopóki nie natrafiliśmy na naszą miłość, czyli Szczawnicę. Ale z przyjemnością wspominamy :)
    Co do morału (kloszard pyta) to wspominam babcine słowa: "gdzie cię nie proszą tam kijem wynoszą".
    Serdeczności Jaguniu 🌺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie Ci dziękuję Anko za Twoje wspomnienia :-)

      Usuń
  20. Och, przywołałas miłe wspomnienia. ;). Nie wchodziliśmy do Samotni podczas naszego pobytu w Karpaczu, ale widoki są piękne, urocze miejsce. Zawsze się znajdą tacy, co będą odradzać coś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze że tam byliście i zauważyliście tamto piękno...

      Usuń
  21. Dobrze jest się czasami schować.
    Każdy ma swoją 'Samotnie' 😉

    OdpowiedzUsuń
  22. Twoja opowieść pobudziła moją wyobraźnię. Zresztą kocham Karkonosze i jeśli mam okazję, chętnie wyruszam na szlak. Samotnię prawdopodobnie nie ja jeden uważam za najpiękniejsze schronisko po polskiej stronie Karkonoszy, dziś niestety leży zbyt blisko Karpacza, by nazwa nie brzmiała groteskowo, choć gdy się na nią patrzy z klifu nad Małym Stawem, to pojawia się myśl, że może jednak ta nazwa nie jest taka śmieszna. Korciło mnie, by w niej przenocować, ale logistycznie mi jej położenie nigdy nie pasowało (znowu ten zbyt bliski Karpacz, noclegować po godzinie wędrówki lub mając w perspektywie szybki, kilkudziesięciominutowe powrót do cywilizacji wydawało mi się zwiększaniem liczby noclegów na siłę). Czytając Twój wpis doznałem jednak olśnienia: Właśnie takie wynajęcie, na kilka noclegów, byłoby całkiem sensowne, gdybyśmy nie chcieli się zbytnio forsować, tylko robić krótkie wypady. Trochę jak pobyt w pensjonacie, tylko dużo piękniej położonym i z wyselekcjonowanymi pod względem pasji gośćmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Wolandzie - to byłoby wspaniałe rozwiązanie.
      To dobrze że wpadłeś na taką myśl...
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. bo ja wiem?... kilka kilometrów w górach to nie jest kilka kilometrów na płaskim... oczywiście dla Wolanda, wprawnego marszturysty to pikuś, ale dla zwykłego mieszczucha to już wyprawa...
      p.jzns :)

      Usuń
    3. PKanalia - ale po takiej górskiej wędrówce to do drzwi schroniska to się już nie dochodzi tylko dopełza :-)) I to jest dopiero frajda!!! Jeszcze parę lat temu tak do "Murowańca" w Tatrach dopełzałam w śniegu po pas....

      Usuń
  23. Nie zdarzyło mi się być w górach w zimie oprócz jednej wizyty złożonej Karkonoszom w czasach licealnych. Dopiero później, po latach i to nie w celach turystycznych, zdarzyło mi się zimą przejeżdżać przez alpejskie przełęcze w Austrii, Niemczech, we Włoszech i we Francji. Nie za każdym razem te spotkania z Alpami były przyjemne: parę razy grzęzłem w śniegu, zakładałem łańcuchy, aby w w ogóle wyjechać z zasp, ale też byłem świadkiem przepięknych krajobrazów, nocnych zadymek; częściej jednak podróżowałem z duszą na ramieniu, zwłaszcza wtedy, gdy trzeba mi było jechać nocą podczas śnieżycy, a na zwierzątka w postaci saren i kozic musiałem uważać lub też z uwagi na nieprzejezdność trasy zmuszony byłem objeżdżać zasypane śniegiem drogi i wybierać te, które do przejazdu jeszcze się nadawały. Co wtedy myślałem? Oby tylko przedostać się, oby zjechać o ten kilometr niżej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Kawiarenko!!!!
      To i Twoje wspomnienia zimowo-górskie uruchomiłam.
      Wyobrażam sobie jak to groźnie musiało w Alpach wyglądać.
      Ale masz za to co wspominać.
      Bogate wspomnienia to jest COŚ.

      Usuń
  24. Samotnię odwiedziłem tylko raz, bez nocowania, jako dzieciak, zimą, gdy mieszkaliśmy w Strzesze Akademickiej... tyle minęło lat, że poza lakoniczną opinią "ładne" nic więcej nie potrafię powiedzieć...
    ...
    w schroniskach pomieszkiwałem i owszem, właśnie w latach dziecięcych (pierwsze klasy podstawówki), zwykle jeździłem tam na ferie z ojcem, który był instruktorem narciarskim... to były tak: wspomniana Strzecha, potem Odrodzenie, w międzyczasie też Murowaniec w Tatrach... był jeszcze Ornak, ale to już w lecie, pamiętam, że strasznie mnie wtedy frustrowało wczesne wyłączanie agregatu prądotwórczego na noc... no, i Kalatówki, ale trudno to nazwać "schroniskiem", tu raczej funkcjonuje nazwa "Hotel Górski"... aha, jeszcze Chochołowska, w lecie z mamą, byłem jeszcze przedszkolak wtedy...
    ale najzabawniej było, gdy zjeżdżaliśmy z Kasprowego: ojciec, ja i dwóch chłopaków, synów ojca kumpli... robiło się ciemno, do Murowańca nie chcieli nas przyjąć, więc trafiliśmy do (nieistniejącej już) Betlejemki... byliśmy jedyni goście, nie było ogrzewania, więc gospodyni uruchomiła wszystkie kołdry, koce, prześcieradła żeby nas przykryć... faktycznie zrobiło się cieplusio, ale to było wszystko takie ciężkie, że obrót z boku na bok był niezłym wyzwaniem, misją do wykonania...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę - to masz bardzo bogate i ciekawe wspomnienia ze schronisk górskich.
      Fajnie :-))

      Usuń
    2. to jeszcze nie koniec... już jako dorosły zaliczyłem wszystkie schroniska w Beskidzie Sądeckim, czasem z nocowaniem, czasem bez, trafiłem też na Turbacz... ale to już jest całkiem osobna historia...

      Usuń
    3. Super!!!
      Ten mój młodszy czyli szalony Geograf ma też uprawnienia do prowadzenia wycieczek po gorach, więc co pewien czas zabiera grupę młodzieży i wyrywają ... także na Turbacz.

      Usuń
    4. tu chodziło o coś innego... gdy odszedłem z pracy w służbie zdrowia wymyśliłem sobie, żeby zatrudnić się w schronisku żeby "odtajeć" psychicznie... zamieszkałem u zaprzyjaźnionych górali w Szczawnicy i odwiedzałem te schroniska... niestety było tuż po reformie systemu: schroniska przeszły na własny garnuszek i chętniej zwalniały, niż zatrudniały... w końcu trafiłem do pracy w szczawnickiej piekarni, a potem do ośrodka fizjoterapii... gdy odtajałem wróciłem do Wawy...

      Usuń
    5. Noooooo. to już mnie trochę uświadomiłeś :-))

      Usuń
  25. Wprowadziłaś wszystkich w inny, bajeczny świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krystyno - jeśli faktycznie mi się to udało, to bardzo się cieszę :-)

      Usuń
  26. Łączą nas góry i ładne historie.
    To jest bajka napisana dla ludzi,którzy chcą coś osiągnąć,
    ale w rzeczywistości nic nie osiągają.
    Góra w pracy.
    Pewnego dnia mieszkańcy Gór Olbrzymich(Karkonosze)zauważyli,
    że góra Śnieżka ciężko pracuje;Z jej szczytu wydobywa się dym,
    ziemia drży u jej stóp,drzewa walą się na zboczach,
    ogromne skały przewracają się.Byli pewni,że wydarzy się coś
    strasznego.Wszyscy zebrali się w jednym miejscu,aby zobaczyć,
    jaka to straszna rzecz się wydarzy.
    Czekali i czekali,ale nic nie nadeszło.W końcu nastąpiło jeszcze bardziej gwałtowne trzęsienie ziemi a w zboczu Śnieżki
    pojawiła się ogromna szczelina.Wszyscy padli na kolana
    i czekali co się wydarzy.Po długiej chwili oczekiwania,
    maleńka,maleńka myszka wysunęła z ogromnej szczeliny swoją
    małą główkę i pobiegła w ich kierunku.

    "Łączą nas góry"
    https://youtu.be/74WPWMK4FEo
    Z takimi ludźmi można góry przenosić.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepięknie Henryku!!!!
      Dziękuję Ci z całego serca za ten komentarz...

      Usuń
    2. Dawno,dawno temu,wyruszałem z najpiękniejszych gór świata
      o godz. 3.00 w nocy na Ślężę.Jeszcze tego samego dnia wracałem.Było to ok.76 km.
      Gdy wędrowałem samotnie,nigdy nie nocowałem w schronisku.
      Zawsze nocowałem w wiatach w śpiworze,na stole albo ławce-jeśli nie były zniszczone.Zanim zasnąłem,
      nasłuchiwałem odgłosów nadchodzących z ciemnego lasu.
      Wyruszałem z tych pięknych gór.
      https://www.facebook.com/PieszyceMiasto/videos/133528258626310/
      Na filmie widać szczyt Śnieżki na zachodzie
      i szczyt Pradziada w Wysokim Jesioniku na wschodzie.
      Na Pradziadzie jeszcze nie byłem...brakuje mi do
      Korony Sudetów-i coś w niemieckiej części Sudetów,
      ale to już po reinkarnacji:)

      Usuń
    3. Wszystkie linki otworzę sobie późnij.
      A teraz napiszę Ci że jesteś WIELKI!!!
      :-))

      Usuń
    4. Na Małym Stawie odbyły się w 1930 roku niemieckie igrzyska zimowe w łyżwiarstwie szybkim na lodzie.
      Odbyły się one z wielkimi kłopotami z powodu zmiennej
      pogody;zamieć,ocieplenie,mgła,zamieć,na koniec ponownie śnieg z siarczystym mrozem.
      Stawy sudeckie bywały miejscem zimowych harców na kościanych łyżwach.
      Ale wcześniej takie harce były niemożliwe.Miłośnicy łyżwiarstwa przegrywali rywalizację o użytkowanie tafli
      lodowej z właścicielami Małego i Wielkiego Stawu,którym pozyskiwanie lodu na potrzeby przemysłu spożywczego przynosiło dochody.
      Przez 10-12 tygodni pracowało tam ok.30 robotników,
      którzy rżnęli taflę piłami i wyciągali bloki lodu na brzeg,skąd wozacy zwozili je saniami do Karpacza.W rekordowym 1897 roku pozyskano tam ok.2500 t lodu.Lód służył browarnikom,restauratorom i innym odbiorcom.
      W Sudetach w połowie lat 30.XXw.łyżwiarstwo można było
      uprawiać na naturalnych lodowiskach w 24 miejscowościach.
      Na Dolnym Śląsku znajdowało się 77 lodowisk,w tym 62
      naturalne o powierzchni 355 588 m2 + 15 wylewanych
      o powierzchni 41 691 m2.Było gdzie wyprawiać harce
      i rzeźbić figury na lodzie i w lodzie:)
      Niestety piękne rzeźby w lodzie nie przetrwały do naszych
      czasów z powodu ocieplenia klimatu:)

      Usuń
    5. I jak ja Ci mam Henryku podziękować za te informacje???

      Usuń
  27. Witaj, Stokrotko.

    Jakoś tak się składało, że w Karkonoszach bywałam latem:)
    Przycupnięta Samotnia wygląda przeuroczo:) Na podobną chatynkę natknęłam się kiedyś w trakcie wędrówki po nieco innych górach:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leno - to wiesz że i latem Karkonosze wyglądają przepięknie.
      Serdeczności

      Usuń
  28. Piękna opowieść, zwłaszcza, że znam trochę te rejony i lubię. W Samotni nigdy nie nocowałam, ale zdarzył się nocleg w schronisku Pod Śnieżnikiem.

    OdpowiedzUsuń
  29. Stokrotko, wspaniała i niezwykła jest Twoja opowieść, prześliczne bajkowe zdjęcie! 💖
    ..dziękuję Ci bardzo za możliwość przeniesienia się w inny, taki bajkowy i cudowny świat.. ta 'Samotnia', to przepiękne miejsce!..
    tym bardziej, że nigdy nie spałam w schronisku ;)

    - moc serdeczności ślę! 💜

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AnSo a ja Ci dziękuję za ten Twój zachwyt nad moją opowieścią...
      :-)

      Usuń
  30. Wytarmosiła Młodego Matula po zaśnieżonych szlakach, to się do dzisiaj przyziemić nie może...;o)

    OdpowiedzUsuń
  31. Stokrotko! Wyobraź sobie, że uczę polskiego, korzystając z Twoich książek. W ten sposób przekazuję cudzoziemcom wiedzę o naszym pięknym kraju.

    W Karpaczu, Szklarskiej, Kowarach i na tamtejszych szlakach bywałam tylko latem. Też było pięknie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę Halinko?
      Niesamowicie życzliwa z Ciebie istota.
      Dziękuję serdecznie.

      Usuń
  32. Też nigdy nie spałam w schronisku chociaż zawsze chciałam. Co tam chciałam, nadal chcę, mam ten punkt na liście marzeń. A co do Szalonego Geografa to wiadomo nie od dziś, że musiał mieć ciekawe dzieciństwo 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja przez tydzień w Samotni spałam i nigdy tego nie zapomnę.
      Dziękuję Ci.

      Usuń
  33. Karkonosze to piękne góry.Kilka lat temu weszłam na Śnieżkę tą trudniejszą drogą.Bylam taka dumna z siebie.To było latem,a więc nie było ślisko.
    W Samotni nie byłam.wiem gdzie to jest.
    Położenie piękne.Dzieki za ciekawy tekst.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu K - serdecznie Ci dziękuję za wizytę i komentarz.
      :-)

      Usuń
  34. Pięknie napisane.

    OdpowiedzUsuń
  35. Wiem już, czemu Młodszy Syn został Szalonym Geografem ;) Kiedy Mamusia zabiera Cię w takie magiczne miejsca jak "Samotnia" czy Śnieżka, nie sposób nie oszaleć na punkcie geografii :)

    "Że żyje się tam w zupełnie innym wymiarze, to jasne jak słońce." - zupełnie, jakbyś opisywała tutaj "mój" ukochany Czorsztyn... :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Raz tylko nocowalam w Tatrach na Hali Kondratowej. Cudowne miejsce, obsluga. Jestem zachwycona tym schroniskiem tatrzanskim. Reszta to raczej hotele gorskie. Ciekawe dokad te panie szly na szpilkach i w futrach 😂😂😂. Naprawde wyobraznie ogromna. Ale piekna opowiesc. Z przyjemnoscia poczytalam o Samotni. Tam niestety jeszcze nie bylam.

    OdpowiedzUsuń

Moja Andaluzja - część czwarta

Z Rondy, w której zatrzymaliśmy się na dwie noce pojechaliśmy zwiedzić białe miasteczka. Te miasteczka których jest w Andaluzji około pięć...