W autobusie naprzeciwko mnie siedziały dwie dziewczyny.
Oczywiście zagłębione były w swoich komórkach..
Nagle jedna z nich, nie odrywając wzroku od ekranu komórki powiedziała:
- Słyszałaś? Jakiś debilny poseł powiedział, że aborcja powinna być karana śmiercią kobiety. I że oficjalnie w sejmie wystąpi w tej sprawie...
- A słyszałaś, że jakaś aktorka poinformowała, że występuje z kościoła.? I teraz wylewa się na nią hejt- odpowiedziała jej koleżanka. - Przyczepili się nawet do niej, bo przyznała się, że w domu nie gotuje, nie sprząta, nie pierze...
Obydwie zaklęły. Po chwili wysiadły naprzeciwko Uniwersytetu Warszawskiego.
A mnie przypomniała się definicja "dobrego człowieka" w naszym kraju:
"Dobry człowiek to ten, który mówi dzień dobry i chodzi do kościoła..."
Jak zwykle gdy nawiązuję trochę do polityki w naszym kraju - bardzo proszę o spokojne komentarze.
