czwartek, 27 czerwca 2019

Gdzie w stolicy straszy?


Najbardziej w Warszawie straszy na Starym i na Nowym Mieście. W średniowieczu na Rynku Starego Miasta stała szubienica. Stał tam także pręgierz i klatka dla przestępców. Kiedyś na środku Rynku kat w środku nocy ściął głowę jakiejś kobiecie. I – jak mówią mieszkańcy otaczających rynek kamieniczek – do dzisiaj zjawa tej kobiety chodzi nocą po rynku. Najgorsze jest to, że w rękach trzyma własną głowę. A wszystko to dzieje się przy akompaniamencie straszliwego miauczenia kota. No bo w kamienicy pod św. Anną usytuowanej na rogu Wąskiego Dunaju zamurowano w średniowieczu kota. To po to, żeby prace przy jej budowie poszły gładko. Na ulicy Krzywe Koło mieszkał kiedyś Bazyliszek. Był to taki smokopodobny legendarny stwór, który zabijał wzrokiem. Strzegł on staromiejskich piwnic. Podobno do dzisiaj turyści boją się wejść na tę ulicę. I to by się zgadzało, bo jest ona zawsze całkiem pusta.
A na niedalekiej ulicy Celnej podobno rycerze mazowieccy wracający spod bitwy pod Grunwaldem spotkali tego Bazyliszka. No i pod jego wzrokiem skamienieli na zawsze. Na pamiątkę w podwórku jednej z pobliskich kamieniczek wmurowano płaskorzeźbę przedstawiającą tych rycerzy. Z kolei na Zapiecku siedzi za piecem złodziej, który jakieś 200 lat temu ukradł kiełbasę. Bał się kary i schował za tym piecem. No  i oczywiście straszy wszystkich na tym Zapiecku. Na ulicy Piwnej straszą przede wszystkim pijacy. W średniowieczu była to najdłuższa ulica Warszawy. Mieściły się na niej browary i piwiarnie, szynki i gospody. Według legendy  w jednym z szynków dragon służący w wojsku Władysława IV w podstępny sposób zakpił z diabła. Z kolei na ulicy Piekarskiej opowiada się legendę o przebiegłym kupcu Bartłomieju Krupie, który podawszy się za biedaka, chciał skorzystać  z darmowego chleba rozdawanego najuboższym. Bochenek, który otrzymał, zamienił się w kamień. Podobno jeszcze do 1939 roku można go było oglądać w Katedrze św. Jana. U wylotu zaś ulicy Piekarskiej na placyku zwanym Piekiełko palono kiedyś skazanych. Stracono tu dwie białogłowy podejrzane  o otrucie Książąt Mazowieckich – była to ziemianka Kliczewska i piekarka z Krakowa. Ale przede wszystkim spalono tu Michała Piekarskiego, który targnął się na życie Zygmunta III Wazy. Zanim nieszczęśnika uśmiercono, poddano go okrutnym torturom, na których to bredził od rzeczy (prawdopodobnie był to człowiek chory psychicznie). Stąd wzięło się powiedzenie: „plecie jak Piekarski na mękach”. Ścięto tam również głowy dwóm wiedźmom. Młodsza z nich tak oczarowała urodą kata, że sam rzucił się za nią na stos… 
Myślę, że już Wam wystarczy tych warszawskich strachów.
----------------------------------------------------------------------
/Był to urywek z mojej książki "Moje warszawskie zwariowanie./

W dniu 29 czerwca 2019 r. w godz. 11-13 będę podpisywać tę książkę na stoisku Wydawnictwa "Białe Pióro" w Ogrodzie  Krasińskich w Warszawie w ramach  pikniku pt: "Imieniny Jana Kochanowskiego" organizowanego przez Bibliotekę Narodową. Z dwoma osobami jestem umówiona. 
Wszystkich serdecznie zapraszam.

68 komentarzy:

  1. Grozą powiało od tych duchów !!!
    Na pikniku wprawdzie nie będę, ale cieszę się, że kolejni będą mogli poznać Twoją twórczość. Gratuluję Jagódko i życzę długiej kolejki przed Twoim stolikiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anusiu długiej kolejki pewnie nie będzie ale każdy kto weźmie do ręki moją książkę sprawi mi wielką radość.
      Serdecznosci.

      Usuń
  2. Tak straszysz Stokrotko, żeby zrobiło nam się zimniej w te upały ;-)
    O tych rycerzach i złodzieju kiełbasy nie wiedziałam.
    Życzę udanych spotkań z czytelnikami w Ogrodzie Krasińskich! Gdyby tak można było się teleportować, to też bym zajrzała :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magnolio - wprawdzie nie wybieram się do Japonii ale wierzę że nasze drogi kiedyś się zejdą.
      :-)

      Usuń
  3. Zastanawia mnie, dlaczego na pamiątkę po skamieniałych rycerzach wmurowano tam płaskorzeźbę. Wystarczyło pozostawić samych skamieniałych, byliby o wiele świetniejszą pamiątką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że też nikt wtedy nie wpadł na taką myśl!!

      Usuń
    2. To chyba gdzieś ich pochowano?

      Usuń
    3. Chyba tak ale nie wiem gdzie. Może kiedyś ich odkopią to Ci napiszę :-)

      Usuń
    4. No własnie o to odkopanie mi chodziło - może by tak ich postawić na miejscu, co tam płaskorzeźba! :)

      Usuń
    5. Wąsko tam jest, staliby w przejściu do klatki schodowej!:-)

      Usuń
    6. Frau Be -Ulach wie dobrze bo mieszka tuż obok.

      Usuń
    7. Ale wiecie, ludzie dawniej dużo mniejsi byli. Wystarczy popatrzeć na średniowieczne zbroje - wyglądają jak na krasnoludki. Może jednak by się zmieścili?

      Usuń
  4. No nie wiem, jakoś mnie nic nigdy nie straszyło nocą na Starówce,nawet po wizycie u Fukiera.
    Jedynie na uroczej imprezie w Bazyliszku nowe szpilki zmasakrowały mi obie stopy.
    I zamiast romantycznego nocnego spaceru ze Starówki na Mokotów było czekanie na taksówkę, bo kroku nie byłam w stanie zrobić.
    Tak sobie któregoś dnia pomyślałam, że ponieważ historia kołem się toczy, to czasy stosów, ścinania głów i wykonywanie wyroków na oczach gawiedzi są w Polsce całkiem bliskie, wreszcie będziemy w czymś przodować.
    Ty wiesz jakie byłyby wpływy z turystyki wtedy? Ze 100 razy większe niż teraz. Już mam przed oczami przyszły kodeks karny.
    Buziam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu pewnie dlatego Cię nic nie straszylo na Starówce bo byłaś w towarzystwie supermenow!!!:-)

      Usuń
  5. Bardzo żałuję, że nie będzie mnie w Warszawie tego 29.06. :-( Oby upał zelżał do tego czasu Ci życzę i jak najwięcej egzemplarzy do podpisu.
    A duchy, o których pisałaś chcę poznać osobiście jak tylko zdarzy mi się gościć w stolicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam. Książkę już masz to może i autorkę chcialabys poznać?

      Usuń
    2. Oczywiście, że bym chciała - jednak od Warszawy dzieli mnie kawałek i niestety nie bywam tam często.

      Usuń
    3. Niestety ale dość daleko od siebie mieszkamy.

      Usuń
  6. Aż strach się bać;) Dobrze, że nie mieszkam w Warszawie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiedziałam... czego to człowiek może się dowiedzieć :)

    PS W tym tygodniu odezwę się do Pani :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Takie miejsca zawsze obrastają legendami i podaniami... I dobrze, stają się atrakcyjniejsze dla turystów, a może i samych mieszkańców?
    Udanych spotkań literackich, Stokrotko ☺️

    OdpowiedzUsuń
  9. Teraz straszą śmiecie leżące wokół przepełnionych śmietników oraz obdrapane elewacje niektórych kamienic.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam takie mroczne historie. Więcej Stokrotko. Mega ciekawy post. Bazyliszek nasz polski potwór z Loch Ness

    OdpowiedzUsuń
  11. Można z Tobą udanie spacerować po stolicy. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam o Krzywym Kole słyszałam z bajek które czytam córce i które już na pamięć znamy: " Lecz jednego dnia o zmierzchu kiedy szli przez Krzywe Koło to żadnemu z młodych śmiałķów już nie było tak wesoło" Miłego dnia ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja myślałem, że najbardziej straszy na Żoliborzu. 😂😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Żoliborzu to te współczesne strachy.... no i kot :-)

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź bo tego w książce pewnie nie znajdzie.

      Usuń
    3. W moich ksiazkach nie ma polityki.

      Usuń
  14. Jak zawsze można się czegoś ciekawego dowiedzieć. Na szczęście gdy byliśmy w Warszawie nic nas nie straszyło dla tego będę miał odwagę jeszcze do Warszawy się wybrać.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamiętam ten fragment:-) Niezmiennie żal mi jest tego kota:-( Jeśli to prawda to jak można coś takiego zrobić żywej czującej istocie?!
    Pozdrawiam Stokrotko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amasjo a tych którym ucieto glowy nie zalujesz?
      :-))

      Usuń
    2. Nie Stokrotko. Jeśli to zrobiono to znaczy, że były ku temu powody. Chociażby te, o których wspominasz. A biednego kota zamurowano żywcem w imię jakichś przesądów.

      Usuń
    3. Masz oczywiscie rację. - to było nieludzkie.

      Usuń
    4. i niekocie... koty by nigdy żadnego człowieka nie zamurowały...

      Usuń
  16. Gdy byliśmy na Zamku Czocha przewodnik sprzedał legendę o zamurowanym za kominkiem niemowlaku...
    W blokach to głównie rury straszą i niektórzy mieszkańcy.

    OdpowiedzUsuń
  17. mnie tam nigdy nic nie postraszyło ;) miłych spotkań sobotnich życzę, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elaju może Cię jeszcze postraszy....nie trać nadziei.
      :-)

      Usuń
  18. Ojejku, ale horror! I pomyslec, w stolycy! Ja jednak duchow sie nie boje i moge Warszawe odwiedzic, a ostatnio bylam tam ok. 50 lat temu :) Chcialabym tam byc w najblizsza sobote, lecz nie mam takiej mozliwosci. Zycze Ci Stokrotko pieknych, przyjaznych i owocnych spotkan literackich. W sobote bede z Toba sercem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale historie!! Ale sie dzialo w tamtych czasach, teraz tez se dzieje ale jakos inaczej, nie slyszalam o straszeniu przez wspolczesnych umarlakow..zycze powodzenia w sobote.

    OdpowiedzUsuń
  20. Tym razem jestes lekiem na ogromny smutek nawet gdy przypominasz tak straszne fakty. Radosnnych spotkan zycze Malgosia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Małgosiu.... ale co się stało?

      Usuń
    2. Konczy sie przyjazn,ktora trwala 56 lat.Niby zwykla kolej rzeczy,niby..

      Usuń
  21. kiedyś na początku mojego blogowania napisałem takie opowiadanie o gościu, który poszedł zapolować na Bazyliszka... łaził po tych lochach i podziemiach, łaził, po drodze włamał się do jakiejś piwnicy z winami, aż wreszcie znalazł... Bazyliszka?... niekoniecznie... gag finałowy jest taki, że wyłazi gość na powierzchnię, ledwo się trzyma na nogach, pogryza jakąś pieczoną tuszę drobiową nadzianą na klingę miecza, popluwa złotymi piórami i co chwila powtarza ze śmiechem:
    - jaki bazyliszek? jaki qurva bazyliszek?...
    ...
    teraz na Starówce nic już nie straszy, może jedynie samo miejsce odstrasza od przyjeżdżania na rowerze, bo nie ma go gdzie przytroczyć na dłużej...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja tam się niczego nie boję! 😉
    Ściskam Cię mocno!

    OdpowiedzUsuń
  23. Witaj, Stokrotko.

    To także pełnoprawni mieszkańcy:) Trudno ich wyrzucić, więc pozostaje polubienie:)

    Gratuluję spotkania i życzę wielu zainteresowanych:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Pani Stokrotko pamiętam spotkanie z Panią w Ogrodzie Krasińskich w ubiegłym roku.
    Pięknie było :-))
    Życzę Pani żeby było mnóstwo zainteresowanych Pani książką.

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  25. Przyfrunęłabym na skrzydłach, ale w tym czasie byłam na Kefalonii. :(

    OdpowiedzUsuń

Pamiętacie wędrujących Cyganów???

A właściwie to nie Cyganów tylko Romów. Bo poprawna nazwa to Romowie. W Środkowej Europie tych ubogich przybyszy z Indii nazywano wedle włas...