czwartek, 25 listopada 2021

Dzisiaj będzie o zabobonach

W ubiegły poniedziałek w czasie cotygodniowego spotkania w Staromiejskim Oddziale Towarzystwa Przyjaciół Warszawy od działającej w tym Towarzystwie pisarki, poetki i aforystki Ewy Radomskiej otrzymałam w prezencie taką książeczkę:


Jest to książka o zabobonach. Składa się z tekstów i wierszy kilkunastu autorek i autorów. Jedną z autorek jest właśnie Ewa Radomska, która tak pisze:

Zabobony od życiowej strony

"Zabobon to straszna sprawa

Nie wygonisz go z umysłu latami

Sprawia, że skóra ci cierpnie

Kiedy zdarzy się z nimi spotkanie


Ale ja mam swoje sposoby

W końcu rozum rządzi nami

I kiedy już do mnie się zbliża

Witam go cierpkimi słowami


Czarny kot przebiegł mi drogę

Więc zamiast zawracać z drogi

Mówię: Idż kocie, łapać myszy

Nie plącz mi się pod nogi!


Kiedy zbije mi się lusterko 

Kawałków nie liczę na złe lata

Tylko na szufelkę i do śmieci

I mówię: Niewielka to strata!


Kiedy widzę przystojnego kominiarza

Guzików nie szukam w panice

To przecież tylko jego praca

Szczęścia jemu i sobie życzę!"

--------------------------------------------------------------------------------------

Gdy przeczytałam ten wierszyk od razu przypomniałam sobie jak to było i jak to jest ze mną.

Zacznę od tego, że jak kiedyś wychodziłam z domu do szkoły to zawsze przebiegał mi drogę czarny kot. Wychodziłam w ostatniej chwili, więc szłam na skróty, tymi drzwiami od podwórka. A tam na podwórku urzędowały koty. Wychodziły raniutko przez uchylone piwniczne okna i biegały ludziom pod nogami i rzucały uroki....

I niestety przeważnie się sprawdzało bo jak tylko znalazłam się w szkole to albo dostawałam uwagę za spóźnienie, albo dwóję za źle odrobione zadanie z matematyki.

A potem, gdy już miałam 15 lat to zbiłam w łazience całkiem nowe lustro. I wtedy moja Mama załamała ręce i powiedziała: " no to teraz samo nieszczęście, żaden chłopak się na ciebie przez 7 lat nie popatrzy".

I to też się sprawdziło. Bo dopiero jak byłam dobrze po 20-ce to się jeden chłopak na mnie popatrzył. I cały czas się patrzy, chociaż teraz bardziej w ekran telewizora.

A z tym kominiarzem to było tak, że jak go zobaczyłam /oczywiście był piękny, przystojny i młody/ to nie złapałam się za guzik w swoim ubranku ......tylko w jego. I jeszcze go objęłam i się  do niego przytuliłam...

I skończyło się tym, że musiałam wracać do domu żeby się umyć, bo kominiarz intensywnie się bronił, a że był prawie cały czarny, to mnie ubrudził. Bo kiedyś to kominiarze głównie kominy czyścili, a  teraz tylko chodzą po domach i sprzedają kalendarze.

A teraz to za każdym razem jak wychodzę z klatki schodowej na zewnątrz to patrzę w górę czy na daszku siedzą gołębie.

Chociaż podobno być ob.....m przez gołębie to szczęście.

Ale kto to sprawdzał?

A jeśli chodzi o TRZYNASTKĘ to mam z głowy, bo trzynastego się urodziłam...

A jak tam z tymi zabobonami jest u Was?

96 komentarzy:

  1. W zabobony nie wierzę. Mieszkam pod trzynastką, raczej szczęśliwą :) Serdecznie pozdrawiam Stokrotko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwiedziłem dziś po wschodzie Słońca ....Stokrotko .... Stokrotkę. Na południu rześka pogoda, przymrozek. I koty w tle widziałem. Nawet śnił mi się dzisiaj mój poprzedni - Tuptuś , a raczej Tuptusica ;-) Serdecznie pozdrawiam : -)

      Usuń
    2. Jardianie - bo własny kot to coś zupełnie innnego :-)

      Usuń
  2. Ale się uśmiałam od samego rana :-))
    Ela

    OdpowiedzUsuń
  3. W liceum miałam numer 13 w dzienniku, nasłuchałam się od babci o tych zabobonach, ale jakoś żadne się na mnie nie zemściły.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha... ja też zabononna nie jestem, ale gdy wyszłam z domu na egzamin MATURALNY i czarny kot przebiegł mi drogę, to zawahałam się nie lada :) :) Porozglądałam się wokoło, czy może jest w pobliżu ktoś, kto pierwszy przekroczy kocią drogę, a tu pustka, a ponieważ czas odjazdu busa się zbliżał, nie miałam wyjścia. Przeszłam, a maturę zdałam bez problemu :)
    Buziaki ślę :***

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedyś lubiłem chodzić na wyścigi konne, tak dla sportu, popatrzeć na konie, pogadać z ludźmi, pooddychać klimatem, ale że być na wyścigach i nie zagrać to lekko zboczone, to trzeba było też zagrać, nie hazardowo bynajmniej, tylko tak kontrolnie, bez wariactwa... na Wyścigach funkcjonują różne przesądy, ja sobie wybrałem jeden: nigdy nie kupowałem i nie jadłem tam lodów... w ogólnym bilansie jestem z wyścigów na plus, nie są to porażające sumy, niemniej jednak zadziałało...
    mam przesąd związany z tatuażem: polega na tym, żeby nie tatuować sobie na ręku żadnych obręczy, bransoletek, tak żeby obejmowało rękę... kto tak zrobi będzie siedział, a ja od czasu przyswojenia tego przesądu nie siedzę...
    gdy pierwszy raz spotkałem swoją Lady w realu, gołąb nakakał mi na głowę... no, i co?... przez ponad osiem lat pożycia tylko jedna kłótnia...
    koty miewam przeważnie czarne i nieraz pętają się pod nogami, ale ten przesąd akurat działa na odwrót, bo od dawna jestem szczęśliwym człowiekiem...
    no, i co?... jak to jest z tymi przesądami?... wierzyć, czy nie?...
    p.jzns :)
    p.s. kominiarze chodzą po domach i sprawdzają drożność przewodów wentylacyjnych... ba, nawet są dziewczyny - kominiarki... mają nowoczesny krój uniformów, są bardzo czyściutcy, nie noszą drabin i tych włochatych kul na linie, tylko takie tablety elektroniczne, na których trzeba się podpisać rysikiem, żeby potwierdzić ich wizytę, choć zdarza się, że zamiast tabletów mają papierowe rozpiski, ale to już ginący gatunek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Super, że już nie siedzisz...
      2. Jak tylko jedna kłótnia to następne przed Wami...
      3. Wiem, wiem, sami czyściutcy kominiarze teraz po domach chodzą :-)

      Usuń
    2. druga kłótnia mogłaby być ostatnią, więc się po prostu nie kłócimy, bo kłócenie się to syf... jak mawiał Bill Clinton: "komunikacja głupcze!"...

      Usuń
    3. nie do końca, Bill Clinton mówił o gospodarce, nie o komunikacji, ja go tylko strawestowałem, ale z drugiej strony faktycznie, ta trawestacja wydaje mi się wyjątkowo słuszna :)

      Usuń
    4. Czyli nie myliłam się pisząc że "słusznie prawisz"...

      Usuń
  6. Hi hi, a ja mam czarnego kota pod ręką, śpi rozciągnięty na całą długość pod stolikiem 😺 Z przesądów - odstukuję w niemalowane albo puste (głowa zawsze jest w zasięgu ręki 😁) i liczę do dziesięciu jak się po coś wrócę przysiadając, tak na wszelki wypadek 🙂 Z kominiarzem miałaś bliskie spotkanie, uśmiałam się 😁
    Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. liczenie do dziesięciu na siedząco się nie liczy jako przesąd, bo to jest objaw zdrowego rozsądku, taka chwila przerwy dla zdrowotności, uspokojenia umysłu, a samo liczenie jako takie jest po to, żeby się w tym czasie nie nudzić...
      p.jzns :)

      Usuń
    2. Anko - ja też odstukuję, ale nie patrzę czy malowane czy nie :-))

      Usuń
    3. PKanalia - niektórzy to do stu liczą :-))

      Usuń
    4. Łomatko, liczyć do stu? A w życiu 😀

      Usuń
    5. A czasami i liczenie do stu nie pomaga :-))

      Usuń
  7. Zasadniczo, to zabobonna raczej nie jestem, ale... nie witam się przez próg, nie stawiam butów na stole a torebki na podłodze, w piątek 13 staram się nie wychodzić z domu a już napewno nie prowadzić samochodu, jak rozsypię sól to rozsypuję też cukier, jak zapomnę czegoś wychodząc to wracam i na chwilę przysiadam, czarne koty straszą mnie wyłącznie na jezdni, szukam czterolistnych koniczynek na szczęście i od małego zjadam pięciopłatkowe kwiatki bzu, też na szczęście. Gdzieś te zwyczaje zafiksowały się u mnie w dzieciństwie. Na tyle mocno, że trwają do dziś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie Izo nie jesteś zabobonna :-))

      Usuń
    2. Zabobony są naszą spuścizną kulturową. W każdym wyraża się jakieś doświadczenie naszych przodków i tkwi ziarenko prawdy a może mitu. Zależy od interpretacji.

      Usuń
    3. Oczywiście masz rację.
      I nic na to nie poradzimy.

      Usuń
    4. Szymon Kobyliński napisał ciekawie jak powstawały niektóre zabobony w książeczce pt "Odpukajmy"

      Usuń
    5. Dziękuję Mario. Muszę przeczytać tę książeczkę :-)

      Usuń
  8. Pełen humoru tekst napisałaś, Stokrotko! Uśmiecham sie zatem a nawet chichoczę, wyobrażając sobie Ciebie umazaną po serdecznych przytulaskach z kominiarzem!:-)
    Czy ja wierzę w zabobony? Chyba nie. Oczywiście, że w dzieciństwie łapałam sie za guzik na widok kominiarza, ale to była forma zabawy i naśladownictwa.Takie czarowanie rzeczywistosci, ubarwianie jej.
    Natomiast zdarza mi sie wierzyć w znaki od losu, w jakieś podpowiedzi dla mnie, w przeczucia intuicji. Mam bowiem nieraz wrażenie, że jesteśmy z wszechświatem połączeni niewidzialnymi nićmi i on czasem specjalnie niektóre z nich trąca, by dać nam o czyms znać, przed czymś ostrzec, coś podpowiedzieć.A że nie zawsze umiemy te znaki zauważyć, zinterpretoać właściwie ?- to juz inna sprawa.
    Pozdrawiam Cie serdecznie!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Olgo - istnieje coś takiego jak znaki od losu...
      Dziękuję że o tym napisałaś.
      Serdeczności

      Usuń
  9. Otrzymujesz od nas nagrodę za ten tekst!!!!!
    :-))
    Marek z dziewczynami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nagrodę już wysłałeś priorytetem czy mam Ci podać numer konta???
      :-))

      Usuń
  10. Jakoś nigdy nie byłam zabobonna, wystarczy, że się urodziłam trzynastego.Natomiast sprawdza mi się jedna rzecz- im bardziej czegoś w życiu pragnęłam tym trudniej było mi to osiągnąć lub wcale tego nie osiągałam. Od dawna stosuję zasadę nie napalania się na coś, zostawiam sprawy własnemu biegowi i częściej się sprawdzają moje plany.Funkcjonuję na zasadzie co ma być- to będzie.
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po prostu zen, tak to właśnie działa...
      p.jzns :)

      Usuń
    2. Przeczytaj sobie co Ci Piotr napisał...

      Usuń
    3. PKanalia - masz rację to zen...

      Usuń
    4. Kochani- wiem, był czas, że dość intensywnie zagłębiałam się w buddyzmie. Przyswoiłam sobie nawet zasadę by zawsze skupiać się myślami na tym co aktualnie robię a nie myśleć o czym innym i przestałam przywiązywać się do rzeczy i miejsc. Nie sądzę bym się przez to stała lepsza,ale dobrze mi z tymi "nowymi nawykami" nie wyniesionymi z domu rodzinnego.

      Usuń
    5. Znaczy się Ty taka "prawie buddystka" jesteś :-))

      Usuń
  11. A ja uważam za czasem zabobony sa spoko... bo nie trzeba podejmowac decyzji;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo jak czarny kot przebiegnie drogę.... to i tak się nic nie uda:-))

      Usuń
  12. Miałam w dzienniku w szkole nuner 13. Jakoś mi to tam specjalnie nie przeszkadzało. Czasem w jakiś zabobon wierzę, a czasem nie, np. w ten że jak ktoś umrze i przed weekendem nie zostanie pochowany to umrze ktoś jeszcze. Tak bardzo pesymistycznie, ale w ten akurat wierzę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pamiętam o wszystkich zasłyszanych zabobonach i na wszelki wypadek zachowuję ostrożność. Trzynastego nie wychodzę, bo wielokrotnie spotykało mnie coś nieprzyjemnego. W lustra patrzeć nie lubię, więc rzadko ich używam. Odpukuję na szczęście i przysiadam, gdy muszę się wrócić, ale ponieważ i bez tego uważam się za pechowca, to nie ma znaczenia czy wierzę czy nie. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za szczerość.
      Pozdrawiam Iwonko :-)

      Usuń
  14. U mnie się chyba nie działają. Czarne koty kilka razy przebiegały mi drogę i nic się nie stało. :) Choć stłuczenia lustra się jakoś obawiam...
    Przeczucia też mi się nie sprawdzają - na szczęście, bo inaczej już dawno zginęłabym w wypadku. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteś całkiem wolnym człowiekiem Kataszo :-)

      Usuń
  15. Tylko kot przecinający mi drogę powoduje, ze się obracam dookoła własnej osi zanim pójdę dalej. I nie musi być wcale czarny.Każdy.
    W inne nie wierzę, mam natomiast czarną intuicję i jak pomyślę, ze mi coś się nie uda to tak się w większości staje. Czasami nawet boję się myśleć, co będzie...żeby nie wywołać wilka z lasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Liiviio że takie "wywoływanie wilka z lasu" może być przerażające...

      Usuń
  16. Nie wierzę w zabobony i przesądy,ale niedawno w"celi"pod numerem 13 spotkało mnie coś dziwnego-strasznego.
    Kiedy umysł/człowiek śpi...Nieważne.

    Jesteś taternikiem.Czołowy alpinista i taternik dwudziestolecia
    międzywojennego,Jan Alfred Szczepański twierdził,że osoby,które dostrzegą po trzykroć widmo Brockenu,mogą już zawsze czuć się
    w górach bezpieczne-nie dopadnie ich zły urok.Widziałem.
    Gdy w górach zobaczymy czarnego motyla,to znaczy,że gdzieś w górach właśnie umiera człowiek.Nie widziałem.

    Przekraczaj bramy Tatr jak próg Świątyni.Z czystym sercem,
    a nie spotka Cię nic złego.

    OdpowiedzUsuń
  17. W kominiarza długo wierzyłam, że przynosi szczęście ;) ale teraz kominiarz to rzadki obrazek. Co do mieszkań nr 13 to niektórzy nie kupują.
    Ale co tam ... 13. nawet w grudniu jest wiosna ;) :D i każda droga jest prosta ..;)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam że czasami 13-go piętra nie budują.... ale nie pamiętam gdzie tak jest...

      Usuń
  18. Uwielbiam 13. Kiedys zapisując sie na egzamin poprosiłam o wpisanie pod numerem 13, choc mi 10 przysługiwała. Zadałam na najwyższą ocenę A. :)
    Nie siadam jak sie wróce po cos do domu, uwielbiam czarne kocury, nie straszne mi stojące drabiny, nie rzucam soli przez lewe ramię, nie liczę kobet w ciązy, nie łapię sie za guzik przy kominiarzu, a od Wigilii nie wstaję przez pierwsze pół godziny tylko dlatego, że moja mama jest święcie przekonana, że jak ktos wstanie, to ktoś z biesiadników umrze w ciągu roku, więc poddaję sie jej terrorowi, żeby była spokojna podczas wieczerzy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarza mi się przysiąść na chwilę po tym jak wrócę po coś do domu...

      Usuń
  19. Witaj, Stokrotko.

    Nie uważam wiary w tego typu zabobony za wielkie przestępstwo:)
    Zwłaszcza że potem można z czystym sumieniem powiedzieć, że naprawdę zrobiło się w s z y s t k o ;)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie wierzę w zabobony, a czarne koty uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jakoś nigdy nie wierzyłam w zabobony... Chociaż wiem, że są ludzie, którzy przywiązują do nich wagę. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  22. Podobno zaklinanie rzeczywistości za pomocą guzika nie działa, bo na widok kominiarza powinnismy sie łapac, ale za pieniądze 😉 Nie jestem zabobonna, ale nieco przesądna tak, ale nie chcę o tym głosno mówić, żeby nie zapeszyć, bo jak raz powiedziałam, to własnie i tak dalej, więc rozumiesz... 😁

    OdpowiedzUsuń
  23. Zakonnicę spotkać, to nieszczęście gotowe. Tak twierdziła moja mama. Ja oczywiście oczy do góry i takie tam miny ;) Jak raz wjeżdżaliśmy na Kasprowy kolejką, a tu zakonnice w liczbie mnogiej walą do naszego wagonika. Mama wiedziała już, że będzie źle. I było. Złapała nas burza z pieronami :) w połowie drogi, więc kolejkę zatrzymano. Masakra i horror. Aż dziw, że te zakonnice uszły z życiem :) W/g mamy to oczywiście ich wina była :)

    OdpowiedzUsuń
  24. ja przypominam sobie o nich po fakcie. znaczy - kiedy zdarzy się coś niemiłego, to w sobotę odkrywam, że był przecież piątek trzynastego, a choć nie jestem templariuszem, dotknęła mnie karząca ręka przeznaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jako zawodowy kierowca znam temat z autopsji. Czarne koty, baby z pustymi wiadrami, piątki trzynastego, to było na porządku dziennym. Jakoś szczęśliwie ten czas już za mną!

    OdpowiedzUsuń
  26. Jaguniu,
    bardzo Ci dziękuję za zaanonsowanie książeczki o zabobonach pt.: "Na widok kominiarza za guzik chwyć", którą wydało Wydawnictwo św. Macieja Apostoła z Lublińca i opublikowanie mojego wierszyka choć jest tam dużo jeszcze innych bardzo fajnych jak też opowiadanek na temat zabobonów. Wydawnictwo to, które prowadzi redaktor Edward Przebieracz wydaje bardzo ładnie i poezję i prozę i organizuje raz po raz Biesiady Poetyckie, a raz na jakiś czas też sięga do tematyki "antymagicznej". Przedostatnim razem był temat "Piątek 13-tego" gdzie tez napisałam wierszyk kończąc go hasłem: "Siła dobrego na piątek 13-tego"!
    Dziękuje Tobie i wszystkim za ciekawe wypowiedzi!
    Serdecznie pozdrawiam
    Ewa Radomska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewuniu - dziękuję Ci bardzo za te wszystkie informacje :-)
      Serdeczności.

      Usuń
  27. Kompletnie nie wierzę w zabobony, nie boję się ich i obśmiewam wszystkie, jakie mi się przypomną. Mam tylko jedno spostrzeżenie. Kiedy wypowiem, ze czegoś sobie nie wyobrażam, to prędzej lub później to się spełnia, czasami z bardzo niedobrym skutkiem. Tego wyrażenia więc unikam jak ognia.
    Pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń
  28. W otoczeniu w którym dorastałam, przebywałam i przebywam nikt nie wspominał o zabobonach, nie jestem więc zabobonna. Od czasu do czasu ino sobie odpukam w niemalowane ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario - odpukać w niemalowane nigdy nie zaszkodzi :-)

      Usuń
  29. Jeśli dobrze kojarzę i pamiętam, to tak zwane zabobony czyli przesądy mają swoje źródło w ludowych podaniach i na bazie tej kultury w Polsce powstało sporo takich przekazów, w których upatrujemy czegoś złego i nieszczęśliwego. W obecnych czasach nadal spotykam się na każdym kroku z przesądami. Z psychologicznego punktu widzenia, to mocno zakorzenione lęki, strach i obawy. Wierząc i powtarzając przesądy kolejnych osobom, utwierdzamy je w strachu i lęku. A chyba tego to najmniej nam w życiu potrzeba 😉

    OdpowiedzUsuń
  30. Witaj w końcu listopada Stokrotko
    Zabobony... W niektóre wierzę. Czasem zatrzymuję się na widok czarnego kota i zastanawiam się, czy nie zawrócił lub poszukać innej drogi. Widok zakonnicy też czasem mnie niepokoi... Mówię sobie, że to przesądy, nie ma się czym przejmować, ale czym duszyczka za młodu nasiąknie, tym...
    Pozdrawiam razem z odchodzącą rudą Panią Jesienią

    OdpowiedzUsuń
  31. Mialam czarnego psa i czarnego kota- dawaly tylko rafosc. Ale domowe die nie licza. Pamietam reakcje na widok kominiarza, innymi sie nie przejmowalam, a wracanie do domu kojarzy mi sie z grozaca skletoza, chyba siadanie nie pomoze. Jednak madrosci ludowe sa oparte na doswiadczeniu, wiec kto wie.. Malgosia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mądrość ludowa to poważna sprawa Małgosiu :-))

      Usuń
  32. Zabobony, można w nie nie wierzyć, ale lepiej o kich nią zapominać.

    OdpowiedzUsuń
  33. Oczywiście, że nie wierzę w żadne takie. Ale na siedemnastkę postawiłem w ruletce promocyjny darmowy żeton, bo chciałem przegrać i mieć z głowy. Niestety, niemało trudu wymagało przegranie... Siedemnastka to moja data urodzenia i parę innych dat.

    OdpowiedzUsuń
  34. W dzieciństwie jakoś więcej było przesądów i duchy były bardziej aktywne. Pamiętam taką " przyszywaną " ciotkę jak mówiła że sroka skrzeczy zaraz będzie jakiś kłopot, i tylko się pojawił jej mąż natychmiast na niego o coś tam nakrzyczała - wszystko przez srokę. Chociaż wiara np w kominiarza nie jest szkodliwa, to można wierzyć:) Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  35. Chociaż jestem ponoć osobą obdarzona fantazja i wyobraźnią, trudno mi uwierzyć w zabobony, jednakowoż gdy miałem swego czasu wyjechać gdzieś trzynastego, czy też pozostać w tym dniu w domu, to wybierałem to drugie, bo diabli wiedzą, czy akurat policjant drogowy przypadkiem nie zechce wesprzeć tej pechowej daty jakim mandatem - wszystko na tym świecie możliwe, nawet to co, jak wyrzekł onegdaj pan Szekspir, nie śniło się filozofom. Staram się jednak być do bólu racjonalny z jednej strony; zaś z drugiej, gdybyś mnie, Stokrotko, zapytała, którą część "Dziadów" preferuję, to wybrałbym tę drugą, gdzie Guślarz, zjaw kilka, zaklęcia podpalenie wódki przed przyjęciem tego okropnego Widma Złego Pana (swoją drogą jakąż mocną procentowo gorzałkę onegdaj pito, skoro nadawała się do podpalenia). Tłumaczę to sobie tak: większość, tak myślę, ludzi, twardo stąpa po ziemi, a jednak ich drugie oblicze wybiera kuszący świat dziwów i niepokojów. Wystarczy przecież powiedzieć sobie: "Cicho wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie", aby broń Boże nie odwrócić w tył głowy, bo straciwszy ten obraz, co przed nami, łacniej możemy przepuścić przed naszymi nogami czarną kocicę... uchhhh.

    OdpowiedzUsuń
  36. Widzę, że zabobony okazały się tematem bardzo aktualnym. Pierwszym zdaniem, które wypowiedziałam dziś po przebudzeniu się (jak nigdy ok 4 nad ranem) było: "Czas skończyć z tymi zabobonami" :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Jak w powyższym wierszu! I niech humor Cię nie opuszcza!!!

    OdpowiedzUsuń

Ogród babci Broni - z cyklu "Babcie ma się dwie"

Dom był duży, drewniany ale na wysokiej podmurówce. Wchodziło się najpierw po ośmiu schodkach na ganek, potem z ganku do sieni.  Po jednej s...