poniedziałek, 11 września 2023

Europejska stolica kontrastów - cześć druga

 Poniższy tekst znajduje się w mojej książce pt: "Zwariowałam". 

W żaden sposób proszę go nie łączyć z aktualną sytuacją w Europie, bo dotyczy on roku 1990.

                                                   /Moskiewski Kreml/

Pierwsze wrażenie, gdy wjechaliśmy do Moskwy było jednocześnie naszym pierwszym wielkim zdziwieniem. Dotyczyło szerokości ulic.

- Mamo, po co im takie szerokie ulice jak mają tak mały ruch i tak mało samochodów - zapytał nastolatek.

Drugie wrażenie - strach i odraza. Po wyjściu z autokaru stanęliśmy pod parkanem niedaleko stacji metra. Zobaczyłam, że parkan się rusza i niesamowicie piszczy. Zajrzałam przez niego na drugą stronę. Walczyło tam ze sobą kilka olbrzymich szczurów. Zabraliśmy szybko bagaże i poszliśmy na stację metra.
Następne wrażenie - obrzydzenie. Weszliśmy na klatkę schodową domu, w którym mieszkała Elina. To, co zobaczyliśmy i poczuliśmy przyprawiło nas o odruch wymiotny. Klatka schodowa kilkunastopiętrowego domu, a w niej windy i korytarze były niewyobrażalnie brudne i śmierdzące. Czuć było zapchane zsypy i nigdy niesprzątane korytarze.
Znaleźliśmy odpowiednie mieszkanie, zadzwoniliśmy.
Następne wrażenie - szok i niedowierzanie. Weszliśmy do mieszkania - muzeum. Lokum Eliny było pełne ikon, obrazów, gustownych mebli , książek. Zaraz przy kolacji zapytałam Eliny skąd ma tak piękne ikony.
Wyglądały na stare i zniszczone. Odpowiedziała, że są to ikony z cerkwi Chrystusa Zbawiciela, która była votum dziękczynnym za uratowanie Moskwy przed wojskami Napoleona. Odziedziczyła je po swoim dziadku, który mieszkał kiedyś w pobliżu tej cerkwi. Gdy rozeszła się wieść, że cerkiew na rozkaz Stalina będzie burzona, robotnicy zaczęli wynosić i wyrzucać z niej mniejsze ikony i wszystko co się dało...
I dziadek Eliny kupił czy tez zabrał spod cerkwi kilka ikon. Jakiś czas potem cerkiew została wysadzona w powietrze. Na jej miejscu planowano wybudować Pałac Rad, ale przeszkodziła temu II wojna światowa. Potem wybudowano tam duży basen pływacki.

Następnego dnia rano Elina udzieliła nam kilku niezbędnych wskazówek.
Po pierwsze - żeby nic nie jeść ani nie pić na mieście. Był straszny upał, a poziom różnych "restoranów" pozostawał wiele do życzenia. Dawała nam każdego ranka wałówkę na całodzienne zwiedzanie miasta. I mówiła, że jak coś zjemy z "restorana" to na pewno się zatrujemy i potem będziemy leżeć w szpitalu na "jednym łóżku z chłopką z Kamczatki, jej mężem i kilkorgiem innych chorych", bo takie podobno były realia w radzieckich szpitalach. Jej wizja naszego ewentualnego pobytu w szpitalu była tak sugestywna, że ani razu nie zjedliśmy niczego na mieście.
Oprócz oczywiście lodów. Jedliśmy ich dużo i na okrągło. I nic nam po nich nie było.
Zaczęliśmy od zwiedzania metra. Nie można było inaczej, bo wszędzie nim jeździliśmy. Mój 13-latek był nim oszołomiony. Stwierdził tylko któregoś razu, że ludzie, którzy nie znają języka rosyjskiego, to są chyba strasznie biedni, no bo skąd mają wiedzieć jak się gdzieś dostać, jeśli wszystkie informacje są napisane cyrylicą.
W każdym razie pełne malowideł i kandelabrów błyszczące stacje metra stanowiły niesamowity kontrast ze zwykłymi ulicami ówczesnej Moskwy.

Zaczęliśmy oczywiście zwiedzanie od Kremla. I tutaj głównym, dominującym wrażeniem był zachwyt.
Zrezygnowaliśmy oczywiście ze zwiedzania Pałacu Zjazdów i innych tego rodzaju budynków. Skoncentrowaliśmy się na Placu Soborowym i Skarbcu. Ten pierwszy z otaczającymi go soborami i 81-metrową Dzwonnicą Iwana Wielkiego, z której w ubiegłych wiekach obwieszczano ważne wydarzenia w rodzinie carskiej i która wyznacza geograficzne centrum Moskwy - jest po prostu cudem architektury rosyjskiej. Znajdują się tu następujące sobory: - Uspieński, w którym dokonywano koronacji carów, Zwiastowania - który był prywatną świątynią rodziny carskiej, Archangielski, czyli miejsce pochówku książąt moskiewskich i pierwszych carów, Cerkiew Rizpołożenja czyli prywatna świątynia metropolity i patriarchy i cerkiew Dwunastu Apostołów.
Zwiedzaliśmy też Orużienną Pałatę. Przechowywane są w niej gromadzone przez wieki największe skarby Rosji: korony. karoce carskie, ozdoby, biżuteria, podarunki carskie, oręż, stroje koronacyjne. Porównanie tego niesamowitego bogactwa z biedą i zacofaniem chłopa pańszczyźnianego w Rosji carskiej było bardzo przykre. Przecież wtedy był on prawie niewolnikiem.

Ciąg dalszy /o ile nie będzie protestów/ nastąpi wkrótce...


58 komentarzy:

  1. Tu Jardian Stokrotko. Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam po 15 minutach szybkich zakupów, w tym...Stokrotka. A Twój w pis - zwłaszcza te bardziej kolorowe wspomnienia - przypomniał mi naukę języka rosyjskiego w LO , dość intensywną - w latach 1997 - 2001. No i maturę ustną z tego języka ;-). Przez miesiąc po tejże maturze z rosyjskiego - mówiąc do kogoś na mieście bądź z rodziny - nie mogłem się przestawić na polski ;-) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Przypomniał naukę rosyjskiego, gdzie Pani Profesor nam jasno na początku powiedziała:-> uczę Was piękna języka i kultury, a nie innych rzeczy.

      Usuń
    2. To znaczy że dobrze poznałeś język rosyjskii.
      Stokrotka

      Usuń
    3. Jardianie i ja lubie jezyk rosyjski. Uważam że ma piękne brzmienie.
      Stokrotka

      Usuń
    4. Język polski rosyjski... Kiedyż ja się go uczyłam?
      Nieustająco zachwycam się Twoim pisaniem Stokrotko
      Pozdrawiam snującymi się nitkami babiego lata

      Usuń

    5. Serdecznie Ci dziękuję Ismeno.
      Stokrotka

      Usuń
  2. Nieustająco zachwyca mnie sposób opisania Waszej wycieczki do Moskwy.
    Marek z dziewczynami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty...pisałam "jak leci"...
      Stokrotka

      Usuń
  3. Nigdy nie byłam w Moskwie, ale opis korytarzy w bloku bardzo mi przypomina to, co 15 lat temu zobaczyłam w Kijowie. A potem wejście do mieszkania i... inny świat.
    Uściski!🥰🥰🥰

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzi na to Halinko że więcej na wschodzie Europy jest takich kontrastów.
      Stokrotka

      Usuń
  4. Nie wiem, jakie były "riestorany" w 90 roku, ale Elina, w dobrej wierze, przesadzała. W 87 roku byłam 2 miesiące na praktyce w Moskwie i stołowałam sie sama. Nie chodziłam do restauracji, ale znając realia jadałam w stołówkach pracowniczych, do których wstęp miały osoby, które o nich wiedziały ;) wszystko było smaczne i świeże. Fakt, to była jesień. Ale nawet latem nie bałam sie jeść "pirażkow" z ulicznej garkuchni (chociaż niekoniecznie z mięsem). Przywozili je cieplutkie i natychmiast znikały, bo ustawiała sie po nie natychmiast długa kolejka. Ach, jakie były pyszne! Były jeszcze takie 'kafe', jak nasze bary mleczne. Albo pierogarnie, gdzie gotowano na miejscu i 'wareniki" i pielmieni. Mam nadzieję, że Elina częstowała Was swoimi daniami kuchni rosyjskiej. Mnie aż ślinka leci na wspomnienie.
    A szczury, wielkie, jak koty, widziałam przy śmietnikach, na osiedlu, przez które musiałam przechodzić w drodze z akademika do metra, w 2001 roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Halinko - z pewnością Elina przesadzała ale bardzo jej zależało na tym żebyśmy wrócili do Polski cali I zdrowi.
      Stokrotka

      Usuń
  5. Jak zawsze bardzo interesująca relacja - proszę o ciąg dalszy.
    "... votum dziękczynnym za uratowanie Moskwy przed wojskami Napoleona." Jak wiemy Moskwa została spalona przez Rosjan i zajęta przez Napoleona. Ciekaw jestem czy Elina została nauczona nieco innej historii?
    Ja byłem w Moskwie w 1980 roku, jadłem posiłki w hotelu i może 2 razy w mieście - było w porządku.
    Zapamiętałem jak przechodziłem obok GUM - duży dom towarowy, siedziało tam kilka starszych kobiet otoczonych stosem toreb z zakupami. Spytałem co to za okazja - jedna z kobiet wyjaśniła, że mieszka na wsi i na wyjazd do Moskwy potrzebna jest przepustka, którą nie tak łatwo dostać. Więc zbiera zamówienia od sąsiadek i robi masowe zakupy. 3 lata później, już w Australii, miałem w pracy kolegę, który emigrował z Rosji. Potwierdził historię o przepustkach i wyjaśnił, że istotą była spora łapówka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję Lechu za Twoje moskiewskie wspomnienia.
      Pozdrawiam i zapraszam.
      Stokrotka

      Usuń
  6. Identyczne spostrzeżenie po Petersburgu z szerokością ulic i chodników. Prospekt Newski toż to gigant, a chodniki równie szerokie...
    Czekam na c.d...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polu ,- w Petersburgu też byłam i też to potwierdzam.
      Stokrotka

      Usuń
  7. Hmmmm, lody to są bardzo ryzykowne. Jak po nich nic Wam nie było, to pewnie i inne dania byście strawili ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe... ale przy lodach traciliśmy rozum.
      Stokrotka

      Usuń
  8. Świetny moment na ocieplanie wizerunku Rosji i jej mieszkańców ale przypominam sobie chwile nie tak dawne, ustawiam fakty na półce i odnoszę wrażenie , że prócz Pani wielu mieszkańców Warszawy z sentymentem patrzy na wschód, na Moskwę, na Kreml, Na Lenina i nikt z nich podobnie jak Pani nie widzi niestosowności. Gdzież widzieć taką skoro komentarze przychylne i żadnego ale. Sama , może zechce sobie Pani odpowiedzieć na pytanie :"dlaczego?". We mnie mnie ta sentymentalna podróż wzbudziła obrzydzenie i nie ze względu na szczury za płotem. Nie radzę sobie widząc i słuchając opowieści z pierwszej ręki o barbarzyństwie Rosjan o ich zbrodniach , bestialstwie itp,itd i Pani opowiadanie z drugiej. Nie umiem sobie wytłumaczyć ...niedawno w Niemczech , może wspominałam, usłyszałam dialog po rosyjsku i nóż mi się w kieszeni otwierał , podobnie jak na wycieczki esesmanów niemieckich "emerytów" zawsze czuje obrzydzenie. Nie umiem. Tak się nie godzi , powie mi Pani. Godzi się póki rachunki krzywd nie będą zapłacone. Kloszard.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ile różnych wrażeń i emocji!
    Jak zwykle czytam z zapartym tchem!
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie byłem w Moskwie...w więzieniu też nie byłem.Ktoś powiedział,że stopień cywilizacji społeczeństwa można ocenić po wejściu do jego więzień.
    Czy zastanawiałaś się kiedyś,ile różnych myśli pojawia się każdego dnia w Twojej głowie?Przeciętny człowiek ma od 12 000 do 60 000 myśli dziennie-80%jest negatywnych,a 95%z tych myśli to dokładnie te same,powtarzające się myśli,co poprzedniego dnia.Co takiego jest w ludzkiej naturze,że rozmyślamy o negatywności i spychamy dobre wspomnienia i pozytywne myśli w zakurzony kąt naszego umysłu?Nie pozwalajmy nikomu kraść naszej radości!Odpychajmy negatywne myśli w zakurzony zakątek naszego"poddasza"!
    Dopóki za czymś tęsknisz,idziesz do przodu-nie zastygasz.Ludzie płynni są młodzi.Stale strzeż się zakrzepów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję Henryku za każde Twoje słowo...
      Stokrotka

      Usuń
    2. Jaguniu tak mi się skojarzył podcast Mediteusza, który dziś słuchałam, może warto by inni też posłuchali? https://www.youtube.com/watch?v=wGfCwZ1PRjk&t=1s
      Przytulam 🌼🌼🌼

      Usuń
    3. Dziękuję Anko.
      Stokrotka

      Usuń
  11. Miasto i kraj kontrastów...

    OdpowiedzUsuń
  12. Szkoda, że do niektórych przywódców, szczególnie tego ostatniego, nie ma ten kraj szczęścia:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ursxulkobw 1990 roku przywódca był Gorbaczow który zrządził pieriestrojke...
      Stokrotka

      Usuń
  13. Stokrotko, początek Waszej wizyty w Moskwie budzi skrajne emocje. Dopiero metro i wizyta na Kremlu „ratują” tę podróż i niosą przyjemniejsze doznania ;-)) Co się zaś tyczy ogromnych kontrastów między biedą a bogactwem, to niestety wciąż jest na świecie zbyt wiele zakątków kuszących podróżniczo, gdzie ubóstwo, wyzysk, brak perspektyw i lokalna przestępczość kładą się cieniem na walorach kultury, natury czy architektury konkretnych krajów...
    Pozdrawiam – Anita ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Anitko i zapraszam na ciąg dalszy.
      Stokrotka

      Usuń
  14. Coraz ciekawiej pani pisze.

    OdpowiedzUsuń
  15. tak około lat 89/91chłopacy namawiali mnie na trip do Rosji: "jedź z nami, tam wszystko jest za grosze, żarcie, chlanie, panienki, etc"... nie skusiłem się, bo miałem inne zajęcia kursując na Zachód, więc pojechali beze mnie... gdy wrócili okazało się, że coś tam faktycznie jedli i pili, ale panienki za to ich okradły, a na koniec od chłopów oberwali łomot... skomentowałem to wtedy, że to faktycznie duża radocha wrócić, bo nie wszyscy wracają...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli masz z Rosji wspomnienia.... których nie masz :-))
      Stokrotka

      Usuń
    2. kroił się jeszcze drugi wyjazd, do St.Petersburga, już prawie wszystko było dograne, ale nagle urodził się wyjazd do Rzymu, miałem naprawdę gruby dylemat, co wybrać, bo mowy nie było, że zrobić najpierw tam, potem tam... w Rzymie byłem już wcześniej, ale... pewne argumenty przemówiły jednak za Rzymem...

      Usuń
    3. Bo Rzym to Rzym a .... Petersburg to Petersburg.
      Stokrotka

      Usuń
  16. Faktycznie wrażenia dość skrajne...
    A te szerokie ulice - w Polsce też tak budowano w miastach (typu Korfantego w Katowicach i taka spora przestrzeń jak do defilad), chociaż na pewno nie aż tak szeroko, skoro was to uderzyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiono że te szerokie ulice po to żeby mogły nimi w kilku szeregach wozy pancerne i czołgi jeździć...
      Stokrotka

      Usuń
  17. Wspaniałe obrazy wyczarowałaś. Czekam z nadzieją na trzecią część. Nie przejmuj się przytykami takich złośliwych i zakompleksionych miernot jak kloszard.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem komu alevserdecznie dziękuję.
      Stokrotka

      Usuń
    2. Ja również dziękuję. Kloszard.

      Usuń
    3. Pełna kultura.
      Stokrotka

      Usuń
  18. Nie wiem jakie to były lata ale znajoma pojechała do Moskwy do koleżanki.Ówczesne władze jak się dowiedziały (potrzebne były wizy czy zaproszenia), kazały kobiecie wymalować mieszkanie i kupić nowe meble.Warunki są tam różne.pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  19. Na Ukrainie byłam parę razy , piękny i rozległy kraj. Byłam na Litwie. Dalej nie dotarłam. Bardzo ciekawie piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krystyno zapraszam na ciąg dalszy . Stokrotka

      Usuń
  20. Z dużym zainteresowaniem czytam ten tekst kolejny raz
    Ela

    OdpowiedzUsuń
  21. Z tym jedzeniem w Moskwie to p.Elina nie przesadziła - najbardziej bezpieczna pod względem jedzenia była w tamtym okresie restauracja w hotelu Ukraina. Na tzw. mieście - najzdrowiej było kupić cukierki czekoladowe- i nawet były smaczne. Tyle tylko, że wystanie się wpierw w kolejce do kasy a potem do lady sprawiało, że odechciewało się jeść. Ja tam byłam kilka lat później niż Ty, ale moja druga połówka miała niefart bywania tam kilka razy w roku przez wiele lat. A to, że Moskwa i Berlin są "miastami bratnimi" to nie ma nic wspólnego tym, że Moskwa zrobiła ma mnie złe wrażenie. Warszawa też ma kilka bratnich miast. Ja to tylko prowadziłam regularnie korespondencję firmową w JSMC czyli w jednolitym systemie maszyn cyfrowych i polskie normy przekładałam na skądinąd piękny język rosyjski. Na pociechę Ci powiem, że Sofia też mnie nie zachwyciła, ale tam mieszkałam nie w hotelu ale u znajomych Bułgarów, w domu jednorodzinnym z pięknym ogrodem. A poza tym - każde duże miasto ma swoje ciemne strony, nawet Singapur- i ten w którym kiedyś byłam i ten dzisiejszy, niemal całkowicie przebudowany. Przytulam. P.S. czy sikorki nadal wykradają cukier w kawiarence?
    anabell (sukces, nie zapomniałam się podpisać!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraz sobie że sikorki już cukru we Florze nie wyjadają bo kawiarenka jest w remoncie... I nie wiadomo czy znowu tam będzie...
      Stokrotka

      Usuń
  22. Aż mi się przypomniały podróże sprzed lat. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wizytę I komentarz.
      Stokrotka

      Usuń
  23. Czytam ten fragment kolejny raz, ale z nie mniejszym zainteresowaniem, niż czytałam całą książkę :) Pozdrawiam Cię serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Iwonko I również Cię pozdrawiam.
      Stokrotka

      Usuń
  24. Bardzo przyjemnie się to czyta, widać lekkość pióra!

    OdpowiedzUsuń

Mądrzy ludzie powiedzieli...

                                                 Jezioro Boczne w Rydzewie koło Giżycka  1. "Skoro można pomyśleć, że może być lepiej, ...