piątek, 28 września 2018

"Pachniała Saska Kępa..."

Tekst ten dedykuję Krysi z Poznania z którą niedawno spotkałam się na Rynku Starego Miasta w Warszawie i która sprezentowała mi "Notes" Agnieszki Osieckiej


Zadzwoniła do mnie niespodziewanie dawno niewidziana koleżanka i powiedziała, że przyjechała, żeby pozałatwiać wszystkie sprawy. Razem z mężem zdecydowali się na zawsze zamieszkać w Londynie, bo tam dzieci i wnuki, no i spokojnie im się żyje, a i mężowi zaproponowano wykłady na tamtejszym uniwersytecie. Planowała spędzić kilka dni w Warszawie, więc chciała się ze mną spotkać i pogawędzić Zaproponowała kawiarenkę „Rue de Paris”. Tę, przed którą siedzi Agnieszka Osiecka.
Ulica Francuska na Saskiej Kępie jest właściwie całkiem zwyczajna. Od innych różni się tylko tym, że jest na niej dużo kawiarenek. A przed kawiarenkami ogródki, w których spotykają się ludzie, siedzą, piją kawę i… bardzo często wspominają. Przychodzą tam wszyscy – starzy, młodzi, z dziećmi w wózkach i z psami.
Usiadłyśmy koło Agnieszki Osieckiej.
I zaczęło się. Mówiłam mało, raczej słuchałam…
Całe życie tu spędziłam – zaczęła Hania, gdy już się wyściskałyśmy i opowiedziałyśmy o swoich dzieciach i wnukach. – Masz pojęcie, ile tu wybitnych ludzi mieszkało? Sami artyści. Na przykład na Francuskiej 36 mieszkała Ewa Bandrowska-Turska, ta słynna śpiewaczka operowa; na Zwycięzców 39 – Witold Lutosławski, przy Styki 25 przez 10 lat Jerzy Michotek, ten słynny bard lwowski i aktor, na Elsterskiej 3 Grzegorz Fitelberg. A niedaleko w Alei Waszyngtona mieszkał przez prawie 80 lat Jan Ekier. Alina i Czesław Centkiewiczowie, rzeźbiarz Józef Gosławski, Wanda Wiłkomirska, profesor Juliusz Domański, Tadeusz Baird… – wymieniała nadal Hania.
Bo Saska Kępa to dzielnica, w której żyły i tworzyły osoby reprezentujące to, co najważniejsze w naszej muzyce, malarstwie, rzeźbie, fotografii, literaturze, teatrze, filmie, architekturze i nauce. Upodobali sobie tę dzielnicę ludzie wyjątkowi sprzed dziesiątek lat. Teraz także ci współcześni.
Ale symbolem tego miejsca w obecnej świadomości jej mieszkańców jest Agnieszka Osiecka, która niedaleko mieszkała i często bywała w pobliskich kawiarniach.
A Hania mówiła, mówiła i mówiła…
Nie wiem, kiedy się zobaczymy – powiedziała mi na pożegnanie – bo wszystko już tu zamknęłam… Chyba, że ty mnie odwiedzisz w Londynie…
Dobrze Ci tam? – zapytałam.
Odwróciła trochę głowę i powiedziała cicho:
Tak, ale starych drzew się nie przesadza…
Wokoło jak oszalałe kwitły bzy i inne krzewy. Pachniała Saska Kępa…
----------------------------------------------------------------------
/Był to urywek z mojej książki "Moje warszawskie zwariowanie"./




59 komentarzy:

  1. Pięknie dziękuję za dedykacje, za mile spotkanie.Jeżeli kiedyś uda mi się jeszcze wybrac do Warszawy to chciałabym ...na Francuską. Krysia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja Ci dziękuję Krysiu.
      I przepraszam, że miałam dla Ciebie tak mało czasu. Ale jak wiesz następnego dnia raniutko jechałam do sanatorium.

      Napisz koniecznie jak będziesz planowała następną wizyte w Warszawie.
      :-)

      Usuń
  2. I kiedyś i teraz podczas czytania zrobiło mi się ckliwie.....
    A przy Agnieszce O. ustawiłam się w 2008 roku do zdjęcia. I całkiem fajnie wyglądamy :)
    Buziaki zostawiam i przesyłam moje pięknie poranne słoneczko, Jagódko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Anusiu. Tu gdzie jestem też dziś było piękne słońce.
      :-)

      Usuń
  3. Lubiłam zawsze Saską Kępę, nawet w wieku przedszkolnym będąc. Lubiłam głównie za to, że na Zwycięzców mieszkała moja ukochana cioteczna babka, osoba niezwykła, a na Francuskiej miałam potem lekarkę, która mnie "namówiła" na posiadanie dziecka stawiając "mnie pod ścianą". Gdy byłam w owym wieku przedszkolnym na wprost Zwycięzców można było posiedzieć nad Wisłą na tzw. łonie natury rozłożywszy kocyk na trawie. Z chwilą gdy odeszła ciocia przestałam bywać na Saskiej Kępie- nie było po co.
    A Agnieszki szkoda.Dlaczego wybitni nie żyją co najmniej 200lat???
    A niezależnie od mojego lubienia - Saska Kępa, jej stara część, to bardzo ładna dzielnica.
    Niektóre stare drzewa świetnie znoszą przesadzenie.To jednak ten sam kontynent, tylko uśmiechów tu więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - myślę, że tylko takie drzewa jak Ty - czyli hebanopodobne - bo przecież Ty twarda dziewczyna jesteś. Dobrze godom???
      :-)

      Usuń
    2. Tak to jest gdy człowiek nie wiadomo dlaczego słucha tylko intuicji a nie "zdrowego rozsądku".
      Przerabiam widocznie kolejny stopień wtajemniczenia.
      Szkoda tylko, że zupełnie nie pamiętam poprzedniego stopnia.
      Muszę sprawdzić jakie to są te drzewa hebanopodobne;)
      Buziam;)

      Usuń
    3. Te najtwardsze - ale nie wiem dobrze które :-)

      Usuń
  4. Zaczęłam czytać i się uśmiechnęłam...Poczułam zapach "zwariowania"...;o)
    Doczytałam zaległości...;o)
    Życzenia Wam ślę nieustanne, sanatoryjnego żywota nie zazdraszczam, transakcji gratuluję...;o)
    Zaginiona w "Trójkącie" Gordyjka...
    (Zaścianek-Wrzosowisko-Krakusów)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie Gordyjeczko :-)
      A nie zgub się tam na tej trasie :-)))

      Usuń
  5. Pamietam ten tekst, chyba jednak nie 'dla' Saskiej Kepy, a dla zakończenia. Lata temu moi rodzice zastanawiali sie, czy by nie przeniesc sie do Wrocławia; taty nie ma od dawna, mama jest sama i schorowana, a ja kursuje między Krakowem i Wrocławiem. Nie narzekam, bo kocham to miasto, mam tu przyjaciół i znajomych, ale o ile łatwiej byłoby zapewnic opieke mamie, gdybysmy mieszkaly w jednym miescie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ikropko, nie zawsze to takie proste i w jednym mieście, bo jak pomóc, gdy ktoś wzbrania się przed pomocą, choć pomoc jest wskazana? Serce boli :(

      Usuń
    2. Ewo - masz duży problem...

      Usuń
    3. Ivo - wiem coś na ten temat, bo moja Mama tak postępowała...

      Usuń
    4. Bardzo smutne. I wspomnienia sprzed prawie 10 lat nadal są smutne.

      Usuń
  6. Gdy czytałam ten urywek, to wróciły wspomnienia spaceru po Saskiej Kępie i właśnie ta kawiarenka. Dziś ponownie wróciły, bo to był szczególny dla mnie czas.
    Z przesadzeniem bywa różnie, jedni bardziej inni w ogóle nie potrafią się przystosować do nowego miejsca i pozostaje tęsknota, niezależnie czy to jest sto kilometrów, czy tysiące...
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tęsknota Kasiu potrafi człowieka zamęczyć.
      Dziękuję za to Twoje wspomnienie.

      Usuń
  7. Byłem na Francuskiej dwa lata temu, czekając na gŁosia, która wtedy jeszcze pracowała w Warszawie. Czasu miałem dużo, więc połaziłem sobie w te i wewte. W dużej części było tak, jak napisałaś, ale odniosłem też wrażenie, że nawet tam rozsiadła się ta psedowarszawka z Podlasia i okolic, która musi za wszelką cenę pokazać, jak to ustawiła się w stolicy. Przepraszam Stokrotko, ale mam silną alergię na to coś i nic na to nie poradzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz za co przepraszać... możliwe że tak właśnie jest.

      Usuń
  8. Takie spotkania i rozmowy od serca dają wiele obu stronom, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  9. Stokrotko to jak nastepnym razem będę w Warszawie to zabierzesz mnie na Saską Kępę?
    Pozdrawiam serdecznie

    Ela

    OdpowiedzUsuń
  10. Sensowni ludzie mogą żyć z sensem nawet w Sępopolu czy w Korszach (i tak nikt nie wie, gdzie to jest). Bezsensownym - nie tylko Saska Kępa, nawet Londyn czy Nowy Jork nie pomoże. I w Paryżu nie zrobisz z owsa ryżu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam kilka bliska osób na obczyźnie. Jedni znoszą to lepiej, inni fatalnie. Ja się zdecydowanie nie nadaję do przesadzania.
    A Saska Kępa ma w moim sercu na zawsze maleńkie, ale ciepłe miejsce wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie nadaję się do przesadzania Szarabajko...

      Usuń
  12. Agnieszka Osiecka to wspaniały, choć niemy, kompan do posłuchania, co się mówi o Saskiej Kępie.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem czemu, łezka mi poleciała. :) :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mieszkańcy Saskiej Kępy protestują przeciwko budowie bloku, który powstaje na ostatnim skrawku zieleni przy zbiegu ulic Argentyńskiej i Kanadyjskiej. Nowy blok ma się znaleźć zaledwie cztery metry od ich okien i balkonów. (z dzisiejszej Gazety Wyborczej)

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj, Stokrotko.

    Jest Coś, co przyciąga do tych Małych Ojczyzn. Nawet jeśli nie są doskonałe, to i tak... najlepsze na świecie:)
    Wiem, co piszę, ponieważ wojażuję dużo i zawsze bardzo tęsknię.

    A na rozproszenie smuteczków - jedna z moich ulubionych piosenek w równie ulubionym wykonaniu:):

    https://www.youtube.com/watch?v=9Y1mI0BGpRw

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wszystkie mamy do siebie podobne - nie chcą ulatwic dzieciom zycia, ale "starych drzew się nie przesadza" a jeśli już trzeba to tesknota może zabic. A ja w Naleczowie zrobiłam sobie zdjecie z Prusem, a core namowie na odwiedziny u Osieckiej - w końcu napisala wspaniala Malgoske. I Malgosia serdecznie pozdrawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniała to Ty jesteś Małgosiu!!!
      Przytulam serdecznie.
      :-)

      Usuń
  17. Obejrzyj "Rezerwację". Manuela Gretkowska napisała książkę o miłości Osieckiej i Jerzego Giedrojcia. To dopiero numer!!!
    Dziewczyny mówiły że kupią.

    Marek z dziewczynami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam bladym świtem.
      Bo też Agnieszka Osiecka niezłym numerem była. A najfajniejsze, że p.Zofia - żona - nawet się nie domyślała jak bardzo związana była Agnieszka z jej mężem...
      :-)

      Usuń
  18. Ulicę Francuska uwielbiam i nie nazwałabym jej całkiem zwyczajną. Drugiej takiej ulicy nie ma w Warszawie.
    Ileż tam kawiarenek i restauracji różnych kuchni świata, a każda w innym stylu, i kto tu nie bywa. Jest też salon tajskiego masażu, pod nr 5. To na Francuskiej znajduje się kawiarnia pod parasolkami, rozwieszonymi nad stolikami, widocznymi z daleka, a pod nr 30 oraz księgarnia pod nr 15, zwana "Pod magicznymi kotami", zamieszkiwana przez cudownej urody koty.
    Na Saskiej Kepie istnieje jedyna ulica w Warszawie, gdzie obok siebie są parzyste i nieparzyste numery, nosząca nazwę Plac Przymierza. Pod drugiej stronie było kina Sawa, z którym wiążę się szczególne wspomnienia. Na ich miejscu powstały apartamentowce Sawa Park z galerią handlową.
    Nigdzie indziej nie spotkałam tak różnorodnej zabudowy willowej, jak na Saskiej Kępie.
    Przy ul. Saskiej 109 mieszkał I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka, kto dziś pamięta, że ktoś taki istniał.
    Wspomniana przez Ciebie Agnieszka Osiecka mieszkała na Saskiej Kępie przy Dąbrowieckiej 25, zaś przy przy Jakubowskiej 14 mieszkali jej rodzice.

    Sorry za przydługi komentarz,ale noszę w sercu ogromny sentyment do tej dzielnicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo serdecznie Ci dziękuję za ten komentarz.
      Jest bardzo wartościowy.
      Pozdrawiam pięknie.

      Usuń
  19. Witaj Stokrotko.
    Saska Kępa pochniała w maju..
    Beci kempka raczej nie...
    Pozdrawiam i zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  20. Weź poczytaj sobie Anabell. Dzisiaj płacz emigracyjny jest śmieszny, za grosze jesteś w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wzięłam" i poczytałam. Znam Anabell osobiście i dobrze wiem dlaczego wyemigrowała.

      Usuń
  21. Oglądałam ten pomnik z bliska. Mam wrażenie, że Agnieszka Osiecka miała zgrabniejsze nogi. Nie takie kłody, jak te pomnikowe. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nogi są założone jedna na drugą więc dobrze nie widać...

      Usuń
  22. Ciekawe urywki z tej Twojej książki.Czekam na następne odcinki.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Ulica Francuska bardzo się zmieniła i nabrala znakomitego kolorytu. Stała się atrakcją dla mieszkancow calej Warszawy i pomnikiem dla tych, wyjatkowych którzy na niej mieszkali.

    OdpowiedzUsuń

"Dąseczki Kłapouchego"... czyli uśmiechnijcie się proszę ...

Taką mini-książeczkę /5cm na 8,5cm/ odnalazłam w jednej ze swoich przepastnych szuflad.  Jak wiecie Kłapouchy obok Prosiaczka był najse...