sobota, 11 września 2021

Dwa dni w Wielkim Księstwie - zakończenie

 

 
                                     Pałac książęcy w Luksemburgu - zdjęcie z sieci

"Do stołu podawały panie w białych haftowanych fartuszkach. Menu było niesamowicie wyrafinowane. Pamiętam, że jadłam zupę z żółwia - była przepyszna. Przy stole panował wzniosły nastrój, przerywany po polsku cichymi uwagami panów inżynierów. Było to coś w rodzaju:
- Hanka mi nie uwierzy jak jej powiem, jakie rzeczy tu jadłem.
- Ciekawe, ile im jeszcze zostało na kartkach mięsa, chyba już do końca roku przez nas nic nie będą jedli - /w tym okresie w Polsce wiele artykułów było na kartki/.
Gospodarze oczywiście nie domyślali się nawet, jakim przeżyciem był dla nas obiad w ich towarzystwie, ze służbą podającą do stołu i gotową na każde skinienie. Staraliśmy się nie okazywać tego po sobie. A może wiedzieli, tylko nie chcieli abyśmy czuli się skrępowani? Potem hrabia wraz z małżonką zaczęli oprowadzać nas po pałacu i pokazywać przepiękne komnaty i ich umeblowanie. Starałam się być bardzo poważna i nie śmiać się , słysząc za plecami komentarze moich kolegów.
Na przykład taki:
- Oj co tam, ja sobie ostatnio ładniejszą meblościankę kupiłem...

- A tu mieszka nasz książę z rodziną. Książę ma dwie córki i trzech synów. - powiedział Roger, gdy wieczorem poszliśmy jeszcze na spacer po stolicy. - Nasz książę jest zupełnie normalnym. zwykłym i skromnym człowiekiem. Bardzo go cenimy.
Staliśmy naprzeciwko Grand Ducal Palace. Roger opuścił nas na chwilę, aby powrócić z wiadomością, że Wielki Książę powinien niedługo wrócić do domu. Wyjechał dzień wcześniej do swojego zamku w Berg, w którym się kiedyś urodził i który stanowił siedzibę wielkich książąt Luksemburga.
Dowiedzieliśmy się, ze w pałacu książęcym, którego najstarsza renesansowa część pochodzi z drugiej połowy XVI wieku, mieścił się kiedyś ratusz. A książę Jan był bohaterem dla Luksemburczyków, bo w czasie II wojny światowej walczył w wielu formacjach i na wielu frontach z niemieckim okupantem. Otrzymał za to wiele orderów i odznaczeń od aliantów. I chociaż samo Wielkie Księstwo zostało zajęte przez Hitlera w 1940 roku to właśnie w tym małym kraju działał jeden z największych ruchów oporu.

Po wojnie Luksemburg był w unii celnej razem z Belgią i Holandią, potem w EWG i Europejskiej Wspólnocie Węgla i Stali, która była zaczątkiem Unii Europejskiej. Luksemburg zawsze był i nadal jest jednym z najbardziej uprzemysłowionych krajów Europy.
Uznawany za jednego z twórców zjednoczonej Europy słynny francuski polityk Robert Schuman urodził się w Metz w Luksemburgu, tam też przy swoim domu został pochowany.

Staliśmy nadal tuż koło pałacu książęcego. W pewnym momencie wartownik wyszedł ze swojej budki i przywołał nas ręką. Razem z Rogerem podeszliśmy bliżej wejścia do pałacu. Do pałacu podjechał samochód, ze środka wyszedł jakiś pan, zamienił kilka słów z wartownikiem i kierowcą. Spojrzał w naszym kierunku, pomachał nam ręką i wszedł do pałacu.
- Poznaje pani? - zapytał Roger.
W mężczyźnie, który wysiadł z auta, rozpoznałam pana, który poprzedniego dnia pomógł mi wstać, gdy przewróciłam się na stacji benzynowej.

W sobotę o siódmej mieliśmy wylot do Frankfurtu, stamtąd do Warszawy. Około czternastej byłam już we własnym domu i gotowałam obiad. Dla równowagi psychicznej robiłam dla swoich chłopaków typowo polski, prozaiczny obiad: schabowego z kapustą /poprzedniego dnia mężowi udało się schab "wystać" w kolejce/.
O nieświadomym i zupełnie przypadkowym spotkaniu z księciem opowiedziałam tylko mamie. Okropnie się zdenerwowała.
- Książę? Jaki książę? A jak on się nazywał? Może jeszcze z nim tańczyłaś? A pantofelek ci przymierzał? - podpuszczała mnie.
- Książę Jan z dynastii Burbon-Parma. Ale on mi tylko pomógł wstać jak upadłam. Nic więcej. No i jeszcze byłam na obiedzie u jakichś hrabiów w renesansowym pałacu - prawie się rozpłakałam z żalu, że ze mnie kpi.
- Nie mów tego nikomu więcej, bo i tak nikt ci nie uwierzy.
Nie mówiłam, aż do teraz.
Wiem, że mi nikt nie uwierzy."

                                      KONIEC

/Był to urywek z mojej książki pt: "Nadal wariuję"/



46 komentarzy:

  1. Świetna opowieść Stokrotko. Zazdroszczę troszkę tej wyprawy. Powrót do domu - prozaiczny. Będę miał na uwadze Twoje książki. Teraz czytam mnóstwo bibliotecznych i e - booków. Pałac na zdjęciu - kapitalny. Ja dziś mam wesoło - Chrześniak dwa dni do jutra, gotujemy zupę pomidorową z kluskami specjalnie dla niego. I wróciłem z zakupów - chleb jak co sobota i Kalendarium Księżycowe . Na 2021 rok. Masz zaproszenie do mnie na kawę ;) Potem zakupy w ... Stokrotce. Co Wielkiego Księstwa - marzy mi się tam podróż :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ps. Małe sprostowanie - Kalendarz biodynamiczny na 2022 roku, a nie ten obecny kalendarzowy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze warto poczytać o podróżach. 😁

    OdpowiedzUsuń
  4. Życie pisze niesamowite scenariusze:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Stokrociu kochana, a ja Ci wierzę w każde słowo. I w księcia, i w pantofel (księcia) zamiast pantofelka (Kopciuszka), i ze Cię książę podnosił gdy stałaś się "upadłą" kobietą, i w hrabiego z pałacu - masz fantastyczne wspomnienia i teraz głośno możesz o tym mówić, książęta są w modzie, nie tak jak wtedy... Uśmiechy przesyłam 😃😃😃

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam na wielkiej orgii, wynajęta dla człowieka z tytułami. Wszyscy, nawet orkiestra pozbawieni odzienia. Kelnerzy nie mieli fartuszków a i kelnerki ich pozbawione. Nie było się czym chwalić po powrocie. Praca po prostu. Takie zlecenie i realizacja. Był i książe i hrabia i hrabianka tylko jakie to ma znaczenie .
    Z treści czytam zachwyt nad tytułami ale nie ma nic czy to ludzie czy może kukiełki . Nie ma też poczucia własnej wartości tylko kontynuacja polityki wstydu . Niedowartościowanie.
    Pamiętam słowa pewnego mojego klienta. Powiedział- Dziecko, myślisz że czymś się różnimy siedząc na kiblu...
    PS
    Pozwolę sobie zapytać-który to był rok ? Pani zupa z żółwia.

    OdpowiedzUsuń
  7. czy panie podające do stołu były w samych fartuszkach, czy miały jeszcze coś pod spodem?...
    aczkolwiek rozumiem, że Ciebie mogło to nie interesować, ale mnie jak najbardziej :P :)
    a zupa była z jakich żółwi?... wtedy chyba hodowlanych, gastronomicznych jeszcze nie było, nie wiem zresztą, czy już takie są, więc pytanie nader eko-ważne...
    tak czy owak czytało się to fajnie i pieprzyć wszelkie trollujące kloszkarady, bo nie wiedzą, co czynią...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Panie na bardzo skromnych sukienkach miały zawiązane fartuszki.
      2. Niestety nie wiem z jakiego żółwia była zupa.
      3.dziekuje że czytało Ci się fajnie

      Usuń
    2. ale rozumujesz, w czym djeło: dziczyzna jest zdrowsza dla człowieka, ale jej pozysk jest nie eko... z kolei mięso hodowlane...
      hm... chwilowo zgłupiałem...
      może pogadajmy o tym za rok, jak mnie moja Lady całkiem nawróci na wege, czy inszą marchewkę :)

      Usuń
    3. Ale wcześniej też się do mnie odezwiesz?

      Usuń
    4. wyraźnie napisałem "o tym"...
      a tam w ogóle, to byłem niedawno u żółwi niegastronomicznych... kazały Cię pozdrowić... chyba nie czytały Twojego posta, bo byłaby afera :)

      Usuń
    5. Znaczy się na Galapagos byłeś? Tam był w lipcu mój młodszy syn!

      Usuń
    6. jakie tam Galalpagi, o rodzimych, słowiańskich, mazowieckich żółwiach skaryszewskich mowa...

      Usuń
    7. p.s. ale nie narodowych, bo to ostatnio jest niepoprawne politycznie, żółwie zagroziły, że się oflagują i ogłoszą strajka, jak ktoś tak o nich powie...

      Usuń
  8. Nie stać Pana na pieprzenie mnie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to Ciebie nie stać, żebym Ci podał do dzioba...
      tak w ogóle, to co jest z Tobą?... czasem zajrzę na Twój blog to nawet fajnie piszesz, ale gdy trollujesz na forach blogowych to z dr. Jekylla robi się pan Hyde...
      mogę Ci jakoś pomóc, ale musisz chcieć się leczyć i poza tym uprzedzam, że tanio to nie będzie...

      Usuń
    2. sorry Stokrotko, wiem, że trolli się nie karmi, ale dałem szansę na sukces... eschatologiczną...

      Usuń
    3. Mam nadzieję że to był pierwszy i ostatni raz..
      ..

      Usuń
    4. Dziękuję Pani Stokrotko. Za uczciwość.

      Usuń
    5. O masz!!!!!!!!!!!!!!!!
      Ale Ci się bagno zrobiło na blogu!!!!!!!!

      Marek z dziewczynami

      Usuń
    6. Na szczęście tylko w komentarzach...

      Usuń
    7. Dodam jeszcze że za komentarze odpowiadają komentujący a nie autor blogu.

      Usuń
    8. Nieśmiało dodam ,że brak reakcji autora bloga na ubliżanie jest oczywiście jego komentarzem i stanowiskiem w sprawie.

      Usuń
    9. Znowu nie rozumiem.o co Pani chodzi. Ale proszę mi nie tłumaczyć.

      Usuń
  9. I tak wymiana zdan dotknela dna. Stokrotko, u nas byle pod czy wiceminister uwaza sie za polboga, a Ty przedstawiasz skromnosc utytulowanej osoby. Szkoda ze nasi "wielcy" nie czytaja takich tekstow! chociaz czy mozna nauczyc godnosci? Malgosia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. NIESTETY Małgosiu- to odnośnie tego dna...
      2. I jeszcze raz NIESTETY.
      Bardzo Ci dziękuję.

      Usuń
  10. To były Twoje przeżycia o których miło się wspomina...
    A inni - chcą wierzyć, niech wierzą, nie chcą wierzyć, ich sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że tak Wilmo.
      Bardzo Ci dziękuję za wizytę i komentarz.:-)

      Usuń
  11. Teraz Luksemburg to chyba bardziej stawia na usługi niż na przemysł? Kraj mały, ale piękny i bogaty. Fragment świetny, zachęcający do lektury.
    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że trochę się zmieniło. Stawia głównie na usługi bankowe.
      Dziękuję za uznanie dla tekstu.
      :-)

      Usuń
  12. Ja Ci wierzę, oczywiście! Tak się cieszę, że miałaś możliwość liźnięcie wielkiego i lepszego świata w tych durnych naszych czasach! To była piękna przygoda!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była także Urszulko wielka odpowiedzialność bo byłam w tych rozmowach tłumaczką dla naszych inżynierów i negocjatorka...

      Usuń
  13. "Bo kochanie,pokazałaś mi tak wiele rzeczy,o których nigdy
    nie wiedziałem...potykając się"
    https://youtu.be/iGaF4tKUl0o

    "Już miał się oświadczyć,lecz pomiarkowano
    i czarną mu polewkę podano".

    Mieszkańcy miasta Viandem w Luksemburgu zwariowali
    i nadal wariują na punkcie orzechów włoskich(2500 drzew).
    Każdego roku odbywa się w tym uroczym miasteczku orzechowy festiwal"Veianer Noss".
    :)





    OdpowiedzUsuń
  14. Dzień dobry Pani.
    Nie znam pani książek ale na podstawie urywków z nich które Pani tu publikuje wydaje mi się że są bardzo ciekawe.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Znowu zwariowałam...

Spokojnie. Tym razem nie napisałam kolejnej książki  tylko znowu książkę sobie kupiłam. I to taką zwykłą książkę, papierową, ze starymi zdję...