poniedziałek, 13 września 2021

Gość na głowie...

Siedziałam sobie przedwczoraj w swoim domeczku działkowym i oglądałam "Niebezpieczne związki" na TVP Kultura gdy nagle coś mi wskoczyło na głowę. A wskoczyło przez uchylone od góry okno pod którym siedziałam. Przestraszyłam się bo było już ciemno dookoła, także w domeczku, bo telewizję lubię oglądać po ciemku. To coś na czubku mojej głowy zaczęło się wiercić we włosach i kręcić dookoła, więc w pierwszym momencie pomyślałam, że to jakiś malutki nietoperz, potem, że myszka a na końcu,  że może szerszeń.

Już chciałam wzywać pomocy... gdy nagle to coś skoczyło na podłogę.

Na szczęście kontakt elektryczny miałam na wyciągnięcie ręki, więc gdy światło się zapaliło zobaczyłam na dziecinnej wykładzinie /przeniesionej z domu wnuków i zainstalowanej parę lat temu na podłodze domeczku/ prześlicznego FILIPA. Tym razem usiadł na "dachu domku"... Zdążyłam go sfotografować... "Na oko", bo przecież go nie mierzyłam - miał 10 centymetrów długości.

Ale co się strachu najadłam to nie macie pojęcia...


                                          Zdjęcie można powiększyć...

A tu jak chcecie zobaczyć jak ten FILIP tańczył na mojej głowie 😀

https://www.youtube.com/watch?v=p0owOV3OaCg

Mieliście kiedyś takiego albo podobnego gościa na głowie???

59 komentarzy:

  1. Ojej! ale się wystraszyłam, bo zanim doszłam do końca tekstu, to już cała roztrzęsiona :) :) :) byłam prawie pewna, że to krzyżak! Ojej, umarłabym...
    A tu taki sympatyczny Filipek...
    Ściskam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny był ten konik polny Polu, ale bardzo ruchliwy:-)

      Usuń
  2. Ja Stokrotko raz miałem drona we włosach, nietoperz tez kilka ładnych lat temu po zmroku o mnie zawadził. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyobrażam sobie jakby moje dziewczyny krzyczały gdyby im coś na głowie usiadło :-)))
    Dzielna byłaś!!!
    Marek z dziewczynami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja generalnie jestem bardzo dzielna i odważna :-)))

      Usuń
  4. Też bym się wystraszyła.Kochanie, takie oglądanie TV w ciemności nie jest zdrowe dla oczu, byłoby dobrze mieć jednak włączone małe światełko. I założoną siatkę w oknie, właśnie po to, by niespodziewani i czasami niezbyt pożądani goście (komary, muchy, osy, ćmy) nie wpadali do środka z niezapowiedzianą wizytą. Bo gość w dom - Bóg w dom, to jednak tylko teoria.
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu siatkę w okni założymy jak młodzieź przestanie przez otwarte okno grać w piłkę :-)))

      Usuń
    2. Siatka może być na ramie, zdejmowana w razie meczu;)

      Usuń
    3. Muszę im to zasugerować:-)

      Usuń
  5. Tez się dziwię, że w tak spokojnym tonie zaczęłaś opowieść, zawału chyba bym dostała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu to było w sobotę wieczór, więc już się uspokoiłam :-))

      Usuń
  6. szerszenia to byś najpierw usłyszała, bo mistrzem kamuflażu akustycznego to on nie jest na pewno, to nie sowa płomykówka...
    za to Filipek wlazł mi kiedyś niedawno do spodni, pewnie wskoczył z pola przez okno jakoś nad ranem i się zaszył... myślałem, że to raczej jakaś Tekla, ale po zdjęciu i wytrząśnięciu portek okazał się Filipkiem, dość niewielkim zresztą... bardzo intrygował kota, który wnikliwie go studiował, w końcu zniknął... kot zażądał ode mnie wyjaśnień, gdzie ten stwór się podział, odparłem mu "było uważać" i sprawa została zamknięta...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo generalnie to z żadnym kotem nie ma dyskusji :-))

      Usuń
  7. Kiedyś dwie noce spałam z cykającym konikiem polnym ukrytym w pokoju, myśląc że słyszę go z zza okna. Gdy go wreszcie znalazłam koło kaloryfera zadziałała wyobraźnia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdy na wsi graliśmy nocą w kanastę to koników było zatrzęsienie (upały, otwarte drzwi). Kibicowały ;) W tamtym pomieszczeniu nikt nie nocował, więc zostawały. Nie przeszkadzały. Gorzej z ćmami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieczorami to te różne istoty lubią do domków wchodzić :-)

      Usuń
  9. 3 lata temu, było u nas "szerszeniowe lato", chyba ze 4 razy wleciał taki do mieszkania, a nasz kot Myko jest łowcą ;) Bałam się że jak mu się uda złapać owada to ukąszenie może mu zaszkodzić, no i takie polowanko do cichych nie należy, kot ugania się za intruzem po wszystkich meblach, a dzieje się to w nocy. Dlatego to ja sama musiałam się owadów pozbyć z mieszkania. Raz łowiłam takiego w dużą tykwę, po złowieniu wytrząsnęłam na korytarz.
    Zaś miesiąc temu łapałam ważkę która wleciała do mieszkania w szklankę, też ratując przed kotusiem ;)
    Bolesną przygodę miałam ze 30 lat temu , do nogawki spódnicospodni wleciała mi osa i ja na niej usiadłam, udo bolało mnie ze dwa tygodnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario - mnie też kiedyś osa pod spódnicę wpadła i ugryzła mnie kilka razy. To był koszmar!!!

      Usuń
  10. Na szczęście nie. Spanikowałabym i zaczęłabym krzyczeć. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Do niedawna prawie każde lato spędzałam na wsi, gdzie latających stworzeń jest mnóstwo, ale takiej przygody nie przeżyłam.
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przezylam takiej przygody. Gratuluje opanowania Malgosia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Na ogól jestem opanowana i spokojna, ale w takiej sytuacja jak Twoja darłabym się jak opętana.
    Gratuluję spokoju;).

    OdpowiedzUsuń
  14. Gość wprawdziw bardzo sympatyczny, ale też bym się wystraszyła.
    Ela

    OdpowiedzUsuń
  15. Pani Stokrotko mnie też kiedyś konik polny wskoczył ale nie na głowę tylko na ramię.
    Pozdrawiam Panią
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeśli byłaś sama, to podziwiam Twoje opanowanie, a konik polny kiedyś zagościł i u mnie w mieszkaniu w bloku. Teraz widuję je w ogrodzie.
    Pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale ulga! Czytając tytuł od razu pomyślałem o teściowej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak teściowa z reguły na głowie siedzi :-))))

      Usuń
  18. Do mnie kiedyś wleciał mały nietoperz, wcale nie chciał sobie odlecieć. TK to bywa z tymi wiecznymi gośćmi. Pozdrawiam jesiennie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale fajna przygoda! Chyba bym dostała zawału na Twoim miejscu. Dzielnie to zniosłaś, bo poczucie humoru cię nie opuściło! A konikowi nic się nie stało? On też się na pewno przestraszył:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały i zdrowy wyskoczył sobie następnego dnia najpierw na taras a potem.....chyba na trawkę:-)

      Usuń
  20. Na głowie nie, ale wskoczył mi do domu kiedyś. Nie wiem jak to zrobił, bo mieszkam na czwartym piętrze. Troche jakis taki był nie teges jak go odkryłam, dałam wody i kawał sałaty. Zjadł, wypił, odpoczął i zaczął mi hulać po pokoju. ;p Szczęśliwie udało mu sie znaleźć samodzielnie drogę na balkon i sobie poszedł. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ten konik miał przygodę z Tobą a Ty z nim :-)

      Usuń
  21. Ojej, wierzę, że się przestraszyłaś.
    Wieczór, sama w pokoju, a tu coś się wkręca we włosy.
    Brr... Na szczęście to tylko konik polny.
    A swoją drogą piękny jest!

    OdpowiedzUsuń
  22. Wypasiony ten pasikonik.Takiego jeszcze nie spotkałem.
    Na moją głowę to spadała tylko piłka.
    Został tylko rok,aby sięgnąć głową nieba.Ale żeby sięgnąć nieba,trzeba mieć w kieszeni 1000 USD w kieszeni na mandat i wspiąć się po 3922 schodach.W 2022 roku"Schody do nieba"zostaną rozebrane.
    https://youtu.be/ZdEbS0Hf9uA

    Kiedy w nocy idę spać
    Czternaście aniołów czuwa
    Dwóch mojej głowy strzeże
    Dwóch moje stopy prowadzi
    Dwóch jest po mojej prawej ręce
    Dwóch jest po mojej lewej ręce
    Dwóch,którzy ciepłem okrywają
    Dwóch,którzy nade mną się unoszą
    Dwóch,którym"to dane"
    by poprowadzić moje kroki do nieba.
    :)




    OdpowiedzUsuń
  23. Ale pędzisz z postami! nie zdołałam napisać komentarza pod ostatnim luksemburskim, który oczywiście przeczytałam , niezwykła to była przygoda no i bardzo ładna.
    A przygoda z świerszczem w sumie całkiem miła, świerszcze , pasikoniki czy koniki polne to całkiem miłe zwierzątka.
    Przypomniałaś mi pewna przygodę w Zakopanem, gdzie spaliśmy z mężem w pokoju pensjonatowym prawie podziemnym, okna były na poziomie ogrodu, łóżko stało przy oknie a było to lato więc mąż w nocy otworzył sobie to okno w celu ochłody, obudziło go coś wilgotnego ,chłodnego na czole..to była ogrodowa ropucha!!świerszcz chyba jednak przyjemniejszy!
    i

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko dziękuję za uznanie dla "przygody w Luksemburgu" :-)
      A spotkanie Twojego męża z ropucha też fajne....

      Usuń
  24. Miałam przeróżnych tego typu gości, zawsze się cieszę, że akurat mnie odwiedzili.
    Pozdrawiam kochana bardzo słonecznie życząc miłego dnia i zdrówka nieustannie🍀💛🌼🌞😃🦗

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja może nie na głowie, ale taki jeden wskoczył mi na stół podczas obiadu u Cioci :) Zachwycił wszystkich natychmiastowo i otrzymał imię Franek :)

    Innym razem kolejna sytuacja już u mnie w domu. Jak mieszkaliśmy na starym osiedlu, często wieczorami przylatywały do nas nietoperze. Któregoś wieczoru jeden zrobił mi niespodziankę, wleciał przez otwarte okno i skrył się za kaloryferem. Wstałem, żeby okno zamknąć, odchyliłem zasłonę...i dostałem nietoperzem prosto w twarz :D

    A Ty wykładzinę w domeczku masz identyczną jak ja u siebie w pokoju za dzieciaka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Celcie Najmilszy bo to jest wykładzina z pokoju moich wnuków z mieszkania w Warszawie. Ale wnuki już takiej nie chcą więc ich tata zdjął ją i przeniósł do domeczku na działce.
      :-)

      Usuń
  26. Fascynujaca opowieść . Fascynujaca treść. Fascynujace przesłanie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Do mnie czasami po ścianie bloku wchodzą na 3 piętro pasikoniki-mutanty. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pewnie się ich boisz :-))

      Usuń
    2. Nie, tylko potem nie wiem co z nimi robić

      Usuń
    3. One po pewnym czasie w jakimś kąciku kończą życie więc tylko musisz je ....wyrzucić...

      Usuń

Ujazdów - najstarszy teren Warszawy

I . Historia Warszawy zaczyna się wraz z grodem Jazdów powstałym w XII lub XIII wieku jako miejsce postoju książąt mazowieckich w czasie pol...