Pojechali sobie na dwa dni w Tatry. Bo tylko na tyle dni mogli. Pierwszego dnia, czyli wczoraj - /29 maja 2026 roku/ wjechali kolejką linową na Kasprowy Wierch. Ze szczytu zeszli na Halę Gąsienicową i tam w schronisku Murowaniec zjedli obiad i dalej przez Skupniów Upłaz a następnie przez Boczań zeszli z Gór.
I wtedy GO spotkali. Powiększcie sobie proszę to zdjęcie, to zobaczycie kto czekał na nich na środku wyjątkowo pustego o tej porze niebieskiego szlaku wiodącego z Hali Gąsienicowej do Kuźnic...
Stali tak sobie dłuższą chwilę naprzeciwko siebie w pewnej odległości - to znaczy ON i oni. Aż wreszcie ON pewnie zdecydował, że już ich wystarczająco nastraszył i że może zejść im z drogi. Bo przecież uszanowali ciszą i spokojem jego obecność w Tatrach. Bo przecież Tatry są jego domem, a oni są w nich tylko gośćmi. Wszedł więc powoli z powrotem w las i pewnie poszedł wyżej. Może do swojej gawry w której się kiedyś urodził? Albo do swojej mamy, od której się już odłączył. Był już przecież duży, miał pewnie dwa lata.
Właściwie to nie ma się co dziwić, że do nich wyszedł. Przecież misie lubią miodek... A ONI mają miesiąc miodowy....
Szalony Geograf bardzo załował, że nie zdążył zrobić żonie wspólnej z NIM sesji fotograficznej...😂
---------------------------------------------------------------------------------
PS. 1.Górale tatrzańscy zawsze na niego mówili I nadal mowią ON - bo jest to oznaka wielkiego respektu dla tego dużego i groźnego tatrzańskiego zwierzęcia.
PS.2. Mieliście kiedyś w czasie swoich wędrówek spotkanie z jakimś dzikim zwierzęciem?

W moich stronach sarny, jelenie, lisy, a także dziki . Przeczytałem tego posta z olbrzymim zaciekawieniem. Pozdrawiam Stokrotko, 33 minuty dziś sobota na zakupach i na spacerze, w tym obowiązkowo w sobotę - Stokrotka :-) .
OdpowiedzUsuńNa szczęście z niedźwiedziem nie spotkaliśmy się oko w oko, ale trafił się lis, no i sarenki, mąż widział z bliska kozice.
OdpowiedzUsuńKiedyś słyszeliśmy dziki, ale woleliśmy zejść im z drogi...
Jejku ale przygoda , nie chcę takiej .Pozdrawiam deszczowo.
OdpowiedzUsuńZ niedźwiedziem się nie spotkałam i chyba bym nie chciała, ale tydzień temu, będąc w Arturówku ( Łódź) spotkaliśmy dziki, choć to teraz podobno normalne...
OdpowiedzUsuńPotwierdzam - myślę, że widok dzików w Łodzi już się robi normalny jak w Gdyni. :D
UsuńNie chcę zapeszyć... ale takie spotkanie to na szczęście we wspólnym życiu!
OdpowiedzUsuńMarek z dziewczynami
Misio! No nie ukrywam, majtki miałabym mokre. :D Ja spotkałam kiedyś stado dzików, ale na szczęście się gdzieś spieszyły i nie zwróciły na mnie uwagi.
OdpowiedzUsuńMi instynkt nakazał spokojnie się wycofać, a Grześkowi instynkt nakazał szybko wyciągnąć aparat 😂
OdpowiedzUsuńdecydowanie żałuję że cyknalem trochę więcej zdjęć;)
OdpowiedzUsuńmieliśmy... tylko teraz pytanie, co my liczymy jako dzikie zwierzę?... czy musi być duże?... na ten przykład, bo nie każdy liczy jeża, czy wiewiórkę jako dzikie zwierzę, o zającu już nie wspomnę... albo czy ptak to zwierzę, czy ptak?... bo są różne opinie na ten temat, buraki nie uważają ptaka za zwierzę... no, okay, ale dość tych dywagacji... co powiesz, na ten przykład na starcie sparringowe młodych jelonków na swoim podwórku w obejściu?... załóżmy teoretycznie, że takie masz... bardzo ciekawe widowisko...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Miś na szczęście !! Słoń i koniczyna wymiękają...;o)
OdpowiedzUsuńZwierzaków nie będę wyliczyć, bo lista byłaby zbyt długa...Misia nie spotkałam...;o) Muszą mi wystarczyć koniczynki...;o)
Wiele lat temu szedłem na Kasprowy, przechodziłem przez las i słyszałem jak przewodnik opowiadał grupie uczniów o niedźwiedziach.
OdpowiedzUsuńWychodząc z lasu narobiłem trochę hałasu - niedźwiedź! niedźwiedź! - zawołali uczniowie.
Na mój widok roześmiali się z ulgą i potem, ilekroć spotkaliśmy się na trasie, pozdrawiali mnie - dzień dobry panie niedźwiedziu.
Kiedyś szłam miedzą i spod nóg wyskoczył mi mały zajączek. Nie wiem, kto bardziej się przestraszył. On pognał przed siebie, a ja stanęłam, jak wryta. Jemu serduszko pewnie biło szybko, a mnie na moment stanęło. A tak to dziki, sarny, lisy. Na moim podwórku w mieście.😀
OdpowiedzUsuń