piątek, 22 czerwca 2018

Stolica Polesia

Przepraszam osoby, które znają ten tekst z poprzedniego blogu albo z książki "Nadal wariuję".


Kijowski mnich Nestor umieścił Pińsk w swojej kronice już w 1097 roku. Jednakże zapiski znalezione w prawosławnym monastyrze na przedmieściu Pińska, pozwalają sądzić, że gród istniał już za Włodzimierza Wielkiego, czyli w końcu X wieku. Ale to data 1097 jest oficjalnie uważana za datę założenia miasta.
Średniowiecze Pińska jest trudne do odtworzenia. Pewnym jest natomiast, że miasto datuje swój rozwój od przywileju Zygmunta Starego, który ofiarował je królowej Bonie. Ona to właśnie przeprowadziła w mieście szereg reform administracyjnych i gospodarczych.
W wieku XVI Pińsk był dużym miastem z drewnianym zamkiem, 16-ma cerkwiami prawosławnymi, kościołem z klasztorem i synagogą. Splendorem w Wielkim Księstwie Litewskim ustępował tylko stolicy – Wilnu i płacił do skarbu państwa takie same podatki jak Połock, Grodno i Kijów.
Miasto słynęło ze swoich mistrzów: rusznikarza Waśki Bakunowicza, rzeźbiarza Annaniusza i malarza Nawosza.
Najbardziej znanym wyrobem pińskim tamtej epoki były wyroby ze specjalnie wyrobionej skóry koziej na wzór safianu, zwanej „usmija”.
W 1581 roku król Stefan Batory nadał Pińskowi prawa magdeburskie i zatwierdził herb miasta – na czerwonym polu złoty łuk ze strzałą.



W XVII wieku w Pińsku powstało wiele murowanych budowli. Z polecenia starosty Albrechta Stanisława Radziwiłła wzniesiono klasztor jezuicki z kolegium i majestatycznym /najwyższym w Wielkim Księstwie Litewskim/ kościołem św. Stanisława. Uczniem tego kolegium był m.inn. Adam Naruszewicz. 

Potem wzniesiono Wielką Synagogę, karoliński zamek Wiśniowieckich, zespoły klasztorne franciszkanów, dominikanów i bernardynów.
Staraniem sławnych: miecznika Mateusza Butrymowicza – starosty pińskiego i sędziego grodzkiego oraz hetmana Michała Kazimierza Ogińskiego - zostały wytyczone Kanały – Królewski /Dniepr-Bug/ i Ogińskiego, co zwiększyło znaczenie Pińska jako bazy przeładunkowej towarów. Widząc niewątpliwe sukcesy mieszkańców w handlu solą, Józef Kraszewski porównał Pińsk do siwowłosego starca siedzącego na workach z solą u zbiegu rzek i kanałów i mocno trzymającego w rękach sakwę pełną pieniędzy.
Mijały wieki. Miasto płonęło, obracało się w ruinę, ale też się z tej ruiny podnosiło.
Potem wybuchła I wojna światowa i w styczniu 1919 r. do opuszczonego przez Niemców Pińska weszła Armia Czerwona. W kwietniu tego samego roku utworzono słynną Flotyllę Pińską, która stała się częścią polskiej Marynarki Wojennej. Odegrała ona wielką rolę w późniejszych walkach, rozbijając radziecką Flotyllę Dnieprzańską w bitwie pod Czarnobylem.
Po podpisaniu pokoju ryskiego w marcu 1921 r. w części Polesia przyznanego Polsce rozpoczęto organizację władz. Powstało województwo poleskie, największe z województw II Rzeczypospolitej.
A na stolicę wybrano Pińsk. Jednakże wielki pożar, który wybuchnął wkrótce w mieście i zniszczył 1/3 zabudowań – spowodował, że stolicę przeniesiono do Brześcia. Tym samym Pińsk spadł do rangi miasta powiatowego.
Międzywojenny Pińsk odzyskał jednak rolę wielkiego węzła dróg wodnych. Sercem Pińska była ożywiona przystań nad Piną, oraz pobliski plac targowy przed kościołem jezuickim. Pińskie targi także odzyskały dawny blask. Pięknie o nich pisał Józef I .Kraszewski, a także związany z tym miastem słynny torfoznawca prof. Stanisław Tołpa.
Druga wojna w Pińsku rozpoczęła się niemieckim nalotem 9 września.
 A 17 września nastąpił niespodziewany atak Armii Czerwonej.
W 1953 r. najsłynniejszy w Pińsku kościół został wysadzony w powietrze. Pozostało tylko stojące przy nim Kolegium Jezuickie /na pierwszym zdjęciu od góry w środku/, w którym znajduje się obecnie Muzeum Polesia Białoruskiego. 

W muzeum tym znajduje się drewniany rower, a także wiele innych niezmiernie ciekawych eksponatów związanych z życiem codziennym mieszkańców tej ziemi czyli Poleszuków - np. słynne łapcie z łyka. W krypcie tego muzeum znajdują się szczątki jezuickiego mnicha św. Andrzeja Boboli, który w tym mieście został zamordowany przez kozaków.
Pozostał na szczęście w Pińsku przepiękny klasztor i kościół Franciszkanów, mieszczący w swoich murach m. inn. wartościowe płótno A. Romera „Pińska Madonna”. W klasztorze znajduje się reaktywowane po latach Seminarium Duchowne im. Tomasza z Akwinu.

W mieście pozostało trochę śladów polskości. Istnieje też do dziś słynne męskie Gimnazjum Polskie. Ukończyło go wiele znanych osób.
Gdy podeszliśmy do budynku gimnazjum jeden ze starszych panów, uczestników naszej wycieczki bardzo się wzruszył. Okazało się, że urodził się w Pińsku i właśnie do tego gimnazjum uczęszczał. Musieliśmy otoczyć szczególną opieką tego pana, bo był już w bardzo podeszłym wieku a nie przypuszczał, że widok jego "starej budy" tak go rozczuli.
Na wielu słupach i starych budynkach na jednej z głównych ulic miasta /była to ul. Lenina, mimo że był to rok 2007/ widać było wyzierające spod tynków polskie napisy. 

Na tej samej ulicy znajduje się też bardzo stara restauracja pod nazwą „Szlachta Pińska”. Zajrzeliśmy do niej z zainteresowaniem.

Ale Pińsk to przede wszystkim rzeka Pina, a także większa Prypeć. Trudno opisać ich urodę, są właściwie całkowicie dzikie.

Płynęliśmy statkiem po Pinie i Prypeci. Brzegi były całkiem dzikie, nie widać było żadnych domów, słupów telegraficznych, żadnych oznak cywilizacji. Była całkowita cisza i mnóstwo zieleni. Czuliśmy jakbyśmy się przenieśli w poprzednie wieki.

W Pińsku urodził się i spędził 8 pierwszych lat życia Ryszard Kapuściński. Na domu jego dzieciństwa na dawnej ul. Błotnej jest zamieszczona tabliczka informująca o tym.
Swoje wspomnienia z dzieciństwa w Pińsku zawarł Ryszard Kapuściński w książce „Imperium”.
A w czasie retrospektywnej wizyty w tym mieście na parę lat przed śmiercią słynny reporter  podobno zaczepiał ludzi starszych i pytał czy może byli uczniami jego rodziców i czy pamiętają go jako małego chłopca.
Chciał wrócić do tego miasta aby napisać książkę tylko o nim.
Ale już nie zdążył.


34 komentarze:

  1. Rewelacyjny ten rower.A masz na zdjęciu te kapcie z łyka? Jak będziesz pisać książkę o różnych ciekawych miejscach na świecie to koniecznie zilustruj takimi fajnymi zdjeciami.
    Pozdrawia Marek z dziewczynami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochani ale nie myślę jeszcze o następnej książce.
      :-)

      Usuń
  2. Może kogoś zainteresuje historia Flotylli Pińskiej
    I szkoda, że Prypeć dotknęła tragedia Czarnobyla.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy w Pińsku nie byłam, aż do tej pory... :) dziękuję Stokrotko

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawie opisałaś to miasto Stokrotko.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  5. Niepotrzebnie przepraszasz, przypomnienie sobie ciekawych rzeczy nigdy nie jest niewłaściwe. Podobne stare napisy w języku niemieckim bywały w moim mieście na starych kamienicach, muszę sprawdzić przy okazji czy coś jeszcze zostało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alez skomplikowana ta nasza historia Asiu...

      Usuń
    2. Bardzo skomplikowana, a liczne ślady dowodzą, że wcale nie byliśmy narodowym monolitem, jak niektórzy twierdzą...

      Usuń
  6. Tam mnie jeszcze nie widzieli, więc dobrze, że pozwoliłaś mi to zobaczyć...;o)

    OdpowiedzUsuń
  7. Także uważam, ze przeprosiny sa nie na miejscu. Przypominanie historii i to w tak ciekawy sposób to tylko powod do dumy i snucia opowieści o przeszlosci. Malgosia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Stokrotko Twoje opowiesci i w ksiazkach i na blogach mogę czytac bez końca.
    Ela

    OdpowiedzUsuń
  9. Takie historie, to ja mogę czytać wielokrotnie:) PS. Tołpa często odwiedzał moich rodziców, gdy mieszkaliśmy w Biebrzy. Opowiadał im kiedyś, że gdy prowadził inwentaryzację mokradeł poleskich, był noszony przez Poleszuków w lektyce z brzozowych pniaczków. Taka przyjemność kosztowała złotówkę dziennie, ale przynajmniej docierał tam, gdzie chciał :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojtku dziękuję Ci bardzo za ciekawe informacja na temat prof Tołpy. I dziękuję za uważne czytanie.
      :-)

      Usuń
  10. Witaj, Stokrotko.

    Z przyjemnością przeczytałam ponownie:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci serdecznie Leno.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  11. Już nawet po nocach marzę o tym, by być w Kazimierzu, Miasteczku, Pińsku i jeszcze paru innych miejscach, o których z takim pietyzmem potrafisz pisać w swoim blogu. Wzbudziłaś we mnie tęsknotę do czegoś, co niestety nie jest zbyt realne. A dotąd wiodłem sobie spokojne zycie emeryta, któremu wydawało się, że wyatarczy mu to gdzie był i co zobaczył. Ale pocieszam się, że dzięki Tobie mogę oglądać to wszystko, o czym tak pięknie piszesz przynajmniej oczyma wyobraźni. I za to dziękuję !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie Ci dziękuję za to co napisales. I za życzliwosc.
      P.S. Wlasnie wróciłam "od Ciebie"

      Usuń
  12. Jeszcze nie zabrałam się za lekturę książki, którą zechciałaś mi ofiarować, więc z ogromną przyjemnością przeczytałam ten post. Nie pierwszy raz przepraszasz za zmieszczenie wcześniej publikowanego tekstu i jest to zupełnie niepotrzebne, bo Ci którzy już czytali i nie chcą sobie przypomnieć, to pominą notkę. Sądzę jednak, że tych, którzy opowieści Twoich nie tylko o Pińsku, nie znali jest znacznie więcej. To właśnie z myślą o nich warto żebyś zamieszczała takie teksty. W dzisiejszym wspomniałaś nazwiska tylu wspaniałych osób, że gdyby wzorując się na Twoich informacjach, chcieć opowiedzieć o każdej z osobna, miałoby się co robić przez kila miesięcy. Jesteś naprawdę niezwykłą dokumentalistką polskiej historii tej mniejszej, "prowincjonalnej", a jakże pasjonującej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Napisałam komentarz, który nie został zamieszczony. Może tym razem się uda. Nie pierwszy raz przepraszasz, za zamieszczenie dawniej napisanego tekstu, a przecież tych którzy wcześniej go nie czytali jest więcej, niż tych już z nim obeznanych. Poza tym wspominasz tylu wspaniałych ludzi, że gdyby ktoś pokusił się o napisanie notki na temat każdego z nich, to miałby posty na wiele miesięcy. Jesteś więc inspiracją dla innych i to jest wartość dodana także tych "powtórkowych" postów. Jesteś niezwykłą dokumentalistką miejsc wspaniałych choć prowincjonalnych i za to chwała Ci.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie przepraszaj, Cię cię czytać nawet w powtórce:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytając pierwszy raz wiele rzeczy umyka, bo na co innego zwróciłam uwagę..teraz to stwierdziłam i z wielką ochotą czytam po raz kolejny.

    OdpowiedzUsuń

Ustrój polityczny Kraju nad Wisłą

  Dwa lata temu w towarzystwie malarki i rzeźbiarki Joanny Rodowicz byłam w Muzeum Rzeźby "Królikarnia" na spotkaniu z Mariuszem S...