piątek, 21 stycznia 2022

Jaszczurka na dachu



 "– Babciu, jak myślisz? Czy ta moja jaszczurka leży jeszcze na tym dachu?

 – Chyba tak, bo chyba nikt specjalnie po nią nie wchodził. 

– To może pojechalibyśmy tam jeszcze raz? Tylko musimy mieszkać w tym samym pokoju, żeby ją z góry zobaczyć. 

– Może, zobaczymy – odpowiedziałam z nadzieją w głosie. I przytuliłam wnuka do siebie.

 Ale wypadałoby zacząć od początku. Nic na to nie poradzę, że nie lubię młodych miast. Dla mnie miasto musi mieć co najmniej 300 lat. A najlepiej to gdyby założył je król Kazimierz Wielki, który sobie w nim wybudował zamek murowany. A jeszcze lepiej, żeby to miasto było założone na prawie magdeburskim i to już w XIII wieku. 

Tymczasem wybraliśmy się do Gdyni. A Gdynia, jak wiadomo, jest miastem bardzo młodym. Ma najwyżej 100 lat. Więc kiedy jechaliśmy pociągiem i po drodze minęliśmy przewspaniały zamek w Malborku i wnuk zapytał mnie, czy „w tej Gdyni oprócz morza to też jest jakiś zamek i stare mury obronne”, to się po prostu załamałam. No bo jak szukać różnych twierdz i historycznych grodzisk w mieście, w którym najstarszy zabytek pochodzi z roku 1925 r – jest to kościół pw. NMP, usytuowany przy ul. Świętojańskiej, która jest właściwie reprezentacyjną ulicą miasta. 

Więc odpowiedziałam, że nie będziemy w Gdyni niczego szukać, bo to, co najważniejsze i najpiękniejsze, samo nam się rzuci w oczy. A będzie to MORZE i jego piękny, wysoki brzeg. 

A widok mieliśmy na port Gdynia i na „cały Bałtyk”, bo mieszkaliśmy na 11 piętrze. I nic nam morza nie zasłaniało. 

Zwiedzanie miasta z 7-letnim dzieckiem trzeba było zaplanować i realizować inaczej niż z kimś dorosłym. Gdy wysiedliśmy w Gdyni, to wnuk zapytał od razu, gdzie są te rekiny i ośmiornica. Okazało się, że był już nieźle przez swojego tatę przygotowany. 

Następnego dnia, zaraz po śniadaniu, poszliśmy do gdyńskiego oceanarium. I tam oprócz wielu interesujących zwierząt morskich zlokalizowaliśmy dwa małe i niewinnie wyglądające rekiny i jedną kolorową, ale paskudną, bo rozpłaszczoną na szybie, ośmiornicę. 

Pogoda tego dnia była deszczowa, więc zdecydowałam, że będzie to dzień muzeów. Zwiedziliśmy po południu stojący przy Skwerze Kościuszki okręt muzeum, czyli słynny niszczyciel „Błyskawica”. Jak nam mówił przewodnik – ORP „Błyskawica” uznany został parę lat wcześniej jako ważny historycznie okręt. W końcu przez całą II wojnę światową walczył z niemieckimi samolotami i okrętami podwodnymi na różnych morzach i oceanach. Jest to najstarszy na świecie wciąż istniejący niszczyciel. Oczywiście wnuk musiał zajrzeć w każdy zakątek i w każde działo „Błyskawicy”. 

Przed wieczorem zajrzeliśmy jeszcze do Muzeum Marynarki Wojennej. Po obejrzeniu wszystkich torped, armat, helikopterów i śmigłowców wróciliśmy do hotelu bardzo zmęczeni. 

 I wtedy 7-latek wyrzucił niechcący przez okno swoją jaszczurkę. Po prostu trzymając ją za ogon, machał nią we wszystkie strony, aż „wymachnął” ją przez okno. A ona spadła na dach znajdującej się poniżej restauracji hotelowej. Poszedł spać zapłakany, bo wszystkie swoje oszczędności wydał już pierwszego dnia, a babcia powiedziała, że mu nic nie kupi. 

Następnego dnia spotkaliśmy się z gdyńską znajomą. Umówiliśmy się na placu zabaw na plaży. Jest to bardzo ładny i bezpieczny plac, usytuowany na plaży tuż przy kawiarni. Usiadłyśmy sobie przy kawie i pogrążyłyśmy się w rozmowie. W tym czasie dwa razy zgubił się nam mój wnuk i obydwie jak szalone szukałyśmy go nad morzem. Okazało się, że niepotrzebnie, bo za pierwszym razem siedział tuż koło nas, a my go nie zauważyłyśmy, bo tak byłyśmy pochłonięte rozmową. A za drugim siedział cichutko pod zjeżdżalnią i obserwował całującą się parę nastolatków. 

Potem poszliśmy na piękny spacer na plażę aż na Cypel Redłowski. Z pewnością najpiękniejszą częścią Gdyni jest dzielnica Orłowo. Klifowy, porośnięty lasem brzeg jest tu najwspanialszy, podobnie jak piaszczysta plaża. Natomiast z Kamiennej Góry, czyli willowej dzielnicy miasta, jest przepiękny widok na port i morze. 

Nadmorska promenada, czyli Skwer Kościuszki prowadzący prosto ku morzu, jest zawsze pełna turystów i marynarzy, bo znajduje się tu także Wyższa Szkoła Morska. 

A w centrum miasta miejscem bardzo sympatycznym jest plac Kaszubski z rzeźbą przedstawiającą siedzących na ławeczce Kaszubów, którzy kiedyś mieszkali niedaleko. 

Nie będę pisać więcej o samym mieście. Dodam tylko, że Hitler wkroczył do Gdyni już 21 września 1939 roku, a już 2 dni wcześniej nazwę miasta zmieniono na Gotenhafen. Zmieniono też nazwy polskich ulic na niemieckie i niszczono wszelkie ślady polskości. Rozpoczęła się intensywna polityka germanizacyjna. 

Aktualnie Gdynia to młode, tętniące życiem miasto. Odbywają się tu znaczące imprezy kulturalne, często o wymiarze międzynarodowym: festiwale filmowe, teatralne i muzyczne, spotkania podróżników, konkursy literackie i inne wydarzenia artystyczne. 

Jest to prawdziwe miasto portowe. I mimo że młode, to bardzo mi się spodobało."

---------------------------------------------------------------------------

Był to urywek z mojej książki "Mój kraj nad Wisłą".

Za twórcę Gdyni uważa się Eugeniusza Kwiatkowskiego. Jego popiersie znajduje się w Łazienkach Królewskich w pobliżu Pałacu Myślewickiego.
------------------------------------------------------------------
P.S. Gdyby ktoś jeszcze był zainteresowany książką "Mój kraj nad Wisłą"... to wszelkie informacje na jej temat może uzyskać pod adresem rusinowa@op.pl

środa, 19 stycznia 2022

Z jednego pnia...


.......wyrastają gałęzie w różnych kierunkach



                                                 


Aktor Antoni Pawlicki /wnuk bardzo dobrej aktorki Barbary Rachwalskiej/ tak powiedział o RODZINIE:

Cytuję:

"Mój ojciec pracuje w TVP, stryj nakręcił "Smoleńsk", a ja pomagam uchodźcom"...

I wszystko jasne - prawda? Myślę, że w wielu polskich rodzinach jest podobnie. Chociaż akurat w mojej najbliższej rodzinie wszyscy mają podobne poglądy i opinie. Ale już w dalszej i wśród znajomych jest bardzo różnie.

Ciekawa jestem jak jest w Waszych Rodzinach - czy wszyscy mają to samo zdanie?  Czy różnicie się między sobą w opiniach o tym co "tu i teraz", mimo że jesteście "z jednego pnia".

Oczywiście nikogo nie zmuszam do wypowiedzi. 

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Kamiennne upamiętnienia - z cyklu "Warszawa mało znana"

 



Bezpośrednio po wyzwoleniu Warszawy spod niemieckiej okupacji, powracający do miasta mieszkańcy zaczęli spontanicznie upamiętniać miejsca, w których dochodziło do egzekucji Polaków. Nieco później, w związku z rozpoczęciem wielkiej odbudowy miasta, zdecydowano o nadaniu godnej i symbolicznej formy tym upamiętnieniom. Na wniosek Ministerstwa Kultury i Sztuki zorganizowany został konkurs plastyczny pod opieką Stowarzyszenia Architektów Polskich. Zwyciężył rzeźbiarz Karol Tchorek. Artysta przedstawił koncepcję kamiennej tablicy z wielkim krzyżem typu maltańskiego, na której tle umieścił tarczę z inskrypcją. Pod krzyżem na podłużnej płycie umieszczona została informacja o dacie tragicznych wypadków i liczbie zamordowanych osób.
                                                 




"Tablice Tchorka" stały się jednym z wielu symboli Warszawy. Początkowo było ich około 200, do dziś zachowało się około 165. Ostatnie były wykonywane jeszcze w latach 90-tych XX wieku. Pomimo upływu lat te kamienne tablice pamiątkowe są przedmiotem szczególnej troski i szacunku warszawiaków - wiele  z nich ma społecznych opiekunów, takich jak wspólnoty mieszkaniowe, spółdzielnie, szkoły, zakłady pracy czy stowarzyszenia. Dbają o nie także zwykli mieszkańcy okolicznych domów. Niedaleko mojego domu na Targówku są trzy takie tablice. Do dzisiaj jakieś "niewidzialne ręce" kładą pod nimi kwiaty. A jest o kim pamiętać bo w czasie II wojny światowej zginęło w Warszawie 600-800 tysięcy warszawiaków - w tym ok. 350 tysięcy Żydów. i 170 tysięcy w czasie Powstania Warszawskiego.

Karol Tchorek /1904-1985/był wybitnym polskim rzeźbiarzem, marchandem i kolekcjonerem sztuki. Na ulicy Smolnej znajduje się jego pracownia artystyczna. Pracownię tę przekazała niedawno Warszawie w darze synowa artysty.


Znajdują się w tej pracowni nie tylko zbiory związane z Karolem Tchorkiem, ale także jego warsztat, wyposażenie pracowni, gromadzone przez lata przedmioty m.inn. modele i fragmenty rzeźb, które wykonywal artysta, ich stelaże i dokumentacje. Są też kafle, meble czy przedwojenne wycinanki. 

I jest niepowtarzalny, specyficzny nastrój i zapach pracowni rzeźbiarskiej, który i ja trochę pamiętam z dzieciństwa...

sobota, 15 stycznia 2022

Niewidoczne niewolnice

Tekst ten dedykuję Basi Ś.

Najpierw była ta książka. Dostałam ją w prezencie już 2 lata temu, ale zupełnie nie wiedziałam jak o niej napisać. Po prostu okropnie mnie zasmuciła. Dowiedziałam się bowiem o hańbie swoich rodaków. Bo wprawdzie służące istniały we wszystkich krajach, to jednak w naszym byly traktowane wyjątkowo źle. 


Dziewczyny przyjeżdżały do miast z zapadłych wsi. Były bardzo młode, często 15-letnie, bardzo biedne. Przeważnie nie umiały czytać ani pisać. Podjęcie pracy służącej u "bogatych państwa" było dla nich niesamowitym awansem. Oczywiście do czasu gdy okazywało się, że ich praca to rodzaj niewolnictwa. Były bowiem naprawdę do wszystkiego. Nawet do uprzyjemniania życia panom domów w których służyły. Owocem tego była często ciąża służacej. I jeśli służaca nie zdążyła "pozbyć się kłopotu" lub  urodzonego cichutko w "służbówce"dziecka, to była natychmiast ze służby wyrzucana. Często z noworodkiem po prostu na ulicę i bez jakichkolwiek środków do życia.

Książka została oparta na faktach. Autorka posiłkowała się autentycznymi życiorysami służących. 

Polskie służące i ich historia mają swoje miejsce w znanych literackich dziełach. Przypomnę tylko służącą Hankę z "Moralności pani Dulskiej", którą odprawiono bo zaszła w ciążę ze Zbyszkiem Dulskim. A także Felicję z "Nocy i dni" z którą "zapomniał się " sam Bogumił Niechcic...

Zdarzało się jednak, że służące były traktowane jak członkowie rodziny. Stawały się doradczyniami a nawet przyjaciółkami pań domu. Były to jednak przypadki niezwykle rzadkie.

Polecam książkę "Służące do wszystkiego". Naprawdę warto ją przeczytać.

--------------------------------------------------------------------

Parę dni temu poszłam do Muzeum m.st. Warszawy aby obejrzeć  wystawę o warszawskich służących.


I zrobiłam kilka zdjęć:

                                

Kandydatki na służące musiały zarejestrować się i dostać zgodę odpowiedniego biura.


Powinny były dowiedzieć się, że mogą być przedmiotem handlu.


I że będą wykonywać pracę, której nikt nie widzi...


              I że nocą będzie je odwiedzał pan domu albo jego syn.

                          


Na koniec - dla relaksu, bo wystawa była smutna - zrobiłam dwa inne zdjęcia.  To jest widok na Rynek Starego Miasta z jednej z sal Muzeum Warszawy ...


                       A to na słynną uliczkę Kamienne Schodki


I jeszcze wzięłam sobie do wypełnienia taką książeczkę. Nigdy nie wiadomo - może kiedyś będę musiała zostać służącą? Oczywiście żartuję.

---------------------------------------------------------------

P.S. We wszystkie czwartki wstęp do Muzeum Warszawy jest bezpłatny. A jeśli chodzi o bilety to najlepiej kupić bilety roczny - można na niego wchodzić niezliczoną ilość razy i brać udział w wydarzeniach związanych ze wszystkimi wystawami w tym Muzeum.

czwartek, 13 stycznia 2022

Bracia

 Tekst ten dedykuję moim synom i wnukom 


Obydwaj bracia urodzili się w zwyczajnej drewnianej chałupie w rzeszowskiej dzielnicy Staromieście. Ten starszy w roku 1916, ten młodszy w roku 1920. Mieli jeszcze pięciu starszych braci i jedną siostrę, która była najstarsza z całego rodzeństwa. Ich rodzice byli ludźmi niewykształconymi.

Ten starszy już jako dziecko zaczął rzeźbić. A pierwsze popiersie wyrzeźbił w kamieniu, którym przygniecione było wieko beczki z kapustą. Do dzisiaj nie wiadomo jakich narzędzi do tego użył. Miał wtedy 14 lat.

Ten młodszy o 4 lata całe dnie spędzał na odgrywaniu różnych postaci z historii. Podobno stawał na środku pokoju, nakładał na siebie jakieś stare ubranie i był królem albo żebrakiem albo czarodziejem albo staruszkiem.

Ten starszy zdążył przed wybuchem wojny ukończyć Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Nie zdążył jednak pojechać na stypendium do Włoch.

Ten młodszy nie zdążył przed wojną pójść do Szkoły Teatralnej. Ale zaraz po wojnie grał w Rzeszowskiem Teatrze pod dyrekcją Kazimierza Dejmka i w towarzystwie Adama Hanuszkiewicza oraz wielu innych bardzo zdolnych amatorów. Po pewnym czasie zdał egzamin eksternistyczny w słynnej łódzkiej Filmówce.

Bracia bardzo się kochali. Ten starszy pomagał temu młodszemu. Ciągle pozostawał jednak w jego cieniu, bo dobrzy aktorzy szybciej stają się sławni i znani niż dobrzy rzeźbiarze.

Ten starszy pozostawił po sobie około 400 prac - rzeźb, pomników, płaskorzeźb, różnego rodzaju epitafiów a także  obrazów. Brał udział w rekonstrukcji pomnika Chopina w Łazienkach Królewskich. Stworzył wiele wspaniałych rzeźb, które znajdują się także za granicą kraju.

Ten młodszy stworzył ponad 600 ról teatralnych, przeszło 50 ról filmowych, ponad 100 w Teatrze Telewizji i słuchowiskach radiowych. Na emeryturze zaczął także malować obrazy.

Chociaż obydwaj byli bardzo utalentowani to nawzajem zazdrościli sobie tych talentów. Byli do siebie bardzo podobni nie tylko z wyglądu, ale mieli ten sam tembr głosu, nawet gestykulowali i używali tych samych sformułowań gdy coś opowiadali.*/

Nie ma już od dawna tych BRACI. Nie ma także tego domu, w którym się wtedy spotkali. I  nie wiem nawet kto zrobił to zdjęcie, które znalazłam w jednym z rodzinnych albumów.

---------------------------------------------------------------

*/ Zastanawiam się czasami czy wśród utalentowanych braci czy sióstr często występuje silny syndrom zazdrości i czy też są do siebie bardzo podobni. Jak myślicie?

wtorek, 11 stycznia 2022

"Sekrety Rzeszowa"

Zarówno na blogu jak i w swoich książkach wspominałam, że moi Rodzice pochodzili z Rzeszowa. Tam się urodzili w dzielnicy Staromieście, tam spędzili wczesną młodośc i stamtąd wyruszyli w Polskę. Ja też jestem z Rzeszowem związana bo spędzałam tam u jednej z babć wszystkie wakacje szkolne. A u jednej cioci mieszkałam nawet przez cały rok gdy miałam 8 lat. Mieszkałam wtedy w domu naprzeciwko Letniego Pałacyku Lubomirskich a do 2 klasy szkoły podstawowej chodziłam na ul. Chopina.

O Rzeszowie wiedziałam dużo głównie od mojej Mamy. No i do Rzeszowa nadal co pewien czas jeżdżę, bo tam ciągle mieszkają osoby, z którymi jestem związana więzami krwi.

Gdy pod choinkę wśród prezentów znalazłam tę książkę, ucieszyłam się niesamowicie. 


I zaraz następnego dnia zaczęlam ją czytać. I nie mogę się od niej oderwać. A jak się oderwę to czytam od nowa...

Są w Polsce miasta o których ludzie wiedzą dużo. Do takich należy Kraków, Warszawa, Gdańsk, Wrocław i kilka innych.

Są też takie o których nie wie się prawie nic. Albo jeszcze gorzej, bo z takich miast wiele ludzi często się śmieje np. z  Radomia. Albo mają o nich nienajlepszą opinię - tak jak o Białymstoku.

Rzeszów to miasto naprawdę bardzo mało znane.

Oczywiście nie mam zamiaru streszczać Wam książki, ale o kilku sekretach Rzeszowa napiszę. Jestem bowiem przekonana, że także nie wszyscy Rzeszowianie o nich wiedzą.

Zacznę od tego co jest mi bliskie:

1. Rzeszów został wyzwolony już 2 sierpnia 1944 r. Wokół miasta z reprezentacyjną ulicą zwaną Paniagą, fabryką lotniczą i łanami żyta na przedmieściach toczyła się jeszcze wojna gdy zaczęli do niego uciekać Kresowianie a także ci z zachodnich terenów. Wczesnią jesienią ogłoszono w Resovii czyli w Rzeszowie, zwanym też kiedyś Mojżeszowem albo Rajszą  utworzenie Teatru Narodowego.  I zaczęto do tego Teatru werbować młodych i  zdolnych. W tamtym roku przyszły słynny reżyser teatralny Kazimierz Dejmek miał 20 lat, Adam Hanuszkiewicz był jego rówieśnikiem, a mój stryjek Ignacy Machowski był o 4 lata starszy. Byli jeszcze inni uzdolnieni amatorzy. I oni wszyscy stworzyli w Rzeszowie pierwszy zawodowy teatr dramatyczny w wyzwolonej Polsce.

2. O podziemnym labiryncie Rzeszowa nie wiedział zupełnie nikt,  dopóki ludzie sami albo z ławkami na których siedzieli nie zaczęli nagle znikać. Ale to nie były żadne czary-mary tylko na rzeszowskim rynku zaczęła się zapadać nawierzchnia i ludzie nagle wpadali do piwnic. Piwnice miały od 60 cm do 10 metrów głębokości. Te najgłębsze 3-kondygnacyje powstawały od XIV do XVIII wieku. Kupcy rzeszowscy budowali je aby składować tam towary którym handlowali. Rzeszów leżał przecież na ważnym szlaku handlowym. 

W czasie wojny w tych piwnicach ukrywali się Żydzi.

Piwnice czy też podziemny labirynt odkryto po wojnie ale Rzeszowska Podziemna Trasa Turystyczna czyli 15 korytarzy i 25 piwnic powstała dopiero w latach 2001-2007. Można nią przewędrować pod ziemią cały Rynek.

3. W kamienicy nr 9 przy rzeszowskim Rynku urodził się w 1907 r. i mieszkał do wybuchu I wojny światowej Alfred Zinnemann, światowej sławy reżyser austriacko-żydowskiego pochodzenia, zdobywca czterech Oskarów,  twórca kultowych filmów takich jak "W samo południe", "Stąd do wieczności"czy "Dzień szakala". W jego filmach debiutowały takie sławy jak Marlon Brando, Montgomery Clift i Meryl Streep.

To tylko trzy sekrety Rzeszowa, a jest ich dużo, dużo więcej.

---------------------------------------------------------------

Książkę "Sekrety Rzeszowa" wydało Wydawnictwo "Księży Młyn". Wydaje mi się że każdy, kto w jakiś sposób jest związany z Rzeszowem powinien ją mieć, albo przynajmniej przeczytać.


niedziela, 9 stycznia 2022

Obraz symboliczny

W dniach od 9 września do 14 listopada 2021 w nowo wyremontowanych Stajniach Kubickiego w Łazienkach Królewskich w Warszawie można było obejrzeć monumentalne dzieło /3,5 metra na 6,4 metry/ autorstwa Jana Styki pt: "Przysięga Witolda".


Ekspozycja została zorganizowana z okazji 30 rocznicy wznowienia stosunków dyplomatycznych między Polską a Litwą.

Jeden z najsłynniejszych polskich batalistów - współtwórca "Panoramy Racławickiej" i twórca wielu scen historycznych i batalistycznych w malarstwie polskim namalował w ciągu roku w Paryżu, gdzie wówczas mieszkał dzieło wyjątkowe.

Obraz nawiązuje do zmagań z Zakonem Krzyżackim, zajmujących w historii naszych północnych sąsiadów miejsce szczególnie dramatyczne.

Obraz jest gloryfikacją księcia Witolda, wybitnego wodza i polityka, który na przełomie XIV i XV wieku silnie wpynął na historię Litwy i jej regionu. Na obrazie książę przedstawiony został w otoczeniu kilku czołowych przedstawicieli dynastii Giedyminowiczów, z której wywodzą się Jagiellonowie.

W tle widać płonący zamek w Kownie, uznawany za wrota do Litwy Środkowej, która wielokrotnie była atakowana przez Zakon Krzyżacki. Na tym tle książę Witold przysięga, że będzie walczył o niezależność państwa.

Książę Witold był stryjecznym bratem króla Władysława Jagiełły.

Obraz ma znaczenie symboliczne. Scena namalowana przez Jana Stykę jest historycznie niemożliwa z racji wieku jej bohaterów. Książę Witold /w środku/ miał prawdopodobnie wówczas kilka lat, a Władysław Jagiełło /po prawej stronie z podniesionym mieczem/ prawdopodobnie jeszcze się nie urodził. Krzyżacy zdobywali Kowno w roku 1362...

Obraz nie miał być jednak lekcją historii, nie taki cel przyświecał słynnemu malarzowi. Jan Styka w symboliczny sposób nawiązał do heroicznych walk Polski i Litwy z Zakonem Krzyżackim.

"Przysięga Witolda" Jana Styki jest dla Litwinów tym, czym dla Polaków jest "Bitwa pod Grunwaldem" Jana Matejki. Jest symbolem.

---------------------------------------------------------------------------

Ponad dwa miesiące temu udało mi się obejrzeć ten obraz w ciszy i w skupieniu, byłam bowiem wówczas jedyną osobą w pomieszczeniu w którym był eksponowany.

Moim cicerone był młody Japończyk. To znaczy Polako -Japończyk, który pod koniec swojej opowieści o obrazie i jego twórcy przeszedł na tematy prywatne.

I na moje pytanie jak to się stało, że pracuje w Łazienkach Królewskich powiedział że:

"jego mama jest Polką a tata Japończykiem, że urodził się w Warszawie, że skończył historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, że niedawno ożenił się z Polką, ale odwiedza Japonię ale jest zachwycony Polską".

Rozmawialiśmy oczywiście po polsku.

I to była druga ciekawa historia jaką usłyszałam tamtego dnia w Łazienkach Królewskich.

-----------------------------------------------------------------

Zapraszam do Łazienek Królewskich. Tam zawsze w otoczeniu pięknej przyrody i zabytków mają miejsce ważne wydarzenia kulturalne.

P.S. Obraz "Przysięga Witolda" wrócił na Litwę do Kowna i jak dawniej zajmuje honorowe miejsce na wystawie stałej Muzeum Wojskowego im. Witolda Wielkiego. 

piątek, 7 stycznia 2022

5 x Wielka Brytania - z cyklu "Odkrywanie Europy"

 


                                                                 1. Londyn

Londyn jest stolicą Anglii i Wielkiej Brytanii. Miasto leży po obu stronach Tamizy w południowo-zachodniej części Anglii, 64 km od ujścia rzeki, pozostaje jednak największym portem Wielkiej Brytanii. Jest również wielkim międzynarodowym centrum handlowym i finansowym. Tower of London i Tower Bridge od dawna są symbolami miasta. Wzdłuż Tamizy położone jest Opactwo i Katedra  Westminsterska, pałac Buckingham, nowy Scotland Yard i National Gallery. Tutaj znajdują się również główne centra handlowe. Londyn, mimo dużego zagęszczenia ludności posiada wiele wspaniałych i rozległych parków. Ludność Londynu jest wielonarodowościowa i jej gusta kulinarne znajdują odzwierciedlenie w londyńskich restauracjach. Życie nocne Londynu jest niezwykle bogate. Słynne są przecież przeróżne londyńskie nocne kluby....

Londyn to trzecie /po Istambule i Moskwie/ miasto Europy pod względem ilości mieszkańców.

                                                  2. Rodzina królewska

Do brytyjskiej rodziny królewskiej należy Królowa Elżbieta II i jej bliscy krewni. Monarchia brytyjska jest najstarsza monarchią i pochodzi przynajmniej z połowy IX wieku. Królowa, która reprezentuje państwo jest głową Commonwelth /czyli Wspólnoty Brytyjskiej/ sił zbrojnych i kościoła anglikańskiego. Członkowie rodziny wspierają ją w tych zadaniach, reprezentując ją podczas ceremonii i wizyt....

Ostatnio dochodzi jednak do pewnych odstępstw i zawirowań w brytyjskiej rodzinie królewskiej...

                                                    3. Szekspir

William Shakespeare uważany jest często za najwybitniejszego dramaturga wszechczasów, a jego sztuki grywane są częściej i w większej liczbie krajów niż utwory jakiegokolwiek innego dramaturga. Wiele jego sztuk zostało sfilmowanych, a w głównych rolach wystąpili najsławniejsi światowi aktorzy. Narodowy poeta Anglii urodził się w Stratford-on-Avon a stworzył 38 sztuk, 154 sonety a także wiele utworów innego gatunku. Sonety zadedykował komuś, kogo nigdy nie wymienił z nazwiska.

                                                        4. BBC

.... czyli British Broadcasting Corporation ujrzała światło dzienne w 1922 roku. Na początku była to prywatna kompania, która po 3 latach przeszła do sektora państwowego i jest odpowiedzialna przed Parlamentem. To olbrzymia instytucja, która ma na celu głównie umacnianie reputacji Zjednoczonego Królestwa na całym świecie. Każdego tygodnia ponad 800 godzin emisji rozpowszechniane jest w jednej trzeciej w języku angieslkim, a w dwoch trzecich w 40 językach obcych. Aktualnie BBC posiada wiele programów radiowych i kanałów telewizyjnych. Plus oczywiście internet.

                                                       5. Beatlesi

Beatlesi są najpopularniejszą grupą rockową w historii muzyki. Czterej chłopcy z Liverpoolu czyli George Harrison, John Lennon, Paul McCartney i Ringo Star komponowali i śpiewali wspaniałe piosenki. Chyba nie ma nikogo na świecie, kto nie słyszałby o Beatlesach.

---------------------------------------------------------------------------------

To oczywiście tylko kilka spraw dotyczących tego państwa.

W Wielkiej Brytanii byłam trzy razy służbowo. Dwa razy w Londynie i raz w Ipswich. Były to krótkie i bardzo męczące wyjazdy, ale zdążyłam jednak w Londynie zwiedzić Tower of London, posłuchać w Hyde Parku mówców na Speaker,s Corner i zobaczyć zmianę warty przed Buckingham Palace... A na słynnej Oxford Street spotkałam koleżankę z którą kiedyś siedziałam w liceum w jednej ławce....

Spędziłam też tydzień w Edynburgu. Odwiedziłam wtedy Szalonego Geografa, który pojechał do Szkocji na pół roku.

------------------------------------------------------------------

A Wy jakie macie skojarzenia związane z Wielką  Brytanią?

środa, 5 stycznia 2022

Smutne

Dowiedziałam się, że koszt utrzymania więźnia w naszym kraju jest wyższy niż koszt utrzymania dziecka w Domu Dziecka. Mam nadzieję, że nikt nie pomyślał, że to prawidłowe, bo więźniem jest człowiek dorosły a dziecko to dziecko.


To jest wejście do jednego z Domów Dziecka w Warszawie. Specjalnie zrobiłam takie zdjęcie, żeby nie można było zobaczyć który to Dom. 

Po otwarciu furtki podeszłam do drzwi wejściowych i zadzwoniłam. Gdy po pewnym czasie w drzwiach pojawiła się jakaś pani to przekazałam jej dość dużą i ciężką torbę zawierającą książki dla małych dzieci, czyste zeszyty w okładkach ze zwierzątkami i postaciami z bajek i kilka gier planszowych. Powiedziałam, że moje dzieci już dawno są dorosłe a wnuki już nie czytają takich bajek. Dodałam, że drugą i trzecią torbę przyniosę w następnych dniach. Pani podziękowala mi z uśmiechem i powiedziała, że dzieci będą się bardzo cieszyły. A są w tym Domu dzieci najmłodsze, najstarsze mają sześc lat. Poprosiła abym przekazała "komu się da" żeby  niepotrzebnych książeczek dla dzieci nie wyrzucać do śmietników jako papier tylko po prostu przynieść do pierwszego z brzegu Domu Dziecka.  Dzieci z pewnością się ucieszą. Zostawiłam tej pani numer mojego telefonu. Zanim odeszłam zapytałam dlaczego jest tak cicho. A ta pani odpowiedziała, że w Domach Dziecka zawsze jest cicho. Bo dzieci się nie śmieją.

Gdy odchodziłam wróciły do mnie wspomnienia z Domu Dziecka w Konstancinie pod Warszawą w którym przez pewien czas mieszkałam jako kilkuletnia dziewczynka. Wprawdzie mieszkałam tam z Mamą, która była wychowawczynią,  ale doskonale pamiętam smutek tego miejsca.

Wspominałam o tym w tym tekście: 

http://stokrotkastories.blogspot.com/2018/12/wigilia-w-domu-dziecka.html

--------------------------------------------------------------------------

A żeby nie było za bardzo smutno to pokażę Wam dwa zdjęcia pięknego Rynku Nowego Miasta w stolicy. Zrobiłam je w drodze powrotnej. Ale one też chyba są smutne...



Działo się to przed południem 4 stycznia 2022 roku. 

Nie zapominajcie o dzieciach z Domów Dziecka - proszę Was. W tych Domach mieszkają dzieci, których naprawdę nikt nie chce. Chociaż może lepiej że są tam, niż miałyby być wyrzucone na śmietnik zaraz po urodzeniu.

poniedziałek, 3 stycznia 2022

Pamiętacie budki telefoniczne ?

 





Gdy na mojej ulicy Grottgera w warszawskiej dzielnicy Mokotów postawiono budkę telefoniczną tuż naprzeciwko wyjścia z klatki schodowej budynku w którym był mój dom rodzinny to wszystkie dzieciaki zbiegły się żeby ją zobaczyć. A chwilę póżniej ustawiła się do tej budki kolejka złożona głównie z tych dzieci. Każde trzymało w rączce pieniążek /to było 50 gr/ i usiłowało się potem do kogoś dodzwonić. Niektóre to nawet dzwoniły na numery których nie było. I potem dziwiły się że nie mogły z nikim porozmawiać.
Budka została postawiona na pasie zieleni, który oddzielał chodnik od jezdni. Zdarzało się że tuż koło budki zatrzymywał się jakiś samochód, wysiadał z niego jakiś mięśniak, odganiał wszystkich z kolejki i ustawiał się jako pierwszy. Wchodził, dzwonił i pytał: "Heniek/Zdzisiek/Józek? - to ty? Mówi się. To ja, no ja,no ja mówię, no nie wiesz kto mówi? No nie pamiętasz jak ci w mordę wczoraj dałem bo się przystawiałeś do mojej Ziuty? ......."  itp. itd... Taki mięśniak nie zamykał nawet drzwiczek od samochodu, bo w końcu nie planował dłuższego postoju w budce, tylko krótki monolog...
W lecie można było dokładnie usłyszać kto z kim i w jaki sposób z tej budki rozmawiał. Słyszało się też przekleństwa, walenie w aparat zawieszony na ścianie i kopanie w drzwi budki. Bardzo często zdarzało się, że aparat "połykał" monetę i nie łączył z numerem. Wtedy telefonujący dostawali szału, szczególnie jak nie mieli więcej monet. Co bardziej nerwowi urywali wtedy sluchawkę i wybijali nią szyby w budce telefonicznej. A potem kulturalnie kładli ją na póleczce pod telefonem albo na górze na telefonie.
Za każdym razem gdy schodziłam ze swojego drugiego piętra do tej budki, aby zadzwonić do koleżanki aby dowiedzieć się jaki jej na przykład wyszedł wynik w ostatnim zadaniu z matematyki, to wróżyłam sobie na palcach obydwóch rąk: 
1. Czy będzie sygnał w telefonie?
2. Czy automat będzie opróżniony z monet i będę mogła wrzucić swoje 50 gr żeby zadzwonić?
3. Czy słuchawka będzie urwana czy nie....
4. Czy jak się jednak dodzwonię to to nie będzie pomyłka...
5. Czy będzie coś słychać czy tylko buczenie...
6. 7,8,9,10...

Z czasem budki telefoniczne uległy modernizacji. Doszło nawet do tego, że niektóre budki telefoniczne miały własny numer telefonu i .... można było się wcześniej umówić na rozmowę telefoniczną. 
Trzeba tylko było o odpowiedniej godzinie przekonać stojącą przed budką kolejkę ludzi żeby przepuścili, bo że "teraz właśnie o godz. 11.11 ma do mnie dzwonić ciocia z Chrząszczyrzewa".
Tak się złożyło, że przez długi czas nie miałam telefonu w domu, więc wiele lat korzystałam z przeróżnych budek telefonicznych czy też aparatów zawieszonych na ścianach budynków. Czasami taka rozmowa nie miała najmniejszego sensu, bo była zagłuszana przez przejeżdżające tramwaje czy motocykle.
Od dawna nie ma już "mojej" budki na ul. Grottgera. Nie ma też żadnych innych budek czy automatów telefonicznych w miastach i na wsiach.
Sa telefony komórkowe bez których nie wyobrażamy sobie życia.
I są takie sytuacje, że ludzie dzwonią do siebie z jednego pokoju do drugiego w tym samym mieszkaniu.
A ja przed chwilą dzwoniłam do osobistego historyka będącego w drugim pokoju z pytaniem w której wojnie punickiej Hannibal użył słoni ...
-----------------------------------------------------------------------------
Reasumując - świat i ludzie nigdy nie byli normalni... 😀

sobota, 1 stycznia 2022

Czwarta niebajka

 

To będzie krótka niebajka o czterech kobietach a właściwie o dwóch kobietach i dwóch dziewczynkach. Łączyły je więzy krwi i to samo nazwisko.

Tak się składa, że ustawione są na zdjęciu nie tylko według wzrostu ale i według wieku. 

1. Najpierw ZOFIA - czyli najstarsza. Nadal Ją kocham, chociaż nie ma jej na tym świecie prawie 13 lat. Była kiedyś muzą rzeżbiarza i malarza. To rysy Jej twarzy ma kilka rzeźb kobiet. 

2. Następna jest MARIA - była starszą córką starszego brata rzeżbiarza. Została lekarzem pediatrą. Jej mąż był wojskowym. Bardzo interesował się fotografią i to on zrobił to zdjęcie.

3. Trzecia to BARBARA - starsza córka Zofii. Stryjeczna siostra Marii. Była nie tylko bardzo ładna ale i bardzo zdolna. Wykładała psychologię na Uniwersytecie Warszawskim. Jej mąż był kompozytorem.

4. Ta najmniejsza czyli JADWIGA. Młodsza córka Zofii, rodzona siostra Barbary i stryjeczna Marii. Tylko ona została z tej czwórki.

W Noc Sylwestrową odnalazłam to zdjęcie w jednym ze starych albumów i wróciły wspomnienia.

Jak ten czas leci!!!! To było tak dawno temu a ja doskonale pamiętam, że z Mamą i Siostrą odwiedziłyśmy wtedy Marię z mężem.... bo urodziła im się córeczka...

---------------------------------------------------------------------------------------------

Właściwie to niczego ciekawego nie napisałam. 

Ale to zdjęcie jest fajne - prawda?

------------------------------------------------------------------------

W słowie SZCZĘŚCIE zawarte jest wszystko co dobre, a więc....

BĄDŹCIE SZCZĘŚLIWI W NOWYM ROKU!!!

Hollyłódź

Łódź jak żadne polskie miasto zasługuje na miano stolicy polskiej kinematografii. Już od 1948 roku słynna łódzka Filmówka, czyli Państwowa W...