wtorek, 8 maja 2018

O życiu ...


To drzewo rośnie w Łazienkach Królewskich

Poniżej urywki spisanej w Gazecie Kulturalnej rozmowy poety Andrzeja Gnarowskiego ze światowej sławy lekarzem kardiologiem, uczniem prof. Zbigniewa Religi – prof. Marianem Zembalą w związku z Jego książką pt: „Spotkania. Opowieść o wierze w człowieka”.
Mówi Pan profesor Zembala:
„Przerastamy własne życie, albo życie nas przerasta. To znaczy, że życie nie jest do końca zdefiniowane. Czy możemy je zobaczyć i zrozumieć? Od dawna przewidywano możliwość ucieczki w czwarty czy piąty wymiar, usiłowano zawrócić cywilizacją do jej chrześcijańskich żródeł. Pytamy więc czy życie zatopione w powodzi doznań, wierze … może być lepsze?”
A poeta mu odpowiada:
„Zwątpić znaczyłoby przekreślić własne istnienie...”

Tak sobie „nicnierobiąc” w czasie pięknej Majówki czytałam różne "papierowe" recenzje i rozmowy ze znanymi osobami mojego znajomego poety zza działkowego płotu – Andrzeja Gnarowskiego.

A ptaki przelatywały mi nad głową...

                                                              A to na Powiślu.

niedziela, 6 maja 2018

Miłość

                                                                 Mojej MAMIE - w dziewiątą rocznicę



Kiedy odchodzi... przestają śpiewać ptaki.
Robi się cicho, pusto, smutno a świat staje się bezbarwny.


/Ale i tak była bardzo długo.
Przecież nie jest wieczna.
Bo nic nie jest wieczne.
Oprócz Sztuki oczywiście/.


Zamyka za sobą drzwi cicho i powoli.
Albo bardzo głośno i szybko.


Czasami zabiera ze sobą wszystkie piękne chwile.
A zostawia tylko te smutne i pełne źalu...


Czasami rzuca w drzwiach łaskawie nadzieję, że może się jeszcze spotkamy, że to może jeszcze nie koniec...
Że może znowu urosną nam skrzydła u ramion i będziemy najszczęśliwsi na świecie.


Czepiamy się tej myśli i uśmiechamy leciutko i ze smutkiem...

Tylko dlaczego nadal nie słychać śpiewu ptaków?

piątek, 4 maja 2018

Zrobieni w balona czyli ..... ciekawostki podatkowe




Rozliczyliście się ????

To fajnie. To napiszę Wam za co płaci się lub płaciło podatki w innych krajach. Podaję informacje za Angora-Peryskop Nr 14 z dnia 8 kwietnia 2018 roku.

1. W 1910 roku w Symbirsku opodatkowano wszystkich właścicieli rowerów.

2. W 1710 roku rząd angielski tak podniósł podatek na kości i karty na gry, że rynek przejęli fałszerze tych produktów. Podatek zlikwidowano dopiero w XX wieku.

3. W niektórych państwach Europy pobierano od średniowiecza podatek od mydła, co skutkowało podwyższoną ceną produktu.

4. W 1797 roku w Anglii obłożono jednoroczną daniną wszystkich posiadaczy zegarków.

5. W starożytnym Rzymie istniał podatek od wolności. Pobierano go od wyzwolonych niewolników.

6. W 1795 roku wprowadzono w Anglii tak wysoki podatek od pudru do peruk, że popyt na peruki gwałtownie spadł.

7. Do 1998 roku można było w Niemczech odliczyć koszty poniesione na … łapówki.

8. W 1885 roku Kanada wprowadziła podatek dla Chińczyków, by ograniczyć imigrację.

9. W Danii obowiązuje podatek cieplarniany od gazów puszczanych przez bydło.

10. Od 1705 roku w Rosji obowiązywał mieszczan podatek od posiadania brody…Szlachta musiała brody zgolić.

11. W 1784roku wprowadzono w Anglii podatek od kapeluszy.

12. W przedrewolucyjnej Francji obowiązywał podatek … od soli, co stało się jednym ze źródeł konfliktu społecznego.

13. Gdy w XVII wieku w Anglii opodatkowano cegły /od sztuki/ wytwórcy zwiększyli ich gabaryty, by mniej płacić.

14. W starożytnym Egipcie wprowadzono opodatkowanie olejów. Nielegalny obrót olejami był surowo karany.

15. W 2009 roku w prowincji Hubei w Chinach wprowadzono daninę polegającą na przymusowym zakupie określonej liczby papierosów.

16. W amerykańskim stanie Nowy Meksyk osoby mające więcej niż 100 lat są całkowicie zwolnione od podatku.

17. A w stanie Kansas pobiera się podatek od posiadania balonów na ciepłe powietrze.

---------------------------------------------------------------------------

Który podatek „najfajniejszy” ?
Mnie załamał ten z pkt. Nr 5. No bo z czego wyzwolony niewolnik miał podatek płacić???
A ten z pkt. 7 pozostawię bez komentarza.

środa, 2 maja 2018

"Mój" Zamek Królewski



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

17 września 1939 roku w „czarną niedzielę” bomby Luftwaffe i ostrzał artyleryjski po raz pierwszy usiłowały zburzyć Warszawę. Obiektyw Amerykanina Juliena Bryana pokazał światu kłęby dymu nad płonącą wieżą Zamku.

Z kolei obiektyw Polaka Henryka Śmigacza uwiecznił polskich strażaków usiłujących ratować Salę Wielką Zamku.
Po ustaniu oblężenia Warszawy Polacy zabezpieczyli w Zamku zerwane części dachu, wstawili okna. Zupełnie niepotrzebnie, bo na „zdobytych terenach wschodnich” obowiązywał od 15 września 1939 roku rozkaz „zrównania z ziemią gospodarczej, społecznej, kulturalnej i politycznej struktury”. Akcja zorganizowanej przez Nazi grabieży i demolowania wnętrz zamkowych zmieniała stopniowo Zamek w ruiny.


Niemieccy saperzy już zimą 1939/1940 roku borowali otwory w przyziemiu Zamku na ładunki dynamitu. W 1944 roku po upadku Powstania Warszawskiego wysadzili mury Zamku.


Tak wyglądało jeszcze wiele lat po wojnie miejsce po Zamku. Pamiętam je doskonale. Przyprowadzałam tam niemieckich kolegów. Pytali: „A co tu było”? Odpowiadałam: „Zamek Królewski, który Niemcy wysadzili w powietrze”. Nie chcieli wierzyć. Ale widziałam, że niektórym było przykro.
Po zakończeniu wojny w 1945 roku przez ćwierć wieku trwał stalinowski z ducha zakaz odbudowy Zamku.
Kompletowano jednak dokumentację, przygotowywano plany, wciąż podejmowano starania o zdjęcie zakazu odbudowy.
Dzięki społecznej ofiarności z kraju i z zagranicy /sama też kilka razy składałam się na odbudowę „mojego” zamku/ w roku 1971 zapadła decyzja aby Zamek odbudować... Odbudowa zakończyła się w roku 1984.


Stałam pod Kolumną Zygmunta gdy nakładano na Wieżę Zamkową hełm…. Zapamiętałam, że stojącym koło mnie starszym ludziom łzy ciekły ciurkiem po twarzy...



                              /zdjęcie z dnia 28 kwietnia 2018 roku/


Jeszcze tylko przypomnę, że w dniu 3 maja 1791 roku w Sali Senatorskiej "mojego" Zamku Królewskiego Sejm Czteroletni uchwalił Konstytucję 3 Maja - pierwszą w Europie a drugą po Stanach Zjednoczonych ustawę zasadniczą.
                                     
Jeśli będziecie w Warszawie to zajrzyjcie do "Mojego" Zamku. Będziecie mogli zobaczyć film o tym jak Zamek był burzony a potem odbudowywany. Z pewnością zapamiętacie ten film na długo.

/Zdjęcia czarno-białe zeskanowałam z książki Marii i Andrzeja Szypowskich " Gdy wchodzisz na Trakt Starej Warszawy...". /
------------------------------------------------------------------
Więcej ciekawych rzeczy o Warszawie można przeczytać w mojej książce pt: "Moje warszawskie zwariowanie".


poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Anting czyli mrówcze SPA



Pędziłam jak zwykle przez las na działkę bo:
1. ...ja zawsze pędzę, bo boję się dzików…
2. ...wszyscy mnie od lat straszą, że jak będę sama po lasach chodzić, to mnie ktoś napadnie.
3. ...umówiłam się z fachowcem, że mu pilotem otworzę bramę. Bo jechał na moją działkę żeby  ulepszyć, naprawić, podłączyć, sprawdzić…

Nagle zatrzymałam się bo zobaczyłam tarzającego się w mrowisku czarnego kosa. Trochę się przestraszyłam i zdziwiłam, bo po raz pierwszy w życiu coś takiego widziałam. Ale zanim wyjęłam komórkę żeby go sfotografować, to ptak odleciał. 

Więc na zdjęciu jest tylko mrowisko. Ale jak się dobrze przyjrzycie to zobaczycie, że w jego środku jest wgłębienie.

Mrówki jak to mróweczki uwijały się jak szalone, więc musiałam odejść dalej, bo zaczęły mi wchodzić na nogi.

Po powrocie do domu zaczęłam szukać w książkach i w internecie informacji na temat „tarzania się ptaków w mrowiskach”. 
Ale najwięcej ciekawostek na ten temat znalazłam w ostatnim numerze kwartalnika „Przekrój”.

Znany zoolog prof. Tadeusz Kaleta twierdzi, że kąpiele w mrowiskach stosowane są przez ponad 200 gatunków ptaków a także przez małpy i wiewiórki. A wygląda to tak jak widziałam w lesie obok swojej działki. Ptak tarza się i przewraca z boku na bok w mrowisku rozkładając przy tym skrzydła jakby do lotu. 
Niektóre owady chwyta dziobem i wyciera sobie nimi pióra. Wtedy mrówki dla obrony zaczynają pryskać wydzieliną zawierającą kwas mrówkowy, który skutecznie zwalcza pasożyty skóry i piór, np. wszy, działa też bakteriobójczo i grzybobójczo.

Całkiem możliwe – dodaje też żartobliwie pan profesor – że takie zabiegi stoją też za mitem o Feniksie, który odradza się z ognia. Kąpiel w mrowisku musi palić jak ogień, ale przecież ptak wychodzi z niej jak nowo narodzony”.

Takie mrówcze SPA to Anting.

Pamiętam, że w dzieciństwie jak mnie mrówki pogryzły to Mama mi mówiła że to na zdrowie...

I że były produkowane /nie wiem czy jeszcze są/ maści z dodatkiem kwasu mrówkowego.

sobota, 28 kwietnia 2018

Amfiteatr Flawiuszów - zakończenie

                                                        Tekst dedykuję Stanisławowi Michalikowi

/
                          /Zdjęcie z sierpnia 2002 roku/

Każda karta w historii Rzymu związana jest mniej lub bardziej z Koloseum. Stało się ono bowiem symbolem tego miasta i jego życia. Anglosaski mnich i benedyktyn Święty Beda Czcigodny w VIII wieku głosił: „ Dopóki stoi Koloseum, stać będzie także Rzym, kiedy Koloseum przestanie istnieć, nastąpi także koniec Rzymu, a z końcem Rzymu nastąpi koniec świata”.
Po napaści Normanów - z klasycznego i antycznego Rzymu pozostały ruiny. Także Koloseum zostało zburzone i przez szereg lat było kopalnią materiału do budowy prawie całego miasta.
Papież Benedykt XIV /1675-1758/, aby uratować to co jeszcze zostało, postanowił uświęcić stary amfiteatr, odprawiając w nim Drogę Krzyżową i umieszczając w centrum Koloseum Krzyż. Został on usunięty, ale w 1926 r. umieszczono go na nowo w miejscu historycznie związanym z imieniem tysięcy męczenników. Oddali oni życie w imię wiary chrześcijańskiej na oczach tysięcy żądnych krwi widzów.
Najbardziej atrakcyjne widowiska Rzymian zwane ludi circenses powstawały prawdopodobnie w ostatnich czasach Republiki. Miały na celu wzniecenie ducha walki, pozwalającego Rzymianom czuć się panami świata. Prawdopodobnie one stanowią początek zawodu gladiatorów, którzy byli specjalnie szkoleni do walki zabijając się między sobą na arenie. Walki te z reguły odbywały się w towarzystwie dzikich zwierząt.
Ze zwierzętami też walczono, często nie posiadając żadnej broni.
W igrzyskach dla uczczenia triumfu Trajana nad Dakami brało udział dziesięć tysięcy gladiatorów i jedenaście tysięcy dzikich zwierząt. Podobnie krwawe igrzyska miały miejsce za panowania Probusa.
Wielki Imperator Konstantyn i jego następcy pragnęli położyć kres walkom gladiatorów lecz Rzymianie bardzo się do nich przywiązali. Na początku V wieku przybyły ze wschodu mnich Telemach wszedł na teren Koloseum i wmieszał się niepostrzeżenie w tłum gladiatorów. Zwrócił się do ludu błagając aby zaniechał tych okrutnych walk. Wtedy z tłumu podniosły się protesty i mnich został ukamienowany.
Jednak od tego wydarzenia i na mocy edyktu wydanego w 397 r.n.e. przez Honoriusza igrzyska zakończyły się całkowicie.
W 217 r. n.e. piorun spowodował pożar Koloseum, po którym odbudował go Aleksander Sewer.  Póżniej Coloseum restaurowali  Giordan III i Decjusz /po pożarze od kolejnego pioruna w 250 r.n.e./. Uszkodziły budowlę także trzęsienia ziemi w 429 i 443 r.n.e. Ostatnią próbę odbudowy podjął Teodoryk, potem amfiteatr całkiem zaniedbano.
Ponad 2000 lat po otwarciu Koloseum nadal pozostaje wspaniałym pomnikiem rzymskich osiągnięć, chociaż  jest jednocześnie pomnikiem szczególnego upodobania do okrutnych, krwawych widowisk.
I jeszcze urywki z „Qvo vadis”:
 „Za czasów Nerona weszły w zwyczaj rzadkie dawniej i wyjątkowo tylko dawane przedstawienia wieczorne, tak w cyrku, jak i w amfiteatrach. Augustianie lubili je, często bowiem po nich następowały uczty i pijatyki trwające aż do rana. Jakkolwiek lud przesycony był już przelewem krwi, jednakże gdy rozeszła się wieść, że nadchodzi koniec igrzysk i że ostatni chrześcijanie mają umrzeć na wieczornym widowisku; nieprzeliczone tłumy ściągnęły do amfiteatru. Augustianie stawili się jak jeden człowiek, domyślali się bowiem, że nie będzie to zwykłe przedstawienie i że cezar postanowił wyprawić sobie tragedię z boleści Winicjusza.”
Jakoż nie czekano już długo. Nagle ozwał się przeraźliwy głos mosiężnych trąb, a na ów znak otworzyła się krata naprzeciw cesarskiego podium i na arenę wypadł wśród wrzasków bestiariów potworny tur germański, niosący na głowie nagie ciało kobiece.”
Lig trzymał dzikie zwierzę za rogi. Stopy jego zaryły się wyżej kostek w piasek, grzbiet wygiął mu się jak łuk napięty, głowa schowała się między barki, na ramionach muskuły wystąpiły tak, iż skóra niemal pękała pod ich parciem, lecz osadził byka na miejscu. I człowiek, i zwierz trwali w takiej nieruchomości, iż patrzącym zdawało się, że widzą jakiś obraz przedstawiający czyny Herkulesa lub Tezeusza lub grupę wykutą z kamienia. Ale w tym pozornym spokoju znać było straszliwe natężenie dwóch zmagających się ze sobą sił. Tur zarył się również, jak człowiek, nogami w piasek, a ciemne, kosmate jego ciało skurczyło się tak, iż wydawał się do olbrzymiej kuli podobny. Kto pierwej się wyczerpie, kto pierwszy padnie, oto było pytanie, które dla tych rozmiłowanych w walkach widzów miało w tej chwili więcej znaczenia niż ich los własny, niż cały Rzym i jego panowanie nad światem.”
Wtem głuchy, podobny do jęku ryk ozwał się z areny, po którym ze wszystkich piersi wyrwał się okrzyk i znów zapadła cisza. Ludzie mniemali, że śnią, oto potworna głowa byka poczęła się przekręcać w żelaznych rękach barbarzyńcy.”…

Z Amfiteatrem Flawiuszów mam związane bardzo przykre i bolesne wspomnienie. Rozglądając się dookoła w czasie jego zwiedzania -  stanęłam nieuważnie i skręciłam nogę w kostce.
Na szczęście był to ostatni zwiedzany w Rzymie zabytek i wkrótce wyruszyliśmy w około 40-godzinną drogę powrotną do Polski.
I wtedy pomyślałam sobie, że może to moje skręcenie nogi w miejscu, które jest związane z cierpieniem ludzi i zwierząt nie było przypadkowe…?
------------------------------------------------------------




czwartek, 26 kwietnia 2018

Amfiteatr Flawiuszów

Tekst ten dedykuję Stanisławowi Michalikowi w podziękowaniu za Jego ciekawe książki i bardzo wartościowy blog

Zdjęcie Amfiteatru Flawiuszów z lotu ptaka zostało zeskanowane z włoskiego przewodnika po Rzymie, wydanego trzydzieści lat temu. Widać na nim jak wielka jest różnica między Amfiteatrem a otaczającymi go budynkami.
----------------------------------------------------------------------------
Działalność Amfiteatru Flawiuszów otwierało uroczyste widowisko, w którym wzięło udział pięć tysięcy dzikich zwierząt.
Według świadectwa Diona Kasjusza podczas stu dni poświęconych dla uczczenia inauguracji Koloseum zabito około dziewięciuset zwierząt.
Amfiteatr był  wynalazkiem rzymskim. Arena w kształcie elipsy otoczona kilkoma kondygnacjami miejsc dla widzów, pozwalała tłumom bezpiecznie spoglądać w dół i zachwycać się walkami i rzeziami. Tutaj walczyli gladiatorzy, tutaj pokazywano egzotyczne zwierzęta, a potem urządzano ich pogrom.
Koloseum, bo taka jest powszechna nazwa Amfiteatru Flawiuszów, w XIII wieku stało się własnością kościoła. W 1744 r. poświęcono go pamięci chrześcijan, którzy ginęli za wiarę na oczach rzymskiej gawiedzi. Wprawdzie w ostatnich latach ogłoszono, że dowody na istnienie związku męczeństwa chrześcijan na tym miejscu są nieliczne, to jednak do dziś na arenie stoi krzyż.
Przed słynnym Koloseum istniały w Rzymie inne amfiteatry, lecz po wielkim pożarze w 64 r.n.e. potrzebny był nowy. I panujący wtedy cesarz Wespazjan rozkazał taki amfiteatr zbudować. Miał on nosić imię jego rodu Flawiuszów i być większy i wspanialszy niż jakikolwiek poprzedni.
Zbudowano go na miejscu jeziora, które znajdowało się w pobliżu wspaniałego Pałacu Nerona. I to prawdopodobnie od stojącego opodal kolosalnego pomnika Nerona – Amfiteatr Flawiuszów wziął swą nazwę Koloseum.
Koloseum ma pół kilometra w obwodzie i ponad 55 metrów wysokości, 187 m w najdłuższym diametrze i 155 m w najkrótszym. Zbudowano go rękami więźniów żydowskich - z trawertynu, tufu wapiennego i cegły. Tytus, następca Wespazjana dokonał jego otwarcia w 80 r.n.e.
Na zewnątrz znajdowały się trzy rzędy łuków złożonych, każdy z osobna, z kolumn doryckich, jońskich i korynckich i czwarty rząd ozdobiony pilastrami korynckimi. Elipsa, składająca się z 80 łuków, stanowiła wewnętrzny obwód. Cztery łuki odpowiadające czterem promieniom prowadziły ku wielkiemu korytarzowi otaczającemu całość budowli. Pośrodku jednego ze skrzydeł podium, zwanego suggestum – znajdował się tron imperatora, resztę podium zajmowali senatorzy i rodzina imperatorska. Potem były miejsca dla rycerzy, trybunów cywilnych i wojskowych. Żonaci posiadali własne miejsca, specjalne miejsca należały dla opiekunów młodych, dla rodzin ze służbą, dla plebsu.
Do loży cesarskiej wiodło wejście od północy. Ozdobione było niewielkim dwukolumnowym portykiem przez który wchodziło się do korytarza pokrytego stiukami.
Podczas walk z dzikimi zwierzętami widzów chroniła metalowa krata. Pod podłogą areny znajdowało się wszystko co było potrzebne do spektakli: klatki dla zwierząt, elementy scenografii, magazyny broni dla gladiatorów, maszyneria. W 30 niszach w zewnętrznej ścianie budowli znajdowały się windy do przewożenia gladiatorów i zwierząt na arenę.
Koloseum nie miało dachu, ale w czasie deszczu i burzy było przykrywane olbrzymim płótnem przez marynarzy floty morskiej z Rawenny i Capo Miseno. Obydwie te załogi brały udział w bitwie morskiej, która często odbywała się w Amfiteatrze. Jedną z najsławniejszych bitew przeprowadzonych w Koloseum była rekonstrukcja bitwy morskiej między Koryntem a Korkyrą, w której brało udział 3000 ludzi. Było to za panowania Tytusa.
Budowla była dość skomplikowana, ale sposób budowania zadziwiająco nowoczesny. Przypomina on metodę zastosowaną w XX-wiecznych wysokościowcach ze stali i betonu.
Amfiteatr mieścił 50 tysięcy osób, jednak system schodów i korytarzy pozwalał wszystkim na swobodne przemieszczanie się. Architekci wykazali także ogromne umiejętności projektując sieć przejść i wind, którymi dostarczano dzikie, rozszalałe zwierzęta z klatek pod sceną prosto na arenę.

Ciąg dalszy nastąpi...

wtorek, 24 kwietnia 2018

"Gamrat i Stańczyk" .... czyli historia jednego obrazu


Obraz „Gamrat i Stańczyk” Jana Matejki przedstawia orszak mijający bramę i wchodzący na plac u podnóża Zamku Królewskiego na Wawelu./Zdjęcie można powiększyć/

Na czele orszaku podążają trzymając się pod rękę tytułowi bohaterowie- duchowny Piotr Gamrat oraz Stańczyk – błazen króla Zygmunta Starego. 
W 1538 roku Gamrat został biskupem krakowskim, a trzy lata później arcybiskupem gnieźnieńskim i prymasem Polski, zachowując jednocześnie – co wyjątkowe – przywilej kierowania diecezją krakowską. 
Jego kariera rozwijała się błyskawicznie przy znacznym wsparciu ze strony królowej Bony, która od momentu wstąpienia na tron starała się wzmocnić swą pozycję. Zależało jej na wywieraniu wpływu na decyzje króla i posłów. 
Gamrat w zamian za protekcję popierał starania monarchini do umocnienia władzy Jagiellonów oraz utrzymania przyjaznych stosunków z Francją i Turcją.

Dążył do wprowadzenia powszechnego opodatkowania na rzecz obrony kraju oraz utrzymania wojsk zaciężnych, co jego zdaniem miało iść w parze z likwidacją archaicznego pospolitego ruszenia. 

Na wawelskim dworze postrzegany był jako człowiek wszystkowiedzący, wręcz genialny. Sam zresztą o taki wizerunek zabiegał. 
Arcybiskup Piotr Gamrat prowadził walkę z reformacją. Za jego czasów rozwinęło się kaznodziejstwo. Będąc duchownym aktywnym w życiu politycznym kraju prowadził jednak świecki tryb życia. Znany był z rozrzutnego i rozpustnego trybu życia, czym naraził się wielu współczesnym. 
Taka zakłamana postawa stanowiła podobno przedmiot ostrych drwin Stańczyka. Zaczepną rozmowę błazna z duchownym przedstawia prawdopodobnie obraz Jana Matejki.

Oczywiście malarz nie miał pewności czy kiedykolwiek Stańczyk i arcybiskup Gamrat prowadzili rozmowę w takiej sytuacji jak ta przedstawiona na obrazie.
Jednak dzieło to przede wszystkim stawia pytanie o wpływ arcybiskupa Gamrata na ówczesną politykę….Obraz powstawał w latach 1873-1878.

Gamrat to oczywiście ten potężny w białej szacie...A sylwetce błazna nadał malarz własną fizjonomię chcąc w ten sposób przedstawić swoją opinię na przedstawiony temat.

Jest to jeden z obrazów Jana Matejki stanowiący malarską wykładnię historiozoficznej syntezy dziejów Ojczyzny... Dzieła tego rodzaju miały nie tyle opisywać co objaśniać dzieje.

--------------------------------------------------

W pierwszych dniach kwietnia br. uczestniczyłam w warsztatach towarzyszących Wystawie Jednego Obrazu z fundacji Kościuszkowskiej z Nowego Jorku, prezentowanej w Pałacu na Wyspie w Łazienkach Królewskich.

Powyższy tekst powstał na podstawie informatora Ośrodka Edukacji Muzeum Łazienki Królewskie i notatek jakie sporządziłam w czasie wykładu-warsztatu.

I po co ja o tym napisałam???
Jak zwykle w takich niejasnych sytuacjach /czyli jak mnie dopadnie skleroza/ -liczę na inteligencję komentatorów. Że mi wytłumaczą...


niedziela, 22 kwietnia 2018

O krowie na gigancie...



      /Zdjęcie zeskanowane z nr. 6/2018 tygodnika Newsweek Polska/

Pewnie wszyscy słyszeliście o tym, że w październiku ubiegłego roku z gospodarstwa we wsi Skupowo koło Hajnówki uciekła gospodarzom krowa razy limousine.
Krowa okazała się mieć fantazję, bo uciekła do żubrów. Widać smutno jej było samej i potrzebowała towarzystwa. Przewędrowała w tym celu 30 km do Białowieży i zaprzyjaźniła się z królem Puszczy Białowieskiej.
Swoją ucieczką jałówka marki limousine doprowadziła swoich właścicieli do dyskomfortu psychicznego. Bo po pierwsze ich zubożyła jako, że hodowana na mięso warta jest kilkanaście tysięcy złotych. A po drugie swoją nieobecnością doprowadziła do nalotu dziennikarzy i ekologów na jej byłych właścicieli. Podobno drzwi od chałupy jej gospodarzy się nie zamykają bo ciągle ktoś tam zagląda pytając czy krowa przypadkiem nie wróciła.
A ona nie dość, że nie wróciła to zaprzyjaźniła się z żubrami. I słyszeć nie chce o powrocie.
Dołączyła do stada żubrów, chociaż trzyma się trochę na uboczu. Pełniła na początku rolę obserwatorki i przebywała w czymś w rodzaju strefy buforowej. Ale od pewnego czas przebywa w ich towarzystwie i nie daje się złapać nikomu. I wygląda zdrowo i krzepko a dość gruba sierść /charakterystyczna dla krów tej rasy/ chroniła ją zimą przed niskim temperaturami.
No więc krowy nie udało się nikomu złapać i zagonić z powrotem do domu tzn. do obory z której uciekła.
Żubry krowę do siebie przyjęły, chociaż niewątpliwie ustawiły ją w najniżej w żubrzej hierarchii. A zadecydowała o tym zapewne dominująca żubrzyca. Niemniej żerują sobie wspólnie, czyli skubią trawkę prawie łeb w łeb.
Jak twierdzą naukowy od żubrów – tych gatunków tak wiele nie dzieli. Zarówno bydło domowe jak i żubry miały kiedyś bardzo podobne środowisko życia. A żubr nie jest zwierzęciem typowo leśnym, a ostatnie badania wykazały, że żubry potrzebują otwartych przestrzeni. Bo przed tysiącami lat żyły na wielkich, otwartych obszarach stepotundry – tak na przykład twierdzi znany zoolog prof. Kowalczyk. I wciąż podstawowym pokarmem żubra są trawy i ziele.
Jest tylko jeden problem – jak krowa uciekinierka spodoba się za bardzo żubrom i zajdzie w ciążę z jakimś przystojnym i kulturalnym żubrem to może się to skończyć tragicznie i dla niej i dla wszystkich białowieskich żubrów. Bo albo cielę będzie za duże i krowa nie da rady go urodzić albo jak go urodzi a będzie to samica która pozostanie z żubrami to kiedyś dojdzie do zanieczyszczenia puli genowej całego gatunku białowieskich żubrów.
No i jest problem.
A krowa nadal nie daje się złapać.
Chyba, że ostatnio zobaczyła na pobliskim pastwisku swoje krowie koleżanki. I jakiegoś normalnego byka. 
Bo przecież wiosna przyszła...
--------------------------------------------------------------
/Tekst powstał na podstawie artykułu pt: "Najsłynniejsza uciekinierka w Polsce" znajdującego się w ww. Newsweeku/

piątek, 20 kwietnia 2018

Co wiecie o Pułtusku? - zakończenie

                                                         Tekst ten dedykuję CZESI



Polonistka zadzwoniła do mnie na przerwie między 5 a 6 lekcją i sprecyzowała:
- Gdy Henryk Sienkiewicz dowiedział się o straszliwym pożarze w Pułtusku przyjechał natychmiast na miejsce zgliszcz. Potem opisał pożar w  warszawskiej prasie, a następnie przeniósł na karty tworzonego właśnie „Quo vadis” – opisując podpalenie Rzymu przez Nerona. Tylko sprawdź, bo nie pamiętam kiedy to dokładnie było./ Sprawdziłam – pożar był w 1875 roku./
- Pamiętasz jak czytałyśmy w podstawówce „Wspomnienia niebieskiego mundurka” Gomulickiego? To tam właśnie we wzruszający sposób została opisana atmosfera pułtuskiego gimnazjum w którym pogłębiała się rusyfikacja. Do gimnazjum tego uczęszczał autor Wiktor Gomulicki./Oczywiście, że pamiętam./
- Pewnie nie czytałaś „Trzeciego pokolenia” Henryka Purzyckiego. Akcja tej powieści toczy się w tej samej szkole, ale w latach 1978-79. Przeczytaj, bo warto.
Przewodniczka PTTK kazała mi napisać że:
1.Rynek pułtuski o długości ponad 400m jest najdłuższy w Europie /jeśli nie wierzycie, to nic dziwnego, bo nikt w to nie wierzy/.
2. Od XVI w. przy kolegium Jezuickim w Pułtusku działał pierwszy teatr publiczny. Jedno z przedstawień oklaskiwał w tym teatrze Jan Kochanowski.
3.W Pułtusku znajdowała się najstarsza na Mazowszu drukarnia.
4. W Kolegium Jezuickim wykładali ks. Piotr Skarga, Andrzej Bobola i Jakub Wujek.
5. Gotycka Bazylika kolegiacka w Pułtusku słynie z przepięknego kolebkowego sklepienia.
6. Na rynku w wieży ratuszowej znajduje się bardzo ciekawe muzeum w którym eksponowane są zabytki z XII wieku, pochodzące z grobów na starym mieście pułtuskim.
7. W renesansowym zamku biskupów płockich w Pułtusku znajduje się Dom Polonii. Prowadzony jest w nim m.inn. Ośrodek Dokumentacji Wychodźstwa Polskiego. Sam Zamek został przepięknie odnowiony a kuchnia zamkowa słynie z pyszności.

I jeszcze moje wspomnienia z Pułtuska.
Byłam w tym mieście 4 razy. Za każdym razem z kim innym. I za każdym razem wywoziłam stamtąd wspomnienia. 
Pierwszy raz pojechałam tam z koleżanką. Miałyśmy po 19 lat. Koleżanka okazała się być bardzo mało ciekawą świata bo jak stanęłyśmy na cichym pułtuskim rynku zapytała: „A po co my tu właściwie przyjechałyśmy?” Pytaniem tym doprowadziła mnie do takiej złości, że zostawiłam ją w kawiarni i poszłam sama zwiedzać miasteczko. Czekała na mnie parę godzin jedząc na okrągło lody. Nie wiedziała i pewnie do dziś nie wie po co wtedy do tego Pułtuska ze mną przyjechała.
Drugi raz pojechałam do Pułtuska z młodszym synem, który miał wtedy 9 lat. Była zima, poszliśmy nad Narew, podziwialiśmy stamtąd zamek i całe miasteczko. Potem poszliśmy zwiedzić muzeum w wieży ratuszowej. Schodząc z tej wieży mój 9-latek spadł ze schodów. Na szczęście schody się zakręcały, więc daleko nie poleciał. Ale okropnie się potłukł i do dziś to pamięta.
Trzeci raz byłam w Pułtusku z Mamą,  starszym synem i synową. Była piękna, słoneczna, lipcowa niedziela. Spacerowaliśmy po rynku, po parku koło zamku i nad Narwią. Zjedliśmy pyszny obiad na zamku. Było to 15 lat temu. I była to ostatnia wycieczka poza Warszawę z moją Mamą.
Pozostały mi po niej piękne zdjęcia, na niektórych jesteśmy we dwie.
Ale nie pokażę ich Wam, bo teraz są już tylko moje.
Czwarty raz byłam w Pułtusku dwa i pół roku temu. Była piękna jesienna niedziela. Osobisty historyk, który jest też osobistym fotografem umyślił sobie uwiecznić babcię Stokrotkę na najdłuższym i pustym rynku Europy... 

środa, 18 kwietnia 2018

Co wiecie o Pułtusku?

      Tekst ten dedykuję CZESI, w podziękowaniu za Jej piękną książkę  pt:"Jeśli będziemy jak kamienie"


Takie pytanie zadałam czterem osobom: historykowi, geografowi, polonistce i przewodniczce PTTK.
Historyk /w drodze z pokoju do kuchni/ rzucił trzy tematy:
- to miasto chlubnie zapisało się w historii Polski w czasie walk narodowo- wyzwoleńczych. Tu stacjonował generał Antoni Madaliński, który się zbuntował i to stało się sygnałem do wybuchu Powstania Kościuszkowskiego.
-  Pod Pułtuskiem Napoleon dostał od Rosjan porządny wycisk – chyba w roku 1806. Zostało to upamiętnione na Łuku Triumfalnym w Paryżu.
- założono tam słynną Akademię Humanistyczną im. prof. Aleksandra Gieysztora /u którego nie zaliczyłem kiedyś na UW „wieków średnich” i w którym kochały się wszystkie moje koleżanki/
Geograf poinformował mnie smsem:
- to tam spadł ten słynny meteoryt. /Więcej ci puszczę mailem, bo teraz się śpieszę/
- no i ma piękne położenie nad Narwią na skraju Puszczy Białej  i przez to nazwane jest  Wenecją Mazowsza.
Polonistka, do której telefonowałam na 10 minut przed  rozpoczęciem się lekcji powiedziała, że muszę wspomnieć o trzech sprawach:
- pożar Pułtuska posłużył Henrykowi Sienkiewiczowi do opisu pożaru Rzymu w powieści „Qvo Vadis”
- dzieciństwo w Pułtusku pięknie opisał we „Wspomnieniach niebieskiego mundurka” Wiktor Gomulicki
- a Henryk Purzycki w powieści „Trzecie pokolenie” też opisał swoje lata w pułtuskim gimnazjum, ale dwa pokolenia później.
Najwięcej do powiedzenia miała moja sąsiadka, która jest przewodniczką PTTK. Więc zaprosiłam ją do siebie na kawę i ciasto.
Przyszła i zaczęła opowiadać najpierw o dzieciach, wnukach i nawet o mężu. Potem o Pułtusku. Zjadłyśmy chyba 2 kilogramy sernika i wypiłyśmy morze kawy.
Gdy wyszła, powyciągałam z regałów różne przewodniki, informatory, stare pocztówki. Odpaliłam laptopa, odświeżyłam pamięć i uruchomiłam wyobraźnię.
Najpierw sprawdziłam informacje otrzymane od historyka.
Jeden z dowódców Insurekcji Kościuszkowskiej i „rezerwowy” kandydat na Naczelnika Powstania – generał Antoni Madaliński rzeczywiście stacjonował ze swoją brygadą nad Narwią w okolicach Pułtuska. Odmówił on redukcji brygady i w marcu 1794 roku rozpoczął marsz w kierunku Krakowa. Dało to początek do powstania zbrojnego. A w dn. 24 marca nastąpiła proklamacja powstania przez Naczelnika, czyli słynna przysięga Tadeusza Kościuszki na rynku krakowskim.
Faktycznie, w czasie okropnej burzy śnieżnej w dn.26 grudnia 1806 r. rozegrała się pod Pułtuskiem bardzo krwawa bitwa wojsk napoleońskich z wojskami rosyjskimi. Francuzi usiłowali zdobyć most na Narwi i wejść do miasta, ale zostali znienacka zaatakowani przez liczne oddziały rosyjskie. Bitwa została nierozstrzygnięta, chociaż Rosjanie wytrwali na stanowiskach i zniszczyli most. Straty były dużo większe po stronie Francuzów.
No i dwukrotnie spod Pułtuska armia napoleońska wychodziła na Moskwę /w 1806 i w 1812 r./
Bitwa z 1806 r. została wymieniona na paryskim Łuku Triumfalnym, którego budowę rozpoczęto na polecenie cesarza Napoleona. Jest ona wyryta obok nazw innych polskich miast: Gdańska, Ostrołęki i Lidzbarka Warmińskiego.
W 1994 r. utworzono w Pułtusku niepaństwową wyższą szkołę - Akademię Humanistyczną. Jej organizatorem i pierwszym rektorem był prof. Andrzej Bartnicki. Po jego śmierci rektorem został prof. Aleksander Gieysztor, który już  został też patronem tej uczelni. Niestety, profesor Gieysztor też już odszedł na zawsze, no ale na Akademii wykładają głównie profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego i PAN.
W tak zwanym „międzyczasie” otrzymałam maila od geografa.
Pisał: Jak byłem na pierwszym roku to oglądaliśmy w Muzeum Techniki kawałki tego meteorytu zwanego Pułtuskim. Był to jeden z największych na ziemiach polskich meteorytów. Spadł w 1868 r.  na obszarze ok. 130 km. kw. I rozleciał się na kilkadziesiąt tysięcy kawałków. Te kawałki znajdują się we wszystkich muzeach geologicznych w kraju, a także w British Museum w Londynie.
A największy z nich we wsi  Ponikiew na północ od Pułtuska.
Miasto leży w mezoregionie Doliny Dolnej Narwi. Usytuowane jest na północnym brzegu Zalewu Zegrzyńskiego, który w tym miejscu tworzy dwie odnogi  opasujące miasto. W rezultacie stary Pułtusk leży jakby na wyspie, na którą prowadzą mostki. I dlatego został nazwany Wenecją Mazowsza.

Ciąg dalszy nastąpi...

Hollyłódź

Łódź jak żadne polskie miasto zasługuje na miano stolicy polskiej kinematografii. Już od 1948 roku słynna łódzka Filmówka, czyli Państwowa W...