poniedziałek, 14 maja 2018

O tym jak bliski może być człowiek, którego nie zna się osobiście...


A więc nie znamy się osobiście.

Wiem tylko, że Ewa mieszka na trasie kolejki podmiejskiej, którą jeżdżę na swoją działkę.

Wiem tylko, że jesteśmy z Ewą prawie rówieśnicami.

Wiem, że jest doktorem psychologii. Wprawdzie ja psychologiem nie jestem, ale była nim moja starsza siostra. Pamiętam jak uczyła się najpierw do egzaminu wstępnego a potem na zaliczenia kolejnych lat. I jak zrobiła doktorat z zakresu wiktymologii. I jak w ostatnich latach przygotowywała się do wykładów.

Moja siostra od dwóch lat jest już po tamtej stronie tęczy a mnie pozostały w pamięci rozmowy z nią.

Gdy dowiedziałam się, że Ewa napisała książkę - natychmiast wyraziłam chęć kupienia jej. Od razu wzruszyłam się jej tytułem i wyglądem okładki.

Najpierw książkę przejrzałam. I znowu się wzruszyłam, bo zobaczyłam, że autorka dedykowała książkę swoim dzieciom. Bo przecież wszystko co się w życiu robi… robi się głównie dla najbliższych, tych, których się kocha. Bo przecież jak kiedyś odejdziemy… to nie powinniśmy być wspominani tylko przez pryzmat naszych tytułów naukowych, ale przede wszystkim przez pryzmat pamięci. Tej pamięci, którą się utrwaliło.

Ewa, której nie znam osobiście jako psycholog zajmuje się również pamięcią autobiograficzną. A taka pamięć jest mi bardzo bliska.

Książkę Ewy Stanisławiak pt: „ Pora jesieni, pora wspominania” czytam powoli i z nabożeństwem. I chociaż całe życie spędziłam w Warszawie, a Ewa przyjechała do niej z innego miasta i związała swoje życie studenckie, zawodowe i naukowe z Uniwersytetem Warszawskim – to i ten fakt jest mi bardzo bliski. Bo UW to także moja rodzinna uczelnia, chociaż sama na niej nie studiowałam.

Gdy napiszę, że książka Ewy jest wyjątkowa, to ktoś powie że to banał.
Ale czy można tak powiedzieć o życiu opisanym w sposób mistrzowski? Na dodatek gdy sięga się do najdalszych korzeni, najczulszych wspomnień i przeżyć… I gdy książkę ilustruje się bardzo osobistymi zdjęciami. I gdy pisze się zwykłym a jednocześnie pięknym językiem kronikę rodów z których się pochodzi…

Na pierwszej stronie swojej książki Ewa napisała mi tak: „Pełnej ciepła Stokrotce – z pozdrowieniami”
Ewo, dziękuję Ci za te parę słów.
A przede wszystkim - z całego serca dziękuję Ci, że napisałaś tę książkę.

To, że książkę o której piszę warto mieć i przeczytać jest tak oczywiste 
jak to, że po nocy następuje dzień.

A jak ją przeczytacie to jej autorka i Wam stanie się osobą bardzo bliską.
--------------------------------------------------------------
Blog Ewy: https://plusomania.blogspot.com/

sobota, 12 maja 2018

Zakwitły już w kwietniu...

UWAGA: Podaję prawidłową kolejność: buk pospolity, świerk pospolity, olcha czarna, sosna zwyczajna, klon zwyczajny, grab pospolity, kosodrzewina. 
Najbliżej rozwiązania były ANABELL i MARIA-ŁUCJA. 

1.

2.

3.

4.

5.

6.

7.

Podpowiem, że na zdjęciach są kwiaty olchy czarnej. kosodrzewiny, klonu zwyczajnego, sosny zwyczajnej, buka pospolitego, świerka pospolitego i graba pospolitego. Trzeba tylko prawidłowo ustawić nazwy kwiatów w kolejności od jednego do siedmiu.
Dla "leśnika" przewidziana jest nagroda. Będzie mógł wybrać sobie jedną z moich książek albo dedykację jednego z następnych tekstów na tym blogu.

czwartek, 10 maja 2018

Kolejność była taka...

Przyjechałam o 10tej. Więc najpierw poszłam na Rynek do Muzeum Nadwiślańskiego. I tam obejrzałam bardzo interesującą wystawę obrazów Jacka Malczewskiego. Zawsze zachwycał mnie Jego obraz pt: "U żródła", więc postanowiłam go dla Was sfotografować. A cała wystawa została urządzona na bazie zbiorów prywatnych. Niestety nie dowiedziałam się kto jest właścicielem tych obrazów.

Potem poszłam w kierunku  Klasztoru. Drewnianymi bardzo starymi schodami weszłam na dziedziniec klasztorny. I stamtąd zrobiłam takie zdjęcie.
Weszłam do klasztoru, w którym w czasie wojny gestapo urządziło więzienie a w którym teraz jest wzruszające muzeum.. I  wyszłam na wirydarz aby zrobić zdjęcie studni, która liczy sobie prawie 400 lat.

Potem poszłam na Rynek, o którym Maria Kuncewiczowa mówiła, że jest najpiękniejszą dekoracją teatralną świata. I spotkałam tam małych Japończyków, którzy pięknie śpiewali polskie ludowe piosenki. - np. "Szła dzieweczka do laseczka," albo "Gęsi za wodą, kaczki za wodą". Śpiewali je oczywiście po polsku co niesamowicie wzruszyło turystów siedzących w rynkowych kawiarenkach.

Poszłam w kierunku  kościoła farnego, zajrzałam do niego aby nacieszyć wzrok harmonijnym wnętrzem. I potem postanowiłam iśc w tę część, która nazywa się Góry. Po lewej stronie minęłam piękny biały Zamek.
Daleko od centrum i w  środku Gór zobaczyłam nowy dom z kolumienkami. Był wystawiony na sprzedaż. Postanowiłam zadzwonić pod podany na bramie telefon i zapytać o cenę.... ale zajrzałam do portfela i stwierdziłam że mam pieniądze tylko na kawę i na bilet powrotny. Więc zrezygnowałam.... bo zakupów dokonuję tylko za gotówkę......

Wracając z Gór wstąpiłam jednak do przepięknego Folwarku Walencja i zapytałam o cenę pokoju . No i dowiedziałam się, że studio 2-pokojowe /dla 4 osób/ z łazienką, śniadaniem, sauną, basenem i paroma innymi jeszcze przyjemnościami kosztuje 550 zł za dobę. Pomyślałam, że to nie jest dużo jak na pobyt w tak pięknym, starym dworku.

A potem zaglądnęłam do Toskańskiej Willi którą wybudował kiedyś profesor Tadeusz Pruszkowski i organizował w niej plenery malarskie i wystawy prac swoich studentów z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Willa była bardzo zadbana. Podeszłam bliżej ryzykując, że wyskoczy mi na przywitanie jakiś mało przyjazny pieseczek. Ale nikt mnie nie przywitał, a robiąc zdjęcie zauważyłam stojący w podcieniach willi bujany fotel. To znaczy, że ktoś w niej mieszka.

Sfotografowałam też stojącą przy ul. Krzywe Koło piękną, drewnianą willę Karola Sicińskiego, który po wojnie był pierwszym konserwatorem tego miasteczka nad Wisłą. To dzięki niemu na frontonie Domu Architekta stojącego w Rynku mój ojciec mógł umieścić swoje trzy kartusze -płaskorzeżby przedstawiające głowy trzech polskich króli. Tego, który to miasto założył i tych dwóch, którzy mieli duży wpływ na jego rozwój.
Zajrzałam też do Miejskiej Biblioteki. Zawsze do niej zaglądam, bo jest tam bardzo miła atmosfera którą stwarza głownie Pani Anna Piłat - pełniąca funkcję kierowniczki. Pani Anna już w drzwiach zapytała czy nie napiję się czegoś i kiedy wreszcie zdecyduję się spotkać z czytelnikami. W końcu na półkach tej biblioteki znajdują się wszystkie moje książki.
Przy kościele Świętej Anny natknęłam się na młodzież z Lublina, która tu przyjechała na plener malarski. Porozmawiałam z nimi przez chwilę, zajrzałam im przez ramię żeby zobaczyć co już naszkicowali i ... życzyłam powodzenia.
Wchodząc na kawę do słynnej Piekarni minęłam się w drzwiach z Panią Dorotą Szczuką. Jak zwykle zaprosiła mnie do swojej Galerii Drewna,  która mieści się tuż pod Klasztorem, Pani Dorota jest przewodniczką po mieście i okolicach i osobą niezwykle pomysłową. Organizuje bardzo ciekawe spotkania i pięknie opowiada o miejscu, w którym mieszka. Porozmawiałyśmy sobie w Jej bardzo przytulnej Galerii, I kupiłam coś na prezent dla młodszego wnuka, który 13 maja pójdzie do Pierwszej  Komunii. Żegnając się z Panią Dorotą powiedziałam, że ta Galeria to taka malutka smaczna wisienka na Jej torcie...

A na koniec poszłam na długi spacer nad Wisłą i  jak zwykle zrobiłam zdjęcie mojemu drzewu.


W poniedziałek 7 maja 2018 roku znowu byłam w Miasteczku.

wtorek, 8 maja 2018

O życiu ...


To drzewo rośnie w Łazienkach Królewskich

Poniżej urywki spisanej w Gazecie Kulturalnej rozmowy poety Andrzeja Gnarowskiego ze światowej sławy lekarzem kardiologiem, uczniem prof. Zbigniewa Religi – prof. Marianem Zembalą w związku z Jego książką pt: „Spotkania. Opowieść o wierze w człowieka”.
Mówi Pan profesor Zembala:
„Przerastamy własne życie, albo życie nas przerasta. To znaczy, że życie nie jest do końca zdefiniowane. Czy możemy je zobaczyć i zrozumieć? Od dawna przewidywano możliwość ucieczki w czwarty czy piąty wymiar, usiłowano zawrócić cywilizacją do jej chrześcijańskich żródeł. Pytamy więc czy życie zatopione w powodzi doznań, wierze … może być lepsze?”
A poeta mu odpowiada:
„Zwątpić znaczyłoby przekreślić własne istnienie...”

Tak sobie „nicnierobiąc” w czasie pięknej Majówki czytałam różne "papierowe" recenzje i rozmowy ze znanymi osobami mojego znajomego poety zza działkowego płotu – Andrzeja Gnarowskiego.

A ptaki przelatywały mi nad głową...

                                                              A to na Powiślu.

niedziela, 6 maja 2018

Miłość

                                                                 Mojej MAMIE - w dziewiątą rocznicę



Kiedy odchodzi... przestają śpiewać ptaki.
Robi się cicho, pusto, smutno a świat staje się bezbarwny.


/Ale i tak była bardzo długo.
Przecież nie jest wieczna.
Bo nic nie jest wieczne.
Oprócz Sztuki oczywiście/.


Zamyka za sobą drzwi cicho i powoli.
Albo bardzo głośno i szybko.


Czasami zabiera ze sobą wszystkie piękne chwile.
A zostawia tylko te smutne i pełne źalu...


Czasami rzuca w drzwiach łaskawie nadzieję, że może się jeszcze spotkamy, że to może jeszcze nie koniec...
Że może znowu urosną nam skrzydła u ramion i będziemy najszczęśliwsi na świecie.


Czepiamy się tej myśli i uśmiechamy leciutko i ze smutkiem...

Tylko dlaczego nadal nie słychać śpiewu ptaków?

piątek, 4 maja 2018

Zrobieni w balona czyli ..... ciekawostki podatkowe




Rozliczyliście się ????

To fajnie. To napiszę Wam za co płaci się lub płaciło podatki w innych krajach. Podaję informacje za Angora-Peryskop Nr 14 z dnia 8 kwietnia 2018 roku.

1. W 1910 roku w Symbirsku opodatkowano wszystkich właścicieli rowerów.

2. W 1710 roku rząd angielski tak podniósł podatek na kości i karty na gry, że rynek przejęli fałszerze tych produktów. Podatek zlikwidowano dopiero w XX wieku.

3. W niektórych państwach Europy pobierano od średniowiecza podatek od mydła, co skutkowało podwyższoną ceną produktu.

4. W 1797 roku w Anglii obłożono jednoroczną daniną wszystkich posiadaczy zegarków.

5. W starożytnym Rzymie istniał podatek od wolności. Pobierano go od wyzwolonych niewolników.

6. W 1795 roku wprowadzono w Anglii tak wysoki podatek od pudru do peruk, że popyt na peruki gwałtownie spadł.

7. Do 1998 roku można było w Niemczech odliczyć koszty poniesione na … łapówki.

8. W 1885 roku Kanada wprowadziła podatek dla Chińczyków, by ograniczyć imigrację.

9. W Danii obowiązuje podatek cieplarniany od gazów puszczanych przez bydło.

10. Od 1705 roku w Rosji obowiązywał mieszczan podatek od posiadania brody…Szlachta musiała brody zgolić.

11. W 1784roku wprowadzono w Anglii podatek od kapeluszy.

12. W przedrewolucyjnej Francji obowiązywał podatek … od soli, co stało się jednym ze źródeł konfliktu społecznego.

13. Gdy w XVII wieku w Anglii opodatkowano cegły /od sztuki/ wytwórcy zwiększyli ich gabaryty, by mniej płacić.

14. W starożytnym Egipcie wprowadzono opodatkowanie olejów. Nielegalny obrót olejami był surowo karany.

15. W 2009 roku w prowincji Hubei w Chinach wprowadzono daninę polegającą na przymusowym zakupie określonej liczby papierosów.

16. W amerykańskim stanie Nowy Meksyk osoby mające więcej niż 100 lat są całkowicie zwolnione od podatku.

17. A w stanie Kansas pobiera się podatek od posiadania balonów na ciepłe powietrze.

---------------------------------------------------------------------------

Który podatek „najfajniejszy” ?
Mnie załamał ten z pkt. Nr 5. No bo z czego wyzwolony niewolnik miał podatek płacić???
A ten z pkt. 7 pozostawię bez komentarza.

środa, 2 maja 2018

"Mój" Zamek Królewski



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

17 września 1939 roku w „czarną niedzielę” bomby Luftwaffe i ostrzał artyleryjski po raz pierwszy usiłowały zburzyć Warszawę. Obiektyw Amerykanina Juliena Bryana pokazał światu kłęby dymu nad płonącą wieżą Zamku.

Z kolei obiektyw Polaka Henryka Śmigacza uwiecznił polskich strażaków usiłujących ratować Salę Wielką Zamku.
Po ustaniu oblężenia Warszawy Polacy zabezpieczyli w Zamku zerwane części dachu, wstawili okna. Zupełnie niepotrzebnie, bo na „zdobytych terenach wschodnich” obowiązywał od 15 września 1939 roku rozkaz „zrównania z ziemią gospodarczej, społecznej, kulturalnej i politycznej struktury”. Akcja zorganizowanej przez Nazi grabieży i demolowania wnętrz zamkowych zmieniała stopniowo Zamek w ruiny.


Niemieccy saperzy już zimą 1939/1940 roku borowali otwory w przyziemiu Zamku na ładunki dynamitu. W 1944 roku po upadku Powstania Warszawskiego wysadzili mury Zamku.


Tak wyglądało jeszcze wiele lat po wojnie miejsce po Zamku. Pamiętam je doskonale. Przyprowadzałam tam niemieckich kolegów. Pytali: „A co tu było”? Odpowiadałam: „Zamek Królewski, który Niemcy wysadzili w powietrze”. Nie chcieli wierzyć. Ale widziałam, że niektórym było przykro.
Po zakończeniu wojny w 1945 roku przez ćwierć wieku trwał stalinowski z ducha zakaz odbudowy Zamku.
Kompletowano jednak dokumentację, przygotowywano plany, wciąż podejmowano starania o zdjęcie zakazu odbudowy.
Dzięki społecznej ofiarności z kraju i z zagranicy /sama też kilka razy składałam się na odbudowę „mojego” zamku/ w roku 1971 zapadła decyzja aby Zamek odbudować... Odbudowa zakończyła się w roku 1984.


Stałam pod Kolumną Zygmunta gdy nakładano na Wieżę Zamkową hełm…. Zapamiętałam, że stojącym koło mnie starszym ludziom łzy ciekły ciurkiem po twarzy...



                              /zdjęcie z dnia 28 kwietnia 2018 roku/


Jeszcze tylko przypomnę, że w dniu 3 maja 1791 roku w Sali Senatorskiej "mojego" Zamku Królewskiego Sejm Czteroletni uchwalił Konstytucję 3 Maja - pierwszą w Europie a drugą po Stanach Zjednoczonych ustawę zasadniczą.
                                     
Jeśli będziecie w Warszawie to zajrzyjcie do "Mojego" Zamku. Będziecie mogli zobaczyć film o tym jak Zamek był burzony a potem odbudowywany. Z pewnością zapamiętacie ten film na długo.

/Zdjęcia czarno-białe zeskanowałam z książki Marii i Andrzeja Szypowskich " Gdy wchodzisz na Trakt Starej Warszawy...". /
------------------------------------------------------------------
Więcej ciekawych rzeczy o Warszawie można przeczytać w mojej książce pt: "Moje warszawskie zwariowanie".


poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Anting czyli mrówcze SPA



Pędziłam jak zwykle przez las na działkę bo:
1. ...ja zawsze pędzę, bo boję się dzików…
2. ...wszyscy mnie od lat straszą, że jak będę sama po lasach chodzić, to mnie ktoś napadnie.
3. ...umówiłam się z fachowcem, że mu pilotem otworzę bramę. Bo jechał na moją działkę żeby  ulepszyć, naprawić, podłączyć, sprawdzić…

Nagle zatrzymałam się bo zobaczyłam tarzającego się w mrowisku czarnego kosa. Trochę się przestraszyłam i zdziwiłam, bo po raz pierwszy w życiu coś takiego widziałam. Ale zanim wyjęłam komórkę żeby go sfotografować, to ptak odleciał. 

Więc na zdjęciu jest tylko mrowisko. Ale jak się dobrze przyjrzycie to zobaczycie, że w jego środku jest wgłębienie.

Mrówki jak to mróweczki uwijały się jak szalone, więc musiałam odejść dalej, bo zaczęły mi wchodzić na nogi.

Po powrocie do domu zaczęłam szukać w książkach i w internecie informacji na temat „tarzania się ptaków w mrowiskach”. 
Ale najwięcej ciekawostek na ten temat znalazłam w ostatnim numerze kwartalnika „Przekrój”.

Znany zoolog prof. Tadeusz Kaleta twierdzi, że kąpiele w mrowiskach stosowane są przez ponad 200 gatunków ptaków a także przez małpy i wiewiórki. A wygląda to tak jak widziałam w lesie obok swojej działki. Ptak tarza się i przewraca z boku na bok w mrowisku rozkładając przy tym skrzydła jakby do lotu. 
Niektóre owady chwyta dziobem i wyciera sobie nimi pióra. Wtedy mrówki dla obrony zaczynają pryskać wydzieliną zawierającą kwas mrówkowy, który skutecznie zwalcza pasożyty skóry i piór, np. wszy, działa też bakteriobójczo i grzybobójczo.

„Całkiem możliwe – dodaje też żartobliwie pan profesor – że takie zabiegi stoją też za mitem o Feniksie, który odradza się z ognia. Kąpiel w mrowisku musi palić jak ogień, ale przecież ptak wychodzi z niej jak nowo narodzony”.

Takie mrówcze SPA to Anting.

Pamiętam, że w dzieciństwie jak mnie mrówki pogryzły to Mama mi mówiła że to na zdrowie...

I że były produkowane /nie wiem czy jeszcze są/ maści z dodatkiem kwasu mrówkowego.

sobota, 28 kwietnia 2018

Amfiteatr Flawiuszów - zakończenie

                                                        Tekst dedykuję Stanisławowi Michalikowi

/
                          /Zdjęcie z sierpnia 2002 roku/

Każda karta w historii Rzymu związana jest mniej lub bardziej z Koloseum. Stało się ono bowiem symbolem tego miasta i jego życia. Anglosaski mnich i benedyktyn Święty Beda Czcigodny w VIII wieku głosił: „ Dopóki stoi Koloseum, stać będzie także Rzym, kiedy Koloseum przestanie istnieć, nastąpi także koniec Rzymu, a z końcem Rzymu nastąpi koniec świata”.
Po napaści Normanów - z klasycznego i antycznego Rzymu pozostały ruiny. Także Koloseum zostało zburzone i przez szereg lat było kopalnią materiału do budowy prawie całego miasta.
Papież Benedykt XIV /1675-1758/, aby uratować to co jeszcze zostało, postanowił uświęcić stary amfiteatr, odprawiając w nim Drogę Krzyżową i umieszczając w centrum Koloseum Krzyż. Został on usunięty, ale w 1926 r. umieszczono go na nowo w miejscu historycznie związanym z imieniem tysięcy męczenników. Oddali oni życie w imię wiary chrześcijańskiej na oczach tysięcy żądnych krwi widzów.
Najbardziej atrakcyjne widowiska Rzymian zwane ludi circenses powstawały prawdopodobnie w ostatnich czasach Republiki. Miały na celu wzniecenie ducha walki, pozwalającego Rzymianom czuć się panami świata. Prawdopodobnie one stanowią początek zawodu gladiatorów, którzy byli specjalnie szkoleni do walki zabijając się między sobą na arenie. Walki te z reguły odbywały się w towarzystwie dzikich zwierząt.
Ze zwierzętami też walczono, często nie posiadając żadnej broni.
W igrzyskach dla uczczenia triumfu Trajana nad Dakami brało udział dziesięć tysięcy gladiatorów i jedenaście tysięcy dzikich zwierząt. Podobnie krwawe igrzyska miały miejsce za panowania Probusa.
Wielki Imperator Konstantyn i jego następcy pragnęli położyć kres walkom gladiatorów lecz Rzymianie bardzo się do nich przywiązali. Na początku V wieku przybyły ze wschodu mnich Telemach wszedł na teren Koloseum i wmieszał się niepostrzeżenie w tłum gladiatorów. Zwrócił się do ludu błagając aby zaniechał tych okrutnych walk. Wtedy z tłumu podniosły się protesty i mnich został ukamienowany.
Jednak od tego wydarzenia i na mocy edyktu wydanego w 397 r.n.e. przez Honoriusza igrzyska zakończyły się całkowicie.
W 217 r. n.e. piorun spowodował pożar Koloseum, po którym odbudował go Aleksander Sewer.  Póżniej Coloseum restaurowali  Giordan III i Decjusz /po pożarze od kolejnego pioruna w 250 r.n.e./. Uszkodziły budowlę także trzęsienia ziemi w 429 i 443 r.n.e. Ostatnią próbę odbudowy podjął Teodoryk, potem amfiteatr całkiem zaniedbano.
Ponad 2000 lat po otwarciu Koloseum nadal pozostaje wspaniałym pomnikiem rzymskich osiągnięć, chociaż  jest jednocześnie pomnikiem szczególnego upodobania do okrutnych, krwawych widowisk.
I jeszcze urywki z „Qvo vadis”:
 „Za czasów Nerona weszły w zwyczaj rzadkie dawniej i wyjątkowo tylko dawane przedstawienia wieczorne, tak w cyrku, jak i w amfiteatrach. Augustianie lubili je, często bowiem po nich następowały uczty i pijatyki trwające aż do rana. Jakkolwiek lud przesycony był już przelewem krwi, jednakże gdy rozeszła się wieść, że nadchodzi koniec igrzysk i że ostatni chrześcijanie mają umrzeć na wieczornym widowisku; nieprzeliczone tłumy ściągnęły do amfiteatru. Augustianie stawili się jak jeden człowiek, domyślali się bowiem, że nie będzie to zwykłe przedstawienie i że cezar postanowił wyprawić sobie tragedię z boleści Winicjusza.”
„Jakoż nie czekano już długo. Nagle ozwał się przeraźliwy głos mosiężnych trąb, a na ów znak otworzyła się krata naprzeciw cesarskiego podium i na arenę wypadł wśród wrzasków bestiariów potworny tur germański, niosący na głowie nagie ciało kobiece.”
„Lig trzymał dzikie zwierzę za rogi. Stopy jego zaryły się wyżej kostek w piasek, grzbiet wygiął mu się jak łuk napięty, głowa schowała się między barki, na ramionach muskuły wystąpiły tak, iż skóra niemal pękała pod ich parciem, lecz osadził byka na miejscu. I człowiek, i zwierz trwali w takiej nieruchomości, iż patrzącym zdawało się, że widzą jakiś obraz przedstawiający czyny Herkulesa lub Tezeusza lub grupę wykutą z kamienia. Ale w tym pozornym spokoju znać było straszliwe natężenie dwóch zmagających się ze sobą sił. Tur zarył się również, jak człowiek, nogami w piasek, a ciemne, kosmate jego ciało skurczyło się tak, iż wydawał się do olbrzymiej kuli podobny. Kto pierwej się wyczerpie, kto pierwszy padnie, oto było pytanie, które dla tych rozmiłowanych w walkach widzów miało w tej chwili więcej znaczenia niż ich los własny, niż cały Rzym i jego panowanie nad światem.”
„Wtem głuchy, podobny do jęku ryk ozwał się z areny, po którym ze wszystkich piersi wyrwał się okrzyk i znów zapadła cisza. Ludzie mniemali, że śnią, oto potworna głowa byka poczęła się przekręcać w żelaznych rękach barbarzyńcy.”…

Z Amfiteatrem Flawiuszów mam związane bardzo przykre i bolesne wspomnienie. Rozglądając się dookoła w czasie jego zwiedzania -  stanęłam nieuważnie i skręciłam nogę w kostce.
Na szczęście był to ostatni zwiedzany w Rzymie zabytek i wkrótce wyruszyliśmy w około 40-godzinną drogę powrotną do Polski.
I wtedy pomyślałam sobie, że może to moje skręcenie nogi w miejscu, które jest związane z cierpieniem ludzi i zwierząt nie było przypadkowe…?
------------------------------------------------------------




czwartek, 26 kwietnia 2018

Amfiteatr Flawiuszów

Tekst ten dedykuję Stanisławowi Michalikowi w podziękowaniu za Jego ciekawe książki i bardzo wartościowy blog

Zdjęcie Amfiteatru Flawiuszów z lotu ptaka zostało zeskanowane z włoskiego przewodnika po Rzymie, wydanego trzydzieści lat temu. Widać na nim jak wielka jest różnica między Amfiteatrem a otaczającymi go budynkami.
----------------------------------------------------------------------------
Działalność Amfiteatru Flawiuszów otwierało uroczyste widowisko, w którym wzięło udział pięć tysięcy dzikich zwierząt.
Według świadectwa Diona Kasjusza podczas stu dni poświęconych dla uczczenia inauguracji Koloseum zabito około dziewięciuset zwierząt.
Amfiteatr był  wynalazkiem rzymskim. Arena w kształcie elipsy otoczona kilkoma kondygnacjami miejsc dla widzów, pozwalała tłumom bezpiecznie spoglądać w dół i zachwycać się walkami i rzeziami. Tutaj walczyli gladiatorzy, tutaj pokazywano egzotyczne zwierzęta, a potem urządzano ich pogrom.
Koloseum, bo taka jest powszechna nazwa Amfiteatru Flawiuszów, w XIII wieku stało się własnością kościoła. W 1744 r. poświęcono go pamięci chrześcijan, którzy ginęli za wiarę na oczach rzymskiej gawiedzi. Wprawdzie w ostatnich latach ogłoszono, że dowody na istnienie związku męczeństwa chrześcijan na tym miejscu są nieliczne, to jednak do dziś na arenie stoi krzyż.
Przed słynnym Koloseum istniały w Rzymie inne amfiteatry, lecz po wielkim pożarze w 64 r.n.e. potrzebny był nowy. I panujący wtedy cesarz Wespazjan rozkazał taki amfiteatr zbudować. Miał on nosić imię jego rodu Flawiuszów i być większy i wspanialszy niż jakikolwiek poprzedni.
Zbudowano go na miejscu jeziora, które znajdowało się w pobliżu wspaniałego Pałacu Nerona. I to prawdopodobnie od stojącego opodal kolosalnego pomnika Nerona – Amfiteatr Flawiuszów wziął swą nazwę Koloseum.
Koloseum ma pół kilometra w obwodzie i ponad 55 metrów wysokości, 187 m w najdłuższym diametrze i 155 m w najkrótszym. Zbudowano go rękami więźniów żydowskich - z trawertynu, tufu wapiennego i cegły. Tytus, następca Wespazjana dokonał jego otwarcia w 80 r.n.e.
Na zewnątrz znajdowały się trzy rzędy łuków złożonych, każdy z osobna, z kolumn doryckich, jońskich i korynckich i czwarty rząd ozdobiony pilastrami korynckimi. Elipsa, składająca się z 80 łuków, stanowiła wewnętrzny obwód. Cztery łuki odpowiadające czterem promieniom prowadziły ku wielkiemu korytarzowi otaczającemu całość budowli. Pośrodku jednego ze skrzydeł podium, zwanego suggestum – znajdował się tron imperatora, resztę podium zajmowali senatorzy i rodzina imperatorska. Potem były miejsca dla rycerzy, trybunów cywilnych i wojskowych. Żonaci posiadali własne miejsca, specjalne miejsca należały dla opiekunów młodych, dla rodzin ze służbą, dla plebsu.
Do loży cesarskiej wiodło wejście od północy. Ozdobione było niewielkim dwukolumnowym portykiem przez który wchodziło się do korytarza pokrytego stiukami.
Podczas walk z dzikimi zwierzętami widzów chroniła metalowa krata. Pod podłogą areny znajdowało się wszystko co było potrzebne do spektakli: klatki dla zwierząt, elementy scenografii, magazyny broni dla gladiatorów, maszyneria. W 30 niszach w zewnętrznej ścianie budowli znajdowały się windy do przewożenia gladiatorów i zwierząt na arenę.
Koloseum nie miało dachu, ale w czasie deszczu i burzy było przykrywane olbrzymim płótnem przez marynarzy floty morskiej z Rawenny i Capo Miseno. Obydwie te załogi brały udział w bitwie morskiej, która często odbywała się w Amfiteatrze. Jedną z najsławniejszych bitew przeprowadzonych w Koloseum była rekonstrukcja bitwy morskiej między Koryntem a Korkyrą, w której brało udział 3000 ludzi. Było to za panowania Tytusa.
Budowla była dość skomplikowana, ale sposób budowania zadziwiająco nowoczesny. Przypomina on metodę zastosowaną w XX-wiecznych wysokościowcach ze stali i betonu.
Amfiteatr mieścił 50 tysięcy osób, jednak system schodów i korytarzy pozwalał wszystkim na swobodne przemieszczanie się. Architekci wykazali także ogromne umiejętności projektując sieć przejść i wind, którymi dostarczano dzikie, rozszalałe zwierzęta z klatek pod sceną prosto na arenę.

Ciąg dalszy nastąpi...

wtorek, 24 kwietnia 2018

"Gamrat i Stańczyk" .... czyli historia jednego obrazu


Obraz „Gamrat i Stańczyk” Jana Matejki przedstawia orszak mijający bramę i wchodzący na plac u podnóża Zamku Królewskiego na Wawelu./Zdjęcie można powiększyć/

Na czele orszaku podążają trzymając się pod rękę tytułowi bohaterowie- duchowny Piotr Gamrat oraz Stańczyk – błazen króla Zygmunta Starego. 
W 1538 roku Gamrat został biskupem krakowskim, a trzy lata później arcybiskupem gnieźnieńskim i prymasem Polski, zachowując jednocześnie – co wyjątkowe – przywilej kierowania diecezją krakowską. 
Jego kariera rozwijała się błyskawicznie przy znacznym wsparciu ze strony królowej Bony, która od momentu wstąpienia na tron starała się wzmocnić swą pozycję. Zależało jej na wywieraniu wpływu na decyzje króla i posłów. 
Gamrat w zamian za protekcję popierał starania monarchini do umocnienia władzy Jagiellonów oraz utrzymania przyjaznych stosunków z Francją i Turcją.

Dążył do wprowadzenia powszechnego opodatkowania na rzecz obrony kraju oraz utrzymania wojsk zaciężnych, co jego zdaniem miało iść w parze z likwidacją archaicznego pospolitego ruszenia. 

Na wawelskim dworze postrzegany był jako człowiek wszystkowiedzący, wręcz genialny. Sam zresztą o taki wizerunek zabiegał. 
Arcybiskup Piotr Gamrat prowadził walkę z reformacją. Za jego czasów rozwinęło się kaznodziejstwo. Będąc duchownym aktywnym w życiu politycznym kraju prowadził jednak świecki tryb życia. Znany był z rozrzutnego i rozpustnego trybu życia, czym naraził się wielu współczesnym. 
Taka zakłamana postawa stanowiła podobno przedmiot ostrych drwin Stańczyka. Zaczepną rozmowę błazna z duchownym przedstawia prawdopodobnie obraz Jana Matejki.

Oczywiście malarz nie miał pewności czy kiedykolwiek Stańczyk i arcybiskup Gamrat prowadzili rozmowę w takiej sytuacji jak ta przedstawiona na obrazie.
Jednak dzieło to przede wszystkim stawia pytanie o wpływ arcybiskupa Gamrata na ówczesną politykę….Obraz powstawał w latach 1873-1878.

Gamrat to oczywiście ten potężny w białej szacie...A sylwetce błazna nadał malarz własną fizjonomię chcąc w ten sposób przedstawić swoją opinię na przedstawiony temat.

Jest to jeden z obrazów Jana Matejki stanowiący malarską wykładnię historiozoficznej syntezy dziejów Ojczyzny... Dzieła tego rodzaju miały nie tyle opisywać co objaśniać dzieje.

--------------------------------------------------

W pierwszych dniach kwietnia br. uczestniczyłam w warsztatach towarzyszących Wystawie Jednego Obrazu z fundacji Kościuszkowskiej z Nowego Jorku, prezentowanej w Pałacu na Wyspie w Łazienkach Królewskich.

Powyższy tekst powstał na podstawie informatora Ośrodka Edukacji Muzeum Łazienki Królewskie i notatek jakie sporządziłam w czasie wykładu-warsztatu.

I po co ja o tym napisałam???
Jak zwykle w takich niejasnych sytuacjach /czyli jak mnie dopadnie skleroza/ -liczę na inteligencję komentatorów. Że mi wytłumaczą...


Hollyłódź

Łódź jak żadne polskie miasto zasługuje na miano stolicy polskiej kinematografii. Już od 1948 roku słynna łódzka Filmówka, czyli Państwowa W...