wtorek, 6 marca 2018

Jeszcze o świątyni renesansu

We Florencji urodził się jeden z najwspanialszych renesansowych pisarzy Dante Alighieri. W Casa di Dante jest niewielkie muzeum poświęcone życiu oraz twórczości autora „Boskiej Komedii”. Ciekawostką jest wyrzeźbiona na bruku przed domem twarz średniowiecznego pisarza, którą można zobaczyć jedynie po polaniu wodą odpowiedniego miejsca.

/Jeśli uda się Wam zdjęcie powiększyć to może dojrzycie autorkę blogu wysoko w loggi Casa di Dante/

Most Ponte Veccchio  w ciągu wielu wieków przetrwał niezliczone powodzie i wojenne spustoszenia. A od zniszczenia w czasie II wojny światowej uratowała go podobno interwencja samego Hitlera, który wycofującemu się z miasta marszałkowi Kesserlingowi rozkazał go oszczędzić.
Wybudowany został w najwęższym brzegu rzeki Arno w 1345 r. A nazwę nadali mu mieszkańcy Florencji.
Górą, nad samym mostem biegnie tzw. korytarz Vasariego /od jego twórcy, który był znanym renesansowym historiografem sztuki, architektem i malarzem/, zbudowany dla cesarza Kosmy I, aby umożliwić mu swobodne przechodzenie z Palazzo Vecchio do Palazzo Pitti, znajdującego się po drugiej stronie rzeki.
W roku 1593 wielki książę Ferdynand I wypędził z mostu przedstawicieli „podłych rzemiosł” jakimi byli rzeźnicy mający na moście sklepiki i na ich miejsce, za dwukrotnie większą opłatą wprowadził ok. 50 jubilerów i złotników. Ich potomkowie do dziś mają na moście piękne sklepy jubilerskie z drewnianymi okiennicami. A na środku mostu stoi popiersie najsłynniejszego złotnika - Benvenuta Celliniego.
To po tym moście przechadzał się Dante Alighieri.

Basilica di Santa Croce należy do świątyń wyjątkowych. I to z wielu względów. Jednym z nich jest fakt, że  znajdują się w niej znakomite dzieła sztuki.
Po drugie ze względu na olbrzymie historyczne znaczenie tego kościoła.
Jest to zarówno świątynia artystyczna jak i Panteon słynnych Włochów.
W Santa Croce jest wiele wspaniałych kaplic, noszących imię fundatorów bazyliki. To również wyjaśnia obecność wspaniałych nagrobków.
Zacznę od nagrobka Michała Anioła, który uważany jest za najpiękniejszy. Jest to dzieło Giorgio Vasariego, który przez pewien czas był uczniem Michała Anioła.
W Santa Croce ustawiono też cenotaf, czyli symboliczny nagrobek Dante Alighieriego. Stoi tuż koło nagrobka Michała Anioła.
Natomiast naprzeciwko nagrobka Michała Anioła znajduje się nagrobek wybitnego astronoma Galileusza. Ma tu też swój nagrobek urodzony we Florencji  słynny dyplomata Niccollo Machiavelli.
Jest w Santa Croce wiele innych nagrobków wybitnych osób. Na przykład Gioacchino Rossiniego, a także czwórki wybitnych Polaków: Michała Kleofasa Ogińskiego /tego od słynnego poloneza „Tęsknota za Ojczyzną”/, Zofii Zamojskiej, która była córką Izabelli Czartoryskiej, malarza Michała Bogorii Skotnickiego i  Zofii Cieszkowskiej z Kickich.
A przed bazyliką na rozległym placu stoi pomnik najsłynniejszego florentyńczyka – twórcy „ Boskiej komedii”:

Niestety, świątynię renesansu często nawiedzają powodzie. Największa wydarzyła się w 1966 roku. Zginęło wówczas kilkadziesiąt osób i wiele dzieł uległo zniszczeniu. Powódź o mało nie zerwała mostu Ponte Vecchio. Silny prąd zerwał natomiast pięć kwater z brązu, które były na drzwiach baptysterium i wyrzucił je o 2 km. niżej. Na szczęście były to kopie.
Głównym winowajcą powodzi jest rzeka Arno, o której Dante kiedyś powiedział, że jest „przeklętym i nieszczęsnym rowem”. Wiosną niesie ona wody z topniejącego śniegu w Apeninach.
Wobec tak niszczących powodzi dawni kronikarze twierdzili, że Florencję musiał założyć Noe. Średniowieczne kroniki obfitują  w opowiadania o wodnych kataklizmach. Na przykład w 1269 roku nurty Arno zmyły dwa mosty, a 30 lat później czterodniowa burza spowodowała tak gwałtowną powódź, że rozkazano bić w dzwony aby odpędzić demony oskarżane o sprowadzenie potopu.
Miasto Dantego, Giotta, Arnolfa di Cambiego, Michała Anioła, Leonarda da Vinci i Benvenutta Celliniego.
Także miasto bankierskiego rodu Medyceuszy i stolica Toskanii.
Świątynia renesansu.
/Drzwi do Raju o których pisałam w pierwszej częsci tekstu o Świątyni renesansu/
--------------------------------------------------------------------------------------
We Florencji jest wiele przepięknych świątyń, muzeów, budowli, rzeźb i obrazów. Wymieniłam tylko te perły renesansu, które widziałam na własne oczy. Wiele innych schowane jest i pilnie strzeżone w muzeach i świątyniach.
Żałuję, że spędziłam w tym mieście tylko jeden dzień ze swojego życia. Pocieszam się, że był to jeden z dni najpiękniejszych.


niedziela, 4 marca 2018

Świątynia renesansu

/Tekst ten od 22 grudnia 2014 roku znajduje sie na portalu pisarze.pl/

„Per Roma soffri, per Napoli piangi, per Venezia sospiri, a Firenze vuoli essere sepolto”. Co można przetłumaczyć: “Za Rzym cierpieć, za Neapolem płakać, za Wenecją wzdychać, we Florencji chciałbym być pochowany”.
Tak miał się wyrazić Stendhal o włoskich renesansowych miastach.
Rzym, Neapol, Wenecja, Florencja. Wszystkie te miasta przepełnione są sztuką i architekturą renesansową. Ale to o Florencji Włosi mówią, że jest świątynią renesansu i artystyczną stolicą Europy. W galeriach i na placach tego miasta widać bogactwo obrazów i rzeźb z okresu najwspanialszego rozkwitu sztuki w Europie.

Prawdę mówiąc zupełnie nie wiem od czego zacząć. Tak bywa, gdy ma się przed oczami wspomnienie piękna. Tak bywa, gdy o jakimś mieście napisano już wszystko. Gdy pisali o nim wybitni ludzie, a chce napisać zwykła turystka czy zjadaczka chleba.
Jednak spróbuję.
Florencja jak wiadomo leży u stóp zboczy toskańsko - emiliańskiego pasma Apeninów na rozległej równinie przeciętej rzeką Arno i otoczonej wzgórzami. Widoku na centrum miasta z Esplanady Michała Anioła, która ciągnie się przez 6 kilometrów wzdłuż południowych obrzeży miasta nie da się zapomnieć. Widok ten jest od wieków uwieczniany przez malarzy i podziwiany i fotografowany przez wszystkich, którzy przyjeżdżają do Świątyni Renesansu. Tam, po drugiej stronie rzeki Arno znajduje się duży taras widokowy, ozdobiony na dodatek kopiami rzeźb Michała Anioła.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Wydaje mi się, że pierwszeństwo należy się świątyni, która jest dziełem wielu artystów. Nie będę jej jednak opisywać, bo każdy kto ją widział i zwiedzał pamięta doskonale jak wygląda i z pewnością nigdy jej widoku nie zapomni. Z kolei tym, którzy we Florencji nie byli mój opis wyda się z pewnością bardzo ubogi. Więc tylko parę słów…

Historia budowy Katedry Santa Maria del Fiore to kilka wieków. Budowę katedry rozpoczęto w 1294 roku pod nadzorem Arnolda di Cambio. Katedra została poświęcona Matce Boskiej Kwietnej, z wyraźnym nawiązaniem do łacińskiej nazwy Florentina, oznaczającej „miasto kwiatów”. Największe wrażenie robi wspaniała kopuła Katedry, która ujawniła geniusz Filippo Bruneleschiego. Do dziś jest to największa na świecie kopuła wzniesiona z cegieł. Jest, a właściwie był to pierwszy sygnał nowej epoki zwanej renesansem.
Tuż obok Katedry znajduje się Dzwonnica, zaprojektowana przez mistrza Giotto i baptysterium, które jest najstarszym budynkiem w mieście.
W baptysterium, które powstało na przełomie IV i V wieku zachwycają słynne drzwi wschodnie, zwane Drzwiami Raju. Wyrzeźbił je Lorenzo Ghilberti, a nazwę tę nadał im Michał Anioł. Wykonane są z brązu i pozłacane. Składają się z 10 kwater obrazujących sceny ze Starego Testamentu w niespotykanej dotąd narracji i technicznej precyzji. Jest to bardzo wierna kopia, bowiem oryginalne Drzwi Raju są przechowywane w Museo dell’Opera del Duomo.
Piazza del Duomo, czyli Plac Katedralny jest religijnym sercem Florencji.
Piazza della Signiora był natomiast kiedyś centrum politycznym. Przy placu stoi Pallazzo Vecchio, od siedmiu wieków siedziba władz miasta. To ratusz, który jest trochę podobny do fortecy a twórcą jego jest prawdopodobnie Arnolf di Cambio, ten sam architekt, który rozpoczął budowę Katedry.

Wewnątrz Pallazzo Vecchio znajduje się przepiękny dziedziniec ozdobiony przez Giorgia Vasariego. Ale jego wygląd też pozostawię wspomnieniom osób, które tam kiedyś były.
Na Piazza della Signiora znajduje się niesamowicie bogata kryta galeria rzeźby czyli Loggia del Lanzi.  Ze wspaniałej procesji rzeźb należy wyróżnić Perseusza dłuta Benvenuto Celliniego. Wybawca Andromedy ukazany jest w momencie, gdy podnosi odciętą głowę Meduzy. Perseusz, którego stopa spoczywa na ciele potwora to klasyczny ideał ucieleśnionej siły.
Przed główną fasadą ratusza stoi kopia Dawida Michała Anioła. Bohater Starego Testamentu jest tu nagim, pięknie zbudowanym młodzieńcem, który na chwilę przed walką mierzy wzrokiem potężniejszego od siebie przeciwnika. Tworząc ten posąg twórca zerwał z tradycją prezentowania Dawida trzymającego w dłoni głowę Goliata. Nie przedstawił bohaterskiego czynu, tylko moment przed walką. Uchwycić ekspresję w klasycznym pięknie ciała, męstwo w spojrzeniu mógł tylko artysta genialny. Takim był Michał Anioł.
Wyrzeźbiony Dawid stał się symbolem męstwa do którego odwoływano się w chwilach trudnych dla Republiki Florenckiej.


Galeria Uffizi uważana jest za najwspanialszą galerię włoską i jedną z najbardziej znanych w świecie. Uffizi to panorama szkół malarstwa florenckiego, reprezentowana przez najwybitniejsze dzieła sztuki, wśród których jest wiele oryginałów. Nie da się opisać dzieł tam umieszczonych, więc nadmienię tylko, że sama budowla powstała na zlecenie Medyceuszów, a jej realizacji podjął się Giorgio Vasari.
---------------------------------------------------------------------------------------------
/Trzy pierwsze zdjęcia zeskanowane z albumu "Złota Księga Florencji" 
Na czwartym autorka blogu w roku 2002 w towarzystwie Davida/

Ciąg dalszy nastąpi...!

piątek, 2 marca 2018

Szafa gdańska trzydrzwiowa


/Tekst ten opublikowałam już 4 lata temu, ale właśnie wczoraj stał się znowu aktualny. Więc go powtarzam, zmieniając tylko trochę/
-----------------------------------------------------------------

Wczoraj około 9-tej wpadła sąsiadka i zaprosiła mnie na wspólne bieganie...


Zdziwiłam się, bo przecież znamy się od lat i dobrze wie, że nie biegałam, nie biegam i biegać nie będę. Chodzę tylko dość szybko i na długie trasy.


- To znaczy ty będziesz sobie koło mnie szybko szła, a ja będę biegła - poprawiła się.


Koleżanka skończyła kiedyś AWF, odnosiła jakieś tam sportowe sukcesy i kogoś tam trenowała.


Niedawno dołączyła do kategorii wiekowej pt: BABCIA i bardzo jej zależy na utrzymaniu odpowiedniej formy fizycznej. Zajmuje się bowiem  swoją najpiękniejszą, najmądrzejszą na świecie i wyjątkową wnuczką. 


- Tylko się ubierz na cebulkę i nasmaruj grubo twarz kremem bo jest osiem stopni stopni mrozu – poleciła mi. I dodała – to spotykamy się na dole za pół godziny. Myślę, że conajmniej godzinkę, a jak się uda to dwie – sprecyzowała planowany czas wspólnego bieganio-chodzenia.


Poranną toaletę miałam już za sobą, więc tylko grubo nasmarowałam twarz „kremem na mróz i wiatr"..
I zaczęłam się ubierać. 


Najpierw od góry:
1…
2.cieniutki podkoszulek z krótkim rękawkiem
3. grubszy podkoszulek z długim rękawem
4. jeszcze grubszy podkoszulek, /z którego Młodszy wyrósł już dawno/
5. sweterek wełniany
6.dresik z kapturem 

7. kurteczka antywiatrowa


Potem od dołu:
1….2...
3. rajstopy grube
4. legginsy
5. cienkie dresy
6.grube spodnie od dresu.
Na stopy 2 pary skarpetek i odpowiednie buty.
Na głowę czapeczkę./na kaptur od dresu/
I jeszcze krótki szaliczek.
Rękawiczki wełniane.
-------------------------------------------------- ---------------------------------
Wychodząc spojrzałam do lustra.
Zobaczyłam szafę gdańską trzydrzwiową.
Załamałam się...
Rozebrałam się, zaszyłam pod kocyk.
I piję teraz herbatkę odchudzającą.
Ciekawa jestem jak długo wytrzymam patrząc na leżącą obok czekoladę mleczną z orzechami.

środa, 28 lutego 2018

O Janosiku ciąg dalszy


Napadniętym Juraj Janosik z kompanami zabierali wszystko: żywność, pieniądze, kosztowności, konie, wyposażenie powozów, broń i naboje, ubranie i peruki, buty…Często zabierali też i powozy a napadniętych w samej bieliźnie puszczali przez lasy i pola.
Zdarzało się też drużynie Janosika i dobry uczynek zrobić – na przykład w miejscowości Żilina zdjęli torturowanego i łamanego kołem w mękach skazańca. I potem urządzili mu pogrzeb.
No więc napadał Juraj Janosik na tych bogatych i potem zrabowane przedmioty rozdawał biednym. Dziewczętom na przykład dawał zrabowane pierścionki.
Dlatego biedni ludzie często go ukrywali.
Kilka razy Janosika złapano i uwięziono ale zawsze udało mu się uciec.
Dopiero po dwóch dużych napadach na hrabinę, która byłą żoną wyższego oficera wojsk cesarskich a których Juraj Janosik dokonał na terenie Liptova tamtejsi sędziowie zlecili zorganizować na zbójnika zasadzkę. Wysłano do Janosika szpiega. Poza tym inni zbójnicy też Janosika zdradzili. 
Nie wiadomo do dziś w którym miejscu go ujęto, chociaż legenda głosi, że stało się w Valasskiej Dubovej, w Karczmie którą nazwano potem Janosikovą
Więziono Janosika w różnych miejscach. Mówi się nawet, że w zamku w Niedzicy. Tamtejsi przewodnicy pokazują nawet turystom miejsce gdzie Janosik był przywiązany do muru.
Pewne jest natomiast, że przed samą egzekucją Janosik był więziony w kasztelu Vranovo przy Liptovskim Mikulaszu. W tym kasztelu jest teraz muzeum i można oglądać piwnicę, w której Janosik oczekiwał na proces.
Przed kasztelem postawiono też pomnik Juraja Janosika.

Sam proces zaczął się 16 marca 1713 roku w Mikulaszu. Trwał dwa dni w których oskarżonego torturowano.
Następnie sąd wydał wyrok gardłowy.
Z proponowanych sposobów wykonywania egzekucji wybrano ten najgorszy – powieszenie na haku.
Stracenia młodego – dwudziestopięcioletniego kapitana zbójników dokonano jeszcze tego samego dnia na mikulasskim miejscu straceń. Powodem tak szybkiej egzekucji był fakt, że torturowany był wieloma sposobami i zaistniała obawa, że egzekucji mógł nie dożyć.

Janosik znany jest na Słowacji, w Polsce i w Czechcach.
Historyczny zbójnik grabił tylko półtora roku. Niektórzy jego męczeńską śmierć porównują ze śmiercią znanych męczenników i bohaterów. Więc może dlatego żyje w legendach już trzy wieki?
O Janosiku pisał w „Legendzie Tatr” Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Poświęcił mu drugą część książki i nadał mu miano Janosika Nędzy Litmanowskiego.
Uwiecznił go w drzeworycie Władysław Skoczylas. Powstało na jego temat kilka filmów i opowieści. I mnóstwo legend.
Wielbiciele folkloru tatrzańskiego przypisywali nawet Janosikowi nadprzyrodzone moce, które miał zyskać dzięki ciupadze, pasie i kierpcom.
Pojawił się Janosik w 1944 roku na słowackim banknocie 500-koronowym, a także w 1947 roku na 2-koronowej monecie. No i Słowacy też nakręcili kilka filmów w swoim Janosiku.

Wiele osób nie potrafi zrozumieć dlaczego zbójnik został legendarnym bohaterem. Odpowiedzią może być jedna z definicji kultury, która twierdzi, że „kultura jest przetwarzaniem zła w dobro”. Fenomen ten istnieje też przecież w innych kulturach europejskich, przykładem takiego zjawiska jest Robin Hood i Wilhelm Tell.

Jedno jest pewne.
Janosikowa legenda jest pragnieniem wolności i sprawiedliwości. Ludzie zawsze pragnęli aby ich bohater był nie tylko silny, nieustraszony, sprytny i  potężny ale również mądry i wykształcony. Wszystkie te cechy posiada postać Janosika. Dlatego też mówiono o nim czasami,.....  że w przerwach między zbójowaniem .... studiował teologię...
Niektórzy z Was wiedzą, że mam w domu Janosika .... zwanego także Harnasiem /patrz zdjęcie/.


poniedziałek, 26 lutego 2018

Janosik czyli od rzeczywistości do legendy


Pamiętacie Janosika? Tego, którego tak pięknie grał Marek Perepeczko? A także jego towarzyszy – szczególnie Pyzdrę i Kwiczoła których grali Witold Pyrkosz i Bogusz Bilewski… ?A  pamiętacie jak się cudnie o miedzę kłócili? I był jeszcze wspaniały Murgrabia czyli Marian Kociniak i Hrabia czyli Mieczysław Czechowicz. Żadnego z tych aktorów nie ma już niestety między nami. 

A ja pamiętam jak Marek Perepeczko z długimi włosami, wyglądający jakby przed chwilą zszedł z planu filmowego siedział sobie w zakopiańskim Coctail- barze i jadł lody. /Tego coctail-baru też już od dawna nie ma/. A ja /wówczas osiemnastoletnia/akurat razem z koleżanką ledwie żywe zeszłyśmy z Hali Gąsienicowej do Kuźnic i potem poczłapałysmy do tego baru na Krupówkach na najlepsze wówczas zakopiańskie desery. I jak zobaczyłam „Janosika” jak żywego to mało się z wrażenia nie przewróciłam o jego nogi. Bo siedział z tymi wyciągniętymi nogami prawie na środku sali. I udawał, że to nie on, chociaż wszyscy dokoła mówili: „zobacz, zobacz - widzisz kto tam siedzi?”

Podobno tego właśnie dnia kręcono scenę zaślubin Janosika z Maryną. A było to w malutkiej kapliczce w Dolinie Chochołowskiej. To znaczy zaślubiny były w tej kapliczce a po zaślubinach młodzi wychodzili z zupełnie innego kościółka. No ale w filmie wszystko jest możliwe.


O tym, że prawdziwy Janosik był Słowakiem to chyba nie wszyscy wiedzą. Także o tym, że w przeciwieństwie do Marka Perepeczki był drobny i niewysoki – jak to góral – też nie wszyscy wiedzą. W każdym razie – chociaż niewątpliwie bardzo zwinny – nie mógł przeskakiwać z jednego brzegu Dunajca na drugi i zostawiać śladów swoich stóp na kamieniach. A tak bajdurzą zachwyconym uczestnikom spływu Dunajcem flisacy i pokazują nawet te ślady Janosikowych kierpców na kamieniach…
Jak dwa lata temu byliśmy ze Szczerbatymi na Słowacji i tam przy słowackim przewodniku "błysnęłam" stwierdzeniem, że Janosik był przecież Słowakiem - to w nagrodę dostałam od niego lody. Ale i tak mi te lody Szczerbate zjedli.

Prawdziwy Janosik /Juraj Janosik/ przyszedł na świat koło wsi Terchova w styczniu 1688 roku. Matka Anna Cesnekova i ojciec Marcin Janosik zanieśli go do chrztu 25 stycznia tego roku do kościoła w Varinie.
O dzieciństwie Juraja Janosika niewiele wiadomo. Przypuszcza się natomiast, że zaciągnął się dobrowolnie do wojska kuruców /którzy walczyli przeciwko Habsburgom/ w 1707 roku, mając około 18-20 lat. Ale nie był w nim długo, bo w roku 1711 stał się zbójnikiem. Uczestniczył w bitwie pod Trencinem w wyniku której dostał się do więzienia. I to więzienie i znajomość z innymi zbójnikami zadecydowały o jego dalszej drodze życiowej.
Juraj Janosik uciekł z więzienia i stał się zbójnikiem.
We wrześniu 1711 roku złożył przysięgę zbójnicką i niedługo potem został kapitanem zbójników.
Zbójnickie rzemiosło Juraj Janosik uprawiał przez półtora roku. Najaktywniej działał latem i zimą 1712 roku. Wtedy razem z towarzyszami dokonał najwięcej napadów zbójnickich. Ograbiali handlarzy, kupców, złotnika, właściciela ziemskiego, barona, hrabiankę, pastora i jego żonę. Napadali na osoby podróżujące po drogach i płynące na tratwach w dół rzeki Vah.

Pisać dalej o Janosiku???

Bo ostatnio byłam w Instytucie Słowackim na Starym Mieście i w prezencie otrzymałam książkę Rużeny Antolovej pt: „Janosik – od rzeczywistości do legendy”… A tam mnóstwo ciekawostek...

To chyba jeszcze trochę ponudzę - dobrze?


sobota, 24 lutego 2018

Jak to się nazywa?

/Uprzedzam, że tekst jest bardzo smutny./

Kiedy nagle zaczyna nas interesować drzewo, które rośnie pod naszym oknem... Nagle dostrzegamy, że jest już bardzo stare i pewnie dlatego ma powykręcane gałęzie i narośla na korze.
Kiedy spoglądając przez okno widzimy na parapecie małego, skulonego ptaszka... a jak je cichutko otwieramy, to on wcale nie odfruwa. Może wyczuwa, że tak jak on odpoczywamy przed jednym z ostatnich lotów?
Kiedy patrząc na bawiące się małe dziecko widzimy w nim siebie... I słyszymy głos mamy, która mówi do nas z wielką miłością.
Kiedy idąc jesienią po kolorowym trawniku w parku specjalnie szuramy nogami, bo to nam przypomina zabawę w stercie zeschniętych liści.
Kiedy idziemy do miasta tych, którzy już są po drugiej stronie tęczy, siadamy między kamiennymi płytami i zanurzamy się w rzekę wspomnień.
Kiedy przytula się do nas malutki wnuczek a my widzimy w nim swoje dziecko i siebie samego.
To jak to się nazywa?
Upływający czas?
Galopujący czas?
Nieuchronność?
Też. Ale to chyba ma inną nazwę.
Na pewno wiecie co to jest, ale nie mówcie o tym głośno.
Proszę Was.

czwartek, 22 lutego 2018

"Drugi Chopin" albo "Archanioł o rudych włosach"

Nie wiem jak zacząć więc najpierw napiszę, że w drzwiach przepuściłam Panią Elżbietę Dzikowską. Tak, tę podróżniczkę, partnerkę Tony Halika. Ona już wychodziła a ja dopiero wchodziłam. Uśmiechnęła się do mnie bardzo serdecznie jakby mnie znała. A to przecież ja ją znam dobrze a nie ona mnie.
-----------------------------------------------------------------------
No więc z tym „drugim Chopinem” to jednak przesada. Nie dlatego, żeby ten człowiek nie zasługiwał na takie miano, tylko że obydwaj byli wielcy, najwspanialsi i byli geniuszami. Każdy w swoim rodzaju.

„Drugim Chopinem” nazwał go Tytus Chałubiński przedstawiając go w Zakopanem Helenie Modrzejewskiej. Rudowłosy archanioł miał wtedy 21 lat. Usiadł przy fortepianie i zaczął grać. A wszyscy wstrzymali oddech.

„Archaniołem o rudych włosach” nazywały go wielbicielki, które mdlały na jego koncertach albo godzinami stały pod hotelami w Nowym Jorku albo w innych metropoliach – po to tylko aby zobaczyć jak wychodzi z nich i wsiada do powozu.
Wielbicielek i wielbicieli miał mnóstwo. Także dzieci klaskały na jego koncertach w Ameryce. Wyruszył zresztą do tej Ameryki w ślad za zachwyconą nim Heleną Modrzejewską. To ona, już wtedy bardzo sławna promowała go i wspierała.

Był jedną z najbardziej niezwykłych postaci polskiej historii przełomu XIX i XX wieku. Był wybitnym kompozytorem, pianistą, mężem stanu, dyplomatą, filantropem i kolekcjonerem. Był też jednym z najhojniejszych darczyńców Muzeum Narodowego w Warszawie, któremu po 1930 roku zapisał kolekcję dzieł sztuki i pamiątek. Zabytki i przedmioty zgromadzone w Riond-Bosson, w jego szwajcarskiej willi – pałacu trafiły do Muzeum Narodowego w 1951 roku. Mieściły się w 61 skrzyniach.

Miał niesamowity talent. Ale to nie wszystko. Bardzo dużo i ciężko pracował. Ćwiczył po kilkanaście godzin dziennie. Nawet jadąc pociągiem ćwiczył na niemej klawiaturze.
Sława oraz niezwykła osobowość otworzyły mu drzwi na polityczne i towarzyskie salony Europy i Ameryki.



A teraz trochę faktów:

1. 7 prezydentów USA /Clevelanda, McKinleya, Roosvelta, Tafta, Wilsona, Coolidge,a i Hoovera/ poznał osobiście.

2. około 340 przemówień patriotycznych wygłosił podczas licznych turnee po USA w latach 1914 – 1918.

3. 16 000 osób wysłuchało Jego koncertu w Madison Square Garden w Nowym Jorku w 1932 roku.

4. Dwukrotnie wystąpił dla Królowej Wiktorii.

5. Józef Piłsudski 16 stycznia 1919 powołał go na stanowisko premiera i ministra spraw zagranicznych. Pełnił te dwie funkcje przez 329 dni. Trzeba też wspomnieć, że jadąc do Warszawy przez Poznań aby objąć te funkcje przyczynił się do wybuchu jedynego zwycięskiego powstania narodowego w Polsce.

6. Prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson w ogłoszonym 8 stycznia 1918 roku programie pokojowym umieścił punkt 13 postulujący utworzenie niepodległego Państwa Polskiego z dostępem do morza. Zrobił to wyłącznie pod wpływem wystosowanego przez Niego memoriału.

7. W dowód uznania za działalność polityczną i dobroczynną przyznano Mu wiele medali i odznaczeń.- Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Komandorski Orderu Karola Trzeciego – najważniejsze odznaczenie Królestwa Hiszpanii, Krzyż Oficerski Legii Honorowej -za zasługi dla narodu francuskiego. Ale to tylko kilka z nich…

8. Talent i ciężka praca przyniosły mu wielką fortunę. Zawsze jednak pamiętał o innych, wspomagał finansowo biednych i potrzebujących, a dochody ze swoich koncertów przekazywał na szczytne cele.

9. 500 000 koron /równowartość około 100 fortepianów Steinwaya kosztowało Go ufundowanie Pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie.

10. Kariera artysty wymagała ciągłych podróży. Koncertował na wszystkich kontynentach. Wyruszał na wielomiesięczne tournee z miasta do miasta, z kraju do kraju… Miał własny wagon kolejowy. W środku była sypialnia, jadalnia, salon z fortepianem oraz miejsce dla służby. Razem z Nim podróżowali: angielski i amerykański impresario, skarbnik, lokaj Marcel, stroiciel fortepianu, dwóch tragarzy oraz kucharz.

11. Był patriotą, politykiem i mężem stanu. Nazywany jest jednym z ojców polskiej niepodległości.

12. Był jednym z trzech polskich polityków obecnych przy podpisywaniu Traktatu Wersalskiego.

Przez całe życie działał na rzecz Ojczyzny. Korzystając ze swych licznych kontaktów i niezwykłej popularności niestrudzenie orędował za przywróceniem Polakom prawa do własnego państwa.

Miał dar przekonywania i cieszył się wielkim uznaniem. Liczono się z nim….Przyjmowano na wszystkich europejskich dworach.

Wystawa, którą miałam zaszczyt zwiedzać w dniu 18 lutego br. w Muzeum Narodowym w Warszawie została otwarta dzień wcześniej.
Wystawa ta jest wyrazem wdzięczności i hołdem dla Ignacego Jana Paderewskiego. Rozpoczyna ona całoroczny program pt: „Niepodległa w Muzeum Narodowym w Warszawie”, obejmujący trzy wielkie prezentacje: „Paderewski”, „Józef Brandt” i „Niepodległa 1918”.

Jeśli tylko będziecie w Warszawie to odwiedźcie Muzeum Narodowe. Wystawa „Paderewski” będzie trwała do 20 maja. Naprawdę warto.

I jeszcze …..

Oprócz wielu wzruszających pamiątek po Paderewskim jak np. fortepian, który ten Wybitny Polak otrzymał w prezencie od f-my Steinway and Sons i który zabierał jak tylko mógł na koncerty na drugim końcu świata….. na wystawie można usłyszeć Jego Głos a także obejrzeć na wielkim ekranie filmy nakręcone w trakcie koncertów. Na jednym z tych filmów kilkuletnia, ubrana w białą sukienkę dziewczynka oklaskując JEGO występ upuściła małą piłeczkę. Piłeczka potoczyła się pod fortepian więc dziewczynka pobiegła za nią …. i otrzymała ją z JEGO rąk, więc podziękowała Mu podając mu swoje małe łapki…

Mam wiele zdjęć z Wystawy i z programu…. Ale pomyślałam, że wystarczy to jedno za wszystkie...

wtorek, 20 lutego 2018

Kolumna.... czyli o początkach Warszawy ....


To miejsce w Łazienkach Królewskich jest bardzo mało znane. Nie chodzi tam właściwie nikt oprócz zakochanych, matek z niemowlętami śpiącymi w wózeczkach, albo ludzi szukających ciszy i samotności.
Ale nawet oni siedząc na ławeczce naprzeciwko tej kolumny pewnie rzadko zastanawiają się nad jej istnieniem i nad tą datą wyrytą na cokole.

Wiele lat temu, gdy uczęszczałam na kurs o historii Warszawy dowiedziałam się, że "prowadzone na terenie dzisiejszych Łazienek prace archeologiczne wprawdzie nie potwierdziły całkowicie ale też nie obaliły z całą pewnością istnienia w tym miejscu średniowiecznego grodu zwanego Jazdowem".
W miejscu tym prawdopodobnie istniał od XII lub XIII wieku gród książąt mazowieckich, który w 1262 roku uległ zagładzie.

Podaję za prof. Markiem Kwiatkowskim z "Wielkiej Księgi Łazienek":

"Na terenie znajdującym się tuż obok Ogrodu Botanicznego znaleziono też resztki drewnianej palisady, datowanej już na VII wiek..../-/ A więc gród książąt mazowieckich w Jazdowie nie był najstarszym na terenie dzisiejszej Warszawy – takim grodem był gród na Bródnie datowany na IX wiek. Kiedy gród bródnowski stracił na znaczeniu (został zniszczony prawdopodobnie w XI wieku) osadnictwo przeniosło się na wysoki, lewy brzeg Wisły – właśnie na teren dzisiejszego Muzeum Łazienek Królewskich w Warszawie.

Gród w Jazdowie był ośrodkiem pełniącym funkcję ośrodka administracyjnego i dworu książąt mazowieckich. Prawdopodobnie pełnił również funkcje handlowe i zbrojne. Poniżej szczytu skarpy wiślańskiej znajdowała się przygrodowa osada oraz targ na Solcu. Gród miał zapewniać ochronę przeprawie przez Wisłę (z Solca na Kamion), a także traktowi z Czerska do Zakroczymia. Przed najazdem wrogich wojsk osada zaczęła tracić na znaczeniu wraz z odsuwaniem się Wisły od skarpy.

W 1262 roku doszło do najazdu wojsk litewskiego księcia Mendoga. Doszczętnie spalono wówczas największy mazowiecki gród – Płock – stolicę Księstwa Mazowieckiego, dlatego też stolicę Mazowsza przeniesiono do Czerska, który pełnił tę rolę aż do 1406 roku (wtedy rolę stołeczną przejęła Warszawa). Po Płocku przyszedł czas na zagładę Jazdowa, jako jednego z ważniejszych punktów obrony linii Wisły. Panujący wówczas książę mazowiecki Siemowit I może miałby pewne szanse na obronę, gdyby jeden z dworzan nie dopuścił się zdrady. 23 czerwca Litwini wtargnęli do Jazdowa, a książę Siemowit I zginął podczas obrony. Po tych tragicznych wydarzeniach parę kilometrów na północ od zgładzonego Jazdowa zaczyna się tworzyć zalążek Warszawy…

Data 1262 jest pierwszą datą historyczną potwierdzoną zachowanym dokumentem. Można więc rzec, że otwiera ona historię Warszawy."

--------------------------------------------------------------------------
Cała ta historia znana jest z pewnością tylko varsavianistom, ale napisałam o niej, bo może dla innych Polaków też ma to jakieś znaczenie.

Nie udało mi się niestety nigdy dowiedzieć kiedy postawiono kolumnę o której piszę. Chociaż z pewnością było to po zakończeniu wspomnianych na początku prac archeologicznych, a najprawdopodobniej na początku XXI wieku.

A może ktoś z Was wie kiedy to było dokładnie?

Gdybyście chcieli tam się wybrać…. To wystarczy wejść do Łazienek pierwszym wejściem za Ogrodem Botanicznym i trzymając się lewej strony tuż przy ogrodzeniu obok budynku herbaciarni / zimą niestety nieczynnej/ zejść całkiem pustą i cichutką alejką w dół… Zobaczycie wtedy tę Kolumnę i znajdziecie się w historycznym, chociaż bardzo mało znanym miejscu.

A tak wyglądała kolumna w białym otoczeniu w dniu 15 lutego br. o godz. 12.00





A o Książętach Mazowieckich, którzy byli założycielami Warszawy a także o innych ciekawostkach związanych ze stolicą piszę w książce pt: „Moje warszawskie zwariowanie”. 
Od dnia wydania /19 grudzień 2017 rok/ książka jest dostępna tylko u mnie.
----------------------------------------------------------------------
Zapraszam Was jeszcze do przeczytania  recenzji z tej książki:

https://tujestmojdom.blogspot.com/2018/02/fascynacje-warszawskiej-stokrotki.html

niedziela, 18 lutego 2018

O Ślęży słów parę...

Tekst ten dedykuję CELTOWI na 11 urodziny jego bloga.

https://zyciecelta.wordpress.com/

To najbardziej tajemnicza ze wszystkich świętych gór w Polsce. Zwana jest także Sobótką. Licząca 718 m. npm. góra należy do Korony Polski.
Niektórzy mówią, że góra jest punktem nawigacyjnym przybyszów z kosmosu.
Inni są przekonani, że ukryto tutaj Święty Graal.
Najwyższy szczyt Przedgórza Sudeckiego jest owiany licznymi legendami. Jedna z nich głosi, że niegdyś znajdowało się tu wejście do podziemnego świata, które zasypały anioły. W ten sposób uniemożliwiły wyjście demonom.
Krążą też opowieści o istnieniu w masywie tajemnych sztolni przechowujących hitlerowskie skarby. Teza o podziemnych tajnych korytarzach powstała już w XVI w, utrwalona na wieki w legendzie o pewnym świdnickim mistyku. Nazywał się Johanees Beer. Odnalazł on podobno wejście do jaskini, w której wiedli nędzny żywot potępieńcy.Jak twierdzą niektórzy badacze - legendarna jaskinia znajduje się w rejonie Głazowiska Olbrzymów.
Niezależnie od tego ile prawdy kryją legendy jedno jest pewne – Ślęża była miejscem kultu naszych słowiańskich przodków. Oddawali oni tu cześć swojemu bóstwu solarnemu. Od epoki brązu aż do wczesnego średniowiecza miejsce to otaczał kamienny krąg. Nie ma już po nim żadnego śladu.
Zachowały się natomiast pozostałości kamiennych wałów wzniesionych przez Celtów. Według Leszka Mateli, autora książki „Polska magiczna”- Przewodnik po miejscach mocy” budowle te wzmacniały i rozprowadzały energię kosmiczną świętej góry. Z czasów celtyckich pochodzą też znaki solarne w kształcie pochyłego krzyża przypominającego literę „X”, oraz rzeźby kultowe z szarego granitu przedstawiające m.inn. niedźwiedzia i postać ludzką z rybą.

W drodze na szczyt góry, zwanej Słowiańskim Olimpem radiesteci radzą namagnetyzować organizm przy świętym źródle. To właśnie przy nim prehistoryczni pielgrzymi obmywali ciało przed przekroczeniem kamiennego kręgu.
Na szczycie Ślęży znajduje się kościół i 12-metrowa, kamienna wieża widokowa .
Na Ślęży byłam dzień przed wizytą w miasteczku Ząbkowice Śląskie. A było to całkiem niedawno bo tylko jakieś ....... 25 lat temu...😕

Hollyłódź

Łódź jak żadne polskie miasto zasługuje na miano stolicy polskiej kinematografii. Już od 1948 roku słynna łódzka Filmówka, czyli Państwowa W...