poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Zaraza

                                                      
- Trzy pięćdziesiąt – powiedziała ekspedientka. – Zapakować?
- Nie, dziękuję – powiedziałam – wezmę w rękę.
- Tylko niech pani uważa – powiedziała – bo to straszliwa zaraza. Ja już trzy garnki przez tę zarazę spaliłam.
- Dobrze – roześmiałam się - chyba zapanuję nad sytuacją.
-----------------------------------------------------------------------------
Zaraza dopadła mnie zaraz jak wyszłam ze sklepu. Wciskała mi się po prostu przed oczy. A jak czekałam na przystanku to zaczęła mi powoli odbierać rozum. W windzie to już zaatakowała na całego. Potem nie pozwalała mi znaleźć kluczy od mieszkania i otworzyć drzwi.
A potem zezwoliła mi tylko nalać wody do garnka, a po jakimś czasie wrzucić makaron. No i jeszcze wyjąć drugi garnek z gulaszem i postawić na gazie.
Następnie kazała mi razem z sobą usiąść wygodnie w fotelu, nastawić sobie film „Pożegnanie z Afryką” i zapomnieć o całym świecie.
Nawet jak dzwonił domofon, a potem dwa telefony to nie dała mi się ruszyć z fotela. Trzymała mnie krótką ręką i nie pozwoliła zostawić się ani na chwilę.
Dotrzymywała mi towarzystwa przez całe dwie godziny. I potem zaraza się nagle skończyła…
I wtedy poczułam dziwny zapach. Przypomniałam sobie co mi mówiła ekspedientka o tych garnkach i popędziłam do kuchni.
Wody, w której gotował się makaron już nie było. Na dnie garnka coś skwierczało.
W drugim garnku były jakieś malutkie kawałki węgla.
W kuchni było czarno od dymu. O zapachu nie wspomnę.
Ale najważniejsze, że zarazy już nie było.!!!
No ale ekspedientka mówiła, żeby korzystać póki są. Bo niedługo już się skończą.
------------------------------------------------------------------------
Słoneczniki.

sobota, 11 sierpnia 2018

O starożytności słów parę...


                                        
            /Ciągle ta sama baba tym razem na Forum Romanum/

Macie pojęcie że:

1. Przeciętna długość życia w starożytnym Rzymie wynosiła od 20 do 30 lat…

2. Pierwszych chrześcijan nazywano w Rzymie ateistami, ponieważ nie wierzyli w pogańskie bóstwa.

3. Świeczki na urodzinowych tortach to dalekie echa ciast ofiarowywanych Artemidzie bogini polowań, w które zatykano świece oznaczające księżyc – symbol bogini.

4. Gimnazjum w swojej antycznej, poprzedzającej wszelkie reformy wersji oznaczało dosłownie „szkołę, w które ćwiczy się nago”.

5. Największe centrum handlowe starożytnego Rzymu – Rynek Trajana miało 4 piętra wysokości i mieściło ponad 150 sklepów i biur.

6. Antyczny Rzym miał ośmiokrotnie większą gęstość zaludnienia niż współczesny Nowy Jork.

7. Na 150 lat przed Chrystusem poziom nierówności społecznych w Rzymie był niższy niż we współczesnych Stanach Zjednoczonych.

8. Za panowania Kaliguli senatorem został koń Incitatus. Funkcję tę pełnił przez trzy lata.

9.Po upadku Cesarstwa Rzymskiego ludzkość na ponad 1000 lat zapomniała jak wznosić budowle z cementu.

10. Dioklecjan, cesarz rzymski, po latach sprawowania władzy przeszedł dobrowolnie na emeryturę by zajmować się uprawą warzyw w Splicie. Próby namówienia go do powrotu nie powiodły się. Dioklecjan miał podobno dobrą rękę do kapusty.


A wszystko to /i jeszcze dużo więcej/ wyczytałam w ostatnim numerze kwartalnika „Przekrój”.

czwartek, 9 sierpnia 2018

Warszawskie plaże


Niedawno dowiedziałam się, że amerykańskie czasopismo „National Geographic” oraz brytyjski dziennik „The Guardian” uznały warszawskie plaże za jedne z najpiękniejszych na świecie. I nie ma w tym najmniejszej przesady.
Ja wiem, że te osoby które stolicy nie darzą sympatią, albo wcale jej nie znają napiszą mi, że przecież Warszawa odwróciła się od Wisły. Bo tak rzeczywiście kiedyś było. Zaraz po wojnie gdy duże europejskie miasta wykorzystywały potencjał swoich rzek budując nad ich brzegami bulwary albo atrakcyjne osiedla… Warszawa odwróciła się plecami od Królowej Polskich Rzek.

Ale w ostatnich latach to się wreszcie zmieniło. Warszawskie plaże stały się czyste, bardziej zadbane i przyciągają rzesze turystów, amatorów sportu oraz wielbicieli leniwego wypoczynku.

Warszawskie brzegi Wisły nadają się ponadto do wspaniałych spacerów. A po stronie praskiej wiele odcinków stało się rezerwatami. Zarośla, krzaki i pozostawione celowo obalone przez wichury drzewa stanowią doskonałe warunki życia dla ptactwa i drobnych ssaków. Wzdłuż prawego, praskiego brzegu Wisły poprowadzona została ścieżka, którą można sobie spacerować lub jeździć rowerem pośród gęstwin i zarośli. 

Praski brzeg rzeki jest jedynym położonym w stolicy dużego europejskiego kraju, który pozostał nienaruszony i naturalny.



                                                                           


/Uwaga: Nie udało mi się połączyć dwóch części mapki w całość. Ta część poniżej powina być po prawej stronie części która jest wyżej/.


W pobliżu Stadionu Narodowego tuż przy Moście Poniatowskiego znajduje się plaża, która otrzymała tytuł ulubionej plaży miejskiej warszawiaków. W sezonie wiosenno-letnim można tu bezpłatnie wypożyczyć leżaki i wiklinowe plażowe kosze. Jest tu też boisko do siatkówki, stoły pingpongowe, mini-boisko do piłki nożnej i strefa do ćwiczeń fizycznych na specjalistycznych urządzeniach. Są też wyznaczone miejsca na ogniska i grillowanie. Z lewego brzegu dopływa tu bezpłatny prom, dojazd ułatwia też znajdująca się niedaleko stacja rowerów Veturilo. A w pawilonie Miejskiego Ośrodka Sportu i Relaksu znajduje się wypożyczalnia sprzętu sportowego i serwują…. przepyszne lody.

W tym roku na plaży otwarto park rozrywki inspirowany Wisłą. Drewniany podest odgrywa tu rolę koryta rzeki, a piaskownica imituje ławicę.  Na placu zabaw zainstalowano „bazy” z szałasami i flagami, tor wodny z kołami młyńskimi, tamami i kaskadami oraz tajemniczy ogród. Nie ma się więc co dziwić, że przychodzą tu rodziny trzypokoleniowe.

Są jeszcze w Warszawie inne plaże: np. ta na Płycie Desantu. To plaża głównie dla sportowców. To tu do połowy lipca br. działała naturalna Strefa Kibica. Organizowane tu są także koncerty, zajęcia jogi, spektakle i pokazy filmowe. Na plaży znajduje się pomost, który jest przystanią dla wodniaków. Można tu też wypożyczyć kajaki. W podbliżu znajduje się profesjonalny całoroczny kompleks boisk do siatkówki plażowej z zapleczem sanitarnym i gastronomicznym na wysokim poziomie.

I jest jeszcze Plaża na Saskiej Kępie. Jest on przeznaczona tylko do leniuchowania. Została zaplanowana wśród naturalnych „zatoczek” porośniętych niską roślinnością. I jest tam naprawdę piękny, żółciutki piasek. Do tej plaży dobija bezpłatny prom z Przyczółku Czerniakowskiego.

Prawdę mówiąć nie lubię plażowania. Po prostu mnie ono nudzi.  Bardzo często siadam sobie jednak  na piasku na praskim brzegu Wisły i patrzę na Warszawską Starówkę i całe moje Ukochane Miasto. I lubię sobie pospacerować warszawskim, piaszczystym brzegiem Królowej Polskich Rzek. Wrażenie jest niesamowite, gdy idzie się tylko w towarzystwie ptaków a spod nóg czmychają różne jaszczurki i inne małe zwierzątka.

A na lewym brzegu powstały niedawno Bulwary nad Wisłą. Ale o nich napiszę może innym razem. Także o wspinałym Parku Fontann usytuowanym u stóp Nowego Miasta.

Zdjęcia warszawskich plaż zeskanowałam z broszury MROT "Moda na Mazowsze a mapki z angielskojęzycznego informatora "The Mazowsze Visitor".
--------------------------------------------------------------------
Uwaga:
Osoby, które były jeszcze zainteresowane moją książką „Moje warszawskie zwariowanie” informuję, że zamówiłam dodruk książki. Wczoraj otrzymałam przesyłkę. 
Zamówiłam kilka egzemplarzy więcej.
Więc jakby co - to mój adres mailowy to: rusinowa@op.pl

wtorek, 7 sierpnia 2018

Wywiad

/Wierzyć mi się nie chce, że te moje wnuki takie już duże. Ten po prawej to już od roku z góry na mnie patrzy/


- Dzień dobry. Czy mógłbym z Panią przeprowadzić wywiad?

- Dzień dobry. A dlaczego akurat ze mną?

- No bo ja słyszałem, że Pani jest pisarką. A ja nie znam innej pisarki.

- To chyba źle pan trafił, bo ja nie jestem pisarką.

- No ale Pani napisała trzy książki i jeszcze bajkę w czwartej książce.

- To prawda, ale nie czuję żebym była pisarką.

- Ale dlaczego. Przecież panie, które piszą książki tak się nazywają.

- Ale to takie panie, które całe życie to robiły. A ja zaczęłam pisać książki dopiero parę lat temu.

- A przedtem co Pani robiła?

- Uczyłam się, pracowałam zawodowo, wyjeżdżałam służbowo za granicę, potem dużo podróżowałam, wychowywałam dzieci a potem trochę wnuki i opiekowałam się też swoją mamą.

- Naprawdę? I żadnej książki Pani wtedy nie napisała?

- Pisałam właściwie całe życie, tylko że do szuflady.

- Jak to do szuflady?

- No tak to. Pisałam coś długopisem albo na maszynie i to co napisałam chowałam potem do szuflady.

- Ale teraz Pani pisze na komputerze przecież.

- Oczywiście, ale czasem też długopisem. Na przykład na działce, bo tam nie mam komputera.

- To może już kiedyś Pani była pisarką tylko Pani o tym nie wiedziała?

- Z pewnością nie.

- A o czym Pani wtedy pisała?

- Trochę o podróżach. A przede wszystkim o swoich dzieciach.

- To już rozumiem. To jest pani taką pisarką, która nie jest pisarką. Mogę tak napisać?

- Może Pan.

-Jeszcze chciałem się dowiedzieć kiedy Pani napisze następną książkę.

- Trudno mi powiedzieć… bo jakoś nie mogę się zmobilizować. Co zacznę pisać to mi się okropnie chce spać. To chyba przez te upały.

- A może Pani wie jaki tytuł będzie miała ta książka?

- Myślę, że może ...."Czwarte zwariowanie". 

- A może mi Pani powiedzieć czy w następnej książce też Pani będzie pisać o wnukach?

- Przecież w dwóch pierwszych książkach pisałam o wnukach. A trzecią im nawet zadedykowałam. Więc w tej następnej to nawet o wnukach nie wspomnę!!!.

- Naprawdę??? No coś Ty Babcia – nawet tak nie żartuj.!!!
---------------------------------------------------------------------

Wywiad przeprowadził ten wnuk trochę mniejszy...

piątek, 3 sierpnia 2018

Powiedzieli albo napisali...

    /Tak mi na działce obrodziła aronia że musiałam jej ciężkie od owoców gałęzie położyć na stole/

Olga Tokarczuk w „Księgach Jakubowych”:
Bóg stworzył człowieka z oczami z przodu a nie z tyłu głowy co znaczy, że człowiek ma się zajmować tym co będzie, a nie tym co było”.

Dorota Masłowska w wywiadzie z kwartalniku „Książki”:
Polska jest młodym, silnym i głupim mężczyzną”.

Mariusz Szczygieł w książce „Zrób sobie raj”:
Wady wrodzone Polaków: na jednym oku etos, na drugim patos.”

Czy zgadzacie się z tymi stwierdzeniami?

środa, 1 sierpnia 2018

1 sierpień 1944 - 2 pażdziernik 1944 w Warszawie



/Poniżej tekst pt: "Tragizm i bohaterstwo" z mojej książki pt: "Moje warszawskie zwariowanie"/

"Nie można zrozumieć Warszawy, nie wczuwając się w jej historię poprzez pryzmat najbardziej tragicznego i bohaterskiego zrywu mieszkańców stolicy, który przeszedł do historii pod nazwą Powstania Warszawskiego. Wprawdzie część historyków, na przykład prof. Jan Ciechanowski, który był uczestnikiem Powstania, twierdzi, że dowódcy polityczni powinni byli wziąć odpowiedzialność za los całego narodu i kierować się wojskową kalkulacją, a nie emocjami. Bo emocje usprawiedliwiają tylko postawę młodzieży, która walczyła w ciągu tych krwawych 63 dni, a także postawę mieszkańców stolicy w pierwszym okresie Powstania. Prof. Ciechanowski swoją książkę o Powstaniu kończy następującymi słowami: „Dzisiaj, po Powstaniu, pozostała tylko wspaniała legenda bezprzykładnego bohaterstwa uczestników i ludności cywilnej Warszawy oraz straszliwa przestroga na przyszłość przed nieliczeniem się z wymogami sytuacji i polityczno-militarnymi realiami”. 
Tym bardziej według mnie ten patriotyczny zryw, w którym zginęło około 200 tysięcy mieszkańców Warszawy (najwięcej w dzielnicy Wola), zasługuje na szacunek, pamięć i chwilę ciszy. 
Tak jak co roku 1 sierpnia o godzinie 17:00 zostaną w stolicy włączone syreny. Wtedy małe dzieci zapytają rodziców, co się stało. I niektórzy rodzice im wytłumaczą i każą się zatrzymać. A ci najstarsi warszawiacy wyjdą na balkony i popatrzą z góry na „Miasto Nieujarzmione”, chociaż niestety „Pokonane”. Tylko ci nieliczni, bardzo już starzy uczestnicy Powstania siedzący w parkach na ławeczkach albo pod Pomnikiem Powstania Warszawskiego czy w innych powstańczych miejscach Warszawy wstaną i będą stali w całkowitej ciszy. 
Pod Pomnikiem Powstania Warszawskiego usytuowanym na rogu ulicy Długiej przy Placu Krasińskich w dzielnicy Stare Miasto na jednym z domów umieszczono napis: „Tym kanałem po bohaterskiej obronie Starego Miasta – Starówki przeszło do Śródmieścia i na Żoliborz pięć tysięcy trzystu powstańców Grupy Północ 2 września 1944”. Od tablicy w stronę historycznego włazu do kanału prowadzi szlak ułożony z kamieni na obecnym chodniku i jezdni. Mniejszy fragment Pomnika Powstania Warszawskiego ukazuje chwilę wchodzenia do kanału zarówno żołnierzy Powstania, jak i zwykłej ludności Warszawy (jest tam niesione na rękach malutkie dziecko). Heroiczna obrona Starówki, która stała się symbolem walk całego Powstania Warszawskiego została okupiona ofiarą pięciu tysięcy poległych żołnierzy i około trzydziestu tysięcy zabitych mieszkańców, z których większość została rozstrzelana w szpitalach i piwnicach budynków, również zagładą Starego Miasta. A potem całej Warszawy. 
Chodzę czasami po warszawskiej Starówce i szukam śladów Powstania. Znajduję ich bardzo wiele.
Jak wiecie, w liczne teksty o Warszawie wtrącam wątek osobisty. Tak będzie i teraz. Wysoko na fasadzie Katedry Polowej Wojska Polskiego stojącej tuż obok Pomnika Powstania Warszawskiego znajduje się biała rzeźba Matki Boskiej. Postać ma rozłożone ręce, co można różnie interpretować. Jej szkice znalazłam w domowym archiwum. Rzeźba ta została umieszczona na katedrze kilka lat przed rokiem 1989, w którym powstał pomnik. Twórcą tej rzeźby jest mój Ojciec. 
I jeszcze Mały Powstaniec na murach Starówki. Bo warszawskie dzieci też brały udział w Powstaniu, przenosząc meldunki i broń… Mówi się, że najmłodszy uczestnik Powstania miał 12 lat – tyle ile ma teraz mój starszy wnuk.1/ 
Działo się to wszystko 72/2/ lata temu. A ja do dzisiaj, chociaż urodziłam się w Warszawie kilka lat po wojnie, w Godzinę „W” nie mogę opanować płynących mi z oczu łez…"

1/ Mój starszy wnuk ma teraz 14 lat.
2/ Działo się to wszystko 74 lata temu.
__________________________________________________________________
W tym roku obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego będą bardzo uroczyste. Zaczęły się już 28 lipca i będą trwały dłużej niż 63 dni... Został nawet wydany szczegółowy informator . Dostępny jest w Muzeum Powstania Warszawskiego, w punktach informacji turystycznej, w Urzędzie Miasta i w wielu innych miejscach stolicy.

poniedziałek, 30 lipca 2018

TO muzeum - część druga

Weszłam do Muzeum Socrealizmu.
W przedsionku przywitał mnie czerwony transparent z napisem „Wróg cię kusi coca-colą”. 

Na ścianach zobaczyłam oryginalne plakaty nawołujące do walki o wykonanie planu 6-letniego.
Widziałam nie tylko 23 Leninów /tkanych, malowanych, rzeźbionych/, 20 Bierutów i 4 Dzierżyńskich. Był też jeden Stalin wykonany przez Alinę Szapocznikow w ramach zamkniętego konkursu na pomnik dyktatora, ogłoszonego w 1953 roku. W sektorze "Przyjaciele" zauważyłam kilku Mao Tse-tungów, Kim Ir-Sena i jeszcze jednego Stalina.
Widziałam niesamowitą ilość przodowników pracy, a wśród nich górnika Wincentego Pstrowskiego. Widziałam Piotra Ożańskiego z Nowej Huty, który stanowił pierwowzór Mateusza Birkuta, głównego bohatera z filmu „Człowiek z marmuru”.


Pośrodku galerii stał słup ogłoszeniowy. Widniał na nim plakat poświęcony Stalinowi, którym w dniu jego śmierci w dniu 5 marca 1953 roku – oklejono całą Warszawę a po południu całą Polskę.
W jednej z gablot wyeksponowane są spinki do mankietów upamiętniające 30 rocznicę powstania PRL. Do muzeum pamiątkę tę przekazał zwiedzający, który dostał je od ojca na 18-te urodziny.
----------------------------------------------------------------------------
Dyrektor muzeum zaprosił mnie do magazynów. Na półkach zobaczyłam niezliczone ilości „leninów’.
- Sama pani widzi – powiedział pan dyrektor, oglądając zdjęcia tych „leninów”, które odziedziczyłam – już nie mamy tego gdzie składać. Musielibyśmy rozbudować powozownię…A na to potrzebne są fundusze. I kto nam wyrazi na to zgodę...?
- Rozumiem – odpowiedziałam i podziękowałam mu za dobre chęci.
--------------------------------------------------------------------------

Nie pytajcie mnie proszę co zrobiłam z "leninami".

/Obywaj bracia byli artystami niezwykle uzdolnionymi. Starszy  potrafiłby wyrzeżbić nawet PUSTKĘ, młodszy potrafiłby zagrać nawet NOGĘ OD STOŁU. Starszy  rzeźbił /między innymi/ "leniny", a młodszy /między innymi/ grał często Lenina. Już od wielu lat nie ma ich na tym świecie. Czasami się zastanawiam czy gdyby jeszcze żyli to dzisiejsi "wszystkowiedzący" dobrali by im się do skóry.../

Poniżej autoportret rzeżbiarza i malarza po którym w linii prostej odziedziczyłam rzeźby i obrazy. Przepraszam za złą jakość zdjęcia ale fotografowałam komórką stojąc na krześle obraz, który wisi pod sufitem w moim pokoju.



sobota, 28 lipca 2018

TO muzeum - część pierwsza



Tak się w moim życiu złożyło, że odziedziczyłam pracownię rzeźbiarską i piwnicę pełną gipsowych odlewów przeróżnych rzeźb, popiersi, miniatur i rzeźb nieukończonych.
Z miniaturami nie miałam problemu; zabrałam je po prostu do domu. Podobnie z rzeźbami nieukończonymi – ukończyli je inni twórcy lub studenci Akademii Sztuk Pięknych. Wiele rzeźb o tematyce religijnej i historycznej /np. postać słynnego obrońcy Klasztoru Jasnogórskiego, księdza Kordeckiego/ przekazałam do Muzeum Rzeżby Polskiej w Orońsku.
Pozostały „leniny” - tak nazwałam różne rzeźby przedstawiające robotników, działaczy i wodza rewolucji. Można je było po prostu zniszczyć, ale wychodziłam z założenia, że są to jednak dzieła sztuki, a te wymagają estymy. Podobnie jak książki i rękopisy, których nie powinno się palić.
--------------------------------------------------------------------
W budynku dawnej powozowni przy Muzeum Zamojskich w Kozłówce znajduje się jedyna w Polsce Galeria Sztuki Socrealizmu znana również jako "Muzeum Socrealizmu". Jest tam około 1600 najciekawszych rzeżb, rysunków, obrazów, grafik i plakatów z lat 50-tych i 60-tych XX wieku. Stworzyli je często najwybitniejsi artyści. Na przykład  profesor Marian Konieczny, który wyrzeźbił nie tylko słynną Warszawską Nike, ale też postać Lenina, który stał sobie przed Muzeum w Poroninie.
----------------------------------------------------------------------------------
Pojechałam do Muzeum w Kozłówce. Chciałam się dowiedzieć czy nie mogłabym tam przywieżć i pozostawić odziedziczonych "leninów". Najpierw zwiedziłam przepiękny pałac, potem poszłam do parku. Powozownię z „leninami” zostawiłam sobie na "deser".
W zadbanym, nastrojowym parku rezydencji rodu Zamojskich doznałam szoku. Ale przedtem wychodząc z kawiarenki zderzyłam się z Wodzem Rewolucji. Tym samym, który stał od wielu lat w pobliżu torów kolejowych w Poroninie i wszystkie dzieci jadące pociągiem do Zakopanego najpierw mu machały, a potem pokazywały palcami. W 1990 roku górale z Poronina zrzucili go z postumentu za pomocą liny i ciągnika. Pamiątką po tym wydarzeniu jest wyszczerbiony obojczyk. 

Obok Wodza stał Julian Marchlewski.
Potem w parku spotkałam towarzysza Bolesława Bieruta. Nad głową pierwszego przywódcy Polski Ludowej szumiały lipy, a obok przechadzał się paw. Towarzysz jest wysoki, ma ponad 7 metrów i płaszczyk zapinany na damską stronę. Ma też ułamaną rękę, bo podczas podróży z Lublina rzeźba zahaczyła o filar wiaduktu.
-----------------------------------------------------------------------------
Socrealizm powstał w Związku Radzieckim na początku lat 30-tych. Był rodzajem narzędzia w ówczesnej propagandzie. Miał to być styl realistyczny, czytelny, twórczy i społeczny. A więc … robotnicy i chłopi głównie w czasie pracy. Po wojnie socrealizm został narzucony artystom Europy Środkowej. Na zjeździe Środowisk Twórczych w 1949 roku władze Polski Ludowej obwieściły, że odtąd jest to jedyny kierunek obowiązujący w literaturze i sztuce. Artyści mogli oczywiście tworzyć w innym stylu, tylko, że nikt ich dzieł nie kupował. Tymczasem na dzieła w jedynym, słusznym kierunku Ministerstwo Kultury i Sztuki ogłaszało konkursy. Więc rzeźbiarze, malarze, plastycy i architekci tworzyli zgodnie ze wskazówkami bo tylko tworzyć potrafili. A z czegoś trzeba było żyć. Ministerstwo nagradzało, kupowało, kazało wystawiać i eksponować w różnych muzeach, a także instytucjach.
Kilka lat po śmierci znanego wszystkim Gruzina dzieła wzorcowe i wychwalane skazano na banicję. Zaczęto je zbierać i wywozić do nie odnowionego jeszcze pałacu w Kozłówce. To dało zaczątek słynnemu i jedynemu wówczas w Europie Muzeum Socrealizmu.
O powstaniu wystawy socrealizmu zadecydował przypadek. Wypełniona gipsowymi rzeźbami pałacowa powozownia udawała magazyny Muzeum Narodowego w Warszawie w filmie Andrzeja Wajdy „Człowiek z marmuru” . Gdy film wszedł na ekrany w 1977 r. do Kozłówki zaczęli przyjeżdżać dziennikarze za całego kraju. Wtedy podjęto decyzję o zorganizowaniu wystawy i nadano jej tytuł " Oddech Stalina". Wystawa okazała się niesamowitym sukcesem, więc rok później otwarto stałą galerię socrealizmu.


Ciąg dalszy nastąpi...

czwartek, 26 lipca 2018

O uśmiechu...



Podaję za Angora- Peryskop nr 28 /z dnia 6 maja 2018 roku:
Czy wiecie że:
1. Dzieci uśmiechają się już w łonie matki a po narodzinach lepiej reagują na twarze uśmiechnięte niż na te poważne.
2. Dorosły śmieje się średnio 15 razy dziennie, a dziecko w wieku przedszkolnym 400 razy.
3. Badania wykazały, że kobiety uśmiechają się częściej niż mężczyźni.
4. Uśmiech jest uniwersalną oznaką radości w każdej kulturze.
5. Śmiech stymuluje wydzielanie się w mózgu hormonów zwanych endorfinami. Są to substancje chemiczne o podobnym składzie jak morfina i heroina.
6. Aby się uśmiechnąć, musimy zaangażować od 12 do 17 mięśni twarzy. Żeby wyrazić smutek używamy aż 43 mięśni.
7. Istnieje około 19 rodzaju uśmiechu: szczery, strachu, lekceważenia, fałszywy, zdeprymowania, okrutny, flirciarski, zakłopotania.....
8. Znacznie więcej i częściej śmiejemy się w towarzystwie. Ten sam dowcip opowiedziany w gronie znajomych wyda nam się bardziej śmieszny niż przeczytany w gazecie.
9. Według naukowców w uśmiechu Mona Lisy kryje się 83% szczęścia, 9 % niesmaku, 6 % strachu i 2% niezadowolenia.
10. Często uśmiechający się ludzie żyją dłużej. Badania wykazały, że śmiech wydłuża życie średnio o całe 7 lat.

Wnioski???

wtorek, 24 lipca 2018

Smutny obrazek


Tego obrazka nie zobaczycie, bo nie mogłam i nie chciałam robić zdjęcia. Ale zrobię wszystko abyście go jednak widzieli.
Tą drogą która jest na zdjęciu /a właściwie wąziutką ścieżką w trawie/ szłam ze swojej działki do sklepu. Jak zwykle rozglądałam się czy w chaszczach nie czeka na mnie dzik albo jakiś pies. Ale nie było żadnego zwierzęcia. Tylko ptaki szalały w drzewach i jakieś małe stworzonka /pewnie myszki albo jaszczurki ruszały się w trawie. Gdy minęłam te krzewy, które są na środku zdjęcia skręciłam trochę w lewo…. Bo tak mnie wiodła ścieżka. I tam się nagle zatrzymałam.
A zatrzymała mnie nagła cisza. Więc zaczęłam się w tę ciszę wsłuchiwać.
Po paru minutach poszłam dalej.
I nagle w lesie po lewej stronie pod grubym drzewem zobaczyłam starszego mężczyznę. Siedział oparty o drzewo tyłem do mnie.
Coś cicho mówił.
Z początku pomyślałam, że to jakiś pijaczek wracając ze sklepu w którym kupił piwo usiadł sobie i gada do siebie.
Ale zauważyłam, że ten człowiek nie jest sam. Koło niego leżał duży pies.
Już chciałam przyśpieszyć kroku bo nie mam zaufania do obcych psów w lesie. Nawet jak są z właścicielami.
Ale zobaczyłam, że ten pies nie merda ogonem. I że nie rusza się.
Podeszłam bliżej … i zobaczyłam że mężczyzna delikatnie go głaszcze...
I usłyszałam….
-Żegnaj pieseczku…. Niedługo się spotkamy…

Wracałam już inną drogą...


O tym jak turyści są oszukiwani ....

                                                                                         Takie chmury "wyrosły" mi wczoraj nad kw...