środa, 10 października 2018

"Człowiek jest nawozem historii"...

Tak miał się wyrazić Benito Mussolini.



 Znalazłam taki tekst Agnieszki Osieckiej:

Historio, historio cóżeś ty za pani,
że dla ciebie giną chłopcy malowani

Refern: Orszaki, dworaki, szum białych piór
Orszaki, dworaki szum

Historio, historio czarna dyskoteko
nie pozwalasz wytchnąć ludziom ani wiekom

Refren: Orszaki…

Historio, historio, ty macocho nasza,
tak nam dałaś mało oprócz ojczenasza

Refren :Orszaki…

Historio, historio cóżeś ty za matnia,
pchamy się na scenę a to jeszcze szatnia

Refren: Orszaki …

Historio, historio jaka w Tobie siła
żeś ty całe światy z mapy poznosiła

Refren: Orszaki…

Historio, historio ty ballado gorzka
czemu stale rosną twoje własne koszta

Refren: Orszaki…

Historio, historio tania z ciebie dziewka
miała być canona a jest stara śpiewka

Refren: Orszaki…

Historio, historio tyle w tobie marzeń
ciebie często piszą kłamcy i gówniarze

Refren: Orszaki …

Historio, historio ty żarłoczny micie
co dla ciebie znaczy jedno ludzkie życie

Refren: Orszaki…"


------------------------------------------------------------------

Ten napisany lekkim piórem ponadczasowy tekst - piosenka robi na słuchaczach lub czytających niesamowite wrażenie. 
Agnieszka – gdyby żyła to obchodziłaby wczoraj /9 października/ urodziny.

Zdjęcie nie ma raczej związku z tekstem dzisiejszego mojego wpisu. A może jednak trochę ma? 


                                                        

poniedziałek, 8 października 2018

Malarze Miasteczka



Malarze zainteresowali się Miasteczkiem już na początku XVIII wieku.Tworzyli w nim  najwybitniejsi m.inn. Zygmunt Vogel, Józef Richter, Józef F.Piwowarski, Michał Elwiro Andriolli, Wojciech Gerson, Aleksander Gierymski, Józef Pankiewicz i wielu innych. Ostatni z wymienionych właśnie w Miasteczku namalował pierwszą w Polsce serię obrazów impresjonistycznych.

Jednak prawdziwy ”wiek sztuki" Miasteczka rozpoczął się na początku XX stulecia, gdy w Warszawie powstała Szkoła Sztuk Pięknych, a oczy jej profesorów zwróciły się na ten malutki znak na mapie. Przełomowym był rok 1909, kiedy Władysław Ślewiński, przyjaciel Paula Gauguina związany z kolonią artystyczną w Pont Avon przybył tu ze swoimi studentami. Odtąd w Miasteczku widok malarzy stał się czymś powszechnym.

Prawdziwy rozkwit kolonii artystycznej nastąpił jednak w 1923 roku kiedy prof. Tadeusz Pruszkowski – rektor Warszawskiej ASP przywiózł tu po raz pierwszy swoich studentów. Udostępnił im swoją pracownię w swojej willi zwanej Willą Toskańską albo Kasztelem... i odtąd plenery w Miasteczku staly się codziennością. A w roku 1925 roku pan profesor założył Bractwo Św. Łukasza. Wśród jego członków znajdowały się takie póżniejsze malarskie sławy jak Jan Cybis, Jan Zamojski, Antoni Michalak i Jan Wydra.
Do najważniejszych artystów Misteczka zalicza się dziesięciu twórców:

1. Zygmunt Vogel /1764-1826/ - malarz i rysownik, pedagog, wolnomularz, nadworny malarz króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Na jego zlecenie dokumentował najcenniejsze miejsca ówczesnej Polski. Miasteczku poświęcił kilka znakomitych akwareli.

2.Władysław Ślewiński /1854-1918/ - malarz, profesor Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie, jeden z najwybitniejszych polskich postimpresjonistów. Autor kilku pięknych obrazów z Miasteczkiem w roli głównej. 

3. Tadeusz Pruszkowski /1888-1942/ - malarz, pedagog i krytyk artystyczny. W 1939 roku zrealizował w swojej willi cykl kompozycji przedstawiających kluczowe sceny historii Polski. Cykl ten został wysłany na wystawę światową w Nowym Jorku. W czasie II wojny światowej udzielał pomocy Żydom, zginął rozstrzelany przez hitlerowców. Jest Honorowym Obywatelem Miasteczka.

4. Jan Karmański /1887-1958/ - malarz, uczeń Konrada Krzyżanowskiego i Ferdynanda Ruszczyca. Od 1924 roku zamieszkał tu na stałe, należał do Towarzystwa Przyjaciół Miasteczka. Jego twórczość to w większości pejzaże, malowane szeroką barwną plamą, inspirowane twórczością Paula Cezanne’a.

5. Antoni Michalak /1899-1975/ - malarz reprezentujący nurt tradycjonalistyczny i sakralny w sztuce lat 20 i 30 oraz w okresie powojennym. W 1923 roku jako pierwszy spośród uczniów Pruszkowskiego odkrył krajobrazowe i etnograficzno-folklorystyczne uroki Miasteczka. Jako stypendysta rząd francuskiego odbył roczny staż we Francji. Zwiedził Włochy i Austrię, by potem na stałe osiąść w Miasteczku, ktorego stał się Honorowym Obywatelem.

6. Franciszek Kmita /1926-2013/ -w Miasteczku mieszkał od 1953 roku. Przyjechał tutaj po studiach w warszawskiej ASP. Gdy dopisywało mu zdrowie można było spotkać go w różnych miejscach ze sztalugami jak malował z natury. Póżniej już tylko na ławeczce przed domem, w którym malował w pracowni urządzonej w zrekonstruowanej przez siebie XVII- wiecznej kamienicy zwanej Wysoką przy ul. Lubelskiej.

7.Jan Łazorek /1938-2000/ - malarz, studiował w warszawskiej ASP. Artysta, który sztuce i Miasteczku podporządkował całe swoje życie. Namalował kilka tysięcy obrazów o tej samej tematyce. Tworzył w charakterystyczny sposób idealizując wizerunek Miasteczka. Jego obrazy cechowały jasne barwy, pastelowe tonacje oraz pogodny, romantyczny klimat. Był inwalidą - nie miał lewej ręki. Honorowy Obywatel Miasteczka.

8. Andrzej Kołodziejek /1935- 2001/ - studiował na ASP w Krakowie i w Warszawie. Zanim pojawił się w Miasteczku zaliczany był do najlepszych twórców malarstwa abstrakcyjnego. Ale w Miasteczku malował tylko Miasteczko.

9. Jerzy Gnatowski /1929-2012/ - w jego malarstwie zawarta jest cała historia malarstwa pejzażowego, z akcentem postawionym na holenderskich mistrzów XVII w. Był malarzem dystansu, refleksji, melancholijnego pochylenia nad przemijaniem.
Tego malarza miałam zaszczyt poznać osobiście w czasie wizyty w Jego galerii obrazów. Było to kilka lat temu gdy po raz kolejny odwiedziłam Miasteczko. W rozmowie z malarzem powiedziałam, że pochodzę z rodziny artystycznej i podałam nazwisko panieńskie. Okazało się wtedy, że Pan Gnatowski znał zarówno mojego ojca jak i jego brata.
Pan Jerzy był osobą bardzo cenioną nie tylko w Polsce. Należał do Brytyjskiej Królewskiej Akademii Akwareli i był laureatem wielu nagród. Był laureatem ponad 80 wystaw indywidualnych i kilkudziesięciu zbiorowych w Polsce i na granicą.
Na pamiątkę naszego spotkania dostałam w prezencie kilka pocztówek przedstawiających jego obrazy. I opowiedział mi, że codziennie o świcie wyjeżdża samochodem w pole albo do lasu, albo nad Wisłę, rozstawia sztalugi i po prostu maluje.

10. Andrzej Siemiński – urodzony tu w 1944 roku. Po długim pobycie poza krajem powrócił do Miasteczka na stałe w 1991 roku. Należy do tutejszej Konfraterni Sztuki.
Dzięki nieokreślonemu światłu Miasteczko na jego obrazach nabiera swoistego uduchowienia.
/Pisząc powyższe korzystałam z informacji zawartych w broszurce pt: „Kazimierz Dolny Kolonia arystyczna” wydanej przez Kazimierski Ośrodek Kultury, Promocji i Turystyki pod redakcją Doroty Szczuki/

W tekście brak malarek Miasteczka. Ale to nie znaczy, że ich nie było.
Więc dla równowagi przedstawiam Wam obrazek, który kupiłam sobie kilka lat temu i który zdobi moje mieszkanie. Autorką jest kobieta. Z pewnych względów nie zdradzę jednak jej nazwiska.
Ale jest to dla mnie najpiękniejszy obraz Miasteczka.
--------------------------------------------------------------
Pytanie do tych osób które znają moje książki: "Czy ten tekst nadaje się do nowej książki, która ma powstać?" Będzie to książka o Kraju nad Wisłą.

sobota, 6 października 2018

Pamiątki z wakacji


1. Wyroby ze słoni /z kości słoniowej/, nosorożców i hipopotamów.

2. Rzeźbione kości morsów lub wielorybów.

3. Wyroby ze skóry zebry lub antylopy.

4. Skóry i inne trofea z niedźwiedzi a także środki medycyny ludowej wykorzystujące niedźwiedzie fragmenty.

5. Wyroby ze skóry krokodyli, waranów, węży z rodziny dusicieli /boa, pytony, anakondy/.

6. Skóry i trofea pochodzące od dzikich kotów.

7. Wyroby z wełny wikunii andyjskiej i wełny antylopy cziru.

8. Produkty z ryb jesiotrowatych /w tym kawior/.

9. Wszelkie wyroby ze skorup żółwi.

10. Biżuteria i inne wyroby z korali rafotwórczych.

11. Storczyki, kaktusy, wilczomlecze i niektóre rośliny owadożerne – dotyczy to zarówno żywych roślin jak i ich cebulek oraz bulw.

12. Muszle i wyroby z muszli małż z mórz tropikalnych.
----------------------------------------------------------------------

Tych wszystkich pamiątek nie można przywozić z wakacji z zagranicy. I pewnie jeszcze wielu innych.

No właśnie. A Wy jak gdzieś wyjeżdżacie to przywozicie sobie jakieś pamiątki? Czy wystarczą Wam tylko zdjęcia i wspomnienia.?
Bo ja to sobie kiedyś przywiozłam nawet piasek z jednej przepięknej plaży… Ta plaża znajdowała się na Wyspie Nauczycielskiej należącej do Grecji.I mam go do dziś w malutkim pudełeczku...
Mam też koszyk pełen szyszek pinii zebranych w jednym małym miasteczku pod Rzymem...
I mam też mnóstwo muszelek i przeróżnych kamieni z nad Bałtyku.
A najstarszą pamiątką /ale nie z wakacji tylko z podróży służbowej/ są malusieńkie związane grubą nitką czerwone, gliniane kubeczki szczęścia, które przywiozłam sobie z Buenos Aires trzydzieści kilka lat temu. Nie kupiłam ich sobie sama, tylko dostałam w prezencie na pamiątkę...

Krócej byłoby napisać czego sobie nie przywoziłam z różnych wakacji,  urlopów czy podróży służbowych.

czwartek, 4 października 2018

O wadach Polaków



Winston Churchill miał w swoich pismach tak napisać o Polakach:

Historia Europy ma swoją tragiczną tajemnicę, właśnie Polaków, którzy indywidualnie są zdolni do heroizmu i posiadają cnoty waleczności i wdzięku, a którzy wykazują w swoim życiu państwowym niedostatki nieuleczalne. Wspaniali w rewolcie i w czasie klęski, stają się nikczemni i nędzni w chwili zwycięstwa. Odważni z odważnych są częstokroć kierowani przez podłych pomiędzy najpodlejszymi. Trudno mówić o arogancji i błędach ich polityki, o straszliwych rzeziach i nieszczęściach, na które zostali skazani przez wariactwa swojej polityki”….

Ufff…
Mocne, prawda?
A najgorsze, że nadal aktualne.
Co na to powiecie Mili Moi???

A to zdjęcie to tak tylko dla ozdoby. Bo akurat przechodziłam wczoraj koło tego pnia i jego korzeni...

wtorek, 2 października 2018

Telefon stacjonarny czyli siedmioro /a może i więcej/ nieślubnych dzieci/

                                    Czy ten kot się śmieje? Kociarzy pytam...

Mniej więcej o dwudziestej trzeciej zadzwonił telefon stacjonarny.
Dzwonił i dzwonił, bo nie chciało nam się wstać i go odebrać.
- Słucham – powiedziałam gdy wreszcie doczłapałam do aparatu.
- Cześć, Zosia mówi. Pamiętasz mnie? Pracowałyśmy kiedyś razem. Znalazłam twój telefon i dzwonię, żeby ci powiedzieć, że mąż Halinki miał nieślubne dziecko… I wyobrażasz sobie, że ona o tym nic nie wiedziała? Dopiero jak umarł, bo to stary dziad był ze dwadzieścia pięć lat starszy od niej, to zgłosiła się do niej jakaś panienka z papierem. A na tym papierze stało jak wół napisane, że on potwierdza, że jest jej ojcem.
- Halo – chciałam jej przerwać, bo chyba nie znałam żadnej Zosi ani Halinki, ani jej dwadzieścia pięć lat starszego męża, nie mówiąc o jego nieślubnej córce…
- I wiesz co tam się teraz dzieje? Halinka powiedziała, że po jej trupie, że nie będzie swoim dzieciom i wnukom od ust odejmować, że każdy może taki papierek pokazać… Ale ja myślę, że ona powinna do grafologa ten papierek oddać. Ale ta dziewczyna już sprawę do sądu oddała… A ten dziad to bogaty był, tak że dziewczyna ma o co walczyć… I nie wiadomo czy on był jej ojcem czy nie… No i nie wiadomo co to za jedna ta jej mamusia…
Odłożyłam słuchawkę, bo już wiedziałam, że to była pomyłka.
Ale…
Zatrzymałam się w pół kroku…
Wróciłam…
Otworzyłam drzwi do drugiego pokoju…
Druga Połowa siedziała na środku dywanu w otoczeniu testów, książek i różnych papierzysk i dwóch laptopów… I tak prosto z mostu, bez podchodów zapytałam:
- Słuchaj, masz nieślubne dzieci…?
- Mam – odpowiedział bardzo spokojnie.- Siedmioro. Ale ciągle zgłaszają się nowe.
- Ile???? – zapytałam przerażona.
- Jak będę miał pecha to może być i piętnaścioro. I wszystkie chcą historię albo wos zdawać… Wiesz ile będę miał roboty? Ale skąd ja mogę wiedzieć czy one są nieślubne…?
Gdy wracałam do swojego pokoju, wyciągnęłam z kontaktu wtyczkę od telefonu stacjonarnego.
---------------------------------------------------------------
/Jak się domyślacie moja Druga Połowa jest belfrem. I te jego „nieślubne” dzieci wybierały sobie przedmioty na maturę./

/Był to urywek z mojej książki pt: "Zwariowałam"./

niedziela, 30 września 2018

Choroby pieseczków



Czy wiecie na co najczęściej chorują psy?

Bulteriery – te co mają pysk podobny do świńskiego ryjka – na głuchotę.

Rottweilery często atakuje artretyzm i osteoporoza.

Psy o nazwie shar pei cierpią na zapalenie skóry.

Boksery mają często nowotwory.

Mopsom wypadają gałki oczne.

Dog niemiecki choruje często na skręt jelit i żołądka.

Dobermana atakują choroby serca.

Basseta męczy zapalenie spojówek.

Bernardyn często się przegrzewa i wywija mu się powieka.

Jamnik – to wiadomo, że często ma urazy i zwyrodnienia kręgosłupa.

Cocker-spaniel – zapalenie uszu.

Sznaucer miniaturowy choruje na cukrzycę.

Chihuahua cierpi na zapaść tchawicy.

A owczarki szkockie i szetlandzkie /to te niższe/ chorują często na żołądek. Często wymiotują i potem nie mają apetytu. To takie psy jak słynna Lassie z przepięknego filmu „Lassie wróć”. A także takie ja ta na zdjęciu wyżej. To moja Lassie. A właściwie nasza, bo kochała nas wszystkich. A my do dziś ją wspominamy, chociaż biega po niebiańskiej łączce już prawie 10 lat. A jak odeszła to pisałam w tekście "Jej portret" w książce pt: "Zwariowałam".

Napiszecie coś o swoich pieseczkach?

Albo o koteczkach...

piątek, 28 września 2018

"Pachniała Saska Kępa..."

Tekst ten dedykuję Krysi z Poznania z którą niedawno spotkałam się na Rynku Starego Miasta w Warszawie i która sprezentowała mi "Notes" Agnieszki Osieckiej


Zadzwoniła do mnie niespodziewanie dawno niewidziana koleżanka i powiedziała, że przyjechała, żeby pozałatwiać wszystkie sprawy. Razem z mężem zdecydowali się na zawsze zamieszkać w Londynie, bo tam dzieci i wnuki, no i spokojnie im się żyje, a i mężowi zaproponowano wykłady na tamtejszym uniwersytecie. Planowała spędzić kilka dni w Warszawie, więc chciała się ze mną spotkać i pogawędzić Zaproponowała kawiarenkę „Rue de Paris”. Tę, przed którą siedzi Agnieszka Osiecka.
Ulica Francuska na Saskiej Kępie jest właściwie całkiem zwyczajna. Od innych różni się tylko tym, że jest na niej dużo kawiarenek. A przed kawiarenkami ogródki, w których spotykają się ludzie, siedzą, piją kawę i… bardzo często wspominają. Przychodzą tam wszyscy – starzy, młodzi, z dziećmi w wózkach i z psami.
Usiadłyśmy koło Agnieszki Osieckiej.
I zaczęło się. Mówiłam mało, raczej słuchałam…
Całe życie tu spędziłam – zaczęła Hania, gdy już się wyściskałyśmy i opowiedziałyśmy o swoich dzieciach i wnukach. – Masz pojęcie, ile tu wybitnych ludzi mieszkało? Sami artyści. Na przykład na Francuskiej 36 mieszkała Ewa Bandrowska-Turska, ta słynna śpiewaczka operowa; na Zwycięzców 39 – Witold Lutosławski, przy Styki 25 przez 10 lat Jerzy Michotek, ten słynny bard lwowski i aktor, na Elsterskiej 3 Grzegorz Fitelberg. A niedaleko w Alei Waszyngtona mieszkał przez prawie 80 lat Jan Ekier. Alina i Czesław Centkiewiczowie, rzeźbiarz Józef Gosławski, Wanda Wiłkomirska, profesor Juliusz Domański, Tadeusz Baird… – wymieniała nadal Hania.
Bo Saska Kępa to dzielnica, w której żyły i tworzyły osoby reprezentujące to, co najważniejsze w naszej muzyce, malarstwie, rzeźbie, fotografii, literaturze, teatrze, filmie, architekturze i nauce. Upodobali sobie tę dzielnicę ludzie wyjątkowi sprzed dziesiątek lat. Teraz także ci współcześni.
Ale symbolem tego miejsca w obecnej świadomości jej mieszkańców jest Agnieszka Osiecka, która niedaleko mieszkała i często bywała w pobliskich kawiarniach.
A Hania mówiła, mówiła i mówiła…
Nie wiem, kiedy się zobaczymy – powiedziała mi na pożegnanie – bo wszystko już tu zamknęłam… Chyba, że ty mnie odwiedzisz w Londynie…
Dobrze Ci tam? – zapytałam.
Odwróciła trochę głowę i powiedziała cicho:
Tak, ale starych drzew się nie przesadza…
Wokoło jak oszalałe kwitły bzy i inne krzewy. Pachniała Saska Kępa…
----------------------------------------------------------------------
/Był to urywek z mojej książki "Moje warszawskie zwariowanie"./




środa, 26 września 2018

Na huśtawce...


Pojęcia nie macie ile my już lat tak się razem bujamy...

Zdjęcie z czasów gdy byliśmy jeszcze piękni i młodzi. Ale już byliśmy teściami.


I jeszcze zdjęcie sprzed 8 lat. Dziadek naszych wnuków usiiłował odcisnąć swoją dłoń na Promenadzie Nadwiślańskiej w Miasteczku. A zdjęcie zrobił nam 6-letni wtedy Szczerbaty.
----------------------------------------------------------------------
Piąta róża na konto zaczynającej się dekady. 
No i taki mamy widok z okna w sanatorium.

poniedziałek, 24 września 2018

O prawach Polek


1. Kobietom w Polsce prawo wyborcze /bierne i czynne/ przyznano w 1918 roku. Stało się to na mocy Dekretu Józefa Piłsudskiego. W tym względzie wyprzedziliśmy wszystkie kraje Europy oprócz Finlandii.

2. Do 1921 roku Polki były zobowiązane do posłuszeństwa mężowi – nie mogły między innymi zarządzać majątkiem.

3. Dopiero w 1946 roku mężatki w Polsce otrzymały prawo do posiadania odrębnego majątku i posiadania własnego konta w banku.

4. Kobiety dopuszczono do udziału w olimpiadach dopiero w 1928 roku. Pierwszy złoty medal otrzymała Halina Konopacka w rzucie dyskiem.

5. Pierwsza w Polsce kobieta nominację sędziowską otrzymała w 1929 roku. Jej aplikację rozpatrywano … półtora roku.

6. Do 1921 roku Polki nie miały zdolności procesowej. Nie mogły na przykład wytoczyć powództwa i zaskarżyć orzeczenia sądowego, a także złożyć oświadczenia czy wniosku.

7. W 1697 roku na mocy dyplomu królewskiego Augusta II Mocnego chirurgiem kopalni w Wieliczce została Magdalena Bandzisławska. Była żoną cyrulika kopalnianego i po jego śmierci przejęła jego obowiązki. Była pierwszą w Polsce kobietą - chirurgiem.

8. W roku 1879 pierwsza Polka zaczęła uczęszczać na Uniwersytet we Lwowie, zaś w roku 1894 przyjęto na Uniwersytet Jagielloński trzy aptekarki. Odmówiono im jednak prawa składania egzaminów.

9. Pierwszą Polką, która otrzymała nominację generalską była Maria Stanisława Wittek /1899 – 1997/. Dokument podpisał prezydent Lech Wałęsa.

10. Pierwszą kobietą dyrygującą w Mediolańskiej La Scali była Polka – Agnieszka Duczmal.

11. Służąca w Malborku porucznik Katarzyna Tomiak- Siemieniewicz jest pierwszą w Polska kobietą pilotującą odrzutowce bojowe.
-----------------------------------------------------------------
A jak jest dzisiaj? Czy kobiety w Polsce mają we wszystkich dziedzinach równe prawa z mężczyznami?
Myślę, że nie mają i nigdy nie będą ich miały.
A wiecie dlaczego?
Bo potrzeba wieków aby zmienić mentalność wielu mężczyzn. 
Bo potrzeba wieków aby kobiety same zaczęły się bardziej cenić i nie pozwalały sobą poniewierać.
Wczoraj w małym miasteczku byłam świadkiem jak jedna kobieta nawymyślała drugiej od STARYCH BAB. Takie przypadki w kłótniach między kobietami są normą właściwie wszędzie. O tym jak wielu mężczyzn wypowiada się o starszych kobietach wolę nie pisać.
No a co powiecie na to, że są w naszym kraju ludzie, którzy decydują o ciele kobiety...?




sobota, 22 września 2018

Migawki sanatoryjne - zakończenie


IX.
Po 22-giej wyszłam ze swojego pokoju do recepcji, bo chciałam zajrzeć czy nie ma do mnie jakiejś poczty i wejść na swój blog.
W holu przy stole siedział pan Zdzisiek i przy małej lampce nocnej usiłował nawlec igłę.
- Przepraszam – powiedział, gdy mnie zobaczył – czy mogłaby pani pomóc mi z tą nitką. Bo za cholerę nie mogę trafić w dziurkę. A żona mnie wysłała, żebym…
Już chciałam podejść do niego, ale drzwi nagle się otworzyły i pani od pana Zdziśka wypadła z pokoju.
- Ty nawet w dziurkę nie możesz trafić sam, tylko trzeba ci pomagać – krzyknęła.
Uciekłam do swojego pokoju, zaryglowałam za sobą drzwi… i schowałam się w szafie.
Ale i tak słyszałam awanturę za ścianą.
X.
- Bo pani to tylko na spacery chodzi, książki czyta i w ten komputer klika – powiedziała z wyrzutem moja sąsiadka przy stole. – I nie ma pani pojęcia co tu się dzieje.
- No chyba nie mam – zgodziłam się z nią.
XI.
Siedziałam sobie zanurzona po uszy w kąpieli siarczkowej i wspominałam najpiękniejsze momenty z mojego życia – gdy nagle usłyszałam żonę pana Zdziśka. Biegała po korytarzu w Domu Zdrojowym i chyba zaglądała do łazienek, bo słychać było jakieś krzyki, trzaskanie drzwiami i głosy oburzenia. Najwyraźniej szukała męża. Okropnie się zdenerwowałam, że mnie odnajdzie i zacznie w mojej kąpieli szukać swojego męża – i aż się poślizgnęłam i o mało z desperacji nie utopiłam w wannie /tak się złożyło, że nie zdążyłam się jeszcze nauczyć pływać/. Ale chyba go znalazła gdzie indziej, a mnie się tym razem jeszcze udało.
XII.
W nocy obudziła mnie awantura za ścianą, więc wstałam, zeszłam do recepcji, „odpaliłam kompa”, wrzuciłam tekst i napisałam kilka komentarzy na znajomych blogach.
Nad ranem wróciłam do pokoju, żeby chociaż przez chwilę przytulić się do poduszki. A rano w czasie śniadania dowiedziałam się, że moja przemiła para zza ściany wyjechała.
Mogłam więc już całkowicie wyjść z szafy.
XIII.
Przy sobotnim obiedzie trzy panie, z którymi siedzę przy stoliku na stołówce rozpoczęły poważną rozmowę.
- Wiecie panie – powiedziała jedna – podobno w tym turnusie nie ma nikogo z Warszawy. Tylko ze Śląska i z kieleckiego ludzie przyjechali.
- I bardzo dobrze, bo ja bardzo nie lubię warszawiaków – ucieszyła się druga.
- No pewnie – dołączyła się trzecia – bo to takie zarozumiałe chamy są, że aż ręce opadają.
Była moja kolej na krytykę warszawiaków, ale jakoś nie zabierałam głosu.
Panie popatrzyły na siebie, a jedna z nich zwróciła się do mnie:
- A pani to nic nie mówi skąd jest…
Jestem osobą prawdomówną, więc nie miałam wyjścia i przyznałam się na głos…, że z tych warszawskich chamów pochodzę.

czwartek, 20 września 2018

Migawki sanatoryjne


Wczoraj po południu przyjechałam do sanatorium. Tym razem zabrałam  ze sobą "osobistego Zdziśka". A Wam przypominam mój tekst sprzed lat.
--------------------------------------------------------------------
I.
- Teraz podnosimy prawą nogę, zginamy w kolanie i przyciągamy do klatki piersiowej – polecił pan na kinezyterapii zespołowej.
- Pani w niebieskim dresie też podnosi prawą nogę. Nie lewą, tylko prawą. PRAWĄ…
- Halo, czy pani wie gdzie ma prawą nogę?
II. 
- Proszę się rozebrać do naga i zanurzyć w kąpieli po szyję – powiedział pracownik łazienki.
- To całkowicie się rozebrać?
- A można się rozebrać częściowo do naga?
III.
- „Tera” się pani położy na brzuchu i nie rusza – powiedział masażysta o wyglądzie recydywisty.
Miał „złote ręce”, więc stwierdziłam, że następnym razem już do gabinetu wejdę z zamkniętymi oczami. I otworzę je dopiero po wyjściu.
IV.
- Poczuje pani taki prąd na kręgosłupie jakby pani miała mrowisko na plecach. Wytrzyma pani?
- Jasne, przecież w wolnych chwilach zawsze szukam mrowiska…
V. 
Po powrocie do pokoju zauważyłam w swoim plecaczku męski T-shirt o rozmiarze XXXXXL. Nie było natomiast góry od mojego niebieskiego dresu. Zastanawiałam się co zrobić z tym nadmiarem szczęścia, gdy nagle usłyszałam dochodzący zza ściany zdenerwowany głos żeński:
- I gdzie znowu sklerotyku jeden zostawiłeś swoją koszulkę?
I co w twojej torbie robi jakiś babski dres?
VI.
W nocy obudziłam się przerażona i zerwałam na równe nogi. Śniło mi się, że do mojego pokoju przyszedł rehabilitant i groził mi długim kijem, że jak się nie nauczę gdzie mam prawą nogę, to mi nie zaliczy semestru. I wylecę ze studiów, bo jestem przecież na pierwszym roku.
VII.
Ubrałam niebieskie spodnie od dresu, wzięłam męski T-shirt rozmiar XXXXXL i zapukałam do sąsiednich drzwi.
- Przepraszam, ale ściany są tu cienkie i usłyszałam, że u Państwa jest góra od mojego dresu. I odnoszę T-shirt, bo on na pewno nie jest mój.
- Zdzisiek – krzyknęła pani stojąca w drzwiach – sąsiadka oddaje ci koszulkę.
I prawie rzuciła we mnie moją bluzą od dresu. I zamknęła mi drzwi przed nosem.
VIII.
Następnego dnia spóźniłam się minutę na gimnastykę. Pech chciał, ze jedyny wolny materac był koło pana Zdzisia. Położyłam się na swoim materacu i dzięki temu, że na lewej nodze zawiązałam sobie czerwoną wstążeczkę, wiedziałam już która moja noga jest prawa.
Nagle wtargnęła do sali pani od pana Zdziśka i krzyknęła:
- Ty już chodź, już ci wystarczy tych ćwiczeń!
Pan Zdzisiek wstał natychmiast i grzecznie wyszedł.
A mnie tym razem pomyliły się ręce.


Ciąg dalszy nastąpi...

Hollyłódź

Łódź jak żadne polskie miasto zasługuje na miano stolicy polskiej kinematografii. Już od 1948 roku słynna łódzka Filmówka, czyli Państwowa W...