piątek, 16 marca 2018

"Wiem, że nic nie wiem"




Patrzę na stojące naprzeciwko mnie popiersie Sokratesa, które odziedziczyłam kiedyś po jego twórcy.
Siedzę i myślę, że „wiem, że nic nie wiem”.

Adam Sikora w książce „Od Heraklita do Husserla”/cykl Spotkania z filozofią/ następująco cytuje Sokratesa:
Moja przewaga nad innymi ludźmi – powiada o sobie Sokrates – polega właśnie na tym, że zdobyłem wyrazistą świadomość własnej niewiedzy, a w ten sposób wyzwoliłem się od wiary w pozory, potoczne mniemania i uznane pewniki”.

Myślę, że do takiego wniosku dochodzi wielu ludzi starszych. Po przeżytych latach, które przyniosły im różne wydarzenia z pewnością nie są głupsi, tylko mądrzejsi. Ale na pewno dużo mniej rozumieją. I też nie dlatego, że skleroza i inne przypadłości wieku bardzo dojrzałego nie pozwalają im rozsądnie myśleć. Bo właśnie wtedy myślą bardzo spokojnie i rozsądnie. Tylko dlatego, że wiele rzeczy ich negatywnie zaskakuje.

Sokrates jak wiadomo chodził po Atenach i zadawał ludziom różne pytania i ciągle się z nimi sprzeczał. A najgorsze było to, że kpił z wszelkiej władzy.

Starszy, brodaty, nieurodziwy, niski, krępy, bosy, odziany w wełniany płaszcz, z laską w ręce zatrzymywał przechodniów i zmuszał ich do uznania swojej własnej niewiedzy, lub czynił z nich głupców. Wszystko to czynił w obecności młodzieży, która za nim podążała i przysłuchiwała się jego rozmowom w winiarniach, na targach. Ale także na agorze i w gimnazjonach, między spacerującymi po pięknych krużgankach młodzieńcami.

Najgorsze jednak było to, że kwestionował wartość ustroju i przeciwstawiał się instytucjom demokratycznym. 

No i mówił, że deszcz nie powstał z woli Zeusa, tylko pochodzi z chmur. I inne dziwne rzeczy.

Więc nie można się dziwić, że zauważono wreszcie, że nie jest zwykłym dziwakiem. Jest wrogiem, który burzy ład społeczny. Jak wiadomo, został skazany na śmierć poprzez wypicie cykuty. Wypił ją w obecności swoich przyjaciół i uczniów.

Żoną Sokratesa była Ksantypa. Była młodsza od niego o około 40 lat. Miał z nią trzech synów.
Ksantypa była podobno żoną wyjątkowo kłótliwą, zawsze niezadowoloną i gderliwą. A jak Sokrates wracał do domu to wylewała na niego wiadro wody /a mówi się też, że były to nieczystości/. No i tłukła mu jeszcze garnki na głowie. 

Ksantypa troszczyła się o dzieci, dom, męża, dbała aby nie gasł ogień w kominku, gotowała a także dawała jeść zwierzętom. Dbała też aby amfory z winem były zawsze pełne. W tym czasie jej mąż-filozof prowadził dysputy poza domem. Z pewnością po powrocie do domu miał dla swojej żony jakieś mądre słowa, ale czy akurat to było jej wtedy potrzebne?

Jest taka sztuka pt. „Obrona Ksantypy”. Napisał ją w 1939 r. Ludwik Hieronim Morstin. Główną bohaterką tej sztuki jest właśnie żona Sokratesa. Sztukę tę trzykrotnie wystawiał Teatr Telewizji. Mnie utkwił w pamięci spektakl z roku 1984. W rolę Sokratesa wcielił się wtedy Ignacy Machowski, Ksantypą była Ewa Decówna. W tym spektaklu, pokazana była młoda kobieta, która pragnie przede wszystkim miłości i ciepła. A nie otrzymuje właściwie niczego, a na dodatek żyje w biedzie. Bo jej mąż nie interesuje się sprawą tak przyziemną jak utrzymanie rodziny. A więc czy można się dziwić że wita go zła, rozgoryczona i z wiadrem wody?

Nazywano Sokratesa „poprawiaczem świata”, nieznośnym gadułą, zarzucano, że lekceważy świętości i nie uznaje żadnych wartości.
A on tak naprawdę interesował się tym co ludzkie. Pytał co różni brzydotę od piękna, prawo od bezprawia, odwagę od tchórzostwa. Walczył o wolność poglądów i intelektualną niezależność.

Do historii przeszły jego słowa „Demokracja jest rządami głupców”.

Słynną sentencję wyroczni delfickiej „Poznaj samego siebie” pragnął uczynić swoim życiowym mottem.

Nie pozostawił po sobie żadnych pism. Wszystkie wiadomości o życiu filozofa przekazali jego uczniowie.

Zanim zaczął publicznie głosić swoje poglądy był rzeźbiarzem i żołnierzem.

Jest jednak najbardziej znany jako autor powiedzenia „Wiem, że nic nie wiem”.

I jeszcze Adam Sikora:
„…. Niewiedza /wg. Sokratesa/ nikogo jednak nie usprawiedliwia, a zawsze obciąża. Głupota jest defektem intelektu równoznacznym z niemoralnością. Z drugiej strony, dobry uczynek popełniony bez udziału świadomości w istocie nie liczy się, nie ma wartości moralnej."

Aha, czyli jak świadomie przekazuję lub odpisuję jakąś kwotę na rzecz Hospicjum dla dzieci to ma to wartość moralną, a jak bez zastanowienia daję żebrzącemu pod sklepem dziecku bułkę – to nie…..

Tak sobie siedzę i rozmyślam i piszę bez sensu.

Jedno jest pewne. Nadal „wiem, że nic nie wiem”.

środa, 14 marca 2018

Pan profesor powiedział...

                       Zauważcie, że rozłożone skrzydła orła wyglądają jak skrzydła husarii

Czytałam, że wybitny historyk, kawaler Orderu Orła Białego profesor Karol Modzelewski powiedział :

"Trzeba nawiązać kontakt z tymi, którzy o 19.30 są wpatrzeni w "Wiadomości". Bo jak tego nie zrobimy to mamy przechlapane."


Mam prośbę do Was.
Wytłumaczcie mi proszę, co miał na myśli Pan Profesor, bo ja nie oglądam właściwie żadnych programów informacyjnych.
Przypominam tylko,  ze wszystkie moje blogi były i są apolityczne. 
Jak zwykle proszę o wyważone i spokojne opinie. Wierzę, że będą tylko takie.
Dziękuję.

poniedziałek, 12 marca 2018

Za długa droga do domu


                                                          Motyl Monarcha

- Babcia – zaczął Pytalski – bo ja widziałem jak ty na blogu pisałaś o motylach. Ale ty tam nie o wszystkim napisałaś…..
- No pewnie, że nie o wszystkim. Bo ja na swoim blogu piszę o wielu sprawach. Ale nie za dużo, żeby moi znajomi się nie znudzili.
- A możesz jeszcze napisać więcej o motylach?
- Mogę, ale tylko ciekawe rzeczy. A co mam jeszcze napisać?
- To ja ci powiem. Bo są takie motyle które się nazywają Monarchami. I ja kiedyś oglądałem na Nat Geo Wild taki program o tych motylach. Wiesz, że to są motyle, które całe życie wędrują? Każdego roku w sierpniu miliony tych monarchów lecą z Ameryki Północnej na południe do Meksyku. Uciekają przed mrozami. I ja sobie zapisałem, bo one przelatują prawie 5000 kilometrów.
- Naprawdę?
- No, mówię ci. W tym filmie mówili, że w tę drogę lecą tylko takie motyle które urodziły się na początku lata. I one lecę i lecą, ale potem już do domu nie wracają te same motyle tylko ich dzieci albo ich wnuki. Bo one żyją bardzo krótko więc nie zdążą już wrócić w to samo miejsce. Lecą sobie na południe i tam się rozmnażają składają jajeczka i umierają. A te nowe się potem wykluwają z tych poczwarek i lecą dalej. I jeszcze sobie zapisałem bo w tym filmie jeden pan powiedział że do celu dociera dopiero czwarte pokolenie motyli. To smutne jest babciu, prawda?
- Trochę smutne, ale na świecie są sprawy dużo smutniejsze – odpowiedziałam. - Niektórzy ludzie też do do domu nie wracają...
- No przecież wiem - pokiwał głową Pytalski.

Sprawdziłam dokładnie, że Motyle Monarcha żyją tylko 2 miesiące. Żywią się nektarem a ważą 0,75 g. Należą do tych większych – rozpiętość ich skrzydeł często przekracza 10 cm. Ich życie składa się z czterech etapów. Z jajeczek wykluwają się larwy, które przekształcają się w gąsienice, te zaś w poczwarki. Po jakimś czasie z kokonu wydostaje się motyl. Proces ten nazywa się przeobrażeniem naturalnym czyli metamorfozą i trwa dwa tygodnie.
Motyle Monarchy żyją też w Australii, ale tam mają znacznie mniejsze odległości do pokonania.
Motyle te nie mają na świecie równych sobie i piękniejszych owadów pod względem przebywanych odległości.
Są najdelikatniejszym wędrowcami. I nigdy nie wracają do domu.




P.S. Osoby niewtajemniczone informuję, że Pytalski to mój młodszy – 9 letni wnuk, który bardzo interesuje się światem zwierząt i wie o nim naprawdę dużo. Ogląda ciągle filmy o życiu zwierząt, czyta i kolekcjonuje "zwierzątkowe książki"  i co najmniej raz w miesiącu chodzi do ZOO. Znają go tam już dobrze, bo ma roczną kartę wstępu. Śmiejemy się, że nawet ryby w akwariach go już poznają... nie mówiąc o hipopotamach i tygrysach.



Ostatnio Pytalski był w ZOO razem z Babcią Stokrotką i starszym bratem w sobotę 10 marca br.
A ja ostatnio na blogu pisałam o motylach w dniu 4 lutego br.

sobota, 10 marca 2018

O pogardzie dla krzywdy


/Ostrzegam, ze poniższy tekst jest szokujący. Przepraszam też, ze publikuję go w weekend/.


Kasia pochodziła z rodziny patologicznej. Takiej, w której gwałt i przemoc jest na porządku dziennym. Takiej, w której ściany mieszkania sa czerwone od krwi a wódka leje sie strumieniami. I w takiej w której pijani w sztok rodzice zapominaja wpuścic dziecko do domu. Więc dziecko zimą nocuje na wycieraczce.

Sytuacją Kasi zainteresował się ksiądz z pobliskiej parafii. Podstępem wywiózł ją od rodziców do innego miasta, tam z nią zamieszkał w pustym mieszkaniu swojej matki i stworzył jej piekło na ziemi. 
Bił, więził, obrażał, gwałcił. Gdy po jakimś czasie okazało się, że Kasia jest w ciąży krzyknął że „nie chce mieć bachora” i natychmiast zabrał ją do znajomej ginekolog…. Gdy już życie poczęte zostało zabite .... zostawił ją samą w zamkniętym mieszkaniu i pojechał z młodzieżą na pielgrzymkę do Częstochowy.

Często powtarzał jej, że jak komuś się poskarży to zrobi z niej kurwę. Albo że jak ucieknie i go wyda to i tak ją odnajdzie i zabije. Kasia miała wtedy 12 lat i była drobną dziewczynką, ksiądz R był 2-metrowym, potężnym 32- letnim mężczyzną. 
Piekło Kasi trwało pół roku, do momentu w którym udało się jej uciec i zwierzyć pani ze świetlicy środowiskowej. Sprawa została zgłoszona na policję, ale patologiczni rodzice i tak dziecku nie uwierzyli. Kasia została umieszczona w domu dziecka.

Ksiądz, którego oskarżono spotkał się w dużym współczuciem i wsparciem właściwie wszystkich środowisk. Przyznano mu w sądzie dwóch obrońców, wspomagała go kuria. /Kasi, która była dzieckiem nie przyznano nawet przedstawiciela/. 
Kuria planowała wysłać księdza do pracy do Wielkiej Brytanii. Nie doszło jednak do tego i aresztowano go. W jego komputerze znaleziono dowody na to, ze jest pedofilem. Utrzymywał kontakty seksualne także z innymi niepełnoletnimi dziewczynkami. 
Skazano go, a on broniąc się mówił: „nie wiem jak do tego doszło… ale przecież jeździłem z Kasią do Lichenia i do Łagiewnik”. Ksiądz R. został skazany na osiem lat więzienia, jednakże po kilku odwołaniach wyszedł z niego dużo wcześniej. Obecnie pełni funkcje kapłana w innym mieście.

Gdy dziennikarka śledcza i reporterka postanowiła sprawę dokładnie zbadać i pojechała do tego miasta dowiedziała się że …..”nikt w parafii o niczym nie wie i że ksiądz ten nadal udziela komunii dzieciom”. Weszła więc do kaplicy aby porozmawiać z innymi księżmi. I zadała im pytanie: „Ile dzieci trzeba zgwałcić aby przestać być księdzem”…. Zaległa cisza. I dano jej do zrozumienia, że to nie jest jej sprawa. 

W Domu Dziecka Kasia cztery razy podejmowała próby samobójcze. Praktycznie okres dojrzewania spędziła w szpitalach psychiatrycznych. Udało się jej jednak skończyć jakąś szkołę i dostać pracę „na kasie w sklepie”. Po pracy wraca do wynajętego pokoiku i siedzi w nim sama. Nie wychodzi z domu, nie ma przyjaciół.  Panicznie boi się mężczyzn szczególnie księży… Mówi o sobie, że jest już na zawsze stracona. I każdej nocy budzi się przerażona, bo wydaje się jej, że jej kat otwiera drzwi kluczem od zewnątrz…

To jest tylko jeden z reportaży, które znajdują się w najnowszej książce Justyny Kopińskiej pt: „Z nienawiści do kobiet”. Napisałam o nim bo wstrząsnął mną najbardziej.

Justyna Kopińska jest dziennikarką „Dużego Formatu”, reporterką, pisarką, socjologiem. Zajmuje się tematyką kryminalną, związaną z prawem karnym, sądami i więziennictwem. Jest laureatką wielu nagród – m.inn. Nagrody im.Ryszada Kapuścińskiego. Doświadczenie zawodowe zdobywała w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Afryce Środkowej.



W Dzień Kobiet 8 marca 2018 wybrałam się do Empiku Junior na ul. Marszałkowskiej w Warszawie na spotkanie autorskie z Justyną Kopińską. Była ta jednocześnie premiera jej książki. Z Panią Justyną rozmawiał pisarz Łukasz Orbitowski. 

Na pełnej osób sali panowała całkowita cisza i przerażenie… Chociaż z pewnością osoby, które przyszły na to spotkanie znały charakter twórczości pisarki. Potem zaczęły się pytania do autorki.
Najnowsza książka Pani Justyny Kopińskiej zaczyna się wspomnieniem o Violetcie Villas. O tym jak to się stało, że osoba, która podbiła swym głosem Amerykę i śpiewała w duecie z Barbrą Streisand umarła mając opinię wariatki. Na dodatek całkowicie samotna i tylko w otoczeniu sfory psów i kotów. W książce jest też reportaż o dyrektorze więzienia, który zabił niepełnosprawnego więżnia i został uniewinniony i opiekuje się teraz wnukami. Jest także przerażąjący rozdział pt: "Ile mamy trupów w szafach?".I kilka innych, bardzo smutnych...

Tytuł książki „Z nienawiści do kobiet” jest także tytułem jednego z rozdziałów. A sama książka jest nie tylko o nienawiści do kobiet. Jest raczej o lekceważeniu słabszych /a są nimi głównie kobiety/ a przede wszystkim o pogardzie dla skrzywdzonych… I o tym, że w życiu liczą się tylko ci znani i silni. I że są osoby nietykalne. I to tylko częściowo ma związek z sytuacją polityczną naszego kraju. Podobnie jest – jak mówiła autorka -w Stanach czy w Anglii.

Gdyby ktoś z Was zainteresował się tą książką /a naprawdę warto/ to musi się przygotować na to, że będzie czytał o koszmarach, o których się nigdy nie mówi i  nie pisze.


Po zakończonym spotkaniu z Panią Justyna Kopińską nie mogłam trafić do wyjścia. Błąkałam się między stoiskami z książkami jak małe dziecko. A przecież mam bardzo dobrą orientację i byłam w Empiku Junior już wiele razy...
--------------------------------------------------------------

Jeszcze raz przepraszam za ten tekst ale jak zdążyliście pewnie zauważyć, piszę też smutne "bajeczki"...


czwartek, 8 marca 2018

Łazienki Królewskie w dniu 4 marca 2018 roku

1. Jedno z mniej popularnych wejść do Łazienek Królewskich
.
 2. Zobaczcie ile oczu i nosów jest na pniu tego drzewa.
 
3. Na tym mostku stoi pomnik Króla, który odniósł zwycięstwo pod Wiedniem...
4. A tu domek ostatniego polskiego króla...
5. Zmarznięty paw czeka aż go wpuszczą do tego domku
6. Ja jednak jestem zwariowana na punkcie pni, gałęzi i korzeni drzew.
7. To drzewo sfotografowałam specjalnie dla Notarii /z którą kiedyś spacerowałam po Łazienkach/- jest trochę podobne do baobabu?
8. Do Łazienek wróciły łabędzie - na razie jest tylko jedna para ale pewnie niedługo po stawach będą pływały brzydkie kaczątka...
9. To jest Moje Drzewo - to samo co na stronie 24 w książce pt: "Zwariowałam"
10."Tankreda i Kloryndę"sfotografowałam specjalnie dla Joanny Rodowicz /z którą poznałam się osobiście przy tej rzeźbie/
11. I jeszcze raz ten domek króla
12. A ten widok to dla Warszawianki Elaji...
13. I jeszcze zwykłe zimowe drzewa...
14. I jeszcze - może się komuś spodoba?
15. A to Omphalos czyli Pępek...


              
16. A zdjęcie Najwybitniejszego zasłuchanego  w szum wierzby Polaka to dla Hani Mroczkowskiej, z którą się właśnie przed Nim kiedyś umówiłam...
17. I jeszcze jedno wspaniałe drzewo.
18. A polski noblista czyli Litwos ....to dla  Czesi, której wprawdzie nie poznałam osobiście, ale która napisała ostatnio przepiękną książkę...

A całość Łazienek Królewskich dla Anabell z którą przechodziłam kilkakrotnie Alejami Ujazdowskimi .... tuż koło Łazienek Królewskich ...gdy wracałyśmy z kawiarni Flora...
--------------------------------------------------------
Łazienkom Królewskim, które są uważane za najszczęśliwsze miejsce w Warszawie poświęciłam pierwszy tekst w książce "Moje warszawskie zwariowanie'". 
Pozostało mi jeszcze kilka egzemplarzy tej książki.
-----------------------------------------------------
Zdjęcia robiłam komórką... ale może któreś z nich zasługuje na wyróżnienie???

wtorek, 6 marca 2018

Jeszcze o świątyni renesansu

We Florencji urodził się jeden z najwspanialszych renesansowych pisarzy Dante Alighieri. W Casa di Dante jest niewielkie muzeum poświęcone życiu oraz twórczości autora „Boskiej Komedii”. Ciekawostką jest wyrzeźbiona na bruku przed domem twarz średniowiecznego pisarza, którą można zobaczyć jedynie po polaniu wodą odpowiedniego miejsca.

/Jeśli uda się Wam zdjęcie powiększyć to może dojrzycie autorkę blogu wysoko w loggi Casa di Dante/

Most Ponte Veccchio  w ciągu wielu wieków przetrwał niezliczone powodzie i wojenne spustoszenia. A od zniszczenia w czasie II wojny światowej uratowała go podobno interwencja samego Hitlera, który wycofującemu się z miasta marszałkowi Kesserlingowi rozkazał go oszczędzić.
Wybudowany został w najwęższym brzegu rzeki Arno w 1345 r. A nazwę nadali mu mieszkańcy Florencji.
Górą, nad samym mostem biegnie tzw. korytarz Vasariego /od jego twórcy, który był znanym renesansowym historiografem sztuki, architektem i malarzem/, zbudowany dla cesarza Kosmy I, aby umożliwić mu swobodne przechodzenie z Palazzo Vecchio do Palazzo Pitti, znajdującego się po drugiej stronie rzeki.
W roku 1593 wielki książę Ferdynand I wypędził z mostu przedstawicieli „podłych rzemiosł” jakimi byli rzeźnicy mający na moście sklepiki i na ich miejsce, za dwukrotnie większą opłatą wprowadził ok. 50 jubilerów i złotników. Ich potomkowie do dziś mają na moście piękne sklepy jubilerskie z drewnianymi okiennicami. A na środku mostu stoi popiersie najsłynniejszego złotnika - Benvenuta Celliniego.
To po tym moście przechadzał się Dante Alighieri.

Basilica di Santa Croce należy do świątyń wyjątkowych. I to z wielu względów. Jednym z nich jest fakt, że  znajdują się w niej znakomite dzieła sztuki.
Po drugie ze względu na olbrzymie historyczne znaczenie tego kościoła.
Jest to zarówno świątynia artystyczna jak i Panteon słynnych Włochów.
W Santa Croce jest wiele wspaniałych kaplic, noszących imię fundatorów bazyliki. To również wyjaśnia obecność wspaniałych nagrobków.
Zacznę od nagrobka Michała Anioła, który uważany jest za najpiękniejszy. Jest to dzieło Giorgio Vasariego, który przez pewien czas był uczniem Michała Anioła.
W Santa Croce ustawiono też cenotaf, czyli symboliczny nagrobek Dante Alighieriego. Stoi tuż koło nagrobka Michała Anioła.
Natomiast naprzeciwko nagrobka Michała Anioła znajduje się nagrobek wybitnego astronoma Galileusza. Ma tu też swój nagrobek urodzony we Florencji  słynny dyplomata Niccollo Machiavelli.
Jest w Santa Croce wiele innych nagrobków wybitnych osób. Na przykład Gioacchino Rossiniego, a także czwórki wybitnych Polaków: Michała Kleofasa Ogińskiego /tego od słynnego poloneza „Tęsknota za Ojczyzną”/, Zofii Zamojskiej, która była córką Izabelli Czartoryskiej, malarza Michała Bogorii Skotnickiego i  Zofii Cieszkowskiej z Kickich.
A przed bazyliką na rozległym placu stoi pomnik najsłynniejszego florentyńczyka – twórcy „ Boskiej komedii”:

Niestety, świątynię renesansu często nawiedzają powodzie. Największa wydarzyła się w 1966 roku. Zginęło wówczas kilkadziesiąt osób i wiele dzieł uległo zniszczeniu. Powódź o mało nie zerwała mostu Ponte Vecchio. Silny prąd zerwał natomiast pięć kwater z brązu, które były na drzwiach baptysterium i wyrzucił je o 2 km. niżej. Na szczęście były to kopie.
Głównym winowajcą powodzi jest rzeka Arno, o której Dante kiedyś powiedział, że jest „przeklętym i nieszczęsnym rowem”. Wiosną niesie ona wody z topniejącego śniegu w Apeninach.
Wobec tak niszczących powodzi dawni kronikarze twierdzili, że Florencję musiał założyć Noe. Średniowieczne kroniki obfitują  w opowiadania o wodnych kataklizmach. Na przykład w 1269 roku nurty Arno zmyły dwa mosty, a 30 lat później czterodniowa burza spowodowała tak gwałtowną powódź, że rozkazano bić w dzwony aby odpędzić demony oskarżane o sprowadzenie potopu.
Miasto Dantego, Giotta, Arnolfa di Cambiego, Michała Anioła, Leonarda da Vinci i Benvenutta Celliniego.
Także miasto bankierskiego rodu Medyceuszy i stolica Toskanii.
Świątynia renesansu.
/Drzwi do Raju o których pisałam w pierwszej częsci tekstu o Świątyni renesansu/
--------------------------------------------------------------------------------------
We Florencji jest wiele przepięknych świątyń, muzeów, budowli, rzeźb i obrazów. Wymieniłam tylko te perły renesansu, które widziałam na własne oczy. Wiele innych schowane jest i pilnie strzeżone w muzeach i świątyniach.
Żałuję, że spędziłam w tym mieście tylko jeden dzień ze swojego życia. Pocieszam się, że był to jeden z dni najpiękniejszych.


niedziela, 4 marca 2018

Świątynia renesansu

/Tekst ten od 22 grudnia 2014 roku znajduje sie na portalu pisarze.pl/

„Per Roma soffri, per Napoli piangi, per Venezia sospiri, a Firenze vuoli essere sepolto”. Co można przetłumaczyć: “Za Rzym cierpieć, za Neapolem płakać, za Wenecją wzdychać, we Florencji chciałbym być pochowany”.
Tak miał się wyrazić Stendhal o włoskich renesansowych miastach.
Rzym, Neapol, Wenecja, Florencja. Wszystkie te miasta przepełnione są sztuką i architekturą renesansową. Ale to o Florencji Włosi mówią, że jest świątynią renesansu i artystyczną stolicą Europy. W galeriach i na placach tego miasta widać bogactwo obrazów i rzeźb z okresu najwspanialszego rozkwitu sztuki w Europie.

Prawdę mówiąc zupełnie nie wiem od czego zacząć. Tak bywa, gdy ma się przed oczami wspomnienie piękna. Tak bywa, gdy o jakimś mieście napisano już wszystko. Gdy pisali o nim wybitni ludzie, a chce napisać zwykła turystka czy zjadaczka chleba.
Jednak spróbuję.
Florencja jak wiadomo leży u stóp zboczy toskańsko - emiliańskiego pasma Apeninów na rozległej równinie przeciętej rzeką Arno i otoczonej wzgórzami. Widoku na centrum miasta z Esplanady Michała Anioła, która ciągnie się przez 6 kilometrów wzdłuż południowych obrzeży miasta nie da się zapomnieć. Widok ten jest od wieków uwieczniany przez malarzy i podziwiany i fotografowany przez wszystkich, którzy przyjeżdżają do Świątyni Renesansu. Tam, po drugiej stronie rzeki Arno znajduje się duży taras widokowy, ozdobiony na dodatek kopiami rzeźb Michała Anioła.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Wydaje mi się, że pierwszeństwo należy się świątyni, która jest dziełem wielu artystów. Nie będę jej jednak opisywać, bo każdy kto ją widział i zwiedzał pamięta doskonale jak wygląda i z pewnością nigdy jej widoku nie zapomni. Z kolei tym, którzy we Florencji nie byli mój opis wyda się z pewnością bardzo ubogi. Więc tylko parę słów…

Historia budowy Katedry Santa Maria del Fiore to kilka wieków. Budowę katedry rozpoczęto w 1294 roku pod nadzorem Arnolda di Cambio. Katedra została poświęcona Matce Boskiej Kwietnej, z wyraźnym nawiązaniem do łacińskiej nazwy Florentina, oznaczającej „miasto kwiatów”. Największe wrażenie robi wspaniała kopuła Katedry, która ujawniła geniusz Filippo Bruneleschiego. Do dziś jest to największa na świecie kopuła wzniesiona z cegieł. Jest, a właściwie był to pierwszy sygnał nowej epoki zwanej renesansem.
Tuż obok Katedry znajduje się Dzwonnica, zaprojektowana przez mistrza Giotto i baptysterium, które jest najstarszym budynkiem w mieście.
W baptysterium, które powstało na przełomie IV i V wieku zachwycają słynne drzwi wschodnie, zwane Drzwiami Raju. Wyrzeźbił je Lorenzo Ghilberti, a nazwę tę nadał im Michał Anioł. Wykonane są z brązu i pozłacane. Składają się z 10 kwater obrazujących sceny ze Starego Testamentu w niespotykanej dotąd narracji i technicznej precyzji. Jest to bardzo wierna kopia, bowiem oryginalne Drzwi Raju są przechowywane w Museo dell’Opera del Duomo.
Piazza del Duomo, czyli Plac Katedralny jest religijnym sercem Florencji.
Piazza della Signiora był natomiast kiedyś centrum politycznym. Przy placu stoi Pallazzo Vecchio, od siedmiu wieków siedziba władz miasta. To ratusz, który jest trochę podobny do fortecy a twórcą jego jest prawdopodobnie Arnolf di Cambio, ten sam architekt, który rozpoczął budowę Katedry.

Wewnątrz Pallazzo Vecchio znajduje się przepiękny dziedziniec ozdobiony przez Giorgia Vasariego. Ale jego wygląd też pozostawię wspomnieniom osób, które tam kiedyś były.
Na Piazza della Signiora znajduje się niesamowicie bogata kryta galeria rzeźby czyli Loggia del Lanzi.  Ze wspaniałej procesji rzeźb należy wyróżnić Perseusza dłuta Benvenuto Celliniego. Wybawca Andromedy ukazany jest w momencie, gdy podnosi odciętą głowę Meduzy. Perseusz, którego stopa spoczywa na ciele potwora to klasyczny ideał ucieleśnionej siły.
Przed główną fasadą ratusza stoi kopia Dawida Michała Anioła. Bohater Starego Testamentu jest tu nagim, pięknie zbudowanym młodzieńcem, który na chwilę przed walką mierzy wzrokiem potężniejszego od siebie przeciwnika. Tworząc ten posąg twórca zerwał z tradycją prezentowania Dawida trzymającego w dłoni głowę Goliata. Nie przedstawił bohaterskiego czynu, tylko moment przed walką. Uchwycić ekspresję w klasycznym pięknie ciała, męstwo w spojrzeniu mógł tylko artysta genialny. Takim był Michał Anioł.
Wyrzeźbiony Dawid stał się symbolem męstwa do którego odwoływano się w chwilach trudnych dla Republiki Florenckiej.


Galeria Uffizi uważana jest za najwspanialszą galerię włoską i jedną z najbardziej znanych w świecie. Uffizi to panorama szkół malarstwa florenckiego, reprezentowana przez najwybitniejsze dzieła sztuki, wśród których jest wiele oryginałów. Nie da się opisać dzieł tam umieszczonych, więc nadmienię tylko, że sama budowla powstała na zlecenie Medyceuszów, a jej realizacji podjął się Giorgio Vasari.
---------------------------------------------------------------------------------------------
/Trzy pierwsze zdjęcia zeskanowane z albumu "Złota Księga Florencji" 
Na czwartym autorka blogu w roku 2002 w towarzystwie Davida/

Ciąg dalszy nastąpi...!

piątek, 2 marca 2018

Szafa gdańska trzydrzwiowa


/Tekst ten opublikowałam już 4 lata temu, ale właśnie wczoraj stał się znowu aktualny. Więc go powtarzam, zmieniając tylko trochę/
-----------------------------------------------------------------

Wczoraj około 9-tej wpadła sąsiadka i zaprosiła mnie na wspólne bieganie...


Zdziwiłam się, bo przecież znamy się od lat i dobrze wie, że nie biegałam, nie biegam i biegać nie będę. Chodzę tylko dość szybko i na długie trasy.


- To znaczy ty będziesz sobie koło mnie szybko szła, a ja będę biegła - poprawiła się.


Koleżanka skończyła kiedyś AWF, odnosiła jakieś tam sportowe sukcesy i kogoś tam trenowała.


Niedawno dołączyła do kategorii wiekowej pt: BABCIA i bardzo jej zależy na utrzymaniu odpowiedniej formy fizycznej. Zajmuje się bowiem  swoją najpiękniejszą, najmądrzejszą na świecie i wyjątkową wnuczką. 


- Tylko się ubierz na cebulkę i nasmaruj grubo twarz kremem bo jest osiem stopni stopni mrozu – poleciła mi. I dodała – to spotykamy się na dole za pół godziny. Myślę, że conajmniej godzinkę, a jak się uda to dwie – sprecyzowała planowany czas wspólnego bieganio-chodzenia.


Poranną toaletę miałam już za sobą, więc tylko grubo nasmarowałam twarz „kremem na mróz i wiatr"..
I zaczęłam się ubierać. 


Najpierw od góry:
1…
2.cieniutki podkoszulek z krótkim rękawkiem
3. grubszy podkoszulek z długim rękawem
4. jeszcze grubszy podkoszulek, /z którego Młodszy wyrósł już dawno/
5. sweterek wełniany
6.dresik z kapturem 

7. kurteczka antywiatrowa


Potem od dołu:
1….2...
3. rajstopy grube
4. legginsy
5. cienkie dresy
6.grube spodnie od dresu.
Na stopy 2 pary skarpetek i odpowiednie buty.
Na głowę czapeczkę./na kaptur od dresu/
I jeszcze krótki szaliczek.
Rękawiczki wełniane.
-------------------------------------------------- ---------------------------------
Wychodząc spojrzałam do lustra.
Zobaczyłam szafę gdańską trzydrzwiową.
Załamałam się...
Rozebrałam się, zaszyłam pod kocyk.
I piję teraz herbatkę odchudzającą.
Ciekawa jestem jak długo wytrzymam patrząc na leżącą obok czekoladę mleczną z orzechami.

Hollyłódź

Łódź jak żadne polskie miasto zasługuje na miano stolicy polskiej kinematografii. Już od 1948 roku słynna łódzka Filmówka, czyli Państwowa W...