sobota, 22 grudnia 2018

Wigilia w Domu Dziecka


Parę dni temu poszłam przed południem na Stare Miasto.
I tam na jednej z cichych uliczek zobaczyłam coś smutnego.
Kilka pań ciągnęło drewniane wózki./mniej więcej takie jak ten, w którym siedzi smutny miś - tylko większe/. W każdym wózku było dwoje albo troje małych dzieci. Przystanęłam zdziwiona i zaskoczona i powiedziałam do tych dzieci: „Ależ wy jesteście śliczne”. A dzieci popatrzyły na mnie wielkimi, smutnymi i załzawionymi oczami.
I usłyszałam jak jedna z pań do mnie mówi: „Co z tego że śliczne…. jak są niechciane… To dzieci z Domu Dziecka”.
Panie z wózkami odjechały a ja zostałam sama na środku chodnika.
Weszłam do jednej z kawiarenek. Wypiłam kawę.
A potem wróciłam do domu i napisałam taką bajeczkę:
-------------------------------------------------------------------------------


"Dawno, dawno temu żyła sobie z dwiema córeczkami bardzo dobra kobieta. Zanim została nauczycielką w jednej z warszawskich szkół pracowała przez rok jako wychowawczyni i opiekunka dzieci w Domu Dziecka w Konstancinie pod Warszawą. Wtedy jedna z jej córeczek miała cztery lata a druga dziesięć. Ta kobieta pracowała zawsze od soboty po południu do poniedziałku rano. Przyjeżdżała wtedy do pracy razem z córeczkami i razem z nimi wracała, bo nie chciała zostawiać ich w domu samych. No i starsza córeczka chodziła już przecież do szkoły. Kobieta ta pracowała w Domu Dziecka także we wszystkie święta. Miała tam mały pokoik z trzema żelaznymi łóźkami. Czasami dziewczynki nocowały tam same - tak było wtedy gdy ich mama musiała wrócić do Warszawy aby coś w niej załatwić. 



Tak właśnie było przed tamtą  Wigilią. 

Pani Dyrektor Domu Dziecka poleciła tej kobiecie dwa dni przed Wigilią aby kupiła w sklepie w Warszawie jakieś zabawki dla dzieci. I żeby je przywiozła w Wigilię i dała pod choinką wszystkim dzieciom i potem już została z dziećmi na całe Święta. Do pomocy miałaby  panią kucharkę, panią sprzątaczkę i pana, który zajmował się opalaniem budynku. No i był jeszcze przed domem pies. Ale on mieszkał zawsze w budzie.

Więc ta kobieta dzień przed Wigilią przywiozła rano swoje córeczki do Domu Dziecka, po czym wieczorem wróciła do Warszawy i nastepnego dnia  usiłowała za bardzo skromne środki kupić lalki i misie dla swoich podopiecznych. Chciała także kupić coś swoim córeczkom. A wrócić miała z tymi prezentami w wieczór wigilijny – ostatnim autobusem, który jechał z Warszawy. Był to autobus, który podjeżdżał blisko pod bramę budynku w którym mieścił się Dom Dziecka.

Ale niestety nie przyjechała tym autobusem.

A dzieci czekały. Wszystkie dzieci z Domu Dziecka czekały w oknach stojąc z noskami przylepionymi do szyb. Czekały na swoją ukochaną panią, która miała im przywieżć prezenty od Świętego Mikołaja. O tym, że Święty Mikołaj sam do nich nie przyjedzie wiedziały już od pani dyrektor…. No bo przecież Święty Mikołaj jest jeden jedyny na świecie a dzieci bardzo dużo. To przecież nie zdąży wszędzie z tymi prezentami…

Czekały też córeczki tej kobiety. Młodsza zaczynała już płakać, bo nie wiedziała co stało się z jej mamusią, ale starsza ją pocieszała mówiąc, że to wszystko przez ten śnieg i mróz. I że pewnie autobus się zepsuł ale że przyjedzie nowy i że dowiezie im mamę pod samą choinkę…

Mijały godziny a Ukochanej Pani /i Najlepszej Mamy na Świecie/ nadal nie było. Dzieci razem z panią  dyrektor, paniami kucharkami i panem palaczem zjadły już kolację wigilijną i usiadły smutne pod choinką.

A córeczki tej kobiety siedziały w swoim pokoiku i już obydwie zalewały się łzami.

Po pewnym czasie dzieci po choinką usnęły. Panie z kuchni przeniosły je do łóżeczek i posprzątały po Wigilii. Pani dyrektor sprawdziła czy wszystko jest w porządku i wydała ostatnie polecenia. Wszyscy poszli do swoich domów i do swoich rodzin. Został tylko pan palacz i pies w budzie.

Gdy w środku wigilijnej nocy pies zaczął nagle okropnie ujadać i ktoś zaczął dobijać się do drzwi Domu Dziecka córeczki tej kobiety nie miały watpliwości, że to ich Mama. Prawie wszystkie starsze dzieci też się obudziły i pomagały otrzepywać się ze śniegu swojej ukochanej pani. Pomagały zdejmować jej przemoczone buty i rozcierały zmarznięte ręce. A potem wszystkie się do niej przytulały i całowały ją. I mówiły, że jest ich prawdziwą kochaną MAMĄ.


I że nie jest ważne, że nie ma prezentów. Najważniejsze, że jest.

A potem prawie wszystkie dzieci z Domu Dziecka przyszły do pokoiku tej kobiety, którą nazywały swoją MAMĄ i spały razem z nią i jej córeczkami skulone na trzech zsuniętych łóżkach...

A w Boże Narodzenie – gdy już wszyscy siedzieli przy bardzo skromniutkim stole dowiedziały się, o tym, że ich Pani nie zdążyła na ten ostatni autobus, bo po drodze był jakiś wypadek… i że musiała iść wiele kilometrów przez las sama z ciężką torbą pełną prezentów.  I że co chwilę wpadała w jakąś zaspę i że spadł jej jeden but… więc go szukała … i na szczęście znalazła… ale pogubiła w zaspach prezenty. 
I nie mogła ich znależć więc szła i płakała.
I że nie miala skąd zadzwonić do Domu Dziecka."

---------------------------------------------------------------------
To pewnie nie było dokładnie tak jak zapamiętała to wszystko czteroletnia wtedy dziewczynka. I tak jak jej to opowiadała starsza siostra. Ale teraz nie ma już kogo o to zapytać.

Pięknych Świąt wszystkim Wam życzę...




piątek, 21 grudnia 2018

Ponarzekamy trochę???


To ja zacznę:

Mówi dziadek Stokrotek do babci Stokrotki:
- Dawniej to były czasy...
A babcia mu odpowiada:
- No... nawet czas tak szybko nie leciał...
-----------------------------------------------------
Czekam na Wasze narzekania...
Z góry dziękuję...

środa, 19 grudnia 2018

Gafy polityków


1. W 1960 roku Nikita Chruszczow na forum ONZ w Nowym Jorku zdjął but i zaczął nim walić w mównicę.
2. Mówi się, że podczas przyjęcia dyplomatycznego Władysław Gomułka wypił wodę do płukania rąk i opłukał ręce w ponczu.
3. Lech Wałęsa słynący z wpadek językowych powiedział: "Powinna być lewa noga i prawa noga. A ja będę pośrodku".
4. W roku 1992 cierpiący na atak grypy jelitowej George Bush zwymiotował na kolana premiera Japonii i zemdlał.
5. W 1994 roku w Berlinie podpity Borys Jelcyn odsunął tamburmajora i zaczął dyrygować orkiestrą wojskową.
6. W 2002 roku żona Leszka Millera włożyła na spotkanie z japońską parą cesarską sukienkę z angielskimi słowami: romance, pink, love, sexy.
7. W 2009 roku Michelle Obama objęła królową brytyjską co wywołało oburzenie specjalistów od etykiety.
8. W 2011 roku prezydent Komorowski w czasie obiadu wydanego na cześć królewskiej pary szwedzkiej sięgnął ręką w lewą stronę i ujął kieliszek Królowej Sylwii i wzniósł toast za Szwecją. Na szczęście król Szwecji szybko zareagował i podał żonie kieliszek Bronisława Komorowskiego. 
9. W 2012 roku bułgarski prezydent Borysow powitał czeskiego prezydenta słowami: "Witam prezydenta Polski Wacława Klausa". Spostrzegłszy pomyłkę sprostował: "Prezydenta Czechosłowacji"
10. W 2015 roku Putin podczas wizyty w Chinach zarzucił szal żonie prezydenta Chin. Chciał okazać troskę, jednak gest był złamaniem wszelkich norm chińskiej etykiety. Żona Xi Jinpinga szal zdjęła.
11. W maju 2018 roku prezydent Macron chciał błysnąć angielskim i używając kalki językowej z francuskiego powiedział do premiera Australii: "Dziękuję tobie i twojej smacznej żonie za ciepłe przywitanie i perfekcyjną organizaję wizyty".

Wybieramy Gafę Gaf??? Niekoniecznie z tych przeze mnie wymienionych...

poniedziałek, 17 grudnia 2018

"Więc pijmy wino Szwoleżerowie..."


Szwoleżerowie – to jednostki kawalerii lekkiej. Nazwa pochodzi z języka francuskiego i jest zbitką słów „cheval” - koń i „leger” - lekki. Byli XIX wiecznym importem, który został na ziemiach polskich zaszczepiony przez Napoleona w czasach Księstwa Warszawskiego.

Szwoleżerowie uczestniczyli w niezliczonej ilości potyczek i w wielu bitwach, z których najważniejsze to: Samosierra, Lipsk, Hanau, Peterswalde, Wagram, Smoleńsk, Arcis sur Aube, Waterloo. Towarzyszyli także Napoleonowi w zesłaniu na Elbę. 

Z trzech pułków szwoleżerów II Rzeczypospolitej Pierwszy stacjonował w Warszawie.
Pierwszy Pułk Szwoleżerów stacjonował i szkolił się jak to mówili sami żołnierze „obok szefa” - na tyłach Łazienek, a więc i Belwederu, w porosyjskich koszarach ułanów gwardii przy dzisiejszej ulicy  Szwoleżerów. 
Służba w jednostce uważana była za zaszczyt, a jej żołnierze mieli się za najlepszych z kawalerzystów.

Byli ulubieńcami przedwojennej stolicy, zawsze nienagannie wyglądający w doskonale skrojonych mundurach. Jednak to nie za krój uniformów Warszawa kochała swych szwoleżerów, lecz za wspaniałą bohaterską historię polskiego oręża, którą symbolizowali. Chociaż lubili się bawić i bywać na salonach...

Szwoleżerowie słynęli nie tylko z czynów bojowych. Wielu z nich odznaczyło się także w niwie kultury, w malarstwie i literaturze. Niektórzy pochodzili ze znanych rodów i byli bardzo uzdolnieni.

Najwybitniejsi z nich to: powieściopisarz, podróżnik i badacz Syberii Wacław Sieroszewski który był przyjacielem Marszałka i bijący rekordy popularności Bolesław Wieniawa-Długoszowski – dowódca Pułku, poeta, tłumacz i dyplomata, przyjaciel Skamandrytów. 
Należał także do nich znakomity tłumacz Conrada, Hemingwaya, Steinbecka, Jonesa - Bolesław Zieliński. A wśród malarzy wyróżniał się Michał Bylina – profesor warszawskiej ASP, batalista, piewca swojego Pułku.
Wiosną 1940 roku szwoleżerowie złożyli też daninę krwi w Lesie Katyńskim – zginęło ich tam dwudziestu.
-----------------------------------------------------------------------
Wczoraj podczas spaceru po Łazienkach Królewskich odwiedziłam ten niewielki domek zwany Ermitażem.


I tam obejrzałam wzruszająca wystawę poświęconą Pierwszemu Pułkowi Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego. Komórką zrobiłam kilka zdjęć.





W trzech niewielkich salkach pokazano oczywiście nie wszystko co można by pokazać. Ale ponieważ byłam przed południem jedyną osobą zwiedzającą,  więc pani opiekująca się wystawą podarowała mi na pożegnanie obszerny informator.



I z niego zeskanowałam dla Was jeszcze to zdjęcie, które jest na samej górze i to które jest niżej. Na tym niżej sfotografowany jest I Pułk Szwoleżerów podczas defilady w Alejach Ujazdowskich po powrocie z frontu w 1919 r.



I jeszcze słowa Marszałka:

„Ilekroć w ciężkiej sytuacji bojowej potrzebowałem kawalerii, oczy moje zawsze zatrzymywały się na I-szym Pułku Szwoleżerów. I nie pytałem się nigdy czy jesteście zmęczeni, czy wypoczęci czy jesteście bosi czy też dobrze ubrani. Rzucałem Was jak piłkę bilardową na róźne fronty. Pod tym względem byliście wyróżniani mając ciągle okazje do ciężkiej i trudnej pracy bojowej. Nie zawiedliście nigdy moich nadziei. Dziękuję Wam za to Szwoleżerowie”.

-------------------------------------------------------------------
Moja Mama czasami śpiewała sobie cichutko taką piosenkę:

„Więc pijmy wino Szwoleżerowie
niech troski zginą w rozbitym szkle
gdy nas nie stanie nikt się nie dowie
Czy było dobrze nam czy źle...”

Gdy jako dziecko pytałam Mamę co to za dziwna piosenka odpowiadała, że tę piosenką śpiewał często jej tata. Ale że pamięta tylko refren...

Jej Tata a mój Dziadek był legionistą odznaczonym Krzyżem Virtuti Militari. Mniej więcej 7 lat temu zamieściłam na pierwszym blogu Jego zdjęcie z 1917 roku. /Widać tam przypięte do munduru to odznaczenie/.

Ze mną chyba nie zdążył zaśpiewać tej piosenki bo umarł zanim skończyłam dwa lata.

sobota, 15 grudnia 2018

! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! .............

                            Ta piękna jesień na zdjęciu to na pocieszenie dla nas wszystkich
Dwa cytaty z nr. 50 tygodnika Angora:

Pierwszy-
/przedruk z tygodnika „Fakty i mity” z tekstu pt: „Bestia od św.Brygidy”/

„Wraz z księdzem J. upadł nie tylko kolejny mit „Solidarności”. Upadło coś więcej – resztki wiary w przyzwoitość kleru”.

I drugi, którego autorem jest Michał Ogórek:

„Jeśli dostawimy jeszcze więcej pomników, takich jak księdzu J. w Gdańsku, to chyba wyniosą się od nas gołębie. Będą się brzydziły srać tutaj”.

I jeszcze...
Wczoraj wracając wieczorem autobusem do domu usłyszałam rozmowę dwóch pań;
- To jak to - mówiła pierwsza - to nawet towarzysze wiedzieli o tym co wyrabiał ten ksiądz i nikt mu tego nie zarzucił? Nie było żadnego dochodzenia...???
- Widocznie ksiądz z nimi współpracował - odpowiedziała druga. 
----------------------------------------------------------------------------------------------
Wychodzi na to, że TEN film to był malusieńki pikuś...

czwartek, 13 grudnia 2018

O jeszcze jednej świątyni której nie ma czyli ...... klątwa rabinów

16 maja 1943 roku o godzinie 20.15 na polecenie generała SS Jurgena Stroppa, kierującego likwidacją warszawskiego getta, po zakończeniu tej akcji została wysadzona w powietrze największa warszawska synagoga przy Tłomackiem 7. Miało to sybolizować unicestwienie Żydów jako narodu.

O jej zburzeniu tak opowiadał Stroop Kazimierzowi Moczarskiemu ("Rozmowy z katem"):*
 "Piękną klamrą oficjalnego zamknięcia Wielkiej Akcji było wysadzenie w powietrze Wielkiej Synagogi. Przygotowania trwały 10 dni. Synagoga była gmachem solidnie zbudowanym. Stąd, aby ją za jednym zamachem wysadzić w powietrze, należało przeprowadzić pracochłonne roboty saperskie i elektryczne. Ależ to był piękny widok! Z punktu widzenia malarskiego i teatralnego obraz fantastyczny. Oficer saperów wręczył mi aparat elektryczny, wywołujący detonację ładunków wybuchowych. Przedłużałem chwilę oczekiwania. Wreszcie krzyknąłem: Heil Hitler! – i nacisnąłem guzik. Ognisty wybuch uniósł się do chmur. Przeraźliwy huk. Bajeczna feeria kolorów. Niezapomniana alegoria triumfu nad żydostwem. Getto warszawskie skończyło swój żywot. Bo tak chciał Adolf Hitler i Heinrich Himmler".
-------------------------------------------------------------------------------------------------

W połowie XIX wieku w Warszawie było około 100 domów modlitwy i dwie niewielkie synagogi. Dla ludności żydowskiej, której liczba szybko wzrastała nie było to dużo.

Inicjatorami budowy nowej synagogi byli bogaci przedstawiciele inteligencji żydowskiej. Zorganizowali oni Komitet Budowy Synagogi przewidzianej na 3 tysiące miejsc modlitewnych. 
Budowa synagogi rozpoczęła się w 1875 roku i trwała z przerwami do roku 1878. Uroczyste otwarcie odbyło się 26 września 1878 w święto Rosz-Ha-Szana, czyli żydowski Nowy Rok. 
Nowa synagoga została przyjęta życzliwie, nawet przez warszawiaków innych wyznań. Wrosła w pejzaż Warszawy.

Na parę lat przed wybuchem II wojny światowej Warszawa stała się właściwie miastem dwunarodowościowym. Według  niektórych żródeł zamieszkiwało ją prawie 48% ludności pochodzenia żydowskiego.

Procentowo więcej Żydów było jedynie w Nowym Jorku.
Model Wielkiej Synagogi znajdujący się w Muzeum Żydowskiej Diaspory w Tel-Awiwie


Po wojnie Wielkiej Synagogi w Warszawie nie odbudowano. 

A ponieważ w judaizmie miejsce sacrum może być przeznaczone tylko na świątynię, więc …. podobno warszawscy rabini rzucili klątwę na budowany w tym miejscu „Błękitny wieżowiec”. Miejsce na którym stała Synagoga stało się przeklęte i pechowe.

Faktem jest, że wieżowiec ten z dwoma kilkuletnimi przerwami budowano prawie 26 lat, zmieniając w międzyczasie kilka razy jego koncepcję i założenia i plany... Zmieniono także elewację i wiele elementów. Podobno organizacje żydowskie wstrzymywały budowę.

Ustanowiono w ten sposób konstrukcyjny antyrekord w Europie Środkowej.

Przed wejściem do Błękitnego Wieżowca umieszczono tablicę upamiętniającą tę Wielką Synagogę...największą w Polsce.



A przed Wieżowcem znajduje się taka tablica:


A wewnątrz oprócz wielu biur i sklepów znajduje się także 200 metrowa żydowska sala modlitwy.
----------------------------------------------------------------------
/Zdjęcia czarno-białe zeskanowałam z książki Ireneusza Zalewskiego "Echa dawnej Warszawy. 100 adresów - tom I./

*/ O książce "Rozmowy z katem" pisałam w tekście "TO więzienie" w dn. 3 grudnia 2018 r.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Uwaga:
Wczoraj wysłałam "Moje warszawskie  zwariowanie" wszystkim tym osobom, które książkę zamówiły. Bardzo proszę o potwierdzenie jak przesyłki dojdą.
Pozostały mi jeszcze trzy egzemplarze. Gdyby jeszcze ktoś z Was był zainteresowany - proszę o kontakt mailowy: rusinowa@op.pl do soboty 15 grudnia do godz. 24tej. Po tym terminie zamykam sklepik ze sprzedażą mojej książki o Warszawie. Osobom zainteresowanym bardzo serdecznie dziękuję.

wtorek, 11 grudnia 2018

O świątyni, której nie ma czyli narodziny i upadek kolosa - zakończenie

                                                               Andrzejowi Rawiczowi /Anzai/

Rozbiórka soboru /zdjęcie z roku 1924/

Zakorzeniony wśród Polaków odbiór świątyni jako symbolu rosyjskiego panowania doprowadził do rozebrania obiektu w latach 1924- 1926 /wcześniej w 1921 roku zburzono dzwonnicę/.

Fragmenty mozaik zostały przewiezione do Soboru Pokrowskiego w Baranowiczach, inne zainstalowano w cerkwi Marii Magdaleny na warszawskiej Pradze, w kościele Najświętszego Zbawiciela w Warszawie, kościele w Pyrach oraz w kilkunastu innych kościołach i cerkwiach, a także w gmachu Wydziału Architektury Politechniki w Warszawie.
Darowane przez imperatora Mikołaja II jaspisowe kolumny, które zdobiły ołtarz główny po pewnym czasie przeniesiono do górnej części krypty z grobowcem Józefa Piłsudskiego na Wawelu.

Związek Radziecki nie protestował przeciwko rozbiórce – w latach 20-tych i 30-tych świątynie prawosławne likwidowano tam i niszczono masowo.
Zachowany fragment mozaiki z soboru znajdujący się obecnie w gmachu Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej przy ul. Koszykowej 55.


W Polsce niewiele osób protestowało przeciwko unicestwieniu „kolosa”.

Jedynie teolog prawosławny Wiaczesław Bogdanowicz miał powiedzieć:

”Nie mówcie panowie, że katedra winna być zburzona jako pomnik niewoli. Ja bym raczej powiedział, że póki ona stoi stanowi najlepszy pomnik dla przyszłych pokoleń, pouczając je jak należy strzec swej Ojczyzny. Natomiast rozebrana pozostanie pomnikiem wstydliwym, pomnikiem nietolerancji i szowinizmu. …..A ci co go tworzyli o żadnej polityce nie myśleli” .
Jego słowa nie spotkały się jednak ze zrozumieniem.

Nie wiem jak Wam, ale mnie jest trochę żal tego pięknego soboru...

Poza tym - nie rozumiem dlaczego nie rozebrano Cytadeli Warszawskiej, która została zbudowana na rozkaz cara Mikołaja I po upadku Powstania Listopadowego i w której więziono m.inn. Józefa Piłsudskiego i stracono wielu bojowników o niepodległość Polski...To byl przecież symbol caratu w Warszawie.

Dlaczego nie zlikwidowano więzienia na Pawiaku w którym rosyjski zaborca od roku 1863 więził wielu więżniów politycznych..../Dopiero po odzyskaniu niepodległości Pawiak stał się zwykłym więzieniem. A potem hitlerowcy wykorzystali Pawiak jako katownię. Ale to już zupełnie inny temat./

Mówi się też, że twórca Soboru Aleksandra Newskiego - Leontij Benois był nauczycielem Lwa Rudniewa. A to Lew Rudniew zaprojektował nam nowy symbol rosyjskiego panowania .... czyli Pałac Kultury i Nauki...

Ciekawa jestem co Wy o tym myślicie... 
------------------------------------------------------------------
P.S. Zdjęcia kolorowe stanowią moją własność. Zdjęcia czarno-białe zeskanowałam z nr 10 /2293/ miesięcznika "Stolica". Tekst ten powstał częściowo na bazie artykułu znajdującego się w w/w miesięczniku.
---------------------------------------------------------------------------

niedziela, 9 grudnia 2018

O świątyni której nie ma ..... czyli .... narodziny i upadek kolosa - część pierwsza

Ten dwuczęściowy tekst dedykuję Andrzejowi Rawiczowi /Anzai/ w podziękowaniu za jego bardzo wartościowy komentarz dotyczący Józefa Piłsudskiego. Komentarz ten znajduje się pod tekstem pt: "Urodził się 5 grudnia 1867 roku".
-------------------------------------------------------------------------
-A teraz zwróćcie państwo uwagę na te fragmenty mozaik – powiedział nasz białoruski przewodnik. - Pochodzą one ze zburzonego warszawskiego soboru Św. Aleksandra Newskiego. Zostały  sprowadzone z Warszawy w 1928 roku.
Spojrzeliśmy i sfotografowaliśmy ten, który wydawał nam się najpiękniejszy. Byliśmy w Cerkwi Pokrowskiej w Baranowiczach na Białorusi. Freski, na które zwrócono nam uwagę znajdowały się w filarach nawy i nad drzwiami. Było to w lipcu 2006 roku.

----------------------------------------------------------------------

Sobór Aleksandra Newskiego na pocztówce z ok. 1912 roku.

Boski patron rodu Romanowych – kniaź Aleksander Jarosławowicz o  przydomku Newski znany jest przede wszystkim jako wódz, który na rzece Newie w 1240 roku pokonał Szwedów oraz odniósł zwycięstwo nad wojskami inflanckiej gałęzi zakonu krzyżackiego na skutym lodem jeziorze Pejpus w roku 1242. Bitwie tej, znanej jako „bitwa na lodzie” nadaje się ogromne znaczenie, zapobiegła bowiem podbojowi Rusi i ustaliła jej zachodnie granice na kilkaset lat.

Za panowania Iwana Groźnego kniaź Newski został zaliczony w poczet świętych i uznany patronem kolejno dynastii Rurykowiczów a następnie Romanowych. 
Z kolei uznawany za twórcę Imperium Rosyjskiego Piotr I ogłosił Aleksandra Newskiego patronem Petersburga – miasta założonego w miejscu, gdzie kniaź odniósł najgłośniejsze zwycięstwo jako wódz. 
Aż trzej rosyjscy imperatorzy otrzymali imiona na cześć średniowiecznego władcy. 
Pod wezwaniem tego świętego zbudowano wiele cerkwi np. w Dyneburgu, w Tbilisi, Baku, Batumi, Moskwie, Włodzimierzu, Jarosławiu, Nowogrodzie czy Pskowie. Powstały też sobory Aleksandra Newskiego poza granicami Imperium – największy w Sofii.

W 1893 roku warszawski generał-gubernator Iosif Hurko wystąpił z propozycją budowy w stolicy Królestwa Polskiego nowego prawosławnego soboru katedralnego, twierdząc, że dotychczas istniejące w Warszawie świątynie prawosławne mogą pomieścić jedynie dziesiątą część z 42 tysięcy wiernych.

Ale głównym powodem narodzenia się „kolosa” w centrum Warszawy miał być triumf prawosławia na terenie objętym katolicyzmem.

„Kolos” został wybudowany na Placu Saskim,/obecnie Plac Józefa Piłsudskiego/ w sąsiedztwie nieistniejącego obecnie, bo spalonego przez Niemców po upadku Powstania Warszawskiego Pałacu Saskiego.

„Kolos” …. „miał świadczyć swym widokiem zewnętrznym i wystrojem wewnętrznym o wielkości Cerkwi w Państwie Rosyjskim”.

Sobór zdominował otoczenie. A koszt jego budowy był niewyobrażalnie wielki.

Jednak Sobór Aleksandra Newskiego pod żadnym względem nie wpisywał się w swoje architektoniczne położenie i przygniatał je swymi rozmiarami.
Po 18 latach budowy sobór ukończono w czerwcu 1912 roku.

W czasie pierwszej wojny światowej, w związku z zajęciem Warszawy przez Niemców ze świątyni został wywieziony ikonostas i najcenniejsze detale wystroju wnętrza. Niemieckie władze przemianowały go nadając mu imię władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Henryka II i postanowiły wykorzystać jednocześnie jako kościół katolicki i ewangelicki. Nabożeństwa w obrządkach katolickim i protestanckim odbywały się na przemian.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości „kolos” pełnił funkcję kościoła garnizonowego Wojska Polskiego. 
Sylwetka Soboru w panoramie Warszawy na zdjęciu z roku 1918. Po lewej od soboru widoczny Pałac Saski, którego trzy arkady stanowią obecnie Grób Nieznanego Żołnierza.

 Ciąg dalszy nastąpi ...


piątek, 7 grudnia 2018

Babcia i wnuki

Dzisiaj walczę z własną grafomanią więc będą tylko zdjęcia z podpisami...

                                             Ciekawe czy babcia znajdzie tę miseczkę?


                                                              I znowu muszę jeść.!!!


                                      Kiełbaska jedzona na schodach bardziej mi smakuje...


                                                          Babciu - nigdzie dalej już nie idę...


           Bardzo mi się podobała ta stopa i chciałem ją do domu zabrac, ale babcia powiedziała, że nas do samolotu z nią nie wpuszczą...


                           I czemu ta babcia tak na nas krzyczy? Przecież my jesteśmy grzeczni...

środa, 5 grudnia 2018

Urodził się 5 grudnia 1867 roku ...

                                   
                                        Na zdjęciu z 1934 roku ruiny Jego domu rodzinnego

1. Jego matka pochodziła ze znanego rodu szlacheckiego.

2. Miał zostać lekarzem, bo rozpoczął studia medyczne.

3. Mówi się, że ....był socjalistą.

4. Palił od 16 roku życia. Pił bardzo mocną i słodką herbatę.

5. Bardzo lubił oglądać filmy. Najbardziej kreskówki.

6. Uwielbiał stawiać pasjanse, grać w karty oraz w szachy.

7. Zawsze nosił ze sobą broń, bo bał się zamachu.

8. Prawie wcale nie pił alkoholu. Nie lubił bigosu i kołdunów. Lubił leguminy i ciasteczka.

9. Przyjmował gości bardzo późno, czasami o drugiej w nocy.

10. Podobno miał 175 cm wzrostu.

11. Miał kilka uli a pracował przy nich bez siatki.

12. Kochał zwierzęta. Miał psa, konia, sarnę i króliki.

13. Uwielbiał spirytyzm i często brał udział w spotkaniach ze znanymi spirytystami.

14. Dwukrotnie zmieniał wiarę.

15. Nie był wzorem wierności małżeńskiej, raczej jej zaprzeczeniem.


A tu jest przedwojenny pomnik jaki mu postawionio przy lotnisku Okęcie w Warszawie. Oczywiście dawno go już nie ma.




Przecież wiecie kto to...
.... więc może dopiszecie coś jeszcze...???

Najciekawsze wiarygodne informacje zostaną przeze mnie szczególnie docenione.
--------------------------------------------------------
P.S. Powyższe informacje zebrałam w wielu żródeł, także z Peryskop-Angora. Zdjęcia zeskanowałam ze starych numerów miesięcznika "Skarpa Warszawska"

poniedziałek, 3 grudnia 2018

TO więzienie


Siedzieli w jednej celi. Jeden z nich był polskim prawnikiem, dziennikarzem, działaczem Stronnictwa Demokratycznego, żołnierzem AK, uczestnikiem konspiracji antyhitlerowskiej. Drugi był Niemcem, generałem SS, jednym z najokrutniejszych hitlerowskich zbrodniarzy wojennych, likwidatorem warszawskiego getta w 1943 roku. Był jeszcze trzeci – też Niemiec. Siedzieli w jednej celi przez 225 dni. 
Kazimierz Moczarski 2 marca 1949 roku został umieszczony w celi mokotowskiego więzienia – ul. Rakowiecka 37 – na oddziale XI razem z Jurgenem Stroopem. Napisał potem o tym słynną książkę zatytułowaną „Rozmowy z katem”. Ta książka to głębokie studium psychologiczno-socjologiczne niemieckiego faszyzmu, jego rozwoju i mechanizmu działania. 
Kazimierz Koźniewski tak o niej pisał: „Grymas historii doprowadził do wspólnych rozmów kata i ofiary. Ileż z tych rozmów mógł zapamiętać? Ileż był w stanie zanotować? Zapamiętać natomiast mógł całą prawdę wyrażoną przez Jurgena Stroopa. I z tej prawdy powstały «Rozmowy z katem» – właściwie wielka realistyczna powieść dokumentarna. Wielka literatura faktu”. Książka została wydana przez PIW w roku 1978.
--------------------------------------------------------------------------
W szkole podstawowej miałam koleżankę, która mieszkała na ul. Rakowieckiej. Kiedyś zaprosiła mnie do siebie. Ale przedtem uprzedziła, że mieszka blisko więzienia i że z okien jej mieszkania widać spacerujących więźniów. Przestraszyłam się tak bardzo, że wcale do niej nie poszłam. 
--------------------------------------------------------------------------
Po wielu latach – mniej więcej wtedy, gdy wydano książkę „Rozmowy z katem” – spotkałyśmy się właśnie na ul. Rakowieckiej. I wtedy powiedziała mi, że więzienie na Rakowieckiej 37 jest chyba wpisane w jej życie, bo tam właśnie pracuje. Jako psycholog więzienny. I mieszka ciągle w tym samym domu. 
Pamiętam, że poszłyśmy na kawę czy herbatę do pobliskiej kawiarenki i tam nasłuchałam się jej niesamowitych opowieści o więźniach i jej pracy z nimi. Mówiła także o tych, którzy wiele lat przedtem byli w tym więzieniu osadzeni, torturowani i stracili życie w wyniku represji stalinowskich. Wtedy już o tym mówiło się oficjalnie… Byli to żołnierze AK, patrioci, uczestnicy Powstania Warszawskiego, bohaterowie walczący z ówczesną władzą do ostatka sił. Wytaczano im sfingowane, pokazowe procesy. 
Zginęli wtedy w TYM więzieniu prawdziwi patrioci. Tacy jak Emil Fieldorf czy Witold Pilecki. Ten ostatni miał powiedzieć, że obóz w Oświęcimiu był igraszką przy torturach, jakim go poddawano w więzieniu na Rakowieckiej.
Na murze więzienia została umieszczona odpowiednia tablica. Jest na niej wiele nazwisk, których posiadacze zostali zamordowani za tym murem. 
Ulica Rakowiecka zaczynała się kiedyś budynkiem, w którym mieściło się kino „Moskwa”. W środku ulicy od roku 1904 istnieje więzienie, o którym piszę, a na jej końcu była kiedyś pętla tramwajowa. Podobno dawno temu mówiło się cichutko, że ta ulica to taka „droga komunizmu”.
---------------------------------------------------------------------

/Był to urywek z rozdziału "Smutek Warszawy" pochodzący z mojej książki "Moje warszawskie zwariowanie"/

I jeszcze....
W miesięczniku "Skarpa Warszawska" z pażdziernika 2014 znalazłam zdjęcie korzytarza podziemnego prowadzącego do dawnej celi śmierci w TYM więzieniu.  Autorem zdjęcia jest ppor. Michał Grodner Służba Więzienna. Pozwoliłam sobie zeskanować to zdjęcie dla Was.
                                                               Przerażające. Prawda?
------------------------------------------------------------------------------------------
Uwaga: 
Te osoby które zamówiły jeszcze u mnie książkę o Warszawie informuję, że .... "dodruk się drukuje".
Gdy już książki otrzymam poproszę Was o podanie adresów na jakie mają być wysłane. Jednocześnie te osoby, które "chciałyby a boją się" proszę aby podjęły decyzję.

Przypominam mój adres: rusinowa@op.pl

Nie wiem jak zacząć....

 .... więc zacznę od początku... Po obejrzeniu w Podchorążówce wystawy "Nabiści" usiadłam sobie na ławce w mało uczęszczanej częśc...